1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Rady dla nadwrażliwych

Rady dla nadwrażliwych

123rf.com
123rf.com
Wrażliwcom nie żyje się łatwo. Oni więcej czują, świat odbierają zmysłami, które łatwo ulegają nadmiernemu pobudzeniu. Jak je uspokajać?

Osoby o dużej wrażliwości, określane czasem jako nadwrażliwi, żyją tak, jakby byli non -stop atakowani przez zbyt silne energie. To najczęściej ludzie o osobowości artystycznej, którzy stłumione emocje innych pochłaniają niczym gąbka. Gdy ktoś w ich otoczeniu emanuje wypartą agresją bądź smutkiem, oni po takim spotkaniu czują się źle, dyskomfortowo. Może objawiać się to symptomami w ciele bądź emocjonalnie. Zwykle takie osoby mają nadwrażliwe zmysły. Więcej czują, więc lepiej słyszą, odbierają silniejsze bodźce wzrokowe, mają wyczulony węch, smak. Jak mogą sobie z tym radzić? Ted Zeff, psycholog kliniczny i autor poradnika dla nadwrażliwych ma dla nich następujące wskazówki:

Słuch

1. Otaczaj się ciszą i spokojną muzyką. Rano, po przebudzeniu, nie włączaj żadnych sprzętów, rozkoszuj się ciszą. Jeśli jedziesz do pracy samochodem włącz łagodną kojącą muzykę, możesz jej słuchać także w przerwach w pracy (noś ze sobą słuchawki). 2. Sięgaj często po utwory muzyki klasycznej. 3. Wieczorem słuchaj płyt z muzyką relaksacyjną, dla uspokojenia stosuj metody wizualizacji. 4. Kiedy chcesz się odizolować od niepokojących dźwięków, stosuj zatyczki do uszu. 5. Jak najczęściej przebywaj na łonie natury i wsłuchuj się w śpiew ptaków.

Wzrok

1. Nieważne, czy jesteś w pracy czy domu, poświęć kilka minut, aby zamknąć oczy i skupić się na swoim oddechu. 2. Patrz przez okno w niebo lub na zieleń. 3. Otaczaj się dużymi zdjęciami lub plakatami krajobrazów. Możesz sprawić sobie takie fototapety (z morzem, jeziorami, drzewami). 4. W domu i w pracy miej w pobliżu rośliny. 5. Każdego dnia chociaż trochę przebywaj w pobliżu natury (spacer w parku, po lesie). 6. Mieszkanie urządź w stonowanych kolorach (biały, stonowany zielony i niebieski). 7. Zastosuj łagodne oświetlenie. 8. Na oknach powieś zasłony, które ochronią cię przed ostrym światłem. 9. Noś okulary przeciwsłoneczne. 10. Zasypiaj z maską na oczach.

Węch

1. Używaj olejków eterycznych, takich jak lawenda czy róża. 2. Stosuj kadzidełka z drzewa sandałowego. 3. W sypialni i w garderobie używaj woreczków wypełnionych suszoną lawendą.

Smak

1. Zwróć uwagę na to, jakie smaki ci szkodzą, najprawdopodobniej będą to ostre potrawy. Unikaj ich. 2. Uświadom sobie, jak reagujesz na temperaturę jedzenia. Gdy jest zimno, jedz ciepłe danie, latem schładzaj się owocami i napojami. 3. Pij ziołowe herbatki uspokajające, na przykład z rumianku czy melisy. 4. Ogranicz spożycie kofeiny i alkoholu.

Dotyk

1. Regularnie poddawaj się masażom. Metodę i osobę masażysty dobierz bardzo starannie. Dobry wybór zaowocuje dobrym samopoczuciem po masażu. 2. Kąp się w ciepłej wodzie z dodatkiem olejku lawendowego. 3. Siedź na wygodnym krześle zarówno w domu, jak i w pracy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zbawienna moc dotyku

Dotyk to najprostszy i najbardziej naturalny sposób, aby powiedzieć swojemu ciału: „akceptuję cię takim, jakie jesteś”. (Fot. Getty Images)
Dotyk to najprostszy i najbardziej naturalny sposób, aby powiedzieć swojemu ciału: „akceptuję cię takim, jakie jesteś”. (Fot. Getty Images)
Uzdrawia, przynosi ulgę, daje przyjemność. Dotyk to także najprostszy i najbardziej naturalny sposób, by zadbać o ciało, powiedzieć mu: „akceptuję cię takim, jakie jesteś”.

Kto kiedykolwiek doświadczył przyjemności masażu, wie, jak dobrze jest poddać się mądrym ruchom doświadczonych rąk. Skupić się na doznaniach płynących z własnego ciała, a jednocześnie całkowicie o nim zapomnieć. A potem sunąć kilka centymetrów nad ziemią, nie odczuwając żadnego bólu, blokady czy ciężaru.

O tym, że ludzkie ręce potrafią czynić dobro, człowiek wie od zarania świata. Wiara w uzdrawiającą moc dotyku zakodowana jest głęboko w naszym mózgu. Co robimy, gdy nagle łapie nas skurcz albo ból przeszywa skroń? Instynktownie, bez zastanowienia przykładamy do obolałego miejsca dłonie, uciskając lub masując. A przecież nikt nas tego nie uczył.

A kiedy ktoś płacze, cierpi czy zwierza się z problemu? Odczuwamy instynktowną chęć, by go przytulić, potrzymać za rękę, objąć ramieniem... Bliskość cielesna w całkiem naturalny sposób wyraża uczucia, przynosi odprężenie i koi napięcia. Jest też najintymniejszym kontaktem, w jaki możemy wejść z drugim człowiekiem i dlatego też wyprowadza nas z równowagi, a czasem wręcz fizycznie parzy, przypadkowy czy zamierzony dotyk kogoś obcego.

Spragnieni czułości

Dotyk przekazywany z miłością jest największym prezentem, jaki można dać drugiej osobie, a zwłaszcza dziecku. Czyni go otwartym na świat i innych ludzi, ale też świadomym, że jego ciało potrzebuje być dotykane, że zasługuje na dotyk, że dotykiem może kogoś obdarzyć i że ma prawo o dotyk poprosić.

Niestety, z wiekiem ta naturalna potrzeba nagle staje się czymś kłopotliwym, wręcz wstydliwym. Z kręgu rodziny wchodzimy w krąg towarzyski, w którym zwiększa się dystans i zanika bliskość.

– Jako dorośli łatwiej dajemy komuś dotyk, niż go przyjmujemy. To jest związane z osobistymi granicami: jeśli ktoś je przekroczy, czujemy się niekomfortowo – zgadza się Magdalena Skomro, terapeutka i nauczycielka jogi. – Dla niektórych osób prościej jest pójść z kimś do łóżka, niż poprosić, by objął, przytulił.

Przemek Mordarski, masażysta i fizjoterapeuta z Day Spa Zen w Warszawie, przyznaje, że to, czy ktoś jest otwarty na dotyk, można poznać po tym, jak się zachowuje, gdy po raz pierwszy przychodzi na masaż: – Niektóre osoby nie mają żadnego problemu, żeby się rozebrać, rozluźnić, inne bardzo się stresują i spinają. Z pewnością jest to ściśle związane z tym, że jedni bardziej akceptują swoje ciało, a inni mniej. Można to zauważyć także podczas samego masażu. Biorę czyjąś rękę, żeby rozmasować mięśnie i czuję, że ktoś ją maksymalnie spina. Tak jakby nie miał do mnie zaufania, bał się, czy nie zrobię mu krzywdy, jakby nie chciał odpuścić kontroli.

Po pokonaniu pierwszych barier zwykle jednak się rozluźnia i doświadcza prawdziwego, głębokiego relaksu, tak głębokiego, że…

– Niektórzy po sesji masażu są ogromnie wdzięczni, inni potrafią się rozpłakać. Widocznie na co dzień mają mało dotyku i czułości – mówi Przemek Mordarski.

W kontakcie z pięknem

Najczęściej dotykamy tego, co nowe – ostrożnie i z ciekawością, oraz tego, co piękne, miłe – z zachwytem i przyjemnością. Natomiast wzdragamy się przed tym, co brzydkie, szorstkie i wstrętne. W ten sposób, chcąc nie chcąc, obiektom naszego dotyku nadajemy wyższą rangę, a ponad wszystko – tożsamość. To, czego się nie dotyka, nie istnieje.
 
Co jeszcze znaczy dotyk? Czyjaś dłoń położona na ramieniu zapewnia: „jesteś ważny, potrzebny” – w ten sposób przełożony wyraża szacunek, a przyjaciel dziękuje za to, że się jest. Pocałunek złożony na skórze daje do zrozumienia: „jesteś piękny, taki jaki jesteś”, wyraża podziw, miłość, ale przede wszystkim akceptację.

Osoby, które nie są zadowolone ze swojego ciała, nie pozwalają go dotykać, co więcej, same tego unikają. Nawet gdy biorą prysznic, potrafią omijać namydlonymi dłońmi – ich zdaniem – zbyt wystający brzuch, za grube uda czy nieforemne stopy. Nie chcą nawet tej drobnej pieszczoty, jaką jest wklepywanie kosmetyku czy przesuwanie ręką wzdłuż ubrania, by nadać mu kształt. Udają, że ich ciało nie istnieje. Często ten brak akceptacji wyniosły z rodzinnego domu: zbyt chłodnego, purytańskiego czy takiego, w którym dotyk potrafił sprawiać tylko ból. Do swojej cielesności mają więc stosunek wrogi – jest workiem kompleksów, zarzewiem grzechu czy przyczyną wszelkich nieszczęść, jakie je spotykają w życiu. Lub obojętny – ciało jest, bo jest, zawsze byle jakie, bezkształtne, nieważne.

Czy mogą to zmienić? Czy deficyt akceptacji i dotyku w dzieciństwie można nadrobić w późniejszym życiu?

– Oczywiście – odpowiada Magdalena Skomro. – Chociażby na drodze masażu, jogi, ale też po prostu dając sobie samemu to, czego nie dostaliśmy wcześniej. Wychowanie nie determinuje naszego życia, braki z dzieciństwa możemy przecież wypełniać w dorosłości. NVC mówi: strategii jest tysiąc. Nie dostałeś tego w dzieciństwie, weź to sobie sam albo poszukaj u ludzi, którzy są wokół ciebie.

  1. Psychologia

Czuła siódemka - ćwiczenia dla spragnionych czułości

Przytulanie może być naturalnym lekarstwem na stres, warto robić to kilka razy dziennie. (Fot. Getty Images)
Przytulanie może być naturalnym lekarstwem na stres, warto robić to kilka razy dziennie. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nasze ciało domaga się dotyku prawie jak pożywienia. Pod jego wpływem w organizmie rośnie ilość endorfin i oksytocyny, a to przynosi odprężenie i wprawia w stan błogości. A co jeśli nie mamy do kogo się przytulić? Trenerka Dagmara Gmitrzak proponuje kilka rozwiązań, które doskonale sprawdzą się w takiej sytuacji.

1. Czułe przytulenie siebie

Przytulać samego siebie? Brzmi trochę dziwnie i nieswojo... A jednak zapraszam do praktyki, która pozwoli ci się odprężyć.

Skrzyżuj ręce na klatce piersiowej. Prawą dłoń połóż na lewym ramieniu, a lewą na prawym. Zamknij oczy − w ten sposób bardziej poczujesz swoje ciało. Przez chwilę gładź ramiona (mięśnie zaczną się rozluźniać), a potem skup się na doświadczaniu przyjemnego ciepła płynącego z dłoni. Jak reagują na to ciepło i dotyk twoje ramiona? Zacznij oddychać świadomie: wdychaj powietrze nosem, a wydychaj ustami. Z każdym wydechem ramiona stają się przyjemnie ciężkie, a ciało i umysł wchodzą w stan relaksu. Na koniec możesz wyobrazić sobie, że przytula cię bliska osoba. Prawdopodobnie mózg zareaguje na to wzmożonym wydzielaniem endorfin.

2. Dłonie w ziarenkach

Pamiętasz film „Amelia”? W jednej ze scen tytułowa bohaterka, grana przez uroczą Audrey Tautou, wkłada dłonie do worków z ziarnami i rozkoszuje się tym zmysłowym dotykiem. To nazywa się celebracja życia w stylu minimalistycznym! Możesz zrobić podobny eksperyment i sprawdzić, jakie to uczucie.

Przygotuj zatem dość duże naczynie i wsyp do niego ryż, do dwóch innych naczyń możesz wsypać fasolkę i ziarna kawy. Teraz powoli pozwól dłoni zanurkować w pierwszym naczyniu (a potem w kolejnych): poruszaj palcami, przesypuj ziarenka, badaj ich strukturę. Takie proste zajęcie może być swoistą medytacją mindfulness − kiedy skupiasz całą swoją uwagę na dotykaniu, jesteś w pełni obecny w tej czynności.

3. Lekcja delikatności od rośliny

Dotykanie rośliny rosnącej w naturze czy w doniczce może być dobrą nauką delikatności dla samego siebie. Dlaczego? Ponieważ gładząc z czułością liście czy kwiaty, aktywujemy w sobie ośrodek empatii, także empatii w stosunku do siebie.

fot. iStock fot. iStock

A zatem wybierz roślinę, z którą chcesz nawiązać dotykowy kontakt. Przybliż się do niej i pobądź chwilę w jej obecności. Oddychaj świadomie. Choć może wydać ci się to głupie, z pełnym szacunkiem i powagą zapytaj (na głos lub w myślach), czy możesz dotknąć jej liści – podobnie jak przed dotknięciem innej osoby warto upewnić się, czy jej to nie przeszkadza. Teraz zacznij bardzo powoli i delikatnie muskać liście rośliny samymi opuszkami palców. Pomyśl, że ta roślina odczuwa teraz twój dotyk i podziękuj jej za to doświadczenie. A teraz spróbuj podobnie, z łagodnością dotknąć swojej skóry, np. na dłoni, ramieniu, szyi czy klatce piersiowej.

4. Świadome przytulenie z kimś

Jeśli możesz przytulić się do bliskiej osoby, proponuję, aby ta przyjemna praktyka trwała minimum minutę. Stańcie naprzeciwko siebie i dotknijcie się klatkami piersiowymi, a może również brzuchem (to zależy od stopnia zażyłości). W trakcie takiego świadomego przytulania spróbuj zrobić kilka głębokich wdechów i długich wydechów. Twoje ciało zacznie się rozluźniać. Dzięki przytuleniu z bliską osobą twój poziom hormonów stresu obniży się, oddech i rytm serca uspokoją się, a mózg zacznie wydzielać więcej endorfin. W rezultacie poczujesz się lepiej fizycznie i psychicznie. Przytulanie może być naturalnym lekarstwem na stres, warto robić to kilka razy dziennie.

5. Miś do spania

Kiedy na warsztatach rozwojowych zajmujemy się tematem Wewnętrznego Dziecka, często polecam uczestnikom, aby kupili temu swojemu wewnętrznemu maluchowi misia. Najlepiej takiego, o jakim zawsze marzyli w dzieciństwie. Miś ma służyć do przytulania i do spania. Jaka jest z tego korzyść? Przede wszystkim to znakomite ćwiczenie, jeśli obecnie nie mamy się do kogo przytulić. Po drugie sam akt przytulenia działa pozytywnie na naszą psychikę: redukuje stres, lęk i poprawia pracę układu immunologicznego. Regularna praktyka przytulania misia, a nawet zasypiania z nim, wcale nie jest infantylna. To eksperyment, który może pomóc skontaktować się ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem i w pełni przyjąć go do swojego serca. Pozwolić mu być sobą. Polecam praktykować przez miesiąc.

fot. iStock fot. iStock

6. Chodzenie boso po trawie

Jest pewna indiańska pieśń, która mówi o naszym połączeniu z planetą (rdzenni mieszkańcy nazywają ją Matką Ziemią). Oto jej słowa: „Matko, czują cię stopy moje, Matko, słyszę serce Twoje” – powtarzane wielokrotnie. Kończy ją zaśpiew: heja heja heja heja heja heja hej. Pieśń zwraca naszą uwagę na to, że chodzenie na bosaka pozwala na bezpośredni kontakt z naszą planetą. Możemy ją wtedy lepiej poczuć i usłyszeć jej „bicie serca”.

fot. iStock fot. iStock

Z kolei nauczyciele medytacji z Dalekiego Wschodu mawiają, że świadome stąpanie po ziemi może być wspaniałą praktyką uważności. Mój nauczyciel mindfulness z Australii uczył nas świadomego chodzenia. Poczuj, jak jedna stopa dotyka ziemi od pięty po palce, a druga odrywa się od niej i przymierza do kolejnego kroku. Każdy element chodzenia może być praktyką uważności. Latem ćwicz ją w lesie lub w ogrodzie.

7. Dwie dłonie w dotyku

Wyobraź sobie, że twoje dłonie to dwie istoty. Pozwól im się lepiej poznać, ustaw naprzeciwko siebie. Prawa dłoń może reprezentować twój męski aspekt psychiki – bardziej zdecydowany, inicjujący i racjonalny, lewa – ten bardziej kobiecy, uczuciowy, intuicyjny i zmysłowy. A może jedna dłoń to twoja dorosła część, a druga to Wewnętrzne Dziecko?

Zastanów się: Co te dwie części ciebie do siebie czują? Czy chcą się bardziej poznać poprzez dotyk? A teraz niech zaczną się do siebie zbliżać. Która dłoń wyciągnie pierwsza palec, aby dotknąć drugiej? Jak ta druga na to zareaguje? Niczego nie planuj, niczego nie oceniaj (nie mów: „to głupie”). Po prostu pobaw się tym ćwiczeniem. Eksperymentuj do woli i ciesz się z odprężających efektów dotyku.

Na zakończenie praktyki potrzyj jedną dłonią o drugą, aby je rozgrzać, a następnie połóż obie na swojej twarzy i zacznij ją delikatnie dotykać. Czujesz przyjemne ciepło? W myślach lub na głos powiedz, za co sobie teraz dziękujesz. Początkowo może się to wydawać trudne, ale stopniowo przekonasz się, że to całkiem naturalne. To piękna praktyka samodocenienia i budowania poczucia własnej wartości.

Dagmara Gmitrzak, terapeutka holistyczna, trenerka rozwoju osobistego, nauczycielka technik relaksacji, autorka poradników psychologicznych.

  1. Psychologia

Przytul mnie mamo! O dziecięcej potrzebie dotyku

Dotyk nie jest zarezerwowany tylko dla małych dzieci. Jego potrzeba nigdy nie zanika. Także u nastolatków czy dorosłych. (Fot. iStock)
Dotyk nie jest zarezerwowany tylko dla małych dzieci. Jego potrzeba nigdy nie zanika. Także u nastolatków czy dorosłych. (Fot. iStock)
Gdy dziecko przechodzi trudne chwile, jak rozwód rodziców czy problemy w szkole, dorośli zwykle szukają pomocy terapeutycznej. Zapominają, że napięcia gromadzą się też w ciele, a wtedy cuda może zdziałać dotyk.

Moja córka chyba mnie nie lubi. Siada jak najdalej ode mnie, wrzeszczy, przeklina. Już nie pamiętam, kiedy ją pocałowałam….

Mój sześcioletni syn ma do mnie pretensje, że mam nowego partnera. Dosłownie ucieka na mój widok. Nie wiem już, co robić….

Odszedł od nas mąż. Mój synek zaczął się moczyć w nocy. Byłam u kilku psychologów, ale problem jest nadal….

To wypowiedzi zaniepokojonych mam, które chcą pomóc swoim dzieciom. Ale pomoc dla wielu rodziców oznacza działanie poprzez słowa, czyli dotarcie do umysłu dziecka. Rozmawiamy z nim, używamy racjonalnych argumentów, tłumaczymy, kierujemy do psychologa, aby „przegadać temat”, jakby umysł był jedynym kanałem oddziaływania. Kiedy chodzi o dorosłych, wszyscy mamy świadomość, że ciało i umysł są nierozerwalną jednością, że działania na ciało mają bezpośredni wpływ na psychikę. Dlaczego zapominamy, że tak jest również z dziećmi?

Deficyt czułości

Na kwestię dotyku patrzymy bardzo schematycznie. W naszej kulturze jest on zarezerwowany dla małych dzieci. Wiemy, że maluszka należy po kąpieli dotykać, pieścić, gładzić. To buduje więź, rozluźnia, pomaga na typowe problemy tego wieku, w rodzaju kolek jelitowych.

A co potem? Czy gdy dziecko ma cztery albo jedenaście lat, dotyk nagle przestaje mu być potrzebny? Przecież jesteśmy istotami społecznymi, łakniemy kontaktu z innymi, także fizycznego. Potrzeba dotyku nie zanika nigdy i dokładnie tak samo, jak w przypadku osób dorosłych, może pomóc w rozwiązaniu poważnych problemów psychologicznych.

Ile osób ma kontakt z ciałem twojego dziecka? Dziś takie pytanie brzmi groźnie. Przed oczami staje nam zły dotyk. Ze strachu przed niektórymi zdeprawowanymi dorosłymi, odcięliśmy dzieci od kontaktu fizycznego. Nie pozwólmy, by zły dotyk skazał nasze dzieci na bezdotykowe dzieciństwo. Zamknęliśmy furtkę prowadzącą przez ich ciało. Gdy dziecko się przewróci i mama je przytuli, ucałuje, chwilę pokołysze, emocja, jaką jest ból, nie odłoży się w ciele dziecka. Niestety, jeśli przykrość zdarzy się w szkole albo poza wzrokiem bezpośrednich opiekunów, raczej nie możesz liczyć na to, że wychowawczyni utuli płacz twojego dziecka.

Chłopcy a kontakt fizyczny

Dotyku szczególnie brakuje chłopcom. Dziewczynki mają przyzwolenie społeczne, żeby się trzymać ze ręce, obejmować, na wyjeździe spać razem w łóżku, tańczyć z koleżankami. Wolno im się nawzajem czesać i malować. Chłopcy są w tym obszarze pokrzywdzeni. Dziś system edukacji szkolnej poświęca sporo uwagi agresji, a szczególnie piętnowana jest agresja fizyczna. Gdy twój syn często bierze udział w bójkach, zazwyczaj skupiasz się wyłącznie na jednym aspekcie: kto zaczął. Tymczasem warto sobie uświadomić, że bójka bardzo skutecznie rozładowuje napięcie emocjonalne. Siłowanie się czy poklepywanie po plecach to czasem jedyny dotyk, jakiego doświadcza chłopiec. Jeśli twój syn lubi się bić, spójrz na to jak na poszukiwanie dotyku.

Inny problem, pojawiający się w rodzinach, w których nadal, niestety, kary cielesne są na porządku dziennym, to „proszenie się o lanie”. Zdarza się, że niektóre dzieci, dotyczy to szczególnie chłopców, wręcz je prowokują. Dlaczego? Bo dzięki temu mają bliski, bardzo intensywny kontakt fizyczny ze swoim rodzicem. Może się to wydać absurdalne, ale dziecko po prostu szuka jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, nawet bolesnego. Gdyby zamiast lania objąć syna i minutę mocno do siebie przytulać, jego zachowanie szybko by się poprawiło.

Dziewczynki i autodotyk

Kto ma w domu nastolatkę, ten wie, że dziewczynki w wieku 11–13 lat nagle przeżywają okres wzmożonego używania kosmetyków. Spędzają w łazience długie godziny. Co one tam robią? Dotykają się, ale nie w sensie seksualnym, co przeraża wiele mam. One się dotykają po prostu. Gładzą swoje włosy, masują skórę głowy, twarzy, dopieszczają swoje ciała, używając balsamów, mleczek czy pędzli do makijażu. Potrzebują kontaktu ze swoim ciałem i jest to całkowicie normalne. W tym okresie wzmożonego zainteresowania samą sobą warto pokazać córce korzyści płynące z dobrego kontaktu ze swoim ciałem. Nie wolno ośmieszać autodotyku, bo jest on często szybką formą radzenia sobie z problemami.

Gdy córka zwraca się do ciebie: „Mamuś, nie wiem, czy iść do Beaty” – wykorzystaj to jako okazję do nauczenia jej, że wiedzę można czerpać nie tylko z głowy, ale też ciała. „A co mówi twoje ciało? Wsłuchaj się w nie. Czy twoje ciało chce iść do Beaty?”. Dziecko powinno wynieść z domu odruch zainteresowania tym, co mówi jego ciało. Rozum to niejedyne źródło informacji. Ciało często krzyczy nam, czego chce, i warto, żeby dzieci ten krzyk umiały usłyszeć.

Terapeutyczna moc dotyku

Gdy dziecko doświadcza traumy, prowadzimy je do psychologa, żeby „przerobił z nim temat”. Może warto zacząć od pomocy naturalnej, czyli takiej, jaką może dać każda mama: od dotyku. Tylko jak dotknąć nastolatka, który ucieka przed każdym serdeczniejszym gestem? Jeśli twój nastoletni syn wyciera twarz po twoim buziaku i ucieka na widok wyciągniętych ramion, nie martw się. Zachowuje się typowo dla swojego wieku. Manifestuje niechęć wobec czułości, ale to nie znaczy, że jej nie potrzebuje. On już dowiedział się od społeczeństwa, że w naszej kulturze potrzeba dotyku jest „niemęska”. Dotyku łaknie jednak nawet człowiek, który uparcie go unika.

Nie zapominaj jednak o tym, że ty, jako matka, również go potrzebujesz. Gdy minie okres niemowlęcy, zostajesz drastycznie odcięta od źródła dotyku, jakim jest dziecko, podczas gdy ty nadal go potrzebujesz, żeby rozładować napięcia, także te związane z macierzyństwem. Głaskanie, przytulanie, chodzenie za rękę, całusek, tańce lub siłowanie się na ręce – potrzebne są i dziecku, i tobie. Nigdy nie wahaj się pytać swojego ciała, czego potrzebuje, i jeśli potrzebujesz bliskości fizycznej z własnym dzieckiem, nie czuj się winna odczuwaniu takiej potrzeby, nawet jeśli twoje dziecko to nastolatek. To, że chcesz mocno uściskać swoje prawie dorosłe dziecko, jest naturalne i zdrowe. A jeśli masz z dzieckiem złe relacje, pamiętaj, że o tym właśnie świadczy częstotliwość dotyku. Skorzystaj z tej zasady i za pomocą dotyku dotrzyj do swojego dziecka. Rób tak codziennie i zobacz, co się zmieni za pół roku. A zmieni się wszystko.

Jak reagować, gdy podejrzewasz, że dziecko doświadcza złego dotyku?

Jeśli dziecko wspomni, że nie lubi kogoś, to nawet jeżeli to będzie jego dziadek, bez specjalnego zainteresowania zapytaj dlaczego. Dzieci, jeśli mają z rodzicem dobre relacje i nie boją się agresywnej reakcji, powiedzą: „On mi robi tak, jak nie lubię”. Wtedy zacznij od całkowitego odcięcia dziecka od dorosłego, który wzbudza podejrzenia (nie informując go dlaczego), następnie wybierz się z dzieckiem na wizytę do psychologa, ale bez nazywania problemu. Nie należy informować dziecka, że jest „wykorzystywane”. To słowo nie jest mu potrzebne do zrozumienia sytuacji, w jakiej się znalazło.

Warto jednak pamiętać, że dzieci również odczuwają napięcie seksualne i żeby je rozładować, lubią fantazjować na tematy seksualne i je rysować. Rysunki nagich ciał, a nawet „złego dotyku”, które tak przerażają dorosłych, nie muszą od razu oznaczać, że dziecko jest wykorzystywane seksualnie.

Bardzo ważne jest, żeby obsesja złego dotyku nie zdominowała postrzegania wszelkich kontaktów z ciałem drugiego człowieka. Jeśli w ramach profilaktyki obciążymy dziecko strachem przed każdym dotykiem, wyrządzimy mu krzywdę.

  1. Seks

Rola dotyku w miłości

To, jak odbieramy dotyk, zależy w dużej mierze od emocji osoby, która nas dotyka. (Fot. iStock)
To, jak odbieramy dotyk, zależy w dużej mierze od emocji osoby, która nas dotyka. (Fot. iStock)
To od niego zaczyna się wszystko, co w miłości ważne. Za pomocą dotyku można przekazać zainteresowanie, miłość, zachwyt, ekscytację. Sztuki dawania i przyjmowania dotyku uczymy się przez całe życie. Jeśli w związku odnajdujemy rozkosz, to znak, że jesteśmy pojętnymi uczniami – mówi terapeutka Olga Haller.

Zdarza się, że ludzie nie potrafią dotykać. Zwykle wtedy nie chcą też, aby ich dotykano. Seks traktują wyłącznie jak akt kopulacji. Jestem pewien, że takie osoby nie były dotykane w dzieciństwie albo były dotykane źle.
A przecież pozornie dotyk to nic nadzwyczajnego – jeden ze zmysłów umożliwiający doświadczanie świata. Czujemy go już od pierwszych chwil życia: to miękkość matczynej piersi, pieszczota tulących dłoni. Dotyk może być delikatny i łagodny albo nerwowy i niepewny. To, jak go odbieramy, zależy w dużej mierze od emocji osoby, która nas dotyka. Widać to już u niemowlęcia. Kiedy dotyk opiekuna jest czuły i spokojny, dziecko poddaje mu się, rozluźnia, czuje się bezpieczne. Kiedy jest oschły i gwałtowny – napina się ze strachu. Dotyk jest najwspanialszym przekaźnikiem miłości, ale może też demaskować obojętność lub wrogość. Jego siłę poznajemy już we wczesnym dzieciństwie. Czujemy, jak bardzo jest ważny w kontaktach z ludźmi, także seksualnych. Te doświadczenia to fundament naszego zaufania do świata.

Wszystko to odbywa się w pierwszym i jednocześnie najważniejszym miłosnym związku – z matką. To od niej uczymy się, że fizyczny kontakt rodzi przyjemność, rozluźnienie, zaspokojenie, ukojenie. Ta nauka odbywa się właśnie poprzez ciało. Jej efekty w nas „wrastają”, budując naszą niepowtarzalną osobowość. I dlatego zrozumienie znaczenia tego okresu w życiu jest tak ważne. Oczywiście żadne dzieciństwo nie jest idealne. Wraz z tym, co pozwala nam się rozwijać, uczymy się jednocześnie tego, co kiedyś może nam przeszkadzać. Z czasem możemy więc na przykład odkryć, że mamy w kontakcie fizycznym zahamowania, które utrudniają nam nawiązanie intymnych relacji. Te blokady nie są nam dane raz na zawsze. Na każdym etapie życia mamy wpływ na swoje zahamowania i możemy je usuwać.

Można powiedzieć, że matka rzeźbi dziecko dotykiem, bo pamięć o jej dłoniach zostaje w nim na całe życie.
To prawda. Dotyk matczyny odgrywa ogromną rolę w akceptacji cielesności i rozwoju seksualności dziecka. W dzieciństwie nasze radary są bardzo wyczulone na przekaz, jaki ten dotyk niesie. Dziewczynka chłonie od matki praktyczną wiedzę na temat tego, jak traktować siebie, swoje ciało, narządy płciowe. I, niestety, często ten przekaz jest negatywny. Uczymy się, że pochwa, wagina to obszar podejrzany, którego nie należy obdarzać nadmierną uwagą, a przyjemne odczucia płynące z dotykania go są niewłaściwe. Chłopcy mają łatwiej. Odmienność płci między mamą a synkiem stwarza naturalną granicę dla matczynego wpływu. Chłopcy widzą też większą przychylność otoczenia dla zainteresowania swoimi genitaliami. Tak więc są wygrani: lepiej poznają własne ciała przez dotyk, przez co są z nimi bardziej zżyci.

Kiedyś walczono z masturbacją jak z diabłem. Miała niszczyć duszę i ciało. Iluż ludzi było udręczonych przez tę zbrodnię. Dzisiaj akceptuje się autoerotyzm, a nawet się go zaleca jako najlepszą metodę poznania własnego ciała. Może powinno się tego uczyć w szkole?
Wystarczy, że szkoła nie będzie straszyć, tylko zapewniać rzetelną informację. Także o tym, jak ważne jest poznanie własnego ciała. Aby dotykać innych, przyjmować dotyk i na niego odpowiadać, trzeba umieć dotykać siebie. Coraz więcej kobiet odkrywa, że mają prawo do dotykania siebie całej i do odczuwania przy tym przyjemności; że masturbacja nie musi budzić poczucia winy. Nadal jednak zaskakująco wiele nie ma o tym pojęcia.

W dzisiejszych czasach dużo mówi się o wolności i równouprawnieniu seksualnym kobiet i mężczyzn. Ale uważam, że przemiany kulturowe dotyczą przede wszystkim postaw i zachowań. Nasze najgłębsze przekonania o prawach do seksualności nie zawsze za nimi nadążają. Aby czerpać z tych możliwości, potrzebny jest czas na zmianę sposobu myślenia. Jesteśmy już na właściwej drodze. Myślę, że bardziej świadomie niż kiedykolwiek. Wiemy, że pełen uczucia i dobrych intencji dotyk uczy akceptacji własnego ciała i poszanowania jego granic. Wszystko, czego się na ten temat nauczymy, będzie obecne też w naszych związkach seksualnych.

Kobiety i mężczyźni dotykają inaczej. Inaczej też reagują na dotyk. Kobiety, jeśli nie są pokaleczone przez dzieciństwo, wydają się na niego o wiele bardziej otwarte.
Dotyk męski bywa zwykle twardszy, zdecydowany, częściej jest obcesowy czy nawet brutalny. Można powiedzieć, że jest bardziej nastawiony na cel. Typowy kobiecy dotyk jest miękki i łagodny. Częściej jest lekki i jakby nieśmiały. To bardziej odpowiedź niż aktywna akcja. Ale to wielkie uproszczenie – dotyk to sztuka! Najbardziej doceniana w starożytnych traktatach o sztuce miłosnej, na przykład w Kamasutrze.

Pokazują one, że między kochankami musi być czułość. Wiele o niej pisałem, także wierszy. Powiedz coś o czułości prozą.
To jakby w końcach palców, ustach znalazła się cała uwaga, zainteresowanie, miłość, serdeczność, zachwyt, chęć sprawienia przyjemności, zaopiekowania się, poznania, zauważenia... Czułość wymaga wrażliwości, uważności, finezji i swobody, a one rozkwitają w spontanicznej zabawie. Wszyscy lubimy się bawić, ale kto pozwala sobie na to w seksie? Zbyt często seks jest za poważny, zbyt szybki, rutynowy. Brakuje w nim odwagi i fantazji, a przecież dotyk może być potężnym bodźcem seksualnym, który wywołuje rozkosz.

To odkrycie towarzyszy już nastoletnim miłościom i fascynacjom. Pierwszy pocałunek to przecież dotyk warg. Zresztą ręce wtedy też zwykle nie są bezczynne.
Najpierw pracuje wzrok i wyobraźnia, zaraz potem pojawia się chęć zbliżenia do wybranej osoby i myśl o dotyku. Od niego zaczyna się to, co w seksie ważne. Wszyscy pewnie pamiętamy te gorące uczucia, które pojawiają się podczas pierwszych spotkań dłoni, pierwszych pocałunków, pierwszych pieszczot. Z nastoletnich erotycznych przeżyć kobiety przechowują w pamięci niecierpliwe dłonie chłopaków zsuwające się jak najszybciej w dół, a mężczyźni – swoje natarczywe myśli, żeby ona zrobiła wreszcie to samo. Bywa też odwrotnie – gdy nastolatki z zapałem i upodobaniem ćwiczą długo jakiś jeden rodzaj dotykowej pieszczoty. Potrafiłam godzinami siedzieć z chłopakiem w kawiarni, trenując sztukę erotycznego kontaktu dłoni! To były ekscytujące doznania. Osiągnęliśmy wtedy w tej dziedzinie mistrzostwo! I choć młodzieńcze lata minęły, umiejętności pozostały i cieszę się nimi nadal.

Kochankowie, dotykając się, uczą się nawzajem dotyku. Gdy się rozstają, są już ukształtowani. W kolejny związek wchodzą z pewną pamięcią o tym kontakcie. Dzielą się swoją wiedzą z nowym partnerem, jednocześnie zdobywając kolejne doświadczenia. Wzajemny dotyk jest jak woda dla kwiatów. Bez niego obumiera bliskość, a rośnie obcość.
Nie jest jednak dobrze, gdy dotyk jest zarezerwowany tylko dla seksu. I są tylko „stosunki małżeńskie”, a nie ma intymności, czułości i radości z dotyku na co dzień. Ale – z drugiej strony – w nadmiarze bliskości jest też zagrożenie. To codzienne przytulanie, głaskanie, masowanie, chodzenie nago, mycie pleców, smarowanie się maściami. Widzenie się nawzajem co dzień i co noc, w zdrowiu i w chorobie. Nie mówię tu nawet o zniechęceniu, lecz o zjawisku, które Esther Perel nazywa w „Inteligencji erotycznej” „flanelową nocną koszulą”. Dotyk, który powszednieje, powoduje, że zanika dystans, a więc też tajemnicza odrębność – warunek pewnego napięcia, iskrzenia. Dylemat kochającej się pary w stałym związku to jak być blisko, a jednocześnie zachować własne granice. Czym innym żywi się zażyłość i przyjaźń, a czym innym pożądanie. Więc jak karmić to „zwierzę”, które, by żyć, potrzebuje jednego i drugiego?

Dotyk i jego urozmaicanie nie wystarczą, by związek był trwały i szczęśliwy?
Nie wystarczą, ale są warunkiem koniecznym. Trafne zdaje się zdanie Anaïs Nin: „Miłość nigdy nie umiera śmiercią naturalną. Umiera, gdyż nie wiemy, jak uzupełnić jej źródło”. Dotyk może nam pomóc je zasilić. Zgłębiajmy więc jego sztukę.

  1. Zdrowie

Automasaż - jak samemu przynieść sobie ulgę w bólu?

Głęboki dotyk budzi do życia punkty w ciele, które stały się ściągnięte i odrętwiałe. (Fot. iStock)
Głęboki dotyk budzi do życia punkty w ciele, które stały się ściągnięte i odrętwiałe. (Fot. iStock)
Aby skorzystać z uzdrawiającej mocy dotyku, nie potrzebujesz drugiej osoby – sam możesz wiele dla siebie zrobić. Co powiesz na automasaż? Przyniesie nie tylko ulgę w bólu, ale też regenerację, relaks, więcej energii oraz – uwaga – odblokuje zastygłe uczucia.

Stosujemy go podczas zabiegów pielęgnacyjnych: wcierania kremu czy balsamu (fakt, zwykle mechanicznie). Nieraz sięgamy do własnych stóp, żeby je pomasować – niekoniecznie znając jakąś technikę. Czasem wybieramy energiczne pocieranie karku, głaskanie głowy, innym razem opukiwanie twarzy, a – nieco bardziej wtajemniczeni – grasicy. Podobno pobudzanie obszaru pośrodku klatki piersiowej wzmacnia odporność organizmu, zwiększa witalność. Używa się czterech palców obu dłoni i opukuje dość mocno przez jakieś 20 sekund. Ajurweda zaleca masaż ciepłym olejem sezamowym: smarujesz nim całe ciało, najlepiej od głowy do stóp. Stawy masujesz okrężnymi ruchami, kości – podłużnymi. Pozwalasz olejowi przeniknąć przez wszystkie siedem tkanek (co oznacza, że wstrzymujesz się z jego zmyciem przez 35 minut). Taki zabieg pomaga usunąć z organizmu toksyczną substancję (amę).

Coraz częściej w naszych praktykach autoterapeutycznych sięgamy po różne przyrządy, akcesoria do masażu. Mnie zainteresowały piłeczki, z którymi pracuje instruktorka jogi, Agnieszka Czumaj.

Poddaj się

Warszawskie studio Anya Yoga. Agnieszka Czumaj prowadzi tu zajęcia i warsztaty jogi jin. Ten rodzaj jogi pozwala ćwiczyć głębsze tkanki – więzadeł, ścięgien, stawów, powięzi. Najważniejsze jest tu rozluźnianie, a kluczowa jakość to poddanie się. Wszystko odbywa się powoli, z dużym szacunkiem dla ciała i jego ograniczeń. Dodatkowo Agnieszka – w ślad za swoją brazylijską nauczycielką, Betą Lisboa – łączy tę praktykę z automasażem piłkami. I to od niego zaczynamy zajęcia.

Każdy dostaje dwie gumowe piłeczki. W leżeniu na plecach podkładamy je pod siebie po obu stronach kręgosłupa, w jego górnej części. Potem zaczyna się rolowanie: przesuwamy piłki plecami w dół, aż do pośladków. W niektórych miejscach zatrzymujemy się, stosujemy nacisk. Agnieszka prosi, by nie spieszyć się, słuchać ciała. – Tą metodą można pracować na kilku poziomach: dotknąć tylko ciała albo wejść głębiej. Sięgnąć do napięć, dawnych albo całkiem świeżych. Uwolnić emocje.

Kładziemy się na brzuchu. Teraz będziemy już tylko leżeć na piłkach, które układamy kolejno w pachwinach, pod przeponą, mostkiem. – Jeśli nie wiesz, gdzie umieścić piłkę, jeśli czujesz duży ból albo nie czujesz nic, daj znać, podejdę – deklaruje instruktorka. Sama nigdy nie dotyka uczniów, nie próbuje wymuszać pozycji, dociskać. Przypomina o świadomości, czułości wobec siebie. O rozluźnianiu mięśni wokół uciskanego punktu, sprawdzaniu, czy nie zaciskamy szczęki. – Poczuj, że ciało rozlewa się miękko wokół piłki. Albo wyobraź to sobie. Daj temu czas – mówi.

Na innych zajęciach masujemy boki ciała. Najpierw łydka, udo – na siedząco. Potem (na leżąco) talia, pacha, wreszcie żuchwa. I znów: szukamy napięć, po czym uciskamy, rozmasowujemy, dbając o to, żeby reszta ciała była rozluźniona. Oddech kierujemy do dotykanych miejsc (pomaga głośny wydech). Wsłuchujemy się w niego. – Jeśli zauważasz, że urywa się albo że go wstrzymujesz, prawdopodobnie ingerencja jest zbyt duża. Możesz zmniejszyć siłę nacisku, wycofać się. Zwykle cenimy ruch do przodu, do tyłu niekoniecznie. Pozwól sobie na to – zachęca nauczycielka. Sugeruje, żeby po wyjęciu piłek spod ciała poleżeć, poczuć to, co zostało poruszone.

Obserwuj ból

W swojej pracy Agnieszka Czumaj czerpie też z doświadczeń Jill Miller, autorki „Autoterapii mięśniowo-powięziowej” (wyd. Galaktyka). Ta książka to fascynujący przewodnik po ciele i po metodzie rolowania. „Używając piłek, zmieniasz się w utalentowanego ślusarza, potrafiącego pokonać każdą założoną przez ból blokadę” – pisze Miller. I podkreśla, że taka interwencja zwiększa pewność siebie, daje dużą satysfakcję, poczucie sprawczości. Nie sugeruje, by rezygnować z pomocy specjalistów, ale w wielu sytuacjach możemy sami zadbać o swoje samopoczucie – jesteśmy biologicznie wyposażeni w zdolność samouzdrawiania.

– Preferuję połączenie tego automasażu z jogą jin, bo kombinacja tych technik daje świetne efekty, jedno wspiera drugie – radzi Agnieszka Czumaj. – Ale do ćwiczeń z samymi piłkami nie potrzeba nauczyciela, precyzyjnych instrukcji. Może po nie sięgnąć każdy. Turlać się po nich – w pozycji leżącej czy siedzącej – bawić się tym. Wspierając się książką Miller albo własną intuicją. Należy jednak przestrzegać pewnych zasad. Najważniejsza to obserwować ból, nie przekraczać granicy. Jeśli staje się ostry, intensywny albo pojawia się drętwienie, wycofujemy się z tego miejsca. Te odczucia są bardzo subiektywne, dlatego ważne jest, by wsłuchiwać się we własne ciało – podkreśla. Inna rzecz, o której należy pamiętać: podczas rolowania omijamy kości.

Głęboki dotyk budzi do życia punkty w ciele, które – z powodu skumulowanych napięć – stały się ściągnięte, odrętwiałe. Jednocześnie budzą się zamrożone w tych miejscach emocje. Mogą się aktywować dawne traumy. Jak się z tym obchodzić? – Czasem samo zauważenie tego, co się pojawia, bycie z tym może uruchomić proces uzdrawiania. Ważne, by przyjąć, że uwalnianie emocji jest istotnym elementem tej praktyki. Zaufać. Pomocna jest świadomość, że wydarza się tyle, na ile jesteśmy gotowi. Jeśli ktoś nie chce wchodzić zbyt głęboko w siebie, po prostu poturla się na piłkach, nie obdarzając tego ruchu szczególną uwagą, może nawet na nich zaśnie – śmieje się instruktorka.

Spektakularnych efektów tego dotyku doświadczyła na własnym ciele. – Zakochałam się w tej pracy, moje ciało wręcz organicznie jej potrzebowało. Nie ukrywam, że bywało też trudno: zaczęły mi się wyświetlać różne obrazy, dawne doświadczenia; spotkałam się z tym, co było gdzieś głęboko zakopane.

A dokładnie w systemie powięzi. – To rodzaj siatki, która spaja i przenika wszystkie organy, nerwy, mięśnie, kości. Jest częścią systemu nerwowego, ma własną inteligencję – wyjaśnia Agnieszka Czumaj. Co ciekawe, praca z powięzią wpływa na produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Dlatego automasaż wykonywany tą metodą ma wpływ na wygląd skóry, jej elastyczność, odżywienie, nawilżenie. Jill Miller porównuje piłki do gumowych skalpeli, zdolnych poprawić stan ciała bez napięć i szwów.

Nie dawaj rady

Korzyści z automasażu piłeczkami jest rzeczywiście dużo. Ulga w bólu, regeneracja, relaks, głębszy oddech, więcej energii... Rolowanie pozwala uwolnić napięcia, emocje, zmniejszyć poziom stresu, oczyścić organizm z toksyn (poprzez poprawę krążenia) i osiągnąć to, co Jill Miller nazywa „uczuciem fizycznego i psychicznego odświeżenia”. Inne bonusy to lepsza koordynacja ruchowa, większa świadomość ciała i coraz przyjemniejsze doznania podczas praktyki.

Piłki możesz kupić w sieci (na początku wybierz raczej te miękkie), zdaniem Agnieszki Czumaj mogą się sprawdzić nawet piłki do tenisa czy takie, które dajemy do zabawy zwierzętom (zalecana średnica 6,5–7 cm). Na niektóre partie ciała wystarczy jedna, ale zaopatrz się w dwie – choćby do pracy wzdłuż kręgosłupa. Gdzie je ułożyć, od czego zacząć? Nie ma to większego znaczenia, ale na początku omijaj najbardziej bolesny obszar. Masując plecy, możesz rozpocząć zarówno od górnej części, jak i od dołu (przemieszczanie się w dół sprzyja uziemieniu, w górę – podnoszeniu energii). Agnieszka Czumaj zachęca, by poświęcić więcej czasu pośladkom. – To znakomite miejsce do masażu – na leżąco, siedząco. Wiele osób odczuwa dolegliwości związane z przykurczem mięśnia gruszkowatego, który znajduje się w tym obszarze. Jego dysfunkcja może powodować bóle w części lędźwiowo-krzyżowej. Pas biodrowo-krzyżowy to rejon, któremu warto poświęcić więcej uwagi – zwykle jesteśmy tam bardzo pospinani.

Rolowanie można wykonywać nawet codziennie, leżenie na piłkach – nie częściej niż trzy razy w tygodniu (około trzech minut w jednym rejonie). – Trzeba jednak rozsądnie dawkować tę praktykę i uzupełniać ją jakimś wysiłkiem mięśniowym: aktywną jogą, tańcem, sztukami walki czy innymi dyscyplinami sportu – sugeruje Agnieszka Czumaj. Na szczęście podczas automasażu piłeczkami możesz samodzielnie regulować siłę bodźca. Jak? Unosząc różne części ciała albo wspierając się na klocku (w warunkach domowych sprawdzi się gruba książka). Zmieniając podłoże, na którym ćwiczysz (możesz to robić nawet na kanapie) albo wielkość, twardość czy liczbę piłek (mniejsza, bardziej twarda i pojedyncza równa się większy ból).

Jeśli wydaje ci się, że tych zaleceń jest dużo, zastosuj się do jednego, o którym mówi Jill Miller: połóż się i zacznij rolować. Zresztą nawet nie musisz się kłaść. Automasaż piłkami łatwo włączyć do planu dnia. Amerykanka podpowiada, by podkładać je pod plecy, gdy jedziesz samochodem albo gdy oglądasz film. Przyciskać do ściany podczas rozmowy telefonicznej. Rolować stopą w czasie zmywania naczyń. – Dajmy się pokierować ciału. Obserwujmy płynące z niego sygnały. Posłuchajmy, czego chce. Czasami jesteśmy tak zafiksowani na efekt, który chcemy osiągnąć, że ignorujemy ból. Albo zaciskamy zęby z nastawieniem „dam radę” – mówi Agnieszka Czumaj. – Dlatego na zajęciach powtarzam: „Nie dawajcie rady”. Raczej daj sobie uwagę, bądź w kontakcie, oddychaj.