1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Nie odcinaj się od przeszłości. Przyjmij w całości swoją tożsamość emocjonalną – radzi psychoterapeutka Anabel Gonzalez

Gdy spojrzymy na przeszłość i powiemy: „Tak było, zrobiłam wtedy wszystko, co mogłam” – będziemy gotowi żyć chwilą obecną. (Fot. Erikreis/Getty Images)
Gdy spojrzymy na przeszłość i powiemy: „Tak było, zrobiłam wtedy wszystko, co mogłam” – będziemy gotowi żyć chwilą obecną. (Fot. Erikreis/Getty Images)
Zintegrowanie przeszłości i teraźniejszości oraz zaakceptowanie wszystkich naszych części otworzy przed nami tysiące możliwości – pisze lekarka psychiatrii i psychoterapeutka Anabel Gonzalez. W swojej książce poświęconej pracy z traumą „To nie ja” podpowiada, jak przyjąć swoją emocjonalną tożsamość w całości.

Fragment książki „To (nie) ja. Jak zaakceptować dawne traumy i pójść dalej”, Anabel Gonzalez, tłum. Barbara Łukomska, wyd. Feeria. Skrót i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Gdy będziemy już w stanie przyjrzeć się całej naszej historii, możemy zacząć się z nią godzić. Będziemy móc mierzyć się z nią bez bólu w taki sposób, by nie determinowała naszego obecnego życia ani przyszłości. Uczymy się oczywiście na bazie tamtych doświadczeń, lecz nie pozwalamy, by nas one uwięziły, ani nie uciekamy przed nimi. Nasze uczucia związane z teraźniejszością nie będą zniekształcone przez emocje lub myśli z przeszłości. Dzięki temu przyszłość nie będzie się nam jawić jako powtórzenie tego, co wydarzyło się kiedyś. Będziemy czuli, że jest otwarta i że możemy się w niej swobodnie poruszać. Odzyskamy spontaniczność i kreatywność.

Wiele nurtów terapeutycznych podkreśla, jak ważna jest akceptacja dla utrzymania dobrego stanu emocjonalnego – nie sposób rozwiązać problemu, którego istnienia nie uznajemy. Akceptacja nie oznacza poddania się losowi i zaniechania wszelkich działań prowadzących do zmiany. Wręcz przeciwnie, jeżeli nie akceptujemy tego, co nam się przydarza, zanika nasza zdolność wpływania na okoliczności. Zostajemy uwięzieni i znieruchomiali, nie będąc w stanie przedsięwziąć kroków w kierunku zmiany.

Akceptacja musi rozciągać się zarówno na przeszłe wydarzenia, jak i na to, co dzieje się obecnie, oraz na przyszłość. Stało się, co się stało, teraz jest jak jest. Zobaczmy, co możemy zrobić przy opcjach, jakie są dla nas dostępne. Gdy to wszystko ustalimy, przestańmy się zadręczać.

Przyjrzyjmy się teraz tym trzem wymiarom: przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości, i zastanówmy się, w jaki sposób możemy nauczyć się patrzeć na nie z innej perspektywy.

Pogodzenie z przeszłością

Być może od dawna nie myśleliśmy o swojej przeszłości i nie przypominaliśmy sobie związanych z nią faktów. Może być też tak, że bez przerwy się nią zadręczamy, zastanawiając się, dlaczego to akurat nam różne rzeczy się przytrafiły, i pomstując na niesprawiedliwość losu. W każdym z powyższych przypadków przeszłość wpływa na nasze wybory i relacje. Jeżeli udało nam się już to sobie uświadomić i zaczęliśmy pracować nad tym, jak się sobą opiekujemy, a także regulujemy swoje stany emocjonalne i wchodzimy w relacje – nadeszła pora, by na nowo napisać swoją historię. Nie możemy zmienić faktów, lecz mamy wpływ na to, jak je interpretujemy.

Nasza nowa narracja pozbawiona będzie poczucia winy, bólu, wstydu i goryczy. Nie oznacza to, że musimy przebaczyć tym, którzy nas skrzywdzili, ale ważne jest, byśmy nie pogrążali się w bezradności, chęci zemsty lub poczuciu, że trzeba było coś zrobić inaczej. Udało nam się nabrać emocjonalnego dystansu lub osiągnąć pewien stopień obojętności, które nie sprawiają jednak, że przestajemy zauważać, że to, co jest złe, jest złe, oraz nie powstrzymują nas przed dokonaniem negatywnego osądu moralnego sytuacji, w których przypadku jest to zasadne. Pamiętamy o tym, co się wydarzyło, lecz już tego nie przeżywamy – nie dlatego że jesteśmy odłączeni od tych doświadczeń, lecz dlatego że je przepracowaliśmy. Gdy w ten sposób patrzymy na swoje wspomnienia, stają się one faktycznie jedynie elementem przeszłości.

Być może już wcześniej powracaliśmy do tych momentów, lecz robiliśmy to w przypływie rozpaczy lub pytając: „Dlaczego nic wtedy nie zrobiłem(-łam)?”, „Jak to możliwe, żeby ludzie robili takie rzeczy?” albo „Dlaczego ja mam takiego pecha?”. Te pytania to tak naprawdę pułapki. Żadne z nich nie pomaga nam zaakceptować tego, co się wydarzyło, i faktu, że nie możemy niczego cofnąć. Jedynie akceptując przeszłość, możemy sobie z nią poradzić.

Aby zaakceptować przeszłość, musimy również pozbyć się niepewności. Jeżeli nasze wspomnienia są mgliste albo nachodzą nas myśli takie jak: „Być może tylko sobie to wyobrażam” lub „Przykładam do tego zbyt dużą wagę”, dekoncentrujemy się i tracimy z oczu to, co jest naprawdę ważne. Nasze wspomnienia są takie, jakie są, i niektóre szczegóły mogą nie być zgodne z rzeczywistością. Nie prowadzimy jednak przecież dochodzenia policyjnego, a jedynie próbujemy lepiej zrozumieć samych siebie. Dlatego ważne jest, byśmy przyjrzeli się wspomnieniom w takiej postaci, w jakiej znajdują się w naszym umyśle, gdyż to właśnie te informacje wywierają na nas w tej chwili wpływ. Ważny jest nasz subiektywny punkt widzenia, nie zaś obiektywne fakty – nasze przeżycia, nie konkrety. Mówimy o historii emocjonalnej, a niektóre wspomnienia zawierają symboliczne elementy, które są równie istotne jak rzeczywiste szczegóły. Zazwyczaj gdy przy- glądamy się w ten sposób swoim wspomnieniom – przykładając większą wagę do uczuć, jakie w nas budzą, niż do faktycznych wydarzeń – sytuacja staje się coraz jaśniejsza, mgła się rozwiewa, a my coraz mocniej uświadamiamy sobie, co naprawdę miało wtedy miejsce.

Gdy spojrzymy na własną przeszłość i powiemy: „Tak było, tak to pamiętam, zrobiłem(-łam) wtedy wszystko, co mogłem(-łam)” – będziemy gotowi żyć chwilą obecną. Przeszłość posłuży nam jedynie jako lekcja, z której wyciągniemy wnioski na przyszłość.

Teraz jestem tu

Gdy zaczniemy lepiej radzić sobie z własną przeszłością i ją przekraczać, zauważymy, że stajemy się coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się tu i teraz. Nie będziemy już żyli

w świecie swoich fantazji, gdzie mamy wszystko, czego kiedykolwiek pragnęliśmy, i który zamieszkany jest przez wyimaginowane wersje ważnych dla nas osób, które są takie, jak byśmy sobie wymarzyli. Zaczniemy stąpać twardo po ziemi i poszukiwać wokół siebie tego, czego potrzebujemy. Uświadomimy sobie, że jest to dostępne wśród otaczających nas rzeczy i ludzi. Oczywiście nie będzie to tak idealne jak w naszym wyśnionym świecie, lecz prostsze i mniejsze, ale za to prawdziwe. Gdy pogodzimy się ze swoją przeszłością, będziemy w stanie zaakceptować również teraźniejszość.

Świat rzeczywisty i chwila obecna to jedyne, co istnieje, i powinniśmy nauczyć się w tym poruszać. Choć niekiedy będziemy mieli wrażenie, że jest to krajobraz spustoszony przez burzę, zawsze możemy odbudować dom, zasiać nowe zboże, przeprowadzić się w inne miejsce lub poznać nowych ludzi. Będzie to możliwe, ponieważ odzyskaliśmy zdolność eksplorowania, pragnienie odkrywania nowych rzeczy oraz ciekawość świata. Odkryjemy siebie na nowo. Punktem wyjścia będzie jednak dla nas zawsze faktyczna sytuacja, w jakiej się znajdujemy.

