1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

O czym mówią blizny?

Blizny na ciele wskazują drogę, którą przeszliśmy, i odwołują się do emocji, które przeżyliśmy. Mogą wywoływać w nas niechęć, ale możemy też popatrzeć na nie jak na znak zwycięstwa. (Ilustracja: Kozubenko/Getty Images)
Blizny na ciele wskazują drogę, którą przeszliśmy, i odwołują się do emocji, które przeżyliśmy. Mogą wywoływać w nas niechęć, ale możemy też popatrzeć na nie jak na znak zwycięstwa. (Ilustracja: Kozubenko/Getty Images)
Wstydzimy się jej, bo kojarzy się z niedoskonałością. Jest miejscem po ranie i przeżytym bólu. Możemy ją zasłonić, ale i tak odbiera nam pewność siebie. A gdyby tak spojrzeć na nią nieco inaczej?

Samo słowo „blizna” oznacza skazę na skórze oraz ślad po zagojonej ranie. Słownik języka polskiego wskazuje, że wyraz ten jest prawdopodobnie połączeniem dwóch dawnych słów, z których jedno oznaczało „skazę na tkaninie”, a drugie „starą, niezagojoną ranę”. Etymolodzy doszukują się również początków tego wyrazu w słowie „ubliżyć”, którego rdzeń oznaczał „bić, uderzać”, a więc blizna byłaby też „śladem po uderzeniu”. Każdy z tych tropów wskazuje na to, że blizna jest przerwaniem pewnej ciągłości w wyniku ingerencji z zewnątrz. Aby powstała, ciało musi więc zostać w jakiś sposób naruszone: czasem celowo, np. w wyniku operacji ratującej życie, a czasem w następstwie nieplanowanych urazów. Niekiedy to efekt samookaleczania się, które dla dzieci i młodzieży staje się coraz częstszym sposobem radzenia sobie z nadmiarem emocji.

Żeby powrócić do równowagi, organizm chce tę ranę zagoić jak najszybciej. Działa na tyle skutecznie, że po niewielkich uszkodzeniach nie ma śladu. Jednak w przypadku rozległych, głębokich lub zanieczyszczonych – pozostają blizny, gdyż skomplikowany i długotrwały tryb ratunkowy wymaga stworzenia nowej tkanki łącznej. Skóra goi się, ale zostaje na niej swoista łatka.

Sekretne życie rany

Od najdawniejszych czasów blizna symbolizowała przebyty ból i przekroczenie granicy cierpienia, które pozostawiało ślad na ciele. Stawała się ich niemym dowodem, opowiadając historię wytrzymałości, tożsamości i odwagi. W zależności od kultury była też świadectwem statusu, wyrazem piękna lub symbolem smutku.

Dziś również zabliźnione miejsca są zapisem doświadczeń i różnych życiowych decyzji. Niektóre łatwiej zaakceptować, szczególnie gdy są małe i niewidoczne. Te wyraźne i rozległe, np. po mastektomii, poparzeniach lub dużych operacjach, już takie łatwe do oswojenia i pokochania nie są. Bywa, że stanowią problem fizyczny, psychiczny, a nawet społeczny. Na poziomie fizycznym może to być zwiększone napięcie tkanek, swędzenie lub większa wrażliwość w tej okolicy. Na poziomie społecznym stają się obiektem ocen i przykrych komentarzy, co czasem wywołuje trudności psychologiczne, jak choćby brak pewności siebie, izolowanie się, stany lękowe czy nawet depresję. Częściej blizn wstydzą się kobiety, bo żyją pod presją idealnego wyglądu, tymczasem znamię szpeci, a blizna kojarzy się ze skazą.

Anna, nauczycielka, na co dzień zajmuje się organizacją imprez. Ma trzy blizny po porodzie. Tuż po urodzeniu doszło do zakażenia, rana zaczęła ropieć i skończyło się na drenach, sączkowaniu i naświetlaniu lampami, aby się zasklepiła i zabliźniła. – Miałam wtedy piękne ciało i 21 lat. Jako młoda kobieta, wchodząca dopiero w dorosłość, czułam się jakby zużyta. Musiało minąć parę lat, zanim spojrzałam na moją bliznę z miłością – wspomina. Na początku robiła wszystko, żeby się jej pozbyć. Dziś uważa, że zapisała się na jej ciele niczym tatuaż. – Jest dla mnie zwycięstwem nad samą sobą, bo wtedy nie wiedziałam, czy uda mi się przeżyć – mówi Anna. – I dzięki niej mam piękną i mądrą córkę.

Terapia ciała i duszy

Obecnie coraz więcej osób korzysta z zabiegów fizjoterapeutycznych, które wspierają prawidłowe gojenie blizn.

– Fizjoterapeuci często porównują je do zszytych ze sobą kilku warstw materiału – wyjaśnia Anna Jakóbik, fizjoterapeutka uroginekologiczna z Centrum Terapii Lew-Starowicz. – Jeśli blizna nie jest wystarczająco ruchoma, ślizg pomiędzy tkankami jest utrudniony, co może prowadzić do różnych dolegliwości: bólu pleców, głowy, ograniczenia ruchomości stawów, bolesnego współżycia, a nawet zaburzeń trawienia. Blizna może wpływać na funkcjonowanie ciała. Ważne, aby pamiętać, że nie ma ścisłej korelacji pomiędzy rozległością blizny a dolegliwościami bólowymi.

Anna Jakóbik w swojej pracy ma do czynienia z bliznami powstałymi w wyniku cesarskiego cięcia, porodu drogami natury i operacji uroginekologicznych. Przyznaje, że kobiety coraz częściej rozmawiają ze specjalistami na temat blizn tuż po operacji, a nawet przed nią, dzięki czemu osiągają możliwie najlepsze efekty terapii. Z jej wieloletniego doświadczenia wynika, że najtrudniej pogodzić się z bliznami „nieplanowanymi”, jak wtedy, kiedy z przyczyn położniczych poród kończy się nagłym cesarskim cięciem.

– Nie jest łatwo również kobietom, które utożsamiają bliznę z oszpeceniem ciała, np. po nacięciu krocza – tłumaczy fizjoterapeutka. – Trudniej im też zaakceptować blizny przerostowe i te zakłócające codzienne funkcjonowanie – dodaje. Podkreśla jednak, że odpowiednio dobrana terapia nawet kilkudziesięcioletnich blizn ma sens, a niekiedy efekty przerastają oczekiwania.

– Możliwości jest wiele – od pracy manualnej po zabiegi fizykoterapeutyczne – wyjaśnia Anna Jakóbik. – Niektórzy fizjoterapeuci wykorzystują techniki suchego igłowania. Dobrze sprawdzają się też taśmy do kinesiotapingu czy wprowadzanie różnorodnych bodźców w celu poprawy czucia blizny oraz okolicznych tkanek. Według mnie ważnym elementem terapii jest jej uruchomienie, przy jednoczesnej obserwacji ruchu całego ciała.

Blizny zostawiają też ślad w psychice, który o wiele trudniej rozpoznać. Ekspertka potwierdza, że mogą być nośnikiem wielu emocji. Kiedy mamy problemy z ich akceptacją, przekłada się to na napięcia w ciele, co z kolei utrudnia regenerację tkanek, a wtedy wymaga to szczególnej uważności podczas planowania i prowadzenia fizjoterapii.

– Zbyt mocne techniki manualne mogą przynieść odwrotny efekt – uczula fizjoterapeutka. – Czasem rozpoczynamy terapię od przyglądania się bliźnie w lusterku i uruchomienia jej w sposób pośredni, czyli poprzez ruch ciała bądź oddech. Często kobiety nie akceptują dotykania blizny, mówiąc, że nie czują swojego ciała. Kluczowe jest wówczas dostarczanie bezpiecznych, przyjemnych bodźców – czasem terapią jest już ucisk ciepłą dłonią. W takich sytuacjach proponuję rownież współpracę z psychologiem. Jest ona wskazana u pacjentów, u których blizny powstały w wyniku wypadków, operacji onkologicznych, oparzeń czy zachowań autoagresywnych – dodaje.

Silna i wyjątkowa

Zabliźniona rana uruchamia wiele trudnych emocji. Może sprawiać, że odwracamy głowę przed lustrem, kiedy się rozbieramy. Możemy się jej wstydzić i uważać, że jest brzydka, irytująca, niesprawiedliwa. Możemy też ją ignorować, zakrywać, nawet na jakiś czas o niej zapomnieć albo… poświęcić jej trochę czasu, dotknąć jej nierówności, poznać jej kształt i zastanowić się, czym tak naprawdę dla nas jest.

Magdalena Wałecka, freelancerka, wychowała się z bliznami, więc nie wie, jak wygląda życie bez nich. Kiedy miała 14 miesięcy, zrzuciła na siebie garnek z gorącą wodą.

– Mam poparzoną lewą rękę, pierś i lewą część głowy – wylicza. – Od dziecka słyszałam, że powinnam założyć bluzkę z dłuższym rękawem, żeby zasłonić blizny, co wpędzało mnie w ogromne kompleksy.

Magdalena dobrze pamięta, jak marzyły jej się sukienki na ramiączkach, ale uważała, że są poza jej zasięgiem. W końcu doszła do wniosku, że jej blizny to tester na znajomych; naturalny sposób selekcji pomiędzy tymi, którzy cenią wygląd, a tymi, dla których liczy się to, jakim jest człowiekiem. Proces akceptacji zaczął się w liceum plastycznym, gdzie spotkała wiele ciekawych i barwnych osobowości.

– Każdy był inny i jakoś się wyróżniał – wspomina. – Zmieniła mi się percepcja piękna. Poznałam przyjaciół, którzy pomogli mi zaakceptować siebie taką, jaka jestem. Zwrócili uwagę na moje atuty i dzięki nim pozwoliłam sobie na luksus noszenia bluzki na ramiączkach. Gdy skończyłam liceum, zaczęłam podróżować. Bawiłam się, chodziłam w bikini, kąpałam się topless. Dzisiaj mam 35 lat, dwoje dzieci i męża. Wyznał mi niedawno, że to właśnie blizny i mój stosunek do nich przykuły jego uwagę. Pomyślał, że muszę być silna i wyjątkowa.

Blizny na ciele wskazują drogę, którą przeszliśmy, i odwołują się do emocji, które przeżyliśmy. Mogą wywoływać w nas niechęć, ale możemy też popatrzeć na nie jak na znak zwycięstwa, bo są zapisem tego, że udało nam się z czymś uporać. Możemy się w nich przejrzeć jak w lustrze. Jaka jest prawda o mnie? Czy ją uznaję i akceptuję, czy się jej wstydzę? Czy jest moją opowieścią o bólu, czy raczej o mojej wojowniczej stronie, o odwadze, determinacji i otwartości na zmiany?

Nie musimy kochać naszych blizn, ale warto w zgodzie ze sobą zdecydować, jakiej historii stają się nośnikiem.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze