Pod pozorem troski albo zaangażowania rozmową zawsze pokieruje tak, by to jego historia była w centrum. Nie powie jednak wprost: teraz ja będę mówić o sobie, tylko zastosuje (nie zawsze świadomie) pewne techniki konwersacyjne, by koniec końców uwagę przekierować na siebie i swoją opowieść. Obcowanie z narcyzem konwersacyjnym to przykre doświadczenie dla rozmówcy, ale chyba jeszcze gorsze jest to, że czasem to my same wchodzimy w tę rolę...
‒ Mam piekielnie napiętą atmosferę w pracy, już nie mogę tam wytrzymać. Ostatnio jedna z „koleżanek” tak mi publicznie pojechała, że prawie się popłakałam. Zaczęło się od tego, że... ‒ najpewniej bardzo chciałaś wyrzucić z siebie w rozmowie z przyjaciółką tę historię, która tak cię poturbowała. Opowiedzieć z detalami, co się wydarzyło, co wtedy czułaś, jak bardzo było to przykre, niesprawiedliwe, bolesne. Ale niestety tej szansy nie dostałaś, bo twoja interlokutorka, na pierwszy rzut oka niezwykle przejęta twoją sytuacją, wykonała sprytnego konwersacyjnego twista: ‒ O Boże, tak ci współczuję, wiem, co czujesz. Dwa lata temu w poprzedniej firmie miałam dokładnie to samo! Wyobraź sobie, że szefowa... Nagle, dosłownie w mgnieniu oka, twoja opowieść staje się nieważna. Teraz na scenie jest ona i jej doświadczenie, no ale przecież bliźniaczo podobne do twojego, więc możesz zamienić się w słuch, bo z pewnością jej historia bardzo ci teraz pomoże. Szczypta sarkazmu jest tu oczywiście zamierzona, bo cały ten zabieg nie polega na pomaganiu tobie, a na przekierowaniu uwagi na nią. To ona jest bohaterką, jej opowieść jest w centrum, o jej emocjach będziecie dyskutować, a na koniec być może ‒ ją pocieszać, bo spotkała ją dwa lata temu taka przykrość. Ta scenka to narcyzm konwersacyjny w najczystszej postaci, zjawisko, które z dialogu robi monolog, a z uważnej wymiany ‒ festiwal „ja”.
Cel jest prosty: być w centrum uwagi, w myśl zasady: wszystkie światła na mnie. Samo pojęcie narcyzmu konwersacyjnego ukuł pod koniec lat 70. ub. w. socjolog Charles Derber w ramach szerszej koncepcji „attention culture”, tłumaczonej jako kultura poszukiwania uwagi, którą szeroko rozwinął zwłaszcza w książce „The Pursuit of Attention” („W pogoni za uwagą”) z 2000 roku. Fundamentem tej koncepcji były obserwacje przemian społecznych w Stany Zjednoczonych końca lat 70., a więc w czasie przejścia od społeczeństwa produkcyjnego do bardziej konsumpcyjnego i symbolicznego, kiedy rosła rola mediów masowych ‒ telewizji i reklam i wyraźnie zwiększała się konkurencja w życiu zawodowym i społecznym. Wszystko to sprawiło, że uwaga innych ludzi stała się jednym z najcenniejszych zasobów społecznych, czymś, o co się rywalizuje podobnie jak o pieniądze czy status.
Derber doszedł do wniosku, że w nowoczesnym społeczeństwie ludzie nieustannie zabiegają o uwagę innych, w prywatnych rozmowach, konwersacjach zawodowych i oczywiście w mediach, a status społeczny coraz bardziej zależy od tego, kto jest zauważany i słyszany, co sprawia, że interakcje społeczne mają ukrytą strukturę rywalizacji o uwagę. W tej dynamice zaobserwował wyraźną dysproporcję pomiędzy „attention getting”, czyli zdobywaniem uwagi, np. poprzez opowiadanie o sobie, a „attention giving” – dawaniem uwagi manifestowanym przede wszystkim przez słuchanie innych. Według niego większość ludzi coraz częściej próbuje za wszelką cenę zdobywać uwagę niż ją dawać. Uwaga rozumiana jako forma kapitału, rodzaj waluty, daje przede wszystkim wpływ i prestiż, a z ich wartością trudno dyskutować. Choć Derber pisał o latach 70., jego koncepcja okazała się wyjątkowo prorocza. Tendencję, która wówczas dopiero kiełkowała, dziś obserwujemy w mediach społecznościowych na skalę masową. SoMe opierają się niemal wyłącznie na ekonomii uwagi, „lajki”, „wyświetlenia” i „followersi” są miernikami statusu, a autoprezentacja to podstawowa forma istnienia w tym świecie.
Ten wróg w śródtytule jest trochę na wyrost, bo nie zawsze jest tak, że osoba przekierowująca każdy temat rozmowy na siebie ma złe intencje. Często robimy to bezrefleksyjnie, automatycznie, bez świadomości, że to w istocie zabieg całkowicie unieważniający drugą osobę. Mało tego, naprawdę wydaje nam się, że nasza historia jest bardzo ciekawa, a często i pomocna, przecież chcemy dobrze! Osoby o skłonnościach narcystycznych często działają z poczucia niepewności i niskiego w istocie poczucia własnej wartości. Skierowanie uwagi na siebie przez mówienie tylko i wyłącznie o sobie przy każdej możliwej okazji może być rozpaczliwą próbą podniesienia samooceny, trochę na zasadzie: mówię o sobie, więcej jestem, gdy przestanę, zniknę albo co najmniej będę niewiele wart. Psychologiczne powody, dla których ludzie są wręcz uzależnieni od uwagi, nie są proste i nie sposób wskazać jednej głównej przyczyny, bo to bardzo często po prostu materiał na terapię. Oczywiście to, że ktoś jest narcyzem konwersacyjnym, niekoniecznie oznacza, że ma narcystyczne zaburzenie osobowości. Narcyzm to cecha osobowości występująca w pewnym spektrum, więc nie każdy, kto przejawia cechy narcystyczne, spełnia kryteria diagnostyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że narcyzi konwersacyjni są wśród nas, a i my same nimi bywamy. Ważne jest, by to zauważyć. Rozpoznać tę skłonność i u innych, i u siebie, by móc naprawdę rozmawiać z ludźmi, a nie wygłaszać męczące monologi tudzież pokornie ich wysłuchiwać.
Czytaj także: Jak postawić granice w przemocowej rozmowie? Tych 7 zasad może ci pomóc
Wydawać by się mogło, że rozpoznanie narcyza konwersacyjnego to bułka z masłem. Typ gada w kółko o sobie, wchodzi innym w słowo, nie słucha i tyle ‒ co w tym trudnego? Otóż rzecz nie jest aż tak banalnie prosta. Oczywiście, ktoś taki wiecznie przerywa, gdy mówi ktoś inny, ale nie robi tego bezceremonialnie, a z finezją. Derber, który na potrzeby swojej książki przeanalizował ponad 1500 rozmów twarzą w twarz, odkrył, że po pierwsze większość ludzi – często nieświadomie – kieruje rozmowy na siebie w znacznie większym stopniu, niż im się wydaje, a po drugie, że robimy to, wykorzystując konkretny konwersacyjny mechanizm ‒ językową technikę, którą nazwał „reakcją przesunięcia”. Chodzi o takie formułowanie wypowiedzi, by odpowiedź przenosiła uwagę z drugiej osoby z powrotem na mówiącego, zazwyczaj pod maską gestu nawiązania kontaktu. To dość zawoalowana technika, która na pierwszy rzut oka może wyglądać jak konwersacyjna płynność.
Jeden ze zwrotów typowych dla reakcji przesunięcia to: „Całkowicie rozumiem, ponieważ…”, a tuż po nim własna historia mająca stanowić dowód na owo rozumienie. Narzędziem jest tutaj pozorna empatia pod hasłem: wiem, co czujesz, bo przeżyłam to samo. Tyle tylko, że prawdziwa empatia nie wymaga dowodów, po prostu jest. Pozorna służy wyłącznie temu, by zbudować grunt pod własną wypowiedź, której treść zwykle sprawia, że opowieść przedmówcy pozostaje w cieniu, a często nawet się do niej nie wraca. Podobną rolę pełni „to musi być dla ciebie bardzo trudne, miałam tak samo, gdy...” ‒ gdyby po słowie trudne postawić kropkę i dać komuś przestrzeń na snucie opowieści, byłby to wzór wspierającego komunikatu. Oto ktoś cię słucha, nie zaprzecza twoim uczuciom, pozwala ci je wyrażać, uznaje je. Cała reszta po przecinku to już skręt w boczną alejkę pt. „ja”, która zanim się obejrzysz, rozrośnie się w główną arterię, po której suną tłumy JEJ/JEGO przeżyć, doświadczeń, emocji. Ty już się nie liczysz, teraz masz słuchać.
Narcyz konwersacyjny kocha doradzać, a doradza takie rozwiązania każdego problemu, które sprawdziły się w jego przypadku ‒ oczywiście drobiazgowo opisując przy tym dziesięć różnych sytuacji ze swojego życia, w których jakiś patent (najlepszy!) genialnie zadziałał. To nawet nie musi dotyczyć sytuacji, w której masz problem i szukasz rozwiązania. Narcyz i bez problemu zaproponuje ci coś, co po prostu ulepszy twoje życie. „Czy próbowałeś zrobić x? Bo powiem ci, że u mnie to był strzał w dziesiątkę. A zaczęło się tak...”
Oczywiście nie każda rada jest egocentryczna. Czasami czyjaś podpowiedź jest dokładnie tym, czego ci trzeba. „Nie ma niczego złego w przytaczaniu historii, które mogą komuś pokazać, że to, co przeżywa, nie jest końcem świata i ma szansę skończyć się dobrze, ale na pewno nie natychmiast po zwierzeniu i nie na zasadzie spychania problemu, który jest tu i teraz, na dalszy plan” ‒ mówi Ewa Stelmasiak, autorka książki „Lider dobrostanu”. A przypadku narcyza konwersacyjnego najczęściej tak jest. To specyficzna wersja udzielania porad, która mniej skupia się na rozwiązaniu problemu, a bardziej na zademonstrowaniu wiedzy i zaradności rozmówcy. Najczęściej pojawia się, zanim rozmówca zada wystarczająco dużo pytań, aby faktycznie zrozumieć, z czym się mierzysz, pada zbyt szybko, zbyt pewnie i zbyt konkretnie. Twoja opowieść, którą najpewniej narcyz drugim uchem wypuścił, jeszcze zanim skończyłaś mówić, jest tylko sceną dla jego eksperckiej wiedzy. Łatwo to zaobserwować. Gdy twoja opowieść zaczyna przypominać narcyzowi historię z jego własnego życia, którą natychmiast chce się podzielić, przestaje słuchać, bo już szykuje swój przebojowy występ. Ty mówisz, przejęta, a ten ktoś ma nieobecne spojrzenie, może nawet wierci się niecierpliwie i nerwowo potakuje, jakby mówił: „no, szybciej, do brzegu”. To sygnał, że nie interesują go już twoje zwierzenia, po prostu czeka na swoją kolej i doczekać się nie może! Nie chce słuchać, chce wkroczyć ze swoją opowieścią i przejąć inicjatywę.
Wszelkie sygnały, że próbujesz się wtrącić lub po prostu wrócić do swojej opowieści, narcyz albo zignoruje, albo da ci pół minuty, i kolejny raz wykorzysta którąś ze swoich technik, by płynnie skierować rozmowę znów na własne tory.
Czytaj także: Chcesz dać komuś radę? Najpierw zadaj jedno proste pytanie
Za co jeszcze warto zwrócić uwagę? Na brak pytań i jakichkolwiek wypowiedzi wspierających. Gdy powiesz, że planujesz zmianę samochodu, nie usłyszysz: a jaki typ auta cię interesuje? czy: jakie modele bierzesz pod uwagę? Nie zainteresuje go też, czy już coś oglądałaś. Po prostu wjedzie z opowieścią o tym, jak sam zmieniał samochód i ile z tym było zamieszania. W trakcie twojej wypowiedzi oszczędnie będzie wydzielał także tzw. komunikaty fatyczne, czyli krótkie potaknięcia, wtrącenia „mhm”, które co do zasady są potwierdzeniem, że kanał komunikacji działa, a rozmówca słucha z uwagą. Jest spora szansa, że ich brak każe ci szybko zwątpić w to, że twoja wypowiedź jest interesująca, i szybciej ją zakończyć. A o to właśnie chodziło.
Jest i wisienka na torcie, czyli kamuflaż i gra pozorów. Po tym, jak dwie godziny opowiadał o sobie, narcyz konwersacyjny na koniec powali cię formułką typu: „No dobra, dość o mnie, opowiadaj, co u ciebie!”. Taka grzeczna wypowiedź ma podkreślić, że narcyz jest kulturalny i szczerze tobą zainteresowany, niefortunnie jednak słowa te padną dokładnie pięć minut przed końcem spotkania, a ty usłyszysz, że koniecznie musicie umówić się na kolejną kawę, bo zawsze jest za mało czasu, by o wszystkim na spokojnie pogadać.
Każdemu czasem może się zdarzyć, że przekieruje w rozmowie uwagę na siebie i nawet tego nie zauważy, bo niestety ‒ jak pokazują badania ‒ mamy do tego skłonność. Ludzie poświęcają nawet 30-40% swojej mowy wyłącznie na informowanie innych o swoich subiektywnych doświadczeniach. Diana Tamir i Jason Mitchell, badacze z Harvardu, odkryli w serii badań obrazowania mózgu, że mówienie o sobie aktywuje te same neuronalne obwody nagrody, co jedzenie i pieniądze. Uczestnicy ich eksperymentów byli skłonni nawet zrezygnować z nagrody pieniężnej, byle tylko móc przez chwilę poopowiadać o sobie, bo to dawało im większą satysfakcję. Ta skłonność nie jest więc czymś egzotycznie rzadkim, ale nie zmienia to faktu, że po rozmowie z kimś, kto wyjątkowo często stosuje wymienione wyżej zabiegi, czujemy się zwykle kiepsko ‒ niezauważeni, nieistotni, pominięci, a w efekcie ‒ rozdrażnieni i sfrustrowani.
Przykra prawda jest taka, że nie zawsze da się z tym zrobić cokolwiek. Gdy widzisz, że ktoś zaczyna stosować podobne zabiegi, możesz spróbować delikatnie przekierować uwagę z powrotem na siebie, mówiąc coś w stylu: „dziękuję, że się tym ze mną dzielisz, a wracając do mojej sytuacji...”, ale tego typu strategia może niestety pozostać przez narcyza konwersacyjnego niezauważona albo może ją po prostu zignorować i już chwilę później nadal snuć własną opowieść. Czasami zbawienne okazuje się poczucie humoru, wtrącenie w narcystyczny monolog czegoś w rodzaju: „wow, w twojej historii jest tyle wątków! Tak się zastanawiam, jakby tu się wtrącić, bo pamiętasz, że zaczęliśmy rozmowę od mojej przykrej akcji w pracy?”. Niekoniecznie jednak ten ktoś podejdzie do podobnej uwagi z lekkością i dystansem, a tym bardziej ‒ zrozumie jej cel. Może też poczuć się urażony do żywego i zakończyć rozmowę. I może, jeśli to wyjątkowo męczący przypadek, to wcale nie jest taki najgorszy finał...
Zadziałać może (choć nie musi) wdrożenie metody „szarej skały”, czyli twoja minimalna lub zerowa reakcja na monolog. W wielu przypadkach narcyz konwersacyjny chce od ciebie jakiejś reakcji, a przynajmniej twojej pełnej uwagi. Jeśli mu tego nie zapewnisz, być może straci zainteresowanie i ‒ poszuka sobie nowej widowni. W kontakcie z narcyzem konwersacyjnym niezwykle ważna jest troska o siebie. Bo czy naprawdę za każdym razem właśnie ty musisz się poświęcać, udawać zainteresowanie, przeczekiwać niekończące się opowieści napędzane przez cudze ego? Warto się nad tym zastanowić, bo często gra nie jest warta świeczki.
Czytaj także: Grey rocking – sposób na narcyza. Na czym polega metoda szarej skały?
W bliższych relacjach, takich, na których ci zależy, możesz zdecydować się na bezpośrednią rozmowę o tym problemie, zwłaszcza jeśli mówienie tylko o sobie nie jest incydentalne, ale często się powtarza. Jasny i szczery komunikat, że jest ci przykro, gdy za każdym razem rozmowa schodzi na wątki związane z tą osobą i jest właściwie jednostronna, może uświadomić jej, że w ogóle to robi, bo jest bardzo prawdopodobne, że to zakorzeniony nawyk, automatyzm, którego naprawdę nie dostrzega. Być może ta uwaga wprawdzie sprawi jej przykrość, ale będzie dla niej też materiałem do głębszej refleksji i szansą na dużo lepszą relację.
Wykorzystane źródła: https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1202129109; https://www.artofmanliness.com/character/etiquette/the-art-of-conversation-how-to-avoid-conversational-narcissism/; https://siliconcanals.com/k-bt-7-phrases-that-sound-caring-but-are-actually-a-self-centred-person-redirecting-the-conversation-back-to-themselves-and-the-one-most-people-fall-for-every-time-is-the-phrase-that-begins-with/