1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Świadomość śmierci nie musi odbierać radości. Psycholożka wyjaśnia, dlaczego pomaga bardziej doceniać życie

Świadomość śmierci nie musi odbierać radości. Psycholożka wyjaśnia, dlaczego pomaga bardziej doceniać życie

(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)

Odsłuchaj artykuł

Urszula Sołtys-Para - Świadomość śmierci nie musi odbierać radości. Psycholożka wyjaśnia, dlaczego pomaga bardziej doceniać życie

00:00 09:59
15s
0,5 x
15s
Jesteśmy tu tymczasowo, w odniesieniu do trwania kosmosu to tylko chwila... Jak spożytkować ten czas? Czy starczy nam odwagi, by spełniać marzenia? Takie pytania stawia sobie i nam wszystkim felietonistka Urszula Sołtys-Para.

Spis treści:

  1. Świadomość śmierci a sens życia
  2. Dlaczego warto spełniać marzenia już teraz?
  3. Jak doceniać zdrowie i codzienną sprawność?

Artykuł ukazał się w magazynie „Sens” 02/2025.

Kruchość i wrażliwość człowieka

Jesteśmy bardzo krusi. Nawet słowa: kruchość, kruszenie, kruchutcy, same w sobie oddają tę melodię wrażliwości. Jesteśmy z cennego kruszcu, ale niezwykle delikatnego, jak na gwiezdny pył przystało... Bo przecież – co potwierdza fizyka – naprawdę jesteśmy dziećmi gwiazd, składamy się z tych samych pierwiastków, tylko inaczej pogrupowanych, z tych samych atomów, tylko w innych strukturach. I to nie jest poezja, tylko nauka ścisła. Choć poezja w sumie też.

Gdy uświadomimy sobie, jak długo wypiętrzają się góry, ile lat mają jaskinie albo jak długo rosną sekwoje, możemy poczuć własne miejsce w szeregu i fakt, że nie jesteśmy tu sami. Dobrze jest mieć zdrową pokorę wobec przyrody. Mamy takie samo prawo być na tej planecie jak niedźwiedzie i mrówki.

Ponadto żyjemy dzięki naszym przodkom, a Ziemię pożyczamy od przyszłych pokoleń, co obliguje nas do troski o nasz świat, o nasz dom. Ktoś może pomyśleć teraz, że „wciskam wszędzie ekologię”. Spotkałam się z takim komentarzem na temat mojej książki „Dziecko wysoko wrażliwe”, ale świadomie będę „wciskać”, jeżeli ktoś preferuje taki czasownik.

Bo uważam, że z tej naszej bezbronności wobec potencjalnych sił wulkanów, trzęsień ziemi i mnogości innych organizmów żywych tworzymy mit Wielkiego Człowieka, który jest NAJ. Jako gatunek kompensujemy swoją słabość, bo tak naprawdę jesteśmy krusi. To nie znaczy jednak, że nie możemy być odpowiedzialni.

Kruchość możemy rozumieć również jako kruchość naszego ciała – mamy mocne kości, ale łamliwe i po wypadkach potrzeba czasu, by się zrosły, zregenerowały, byśmy my powrócili do sprawności. Mamy różne kompetencje poznawcze, ale kryzysy psychiczne nieobce są i najsilniejszym, i wtedy niezbędne jest, aby odpocząć i zaopiekować się sobą, by móc wrócić do pełni zdrowia oraz sił. Wiemy także, chociaż o tym nie myślimy na co dzień, że czeka nas wszystkich kres, gdzieś za horyzontem.

Świadomość śmierci a sens życia

Nieuchronność śmierci może wyznaczać kierunek naszych działań. W książce i w filmie „Weronika postanawia umrzeć” obserwujemy, jak bohaterka odzyskuje witalność i siłę dopiero wtedy, gdy zderza się z realnością śmierci. Początkowo chce odebrać sobie życie (w depresji i poczuciu bezsensu życia), kiedy jednak zostaje odratowana i dowiaduje się, że jej serce zostało uszkodzone i może wkrótce umrzeć, życie nabiera dla niej istotnego znaczenia. Dopiero wtedy czuje jego kruchość i realną ulotność.

W swojej bogatej twórczości Irvin Yalom, amerykański psychiatra, psychoterapeuta i pisarz, często przeciwstawia sile śmierci witalność i siłę popędu seksualnego, który również łączy się przecież z radością, spontanicznością, potrzebą bliskości i z życiem (a nawet z przekazywaniem życia).

Jedna z książek Yalom nosi tytuł „Istoty ulotne”, inspirowany „Rozmyślaniami” Marka Aureliusza, bo przecież – z perspektywy egzystencjalnej – nasze życie to mgnienie, błysk między dwiema nicościami.

Dlaczego warto spełniać marzenia już teraz?

Przypomina mi się film „Choć goni nas czas” z 2007 roku, z grającymi główne role Jackiem Nicholsonem i Morganem Freemanem. Dojrzali wiekiem bohaterowie słyszą w szpitalu diagnozę nieuleczalnego nowotworu i zapowiedź śmierci w krótkim czasie. Jeden z nich jest bogaty i doświadczony, drugi – skromny i spokojny; dzielą ten sam lęk przed śmiercią.

Być może w innych okolicznościach nie poświęciliby sobie nawet chwili, nie wsparli, nie wpłynęli na siebie i nie pomogli sobie wzajemnie spełniać swoich marzeń. A w tych niespodziewanych okolicznościach, gdy połączyły ich trudne wspólne doświadczenia, połączyła ich również przyjaźń.

Oryginalny tytuł filmu „The Bucket List” oznacza listę rzeczy, które chce się wykonać przed śmiercią – może coś zwiedzić, może czegoś się nauczyć, może czegoś doświadczyć, może wreszcie coś komuś powiedzieć. Ciekawe, co chcecie wpisać na swoją listę.

Czasem nie warto czekać na inny, lepszy czas. Może ten teraz jest najlepszy?

Osobiście nieraz się przekonałam, że „co się odkłada, to często przepada” – może więc warto ruszyć w podróż życia już teraz? Może to być oczywiście wyprawa w Himalaje, ale może to być podróż w głąb siebie po drodze medytacji czy podjęcie psychoterapii. Ciekawe, jaka droga was wzywa?

Myślę też sobie o gotowości do wprowadzania zmian w nasze życie – aby nie odsuwać tego, co nas przyzywa, aby unikać życia wbrew sobie, zgodnie z konwenansami i tymi wszystkimi „bo wypada”, „bo co ktoś inny sobie pomyśli”. Myślę o decyzjach o zmianie pracy, o przeprowadzce, o rozstaniu, o porzuceniu sytuacji, które przestały być rozwojowe czy wspierające.

Bo przecież jesteśmy tu na krótką chwilę. Jak więc żyć, by nie mieć poczucia, że życie przecieka nam przez palce? Oczywiście nie znam odpowiedzi na to pytanie; chyba każda i każdy z nas potrzebuje dostrzec kierunkowskazy dla siebie, by zyskać poczucie sensu.

Jak doceniać zdrowie i codzienną sprawność?

Warto cieszyć się tymi chwilami, gdy jesteśmy zdrowi i sprawni, a rzadko kiedy okazujemy wdzięczność swojemu ciału. To już brzmi jak truizm, że najczęściej doceniamy zdrowie i sprawność dopiero wtedy, gdy je tracimy.

Dziesięć lat temu leczyłam stan zapalny w nodze – przez drobne otarcie na stopie wdarła się jakaś bakteria i spowodowała ból i obrzęk. Początkowe zaczerwienienie szybko zmieniało barwy, a ja usłyszałam od lekarza, że „będzie dobrze, jeśli zakażenie nie dojdzie do kości”.

Nie doszło. Na szczęście. Moje katastroficzne wizje już uwzględniały życie po amputacji i zaczęłam opłakiwanie miejsc, których nie zwiedzę, gór, na które nie wejdę, dróg, których nie przejadę rowerem, i okazji, na których nie zatańczę. Wszystko skończyło się pomyślnie – naprawdę czuję ogromną wdzięczność do Losu, że żyję w erze antybiotyków i szczepień.

Może ten kontrast jest niezbędny, może potrzebujemy doświadczyć ryzyka utraty, aby zacząć doceniać, niejako wstecznie, to, co ma dla nas prawdziwą wartość? Robimy tak dużo niezdrowych rzeczy – spożywamy w nadmiarze cukier, nie dosypiamy, mało się ruszamy, chociaż nasza budowa ciała sugeruje, że ewolucja zaprogramowała nas do aktywności, do chodzenia i wspinania się po drzewach, ska- łach, górach.

Niby to wiemy, ale i tak niczego nie zmieniamy, dopóki nie doświadczymy bólu, nie złapie nas choroba. Nie potrafimy chyba profilaktycznie troszczyć się o swój ogólny dobrostan. Wiem, że trochę upraszczam, bo pomijam teraz aspekt różnych traumatycznych doświadczeń, leżących często u podłoża autodestrukcyjnych zachowań, o czym piszą chociażby Gabor i Daniel Maté w książce „Mit normalności”.

Skupiam się jednak w tym miejscu tylko na tym, że ignorujemy różne fakty, dopóki nie jesteśmy zmuszeni, aby się z nimi zmierzyć. I stanąć twarzą w twarz z własnymi nawykami.

Tak, do odwagi zapraszam – do odwagi, by przyjrzeć się sobie. Zajrzeć do swojego wnętrza i porozmawiać. Zapytać siebie szczerze, czego unikamy, czego nie chcemy widzieć, albo słyszeć, co ignorujemy i przed czym uciekamy.

A co odkładamy ciągle i ciągle na nieprecyzyjną (i niepewną z definicji!) przyszłość? Może warto zacząć żyć TERAZ? Na koniec chcę przytoczyć słowa Agnieszki Osieckiej: „Przyjaciele moi i moje przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej: »Przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu«. Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: »Przepraszam, musiałam pomylić adres...« I pstryk, iskierka zgaśnie”.

Urszula Sołtys-Para – psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii, twojpsycholog.net.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE