Świat kina już od ponad sześciu lat zadaje sobie jedno pytanie: kto zastąpi Daniela Craiga w roli Jamesa Bonda? Tym razem jednak spekulacje nabierają zupełnie nowego kierunku. Według doniesień branżowych Amazon może postawić na wyjątkowo młodego aktora.
Po tym, jak Amazon MGM Studios przejął kontrolę nad kultową serią, twórcy szykują zupełnie nową wersję historii o Jamesie Bondzie. Za scenariusz odpowiada tym razem Steven Knight, a reżyserią zajmie się twórca „Diuny”, Denis Villeneuve. Już ten duet sugeruje, że twórcy chcą pokazać agenta 007 w nowy, świeższy i bardziej współczesny sposób.
W centrum najnowszych spekulacji znalazł się Louis Partridge, znany m.in. z produkcji „Enola Holmes” z Millie Bobby Brown. Brytyjski aktor, a prywatnie partner znanej piosenkarki Olivii Rodrigo, współpracuje też ze Stevenem Knightem przy serialu „Ród Guinnessów”. To tylko podsyca spekulacje, że ich zawodowa relacja może mieć znaczenie przy wyborze nowego Bonda. Co ciekawe, Partridge sam niedawno żartował, że mógłby „po prostu siedzieć przy barze i pić martini”, żeby zrobić dobre wrażenie na twórcach.
Aktor ma zaledwie 22 lata, co czyniłoby go najmłodszym Bondem w historii. Choć oficjalnego potwierdzenia brak, jego nazwisko coraz częściej pojawia się w rozmowach branżowych. Jak podkreślają media, nie są to już tylko przypadkowe plotki. Coraz więcej wskazuje też na to, że twórcy szukają „świeżej twarzy”, czyli znacznie młodszego Bonda niż dotychczas. Jeśli ten kierunek się potwierdzi, zmieni się nie tylko aktor, ale i sama historia. Nadchodzące filmy o Bondzie skupiłyby się bardziej na początkach i drodze do zostania legendarnym agentem.
Dotąd James Bond był przedstawiany jako dojrzały, doświadczony mężczyzna z ugruntowaną pozycją. Kiedy Sean Connery zaczynał wcielać się w rolę agenta Jej Królewskiej Mości, miał 32 lata, Pierce Brosnan miał 42 lata, a Roger Moore 45. Nawet młodsze typy, jak Jacob Elordi, który ma 28 lat, wydawały się do niedawna odważnym wyborem. Na tym tle Partridge to prawdziwa zmiana pokoleniowa.
Jak zauważa „Variety”, wybór tak młodego aktora może być bardzo przemyślany. Pozwala zaplanować całą serię filmów na wiele lat do przodu. Jeśli aktor zagra w kilku częściach, może rozwijać tę postać przez długi czas i razem z nią dojrzewać. Drugi powód jest bardziej praktyczny. Mniej znany aktor to niższe koszty dla studia. Przy tak dużej produkcji ma to duże znaczenie.
Wciąż pojawiają się inne nazwiska, takie jak Callum Turner, Aaron Taylor-Johnson czy Harris Dickinson. Są też aktorzy starsi, jak choćby James Norton. Jeśli jednak twórcy naprawdę zdecydują się na bardzo młodego Bonda, wielu z tych kandydatów może wypaść z listy. Na razie wszystko pozostaje w sferze spekulacji. Wszystko wskazuje jednak na to, że wybór nowego Bonda może zaskoczyć bardziej niż kiedykolwiek.