Wśród przyczyn niesłabnącej popularności powieści kryminalnych wskazuje się ich funkcję regulacyjną: sprawca zostaje zatrzymany, ukarany i znów panuje sprawiedliwość. Tymczasem – zauważa psychiatra dr hab. Sławomir Murawiec – dzisiejsi detektywi nie dają nam już tego poczucia sprawczości co kiedyś. Owszem, rozwiązują zagadkę, ale nie naprawiają świata i za sukces zawodowy płacą porażką życiową. Jaka płynie z tego nauka?
- Herkules Poirot, Sherlock Holmes i doktor House, a także współcześni bohaterowie powieści kryminalnych prezentują różne sposoby działania w rozwiązywaniu zagadek.
- Poirot kieruje się logiką i dedukcją, Holmes i House szukają wzorców działania, a bohaterowie współczesnych powieści poruszają się w świecie chaosu i niepewności.
- Jak zauważa psychiatra dr hab. Sławomir Murawiec, nienormatywne osobowości wspomnianych bohaterów w życiu zawodowym raczej nie są wadą, a zasobem, z którego ci korzystają w celu postawienia właściwej diagnozy czy znalezienia przestępcy.
- Ekspert zdradza również, czego czytelnicy i widzowie mogą się od książkowych i serialowych detektywów nauczyć.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 04/2026
Magda Kuydowicz: Chciałabym porozmawiać o osobowościach słynnych detektywów. Po uważnej lekturze kryminałów można dojść do wniosku, że bywają nieco zaburzeni, a na pewno nienormatywni. Wielu charakteryzuje tryczny sposób życia. Począwszy od słynnego Herkulesa Poirota, który swoim samochwalstwem i umiłowaniem rytuałów oraz pedanterią w prowadzeniu śledztwa irytował samą Agathę Christie, a przecież to ona go wymyśliła i uczyniła nieśmiertelnym.
Sławomir Murawiec: Nie będę diagnozował postaci literackiej, ale Herkules Poirot został wykreowany literacko jako osoba wykazująca cechy, które wiążemy z osobowością anankastyczną. Zarówno w prowadzeniu śledztwa, jak i w życiu skupiony jest na szczegółach, na podstawie których wyciąga trafne wnioski.
Jeśli mielibyśmy więc pomyśleć w szerszej perspektywie, jakie rysy zapewniają sukces, w tym wypadku detektywistyczny – to będą to: logika, dedukcja, analiza szczegółów i wyciąganie logicznych wniosków.
W tym sensie jest to pewna wizja człowieka, nie tylko detektywa. Ta wizja mówi, że prawda jest ukryta, ale rozum może po nią sięgnąć, co jest zgodne z przekonaniami z początków XX wieku.
Zatem w postaciach detektywów możemy dostrzec głębsze przekonanie dotyczące tego, jak w danym okresie historycznym kultura rozumie drogę do odkrycia prawdy i możliwość przywrócenia porządku. To, czy wygrywają, czy przegrywają, mówi nie tylko o nich, ale i o aktualnym postrzeganiu sprawczości człowieka.
A co do samego Herkulesa Poirota...
Wspomnieliśmy już, że to postać skonstruowana wokół stylu funkcjonowania opisywanego jako anankastyczny, który cechują: skrupulatność, potrzeba reguł, porządku i kontroli poznawczej. Taki styl bywa w życiu osobistym wymagający, ale w określonych zadaniach i zawodach staje się dużym zasobem. Sprzyja analizie, systematycznemu gromadzeniu danych i konsekwentnemu trzymaniu się procedury – dokładnie temu, co widzimy w sposobie prowadzenia śledztwa przez Poirota. On działa metodycznie, porządkuje fakty i buduje logiczną strukturę zdarzeń.
Dlatego w powieściach Agathy Christie rozwiązanie zagadki polega nie tylko na ustaleniu faktów, ale na ich uporządkowaniu w spójny schemat rozumowy. Rozum ma tu funkcję nie tylko poznawczą, lecz także przywraca sprawiedliwość.
Drobiazgowo analizując zachowania podejrzanego, Poirot odkrywał jakieś sprzeczne zachowania, nietypowe reakcje, które w pozornie niewinnej osobie pozwalały dostrzec mordercę. Tak jakby znał przestępcę lepiej niż on sam. Z drugiej strony sam nie był postacią normatywną i jego dziwactwa oraz nietypowe zachowania nikogo nie zaskakiwały.
To częsty zabieg literacki: bohater wybitnie skuteczny bywa zarazem osobą z cechami, które utrudniają funkcjonowanie osobiste albo w relacjach z otoczeniem. Nasuwającym się przykładem jest doktor House, lekarz o niezwykłych zdolnościach diagnostycznych. Jednak sposób dochodzenia do prawdy jest u niego inny niż u Poirota. W przypadku Poirota na końcu rozumiemy, dlaczego doszedł do określonych wniosków: wynikają one bowiem z uporządkowanego zbierania i logicznego składania faktów.
U House’a nie zawsze potrafimy prześledzić drogę rozumowania. Rozpoznanie pojawia się nagle, na podstawie niewielkiej liczby danych. Mamy tu do czynienia z innym trybem poznania: wykrywaniem wzorca choroby lub wzorca działania sprawcy na podstawie skąpych przesłanek.
Detektyw opierający się wyłącznie na analizie formalnej może mieć trudności w sytuacji, gdy sprawca kieruje się logiką emocjonalną lub irracjonalną i nie pozostawia klasycznych poszlak. Wtedy konieczne staje się „myślenie jak morderca”, czyli zbudowanie w umyśle całościowego modelu jego działania na podstawie fragmentarycznych danych. W medycynie jako przykład nasuwa się właśnie postać doktora House’a, a w literaturze kryminalnej – Sherlocka Holmesa. To bohater, który jednym spojrzeniem potrafi z kilku śladów zrekonstruować pełny obraz osoby.
Holmes wyrasta jeszcze z XIX-wiecznej wiary w naukę i postęp, w tym sensie detektyw staje się niemal modelem naukowca – stąd bliskie skojarzenie z postacią lekarza diagnosty.
Jako doświadczony diagnosta i psychoterapeuta ma pan narzędzia nieznane postronnym osobom, a to z kolei przypomina pracę detektywa, który także musi rozpracować profil osobowości przestępcy, by go zdemaskować. Różnica jest taka, że pan jako lekarz „prześwietla”, aby pomóc; detektyw – aby na czymś daną osobę przyłapać.
Ten kontekst jest rzeczywiście bardzo istotny. Razem z dermatologiem prof. Ramonem Grimaltem i ornitologiem prof. Piotrem Tryjanowskim ostatnio myślimy nawet o tym, żeby zaproponować poszukiwanie wzorców, kontekstów jako nową metodę nauczania medycyny. Możemy tu powiedzieć o takich zjawiskach, które w medycynie są nazywane kliniczną intuicją. Zajmuję się także ornitologią terapeutyczną i od prof. Tryjanowskiego wiem, że w jego dziedzinie to się nazywa jizz. Na podstawie sposobu lotu ptaka, pory roku, kontekstu środowiska doświadczony ornitolog rozpozna gatunek. Bo ma w umyśle model na podstawie gromadzonej przez lata wiedzy.
Wracając do tematu naszej rozmowy – łączenie umownych kropek w całość to tylko jedna z metod rozpoznawania prawdy przez literackich detektywów. Inną jest odkrywanie całości na podstawie dobrze sformułowanego w głowie detektywa modelu. Działamy wtedy jak przywoływany już doktor House, który wchodzi do mieszkania i zauważa coś, czego nikt wcześniej nie dostrzegł. Nie będzie więc skupiał się na mozolnym gromadzeniu szczegółów, ale odkryje pewien wzorzec zachowań.
Jak się nazywa ta druga metoda?
Można ją nazwać przetwarzaniem predykcyjnym. Koncepcja ta wywodzi się z teorii Karla Fristona, który opisuje mózg jako narząd przewidywania.
Zgodnie z tym ujęciem mózg nie tylko rejestruje bodźce i na tej podstawie wyciąga wnioski, lecz przede wszystkim tworzy wewnętrzne modele rzeczywistości i stale porównuje je z napływającymi danymi zmysłowymi. Rozpoznanie następuje wtedy, gdy obserwacja dobrze dopasowuje się do już istniejącego modelu, a błąd przewidywania jest niewielki.
Szczególnie wyraźnie widać to w praktyce klinicznej. Doświadczony lekarz nie tyle mechanicznie zbiera wszystkie objawy, ile rozpoznaje ich konfigurację jako znany wzorzec w medycynie, na przykład obraz depresji, schizofrenii czy zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Nie zastępuje to oczywiście rzetelnej diagnostyki, którą trzeba przeprowadzić, ale ją ukierunkowuje: najpierw pojawia się hipoteza, a dopiero potem jej weryfikacja.
A mnie z kolei przypomina to bardziej pracę profilera, który na podstawie rzeczy znalezionych na miejscu zbrodni odkrywa cechy przestępcy. Może określić jego wiek, a nawet wygląd.
Tak, to trafne spostrzeżenie. Analogiczne jak w tej ornitologicznej metodzie jizz profiler kryminalny z fragmentarycznych danych z miejsca zbrodni konstruuje model sprawcy i wyciąga wnioski na temat jego cech. Nie polega to na klasycznym dedukowaniu krok po kroku, lecz na dopasowaniu obserwacji do znanego schematu działania.
Jednak zarówno Holmes, jak i Poirot to przeszłość, dziś mamy jeszcze inny typ postaci. Weźmy przykład pisarzy współczesnych, takich jak Wojtek Miłoszewski czy Igor Brejdygant. Ich bohaterowie na gruncie osobistym są zwykle przegrani – walczą z nałogami, mają problemy w relacjach, w których są nieporadni. Ale w pracy – dla odmiany – wykazują wysoką skuteczność i znakomicie sobie radzą. Nie tylko umieją odsunąć na bok prywatne kłopoty, ale wręcz koncentracja na celu, jakim jest znalezienie mordercy, pozwala im przetrwać.
Podobnie ich postrzegam. To trzeci historyczny model literackiego detektywa i człowieka. Zagubionego desperata we współczesnych czasach chaosu. Czytałem ostatnio powieść Wojtka Miłoszewskiego, którego główny bohater, Kastor Grudziński, tak zatraca się w pracy śledczej, że sam ląduje w więzieniu. Działa w sposób straceńczy dla samego siebie, żeby wykryć sprawcę zbrodni, w drodze do celu nic nie jest w stanie go zatrzymać. Zarazem jednak nie potrafi znaleźć czasu dla osoby bliskiej i przestrzeni w swoim życiu dla jej potrzeb.
U Brejdyganta z kolei mamy ciekawe diagnozy społeczne. Często wyprzedza on w swoich książkach pewne zdarzenia, których istnienie jego bohaterowie przeczuwają. Jego śledczy także funkcjonują w czasach chaosu i zwykle nie radzą sobie w sprawach prywatnych.
Bohaterowie tych współczesnych powieści nie przypominają już ani uporządkowanego Poirota, ani niemal naukowego Holmesa. To postaci wewnętrznie przegrane: zmagają się z uzależnieniami, problemami emocjonalnymi i trudnościami w relacjach.
Jednocześnie pozostają skuteczni zawodowo, a koncentracja na śledztwie staje się dla nich sposobem przetrwania psychicznego. Oznacza to zmianę historycznego modelu postaci. Detektyw przestaje być figurą przywracającą ład, a staje się kimś, kto sam funkcjonuje w świecie bez stabilnego porządku. Jego sprawczość nie wynika już z rozumu, lecz z obsesyjnej koncentracji na celu, która częściowo kompensuje własne poczucie rozpadu.
Ci współcześni detektywi nie są także sympatyczni w kontaktach. Nie budzą też zaufania ani podziwu.
Są pokazani jako jednostki zmagające się z procesami i organizacjami większymi od nich samych. Przy czym zmienia się nie tylko literacki detektyw, lecz także obraz człowieka: od przekonania, że rozum potrafi uporządkować świat, do doświadczenia, że świat pozostaje częściowo nieprzewidywalny, a poszukiwanie prawdy może prowadzić do osobistej katastrofy.
Dlaczego jednak są przegrani, skoro przecież zatrzymują przestępców, więc dobrze pełnią swoją misję?
Bo nie wierzą w ludzką prawość, w logikę działania i myślenia, nie wierzą właściwie w nic. Motywują się tylko straceńczym działaniem, które odzwierciedla obecną zmienność i brak niewzruszalnych zasad porządkujących rzeczywistość. Metoda dedukcji Poirota w ich przypadku odpada, metoda błyskotliwych wzorców House’a także, pozostaje metoda chaosu, to ich niszczy wewnętrznie i nie daje im szans na udane życie osobiste.
Czego nas to może nauczyć jako czytelników?
Czegoś, co niby wiemy, ale chcemy nie wiedzieć.
Wszystko to, co uważamy za obiektywne, jest zanurzone w kontekście czasu, w którym żyjemy, i w powszechnych przekonaniach społecznych.
Trzy typy detektywów pokazują rzeczywistość psychiczną i społeczną. Poirot uczy zaufania do analizy i porządku: cierpliwego zbierania danych i logicznego myślenia; Holmes – rozpoznawania wzorców i budowania hipotez. Współczesny detektyw pokazuje natomiast, że czasem do prawdy nie da się dojść, bo działają większe siły i racjonalność nie wystarcza do uporządkowania świata społecznego. To widzimy w tej chwili aż nadto wyraźnie, kiedy załamuje się cały nasz ład cywilizacyjny.
Zejdźmy na poziom pojedynczego człowieka.
Postacie literackich detektywów uczą czegoś o naszej psychice. Kryminał jest symulacją kontaktu ze złem. Czytelnik doświadcza zagadki, napięcia i niepewności, ale w kontrolowanych warunkach. Dawniej kończyło się to przywróceniem ładu, co miało funkcję uspokajającą. Współczesny kryminał robi coś innego: uczy tolerowania niejednoznaczności. Pokazuje, że można poznać sprawcę, a mimo to nie odzyskać poczucia sensu ani efektywności.
U Agathy Christie, od której zaczęliśmy naszą rozmowę, detektyw potrafi świat naprawić, u współczesnych autorów bohater bywa skuteczny zawodowo, ale nie potrafi uporządkować własnego życia ani poradzić sobie z organizacją przestępczą.
Dawniej rozwiązanie zagadki przywracało równowagę, pojawiała się sprawiedliwość. Dziś rozwiązanie zagadki bywa możliwe, ale sprawiedliwość już niekoniecznie. Jaki więc świat obrazują współcześni bohaterowi kryminałów? Dokładnie taki, jaki nas otacza.
Sławomir Murawiec – dr hab. nauk medycznych, specjalista psychiatra, psychoterapeuta, autor i współautor książek, w tym nowatorskiej „Ornitologii terapeutycznej”. Aktualnie rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego