1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dlaczego niektórzy nie czują wstydu? Nie zawsze wynika to ze zdrowej pewności siebie

Dlaczego niektórzy nie czują wstydu? Nie zawsze wynika to ze zdrowej pewności siebie

(Fot. Klaus Vedfelt/ Getty Images)
(Fot. Klaus Vedfelt/ Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Patrycja Klikowska - Dlaczego niektórzy nie czują wstydu? Nie zawsze wynika to ze zdrowej pewności siebie

00:00 10:21
15s
0,5 x
15s
Jedni rumienią się i najchętniej zapadliby się pod ziemię po najdrobniejszym faux pas, a inni potrafią kłamać, manipulować i łamać zasady bez cienia zażenowania. Skąd biorą się tak ogromne różnice w odczuwaniu wstydu? Psychologia pokazuje, że brak tej emocji nie zawsze oznacza pewność siebie – czasem może mieć związek z cechami psychopatycznymi.

Spis treści:

  1. Czym właściwie jest wstyd?
  2. Zdrowy i toksyczny wstyd – czym się różnią?
  3. Wstyd nie jest wrodzony. Tak „uczymy się” tej emocji
  4. Brak wstydu a psychopatia. Co mówią badania?

W codziennym języku zdarza nam się mówić, że ktoś jest chorobliwym wstydziochem albo przeciwnie – że „nie ma za grosz wstydu”. Przez pomyłkę pomachasz z daleka nieznajomemu albo bezskutecznie szarpiesz drzwi z naklejką „pchać” i już masz poczucie, że skompromitowałaś się na oczach całego świata? W takim wypadku odrobina dystansu byłaby dla ciebie prawdziwym wybawieniem.

Mogłabyś wziąć przykład z ludzi, którzy przewrócą się na środku ulicy, wstaną, otrzepią ubranie i pójdą dalej jak gdyby nigdy nic, a każdą językową wpadkę skwitują śmiechem. Są osoby, które nie włożą latem szortów, bo krępują się swego ciała, podczas gdy ktoś inny – o identycznej sylwetce – przez cały sezon ani razu nie będzie miał na sobie długich spodni. Ktoś będzie czuł ogromne zakłopotanie podczas rozmowy z przełożonym, a druga osoba nie wie nawet, co to znaczy być onieśmielonym i bez najmniejszych oporów poszłaby na pogawędkę nawet do koronowanych głów czy szefów państw.

Chyba każdy z nas wolałby być w skórze tych „bezwstydnych”. Jednak brak wstydu potrafi też przybierać niepokojące formy. Są ludzie, którzy wzruszają ramionami nawet wtedy, gdy dopuścili się czegoś naprawdę haniebnego. Wystarczy pomyśleć o politykach kłamiących w żywe oczy, nieuczciwych biznesmenach czy osobach publicznych, które mimo kolejnych skandali zachowują się tak beztrosko, jakby nic się nie stało.

Skąd biorą się te różnice? Dlaczego jedni silnie przeżywają najmniejsze potknięcie, podczas gdy inni zdają się całkowicie odporni na wstyd?

Czym właściwie jest wstyd?

Zacznijmy od tego, że potoczne rozumienie wstydu nie do końca pokrywa się z jego psychologiczną definicją. Psycholog Daniel Jerzy Żyżniewski wyraźnie oddziela wstyd od nieśmiałości, strachu czy stresu. Jak wyjaśniał na łamach „Zwierciadła”, aby pojawił się prawdziwy wstyd, najpierw musi wystąpić poczucie winy. Kolejność jest następująca: uświadamiamy sobie, że zrobiliśmy coś niezgodnego z normami lub czyimiś oczekiwaniami, i zaczynamy odczuwać dyskomfort. Później próbujemy naprawić sytuację, przepraszamy, szukamy pojednania. I dopiero na koniec, jeśli nasze starania zostaną odrzucone, poczucie winy może przerodzić się we wstyd.

Czytaj także: Daniel Jerzy Żyżniewski: „Wstyd to najbardziej destrukcyjna emocja”

Psycholog podkreśla, że wstyd nie jest emocją wrodzoną. Uczymy się go stopniowo pod wpływem komunikatów płynących z otoczenia: słów, spojrzeń, min, gestów i reakcji osób, które są dla nas ważne. To właśnie one pokazują nam, jakie zachowania są akceptowane, a jakie zasługują na dezaprobatę.

Zdrowy i toksyczny wstyd – czym się różnią?

Z kolei amerykański terapeuta John Bradshaw wyróżnia dwa rodzaje wstydu: zdrowy i toksyczny. Ten pierwszy uznaje za naturalną emocję, niezbędną do prawidłowego funkcjonowania. Ma on pomagać nam dostrzegać własne ograniczenia, sygnalizować, że popełniliśmy błąd, i przypominać, że „nie jesteśmy wszechmocni”. Dzięki niemu potrafimy wyciągać wnioski z własnych pomyłek i budować lepsze relacje z innymi. Wstyd toksyczny ma zupełnie inny charakter. Nie jest chwilową reakcją na konkretną sytuację, lecz trwałym stanem, który stopniowo staje się częścią naszej tożsamości. Tym samym, zamiast motywować do zmiany, zatruwa nam życie i utrwala przekonanie o własnej bezwartościowości.

Czytaj także: Toksyczny wstyd a psychologia – jak go pokonać? Cztery kroki do opanowania wstydu

Neurobiolog i popularyzator nauki Christian Jarrett przypomina na łamach portalu BBC Science Focus, że wstyd należy do tzw. emocji samoświadomych, podobnie jak duma, zażenowanie czy poczucie winy. Pojawiają się one wtedy, gdy potrafimy ocenić własne myśli oraz zachowanie. Innymi słowy, są ściśle związane z tym, jak postrzegamy samych siebie i jak – naszym zdaniem – oceniają nas inni. Dr Jarrett dodaje, że wstyd nie zawsze musi wynikać z naszych czynów, ale ze sposobu, w jaki potraktowali nas inni. Czasem rodzi się on z doświadczeń, w których zostaliśmy upokorzeni czy odrzuceni. Wówczas przybiera postać głębokiego i bolesnego przeświadczenia, że problem tkwi w nas – że jesteśmy wadliwi, gorsi, niewystarczający.

Podsumowując, w umiarkowanym nasileniu wstyd pełni ważną funkcję adaptacyjną. Z perspektywy ewolucji zwiększał on szanse na pozostanie częścią grupy, a tym samym ułatwiał przetrwanie. Także dziś motywuje do przestrzegania obowiązujących norm, naprawiania wyrządzonych szkód i podejmowania prób odzyskiwania akceptacji otoczenia. Gdy jednak staje się zbyt silny lub przewlekły, przestaje pomagać. Zamiast mobilizować, zaczyna przytłaczać, wywołuje poczucie bezradności i wiąże się ze zwiększonym ryzykiem depresji oraz zaburzeń lękowych.

Wstyd nie jest wrodzony. Tak „uczymy się” tej emocji

Pozostaje jednak pytanie: dlaczego nie wszyscy odczuwają wstyd z jednakową siłą? Co sprawia, że niektóre osoby rozpamiętują w nieskończoność najmniejsze potknięcie, podczas gdy inni robią rzeczy, po których większość z nas spłonęłaby ze wstydu, a mimo to zachowują się tak, jakby nie wydarzyło się nic niezwykłego?

„Podobnie jak różnimy się podatnością na strach, gniew czy obrzydzenie, tak samo różnimy się skłonnością do odczuwania wstydu” – tłumaczy dr Jarrett.

To, że jedni czerwienią się z byle powodu, a inni idą przez życie pewnym krokiem, jest normalne. Wrażliwość na wstyd kształtuje się zarówno pod wpływem naszych indywidualnych predyspozycji, jak i przeżyć. U części osób wynika z wychowania – od najmłodszych lat słyszały, co „wypada”, czego robić nie należy, i szybko nauczyły się odczytywać sygnały dezaprobaty. Inni dorastali w środowisku, w którym podobnych komunikatów było znacznie mniej lub miały one inny charakter i dzięki temu mają dziś lepszą samoocenę i większą swobodę w działaniu.

Nie oznacza to jednak, że jesteśmy skazani na taki sposób reagowania. Nadmierny wstyd można oswajać i stopniowo budować większy dystans do własnych porażek i pomyłek. Z drugiej strony osoby niemal całkowicie pozbawione tej emocji również mogą doświadczać trudności, zwłaszcza w relacjach z innymi.

Brak wstydu a psychopatia. Co mówią badania?

Pozostaje więc pytanie, co z ludźmi, którzy zdają się „nie mieć za grosz wstydu”. W tym przypadku jedna z hipotez wskazuje na związek z... psychopatią. Część badań sugeruje, że osoby o wysokim nasileniu cech psychopatycznych znacznie rzadziej odczuwają zarówno wstyd, jak i poczucie winy. Psychopatia, zaliczana do tzw. mrocznej triady obok narcyzmu i makiawelizmu, charakteryzuje się m.in. powierzchownym urokiem osobistym, impulsywnością, wysoką pewnością siebie, chłodem emocjonalnym oraz brakiem empatii. To właśnie dwie ostatnie cechy mogą w dużej mierze wyjaśniać, dlaczego dla niektórych ludzi wstyd pozostaje niemal obcym doświadczeniem.

Co ciekawe, brak tej emocji może okazać się ich przewagą. Badania prowadzone przez psycholożkę Minnę Lyons z Uniwersytetu w Liverpoolu potwierdziły, że osoby uzyskujące wysokie wyniki na skali psychopatii odczuwają znacznie mniej wstydu niż reszta populacji. Dzięki temu łatwiej przekraczają granice, manipulują innymi i wykorzystują ich dla własnych korzyści, nie borykając się przy tym z wyrzutami sumienia.

Osoby o psychopatycznych cechach łatwiej podejmują ryzyko społeczne, na które większość z nas nigdy by się nie zdecydowała. Czasem właśnie ta bezkompromisowość pomaga im osiągać zawodowe czy finansowe sukcesy.

Amerykański badacz Jeremy Sherman poszedł o krok dalej, wprowadzając pojęcie meta-bezwstydności. Nie oznacza ono jedynie braku wstydu, lecz wręcz dumę z tego, że niczego się nie wstydzimy. Kiedy ktoś zwraca takim osobom uwagę, że postąpiły niewłaściwie, nie odbierają tego jako powodu do refleksji czy skruchy. W ich własnym przekonaniu cokolwiek zrobią, mają rację. Ich decyzje są słuszne, moralnie uzasadnione i nie wymagają żadnych wyrzutów sumienia. Mogą myśleć: „Wiem wszystko” albo „Skoro czegoś nie wiem, to znaczy, że nie ma to żadnego znaczenia”; „To ty powinieneś się wstydzić, bo nie żyjesz zgodnie z moimi standardami” albo „Normy moralne są dla słabych nieudaczników”. Stykając się ze sprzeciwem, tylko utwierdzają się w tym, że są niezależne i nie muszą podporządkowywać się społecznym oczekiwaniom. W tym sensie meta-bezwstydność staje się symbolem całkowitego wyzwolenia z norm i odporności na krytykę, której – zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych – doświadcza dziś niemal każdy.

Wstyd może być więc zarówno naszym wrogiem, jak i sprzymierzeńcem. W małym nasileniu pełni rolę wewnętrznego kompasu, który przypomina o odpowiedzialności za swoje czyny. Problem pojawia się wtedy, gdy jest go za dużo – albo gdy nie ma go wcale. W obu przypadkach konsekwencje mogą być równie dotkliwe, choć z zupełnie różnych powodów.

Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu, zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.

Artykuł opracowany na podstawie: Christian Jarrett, „Why some people feel no shame, according to a psychologist”, sciencefocus.com [dostęp: 16.07.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE