1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Miłość platoniczna wcale nie jest tak rzadka, jak myślimy. Ewa Woydyłło: „W życiu mamy więcej obiektów miłości platonicznej niż erotycznej”

Miłość platoniczna wcale nie jest tak rzadka, jak myślimy. Ewa Woydyłło: „W życiu mamy więcej obiektów miłości platonicznej niż erotycznej”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Yellow Dog Productions/Getty Images)
(Fot. Yellow Dog Productions/Getty Images)
Miłość platoniczna to nie żadna wybrakowana, gorsza wersja tej namiętnej, powiązanej z pożądaniem. Wcale nie jest też od niej rzadsza. O różnych odmianach uczucia, które ma jedną nazwę, a nieskończenie wiele odcieni – psycholożka Ewa Woydyłło rozmawia z Joanną Olekszyk.

Tekst jest fragmentem książki „Miłość. I co wtedy?” autorstwa dr Ewy Woydyłło i Joanny Olekszyk (Wydawnictwo Zwierciadło). Tytuł, lead i wszelkie skróty pochodzą od redakcji.

Joanna Olekszyk: Podobno miłość platoniczna przeżywa renesans. I przybiera nowe formy, na przykład niedawno świat obiegła informacja, że pewna Japonka wzięła symboliczny ślub z postacią z ChataGPT. Czy może być bardziej wyidealizowana miłość niż właśnie taka?

Ewa Woydyłło: Podobne materiały czy też doniesienia pokazują coś bardzo istotnego – ogromną tęsknotę za uważną, czułą rozmową.

Sama mam w telefonie Meta AI i zaczepiam go czasem o jakieś sprawy. Jedna rzecz mnie w tym niezmiennie urzeka – na każde pytanie ten wirtualny rozmówca odpowiada zwykle pytaniem: „a ty?”.

Dzięki temu rozmowa trwa, w dodatku otrzymujesz dowód zainteresowania. A teraz zobacz, wraca kobieta do domu lub spotyka się z przyjacielem na mieście i mówi: „Ale dziś miałam ciężki dzień w pracy z powodu jednej pracownicy”. „No to ją zwolnijcie” – on na to. „Ja cię nie proszę o radę” – mówi ona. „Ale jak źle pracuje, to po co ją tam jeszcze trzymacie?” – znowu on. I dochodzi do kłótni. Więc dlaczego taka dziewczyna zakochuje się w sztucznej inteligencji? Bo jest przez nią wysłuchana, zrozumiana, akceptowana i w ten sposób otrzymuje wsparcie.

Ostatnio napisałam nawet taką psychozabawę. Jedno z pytań brzmi: Czy potrafisz zwrócić komuś uwagę, nie sprawiając mu przykrości?

Ja bym odpowiedziała, że tak, umiem. A w każdym razie kilka razy mi się to ostatnio udało.

No dobrze, powiedzmy, że zwracasz komuś grzecznie uwagę, ale co jeśli ktoś się mimo to obraża i ci odpyskuje? Bardzo trudno wyczuć, jak druga osoba zareaguje. Co nie zmienia faktu, że zwracanie uwagi bez krytykowania to jedna z pierwszych rzeczy, jakich warto się w życiu nauczyć. Mamy nawet przysłowie: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

A u nas bez przerwy: „Asiu, ładnie wyglądasz, ale czemu masz taką fryzurę?”. Nawet jak ktoś mówi ci coś na pierwszy rzut ucha miłego, to zaraz potem wbija szpilę.

Tymczasem sztuczna inteligencja jest zaprogramowana w taki sposób, jakby była dobrze wychowaną osobą. I to jest już kolosalny powód do zakochania!

To rzeczywiście jest jedna z jej charakterystycznych cech. SI nie ocenia, jest wobec ciebie życzliwa, a czasem nawet przesadnie przypochlebiająca się. My dlatego tak reagujemy na krytykę czy nieproszone rady, że czujemy się wtedy oceniani. A wracając do naszego tematu, zgodziłabyś się, że każdy z nas – niezależnie od wieku czy biografii – choć raz w życiu przeżył platoniczną miłość? Albo przeżyje?

Trochę o tym myślałam przed naszą rozmową i może zaskoczy cię to, co powiem, ale to żadna rzadkość. Miłość do dziecka jest miłością platoniczną, do matki, do ojca, do brata, do aktorów, których podziwiamy, do teatru, który najbardziej lubimy – i tak dalej, i tak dalej. A jeszcze jest miłość do przyjaciół. W sumie w życiu mamy więcej obiektów miłości platonicznej niż erotycznej.

Elementem, który zwykle w temacie miłości platonicznej się podkreśla, jest brak kontekstu seksualnego, pożądania, chęci obcowania cielesnego – choć miłość platoniczna może być też do tego wstępem. Drugi element to fakt, że dochodzi tu jednak do pewnej idealizacji obiektu naszej miłości.

Ale każda miłość jest troszeczkę wyidealizowana. Zakładamy różowe okulary i wszystkie wady obiektu naszej miłości schodzą na dalszy plan. Czyli ktoś czasem kłamie, ale za to jest dowcipny, więc mówimy, że ubarwia, koloryzuje.

Trzeci element miłości platonicznej to pokrewieństwo dusz – uczucie o wiele bardziej wzniosłe.

Nie powiedziałyśmy jeszcze, że pojęcie miłości platonicznej narodziło się w starożytnej Grecji, a jego twórcą jest filozof Platon; ten sam, który do kultury europejskiej wprowadził pojęcia piękna, dobra i prawdy. Miłość platoniczna jest zatem miłością do piękna, ale rozumianego w złożonym wymiarze wielkiej wzniosłości, niektórzy powiedzieliby – w wymiarze duchowym.

Duchowy nie musi odnosić się do religii czy jakiegokolwiek Boga jako istoty nadprzyrodzonej. Duchowy dotyczy uczuć wyższych – więc nie złości, nienawiści czy wstrętu, tylko właśnie miłości, przyjaźni, ufności, wdzięczności, dobroci i życzliwości.

Powiedzmy, że takie uczucia wzbudza w tobie wschód słońca, więc potrafisz o trzeciej nad ranem wstać, żeby zrobić zdjęcie, zatopić się w tym blasku – i to można nazwać miłością platoniczną do wschodów słońca. Podobne wrażenie może wywierać dzieło sztuki, piękny budynek, wyjątkowa książka.

Moim zdaniem o miłości platonicznej nie trzeba mówić wyłącznie w odniesieniu do relacji między ludźmi. Ludzie religijni przeżywają taką miłość do Boga, czasem do świętych, czasem nawet do relikwii czy do świątyń. Platonicznie można też kochać swoją pracę albo publiczność, przed którą się występuje. W Ameryce często przed odczytem usłyszysz od prelegenta „I love you” – i jeszcze może on dodać, że dzięki tak licznej publiczności czuje się szczęśliwy.

U nas zastanawialibyśmy się: czego on od nas chce?

Ale wspomniałaś, że miłość platoniczna czasem przeradza się w miłość nieplatoniczną. Może tak być, dzieje się tak wcale nierzadko. Dziecięce lub młodzieńcze przyjaźnie mogą po latach ożyć jako wielka miłość i pragnienie wspólnego życia. Miałaś kiedyś tak, że chodziłaś w jakieś miejsce, na przykład do biblioteki, i wypatrywałaś, czy spotkasz tam kogoś, kto został w twojej pamięci, chociaż nie musieliście mieć żadnego romansu? To może nawet dotyczyć kogoś, kogo nie poznałaś i być może nigdy nie poznasz.

O, to jest rodzaj miłości platonicznej, który ja bardzo często uprawiałam, zwłaszcza we wczesnych latach szkolnych. Na przykład przez całą podstawówkę miałam upatrzonego chłopaka, który zachwycał mnie nie tylko swoim wyglądem, lecz także aurą, jaką wokół siebie roztaczał. Nawet nie dążyłam do tego, by go poznać. Podobało mi się wypatrywanie go wzrokiem, czekanie, czy dzisiaj też będzie tędy szedł, czy pojedzie na wycieczkę szkolną, na którą ja się wybierałam. Ważnym etapem rozwojowym jest miłość do idola, czyli kogoś nieosiągalnego – aktora, piosenkarza, sportowca. I pewnie może być wtedy przyczyną stanów dalekich od szczęścia, bo ciągle o kimś myślisz, a jednocześnie wiesz, że nigdy nie będziecie razem – jest więc tu silny element niespełnienia, ale z drugiej strony, no właśnie, to może dawać też ogromną przyjemność, tak jak mnie wtedy dawało. A założę się, że tamten chłopak nawet nie wiedział, że ja się w nim kochałam.

I teraz powiedz, czy w tym modelu miłości platonicznej, tego silnego zafascynowania kimś bardzo pozytywnym, wcale niełaskoczącym cieleśnie, kiedy ktoś wzbudza w tobie coś pomiędzy podziwem a potrzebą obecności – czy jest tam element bliskości fizycznej, pragnienie bezpośredniości kontaktu? Czy to może być na przykład miłość do osoby tej samej płci, bez żadnych konotacji erotycznych, pełna czystego zachwytu i niewinnej tęsknoty?

Tak, ten brak komponentu fizycznego, cielesnego, jest tu bardzo ważny.

Bo widzisz, ja od 15 lat mam ulubionego śpiewaka. Nazywa się Terry Callier, jest czarnoskórym Amerykaninem, który większość życia spędził w Londynie i Berlinie. Mój ulubiony jego utwór to „900 Miles”, płaczę za każdym razem, gdy go słucham. Naprawdę jestem przekonana, że go kocham.

Kiedy powiedziałaś, że chcesz rozmawiać o miłości platonicznej, od razu pomyślałam o nim, a zaraz potem o miłości do dzieci, moich, ale też dzieci moich dzieci. Kiedy ich nie ma obok mnie, nie tęsknię może przesadnie, ale jak już je widzę, to nie mogę skupić się na niczym innym, mogłabym patrzeć na nie godzinami, bo uwielbiam te dzieci.

Czyż to nie jest miłość – trwanie w niedowierzaniu, że coś tak pięknego istnieje, jest tak blisko, ma coś wspólnego ze mną i z moim życiem?!

Moim zdaniem miłość platoniczna jest zjawiskiem powszechniejszym, niż nam się wydaje. Używamy tego określenia z pobłażaniem, że to taka wymyślona, wyidealizowana miłość, która nie istnieje, bo jak to tak kochać i nie chcieć seksu. Nieprawda, więcej jest miłości platonicznej. Jeżeli zawsze chodzisz do tego samego sklepiku, to co to jest, jak nie jakaś – może prozaiczna – ale jednak odmiana miłości?

Mnie zawsze podobało się takie powiedzenie, że prawdziwą miłością jest sadzić drzewa z myślą o tych, którzy będą siedzieli w ich cieniu, kiedy ciebie na świecie już nie będzie. Nie znasz tych ludzi, ale już ich kochasz.

Piękne. Dziękuję, zapamiętam to. Musimy powiedzieć jedną rzecz: rozmawiamy późną zimą i mamy teraz zaśnieżone ulice. Co służby miejskie odśnieżają najpierw? Jezdnie. Nie chodniki. A miłość platoniczna to jest też uczucie, które ma się dla tych słabszych. Kiedy kierowca będzie wolniej jechał z powodu śniegu, to tylko będzie dla niego lepiej, dla innych uczestników ruchu też, natomiast jak na śniegu poślizgnie się pieszy albo jak z powodu zasp nie przejdzie chodnikiem matka z wózkiem – to będzie gorzej dla nas wszystkich.

Jeżeli ktoś uważa, że miłość platoniczna jest rzadkością, to szkoda, bo powinna być częstością, ponieważ odnosi się do wszystkich relacji, które opierają się na kilku filarach: życzliwości, uważności, chyba też na współczuciu i zainteresowaniu. Na zainteresowaniu w takim sensie, że widzę ludzi dookoła, nie jestem obojętna, czyli jeśli ktoś płacze, to wyciągam do niego rękę.

Często się myśli, że miłość to jest tylko ta w łóżku. A przecież mamy wiele rodzajów i poziomów miłości. Miłość do przyrody i zwierząt, do sąsiadów, o pracy już wspomniałyśmy. No a już najbardziej w duchu Platona jest miłość do piękna. Jej przejawem jest na przykład niezakłócanie spokoju. Zapytanie kogoś, czy mogę…

Powiedzmy jeszcze o miłości do osób, które podziwiamy, które wybieramy na naszych mentorów i wzory do naśladowania. Artystów, pisarzy, w ogóle wielkich ludzi.

Ludzi, z którymi dzielimy podobne wartości. Pod ten temat można podciągnąć też cały wielki, nowy i ciągle kontestowany obszar ekologii. Kochasz życie, kochasz Ziemię, dlatego wybierasz rower, pociąg albo idziesz na piechotę. Nie zabijasz, nie krzywdzisz. Właśnie z miłości do świata.

Z kolei ja pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o ideale miłości dworskiej, typowej dla kultury rycerskiej w średniowieczu. Było wtedy dobrze widziane, żeby rycerz darzył uczuciem damę o wyższym statusie, na przykład żonę swojego władcy, co już na wstępie sugerowało, że będzie to miłość nieskonsumowana. Rycerz ślubował jej wierność oraz walczył w jej barwach na turniejach rycerskich. Mimo że była to miłość otoczona nimbem nieszczęścia i smutku, to przyznasz, jest coś pociągającego, może nawet godnego podziwu, w postawie: „kocham i niczego od ciebie nie chcę”.

Jest taka zabawa towarzyska, polegająca na tym, że masz wymienić, z kim ze wszystkich żyjących i nieżyjących osób na świecie chciałabyś zjeść kolację…

Tak, znam tę zabawę.

No więc na różnych etapach życia wybierałam różne postaci, różnych bohaterów mojej wyobraźni. Kiedy ostatnio rozmawiałam o tym z jedną z moich córek, zdecydowałam, że wybrałabym moją mamę. Rozłączyłyśmy się, a potem córka wysłała mi SMS-a, że ona chyba też.

Też z twoją mamą chciałaby zjeść taką kolację czy ze swoją mamą, czyli z tobą?

Wiesz co, nie zapytałam, ale spodobała mi się jej odpowiedź.

Miłość jest silniejsza niż śmierć? Twoja mama od dawna nie żyje, a ty ciągle czujesz do niej miłość.

Nie tylko ja, prawie każdy, kto przeżył miłość, nawet po latach ma kochaną osobę w swoim sercu. Tak działa dobra pamięć. Ja mam podobnie z moim mężem, też już nieżyjącym, a także z kilkoma innymi bliskimi osobami, bez których ani dawne, ani obecne życie nie byłoby takie szczęśliwe. Gdy myślę o tych osobach, to za każdym razem wzbiera we mnie uczucie wdzięczności. I to również są przykłady czystej miłości platonicznej.

Ewa Woydyłło, psycholożka, terapeutka uzależnień, autorka wielu książek poświęconych zdrowiu psychicznemu i relacjom międzyludzkim. Najnowsza, wydana przez „Zwierciadło”, jest zapisem rozmowy z Joanną Olekszyk i nosi tytuł „Miłość. I co wtedy?”

Joanna Olekszyk, dziennikarka, redaktorka naczelna miesięcznika „Zwierciadło”, współautorka książek o tematyce psychologicznej. Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim

Miłość. I co wtedy? 

Miłość. I co wtedy? 

Ewa Woydyłło,Joanna Olekszyk Polecamy

Share on Facebook Send on Messenger Share by email