1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ćwiczenie dla równowagi umysłu

Ćwiczenie dla równowagi umysłu

fot. 123rf
fot. 123rf
Ludzki mózg ma to do siebie, że wytwarza mnóstwo myśli. I, niestety, w większości, nie są one pozytywne. Dużo w nich zamartwiania się o przyszłość, wątpliwości, żalu, smutku, starego gniewu. Proponujemy ćwiczenie, które zrównoważy te myśli, doprowadzając umysł do harmonii.

Ćwiczenie możesz wykonać właściwie w każdych warunkach, nawet w pracy, kiedy masz 5 minut spokoju. Po wykonaniu tej praktyki, można natychmiast wrócić do codziennych zajęć. Dobrze jest być uważnym na to, jak po ćwiczeniu zmieniło się nasze samopoczucie i jak reagują na nas inni. 1. Pomyśl o czymś, co otrzymałaś w ostatnim czasie. To może być prezent od kogoś, ale też uśmiech, ciepła rozmowa, wsparcie, miło spędzony czas. To może być coś niewielkiego, uznawanego za przyziemne, ale dla ciebie było to ważne i przyjemne.

2. Przypomnij sobie dokładnie tamtą sytuację. Odtwórz w pamięci jak film klatka po klatce.

4. W wyobraźni postaw przed sobą człowieka, przez którego zostałaś obdarowana i podziękuj mu w myślach.

5. Do końca dnia bądź uważna na wszystko to, za co możesz być wdzięczna.

Według Eckharta Tolle, teologa, filozofa i mistyka, modlitwa to po prostu jedno słowo - „dziękuję”. To wystarczy. Powyższe ćwiczenie sprawia, że umysł wypełnia się uczuciem wdzięczności, co go „uelastycznia” i otwiera na przyjmowanie pozytywnych wydarzeń w życiu. Częste wykonywanie tej praktyki uczy dostrzegać w życiu to, co dobre. W efekcie przyciągamy coraz więcej sytuacji, za które możemy być wdzięczne.

6 codziennych nawyków, które czynią szczęśliwym - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Empatia zamiast chciwości. Mieć czy być?

By przezwyciężyć chciwość należy przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. (Fot. iStock)
By przezwyciężyć chciwość należy przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. (Fot. iStock)
Pytanie, nad którym zastanawiał się Erich Fromm, przestało być przedmiotem swobodnych dywagacji. Bo dziś nie ma już wyboru. Chcąc przetrwać i uratować planetę, musimy okiełznać pragnienie posiadania. A to wymaga codziennej pracy nad własną uważnością, empatią wobec świata i samego siebie – uważa psycholożka społeczna Patrycja Sławuta z  Uniwersytetu The New School w Nowym Jorku.

Zachłanność to nasza natura?
Niekoniecznie. Choć istnieje w nas potrzeba poszerzania terytorium, by poczuć się bezpieczniej. Współczesnym jej wyrazem jest pomnażanie dóbr, wspinanie się po szczeblach kariery. Ale to jeszcze nie oznacza chciwości. Zachłanność to pożądanie bez opamiętania. Mówimy o niej, gdy ambicja posiadania radykalnie przerasta nasze potrzeby i możliwości. Gdy jest niepohamowana, przekracza zasady moralne i wymyka się spod kontroli.

W naszym kręgu kulturowym chciwość to chyba norma. A umiar – cnota wyjątkowa.
Chciwi mają mniejszą empatię. Słabiej odczytują komunikaty innych. Z ewolucyjnego punktu widzenia – im większy dostatek, tym mniej jesteśmy zależni od otoczenia i tym mniejszy nasz interes w zagłębianiu się w cudze przekazy. Inni przestają być tak istotni z punktu widzenia naszego przetrwania. Stajemy się indywidualistami, mniej nam zależy na relacjach. Skupiamy się na sobie i zasobności portfela. Wysoki poziom życia w krajach rozwiniętych sprawia, że wpadamy w pułapkę chciwości.

Pułapkę, bo nie jesteśmy wcale szczęśliwsi, chcąc i  mając więcej?
Rozmaite badania nieraz dowiodły, że poziom satysfakcji z życia rośnie wraz ze zwiększaniem dochodów, ale tylko do pewnego pułapu. W Polsce to ok. 5 tys. zł miesięcznie. Zapewnimy sobie za to dach nad głową, wykarmimy dzieci i niewiele więcej. Powyżej tej kwoty możemy być majętni na dowolnym poziomie, ale szczęśliwsi już z tego powodu nie będziemy.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Utożsamiamy pieniądze z bezpieczeństwem, statusem. Myślimy: „A gdybym miał jeszcze więcej?”. Aż 80 proc. mieszkańców krajów rozwiniętych niezależnie od wysokości dochodów uważa, że jeśli zarabiałoby od trzech do czterech razy więcej, osiągnęłoby dziesiątkę na skali szczęśliwości. To iluzja, która potrafi zgubić na lata. Fałszywe przekonanie, do którego jesteśmy niezwykle przywiązani. W latach 60. dla połowy maturzystów w Stanach Zjednoczonych największym marzeniem było być bogatym. Dziś o fortunie śni 75 proc. 19-latków. W Polsce wynik byłby zbliżony.

Jesteśmy coraz bardziej chciwi?
Tak, przy tym pogłębia się też poczucie osamotnienia, częściej cierpimy z powodu depresji i lęku. Idą w parze z zachłannością. Pracowałam w 2009 roku na Wall Street. Zaproponowano mi tygodniowo więcej, niż przez dwa miesiące byłam w stanie zarobić na uczelni. Potem okazało się, że inni dostawali tam pięć razy więcej. Patrząc w górę, zawsze mogłeś dostrzec kogoś, kto miał pensję jeszcze wyższą. Nie wiedziałam, co robić z takimi pieniędzmi. Kupowałam kolczyki, buty, szaliczki. Aż tyle tego nagromadziłam, że otrzeźwiałam. Zakupy były środkiem kojącym poczucie winy i wstyd. Bo zarabialiśmy duże pieniądze, widząc, jak inni tracą mieszkania, lądują na ulicy. Na Wall Street była wtedy specyficzna kultura, w której się chce jeszcze i jeszcze. Ludzie dość często idą w używki. Bawią się bez hamulców, kupują dużo i drogo, uzależniają się od seksu. To miejsce przyciąga specyficzne typy osobowościowe. Dla niektórych pęd, presja i szybkość świata finansów to grunt pod chciwość.

Ale nie musi ona dotyczyć pieniędzy?
Można być chciwym np. nobilitujących tytułów lub czasu. Wciąż ci mało. Nie możesz się zatrzymać, bo masz poczucie, że coś wartościowego ucieka ci sprzed nosa. Że jesteś z jakiegoś powodu niekompletny. Musisz więc zapełnić lukę. Mistrzostwem w efektywnym wykorzystaniu czasu, zrobieniem czegoś, co przełoży się kiedyś na stan konta. Ciekawe jest, że nasz mózg reaguje podobnie w przypadku poczucia braku pieniędzy, jak też braku czasu. Włącza się tzw. myślenie tunelowe. Spada iloraz inteligencji, zawęża się spektrum świadomości. Dostrzegamy jedynie krótkoterminowe konsekwencje własnych działań, zapominając o dłuższej perspektywie. Stajemy przed pytaniem: „Jak najszybciej zarobić pieniądze?”, i… wpadamy w amok. Rodzina schodzi na drugi plan. Nie ma czasu na pielęgnowanie relacji, odpoczynek. Funkcjonujemy w kategoriach długu. Tutaj pożyczę, tam pożyczę, w przyszłości oddam.

Wytworem naszych czasów jest też chciwość doświadczania…
Ta ma nieco lepszą reputację. Okazuje się, że poziom szczęścia wzrasta, jak tylko wyobrażamy sobie ekscytujące przeżycie, które ma szansę stać się naszym udziałem. Nie mówiąc o tym, co się dzieje, gdy faktycznie go doświadczamy. Za każdym razem dostajemy zastrzyk endorfin. Kupowanie przedmiotów nie ma szans na tak długoterminowe profity. Z butów, które dostaliśmy pod choinkę, cieszymy się przez pierwszą dobę. Po kilku dniach nam powszednieją. Za to znacznie dłużej zasilać nas będzie wspomnienie samego doświadczenia Wigilii. Naszych odczuć, ciepła, radości.

Może kolekcjonowanie doświadczeń nie wynika z zachłanności, ale z apetytu na życie?
Warto umieć to rozróżnić. Można coś chwytać po to, by to podtrzymywać i cieszyć się doświadczaniem tego. Albo chwytać po to, by trzymać się tego kurczowo w lęku i potrzebie posiadania tej rzeczy. Pierwsze to konsekwencja apetytu na życie. Drugie – zachłanności. Podobnie jest z bogactwem. Można żyć w obfitości, ale nie przywiązać się do niej. Albo uzależnić się od dostatku i w lęku przed jego utratą utrzymywać go za wszelką cenę, np. kosztem relacji.

Jak przestać chcieć więcej i nie być przygnębionym?
Przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. A umiejętność ta nie spadnie z nieba. Nasz mózg jest ewolucyjnie uwarunkowany na dostrzeganie w pierwszej kolejności negatywnych rzeczy. Ale możemy go przeuczyć. Podstawą jest świadome zwracanie uwagi na dobre aspekty życia i afirmowanie radości z ich powodu. Nawet jeśli to rzecz materialna, warto się przy niej zatrzymać. Uświadomić sobie, jak bardzo jest przydatna i jak przyjemnie z nią obcować.

Brzmi jak prowadzenie dzienniczka wdzięczności.
Bo o praktykę wdzięczności tu chodzi. Jest numerem jeden na liście czynności szczęściodajnych. Sęk w tym, by ćwiczyć codziennie. Nauczymy się wtedy dostrzegać dobro i reagować na nie automatycznie pozytywnymi emocjami. Wdzięczność to mięsień, który można rozbudować i wzmocnić.

To już cała recepta na zmianę chciwego w ceniącego umiar?
Niecała. Warto rozprawić się ze swoim przywiązaniem do rzeczy. W książce „Sztuka sprzątania...” Dominique Loreau uczy, jak żegnać się z przedmiotami. Przed przeprowadzką z Nowego Jorku do San Francisco musiałam oddać 500 książek. Gdyby nie jej techniki, nie poszłoby tak gładko. Bierzesz rzecz, którą chcesz puścić dalej, i dziękujesz jej, że ci służyła. Zadajesz sobie pytanie, czy jeszcze ci się przyda. I jeśli uczciwa odpowiedź brzmi „nie”, pozwalasz rzeczy odejść, dziękując jej i życząc, by pomogła kolejnym osobom.

Czy to przypadkiem nie technika dla nałogowych zbieraczy?
Nie tylko. Również dla zachłannych, by nauczyli się zamykać silne związki z przedmiotami. Nasze ego rozpływa się poza ramy cielesne. Jeśli rozdzielamy się z naszym smartfonem, aktywują się te same części mózgu co po stracie kogoś bliskiego. Z telefonem mamy więź. Badania pokazują, że jeśli tylko dotkniemy palcem produktu na ekranie smartfona, od razu chcemy go kupić. Bo nasze „ja” zdążyło się rozlać i stał się on częścią nas. Psychologia tzw. myślenia magicznego mówi, że jeśli coś miało z czymś kontakt, na zawsze przyjmuje tego esencję. W słynnym badaniu Rosina dotyczącym obrzydzenia zadawano jego uczestnikom pytanie: „Czy jeżeli dałbym ci sweter noszony przez Hitlera, prany potem kilkadziesiąt razy, to włożyłbyś go?”. Nie znalazł się chętny. Ale na propozycję: „Czy włożyłbyś sweter noszony przez Matkę Teresę”, uczestnicy ochoczo się ożywiali.

Wygląda na to, że chcąc żyć z umiarem, nie można spać spokojnie?
Można. Wystarczy rozróżniać realne pragnienia od absurdalnych, sztucznie wzbudzanych. Praktyka uważności pomaga. Bo umożliwia identyfikację i rozumienie własnych emocji, a przede wszystkim oddzielenie się od nich, by przyjrzeć się im z pozycji obserwatora. Zyskujemy wtedy kontrolę nad uczuciami. Dzięki niej stając przed ladą w sklepie, zanim coś kupimy, spytamy siebie kilka razy: „Po co mi to?” i „czy na pewno tego potrzebuję?”. Na zmianę postawy życiowej możemy też wpływać sposobem jedzenia. Zachłanne osoby na ogół wrzucają w siebie kęsy w pośpiechu i szybko połykają. A jeśli zwalniamy i delektujemy się daniem, zmienia się nasza percepcja rzeczywistości. Dziś poczujesz całym sobą, jak smakuje mały kęs, jutro będziesz czuł każdą wydaną złotówkę. Delektując się jedzeniem, dostarczamy sobie witaminy P, czyli otwieramy się na zmysłową przyjemność, w której możemy się rozpłynąć. Picie latte, słuchanie pięknej muzyki, podziwianie zachodu słońca. Poczucie zachwytu na widok piękna w małych rzeczach stymuluje system immunologiczny. Czas spowalnia. Robimy się bardziej gościnni, milsi dla innych. Zapominamy o zbyt agresywnych celach finansowych.

Jak powstrzymać epidemię zachłanności?
Media mogą pokazywać jej potencjalne skutki na przykładzie losów pojedynczych bohaterów. Dopiero wtedy uruchomimy empatię, przejmiemy się. Ciekawe też są eksperymenty społeczne, jak np. festiwal Burning Man na pustyni Nevada, gdzie chętni zjeżdżają się na tydzień, by budować od podstaw nowe społeczeństwo. Pieniądze nie istnieją. Istnieje wymiana dóbr i usług. Robisz wyłącznie to, na co masz ochotę. Nie ma zasięgu telefonicznego i jesteś zdany na współtowarzyszy. Okazuje się, że ludzie potrafią tworzyć doskonale funkcjonujące wspólnoty, w których liczy się kreatywność, sztuka, radykalna ekspresja i radykalna zależność jednej osoby od drugiej. Festiwal odrodził u wielu uczestników wiarę w ludzkość. W tygodniowym eksperymencie może wziąć udział każdy, a dotąd poddały się mu tysiące osób.

Jeden festiwal nie uleczy wszystkich.
Z jednej strony panoszy się chciwość, z drugiej – coraz częściej spotykam odwrotne postawy. Niektórzy mówią: „Ja nie chcę 30-letniego kredytu”; „Nie interesuje mnie etat i emerytura, której i tak nie dostanę”. Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: „Dokąd to wszystko prowadzi”, i zaczyna żyć minimalistycznie. Ale największą pracę mamy do wykonania nad sobą. Zerwanie z chciwością musi się zacząć od uruchomienia empatii wobec nas samych. Postawa: pracuj i miej więcej, to brak współczucia dla własnego losu. Psychiatra Mark Epstein w książce „Trauma codzienności” pisze o malutkich traumach, jakie przechodzimy każdego dnia. Dla przyszłości najważniejsze jest dziś to, w jaki sposób zwracamy się do siebie samych. Czy stawiamy siebie pod ścianą, strofując: „Jesteś beznadziejny, nie osiągnąłeś tego i tego”, czy delikatnie szepcemy: „Ależ miałeś ciężki dzień. Zrób dla siebie coś przyjemnego i spróbuj znów jutro”.

To wszystko?
Wielu psychologów twierdzi, że przejdziemy wkrótce ważną ewolucję. Za sprawą technologii. Portale takie jak Facebook czy Twitter zrewolucjonizowały radykalnie komunikację społeczną. Nadchodzi czas nowego Internetu, który bezpowrotnie zmieni charakter naszych najbliższych relacji. Troska, empatia, głęboki kontakt mają odzyskać wysokie noty. A wtedy… dla chciwości może nie starczyć już miejsca.

Patrycja Sławuta, najpopularniejsza polska psycholog społeczna w Dolinie Krzemowej.  Mieszka w Nowym Jorku i San Francisco. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się m.in. psychologią moralności, kolektywnym poczuciem wstydu. Współpracuje z uczelniami w USA, Hiszpanii i Izraelu.

  1. Psychologia

Rozwój duchowy w zabieganym świecie – od czego zacząć?

Musimy pamiętać, że nie jesteśmy pępkiem świata, ale częścią. Ważną, lecz wcale nie najważniejszą. (Fot. iStock)
Musimy pamiętać, że nie jesteśmy pępkiem świata, ale częścią. Ważną, lecz wcale nie najważniejszą. (Fot. iStock)
Jak rozwijać się duchowo? W świecie sytej i dostatniej Europy karmimy głównie ciało i umysł, dostarczając sobie rozrywek, gadżetów oraz jedzenia, które już nie tylko ma zaspokajać głód, ale być hedonistyczną przyjemnością. A czym nakarmić duszę? Uważnością!

Rozwój duchowy - od czego zacząć?

Z moich obserwacji wynika, że często rozwój duchowy poprzedzony jest ogromną wyrwą emocjonalną, wstrząsem życiowym, trudnym, ale transformującym doświadczeniem. To zwykle jest ciężka choroba, strata kogoś bliskiego, pożegnanie z miłością, śmierć członka rodziny, załamanie kariery zawodowej – wtedy gdy cierpienie staje się trudne do udźwignięcia, zaczynamy szukać wsparcia, pocieszenia, ale też dostrzegać, że inne istoty również cierpią. W ogóle zauważamy to cierpienie, przestajemy myśleć o świecie i innych w sposób roszczeniowy, a o sobie jako centrum wszystkiego – bo już wiemy, że życie jest kruche i może zmienić się lub skończyć w kilka sekund. Niezapowiedzianie, nieoczekiwanie. A my nie jesteśmy jego pępkiem, ale częścią. Ważną, lecz wcale nie najważniejszą.

Na szczęście, żeby odnaleźć swoją duszę, rozwijać się, otworzyć umysł i serce na doświadczanie, nie potrzebujemy traum. Jak zacząć szukać duchowości w sobie? Jak rozwijać się duchowo? Jaka praktyka się przyda?

Rozwój duchowy codziennie

BĄDŹ TU I TERAZ. „Mogłam być bogata, a nie jestem. Kiedyś byłam młoda, a dziś nie jestem. Mogłam wyjść za mąż za kogoś innego, byłoby mi lepiej lub lżej. Kiedyś byłam szczupła i już nie jestem. Będę szczęśliwa, gdy osiągnę to czy tamto, gdy się wyprowadzę, gdy kupię dom lub większe mieszkanie. Gdy zdobędę lepszą pracę” – ile razy dziennie mówisz tak lub myślisz? Oczywiście, dobrze mieć plany i marzenia, ale nie warto uzależniać od nich swojego poczucia szczęścia. Życie nie toczy się ani w przeszłości, bo już minęła, ani w przyszłości – bo jeszcze nie nadeszła, tylko właśnie tu i teraz. Korzystaj z tego, co już masz, i miejsca, w którym jesteś. Zatrzymaj się i doświadczaj. Gdy bawisz się z dzieckiem, bądź w 100 proc. w tej zabawie, nie myśl o tym, co musisz zrobić za chwilę. Gdy jedziesz na rowerze, doświadczaj tej jazdy, nie planuj ani nie rozpamiętuj, po prostu jedź! Bądź zaangażowana w 100 proc. każdego dnia, w każdą rzecz, którą robisz, a przynajmniej się staraj. Dobrym ćwiczeniem uważności jest codzienna medytacja.

PRAKTYKUJ WDZIĘCZNOŚĆ – to najprostsze ćwiczenie na poczucie pełni, obfitości. Każdego dnia, np. przed pójściem spać, pomyśl, za co możesz dziś podziękować – Losowi, Światu, Bogu, Życiu – wybierz tak, jak czujesz. Przywołaj w myślach pięć wydarzeń lub doświadczeń (nie muszą być wielkie), za które jesteś wdzięczna. Może za dobre samopoczucie bądź dach nad głową, może za spotkanie z przyjaciółką albo obiad u mamy? Praktykuj wdzięczność każdego dnia, a sama zobaczysz, jak bogate, dobre i pełne jest twoje życie, które masz teraz.

Raz w tygodniu

MAM WPŁYW/ NIE MAM WPŁYWU – warto, gdy masz więcej czasu (np. w weekend), zrobić przegląd wydarzeń, spraw minionych i tych, które cię czekają, i zastanowić się, czy masz na nie realny wpływ, czy nie. Jeśli sprawa jest trudna i angażuje cię emocjonalnie, ale jej przebieg czy realizacja nie zależy od ciebie – odpuść. Nie czuj się za wszystko odpowiedzialna. Odpuszczenie kontroli bywa trudne, ale z drugiej strony niesamowicie uwalnia – pozwól rzeczom dziać się, bez ingerowania w nie.

Raz w miesiącu

WSPÓŁODCZUWAJ I DZIAŁAJ – osoby głęboko uduchowione mają potrzebę dzielenia się, pomagania innym. Nie musisz od razu stawać się pełnoetatową pracownicą socjalną, ale pomyśl – co mogłabyś zrobić dla innych (np. w najbliższej okolicy albo w organizacji zajmującej się pomaganiem). To może być zwykła pomoc sąsiedzka – zakupy dla starszej sąsiadki, opieka nad kotem czy psem w pobliskim schronisku, a nawet pomoc wirtualna. Bycie z innymi, wpółodczuwanie i działanie na rzecz słabszych sprawia, że czujemy się częścią całości, mającej realny wpływ na to, jak wygląda świat. To uczy wrażliwości i niesie prawdziwą pomoc.

Raz w roku

ODBĄDŹ PODRÓŻ DUCHOWĄ – a może być taką praktycznie każda. Nie zależy od miejsca, tylko od stanu umysłu. Dokądkolwiek się udasz na kilka dni – w ciszę klasztoru czy w górskie gęstwiny, krajobrazy skute lodem czy pod palmy ciepłych krajów, postaraj się wsłuchać w siebie, pobyć ze sobą w ciszy i skupieniu. Z pewnością takie podróże duchowe łatwiejsze są w przystosowanych do tego miejscach, gdzie trzeba się poddać pewnym regułom, ćwiczyć w sobie dyscyplinę, hart ducha i siłę postanowień. Spróbuj. Wzmocnisz się, odpoczniesz, pobędziesz ze sobą, a nie ze „sprawami do załatwienia”.

ZNAJDŹ DUCHOWEGO MISTRZA – także wówczas, gdy masz do niego dostęp tylko w jego dziełach – poznawaj je, dyskutuj z nimi, sprawdzaj, czym te idee są dla ciebie.

Jak rozwijać się duchowo zawsze?

BĄDŹ OTWARTA I NIE OCENIAJ – nigdy nie wiesz, dlaczego ktoś zachowuje się w określony sposób, wygląda tak albo inaczej, jaka historia za nim stoi, jakie doświadczenia zaważyły na jego losie. Może to wcale nie był jego wybór, może to jest jedyna psychiczna obrona, do jakiej ma dostęp. Może to są najwyższe możliwe dla kogoś osiągnięcia. Nie oceniaj. Każdy jest inny. Otwórz umysł i serce – przyjmuj świat z jego różnorodnością, z jasną stroną, ale i tą ciemną. Cierpienie jest częścią życia, ale jeśli masz wpływ na to, by było go mniej – działaj.

UCZ SIĘ OD KAŻDEGO, KOGO SPOTYKASZ - wszystko, czego doświadczamy, i wszystko, co przeżywamy, może być duchową lekcją.

  1. Psychologia

Szczęśliwe życie - nauka odpuszczania

Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. (Fot. iStock)
Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. (Fot. iStock)
Nie masz określonych postanowień ani marzeń do spełnienia? Też dobrze! Zamiast dążyć do czegoś, czego nie ma, lepiej zatrzymać się i pobyć w tym, co jest – twierdzi psycholożka Hanna Samson. Radzi, by spróbować docenić życie, które zwykle jest wystarczająco dobre, by się nim cieszyć.

Pewnie znacie opowieść o rybaku i biznesmenie, bo obiegła już świat kilka razy i niewiele z tego wynikło. Nie będę jej więc przytaczać, a jedynie przypomnę, że rybak leżał sobie na plaży, bo wypływał w morze na krótko, łowił tyle, ile było mu trzeba, żeby nakarmić rodzinę, a resztę dnia spędzał, jak chciał. Zaniepokoiło to biznesmena, bo przecież rybak mógłby łowić więcej. A gdyby łowił więcej, miałby pieniądze i mógłby kupić drugą łódź, zatrudniać ludzi i kupić trzecią – dobrze wiemy, jak to wszystko działa. – I kiedy byłbyś już bardzo bogaty, mógłbyś sprzedać swoją firmę za miliony! – ekscytował się biznesmen. – I co wtedy? – zapytał rybak. – Wtedy mógłbyś leżeć na plaży i robić to, co chcesz. – Ale ja właśnie to robię – odpowiedział rybak.

Nie, nie widzę nic złego w dążeniu do rozwoju. Jestem wręcz entuzjastką zmian, jeśli coś nam nie pasuje w naszym życiu. Ale czy cały czas musimy się ścigać, konkurować i aspirować do wzorców, które być może wcale nie są nasze? Czy musimy odnosić coraz większe sukcesy, żeby czuć zadowolenie z siebie? A nawet jeśli sukcesy są nam potrzebne do szczęścia, to czy jedyną ich miarą są pieniądze, awans i pozycja społeczna?

Stać w miejscu czy piąć się w górę?

Widziałam niedawno w Internecie filmik, w którym kilka starszych kobiet dzieli się swoim doświadczeniem. Mówią, że gdyby znowu były młode, skupiłyby się na tym, żeby być, a nie na tym, żeby od rana do nocy wypełniać kolejne zadania z długiej listy rzeczy do zrobienia. Opowiadają o nacisku na to, żeby być perfekcyjną mamą, żoną, szefową – dziś potrafiłyby mu się oprzeć, bo wiedzą, co jest ważne. Całowanie dzieci przed snem, taniec, długa kąpiel z miłości do siebie. Wiedzą, że zamiast starać się mieć więcej i być bardziej jakąś, lepiej doceniać chwile. I chyba coś w tym jest. Presja na to, żeby się rozwijać i osiągać, dopada nas z każdej strony. Szkolenia zawodowe, nauka języków, warsztaty kulinarne – świat ma dla nas tysiące ofert. Wystarczy się zapisać, zapłacić, poświęcić czas i mamy pewność, że nie zostaniemy w tym samym miejscu. A jakie jest to miejsce? Jak wygląda, jak smakuje, jak się w nim żyje? Nie mamy czasu, żeby to poczuć, bo biegniemy dalej. Dalej, szybciej, więcej, bardziej – te słowa opisują nasze życie, w którym to, co jest, często jest mniej ważne od tego, co będzie, jeśli się postaramy, żeby było.

Znam osoby, które od lat się szkolą, wszystkie weekendy spędzają na takich czy innych kursach. Niektóre z nich szkolą się w jednym kierunku, podnoszą swoje kwalifikacje zawodowe, ich CV jest naprawdę imponujące. Inne uczą się różnych rzeczy i rozwijają rozmaite, mniej lub bardziej przydatne umiejętności. Jedne i drugie łączy zwykle wiara, że kiedy już ukończą te wszystkie kursy, to będą wreszcie zadowolone z siebie i szczęśliwe, co oczywiście wcale nie musi się spełnić, bo pojawią się nowe kursy i poprzeczka jak zwykle pójdzie w górę, bowiem pies jest pogrzebany gdzie indziej. – Skończyłam trzecie studia podyplomowe! – oświadczyła z dumą Marysia na jednym z warsztatów. – To teraz wreszcie będziesz miała więcej czasu – stwierdza któraś z uczestniczek. – O nie! Nie zamierzam stać w miejscu. – Ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle? – włączam się do rozmowy. – Właśnie! – To co teraz chcesz robić? – pytam. – Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. Jest tyle możliwości! Zaraz na pewno będę miała nowy projekt!

Warsztaty, treningi, coaching! Wszystko istnieje po to, żebyśmy mogli piąć się w górę i mieć coraz lepsze życie. A może nasze życie jest już wystarczająco dobre i warto by w końcu nim pożyć? Poczuć przyjemność z tego, co robimy, a nie z marzenia o tym, dokąd nas to zaprowadzi.

Pora na wystarczająco dobre życie

Skoro mowa o przyjemności, warto wspomnieć duńskie hygge – kariera tego słowa kilka lat temu obrazowała naszą tęsknotę za przytulnością, bliskością, spokojem. Podobnie jest ze szwedzkim lagom, czyli w sam raz. Lagom to filozofia umiaru i równowagi. Minimalizm bez wyrzeczeń, bo dostosowany do własnych potrzeb. Dbałość o siebie i świat. Sztuka zadowolenia z tego, co mam, kim jestem, co robię. Teraz, a nie kiedyś – w przyszłości. Podobno idea lagom jest głęboko zakorzeniona w szwedzkiej psychice, ale my też możemy je wprowadzać do swojego życia. Trzeba tylko uświadomić sobie, że mamy już wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem. Wystarczająco dużo ciuchów, pieniędzy, sukcesów, no po prostu wszystkiego. Często nawet za dużo, co nas przytłacza. Czy to możliwe? Przecież zawsze można mieć więcej.

No właśnie! Jeśli porównujemy się z tymi, którzy mają więcej, którzy odnieśli spektakularny sukces, którzy mają wyższą pozycję społeczną, wtedy trudno uznać, że mamy już tyle, ile wystarcza do szczęścia. Ale czy na pewno potrzeba nam więcej? Czy te spektakularne sukcesy to są nasze własne marzenia, czy narzuca je świat, w którym żyjemy? Czy te wszystkie przedmioty są nam potrzebne? Kapitalizm chce nam sprzedać jak najwięcej i ma na to swoje sposoby. Ale czy my musimy to wszystko kupować? Czy nie możemy się obronić przed cudzymi wzorcami? Możemy – odpowiadają zgodnie propagatorzy lagom. Jak to zrobić? Co jakiś czas trzeba zadać sobie pytanie: A może jest wystarczająco dobrze? – Jakie wystarczająco dobrze?! – złości się Agata. – Nie masz pojęcia, jak ja cierpię! Agata ma 31 lat i jedno marzenie. Chce mieć dziecko. Bez dziecka jej życie nie ma żadnego sensu, choć ma dobrą pracę, mieszkanie, maluje obrazy, ale co z tego?! Nic z tego nie ma znaczenia, bo zegar tyka, a ona nie ma dziecka ani nawet chłopaka, z którym mogłaby stworzyć rodzinę. Szuka go desperacko na wszystkich możliwych portalach i wciąż od nowa przeżywa rozczarowanie, bo okazuje się, że żaden chłopak nie chce zostać ojcem jej dziecka od pierwszego wejrzenia, a na drugie wejrzenie już zwykle nie mają ochoty.

– Pewnie dlatego, że jestem brzydka – stwierdza Agata, która z wyglądu jest bardzo atrakcyjną dziewczyną. – Muszę zrobić operację nosa. – A co z twoim nosem jest nie tak? – Nie udawaj, że tego nie widzisz. – Nie udaję. Nie wiem, co jest z nim źle – przyglądam się uważnie nosowi Agaty i nic złego w nim nie ma, naprawdę. Powiedziałabym nawet, że jest wyjątkowo zgrabny, ale w to już mi Agata na pewno nie uwierzy, więc nic więcej nie mówię. – Jest za duży! Gdybym miała mały nosek, pewnie już dawno miałabym dziecko i ciepły, przytulny dom. – A jak jest teraz w twoim mieszkaniu? Ciepło i przytulnie? – Chyba żartujesz? Jest pusto i beznadziejnie! – Rozumiem, że dziecko ma spełnić rolę rycerza i odmienić całe twoje życie? – Dzieci zawsze odmieniają życie. – A gdybyś tak zadbała o to, żeby w tym życiu, które masz w tej chwili, było ci lepiej? Zaczęła od mieszkania? Urządziła je tak, żebyś lubiła w nim być? – To bez sensu, skoro nie mam dziecka.

Skup się na tym, co już masz

Skupianie się na tym, czego nam brakuje, utrudnia docenienie tego, co mamy, i zadbanie o to. A gdyby tak w nowym roku zmienić perspektywę? Pomyśleć o tym wszystkim, za co możesz być wdzięczny – sobie, losowi, innym ludziom. Niektóre rzeczy wydają się tak oczywiste, że o nich zapominamy. Warto o nich pomyśleć. O tym, że mamy gdzie mieszkać i co jeść. Nawet jeśli w naszym kraju ostatnio nie dzieje się dobrze, to przecież nie padają tu bomby. Miliony ludzi na świecie nie mają tyle szczęścia, dla nich nasze życie jest luksusem. Mamy wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem już dzisiaj, a nie dopiero wtedy, gdy zostaną spełnione jakieś warunki.

A co z Agatą? Ostatnio pokazała mi zdjęcia swojego mieszkania. Jest ciepłe i przytulne, jest fotel i sofa, są kolorowe poduszki i koce. – I jak ci się żyje? – zapytałam. – Trochę zaczęłam doceniać to, co mam. I w sumie nie jest źle. Już nie szukam tak desperacko faceta, ale oczywiście nadal chcę mieć dziecko. – Powodzenia, Agata! Trochę zwiększyłaś swoje szanse na to, żeby je mieć.

Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. To nie znaczy, że na tym musimy poprzestać, ale mamy większy luz. Możemy stawiać sobie cele bez napięcia i poczucia presji, możemy nawet zadbać o umiar i równowagę w kontaktach ze sobą i światem. Wystarczy pytać siebie, czy to jest lagom. Co? Wszystko. Mój stosunek do pracy. Liczba butów. Kolejny kieliszek wina. Dokładka pierogów. Moje życie.

Pamiętajmy o lagom, a łatwiej znajdziemy drogę. Swoją własną, a nie pod dyktando świata.

  1. Styl Życia

Inteligencja finansowa - sztuka zaakceptowania, że także pieniądze przychodzą i odchodzą

Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią. (Fot. iStock)
Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią. (Fot. iStock)
Dlaczego niektórzy się bogacą, a innym ledwo starcza na życie? Ken Honda, japoński guru rozwoju osobistego, twierdzi, że za sukcesem materialnym stoi przede wszystkim finansowy iloraz emocjonalny. Jak go rozwinąć? 

Pieniądze mają energię: zmieniają się w zależności od tego, z jakim uczuciem są przekazywane – twierdzi Ken Honda, autor książki „Happy money”. Sam zarobił majątek na doradztwie finansowym. „Wszystkie pieniądze przekazywane z miłością, troską i życzliwością są szczęśliwe (...), z kolei nieszczęśliwe pieniądze to te, które wydajesz niechętnie albo przekazywane są ci pod przymusem” – pisze w swoim poradniku i z przekonaniem podkreśla, że nieszczęśliwe pieniądze unieszczęśliwiają. Na swojej ścieżce zawodowej spotkał wielu bogatych ludzi: jedni byli kochani i szanowani, inni sfrustrowani i zalęknieni – i to niezależnie od stanu konta. Jak twierdzi, każdy może wybrać życie w szczęśliwym przepływie. Wystarczy rozwijać swoją inteligencję finansową. 

Najpierw IQ

Iloraz inteligencji finansowej oznacza nie tylko podejście biznesowe, ale i bycie autentycznym. Wiele osób uważa, że zarobienie dużych pieniędzy wymaga wyrzeczenia się własnych wartości. To nie tak – tłumaczy Honda – tylko ludzie, którzy z zaangażowaniem i radością dzielą się swoimi umiejętnościami, przekonają do siebie klientów i ci zechcą im zapłacić. Wierność sobie liczy się także przy wydawaniu pieniędzy, bo wtedy nie skąpimy na siebie, ale też i nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy, nawet jeśli wszyscy wokół będą do tego namawiać. 

Podobnie jest z zabezpieczaniem pieniędzy. Zdaniem japońskiego guru spory o majątek biorą się przede wszystkim z nieszczerości. „Jeśli sądzisz, że jacyś ludzie z twojego otoczenia (członkowie rodziny, przyjaciele, pracownicy lub klienci) mają chrapkę na twoje pieniądze, to problem nie dotyczy finansów, lecz twoich relacji” – alarmuje. Ostatnim elementem wymagającym ponadbiznesowej perspektywy jest podejście do mnożenia pieniędzy. Ken Honda zaleca, żeby zamiast kierować się prognozami ekonomistów, inwestować w swoje pomysły i wspierać ludzi, z którymi łączą nas wartości. Jednak IQ to nie wszystko... 

Porem EQ

„Nawet studia MBA nie zagwarantują ci sukcesu, jeśli twój finansowy EQ jest niski” – czytamy w „Happy money”. EQ to umiejętność zarządzania emocjami, jakich doświadczamy na myśl o finansach. Honda radzi, by zastanowić się, co czujemy, gdy przyjmujemy pieniądze i gdy dzielimy się nimi. Przekonanie na temat przyjmowania pieniędzy wyraża nasz stosunek do siebie, określa otwartość na to, co niesie nam świat. Umiejętność dzielenia się wynika z kolei z tzw. zaufania do przepływu, czyli zaakceptowania, że wszystko jest w ciągłym ruchu, także pieniądze przychodzą i odchodzą. 

„Przyjmując pieniądze, dopuszczasz do siebie myśli, że zasługujesz na wszelkie dobro” – podkreśla Honda. Dopiero wtedy możesz uświadomić sobie, jak wiele dostajesz, i naprawdę się tym cieszyć, bo jak wyjaśnia autor: kiedy napawasz się czymś, co sprawia ci przyjemność, jesteś w pełni obecny w danej chwili. A to sposób, by poczuć obfitość i uwolnić się od lęku o przyszłość. To zaś pozwala nam dzielić się z innymi ludźmi tym, co mamy. „Radość, pieniądze, usługi lub talenty nie mają większego znaczenia, jeśli z nich nie korzystasz i nie obdarowujesz nimi najbliższego otoczenia: rodziny, przyjaciół, współpracowników, klientów i społeczeństwa” – pisze. Jak przekuć to w praktykę? Na przykład wspomagając wybrane organizacje charytatywne, wysyłając przyjaciołom kartki z wakacji,  czy robiąc zakupy u ulubionych sprzedawców. A przede wszystkim często mówiąc „dziękuję”. 

W przyrodzie wszystko jest połączone, więc twoja hojność przyczynia się do równowagi świata. W rezultacie ty sam więcej od niego dostajesz i – jeśli tylko przyjmiesz to z wdzięcznością – możesz mnożyć szczęście i dzięki temu sam być naprawdę szczęśliwy.

Oto pięć zasad szczęśliwego przepływu wg Kena Hondy: 

  1. Zrezygnuj z wiary w niedostatek Lęk, że zabraknie ci na życie, odbiera ci możliwość cieszenia się tym życiem. Na świecie jest dość pieniędzy, wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zauważyć, w jaki sposób możesz zarobić na tym, co lubisz i w czym możesz być naprawdę dobry.
  2. Uwolnij się od urazy i ulecz swoje rany związane z pieniędzmi Przekonania finansowe to rezultat wychowania. Jednak jeśli twoi rodzice zaszczepili ci niezdrowe nawyki dotyczące pieniędzy, to możesz je zmienić. Zacznij od tego, żeby okazać rodzicom empatię, bo na pewno postępowali najlepiej jak umieli i chcieli ci zapewnić lepsze życie niż ich własne. Gdy im wybaczysz, będziesz mógł zbudować własną relację z pieniędzmi.
  3. Odkryj własne talenty i wejdź w przepływ szczęśliwych pieniędzy Każdy człowiek ma określone zdolności i dopiero ich odkrycie pozwala mu realizować jego życiowe powołanie. Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią.
  4. Zaufaj życiu Zaufanie to jeden z podstawowych składników szczęścia. Jeśli zaufasz innym (ale i sobie), będzie ci łatwiej żyć. Uwolnisz się od lęku, który wstrzymuje cię przed działaniem, bo co jeśli... Zaufanie oznacza także, że wszystko dzieje się po coś, więc przestaniesz tracić czas na zamartwianie się i ucieczkę.
  5. Dziękuj nieustannie Wdzięczność to otwartość na branie i dawanie. Kiedy nie trzymasz się kurczowo tego, co posiadasz, pozwalasz sobie doświadczać przepływu szczęśliwych pieniędzy. 

  1. Psychologia

Prościej, piękniej, świadomiej - sposoby na trening duszy

Tęsknota za duchowością dotyka każdego z nas. Pojawia się w snach, fantazjach, pytaniach o sens życia, poczuciu  wewnętrznej pustki, ale też nadziei, że na świecie jest coś więcej niż my. (Fot. iStock)
Tęsknota za duchowością dotyka każdego z nas. Pojawia się w snach, fantazjach, pytaniach o sens życia, poczuciu wewnętrznej pustki, ale też nadziei, że na świecie jest coś więcej niż my. (Fot. iStock)
Przyzwyczajeni do karmienia głównie ciała i umysłu, dostarczamy sobie rozrywek, gadżetów oraz jedzenia, które już nie tylko ma zaspokajać głód, ale być hedonistyczną przyjemnością. A czym nakarmić duszę? Uważnością!

Z moich obserwacji wynika, że często rozwój duchowy poprzedzony jest ogromną wyrwą emocjonalną, wstrząsem życiowym, trudnym, ale transformującym doświadczeniem. To zwykle jest ciężka choroba, strata kogoś bliskiego, pożegnanie z miłością, śmierć członka rodziny, załamanie kariery zawodowej – wtedy gdy cierpienie staje się trudne do udźwignięcia, zaczynamy szukać wsparcia, pocieszenia, ale też dostrzegać, że inne istoty również cierpią. W ogóle zauważamy to cierpienie, przestajemy myśleć o świecie i innych w sposób roszczeniowy, a o sobie jako centrum wszystkiego – bo już wiemy, że życie jest kruche i może zmienić się lub skończyć w kilka sekund. Niezapowiedzianie, nieoczekiwanie. A my nie jesteśmy jego pępkiem, ale częścią. Ważną, lecz wcale nie najważniejszą.

Na szczęście, żeby odnaleźć swoją duszę, rozwijać się, otworzyć umysł i serce na doświadczanie, nie potrzebujemy traum. Jak zacząć szukać duchowości w sobie? Jaka praktyka się przyda?

Codziennie

Bądź tu i teraz. „Mogłam być bogata, a nie jestem. Kiedyś byłam młoda, a dziś nie jestem. Mogłam wyjść za mąż za kogoś innego, byłoby mi lepiej lub lżej. Kiedyś byłam szczupła i już nie jestem. Będę szczęśliwa, gdy osiągnę to czy tamto, gdy się wyprowadzę, gdy kupię dom lub większe mieszkanie. Gdy zdobędę lepszą pracę” – ile razy dziennie mówisz tak lub myślisz? Oczywiście, dobrze mieć plany i marzenia, ale nie warto uzależniać od nich swojego poczucia szczęścia. Życie nie toczy się ani w przeszłości, bo już minęła, ani w przyszłości – bo jeszcze nie nadeszła, tylko właśnie tu i teraz. Korzystaj z tego, co już masz, i miejsca, w którym jesteś. Zatrzymaj się i doświadczaj. Gdy bawisz się z dzieckiem, bądź w stu procentach w tej zabawie, nie myśl o tym, co musisz zrobić za chwilę. Bądź zaangażowana w każdy dnia, każdą rzecz, którą robisz, a przynajmniej się staraj. Dobrym ćwiczeniem uważności jest codzienna medytacja.

Praktykuj wdzięczność. To najprostsze ćwiczenie na poczucie pełni, obfitości. Każdego dnia, np. przed pójściem spać, pomyśl, za co możesz dziś podziękować – Losowi, Światu, Bogu, Życiu – wybierz tak, jak czujesz. Przywołaj w myślach pięć wydarzeń lub doświadczeń (nie muszą być wielkie), za które jesteś wdzięczna. Może za dobre samopoczucie, dach nad głową, a może za dzisiejszy obiad? Praktykuj wdzięczność każdego dnia, a sama zobaczysz, jak bogate, dobre i pełne jest twoje życie, które masz teraz.

Raz w tygodniu

Mam wpływ/nie mam wpływu. Teraz, gdy masz więcej czasu, warto zrobić przegląd wydarzeń, spraw minionych i tych, które cię czekają, i zastanowić się, czy masz na nie realny wpływ, czy nie. Jeśli sprawa jest trudna i angażuje cię emocjonalnie, ale jej przebieg czy realizacja nie zależy od ciebie – odpuść. Nie czuj się za wszystko odpowiedzialna. Odpuszczenie kontroli bywa trudne, ale z drugiej strony niesamowicie uwalnia – pozwól rzeczom dziać się, bez ingerowania w nie.

Raz w miesiącu

Współodczuwaj i działaj. Osoby głęboko uduchowione mają potrzebę dzielenia się, pomagania innym. Nie musisz od razu stawać się pełnoetatową pracownicą socjalną, ale pomyśl – co mogłabyś zrobić dla innych (np. w najbliższej okolicy albo w organizacji zajmującej się pomaganiem). To może być zwykła pomoc sąsiedzka – zakupy dla starszej sąsiadki, opieka nad kotem czy psem lub pomoc wirtualna (np. siepomaga.pl, pah.org.pl). Bycie z innymi, współodczuwanie i działanie na rzecz słabszych sprawia, że czujemy się częścią całości, mającej realny wpływ na to, jak wygląda świat. To uczy wrażliwości i niesie prawdziwą pomoc.

Raz w roku

Odbądź podróż duchową. Podróż duchowa nie zależy od miejsca, tylko od stanu umysłu. Postaraj się wsłuchać w siebie, pobyć ze sobą w ciszy i skupieniu. Z pewnością takie podróże duchowe łatwiejsze są w przystosowanych do tego miejscach. Spróbuj. Wzmocnisz się, odpoczniesz, pobędziesz ze sobą, a nie ze „sprawami do załatwienia”.

Znajdź duchowego mistrza. Także wówczas, gdy masz do niego dostęp tylko w jego dziełach – poznawaj je, dyskutuj z nimi, sprawdzaj, czym te idee są dla ciebie.

Zawsze

Bądź otwarta i nie oceniaj. Nigdy nie wiesz, dlaczego ktoś zachowuje się w określony sposób, wygląda tak albo inaczej, jaka historia za nim stoi, jakie doświadczenia zaważyły na jego losie. Może to wcale nie był jego wybór, może to jest jedyna psychiczna obrona, do jakiej ma dostęp. Może to są najwyższe możliwe dla kogoś osiągnięcia. Nie oceniaj. Każdy jest inny. Otwórz umysł i serce – przyjmuj świat z jego różnorodnością, z jasną stroną, ale i tą ciemną. Cierpienie jest częścią życia, ale jeśli masz wpływ na to, by było go mniej – działaj.

Ucz się od każdego. Wszystko, czego doświadczamy, i wszystko, co przeżywamy, może być duchową lekcją.