1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Demony przeszłości pozbawiają cię energii? Sprawdź, jak odkryć w sobie wewnętrzną moc

Demony przeszłości pozbawiają cię energii? Sprawdź, jak odkryć w sobie wewnętrzną moc

Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Nogi jak z waty, brak energii, uwięzły w gardle głos... Kto lubi tak się czuć? A jednak to dar od ciała, które, skarżąc się na brak oparcia, skłania nas do odkrycia wewnętrznej mocy – pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Każda z nas nosi w sobie wiele historii o krzywdzie: nadopiekuńcza matka, nieobecny ojciec, nieczuła babcia, nielojalna przyjaciółka, partner, który porzucił… Wtedy jakoś dałyśmy sobie radę, przeżyłyśmy, podniosłyśmy się z kolan, choć wydawało się, że gorzej już być nie może. Jednak te historie z przeszłości nadal pętają nas niewidzialną liną. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, zupełnie jakby ktoś nagle pociągnął za sznur, i uruchamiają scenariusz wina-krzywda, który ujawnia się w stwierdzeniach: „Byłam wyjątkowo niegrzecznym dzieckiem”, „Mój ojciec chciał syna” czy „Znów wybrałam niewłaściwego mężczyznę”. Powroty do przeszłości, w której przecież nic już się nie da zmienić, naprawić – pozbawiają nas energii, a złudna nadzieja, że w dorosłym życiu ktoś da nam to, czego nie dali rodzice, odbiera moc.

Moc przychodzi z niemocy

„Chcę ruszyć do przodu, ale coś mnie zatrzymuje”... „nogi mam jak z waty, brakuje mi energii”... „ostatnio często tracę głos” – to kłopoty, z którymi przychodzą do mnie silne kobiety. Silne, bo w świecie zewnętrznym nie ma na nie mocnych, udaje im się wszystko załatwić, zorganizować, zaplanować, dopilnować. Silne, bo wiedzą, czego potrzebują: „Muszę tylko przepracować dzieciństwo”, „muszę zamknąć ostatni toksyczny związek”, „jestem DDA i dlatego nie mogę stanąć na własnych nogach”. Jak Marta, z którą miałam sesję w zeszłym tygodniu.

– Byłam molestowana seksualnie przez ojczyma – wyznała na samym początku spotkania. – Muszę to wreszcie załatwić. Jak długo można rozpamiętywać przeszłość?! – Ile miałaś lat? – Siedem… to się stało w dzień moich urodzin. Wierzysz mi?

Jasne, że wierzyłam.

Marta kilka razy rozpoczynała terapię. Przerywała, kiedy zbliżał się temat ojczyma, bo nie była gotowa się z nim zmierzyć. Twierdzi, że teraz już jest. – Nie jesteś. Bo wspomnienie przeszłości ciągle wrzuca cię w rolę krzywdzonego dziecka – stopuję ją. – To co mam zrobić? – Wstań z krzesła, stań mocno na ziemi, lekko ugnij kolana, zamknij oczy i poczuj moc swoich ud, bioder, brzucha.

Marta ma mocny brzuch i silne uda, bo od dziecka ćwiczyła lekkoatletykę. Zosia, pacjentka, która zgłosiła się w sprawie „niemocy” po przemocowym związku, nie cierpi swojego brzucha. Jej partner powtarzał, że „spasła się jak świnia”, kilka razy uderzył ją w brzuch, który po ciążach sama nazywa „sflaczałym”.

– Najgorszy był ostatni poród. Dziecko było duże i dwóch lekarzy dosłownie rzuciło mi się na brzuch. Od tamtej pory niewiele czuję od pępka w dół – opowiada.

Biedne te nasze brzuchy, biodra, uda. Bywa, że wiele muszą znosić, ale… „Nasze ciała są jak ziemia, która ma swój krajobraz zmieniający się pod wpływem zabudowywania, parcelowania, kopania i burzenia” – tłumaczy Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami”. W historii o Kobiecie Motylu rytualny taniec, na którego pokaz ściągają do Meksyku podróżni z całego świata, wykonuje stara, gruba kobieta. Ma wielki brzuch, cienkie nogi, ciało naznaczone bliznami i rozstępami, szerokie biodra.

„Biodra są szerokie nie bez powodu – w nich mieści się miękko wyścielona kołyska dla nowego życia. Biodra kobiety są dźwignią dla ciała znajdującego się nad i pod nim; są bramą, miękką poduszką, podstawą miłości, schronieniem dla dzieci. Nogi muszą być silne, bo mają dobrze nieść, czasem popędzać, dźwigać w górę, są anillo – obręczą obejmującą kochanków. Natura chce, by ciało czuło, by miało kontakt z przyjemnością, sercem, duszą, dzikością” – wyjaśnia Estés.

Era kobiet bez brzucha

– Och, w naszych brzuchach jest tak wiele: ogień, seksualność, twórczość, energia życia – tłumaczy Ania Rogowska, psycholożka, terapeutka pracująca z ciałem, kobieta zwołująca kręgi, współzałożycielka Szkoły Wrażliwości. – A moc? – Jest moc, ale niekoniecznie rozumiana jako coś mocnego, bywa, że w brzuchu jest coś bardzo delikatnego, wrażliwego, można powiedzieć, że taka mała dziewczynka. Kobiecie trudno jest się spotkać z czymś tak delikatnym. Jedna moja pacjentka odkryła w swoim brzuchu ogień, który miał różne aspekty: był zimny, ale też gorący. Wystarczyło go poznać, zaufać mu, by łatwiej wyrażać siebie.

Zdaniem Ani kobieca moc nie zawsze musi być intensywna, dzika, dynamiczna. Jeśli jest subtelna, czuła – uczy wrażliwości i delikatności wobec siebie. Czucie siebie w ten sposób sprawia, że już nie można się zgadzać na wszystko czy wyrządzać sobie krzywd.

Ania mówi, że żyjemy w kulturze kobiet bez brzucha; „nie wypinaj się”, „wciągnij brzuch”, a przecież brzuch nawet bardzo szczupłej kobiety jest lekko wypukły. Chyba że kobieta żyje na wdechu, np. z lęku, że wypuszczenie powietrza oznacza deformację figury. Życie „na wciągniętym brzuchu” sprawia że nogi są słabe: drżące uda, sztywne kolana, niestabilne kostki. Kulisz się: szyję chowasz w ramiona, zamykasz klatkę piersiową, ręce nie mają odwagi ani sięgać, ani wyznaczać granic. Głos ci drży, każde „nie’’ więźnie w gardle. W twoim ciele „bez brzucha” nie ma mocy. Bez niej nie ruszysz do przodu, bo przeszłość będzie ściągać cię do tyłu. Bez niej nie rozliczysz się z przeszłością, bo będąc w tamtej roli – krzywdzonego dziecka czy krzywdzonej kobiety – nie zrobisz nic więcej, niż zrobiłaś wtedy.

Kiedy puścisz brzuch, poczujesz swoją moc, dogrzebiesz się i do ognia, i do wrażliwości, i do traum małej dziewczynki, która w przeszłości nie mogła się obronić, bo była dzieckiem.

Ja chcę czuć

– Niedawno przyszła do mnie kobieta, która nie mogła wyrazić samej siebie, nie czuła siebie – opowiada Ania Rogowska. – Okazało się, że blokada była właśnie w brzuchu. To był ogień, którego się bała. Po tym odkryciu kobieta zaczęła malować.

Zdaniem terapeutki pierwszym krokiem w procesie odkrywania mocy w brzuchu jest decyzja, że „ja chcę czuć”. To postanowienie, którego już nie da się odwrócić czy zignorować. Drugi krok to ciekawość, która daje odwagę do wyruszenia na spotkanie z brzuchem. Kolejny to wchodzenie w głąb, poczucie siebie od środka i słuchanie tego. To uczy zaufania. Brzuch staje się wtedy czułym narzędziem do nawigowania i portalem do kontaktowania się z różnymi siłami.

– A co z lękiem? – pytam, wspominając te wszystkie dzielne i silne kobiety, które spotkałam na swojej drodze.

Aneta, pilotka samolotu, w wieku 35 lat przestała miesiączkować, a kiedy poprosiłam, żeby położyła dłoń na brzuchu, wybiegła z gabinetu, szlochając. Mirka od 13. roku życia cierpiała na zaburzenia odżywiania, w trakcie sesji oddechowej puściła brzuch, a kiedy jej ciało zaczęło drżeć, powiedziała, że się boi, bo nie wie, co się z nią dzieje.

– Lęk przed schodzeniem w głąb brzucha jest naszym sprzymierzeńcem, ponieważ wymaga niezwykłej uważności na to, czy ja naprawdę mogę już tam wejść, czy jestem gotowa – tłumaczy psycholożka. – Podpowiada, jakie powinny być spełnione warunki: bardzo bezpieczna przestrzeń, odpowiedni czas, wolne tempo. Nie można tego procesu popędzać, a przecież żyjemy w czasach, gdzie wszystko ma być szybciej.

Odkrycie kobiecej mocy wymaga odwagi dotknięcia tego, co boli, i czucia. Czasami łatwiej jest czuć to, co było kiedyś, a nie to, co jest teraz. Dlatego tak bardzo wrzuca nas w role z przeszłości. Bezpieczniej jest czuć rodowe cierpienia niż „tu i teraz”. Trudno jest przytrzymać się w tym: położyć się i czuć, nie robić nic, tylko być.

–Nie pomogą ci w tym żadne superwarsztaty, supermetody terapeutyczne czy superterapeuci, jeśli nie odkryjesz swojego świadomego „chcę”, nie poczujesz gotowości, granic, które możesz przekroczyć, tajemnic, które możesz ujawnić – tłumaczy Ania.

W kontakcie z brzuchem - ćwiczenie

  • Połóż jedną dłoń na brzuchu, a drugą na sercu.
  • Poczuj, czy to już ten czas, żeby posłuchać, co w tobie tu i teraz.
  • Pamiętaj, jeżeli nie będzie w tobie gotowości, żadna metoda nie pozwoli ci skontaktować się z prawdziwą mocą.
  • Jeśli naprawdę chcesz, brzuch cię poprowadzi; nie spiesz się, bądź uważna, delikatna, rób to z miłością.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com.

Zapraszamy do dzielenia się swoimi opowieściami o budzeniu mocy. Czekamy na listy od kobiet, które odkryły swoje własne metody pracy z mocą, również te, które pracują w tym temacie z innymi kobietami. Piszcie na adres sens@grupazwierciadlo.pl.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Świat u naszych stóp

Chodź boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. (Fot. iStock)
Chodź boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. (Fot. iStock)
Stopy komunikują się z nami codziennie, sygnalizując problemy na poziomie ciała i emocji. Są naszym symbolem obecności w świecie, a i tak najczęściej chowamy je w skarpetkach i butach. Wstydzimy się ich, nie lubimy. Dziennikarka i fotografka Katarzyna Sołtan pyta kobiety o ich stopy. A potem je fotografuje.

Ludzka stopa składa się z 33 stawów, 107 ścięgien i więzadeł oraz 26 kości, co oznacza, że w samych tylko stopach znajduje się jedna czwarta wszystkich kości naszego organizmu. Ich niewielka powierzchnia utrzymuje nasze ciało nawet w bardzo trudnych warunkach. A nie mają z nami lekko – codziennie robimy średnio 5 tysięcy kroków, a w ciągu całego życia uderzamy nimi o podłoże średnio 10 milionów razy. Do tego dochodzi jeszcze poruszanie się po twardej powierzchni, czasem w niewygodnych lub niewłaściwie dobranych butach.
Powiedzmy sobie szczerze − na co dzień nie dbamy o stopy tak, jak o włosy, cerę czy ręce. Przypominamy sobie o nich dopiero wtedy, gdy nadchodzi lato lub dzieje się z nimi coś nie tak. Tak było w moim przypadku. Miałam kompleks na punkcie stóp. Cieszyłam się, kiedy nadchodziły chłodniejsze miesiące, bo mogłam ukryć je w szczelnym pancerzu martensów. W gorące miesiące przeżywałam katusze – zakryte buty były prawdziwą męczarnią, ale wolałam odczuwać dyskomfort niż włożyć sandały. Byłam przekonana, że odsłaniam w ten sposób bardzo intymną część ciała, w dodatku – w mojej ocenie – nieładną. Dopiero całkiem niedawno, gdy otworzyłam się na medytację i jogę, poczułam, jak ważne są stopy. W jodze stopa jest podstawą i każdy brak równowagi w życiu zaczyna się właśnie od niej.

Medytacja drzewa

− Stopy są dla mnie cudem, dzięki któremu mogę w ogóle doświadczać chodzenia po ziemi – mówi Green, tancerka i projektantka tworząca w duchu recyklingu. Green uważa, że największą mocą stóp jest możliwość kontaktu z ziemią. To właśnie przez stopy ziemia przekazuje nam energię, dzięki której łączymy się z naturą. − Wystarczy stanąć boso na ziemi i już mamy dostęp do bezpośredniej wiedzy − przekonuje.

Podobne odczucia ma Kinga Wdowiak, którą od zawsze fascynowała właśnie ta część ciała. W liceum lubiła robić rysunki swoich stóp, a latem biegała boso wszędzie, gdzie tylko się dało. Chciała mieć kontakt z ziemią. Skupiała się wtedy na samej czynności chodzenia, co przeradzało się w medytację. Kinga praktykuje to do dziś, ale już świadomie jako buddystka i nauczycielka jogi. – Stopa to nasz fundament, miejsce zapuszczania energetycznych korzeni – tłumaczy. – Dlatego w jodze zaczynamy skanowanie całego ciała od stóp i w ten sposób przyciągamy do siebie energię.

Filozofie Wschodu od dawna podkreślają, jak ważna jest interakcja pomiędzy energią ziemi a energią ciała człowieka. Według niektórych wschodnich wierzeń żeńska energia jest energią przyciągania, czyli „siłą dośrodkową” wpływającą do ciała kobiety przez stopy, dlatego też nazywana jest siłą uziemienia. Ta potężna energia sprawia, że domownicy chcą przebywać blisko osoby o najwyższej energii dośrodkowej, czyli zwykle wokół matki. Kinga uważa, że świadome skierowanie uwagi na stopy może być też świetnym sposobem na wyciszenie w stresujących momentach. Wystarczy wyobrazić sobie, że nasz oddech zaczyna się od stóp i wędruje przez całe ciało. Odczucia płynące z podstawy naszych nóg wygłuszą natrętne myśli, pozwolą nawiązać kontakt ze sobą i przywrócą równowagę. – Stopy nauczyły mnie, jak wiele energii jest dostępnej w asanach. Gdy stoję w pozycji drzewa i łapię równowagę, moja silna stopa utrzymuje mnie, jestem stabilna i nic nie jest w stanie mnie ruszyć – twierdzi Kinga.

Kinga uważa, że stopy, podobnie jak ręce, są przepiękną częścią kobiecego ciała. Tym bardziej dziwi ją to, że kobiety mają na ich punkcie kompleksy. Tak było w przypadku Pauliny Wycichowskiej, tancerki i choreografki. Już od dzieciństwa katowała je ćwiczeniami w szkole baletowej, ale nie widziała efektów – były twarde i nieustępliwe. Zabezpieczyły ją przed wieloma kontuzjami, ale wtedy nie potrafiła tego docenić. Wstydziła się ich. Wszystko zmieniło się w trakcie studiów tańca współczesnego w Londynie. Zaczęła pracować z nimi świadomie i z wyczuciem – i wtedy nawet trochę zmieniły swój kształt. Ta wzmocniona uwaga zwrócona na stopy pozostała jej do dzisiaj, a gdy przypominają o sobie bólem, Paulina już wie, że chcą uwagi i dotyku. W tańcu natomiast są jej łącznikiem z ziemią. – To niesamowite, że tak misterne konstrukcje, jakimi są stopy, absorbują duże siły uderzenia, na przykład podczas skoku, gdy przyjmują zwielokrotniony siłą przyciągania ciężar naszego opadającego ciała – zachwyca się.
Prowadzi warsztaty rozwijania świadomości ciała, które nazwała „I mind the step”. − Uważam, że świadomość każdego kroku przekłada się na świadomość ruchu i ciała, a może nawet na świadomość poszczególnych chwil życia − podsumowuje. Praca ze stopami sprawia, że lubi patrzeć na stopy innych, szczególnie latem, bose i w sandałkach, naturalne lub z pomalowanymi paznokciami. Żałuje jednak, że kobiety wciąż rzadko podkreślają ich piękno pierścionkami lub bransoletkami.

Śladami bogów

Magda Adamow, nauczycielka i fotografka, należy do tych kobiet, które uwielbiają ozdabiać swoje stopy subtelną biżuterią. Uważa, że jest w nich, podobnie jak w dłoniach, niezwykła zdolność zmysłowego odbierania świata. − Są niesamowicie chwytne i wrażliwe na bodźce sensualne, chociażby wtedy, gdy chodzimy boso po piasku, zanurzamy je w ciepłej wodzie lub dotyka ich ktoś bliski. Kontakt ze światem przez stopy to niemal metafizyczne doznanie – mówi Magda. I chociaż stopy w niczym nie ustępują dłoniom, notorycznie zakrywamy je skarpetami, wciskamy w buty i chowamy przed innymi. Może dlatego, że są daleko od głowy, którą uznajemy w naszej kulturze za niezwykle ważną? Traktujemy je bardziej instrumentalnie jako część ciała służącą do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Tymczasem stopy były i są bardzo ważnym elementem świata duchowego. W wielu tradycjach to właśnie one są ucieleśnieniem naszej duszy i przypominają, że gdy bogowie zeszli na Ziemię, pozostawili na niej swoje święte ślady, którymi obecnie podążamy. W niektórych kulturach pokłony składane guru lub starszym osobom w rodzinie połączone są z dotknięciem ręką ich stóp – tworzy to delikatny krąg wymiany energii i jest oznaką najwyższego szacunku. W buddyzmie guru witany jest przez wyznawców przez pokłon lub pocałunek w stopy. Co ciekawe, wizerunek samego Buddy był niegdyś tabu, dlatego symbolem jego obecności były odciski stóp, które do dziś możemy oglądać w postaci grawerunków pokrytych rozmaitymi symbolami. Znaczenie stóp zakodowane jest również w języku, kiedy mówimy o miejscach „nietkniętych ludzką stopą”, gdy „składamy cały świat u stóp” ukochanej osoby lub gdy „mamy coś lub kogoś u swych stóp”.

stopy to nasz fundament, miejsce łączności z ziemią, zapuszczania energetycznych korzeni. (Fot. Katarzyna Sołtan)stopy to nasz fundament, miejsce łączności z ziemią, zapuszczania energetycznych korzeni. (Fot. Katarzyna Sołtan)

W cieniu Kopciuszka

Historia zna też mniej chlubne i dalekie od metafizyki przykłady, w których stopa sprowadzona była do atrybutu męskości lub kobiecości. W średniowieczu duża męska stopa oznaczała siłę, dlatego panowie z upodobaniem nosili ciżmy. Buty z długim noskiem, mające podkreślać walory i pozycję mężczyzny, nie weszły do mody na stałe, może dlatego, że utrudniały swobodne przemieszczanie się nie tylko ich właścicielowi, lecz także reszcie otoczenia.
Z kolei wabikiem średniowiecznej damy była mała stopa. Również przez wiele stuleci wielkością stopy mierzono wartość kobiety w Chinach. Fetysz miniaturowych stóp zawładnął wyobraźnią Chińczyków do tego stopnia, że zaczęto krępować kobiece stopy bandażami w taki sposób, by zatrzymać ich naturalny proces rośnięcia, o czym opowiada chociażby książka „Kwiat śniegu i sekretny wachlarz” Lisy See. Miniaturowe stopy były symbolem piękna i wyjątkowości, zupełnie jak w baśni o Kopciuszku, którego stopa była tak mała, że jej pantofelek nie pasował na żadną inną kobietę.

Dziś, bardziej niż o wciskaniu stopy w trzewiczek, marzymy o jej nienagannym wyglądzie. I choć w reklamach pojawia się zwykle proporcjonalna, gładka i smukła stopa, w rzeczywistości wyróżniamy trzy jej typy: egipską, rzymską i grecką. Stopa egipska uznawana jest za idealną ze względu na jej harmonijną budowę i smukłość. Paluch jest w niej najdłuższy, a reszta proporcjonalnie maleje. Z kolei grecki typ ma najdłuższy drugi palec. W starożytnej Grecji taki układ palców oznaczał inteligencję i wysokie pochodzenie. Typ rzymski jest najrzadszy − pierwsze trzy palce są niemal identycznej długości, a dwa ostatnie wyraźnie krótsze od pozostałych.
Niezależnie od kształtu stopa to lustro wszystkich naszych organów wewnętrznych. To właśnie tutaj znajduje się mnóstwo receptorów, mapa ludzkiego ciała. Doskonałym znawcą tej mapy jest refleksolog, który leczy rozmaite dolegliwości, uciskając poszczególne receptory na stopach. Może to pomóc między innymi w: bezsenności, migrenie, bólach stawów i kręgosłupa, w problemach skórnych i żołądkowo-jelitowych. Na śródstopiu w ujęciu refleksologii znajdują się nasze narządy wewnętrzne, więc przyciskając piętę do śródstopia masujemy żołądek, jelita czy śledzionę. Dlatego tak ważne są codzienny masaż stóp, gimnastyka i chodzenie boso.

Historie w stopach zapisane

Techniki automasażu wykorzystuje coraz popularniejsza w Polsce gimnastyka słowiańska. Stopy, podobnie jak w jodze, służą tu do uziemiania się, więc dobrze ćwiczyć w bliskim kontakcie z ziemią, żeby otworzyć się na płynącą z niej energię. − Stopa w relacji z ziemią odzwierciedla naszą relację z matką. Jeśli coś pojawia się na stopach, to sygnał, że coś w tej relacji jest nie tak − tłumaczy Kasia Muchowska, terapeutka Mizan. – Na przykład przy płaskostopiu większa część stopy dotyka ziemi, co wyraża pragnienie bliskości z matką, więc to znak, że prawdopodobnie nasza matka jest emocjonalnie nieosiągalna. Z kolei narastanie naskórka to otoczenie się skorupką przed teraźniejszością.
Kasia przyznaje, że stopa to część ciała, którą najłatwiej zakryć, a nasze kompleksy biorą się z porównywania i przekonania, że to, co mamy, nie jest wystarczająco dobre. − Gdy ćwiczę gimnastykę słowiańską z dziewczynami, często zdarza się, że mają stopy zakryte rajstopami lub skarpetkami – zauważa. Przyznaje, że zanim pokochała swoje stopy, karmiła się obrazami z prasy i telewizji. – Wiedziałam, że latem muszę o nie zadbać, pomalować paznokcie i wygładzić pumeksem, a jeśli są suche, wetrzeć krem – mówi. − Podczas pracy z gimnastyką słowiańską zaczęłam się zastanawiać, dlaczego skóra na moich stopach jest taka sucha. Gdy zaczęłam ćwiczyć i doceniać moje stopy, to się zmieniło. Narodziła się we mnie wdzięczność za moje stopy. Przestałam je oceniać i traktować przedmiotowo.
Kasia mówi, że jej stopy wyglądają teraz inaczej. Wie już, że krem jest tylko czymś w rodzaju plastra, ale nie zmieni energetycznej kondycji stóp.
O tym, jak trudno jest pokochać swoje stopy, przekonała się również Green. – Moje kompleksy na ich punkcie wynikają z tego, że w mojej rodzinie kobiety mają dość żylaste stopy, więc jeśli założę buty na obcasie, to wygląda to mało estetycznie. Ale moje stopy są też tym, co pozwala mi się ugruntować, poczuć siebie, ustabilizować i za to jestem im wdzięczna – podsumowuje.

Zbawienne rytuały

− Stopa i jej wygląd mówią wiele o budowie ciała, wadach postawy, problemach z układem kostno-stawowym i chorobach układu krążenia – mówi Lidia Zerek, podolog. Podpowiada, jak pielęgnować stopy i paznokcie w zaciszu domowym oraz jak dobierać obuwie i wkładki korygujące. − Wiele moich klientek nie lubi swoich stóp. Wynika to najczęściej z utrwalonych kanonów piękna pokazywanych w mediach. Każda reklama dotycząca pielęgnacji stóp to obrazek młodej, zgrabnej kobiety, która pokazuje nienagannie wypielęgnowane stopy. W rzeczywistości każdy z nas jest inny, więc i nasze stopy się różnią – przekonuje. Ważne, żeby o nie właściwie zadbać. Nie zakrywajmy zmienionych chorobowo paznokci lakierem i nie kupujmy skarpetek złuszczających, ponieważ w ich składzie są kwasy, które zaburzają procesy prawidłowej keratynizacji naskórka. Powinniśmy też unikać tarek i pumeksów, ponieważ pocieranie stopy powoduje wzrost temperatury, a to również zaburza keratynizację i nasze stopy zamiast być gładkie, robią się szorstkie. Naskórek złuszcza się samodzielnie i odbudowuje co 28 dni. Jeśli proces ten przebiega prawidłowo, trudno go nawet zauważyć. Rytuałem powinno stać się codzienne mycie stóp w ciepłej (ale nie gorącej) wodzie, do której możemy dodać odrobinę specjalistycznej soli lub olejku, a po umyciu dokładne wycieranie stóp i przestrzeni międzypalcowych. Pielęgnację warto zakończyć delikatnym masażem, podczas którego wetrzemy preparaty podologiczne mające w składzie odpowiednio skoncentrowane naturalne tłuszcze, delikatną lanolinę, ekstrakty z owoców, preparaty zwalczające działanie wolnych rodników i kompleksy witaminowe, które łagodzą podrażnienia naskórka i wspomagają jego odbudowę.
Co dzieje się, kiedy zapominamy o fundamencie naszego ciała? − Stopy, nieustannie narażone na przeciążenia i tarcie w nieodpowiednim obuwiu, buntują się – tłumaczy Lidia. Powstają odciski, nagniotki, pękają pięty, rosną haluksy, odczuwamy piekący, kłujący ból w obrębie pięt, a nawet całej kończyny dolnej i układu szkieletowego. Unikajmy zatem obuwia, które jest za ciasne i za ciężkie. Szpilki zostawmy na specjalne okazje. Przy zakupie nowych butów zwróćmy uwagę przede wszystkim na wygodę, aby stopa miała odpowiednią ilość miejsca i nie była ściśnięta, oraz na podeszwy, które powinny być elastyczne i lekko amortyzujące. Jeśli do tego będziemy myśleć o swoich stopach z wdzięcznością, zabiorą nas w niejedną fascynującą podróż. Bo niezależnie od wielkości i kształtu stopy komunikują się z nami codziennie i dzielą się mądrością na temat naszego zdrowia, sił życiowych i blokad emocjonalnych.
Zacznij od ćwiczenia: przejdź się boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. Za tydzień będą pewnie inne. Podobają ci się ślady, które zostawiasz na ziemi? 

  1. Styl Życia

Las na receptę

Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Dawniej podczas zarazy królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej. Teraz znów to robimy, wracamy do lasu – mówi Katarzyna Simonienko, doktor psychiatrii, przewodniczka kąpieli leśnych, autorka książki „Lasoterapia”.

Co pani czuje, gdy wchodzi do lasu?
To zależy, z jaką głową tam wchodzę. Kiedy jestem bardzo zapracowana, idę do lasu, by na chwilę się zresetować, odpocząć. Wnoszę więc do niego mnóstwo splątanych myśli, stopniowo robi się ich coraz mniej, aż pojawia się spokój. Innym razem już od początku czuję energię i zaciekawienie, bo mam wolny dzień, dobry humor i wchodzę do lasu z nastawieniem: co mnie dziś zaskoczy? Czasem przepełnia mnie radość, czasem – refleksyjność. Las też się zmienia... Parafrazując – nie można wejść dwa razy do tego samego lasu. Mam wrażenie, że nawet ten sam las i ta sama w nim ścieżka, którą idę, nigdy nie są takie same.

Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)

Wiele osób boi się lasu. W literaturze i kinie las jawi się jako złowrogi, można się tu zgubić. Z jakimi reakcjami spotyka się pani najczęściej?
Na szczęście wśród osób, z którymi wybieram się na leśne wyprawy w ramach lasoterapii, strach pojawia się najrzadziej, ale się pojawia. Przychodzą na przykład osoby, które mają niewiele wspólnego z lasem, a chciałyby się przełamać i go lepiej poznać. Takie podejście zwykle wiąże się z tym, co nam się wpaja na temat lasu w dzieciństwie lub późniejszym życiu – że to miejsce niebezpieczne i że może nas tam spotkać wiele złego zarówno ze strony przyrody, jak i ludzi. Jeśli najbliższe środowisko nasiąka taką niechęcią do przyrody – że to tylko kleszcze, komary i inne choroby – w dziecku pojawia się opór lub niechęć. Choć niekiedy dzieje się też odwrotnie – na zasadzie buntu i tego, że zakazane pociąga.


Jeżeli las jest czymś, czego nie znamy i nie rozumiemy, to rzeczywiście może przerażać. Nie tylko dzieci. Kiedy byłam na zjeździe International Forrest Therapy Days w Finlandii, pojawił się nawet pomysł, by relaksować się w lesie, rozstawiając namiot z wydrukiem drzew od środka. Wielu uczestników w ogóle nie miało doświadczenia kontaktu z lasem naturalnym, dzikim, jakim jest nasza Puszcza Białowieska. Było dla nich nie do pojęcia, że u nas są żubry i wilki. Moja koleżanka Basia Bańka, też przewodniczka po Białowieskim Parku Narodowym, powiedziała wtedy: „Ale nie da się nauczyć pływać, jeśli człowiek się nie zamoczy”. To nic, że las jest dziki, on ma swoje zasady. Wystarczy je poznać – mam tu na myśli choćby zwyczaje mieszkających w nim zwierząt – i nie ma co bać się ataku wilka czy żubra, przy zachowaniu odpowiedniego dystansu i szacunku są to fantastyczne spotkania. Nie warto też rezygnować z bycia w przyrodzie z powodu obaw przed złapaniem kleszcza, którego spotkać można także w mieście. Lepiej zapoznać się z profilaktyką.

Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)

Część z nas wchodzi do lasu jak do świątyni. Część wchodzi do niego jak do siebie, do domu. Dla pani las to dom czy świętość?
Osobiście łączę oba podejścia. Dziś czuję się tu bardzo swobodnie, choć doskonale pamiętam moment, kiedy jako już dorosła osoba po raz pierwszy weszłam do Puszczy Białowieskiej i miałam wrażenie, że nie jestem u siebie. Dobrze znałam lasy hodowlane, w których bioróżnorodność jest skromna i gdzie niewiele mnie mogło zaskoczyć, natomiast w puszczy poczułam ogromny respekt i szacunek do przyrody. Pojawiła się chęć, by zgłębiać ten ekosystem. Im więcej się dowiadywałam na temat puszczy, tym mniej się jej obawiałam i bardziej się zaprzyjaźniałyśmy.

Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)

Las to dziś moje miejsce pracy i relaksu, ale też świątynia. Bywa, że nadal czuję się w niej jak mrówka. Dla nas, ludów praindoeuropejskich, symbol drzewa czy gaju zawsze był święty i pojawiał się w bardzo wielu kulturach. U Słowian wierzono w święte drzewo, wokół którego powstał świat. Tak samo było w kulturach nordyckich, gdzie czczono ogromny jesion Yggdrasil, który był osią świata i łączył różne rzeczywistości – ludzi, duchów i istot nadprzyrodzonych. Jest nawet termin axis mundi – „oś świata”, w wielu kulturach wyobrażana przez drzewo, które gałęziami wrasta w niebiosa, a korzeniami w świat podziemny, łącząc je ze sobą oraz z ziemią, czyli światem doczesnym.

Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)


W kulturze chrześcijańskiej jest ogród rajski, a w nim drzewo poznania dobra i zła. Słowianie wierzyli, że wśród drzew, w świętych gajach, słuchają nas bogowie, chrześcijanie – że las jest dziełem Stwórcy, czyli jest doskonały taki, jaki jest. W naszym kręgu kulturowym, który jest nie tylko słowiański, lecz także chrześcijański, mamy więc możliwość obcowania z prawdziwym sacrum.

W książce „Lasoterapia” pisze pani, że już jako dziewczynka czuła pani więź z lasem, którą wzmagały opowieści o Robin Hoodzie. Dla niego las był schronieniem, ale i ucieczką. Dziś, w czasach pandemii, las znów pełni te funkcje. Nigdy nie bywałam tak często w lesie jak ostatnio.
Wielokrotnie w różnych kryzysowych sytuacjach uciekaliśmy do lasu. Robin Hood to piękna legenda z czasów średniowiecza, ale przypomnijmy sobie choćby naszych partyzantów w trakcie drugiej wojny światowej. W dawniejszych czasach, kiedy panowała zaraza, królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej, żeby nie zachorować. I teraz znów to robimy.

Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)

Las nam daje poczucie bezpieczeństwa, i to są atawistyczne, czyli bardzo pierwotne reakcje, które przypływają do naszej świadomości z przyczyn ewolucyjnych. Jako gatunek wychowaliśmy się na sawannie, potem przenieśliśmy się do lasu i właściwie wyprowadziliśmy się z niego dopiero około 200 lat temu do dużych miast. My wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego kiedy tylko do niego wracamy, pojawiają się w nas sygnały, że nasze podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone: od wyżywienia, przez to, że będzie woda, po drewno, które da nam schronienie i ciepło ogniska. Naturalnie gdyby ktoś z nas zmuszony był nagle, z godziny na godzinę, zacząć żyć w lesie, prawdopodobnie nie wiedziałby, jak się do tego zabrać, ale gdzieś głęboko w naszej podświadomości jest informacja, że to jest możliwe. Nic dziwnego, że niejako z automatu zaczynamy się odprężać, gdy tylko wchodzimy między drzewa.
A skoro jesteśmy przy temacie pandemii – las jest bezpiecznym miejscem także dlatego, że jest tu mniejsze ryzyko zakażenia się koronawirusem. Po pierwsze, swobodnie można zachować dystans, nawet mimo tego, że obecnie w lasach są tłumy. Po drugie, jest świeże powietrze, a po trzecie, drzewa i roślinność wydzielają substancje antywirusowe wzmacniające naszą odporność.

Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)

Jest pani lekarzem psychiatrą, przyrodniczką i przewodniczką kąpieli leśnych. Co te perspektywy wnoszą do pani wiedzy na temat wpływu lasu na nasze samopoczucie?
Punktem stycznym tych profesji jest praca ze stresem. Jako psychiatra i jako przyrodnik mam tym większą świadomość tego, jak kojąco przyroda wpływa na nasz system nerwowy. Obecnie to ogólnie dostępna wiedza naukowa, nie tylko intuicyjna.
Dziś, jeśli z różnych przyczyn nie mogę wysłać pacjentów na zorganizowane treningi relaksacyjne, mogę po prostu wysłać ich do lasu, bo wiem, jak wiele dobrego kontakt z przyrodą robi dla odporności, psychiki oraz wielu innych systemów i układów w naszym ciele. Las nigdy nie zastąpi leków, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z kliniczną depresją. Nie wyleczy ze wszystkich chorób, ale może być świetną profilaktyką, uzupełnieniem klasycznego leczenia oraz narzędziem rehabilitacji. W dodatku jest za darmo i nie powoduje żadnych niekorzystnych interakcji. Jeśli traktujemy dziką przyrodę z odpowiednim szacunkiem i wiedzą.

Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)

  1. Seks

Jak czerpać przyjemność z seksu? Zacznij od nawiązania kontaktu z własną cielesnością

Kontakt z ciałem, z seksualnością, rozumianą jako gigantyczny obszar doświadczania emocji, przeżyć i wzruszeń zmysłowych, to jest wola życia w swojej istocie. To jest podpięcie się do gigantycznego kontaktu z energią - mówi sex coach Marta Niedźwiecka. (Fot. iStock)
Kontakt z ciałem, z seksualnością, rozumianą jako gigantyczny obszar doświadczania emocji, przeżyć i wzruszeń zmysłowych, to jest wola życia w swojej istocie. To jest podpięcie się do gigantycznego kontaktu z energią - mówi sex coach Marta Niedźwiecka. (Fot. iStock)
Przyjemność z seksu bierze się tak naprawdę nie z doświadczenia czy odpowiedniej techniki, ale z dobrego kontaktu z własną cielesnością. I od tego swoją pracę najczęściej zaczyna sex coach Marta Niedźwiecka.

Z jakimi problemami zgłaszają się do ciebie pary?
Na przykład odchowały dzieci i nie sypiają ze sobą albo robią to bardzo rzadko. On źle się z tym czuje i ona też. Winią o wszystko dzieci, a tak naprawdę nie radzą sobie z tą zmianą, bo nikt nas nie uczy, jak zrekonstruować więź intymną i emocjonalną po przełomie, jakim są narodziny dziecka. Przy mojej pomocy kobieta i mężczyzna poszukują odpowiedzi na pytanie, co każde z nich z tego związku może wziąć dla siebie.

Narodziny dziecka to katastrofa?
Tak, bo kobieta staje przed gigantycznym wyzwaniem, przeżywa różne silne stany emocjonalne, wypływają też problemy z jej dzieciństwa. Z reguły poświęca się dziecku i zapomina o mężu, a on czuje się odsunięty, więc się nie angażuje. W konsekwencji ona czuje się opuszczona, a opuszczenie to koniec każdej więzi. On jest sfrustrowany, ona też i to narasta, narasta… aż w końcu zaczynają starać się o drugie dziecko, żeby zapełnić tę otchłań. Opieka nad dziećmi to ciężka orka, która odwraca ich uwagę od związku. Po sześciu latach nadchodzi tzw. kryzys szóstego roku, bo dzieci idą do przedszkola i nagle oni stają naprzeciwko siebie jako kompletnie obcy ludzie. Moja praca polega na tym, żeby tę umęczoną kobietę i tego odtrąconego mężczyznę ze sobą spotkać. Podczas coachingu budują na nowo podstawy, które mogliby wynieść ze zdrowej rodziny – dobre przekonania, kontakt z ciałem, umiejętność wnikania w swoje emocje i wreszcie otwartość na sferę seksualności.

Z czym mamy największy problem w sferze seksu?
Dużo kobiet, które do mnie przychodzą, mówi o obowiązku małżeńskim. Zamykają oczy i robią to, bo mąż tego oczekuje… Większość boi się zająć swoją seksualnością, boi się ostracyzmu społecznego. Mamy walczyć z cellulitem, mieć duże piersi i długie rzęsy. Ciało ma służyć do tego, żeby się podobać… komuś. Dlatego potrzebna jest zmiana w świadomości kobiet, dotycząca ich ciała, która przekłada się na ich świadomość życiową. Gdy zyskują kontakt ze swoim ciałem, zyskują też kontakt z emocjami, a wtedy już wiedzą, co się z nimi dzieje, i są świadome, że mają wybór. Zaczynają z tego korzystać i na początku mogą się potykać, ale z czasem zaczynają chcieć takiej relacji z mężczyzną, w której obojgu im będzie chodziło o to samo – o trwałą więź, bezpieczeństwo, miłość, namiętność, poczucie akceptacji i zrozumienia. Zresztą patriarchat jest też niezdrowy dla facetów, bo muszą mieć 40-minutowe erekcje, 30-centymetrowe penisy, jeździć wielką furą i przynosić worki pieniędzy, no i wiecznie udawać macho, bo inaczej są beznadziejni.

Wszyscy siedzimy w jakichś kostiumach, które nas uwierają. Ale jest proste wyjście – zobaczyć, że na poziomie ciała jesteśmy tym samym. My chcemy seksu i oni chcą seksu, my chcemy bliskości i oni chcą bliskości. To nie są maszyny, mężczyźni są tylko tak wytrenowani, żeby nie płakać. Każda kobieta może przestać grać księżniczkę i zmuszać partnera do bycia księciem, każda może zdobyć świadomość. Można na czymś innym budować związek niż na graniu ról. Trzeba tylko dojrzeć emocjonalnie, bo jeśli jedno jest bezbronne i bez księcia sobie nie poradzi, a drugie jest bezbronne i bez królewny jest rozbitkiem, to nie jest to dojrzały związek, tylko wzajemne wykorzystywanie się.

Klucz tkwi w akceptacji swojego ciała?
Można to spuentować tak: kochaj ciało swoje, bo to jesteś ty. Wszystko, co robię w pracy z kobietami, mężczyznami i parami, opieram na kontakcie z ciałem. To jest podstawowe doświadczenie każdego człowieka. Najpierw jesteśmy my z naszymi zmysłami, reszta to intelektualne konstrukty.

Sama przeszłam długą drogę. Doznałam w dzieciństwie złamania kręgosłupa. Ze względu na ból, rehabilitację, gorsety „wyprowadziłam się” ze swojego ciała. Zrozumiałam to wiele lat później, gdy zaczęłam się rozwijać i zadawać sobie pytania. Dlaczego z takim trudem wychodzą mi różne aktywności sportowe? Dlaczego seks nie jest taki przyjemny? Doszłam w końcu do tego, że muszę odzyskać swoje ciało. Ale zdarzyło się to dopiero po trzydziestce. Pierwszy moment zwrotny to było macierzyństwo – nagle, ja intelektualistka, stałam się czystą biologią, pojemnikiem na jedzenie i kontenerem na emocje swoje i dziecka. Drugi – nurkowanie. Gdy mój syn miał dwa i pół roku, pojechałam na kurs nurkowy do Egiptu i stało się to pasją mojego życia. Nurkowanie to nieprawdopodobne doświadczenie egzystencjalne – nigdzie indziej, nawet w seksie, nie masz tak głębokiego kontaktu ze swoim ciałem. Jesteś w stanie nieważkości, więc całe ciało działa inaczej, każdy oddech i ruch jest świadomy. Nie ma listy zakupów, dzieci, męża, kochanka, szefa, kredytów… Istniejesz tylko ty, tu i teraz, w pełnym kontakcie ze swoim ciałem i psychiką. Te dwa przeżycia – macierzyństwo i nurkowanie, pokazały mi, jak ciało jest genialne i jak bardzo jest mną. Wcześniej myślałam, że powinnam reagować na pewne rzeczy w jakiś sposób, a zaczęłam widzieć, że moje ciało mówi mi zupełnie co innego. Więc jako sex coach staram się wtłaczać ludzi do ciała – bo tam jest jedyna prawda o tym, kim jesteśmy.

To pewnie podstawowa rzecz, jakiej się uczą kobiety u ciebie…
Tak, ale też zgody na to, żeby mogło im być dobrze. Tabu przyjemności ma się u nas świetnie: matka jest aseksualna, singielka tak naprawdę pragnie rodziny, seks jest brudny, a kobiety nie mogą być aktywne i nie mogą odczuwać przyjemności. Faceci zresztą też. Potrafią się zaharować do zawału, bo są tak wychowani. Kobiety w sex coachingu mogą w pierwszej kolejności zmienić te przekonania i dojść do kontaktu z ciałem, w dalszej kolejności do przyjemności i wreszcie nauczyć się dobrej komunikacji. Jak już wiem, co czuję, mam świadomość, czym jest moje ciało, czuję, że jest dobre i pragnę rozwoju, to wychodzę na zewnątrz do drugiego człowieka, z którym żyję i mówię: to jestem ja, mam to i to, chcę ci to dać, ale też chcę w zamian tego i tego.

Przychodzą do ciebie mężczyźni?
Przychodzą. Przestali myśleć, że wibrator im zagraża, i chcą się dowiedzieć czegoś o kobiecie. Okazują się bezbronni – są sformatowani porno, nie radzą sobie ze swoim ciałem i różnymi normami, często czują, że spoczywa na nich cała odpowiedzialność za kochankę. Tłumaczę im, że ona odpowiada za swój seks, ty za swój, a za wasz wspólny seks odpowiadacie razem. I pojawia się wielka ulga – bo to niczyja wina, a poza tym można to zmienić. Jeśli ona nie będzie tak bierna, to on nie będzie musiał być nadaktywny. Mężczyźni nie chcą już uczestniczyć w konkursie na Najsprawniejszego Samca Regionu. Chcą, żeby związek wypełniał coś w ich życiu. To jest idealne miejsce do zmiany, czyli wyjścia z zadaniowej funkcji w seksie i wejścia w sferę przyjemności odczuwania, poddawania się, otwierania... I wyrażania swoich emocjonalnych potrzeb. Mam głęboki szacunek do tych, którzy potrafią zobaczyć w sobie deficyt miłości, delikatność, empatię. Tacy mężczyźni stają się silniejsi. Podobnie kobiety. Podczas sex coachingu odkrywają, że przez 10 czy 15 lat spełniały czyjeś oczekiwania. Mogą mieć dom, rodzinę, pracę i pytać: Po co to wszystko?

Kontakt z ciałem, z seksualnością, rozumianą jako gigantyczny obszar doświadczania emocji, przeżyć i wzruszeń zmysłowych, to jest wola życia w swojej istocie. To jest podpięcie się do gigantycznego kontaktu z energią.

Marta Niedźwiecka, pierwsza w Polsce sex coach specjalizująca się w coachingu relacji intymnych, seksualności i związków. Prowadzi Pussy Project - projekt edukacji i rozwoju seksualności dorosłych oraz warsztaty obejmujące tematykę kobiecości, związków i seksualności.

  1. Zdrowie

Nadwaga a zamrożone w ciele emocje

Jeśli masz pomysł, by zadbać o siebie i zrzucić kilka, twoim zdaniem, zbędnych kilogramów, pamiętaj, że sama dieta to za mało. Odchudzanie to proces, który zachodzi dopiero wtedy, gdy odkryjesz język swojego ciała i przeżyjesz zamrożone w nim historie.

Stań przed lustrem, nago albo w samej bieliźnie i spójrz na siebie jak na kogoś widzianego pierwszy raz w życiu. Kim jest ten ktoś?

Ciało jest jak księga życia albo mapa. Sylwetka, mimika twarzy, sposób oddychania, kolor skóry – to wszystko jest twoją historią spisywaną od momentu narodzin, a nawet jeszcze wcześniej... Wygląd, sposób poruszania się to przede wszystkim opowieść o twoich uczuciach; zwłaszcza tych niezauważonych, zamrożonych, nieprzeżytych, niewypowiedzianych. Każdy lęk zatrzymuje oddech, napina przeponę; każdy wstyd zaciska pośladki, ciężar ciała przenosi ze śródstopia na pięty, co usztywnia uda; każdy zawód napina mięśnie kręgosłupa. Te reakcje napinania, zamykania, zaciskania, zachodzące dzień po dniu – usztywniają poszczególne partie ciała, tworząc bloki mięśniowe. Sprawiają, że ciało jest mniej ruchome, tkanka gorzej ukrwiona i dochodzi do gromadzenia się w tych obszarach tkanki tłuszczowej…

Jak zbroja

Z punktu widzenia totalnej biologii automatyczny mózg, czyli podświadomy umysł robi wszystko, aby zapewnić przetrwanie, czyli zachowanie ciała jak najdłużej przy życiu. Każda sytuacja, z której wyszłaś cało, zostaje zapisana na twoim „twardym dysku”, czyli w mózgu. I we wszystkich podobnych sytuacjach pokładowy komputer automatycznie odpala program: przetrwanie. Śmiało można powiedzieć, że owe wzorce zachowań (nie tylko twoje, ale także twoich przodków) tak naprawdę sterują twoim życiem. I tak np. wzorzec przybierania na wadze w sytuacji realnego bądź potencjalnego zagrożenia i konieczności walki – jest zgodny z założeniem, że zawsze wygrywa większy i silniejszy. Odkładanie się tkanki tłuszczowej w okolicach barków, ramion i karku ma na celu obronę przed atakiem, a umięśnione uda ułatwiają ci ucieczkę, kiedy robi się zbyt niebezpiecznie, albo zamarcie – z nadzieją, że agresor zrezygnuje. Tkanka tłuszczowa chroni również przed kontaktem, który może być niebezpieczny emocjonalnie: muszę być większa, żeby chronić się przed zranieniem. Bywa, że fałdki tłuszczu na brzuchu to komunikat: „Popatrz, nie jestem wcale atrakcyjna, nie zbliżaj się”.

Tłuszcz to pancerz, który ma chronić twoje podświadome obszary lęków, wstydu, bezsilności. Może dotyczyć traumatycznych historii z przeszłości, kiedy czułaś bezpośrednie zagrożenie życia, np. tonięcie – tłuszcz chroni przed podobnym incydentem w przyszłości, poronienie – kobieta emocjonalnie nadal nosi dziecko w postaci nadwagi, dotkliwe pobicie – muszę być większa, żeby się obronić.

Z biologicznego punktu widzenia nadwaga jest efektem konfliktu porzucenia – być może w twoim ciele zapisana jest opowieść o małym dziecku, które zostaje opuszczone i, aby przetrwać, jego mózg uruchamia odpowiedni program zwiększenia masy ciała: „muszę stać się bardziej widoczne, aby matka mogła mnie łatwiej zauważyć”. Ten sam mechanizm obrony włącza się, kiedy np. w relacji z mężczyzną czujesz się niezauważana przez niego.

Tłuszcz manifestuje także konflikt związany z niedostatkiem i brakiem – jesteś przekonana, że w życiu dostajesz zwykle to, czego nie chcesz i nie masz tego, czego chcesz najbardziej na świecie. A gdy czujesz się samotna, twój mózg włącza alarm, bo „sama” znaczy „mało bezpieczna”. Gromadzimy zapasy, żeby przeżyć.

Tkanka tłuszczowa jako ważna ochrona gromadzi się zwykle w miejscach, które coś oznaczają. Mózg wysyła sygnał, że dane miejsce jest szczególnie podatne na zranienie i trzeba je otoczyć ochroną. Umownie każda strefa na ciele jest przypisana konkretnym emocjom:

  • talia – może dotyczyć problemów z podejmowaniem decyzji,
  • biodra – być może czujesz się niepewnie w rodzinie,
  • uda – zachwiane poczucie bezpieczeństwa,
  • brzuch – problemy z odczuwaniem emocji,
  • pośladki – strach,
  • duże łydki – lęk przed upadkiem,
  • grube ramiona – chęć uderzenia albo obrony przed ciosem,
  • podwójny podbródek – niezgoda na to, jak wygląda życie, chęć ucieczki do świata marzeń,
  • cellulit – może symbolizować obawę przed utratą domu lub czyjejś ochrony.

Terapia

Tkanka tłuszczowa to efekt gorszego ukrwienia, a jeszcze wcześniej napinania i bezruchu. Owo napięcie i bezruch powstały w celu obrony przed czuciem, bo tak bardzo boli… Masaż, sauna, ćwiczenia fizyczne, leżenie na macie z kolcami czy techniki oddechowe stosowane regularnie – sprawią, że napięcie mięśniowe powoli zacznie puszczać a ty zaczniesz czuć. Prawdopodobnie na początku pojawią się trudne emocje: przestraszysz się, zaczniesz płakać, poczujesz ból i rozpacz. Będziesz miała ochotę wrócić do napięcia: zacisnąć pośladki, zatrzymać oddech, spiąć łopatki, schować brzuch. Jeśli do tego dojdzie, spróbuj pobujać się na boki, pomasować napięte mięśnie ramion, kilka razy delikatnie wciągnąć i wypuścić mięśnie brzucha. Cały czas spokojnie oddychaj, staraj się, by w trakcie oddechu pracował brzuch, a klatka piersiowa była mniej ruchoma. Przyjmij każde doznanie, które pojawi się w ciele.

Zaufaj mu!

O czym szumi ciało?

Wróć do lustra i jeszcze raz popatrz na swoje ciało, z miłością. Te wszystkie krągłości, pomarańczowe skórki, fałdki i oponki są jak ślady po zranieniach. Możesz w nieskończoność je rozdrapywać albo pielęgnować z czułością. Ale najpierw musisz je z uważnością odczytać. Poniżej znajdziesz kilka wskazówek, jak to zrobić, bo tłuszcz najczęściej odkłada się w sześciu obszarach. Pamiętaj jednak, że każde ciało ma indywidualny język, którego nikt poza tobą nie zna.

Cała górna część ciała, od pasa w górę:

  • zdaniem dietetyków takie tycie najczęściej nie jest związane z chorobami, ale błędami żywieniowymi, gdy w diecie pojawia się dużo słodyczy i nadmierna ilość kalorii oraz brakuje ćwiczeń;
  • z psychologicznego punktu widzenia mocniejsza górna połowa ciała może być konsekwencją braku miłości ze strony matki, zbyt wymagającego i zimnego emocjonalnie ojca;
  • mocne barki i ramiona z nadmiarem tkanki tłuszczowej mogą symbolizować zatrzymaną potrzebę wyciągnięcia rąk ,,po miłość”, chęć pokazania „poradzę sobie sama”, obawa przed zależnością i podporządkowaniem albo gotowość do walki.

Oponka na brzuchu:

  • w tej okolicy znajduje się ośrodek stresu (komórki reagujące w sytuacji walki lub ucieczki);
  • nadmiar tkanki tłuszczowej symbolizuje problemy z radzeniem sobie ze stresem;
  • zdarza się, że w zachowaniu dominuje zajadanie stresu i zagłuszanie problemów alkoholem;
  • oponce często towarzyszy podciągnięta przepona, która jest efektem zatrzymania oddechu z powodu lęku;
  • to także solidna ochrona wrażliwości i delikatności, które z pewnością nieraz były atakowane;

Cały brzuch:

  • prawdopodobnie otłuszczone są także narządy wewnętrzne – co może mieć negatywne konsekwencje dla zdrowia i wymaga konsultacji dietetyka i lekarza;
  • tłuszcz w tej okolicy może być konsekwencją zaburzonego poczucia bezpieczeństwa, czasami sięgającego czasów dzieciństwa;
  • nadwaga może być związana z zaniedbaniami w dzieciństwie – niedokarmienie (emocjonalne lub/i fizyczne), które utrwala przekonanie, że świat nie zaspokaja potrzeb i nigdy nie dostaje się tyle, ile się potrzebuje, i tego, czego się pragnie;
  • tłuszcz może być tu tarczą ochronną, na skutek pamięci ciosu zadanego w brzuch (fizycznego lub emocjonalnego) – stąd rodzą się wspomnienia: „kiedy powiedział mi, że odchodzi, poczułam się tak, jakby walnął mnie pięścią w brzuch”.

Biodra, pośladki, uda:

  • bywa, że nadwaga w tej okolicy jest pierwszym objawem zaburzeń hormonalnych albo skutkiem objadania się np. tuż przed miesiączką;
  • psychologicznie może symbolizować zniechęcenie – ciało zamiera i wydatkuje mało energii, tłumione impulsy seksualne, wstyd czy pamięć nadużycia seksualnego;
  • tłuszcz okolicy pośladków symbolicznie chroni przed upadkiem albo kopnięciem czy uderzeniem w pupę (pamięć przemocy w dzieciństwie – bicie, albo przemocy seksualnej czy odrzucenia).

Otyłość w dolnej części ciała, od pasa w dół:

  • duża, ociężała, mało ruchliwa miednica może być skutkiem traumy seksualnej;
  • brzuch, boczki i plecy – to często efekt nadmiaru kalorii i fizycznej bezczynności;
  • nadwaga w tej części ciała często towarzyszy obniżonemu nastrojowi – zajadanie smutku i złości;
  • ciężkie nogi – przekonanie, że życie jest tak mało satysfakcjonujące, że trudno je unieść, ogólna niechęć do jakichkolwiek działań, czasami skutek traumy – wydarzyło się coś strasznego, a ty nie byłaś w stanie uciec.

Zacznij nowe życie w nowym kształcie

Czym jest otyłość? Jakie są jej przyczyny? Jak ją leczyć? Czy otyłość jest chorobą ? Odpowiedzi na te pytania przynosi kampania społeczna „W nowym kształcie”.

Jeśli uważasz, że masz za dużo kilogramów i mimo prób nie jesteś w stanie się ich pozbyć – przestań działać samotnie i dołącz do kampanii. Dzięki pomocy specjalistów dowiesz się, na czym naprawdę polega twój problem, i zyskasz wsparcie na drodze do zdrowego życia. Znajdziesz pomoc w wyborze metody leczenia otyłości oraz certyfikowanego ośrodka, w którym możesz liczyć na fachowe leczenie. Częścią kampanii jest personalizowana aplikacja wspierająca proces leczenia otyłości oraz webinary live z ekspertami, m.in. na temat metod leczenia otyłości, wsparcia w procesie leczenia oraz emocji i roli psychoterapii. Kampanię współtworzą m.in. lekarze, naukowcy zajmujący się otyłością, dietetycy oraz psycholodzy.

Zapraszamy na stronę kampanii www.wnowymksztalcie.pl.

  1. Seks

Pierwszy seks po traumie. Rozmowa z psychoterapeutką Agnieszką Czapczyńską

Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Rana po doświadczeniu przemocy seksualnej boli długo. Gdy uda się ją względnie opatrzyć, pojawia się potrzeba zbudowania bezpiecznego związku. O tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiać o dawnej traumie z nowym partnerem, mówi psychoterapeutka Agnieszka Czapczyńska.

Gwałt potrafi na bardzo długo zamknąć nas na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Po czym poznać, że jest się już gotową?
U osób, które przeżyły traumę gwałtu, pojawia się pewien rodzaj ambiwalencji: z jednej strony jest potrzeba bliskości, chęć posiadania związku, z drugiej strony występuje lęk. Jeśli reakcja awersyjna jest bardzo silna, to poziom lęku związany ze zbudowaniem nowej relacji jest bardzo wysoki.

Od wielu lat pracuję w grupie wsparcia kobiet doświadczających różnych form przemocy, nie tylko seksualnej, ale to właśnie w tej grupie jest najwięcej singielek. Kiedy lęk wygrywa, wybieramy bycie samą.

Samotność wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Jakie sygnały oprócz lęku i awersji mogą świadczyć o tym, że to wciąż otwarta rana?
Jeżeli po doświadczeniu przemocy seksualnej rozwinął się zespół stresu pourazowego, to rana zawsze jest otwarta i sama się nie zagoi. O PTSD możemy mówić jako o stałym rozregulowaniu układu nerwowego. Symptomami są: wspomniana reakcja awersyjna, stała reakcja czujności, autoagresywne myśli, których nie można zatrzymać, flashbacki, czyli wracające obrazy traumy, którym towarzyszą odczucia w ciele, jakby działo się to tu i teraz. Poza tym pojawia się dysregulacja cyklu snu, dysregulacja emocji – albo odcięcie od nich, albo zalewanie się nimi, oraz silnie obniżone poczucie własnej wartości. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, często nawet nie wiedzą, że mają PTSD. Ich stan jest diagnozowany jako depresja czy zaburzenia osobowości. Tymczasem źródłem wszystkiego jest trauma i właśnie zespół stresu pourazowego.

Statystyki mówią, że przy przemocy fizycznej, zwłaszcza tak drastycznej jak gwałt, PTSD rozwija się u 70–90 proc. kobiet. Dla porównania, w wyniku wypadków samochodowych – u 30 proc.

Rozumiem, że przy odpowiednim wsparciu rana może się zagoić?
Wierzę, że można się wyleczyć. Po doświadczeniu traumatycznym przez kilka tygodni występuje reakcja adaptacyjna. Układ nerwowy usiłuje dojść do równowagi po drastycznym przeciążeniu. To jest normalne i należy dać mu szansę. U części osób te symptomy z każdym tygodniem zaczynają słabnąć i w miarę upływu czasu powraca równowaga psychiczna. Natomiast jeśli symptomy utrzymują się dłużej, to oznacza, że układ autoregulacji nie dał rady i potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Nowoczesne metody terapii, takie jak EMDR, Somatic Experiencing, Brainspotting czy TRE rozładowują napięcie na poziomie układu nerwowego, czyli tam, gdzie nastąpiło główne zaburzenie. Stosuje się też pracę w nurcie behawioralno-poznawczym dopasowanym do pracy z traumą. Wszystkie te podejścia są skuteczne. To znaczy doprowadzają osobę do momentu, w którym zostaje pamięć doświadczenia, ale nie towarzyszy jej pobudzenie ani dyskomfort. Pozostaje wspomnienie, które nie wyrzuca z „tu i teraz”, nie powoduje silnych emocji i nie wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości.

Warto pamiętać, że przy traumie na poziomie poznawczym budują się przekonania, które są bardzo negatywne i destrukcyjne, typu: „To moja wina”, „Mogłam się obronić”, „Jestem słaba”, „Świat nie jest bezpieczny”. Te przekonania były sposobem rozumienia sytuacji w momencie gwałtu, ale są w większości irracjonalne. Przez skuteczną terapię traumy rozumiem taką, która sprawia, że doświadczenie przestaje niszczyć i buduje potraumatyczną siłę. Kobieta wychodzi z poczuciem mocy i przekonaniem: „Przetrwałam, dałam radę”, „Zrobiłam wszystko, co mogłam, „Jestem OK taka, jaka jestem”.

Droga od „Mogłam się obronić” do „Zrobiłam wszystko, co mogłam” jest długa. Sam czas nigdy nie uleczy rany?
W przypadku traumy powiedzenie, że czas goi rany, jest mitem. Możemy się od niej odciąć, omijać szerokim łukiem, włączać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które nas dysocjują, dzięki którym nie będziemy czuły jakiejś części siebie, ale prędzej czy później to się ujawni. Życie w zamrożeniu, odcięciu od swojego ciała jest dewastujące, ponieważ żyjemy kawałkiem siebie. Reszta jest odcięta. Nie mamy dostępu do emocji, czucia na głębokim poziomie, żyjemy jakby za szybą.

Czy w budowaniu nowej relacji ma znaczenie, kim dla ofiary był sprawca i kiedy doszło do przemocy seksualnej?
W mojej wieloletniej pracy tylko raz spotkałam się z przypadkiem gwałtu na ulicy. 99,9 procent przypadków przemocy seksualnej odbywa się w relacjach pozornie bezpiecznych. Sprawcami są znane ofiarom osoby, zaprzyjaźnione z nimi, które nawet jeśli znały je tylko kilka godzin, to zdążyły wzbudzić sympatię i zaufanie. Traumy seksualne, do których doszło w dzieciństwie, kiedy kształtowała się nasza tożsamość, mocniej wkraczają w całą strukturę osobowości, stają się bardziej wrośniętą, integralną częścią poczucia, kim jesteśmy. Jeżeli doświadczyłyśmy traumy w szóstym roku życia i od tego czasu lęk towarzyszy nam codziennie, to mając 35 lat, myślimy o sobie: „Jestem lękowa, taka się urodziłam”. Mamy taki obraz siebie, choć on nie jest prawdą.

Jak fałszywy obraz siebie wpływa na późniejsze budowanie relacji?
Jeśli dziewczynka wyrasta na kobietę, która ma poczucie bycia niewartościową, bo trauma zaniża poczucie własnej wartości – ma wysoki poziom lęku, silną reakcję unikania, nie jest w stanie być niezależna i samodzielna w różnych obszarach życia. Kobieta niewierząca w swoje siły łatwo znajdzie sobie opiekę partnera dominującego. Czasem to dobry wybór, czasem zwiększa ryzyko, że odtworzy sytuację przemocy w kolejnym związku. Może budować różne relacje zależnościowe i trudniej jej będzie się bronić.

Traumy różnią się nie tylko czasem powstania, ale też częstotliwością – czy były jednorazowe, czy wielorazowe. Z jednorazowym doświadczeniem traumatycznym, czyli na przykład gwałtem na randce, można uporać się szybciej. Terapie metodami, o których wspomniałam, polegają na rozładowaniu energetycznym w ciele trudnego doświadczenia i przynoszą bardzo szybko pożądane efekty na poziomie fizycznym i w sferze poznawczej, czyli w budowaniu pozytywnych przekonań na swój temat. Transformacja przez ciało jest dużo szybsza niż przez umysł i terapię narracyjną, może zamknąć się w 10–15 sesjach. Natomiast gwałt w małżeństwie nigdy nie jest jednorazowym doświadczeniem. To jest trauma złożona, proces leczenia jest długi, ponieważ doświadczenie miało czas wrosnąć w strukturę osobowości, myślenie o sobie, sposób funkcjonowania. Wzorzec utrwalał się przez lata.

Załóżmy, że kobieta po traumatycznych doświadczeniach jest gotowa na nowy związek. Czy powinna poinformować o nich nowego partnera?
Na pewno do niczego nie należy się zmuszać. Warto wyznać partnerowi prawdę z jednego powodu: jeśli nie będzie rozumiał pewnych naszych reakcji, może pomyśleć, że są one skierowane przeciwko niemu, co nie będzie służyło budowaniu więzi. Przypuśćmy, że w trakcie intymnego zbliżenia nagle wróci mi pamięć trudnego doświadczenia i zacznę płakać, stanę się agresywna albo cała zesztywnieję – dobrze by było, by partner, z którym jestem, rozumiał, co się ze mną dzieje. W przeciwnym razie może się przestraszyć i zachowywać obronnie. Z drugiej strony dzielenie się tak intymną i bardzo delikatną częścią siebie wymaga zaufania. Powinnyśmy mieć poczucie, że osoba, której to mówimy, nie wyśmieje nas, nie odwróci się na pięcie, nie przestraszy się, nie zminimalizuje problemu. W relacji potrzebujemy czuć się bezpiecznie, musimy wiedzieć, czy ta osoba jest godna zaufania i czy to jest właściwy moment. Uważam, że warto mówić o trudnej przeszłości, tylko trzeba to robić w bezpieczny dla siebie sposób.

Bezpieczny, czyli jaki? Jakich użyć słów? Jak rozpocząć rozmowę?
Każdy trudny temat w relacji warto jest poruszać w spokojnej atmosferze. Gdy jesteśmy w silnych emocjach, nie panujemy nad słowami, więc łatwo o zranienie. Poważne rozmowy wymagają maksymalnie bezpiecznej przestrzeni, warunków i czasu. Nie oczekiwałabym, że w trakcie jednej rozmowy powie się wszystko. Można dać znać, że miało się trudne doświadczenie i ono wpływa teraz na relację z partnerem. Można zacząć od ogólników. Jeśli poczujemy się bezpiecznie, zobaczymy, że to jest przyjęte we właściwy sposób, to możemy otworzyć się bardziej.

Co znaczy właściwy? Jakiej reakcji można się spodziewać?
Właściwa reakcja partnera to reakcja empatyczna. Może on doświadczyć mnóstwa emocji: smutku, żalu, poczucia winy, chociażby dlatego, że przynależy do gatunku sprawców. Może pojawić się poczucie wściekłości na sprawcę. Te reakcje są bardzo OK.

Niepokojącym sygnałem są oskarżenia typu: „To była twoja wina, po co tam szłaś”, deprecjonowanie: „Daj spokój, co tam będziesz wspominać, skoro to było lata temu”, wyśmiewanie: „Jesteś histeryczna, chodź, przytulimy się, to wszystko minie, ja cię uleczę”. Te reakcje nie są empatyczne. Ale nie oznaczają, że mężczyzna jest złym człowiekiem, możliwe, że nie ma pojęcia, jak wspierać partnerkę. Uważam, że partnerzy, którzy tworzą lub chcą stworzyć związek z kobietą, która przeżyła przemoc seksualną, mogliby o tym trochę poczytać. Polecam zwłaszcza książki „Obudźcie tygrysa” Petera Levine'a oraz „Strach ucieleśniony” Bessela van der Kolka. Albo jednorazową konsultację, żeby dowiedzieć się, jak mają wspierać swoją partnerkę.

Może pani w kilku zdaniach wypunktować, jak wspierać kogoś po takim wyznaniu?
Po pierwsze, empatycznie słuchać, nie komentować, nie podważać. Po drugie, spytać, w jaki sposób można jej towarzyszyć, czego od nas potrzebuje, zapewnić ją, że jesteśmy po jej stronie, mówiąc na przykład: „To nie była twoja wina”. Po trzecie, motywować ją do terapii.

Ile czasu partner może potrzebować na oswojenie się z informacją o takim kalibrze?
Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest w stanie pogodzić się do końca z tym doświadczeniem. Nie spodziewam się, że partnerowi będzie łatwo z tym żyć. Nieuleczona trauma ma taką właściwość, że przypomina nierozbrojoną bombę. Jest w nas, ciągle tyka i co jakiś czas wybucha w postaci intruzywnych myśli, przerażających wspomnień, zalewających uczuć lęku, smutku, złości. Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Więc nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, przyjmie do wiadomości i zrozumie, nie sądzę, by był w stanie stać się neutralny, ponieważ te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać.

A jeśli ucieknie po samym wyznaniu – warto walczyć o taki związek?
Zarówno zamrożenie i brak emocji, jak i silna reakcja emocjonalna na taką wiadomość są całkowicie normalne. Może zdarzyć się, że partner nie potrafi tego udźwignąć, pomieścić w sobie tej ilości bólu. Jeśli obie strony widzą, co się z nimi dzieje, i mają wolę rozmowy, walki o związek, to zawsze jest szansa na przetrwanie tego kryzysu. Gwałt to doświadczenie, w którym mężczyzna niszczy życie kobiety, ale też życie innych mężczyzn – brata, ojca, partnera, syna. Przechodzimy przez to razem, niezależnie od płci.

Jednak lęk przed tym, że on odejdzie, zwłaszcza na początku relacji, może być większy niż chęć wyznania…
Ale on może odejść także dlatego, że mu nie powiesz. Trudno jest wytrzymać z osobą, która przeszła traumę i utrzymuje to w tajemnicy. To doświadczenie niszczy relację. Gdy rozumiemy to, co się z nami dzieje, i zostaje to nazwane, przynajmniej jesteśmy świadomi przyczyny takiego zachowania i wiemy, co z tym możemy zrobić.

Pierwszy seks po takim wyznaniu może być pełen obaw z obu stron.
Terapia służy odklejeniu doświadczenia seksu od poczucia zagrożenia i ponownemu połączeniu go w naszym umyśle z przyjemnością, bliskością i radością. Na pewno kolejne zbliżenie będzie wymagać uważności, delikatności i uczenia się siebie na nowo. W miejscu, w jakim byłyśmy zranione, zawsze będziemy bardziej delikatne, ostrożne.

Po traumie mamy skłonność do dysocjacji, więc wszystkie praktyki, które ściągają uwagę do bycia w teraźniejszości i czucia w ciele, są dobre. Zachęcam do terapii i różnego rodzaju praktyk budujących obecność w ciele, połączenia body-mind, czyli medytacji mindfulness, dowolnych technik medytacyjnych, jogi czy tai-chi.

Może zdarzyć się tak, że opowiedzenie o traumie nie chce przejść przez gardło. Czy ktoś może nas w tym wyręczyć?
Jeśli trudno jest powiedzieć to wprost, szukajmy sposobów, żeby to stało się możliwe. Miałam takie przypadki, że partnerzy albo członkowie rodziny przychodzili na sesję wspólnie z moją pacjentką, żeby w obecności osoby neutralnej porozmawiać o doświadczeniu gwałtu. W moim odczuciu przynosiło to dobre efekty. Sama terapia traumy jest terapią indywidualną, nie zabieramy na nią towarzysza.

A czy mówić o gwałcie innym? Matka – córce, córka – matce?
Nie mówiłabym nastoletniej córce, ale dorosłej – być może tak. Po to, by zrozumiała, co się ze mną dzieje, albo żeby sama lepiej rozumiała swoje odczucia, bo czasem trauma jest raną transgeneracyjną, poczucie zagrożenia może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Jeśli trauma dotyczy dziecka, zawsze trzeba powiedzieć bezpiecznemu dla siebie dorosłemu, na przykład mamie. Bo ktoś musi udzielić pomocy. U moich pacjentek, które były ofiarami gwałtu, a po stronie których stawała matka czy ojciec, często następowała spektakularna poprawa.

Czy taka rozmowa może być formą terapii dla kobiety? Czy przeciwnie, niechcący otworzy drzwi do nieprzepracowanych emocji?
Ujawnienie tajemnicy, o ile zostanie właściwie przyjęte przez otoczenie, zwykle daje dużo ulgi. Oczywiście może otworzyć pamięć starych doświadczeń i być równocześnie bolesne. Z drugiej strony potrzebujemy uwolnić swój ból, może nawet szczególnie ten, który nosimy latami. Stara rana otwiera się, płyną łzy - jest to nieprzyjemne, ale tak działają mechanizmy samoregulacji. Ciało jest mądre i próbuje pozbyć się wewnętrznego napięcia. Warto pamiętać, że emocje wracają nie dlatego, że jesteśmy „uszkodzone”, ale dlatego, że ciało chce uzdrowić się z traumy. Ona jest stałą częścią ludzkiego życia, była obecna zawsze i nasze ciało jest w pełni wyposażone w mechanizmy powrotu do zdrowia.

Agnieszka Czapczyńska, psychoterapeutka, superwizorka w obszarze przeciwdziałania przemocy IPZ PTP, prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego i Psychoterapii „Radość Bycia”, www.radoscbycia.com.