Stwierdzenie „po prostu tak jest” nie ma nic wspólnego z rezygnacją i tkwieniem w martwym punkcie – jest ono wyrazem akceptacji. Możemy zmienić jedynie to, o czym wiemy, że istnieje. Pracujemy zaś tylko nad zmianą tego, co da się zmienić. Nie będziemy tracić energii na próby przeniesienia góry, która zasłania nam w domu dostęp do słońca, lecz nauczymy się na nią wspinać, omijać albo wykorzystamy ją jako obiekt do uwiecznienia na obrazie. Możemy też sprzedać dom i znaleźć inny, w bardziej nasłonecznionej lokalizacji. W żadnym razie nie pozwolimy sobie na to, by zestarzeć się w tym miejscu, wciąż narzekając lub rozpaczając nad swoim pechem. Przyjmiemy do wiadomości fakt, że góra się tam znajduje, a następnie na bazie tej wiedzy będziemy podejmować właściwe decyzje, aby osiągnąć to, czego potrzebujemy.

Co przyniesie przyszłość?

Trzeci krok to zmiana perspektywy odnośnie do naszej przyszłości. Trudna przeszłość, której nie zasymilowaliśmy, na wiele sposobów wpływa na to, co się nam przydarza. Możliwe, że nasze przekonania, które się kiedyś ukształtowały, wciąż są aktywne, a my bezustannie czujemy, że nie mamy kontroli nad swoim życiem, brak nam jakichkolwiek opcji, wszyscy ludzie prędzej czy później nas zdradzą, a my nic nie możemy zrobić. Pisząc od nowa swoją historię, odzyskamy również cały przynależny nam potencjał. Przestaniemy toczyć wewnętrzną walkę, bo zrozumiemy, że wszystkie części składające się na to, kim jesteśmy, należą do tej samej drużyny. Nauczyliśmy się i wciąż będziemy się uczyć bronić siebie i opiekować się sobą. Otworzymy się na innych ludzi i będziemy wybierać bardziej pozytywne relacje zapewniające nam wsparcie. Wyposażeni we wszystkie te zasoby odnajdziemy w sobie większą gotowość do eksplorowania otoczenia i mierzenia się z tym, co przyniesie przyszłość.

Będziemy również uczyli się cieszyć niepewnością. Słowa „zobaczymy, co się wydarzy” przestaną budzić w nas niepokój, a wręcz przeciwnie, dodadzą nam wigoru. Wszystko, co nadejdzie, będzie nowe. Choć wciąż możemy czuć lekką obawę przed nieznanym, będziemy świadomi, że jest to naturalna reakcja i nie sprawi ona, że się cofniemy. Zaryzykujemy i wyjdziemy się bawić. Dobrze już wiemy, że wszystkie rany się goją i że wyleczenie jest możliwe. Mamy pewność, że warto żyć, mimo wszystkich trudności, jakie na swojej drodze napotykamy.

Obraz przyszłości, jaka się przed nami rozpościera, nie jest rozmyty, lecz realistyczny, zmienia się bezustannie i może ulegać modyfikacji. Nie malujemy przyszłości w czarnych barwach, jako takiej, w której znajdzie się tylko „to samo, co zawsze”, a my będziemy zmuszeni zrezygnować ze wszystkiego, co jest dla nas ważne. Nie chcemy przyszłości bez perspektyw. Nie będzie to też obraz naiwny, przepełniony magią i obiektami tak cudownymi, że aż nierealnymi. Nasza przyszłość musi wyłonić się z naszych pragnień, ale takich, które są możliwe do realizacji. Grajmy tymi kartami, jakie mamy w ręku. Postawmy sobie cele, lecz nie skupiajmy się na nich obsesyjnie, aby móc je przeformułować, jeżeli okaże się to konieczne pod wpływem zmieniających się okoliczności. Wpiszmy adres do naszego GPS-u, lecz trasę dobierajmy na bieżąco, w zależności od tego, co napotkamy po drodze.

Anabel Gonzalez, lekarz psychiatrii, psychoterapeutka. Specjalizuje się w leczeniu ciężkich stanów pourazowych, takich jak zaburzenia dysocjacyjne.

Polecamy książkę „To (nie) ja. Jak zaakceptować dawne traumy i pójść dalej”, Anabel Gonzalez, tłum. Barbara Łukomska, wyd. Feeria. Polecamy książkę „To (nie) ja. Jak zaakceptować dawne traumy i pójść dalej”, Anabel Gonzalez, tłum. Barbara Łukomska, wyd. Feeria.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze