1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Życie pod zastaw – jak rozwija się uzależnienie od hazardu i co robić, aby się od niego uwolnić?

Osoby uzależnione od hazardu to mistrzowie kamuflażu, najlepsi księgowi. Mają po 10 czy 15 kredytów, a tak potrafią nimi zarządzać, że nawet partner przez lata się nie zorientuje. (Fot. iStock)
Hazard to nie tylko eleganckie kasyna czy obstawianie na wyścigach, dziś automat do gry czy zakłady bukmacherskie można mieć przy sobie – dosłownie, bo w telefonie. Doktor Jolanta Celebucka, specjalistka psychoterapii uzależnień, opowiada, jak rozwija się ten nałóg i na czym polega wychodzenie z niego.

Dlaczego ludzie uprawiają hazard?
Motywacje są bardzo różne. Jedni grają z nudy. Dla innych hazard jest poszukiwaniem adrenaliny, pobudzenia emocjonalnego z wygranej. To tzw. hazardziści akcji. Ale dla wielu osób hazard jest ucieczką od frustracji i problemów. Jeśli komuś brakuje umiejętności związanych z radzeniem sobie z emocjami czy trudnymi sytuacjami, to jest to bardzo podatny grunt do rozwoju uzależnienia.

Generalnie, żeby się uzależnić, trzeba przejść przez fazę wygrywania. W mojej praktyce tylko jeden pacjent nie przechodził przez ten etap. Pozostali wygrywali tę jedną znaczącą nagrodę albo kilka mniejszych. To jest bardzo silne wzmocnienie psychologiczne. Bez tej fazy człowiek prawdopodobnie nie uzależni się od gier. Machnie ręką, powie: „No nie, tyle pieniędzy straciłem, wystarczy”.

Jak rozpoznać moment, gdy powinna zapalić się nam czerwona lampka?
Kiedy gramy rekreacyjnie i traktujemy to jako zabawę – wszystko jest w porządku. Problem, a dokładniej hazard problemowy, powstaje, Kiedy zaczynamy grać o coraz większe stawki, myśli stają się bardziej natrętne i krążą częściej wokół kasyna, czujemy podekscytowanie na samą myśl o grze, a fundusze dzielimy na granie i codzienne wydatki. W tej fazie włącza się też myślenie magiczne: jak pokonać maszynę czy można z tego żyć.

Osoby uzależnione od hazardu bardzo długo potrafią utrzymywać swój nałóg w ukryciu.
To najlepsi księgowi. Mają po 10 czy 15 kredytów, a tak potrafią nimi zarządzać, że nawet partner przez lata się nie zorientuje. Monity bankowe przychodzą do domu, a oni zawsze zadbają o to, żeby mieć kluczyk do skrzynki pocztowej. Albo umawiają się z listonoszami za rogiem bloku. To mistrzowie kamuflażu. W 99 proc. są to osoby, które na co dzień pracują i na pierwszy rzut oka dobrze sobie radzą.

Pamiętam „spowiedź” hazardzisty – znajomi stali się dla niego chodzącymi bankomatami. Oceniał tylko, ile który mu pożyczy. Jego życie pełne było też zmyślonych historii, dzięki którym wyciągał od ludzi pieniądze na granie.
To już jest hazard patologiczny. Te osoby przestają mieć jakąkolwiek kontrolę nad własnym życiem. Tracą wszystkie oszczędności, rodziny, wpadają w panikę i wyłudzają kredyty, pojawiają się myśli samobójcze. Ale potrzeba grania albo odegrania się jest nie do powstrzymania. To odkuwanie się właściwie napędza całe koło. Jeden z moich pacjentów siedział w kasynie non stop przez trzy dni. Aż mu krew z nosa leciała ze zmęczenia. Skończył grać, gdy przegrał wszystko.

Jak dotrzeć do takich osób? Jak przemodelować ich myślenie?
Terapia jest bardzo złożona, ale najważniejsze to zrozumieć, jak działają ich emocje i co dzieje się w ich głowie, że pomimo licznych strat nadal chcą grać. Jakie myśli ich do tego prowadzą?

Uczymy ich myślenia alternatywnego. Pracujemy nad zniekształceniami poznawczymi, irracjonalnymi wzorcami myślenia. Przykładem jest choćby paradoks hazardzisty, czyli myśli w stylu: „Skoro 20 razy z rzędu wypadł kolor czarny, to następnym razem musi być czerwony” albo: „Maszyna jest pełna, więc dziś będzie wypłacać”. Włączają się też pozorne korelacje, czyli: „Dziś mam urodziny, więc na pewno wygram”. Charakterystyczne jest też rozpamiętywanie wygranych, przy jednoczesnym usuwaniu z pamięci nawet największych przegranych. Ciekawe jest również to, że umysł hazardzisty nigdy nie pokazuje mu, że przegrał, tylko podpowiada, że od wygranej dzielił go tylko jeden gol albo tylko jedna wisienka. Więc następnym razem się uda. Tych pułapek myślowych jest naprawdę dużo.

Na samym początku staramy się też zahamować chęć zagrania, a w praktyce – uniemożliwić je. Mówimy uzależnionym, że nie powinni mieć dostępu do pieniędzy, kart kredytowych, konta bankowego. To jest czasami trudne dla mężczyzny, który dotychczas dbał o finanse domu. Ale jest gotowy, żeby na taki układ się zgodzić. Bo większość osób, które zgłaszają się do nas, przeżyły już jakiś kryzys, mają bardzo dużą motywację do zmiany. Przychodzą z nastawieniem: „tak, wiem, że mam problem, chcę coś z tym zrobić”.

Na jak długo blokujecie dostęp do pieniędzy?
Niektórym wystarczy miesiąc, dwa, trzy. Ale mam też pacjentów, którzy mówią: „nie, po roku jeszcze nie jestem gotowy. Jak mi żona dała ostatnio 50 zł na cały tydzień, to chciałem zagrać”. Średnio jednak większość pacjentów zaczyna gospodarować pieniędzmi po paru miesiącach, kiedy zaczynają czuć się pewniej i stopniowo odbudowują zaufanie u partnera.

Zaufanie to chyba jedno ze słów kluczy w terapii?
Tak, bo hazard to uzależnienie, które niszczy całą rodzinę. Zawsze na pierwszym spotkaniu mówię pacjentom, żeby przeprowadzili w domu szczerą rozmowę i przyznali się do wszystkich długów. Ale odkąd pamiętam, zawsze znajdują się osoby, które nie powiedzą o wszystkim, jakieś pięć procent zostawią dla siebie. Nie rozumiem tego mechanizmu. Pytam ich: a co to za różnica, skoro powiedziałeś o tych 200 tysiącach, a ukryłeś te dodatkowe 10? Słyszę wtedy: „to był taki kredycik. Myślałem, że to szybko spłacę”. To się niestety później na nich mści. Pamiętam dwóch pacjentów, którzy nie powiedzieli „do końca” i obaj są już po rozwodzie. Bo żona po tych doświadczeniach jest już bardziej wyczulona, dowie się, że jeszcze raz została okłamana, więc ponownie traci zaufanie. Często już bezpowrotnie.

Jak partnerzy pomagają w terapii?
Zazwyczaj nasi pacjenci przychodzą i mówią: „pierwszy raz żona pomogła mi spłacić długi, ale zacząłem znowu grać. Za drugim razem postawiła już warunek, że mam podjąć terapię”. Żony raczej szybko tracą cierpliwość i nie głaskają po głowie. Za to dużym problemem są rodzice. Oni często spłacają długi za swoje dorosłe dzieci i tłumaczą: „dobrze, my spłacimy za ciebie, bo lepiej, żebyś nam oddawał niż jakimś parabankom. Tylko obiecaj, że już nie będziesz grał”. A potem połowę albo nawet cały dług umarzają. To oczywiście najprostsza droga do nawrotów.

Czyli najlepsze, co rodzina może zrobić, to pozwolić hazardziście odbić się od dna?
Nie, to jest niebezpieczne. Bo to dno może być bardzo głęboko i czasem trudno z niego wrócić. Rodzina powinna działać jak najszybciej i zahamować ten rozpędzony pociąg, nie dopuścić, żeby hazardzista stracił wszystko. Powinna odciąć go od pieniędzy, nie wierzyć w kolejne obietnice, nie ulegać prośbom o pożyczki czy spłatę długów.

Mam wrażenie, że Pani pacjentami są głównie mężczyźni. Badania pokazują jednak, że zaangażowanie w hazard kobiet i mężczyzn jest właściwie równe, bo kobiety już nie wstydzą się grać.
Tego nie widać w naszej poradni. Kobiet jest zdecydowanie mniej, one grają głównie w e-kasynach, w totolotka i zdrapki. Domeną mężczyzn są za to zakłady bukmacherskie. Mam wrażenie, że u kobiet to jest mocniej ukrywany problem, dlatego mają większą trudność z podjęciem terapii.

Dlaczego?
Kobiety bardziej się wstydzą swojego uzależnienia i wolą chorować po cichu. Grupy terapeutyczne są też zdominowane przez mężczyzn, więc to może być kolejna przesłanka za tym, że większość kobiet próbuje pomóc sobie sama.

Jak e-hazard wpłynął na liczbę uzależnionych?
Kiedy zaczynałam swoją przygodę z terapią hazardu, wśród naszych pacjentów były głównie osoby, które grały na maszynach o niskich wygranych, czyli na jednorękich bandytach. Natomiast dziś leczymy głównie osoby uzależnione od grania w wersji online – od zakładów bukmacherskich czy gier kasynowych. Ta liczba zwiększa się z każdym rokiem. Ostatnie badania CBOS-u z 2019 roku pokazały, że w Polsce jest niemal 30 tys. osób uzależnionych od hazardu. Ale te badania nie są miarodajne, bo nie uwzględniają e-hazardu, czyli hazardu, który jest dzisiaj najczęściej uprawiany. Dziś każdy ma kasyno w telefonie.

Według badań dr Lelonek-Kulety prawdopodobnie aż 27 proc. Polaków grających online jest uzależnionych. Przez ostatnie pięć lat pojawiło się ponad 20 nowych legalnych stron z grami.
E-hazard to przede wszystkim szybka wygrana i nieograniczona dostępność. Daje zupełnie nowe możliwości, bo możemy grać w domu, siedząc w pidżamie przed komputerem. Albo obstawiać zakłady na smartfonie, czekając na przystanku autobusowym. I przez to kusi non stop. Hazard online to zupełnie inne doświadczenie niż gra w eleganckim kasynie, ale pobudzenie samą grą jest podobne. A przecież o emocje tu chodzi.

Czy hazard różni się od innych uzależnień? Wiem, że w Polsce terapie grupowe są często prowadzone wspólnie dla hazardzistów i alkoholików.
To prawda, u nas też tak było. Ale takie połączenie nie służyło uzależnionym od hazardu, wielu z nich nie kończyło terapii. Oni czuli, że są nierozumiani. Zresztą do tej pory wiele osób uważa hazard za fanaberię, przecież „wystarczy nie grać”.

Dosyć szybko zorientowaliśmy się, że tzw. lustro grupy tu nie działa, bo gracz jest zupełnie innym typem pacjenta niż osoba, która przez lata powoli uzależniała się od alkoholu czy narkotyków. Tu proces destrukcji przebiega bardzo szybko. To jest kwestia kilku lat grania, natomiast uzależniony od alkoholu często pije 20–30 lat i dopiero wtedy przychodzi na terapię. Są więc duże różnice wieku i różnice w pozycji społecznej. Prawie wszyscy gracze od początku mają w sobie chęć do zmiany, w przypadku osób z problemem alkoholowym ta proporcja jest odwrotna. Tego z kolei nie rozumieli uzależnieni od hazardu. Pytali: „po co przychodzisz na terapię, skoro nie chcesz się leczyć?”. Dlatego od 15 lat realizujemy odrębny program skierowany wyłącznie do graczy. Z dobrym efektem.

Ilu z nich już Pani pomogła?
Setkom.

Jak wygląda proces zdrowienia?
To jest zmiana na wielu poziomach. Przede wszystkim stają się uczciwi. Nie chodzi tylko o uczciwość w kwestii grania, ale o zupełnie inne funkcjonowanie na co dzień. Niektórzy mówią, że byli patologicznymi kłamcami, kłamali nawet wtedy, kiedy nie musieli. Nabierają też pokory wobec życia, swojego uzależnienia. Wiem, jakie to dla nich trudne, bo i tak już sporo przeszli, muszą teraz wszystko odbudowywać. I tym bardziej cieszę się, kiedy widzę, jak zaczyna im się układać, naprawiają relacje w domu, zaczynają wracać do swoich zainteresowań.

I jeszcze jedna ważna rzecz: odbudowują poczucie własnej wartości i zaczynają sobie radzić z poczuciem winy. A ono w tym uzależnieniu bywa naprawdę ogromne. Pamiętam pacjenta, który przyszedł na pierwszą wizytę ze swoją żoną. Był w fatalnym stanie. Bardzo chciał, żeby żona od niego odeszła, dręczyły go wyrzuty sumienia, że zniszczył relację.

Myśli Pani, że możliwe jest całkowite wyleczenie się z hazardu?
Oczywiście, że tak.

Myślałam, że hazardzistą pozostaje się do końca.
To zależy, jak będziemy na to patrzeć. Jedno z podejść mówi, że hazard jest chorobą na całe życie i można to tylko zaleczyć. Ale ja pracuję inaczej. Patrzę na hazard jako na zaburzenie, które może być wyleczone raz na zawsze. I mam ogromną liczbę pacjentów, którzy po terapii dobrze funkcjonują, mogą przechodzić obok kasyna, oglądać zakłady sportowe i już ich to nie rusza. Mówię im: miałeś problem w życiu, który udało ci się rozwiązać. W porządku. To jest już tylko twoja przeszłość.

Tekst powstał we współpracy z fundacją Inspiratornia w ramach projektu dofinansowanego przez Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych, uzaleznieniabehawioralne.pl. Numer telefonu zaufania: 801 889 880.

Dr Jolanta Celebucka, psychoterapeutka i specjalistka psychoterapii uzależnień, kierowniczka Wojewódzkiej Poradni Terapii Uzależnień i Współuzależnienia w Toruniu

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze