1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 20 sposobów na szybkie odprężenie (2)

20 sposobów na szybkie odprężenie (2)

123rf.com
123rf.com
Gdy jesteśmy zmęczeni psychicznie czy fizycznie, organizm daje sygnał, że potrzebuje przerwy na odpoczynek. Często wystarczy mu naprawdę niewiele czasu, żeby poczuł się zregenerowany. Oto 20 sposobów, które pozwolą ci szybko nabrać sił.

Tutaj pierwsza cześć sposobów na szybkie odprężenie.

A jeśli uważasz, że nie masz czasu na odpoczynek, nie martw się. Wiele z tych sposobów zajmie ci zaledwie kilka minut.

11. Łagodny ruch

To nie musi forsująca aktywność, delikatny ruch może pomóc w wyzwolić stłumioną energię, uwalniając nas od skutków stresu. Już 15 minut spaceru energicznym krokiem przynosi taki skutek. Możesz też zrobić proste ćwiczenie: stań wyprostowana, przy wdechu podnieś ręce wysoko do góry nad głową, przy wydechu ugnij kolana, opuszczając ręce w kierunku podłogi, przy następnym wdechu wyprostuj się, znowu podnosząc ręce do góry.

12. Umyj zęby i twarz

Zazwyczaj tymi dwiema aktywnościami rozpoczynamy dzień. Takie rutynowe działania to dla mózgu sygnał, że wszystko jest w porządku i bierzemy się do roboty.

13. Skoncentruj się na kimś innym

Czasami najszybszym sposobem na relaks jest skupienie się na kimś innym niż sobie. Możesz zadzwonić do przyjaciółki i z uwagą jej wysłuchać. Twoja perspektywa od razu się zmieni.

14. Idź na trawę

Zieleń natury, kiedy otworzymy na nią zmysły, jest skutecznym uspokajaczem. Jeśli pogoda temu sprzyja, stań boso na trawie i głęboko oddychaj.

15. Bądź w chwili obecnej

Jeśli natrętne myśli zaprzątają twój umysł, wyjrzyj przez okno i uważnie patrz się na to, co przed tobą, wsłuchaj się w dźwięki, wdychaj zapach powietrza. Bądź całkowicie obecna w tym, co jest. Tylko to się teraz liczy, przyszłość nie nadeszła, czyli jej nie ma.

16. Zdrzemnij się

20-30 minut drzemki to jak miniwakacje, które nic nie kosztują a znakomicie odprężają.

17. Delektuj się zapachami

Doskonale odpręża zapach lawendy, mięty pieprzowej i róży. Otocz się tymi zapachami.

18. Zjedz coś na mieście

Zrób sobie święto i idź na dobry obiad. Zostaniesz obsłużona i nakarmiona, od razu poczujesz się lepiej.

19. Zrób sobie przerwę w łazience

Kiedy czujesz się źle i jesteś poza domem, ucieknij do łazienki. Zamknij oczy i wolno oddychaj, przy każdym wdechu i wydechu licz do trzech. Powtórz to 3-4 razy. Potem oddychaj przez kilka minut normalnie, powtarzając sobie: „Jestem odprężona”.

20. Dowiedz się, co działa na ciebie

Jedni najlepiej relaksują się, szybko biegając, inni, siedząc na kanapie i jedząc ciasteczko. Metodą prób poszukaj najlepszej dla siebie strategii na szybkie odprężenie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

W czym pomaga nam medytacja? Co zmienia?

Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów... (fot. iStock)
Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów... (fot. iStock)
Dzięki niej nie staniesz się wyższy ani przystojniejszy – twierdzi dziennikarz Dan Harris. I jak zaznacza autorka tego tekstu - ta ścieżka bywa wyboista. A jednak – przekonują – medytacja to potężne narzędzie, które pozwala być spokojniejszym, szczęśliwszym i bardziej odpornym na kryzysy.

W wieku 28 lat narodziłam się na nowo. Choć brzmi to pompatycznie i mało wiarygodnie, dokładnie tak czuję. Właściwie nie było to jedno, spektakularne wydarzenie, tylko ciąg wielu małych następujących po sobie „przebudzeń”. „Słyszałaś o technikach oddechowych i medytacji? Odmieniły moje życie! Pomogły mi spojrzeć na wszystko z dystansu” – mówiła w trakcie wywiadu pewna młoda aktorka. Zabrzmiała na tyle wiarygodnie, że choć niepewnie i trochę wbrew sobie, postanowiłam pójść na warsztat medytacji, a później napisać o nim tekst. Nie wszystko w jego trakcie mnie przekonało, umysł opierał się i podpowiadał ucieczkę. Z trudem wytrzymałam 6 dni bez alkoholu i papierosów, które na tamtym etapie były stałym elementem mojego życia – ale udało się. Na kilka chwil – nie wiem, czy długich, czy całkowicie krótkich – udało mi się wyciszyć wszystkie głosy w głowie. Dotknęłam czegoś nienamacalnego, ulotnego i trudnego do opisania. Poczułam szczęście płynące z samego środka, niezwiązane z żadną konkretną rzeczą czy osobą, nienarwane, wypełniające radością i spokojem. Coś się we mnie zmieniło. Kilka miesięcy później wyjechałam do Indii.

Sztuka nicnierobienia

Medytacja to sztuka nicnierobienia” – usłyszałam w aśramie Fundacji Art of Living w Indiach. To do dziś najbardziej precyzyjna definicja, z jaką się spotkałam. Nierobienie niczego w pierwszych dniach pobytu było tak przytłaczające, że miałam ochotę krzyczeć i uciekać. Dni wypełniały długie medytacje i cisza, znów medytacje i znów cisza. Tylko że w owej ciszy dużo głośniej słyszałam wszystko, co wcześniej zagłuszałam alkoholem, narkotykami i burzliwymi relacjami. Nagle bez tych zagłuszaczy wypierane emocje wylały się na moją „wyciszoną głowę” niczym wiadro pomyj. Kiedy miałam wrażenie, że mnie zaleją, medytacja pomogła mi nabrać dystansu. Spojrzeć na lęki, stres i frustracje z zupełnie innej perspektywy, skonfrontować się z nimi i dotrzeć do samego środka.

Yogi Bhajan, twórca jogi kundalini, powiedział, że medytacja jest jak sprzątanie domu. Robiłam więc gruntowne porządki. Na początku wcale nie lubiłam medytować. Zamykałam oczy i z wyjątkiem kilku magicznych momentów nie byłam w stanie uwolnić głowy z myśli. Szybko zobaczyłam, że im mocniej z nimi walczę, im bardziej chcę się ich pozbyć, tym silniej wracają. „Pozwól im płynąć jak chmurom przepływającym po niebie” – mówił głos prowadzącego. Denerwował mnie, chciałam go zagłuszyć. W końcu posłuchałam i wtedy z każdym kolejnym wdechem i wydechem odczuwałam coraz mniej złości, a umysł produkował o wiele mniej myśli. Po 3 tygodniach wróciłam do Polski. Miałam wrażenie, że unoszę się nad powierzchnią. Choć szybko wróciłam na ziemię, wydarzył się kolejny mały wielki cud. Po latach zmagań wygrałam z nałogiem. Gdzieś między kolejnymi medytacjami, asanami i oddechami przestałam mieć ochotę się niszczyć.

Szczęśliwsza o…

Zasadniczo jestem pogodnym facetem. Zdarzają się jednak chwile, kiedy moja wewnętrzna rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. W książce przywołuję przede wszystkim takie właśnie trudne sytuacje. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy pozwoliłem, aby głos w mojej głowie się rozszalał…” – zatrzymałam się na wstępie książki „Szczęśliwszy o 10%” Dana Harrisa (wyd. Samo Sedno). Poczułam, że autor i ja mamy – a właściwie mieliśmy – ze sobą wiele wspólnego. Oboje poznaliśmy, na czym polega perfekcjonizm, balansowanie na skrajnościach, niechęć do nudy, zamiłowanie do pisania, do rywalizacji i w końcu do narkotyków (w szczególności do euforycznej kokainy). To dzięki niej – tak jak Dan – przeżyłam kilka najszczęśliwszych i jednocześnie najbardziej upodlających momentów w życiu. Tak jak Dan doświadczałam następnie powolnego spadania, zamartwiania się, poczucia winy, okresowych stanów depresji, a nawet ataków paniki. Też przez wiele lat zmagałam się z „rozszalałym głosem w głowie”. Podobnie jak on w krytycznym momencie życia trafiłam na medytację. Czy dzięki niej jestem szczęśliwsza o tytułowe 10%? Nie wiem. Wiem natomiast, że zdecydowanie rzadziej miewam napady depresji. Z drugiej strony praktycznie już nie odczuwam euforii. Kiedyś tęskniłabym za tym intensywnym, roztrzęsionym stanem – dziś preferuję nudę i bezmyślność. Rzadziej się złoszczę. Choć nie! Złoszczę się nadal, ale łatwiej jest mi złości nie ulegać, nie stawać się nią. A gdy jednak tak się zdarzy, nie zanurzam się już na całe godziny, a nawet dni w poczuciu winy.

Jestem pewniejsza siebie, a mniej zadufana w sobie. Łatwiej się koncentruję. Praktycznie przestałam korzystać z kalendarza. Mniej pracuję, ale jestem bardziej wydajna. Nauczyłam się działać intuicyjnie. Siadam nad białą kartką papieru, zamykam oczy, przenoszę uwagę do wewnątrz. Głowa opada mi swobodnie, opróżnia się z myśli. Wówczas pojawiają się najlepsze pomysły, czasem mam wrażenie, że przychodzą znikąd. Przenoszenie uwagi na oddech nauczyło mnie pokory. Trudniej jest mi teraz rywalizować i manipulować. Szczególnie ciężko przychodzi mi okłamywanie samej siebie i najbliższych. Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów, bo nie podkręcają już twojego poczucia wartości, a spełnianie pozornie nieosiągalnych marzeń i wspinanie się na kolejne trudne do zdobycia szczyty nie daje ci tyle frajdy co kiedyś. Ale – jak mawiają oświeceni mistrzowie – z jednej strony szczytu czai się smutek; po drugiej czeka pełnia. Ty siedzisz na płocie.

Najlepsza amortyzacja

Historia moja i historia Dana Harrisa są jednymi z wielu podobnych do siebie. Każdy z nas w pogoni za szczęściem i fasadowym poczuciem wartości sięgnął swojego dna. I właśnie tam poczuliśmy, że wszechświat wyciąga do nas rękę. Złapaliśmy się jej i z nadgorliwością neofity pragnęliśmy uratować cały świat, w efekcie znów za bardzo się nakręcając. W końcu zrozumieliśmy, że liczy się jedynie droga, która prowadzi do równowagi. Bywa wyboista, ale medytacja to najlepsza amortyzacja. „Oczywiście nie jest ona żadnym cudownym lekarstwem. Dzięki niej nie staniesz się wyższy ani przystojniejszy. Nie rozwiążesz też wszystkich twoich problemów. Odrzuć książki specjalistów od duchowości, którzy obiecują natychmiastowe oświecenie. Z mojego doświadczenia wynika, że dzięki medytacji człowiek staje się szczęśliwszy o 10%. Ta liczba nie jest oczywiście wynikiem jakichś skomplikowanych badań naukowych. Ale musisz przyznać, że to całkiem niezły zwrot z inwestycji” – pisze Harris.

Korzyści z medytacji – udowodnione naukowo

Badania nad skutecznością medytacji prowadzone są od lat 50. XX wieku. Czego dowodzą?
  1. W trakcie medytacji nasz mózg przełącza się na fale alfa (niskie) i fale theta (wysokie). Te pierwsze związane są z byciem „tu i teraz”, kreatywnością, odpoczynkiem i pełnym dostępem do obu półkul mózgu. Z kolei fale theta połączone są ze stanem głębokiej medytacji. Zwiększanie fal theta w trakcie medytacji pobudza intuicję, wpływa na poprawę kreatywności, wspomaganie procesów uczenia się i łagodzi stres. Dlatego osoby regularnie praktykujące medytację są zrelaksowane, ale jednocześnie dużo bardziej uważne.
  2. Jak twierdzi Karolina Zarychta, psycholożka zdrowia i psychoterapeutka z Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w USWPS we Wrocławiu, medytacja jest skuteczna w obniżaniu poziomu stresu, lęku, poprawianiu nastroju oraz w leczeniu wielu zaburzeń, np. depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania.
  3. Hinduscy badacze, Wanpen Turakitwanakan, Chantana Mekseepralard oraz Panaree Busarakumtragul, udowodnili, że medytacja skutecznie obniża poziom kortyzolu i zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób będących skutkiem chronicznego stresu (zaburzenia psychiczne, wrzody żołądka i migreny). Według ekspertów powinna być stosowana jako uzupełnienie konwencjonalnej terapii.
  4. Odpowiednio dobrane techniki oddechowe i medytacja pomagają obniżyć ciśnienie krwi. Tym samym zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia i są zalecane przez kardiologów.
  5. Badania neuroobrazowania pokazują, że osoby od lat medytujące mają więcej substancji szarej w hipokampie. Ta część tzw. układu limbicznego jest związana z pamięcią oraz reakcjami emocjonalnymi. Co ciekawe, zmiany można zobaczyć również w korze czołowej. U osób, które medytują, odnotowuje się zwiększenie gęstości neuronów w tym obszarze. Dodatkowo medytacja zmniejsza zagęszczenie komórek nerwowych w prawej części ciała migdałowatego. Dzięki temu łatwiej radzimy sobie z gniewem, strachem i smutkiem.

Karolina Szaciłło: dziennikarka, współautorka książek z dziedziny dietetyki. Z mężem Maciejem prowadzi warsztaty i bloga www.medytujemy.pl, łącząc medytację ze zdrowym odżywianiem.

  1. Styl Życia

Czy każdy z nas ma szansę na oświecenie?

Wszyscy jesteśmy więźniami naszych pomysłów, idei, teorii, konceptów, sposobu myślenia, opinii. Skoro jednak zbudowaliśmy własne więzienie, to mamy klucz, żeby siebie z niego wypuścić (fot. iStock)
Wszyscy jesteśmy więźniami naszych pomysłów, idei, teorii, konceptów, sposobu myślenia, opinii. Skoro jednak zbudowaliśmy własne więzienie, to mamy klucz, żeby siebie z niego wypuścić (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Czy można osiągnąć oświecenie w jedno popołudnie? Roshi Genpo Merzel, mistrz zen, twierdzi, że tak. Chodzi o to, by przestać się utożsamiać z głosem, a właściwie głosami, jakie ciągle słyszymy w swojej głowie.

Czy można osiągnąć oświecenie w jedno popołudnie? Roshi Genpo Merzel, mistrz zen, twierdzi, że tak. Chodzi o to, by przestać się utożsamiać z głosem, a właściwie głosami, jakie ciągle słyszymy w swojej głowie. I nie oznacza to wielogodzinnej medytacji w ciszy, ale rozmowę w luźnej atmosferze. A gdy robi się zbyt poważnie, Roshi przerywa i mówi: „Nie macie z tego w ogóle żadnej radości!”

Ponad 50 osób na sali. Większość z nich uczestniczyła w porannych warsztatach Roshiego, ale z ciekawości i potrzeby przyszli także na popołudniowe. Roshi śmieje się, że choć już są oświeceni, to jednak dopiero od kilku godzin, więc jest nad czym pracować. W końcu jemu przejście od niedojrzałej fazy bycia oświeconym do tej dojrzałej zajęło 15 lat. Roshi Dennis Genpo Merzel (Genpo jest jego buddyjskim imieniem) jest mistrzem zen (Roshi oznacza mistrza), uczniem słynnego mistrza Taizana Maezumiego. Założył międzynarodową grupę buddyzmu zen Kanzeon International Sangha z siedzibą w Salt Lake City. Polską grupę przez długi czas prowadziła jego spadkobierczyni, Małgorzata Braunek.

Zrzuć skorupę

– Czy wiecie, jak rosną homary? – zaczyna Roshi. – To ciekawe, bo robią to dokładnie jak my – dodaje. Otóż homar rośnie wewnątrz swojej skorupy, a gdy ta staje się zbyt ciasna i zaczyna go uwierać, długo waha się, czy ją zrzucić. Pozbycie się jej uczyni go wprawdzie bezbronnym, ale pozostawienie jej skazuje go na ból. W końcu homar zrzuca skorupę, chowa się pod skałą i czeka, aż wyrośnie mu nowy pancerz. Tak się dzieje za każdym razem, gdy skorupa znowu okazuje się za mała. Podobnie jest z ludźmi, tyle że naszą skorupę tworzą przekonania, sposób myślenia, nawet nasze opinie. Jesteśmy tak do nich przywiązani, że wolimy mieć rację niż być szczęśliwi. I w końcu ta potrzeba posiadania racji zaczyna nas uwierać, ale boimy się, że – porzucając swoje przekonania i opinie – staniemy się bezbronni. Praktyka zen mówi, że trzeba zrzucić skorupę. – Nikt nie robi skorupy dla homara, on sam ją wytwarza. W jakimkolwiek więzieniu jesteś, sam je sobie budujesz – kończy Roshi i dodaje: –  Mam dla was dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że wszyscy jesteśmy więźniami naszych pomysłów, idei, teorii, konceptów, sposobu myślenia, opinii, nawet jeśli przyszły od innych autorytetów, to przyjęliśmy je jako swoje. Dobra wiadomość jest taka, że skoro zbudowałeś własne więzienie, to masz klucz, by siebie z niego wypuścić. Nie ma zewnętrznego autorytetu, który mógłby ci pomóc. Możesz liczyć na to, że praktyka zen cię wyzwoli, ale drzwi musisz otworzyć sam – kończy.

Gdy Budda przebudził się ze swojego koszmaru, iluzji, powiedział: „Jestem przebudzony. I wszyscy inni też są, tylko że ja to sobie uświadamiam, a inni jeszcze nie”. – Jesteście całkowicie przebudzeni, tylko w to nie wierzycie. Wolicie inwestować w prawo do posiadania racji niż w bycie wolnym i szczęśliwym – mówi Roshi. – Kiedy w końcu zrzucamy swoją skorupę, stajemy się bezbronni. Podobnie kiedy tracimy kogoś, kogo kochamy, przechodzimy wtedy przez proces żałoby i smutku, który czyni nas bezbronnymi. Mówimy, że mamy złamane serce, ale ono jest tylko odsłonięte, bo pękła otaczająca je skorupa. I chociaż jesteśmy wtedy bezbronni, to z drugiej strony właśnie teraz możemy poczuć prawdziwą bliskość. Kiedy przechodzimy proces smutku i żałoby, ciężko jest nam zobaczyć w nim coś pozytywnego. Ale jeśli przejdziemy przez ten trudny czas, wszystko się zmieni. Zaczniemy dostrzegać jasną stronę sytuacji, dojrzejemy – puentuje Roshi. I proponuje: – A teraz zróbmy trochę Big Mindu.

Głosy w nas

Big Mind to słowo klucz tych warsztatów. Autorska metoda rozwoju osobowości Roshiego Genpo, proces, który prowadzi do oświecenia. Big Mind łączy w sobie mądrość Zachodu i Wschodu, czerpiąc zarówno z mistycznych doświadczeń autora i praktyki zen, w tym medytacji, jak i z psychologii głębi, technik psychologii Gestalt oraz terapii Junga, jako że mistrz sam przed laty był terapeutą Gestalt. Roshi wykorzystał tu zwłaszcza metodę Hala i Sidry Stone’ów, pary terapeutów, który stworzyli tzw. Dialog z Głosami. Koncepcja ta zakłada istnienie w człowieku kilku osobowości, które często dochodzą do głosu, i z którymi błędnie identyfikujemy się, jako z prawdziwym „ja”. Podczas rozmowy z tymi osobowościami przenosimy je do naszej świadomości, dzięki czemu przestają nami rządzić. Tę samą metodę rozmowy z głosami możemy wykorzystać w rozwoju duchowym, podczas kontaktu z Absolutem, czyli właśnie Big Mind, Wielkim Umysłem.

Prosimy o rozmowę z głosami, by poznać ich prawdziwą naturę, zdecydować, czy chcemy być oświeceni i przejąć odpowiedzialność za swoje życie, czy też pozostać nieświadomi i żyć w złudzeniu, a tym samym pozwolić, by głosy nami kierowały.

Bąbelek, który chce być większy od oceanu

Kluczowym pojęciem w Big Mind jest „self” czyli „ja”. To nasz Umysł Dualny, głos, z którym mamy do czynienia na co dzień, z którym się utożsamiamy. W rzeczywistości to głos ograniczony, a jednocześnie różnicujący świat na tu i tam, nas i innych, podmiot i przedmiot, złe i dobre. Aby wyjść poza te ograniczenia, musimy skontaktować się z Umysłem Niedualnym, który nie rozróżnia, nie ocenia, tylko obserwuje – Absolutem.

Jak mówi Roshi, „self” uważa siebie za najważniejsze, ustawia siebie w centrum wszechświata. – Nasza prawdziwa natura to ocean, a „self” jest jedynie bąbelkiem na jego powierzchni. Tych bąbelków jest milion i każdemu z nich się wydaje, że jest najważniejszy i nie może pęknąć, bo świat się wtedy rozpadnie. Ten bąbelek zbudowany jest z naszych napięć – tłumaczy Roshi. – Dlatego tak bardzo boimy się śmierci i utraty siebie. Tak długo jak identyfikujemy się z bąbelkiem, tak długo jesteśmy spięci, zestresowani. Żeby się rozluźnić, musimy puścić bąbelek. Boimy się jednak, że wówczas stracimy pewną wersję siebie, w którą wierzymy. To prawda, stracimy ją, ale wtedy staniemy się oceanem, czyli naszą prawdziwą naturą – dodaje.

Przejmij odpowiedzialność

Roshi: Czy mogę rozmawiać z głosem, który jest już oświecony, ale „self” sobie tego jeszcze nie uświadomiło? Powiedzcie, jak zachowuje się „self”, kiedy nie wie, że jest oświecone? Uczestnicy: Jest pełne lęku.

Jaki to lęk? Przed nowym, przed wszystkim, przed śmiercią, chorobą, samotnością, odrzuceniem, utratą kontroli.

Jak zachowuje się „self” pod wpływem lęku? Ocenia, kontroluje sytuację, zrzuca odpowiedzialność na inne osoby. Koncentruje się na wizerunku, myśli o tym, jak inni je odbierają, cały czas ocenia, czy sytuacja jest dobra czy zła.

– Kiedy rozmawiamy z głosem, który jest oświecony, to, co z was wypływa, nazywamy mądrością – tłumaczy Roshi. – Ale wyobraźcie sobie, że rozmawiamy z kimś, kto jest oświecony, ale „self” tego jeszcze nie wie. Budda nazwał ten stan złudzeniem. Choć jesteśmy oświeceni, zachowujemy się jak nieświadomi. Jesteś tu cały czas – oświecony – ale „self” nie wierzy, że tu jesteś. Nie wierzy, bo nie chce uwierzyć, że jest całkowicie odpowiedzialne za swoje życie. Dlatego wybiera złudzenie. Wiedząc, jak się sprawy mają, dostajemy klucz i wolność wyboru. Możemy powiedzieć: „Wybieram bycie w złudzeniu, nieświadomości”, ale możemy też wybrać niebycie w złudzeniu. A kiedy coś wybieramy, bierzemy za to odpowiedzialność – kwituje Roshi. I dodaje, by rozluźnić poważną atmosferę: – Mój nauczyciel powiedział, że woli żyć w złudzeniu, bo to jest zabawniejsze.

Warsztaty trwają. Genpo po kolei rozmawia z pełni oświeconym, świadomym, przebudzonym „ja”, oraz z nieświadomym „ja”, które nie wie, że żyje w złudzeniu. Za każdym razem pyta głosy, jak się czują w danej sytuacji. Na koniec prosi o rozmowę z głosem, który obejmuje w pełni świadome i oświecone „ja” oraz w pełni nieświadome, żyjące w złudzeniu „ja”.

– Kiedy ktoś myśli, że jest oświecony, to pozostaje nieświadomy, w złudzeniu, a gdy ktoś myśli, że żyje w złudzeniu, to właśnie jest oświecony. To od nas zależy, czy jesteśmy jednym czy drugim – podsumowuje Roshi. – Do nas należy głos Ostatecznego Autorytetu. Nie znajdziemy w tej kwestii akceptacji pochodzącej z zewnątrz, czyli tam, gdzie autorytetu szuka nasze dualne „self”. To my jako ostateczny autorytet musimy zaakceptować, przyjąć nasze „self” takim, jakim ono jest, z pełnym uznaniem.

Czy czuję się oświecona? Raczej zdezorientowana. Ale pocieszam się, bo po pierwsze praktyka czyni mistrza (dosłownie!), a po drugie, jak mówi Roshi, różnica między oświeceniem a nieświadomością jest taka, że złudzenie uważa, że jest jakaś różnica między tymi stanami, a oświecenie wie, że jej nie ma.

Jak patrzeć na siebie z boku? - wyjaśnia Roshi Genpo Merzel

Jak na co dzień panować nad głosami w swojej głowie, które zatruwają życie i chwieją poczuciem własnej wartości? Tu potrzeba medytacji, by móc oglądać, patrzeć na te myśli, pozwolić, by one przyszły, bez oceniania ich, bez krytyki, bez preferencji. Nie zastanawiamy się, czy one są złe albo dobre, pozwalamy im przyjść i odejść. To trochę jak z czystym niebem, na którym pojawiają się chmury. A niebo ich nie ocenia, tylko obserwuje. Problem polega na tym, że gdy umysł otrzymuje te niepokojące myśli, odbiera je jako prawdziwe, jako coś wielkiego. Ale tak naprawdę możemy je tylko obserwować i pozwolić im odejść, traktować je jak bąbelki na powierzchni wody, nie utożsamiać się z nimi.

Bardzo trudno jest widzieć siebie takim, jakim chcemy, ale ważne, by być otwartym na ludzi, którzy nas znają, kochają i którym na nas zależy. Pozwólmy im opowiedzieć nam o nas, wysłuchajmy, co chcą nam przekazać, to ma ogromną wartość i moc. Można też wyjść z własnego „self”, zadać sobie interesujące pytania – wtedy jesteśmy szczerzy, bo nie identyfikujemy się ze sobą, z własnym „self”, patrzymy na siebie z boku. Teraz ważna rzecz: jeśli kogoś nie lubimy lub nie akceptujemy jakiejś cechy w tej osobie, możemy być pewni, że mamy tę cechę w sobie. Po prostu nie dopuszczamy jej do głosu, albo wiemy że jest, tylko negujemy jej istnienie.

Mamy wiele twarzy, jak odróżnić fasadę od prawdziwego „ja”? Właściwie wszystko, co myślimy o sobie, co jakoś nas określa, jest fasadą. „Self” samo w sobie jest puste. Ale to jest piękne, bo oznacza, że możemy odłożyć na bok fasady i rozmawiać z prawdziwym „ja”. Mówimy: pozwól mi porozmawiać z fasadą. W naszym trójkącie na jednym rogu podstawy mamy fasadę, na drugim prawdziwe „ja”. A na wierzchołku, gdzie fasada jest prawdziwym „ja”, a prawdziwe „ja” fasadą, możemy wybrać, na co się decydujemy, możemy się zmieniać, być bardziej elastyczni. Ważne, żeby wiedzieć, na co się godzimy. Chodzi nie tyle o wybór, ile o świadomość wyboru, jakiego dokonujemy. To tak jak z byciem raz szczodrym, raz skąpym. Możemy być i tacy, i tacy, nie musimy tego akceptować, wystarczy, że przyznamy, że jesteśmy raz tacy, a raz tacy.

  1. Materiał partnera

Czy CBD może pomóc na stres?

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Stres nie tylko powoduje  napięcie czy zdenerwowanie – może także przyczyniać sie do bólów głowy, w tym migreny, a także bezsenności czy nawet problemów z trawieniem. Przewlekły odczuwanie nadmiernych poziomów stresu może prowadzić do poważnych konsekwencji dla naszego zdrowia. CBD znane jest ze swoich właściwości, które pomagają naszemu organizmowi się zrelaksować, co poprawi samopoczucie fizyczne, jak i psychiczne. Jeżeli Twój tryb życia sprzyja nadmiernemu stresowi, warto wkomponować w niego dzienną dawkę CBD.

Jak stres wpływa na nasze zdrowie?

Poczucie stresu to odczuwanie ciągłego napięcia i bycia „pod presją”. Jego źródłem mogą być różne sytuacje życia codziennego: praca, życie prywatne, problemy finansowe czy zdrowotne. Bez względu na źródło stresu, jego skutki mogą być podobne.

Początkowo stres odczuwamy jedynie w postaci poczucia zmartwienia i napięcia. Często nie możemy nawet na chwilę zapomnieć o naszych problemach, co może przekładać się na problemy z zasypianiem i bezsenność. Poczucie przytłoczenia problemami może odzwierciedlać się w naszej postawie – często podświadomie napinamy mięśnie czy zaciskamy zęby. To może prowadzić do odczuwania bólu mięśni i kręgosłupa, a także do uszkodzeń szkliwa, a w konsekwencji próchnicy.

Stres ma tez konsekwencje, które nie są od razu odczuwalne i mogą pojawić się dopiero po latach takiego trybu życia – nadciśnienie tętnicze czy problemy gastrologiczne takie jak np. wrzody żołądka.

Wpływ CBD na nasz poziom stresu

CBD to substancja naturalnie występująca w roślinach konopi substancja. Jest to kannabinoid, który jest dobrze przyswajany przez ludzki organizm – obecny w naszym ciele układ endokannabinoidowy sam je produkuje. Ten układ, choć mało znany, odpowiada za zachowanie w naszym organizmie homeostazy, czyli stanu równowagi.

Ciśnienie krwi, nasz sen, odczuwany przez nas nastrój – czyli wszystkie funkcje, na które destrukcyjny wpływ ma stres – są regulowane właśnie przez układ endokannabinoidowy. Przyjmowanie CBD może pomóc z odzyskaniu tego stanu równowagi.  Jak CBD wpływa na odczuwany przez nas stres?

- poprawia nastrój: CBD bezpośrednio wpływa na nasz nastrój, dlatego też może zredukować odczuwanie napięcia, przytłoczenia i zdenerwowania;

- uspokaja: dzięki CBD możemy przestać nieustannie rozmyślać o naszych stresorach, dzięki czemu łatwiej będzie nam się skupić na obowiązkach lub zwyczajnie na chwilę odpocząć od powracających czarnych scenariuszy;

- pomaga się zrelaksować: kiedy odczuwamy silny stres, relaks i odpoczynek są praktycznie niemożliwe. CBD może powodować odczucie wewnętrznego spokoju, dzięki czemu będziemy mogli w końcu zrelaksować nie tylko nasz umysł, ale także mięśnie i spokojnie zasnąć.

Przyjmowanie CBD na stres

Jeżeli uważasz, że możesz skorzystać na przyjmowaniu CBD w celu ograniczenia skutków stresu, musisz najpierw znaleźć dla siebie odpowiedni produkt. Obecnie CBD występuje w przeróżnych formach – począwszy od klasycznych olejów, przez olejek CBD zamknięty w wygodnych kapsułkach, aż po kosmetyki z dodatkiem CBD. Dawkowanie każdego z nich jest zupełnie indywidualną kwestią, dlatego też warto zacząć od mniejszej dawki i obserwować jej efekty, a następnie ewentualnie ją zwiększać.

Bardzo ważne jest także wybranie odpowiedniego produktu – ponieważ CBD ciągle ma status suplementu diety, nie wszyscy producenci poczuwają się do obowiązku przestrzegania standardów. Warto poszukać firmy, która oferuje produkty CBD najwyższej jakości – tak, aby nie tylko nam nie zaszkodziły, ale możliwie jak najbardziej pomogły.

Dobre produkty CBD

Szukając najlepszych produktów CBD, warto zwrócić uwagę na ofertę firmy Cibdol. Pełną ofertę produktów CBD znajdziemy na stronie: https://www.cibdol.pl. Ta marka jest znana od lat na europejskich rynkach ze swojej wysokiej jakości wyrobów CBD. Do produkcji używane są wyłącznie organiczne uprawiane konopie, a wszystkie produkty przechodzą testy w niezależnych laboratoriach. Dzięki temu klienci mogą mieć pewność, że wskazywane przez producenta stężenie CBD w produkcie rzeczywiście jest zgodne z prawdą, a same produkty są wolne od toksyn i metali ciężkich.

  1. Psychologia

Skąd się biorą zestresowane dzieci?

Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. (Fot. iStock)
Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. (Fot. iStock)
Za radzenie sobie ze stresem odpowiedzialne są siła i odporność psychiczna. A one nie są dane raz na zawsze. Dlatego rodzice nadwrażliwych dzieci powinni podejść do tego problemu zadaniowo: Co muszę dla dziecka zrobić, żeby sobie lepiej w życiu radziło – mówi Katarzyna Kloskowska-Kustosz, coach i właścicielka firmy badawczo-doradczej 4 Business & People, mama dorosłej Zosi.

Artykuł archiwalny.

Czy współczesne dzieci są zestresowane?
Tak. Czasami słyszy się opinie: Dzieci to mają fajnie, bo żyją bezstresowo. Ja się z tym nie zgadzam. Bo co to jest stres? Reakcja organizmu na stawiane mu wymagania, przy czym dużą rolę odgrywa tu rozbieżność między wymaganiami a wynikami. A wymagania stawiane dzieciom są ogromne. Zdecydowanie więc stres dotyczy również dzieci, i małych, i dużych.

Jakie są jego przyczyny?
Presja sukcesu, rywalizacja, zbyt duże nastawienie na wyniki. Drugie źródło to poczucie winy, że nie spełniam oczekiwań. A często spełniać nie mogę, bo te oczekiwania są wygórowane. Kolejna przyczyna stresu – wymaganie od dzieci, że będą się zachowywać, myśleć jak dorośli, co nie daje im szansy na to, żeby pobyły dziećmi.

Szkoła też dostarcza sporej dawki stresu.
To prawda. Dzisiaj dzieciom jest trudniej, bo wymaga się od nich nie tylko zwykłego odrabiania lekcji, ale większego zaangażowania, myślenia całościowego. I to dobrze. Szkopuł tylko w tym, że dzieci nie otrzymują wsparcia, że nie uczy się ich, jak się uczyć, że często są pozostawione same sobie.

Jak pomóc dzieciom w radzeniu sobie ze stresem?
Moja firma 4 Business & People prowadzi badania nad siłą i odpornością psychiczną. Badamy ich wpływ na różne sfery życia, także dzieci. Okazuje się, że siła i odporność psychiczna przekładają się na sukcesy, na radzenie sobie w życiu. Jeśli są duże, to radzimy sobie ze stresem, a jeśli radzimy sobie ze stresem, to udaje nam się osiągnąć tyle, ile zamierzaliśmy.

Co składa się na naszą siłę i odporność psychiczną?
To zdolność do osiągania wyników i szczytowej formy pomimo presji, trudności i przeszkód. Dlatego jest to jeden z ważniejszych sposobów radzenia sobie ze stresem. Na siłę i odporność psychiczną składa się kilka czynników. Po pierwsze, podejście do wyzwań. Osoby z wysokimi wynikami w tym zakresie lubią zmiany, widzą w nich szansę na rozwój, na przeżycie czegoś fajnego. Osoby unikające zmian czują się dobrze w znanym, przewidywalnym środowisku. I tu rodzice mogą zrobić bardzo wiele, bo podejście do wyzwań to jeden z ważniejszych elementów decydujących o radzeniu sobie w życiu.

Jak możemy wpłynąć na dzieci, by chciały podejmować wyzwania?
Duże znaczenie ma kształtowanie wzorów właściwych postaw wobec tego, co się dzieje w świecie. Bo jak się na ogół do czegoś ustosunkowujemy? Przyjmujemy postawę krytyków albo wchodzimy w rolę ofiary i biernie obserwujemy albo też stajemy się nawigatorami: jest, jak jest, pomyślę, co w tej sytuacji mogę zrobić. Rodzice powinni pokazywać, że można podchodzić do zadań konstruktywnie.

Czyli zaświadczać to własnym przykładem?
Tak. Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. Warto przy tym pamiętać, że zachowania negatywne mogą nam się zdarzać. Chodzi o to, żeby nauczyć się przez nie przechodzić i sobie z nimi radzić. Dziecko płacze, krytykuje nas, bo jest w trudnej sytuacji? Prezentuje dość typową postawę. Nie wolno wtedy robić tego, co ono, czyli na przykład krzyczeć, tylko spokojnie tłumaczyć, co zaszło, i wspólnie szukać wyjścia. Postawa nawigatora, który myśli konstruktywnie i działa, powoduje, że problem udaje się rozwiązać. A kiedy rozwiązujemy problem, znika też stres. Dzieci stresuje to samo, co nas, tylko my mamy wypracowane, mniej lub bardziej skuteczne, sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach. Dzieci natomiast ciągle się tego uczą, dlatego bardzo potrzebują wsparcia, przytulenia, powiedzenia: teraz czujesz się skrzywdzony, ale zastanówmy się, co możemy zrobić. Takie kreowanie inicjatywy jest niesłychanie ważne.

Wróćmy do siły i odporności psychicznej. Drugim czynnikiem jest tu poczucie wpływu. Czy mam wpływ na własne życie? Na to, co mnie otacza? Czy umiem kontrolować emocje? Z kontrolowaniem emocji u dzieci może być trudno ze względu na labilny system nerwowy, ale można i trzeba uczyć je spokojnych reakcji. Na przykład zaproponować: Zanim coś powiesz, weź kilka głębszych oddechów, policz do dziesięciu. Osoby z niską siłą i odpornością psychiczną często trzymają emocje na wodzy, ale potem wybuchają i przenoszą złość na innych. Natomiast te z wysoką potrafią zarządzać emocjami, przyglądać się, co się z nimi dzieje. I jeśli chcą, to je wyrzucają na zewnątrz, a jeśli nie, to je powstrzymują. Dzieci często nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Dlatego warto uczyć je nazywania emocji: Wygląda na to, że jesteś zła, rozżalona, zazdrosna i tak dalej. Dajemy im w ten sposób możliwość bardziej świadomego przyjrzenia się swoim reakcjom i porozmawiania o tym, co przeżywają. Trzeba też pokazywać, że są czynniki, na które nie mamy wpływu, więc nie ma sensu się nimi denerwować. Tu natomiast, gdzie wpływ mamy, trzeba podjąć działania. Kolejnym czynnikiem siły i odporności psychicznej jest wytrwałość, zaangażowanie w dążeniu do celu. Osoby z wysokimi wynikami w tym obszarze nie poddają się pod wpływem przeszkód, co więcej – te przeszkody je motywują. I tu znowu ogromna rola rodziców, żeby motywować dzieci do wytrwałości. Najbardziej sprawdzają się pochwały, nagrody.

 
A nam, niestety, na usta zawsze ciśnie się krytyka.
Krytyka, nakazy, zakazy zabijają poczucie wpływu, rodzą wyuczoną bezradność. Dzieci przyjmują rozkaz i nie ma już miejsca dla nich, ich inicjatywy, kreatywności. Oczywiście najlepszy jest złoty środek – równowaga pomiędzy dyscypliną a swobodą, wyznaczaniem granic a dawaniem wolności, strefą naszego wpływu a samodzielnym decydowaniem dzieci.

Czy badania mówią coś o wpływie poczucia wartości na to, jak dziecko radzi sobie w szkole i życiu?
Tak. Poczucie wartości to czwarty składnik siły i odporności psychicznej – składają się na nie pewność swojej wiedzy i umiejętności oraz pewność siebie w relacjach interpersonalnych. Nasze badania pokazały, że obydwa te rodzaje poczucia wartości bardzo przydają się w życiu. Osoby pewne siebie podejmują się nowych zadań, mimo że często nie mają odpowiedniej wiedzy i umiejętności, ale wierzą, że zdobędą je w trakcie realizacji zadania. Z drugiej strony bywa, że ludzie o wysokich umiejętnościach i kompetencjach wycofują się z działania, bo nie wierzą, że im się uda. Dlatego tak ważne, żeby rodzice wzmacniali w dziecku przekonanie, że potrafi, że w danej dziedzinie jest świetne. Przecież u każdego dziecka można znaleźć taki obszar, w którym się wyróżnia.

Rodzice pilnują, żeby dziecko uczyło się, kształtowało umiejętności. Siłą i odpornością psychiczną raczej nie zaprzątają sobie głowy.
I to, niestety, okrutnie się mści. O sukcesie decydują oczywiście wiedza, umiejętności, ale także siła i odporność psychiczna. Słyszymy czasem o sportowcach mających te same umiejętności, na treningach osiągających te same wyniki. Co sprawia, że podczas zawodów jedni potrafią zwyciężyć, a inni przegrywają? Decydują o tym właśnie siła i odporność psychiczna. Podobnie dzieje się w pracy, w szkole. Marzy mi się, żeby rodzice i nauczyciele znali techniki pomagające dzieciom wzmacniać siłę i odporność psychiczną. W Wielkiej Brytanii, z którą współpracujemy, uczy się już tego nauczycieli. To ważne, bo nasze badania pokazują, że dzieci z wyższą siłą i odpornością psychiczną osiągają w szkole lepsze wyniki, są nastawione do życia optymistycznie. Co ciekawe, do pewnego momentu siła i odporność psychiczna rosną wraz z wiekiem tak samo u chłopców, jak i u dziewczynek, ale od 12. roku u chłopców rosną dalej, natomiast u dziewczynek zaczynają spadać.

Dlaczego?
Bo chłopcy silni i odporni psychicznie traktowani są jako przedsiębiorczy, przebojowi, a dziewczynki o takich cechach postrzega się jako niegrzeczne, pyskate, takie, które należy usadzić. Dlatego rodzice powinni szczególnie u córek wzmacniać poczucie własnej wartości, a nie strofować ich za asertywność, odwagę, nonkonformizm.

W ten sposób pomogą też córkom w opanowaniu stresu?
Kiedy poczucie wartości rośnie, stres maleje. Podobnie jest z poczuciem wpływu i wytrwałością. Jeżeli te czynniki rosną, maleje stres, wszystkie badania nam to potwierdzają.

Nadwrażliwcy bardziej się stresują?
Ktoś zdefiniował stres w postaci równania matematycznego – to wrażliwość emocjonalna podzielona przez zasoby plus wsparcie. Dzieci nadwrażliwe muszą mocniej budować swoje zasoby, powinny także otrzymywać większe wsparcie. Rodzice, którzy zauważają, że ich dzieci są nadwrażliwcami, nie powinni się denerwować, tylko podejść do tego zadaniowo: Co muszę dla dziecka zrobić, w co je wyposażyć, żeby sobie lepiej w życiu radziło.

Ograniczać nadwrażliwcom sytuacje stresujące?
Nie. Myślenie, żeby chronić takiego wrażliwca, nie jest dobre. Każde dziecko musi nauczyć się radzenia sobie z trudnościami, a nie ich omijania. Dziecko wrażliwe trzeba tylko „poobkładać poduszkami”. Zawsze należy przyjrzeć się własnym pociechom, zastanowić się, w czym powinniśmy im pomóc. Czasem pracy wymaga poczucie wartości, czasem wytrwałość. Nasze badania pokazują, że młodzi ludzie mają bardzo często dużą pewność siebie, ale ich zaangażowanie i wytrwałość są niskie, co przekłada się na niskie efekty działań, a w konsekwencji rodzi stres. Trzeba też pamiętać, że siła i odporność psychiczna nie są dane raz na zawsze – mogą się rozwijać, ale też spadać. W pierwszym przypadku stres maleje, w drugim – rośnie. Dlatego tak ważne jest wzmacnianie psychiki dziecka.

  1. Zdrowie

Osteopatia pomaga na nerwice i zaburzenia lękowe

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Osteopatia jest jedną z metod walki ze stresem i zaburzeniami lękowymi. Manipulacje ruchowe i uciskowe szybko przynoszą ulgę i prowadzą do znaczącej poprawy. Napięcia występujące w ciele są bardzo często związane z traumami, silnym stresem, wypadkami, urazami, depresją, a osteopatia przywraca organizm do równowagi i pozwala pozbyć się występujących dolegliwości.

Nerwice i zaburzenia lękowe – problem XXI wieku

Nerwice i zaburzenia lękowe dotyczą coraz większej grupy ludzi. Dzisiejszy styl życia, tłumienie emocji, życie w nieustannym stresie powodują, że coraz więcej osób cierpi na różnego typu zaburzenia psychosomatyczne. WHO szacuje, że zaburzenia lękowe są najbardziej powszechne z występujących zaburzeń psychicznych i dotyczą ponad 10% społeczeństwa. Są często wynikiem przeżytych w przeszłości traum, które nieleczone, powodują wiele niekorzystnych objawów. Brak umiejętności wyrażania swoich emocji sprawia, że w ciele kumuluje się niezdrowa energia, a to wywołuje napięcia oraz liczne dolegliwości fizyczne i psychiczne. Nawarstwiające się problemy powodują pojawienie a się irracjonalnego lęku, utrudniającego normalne funkcjonowanie. Występują bóle głowy, zaburzenia w funkcjonowaniu układu pokarmowego, pocenie się, drżenie ciała, a także uczucie ciągłego poirytowanie. Mogą wystąpić problemy z nawiązywaniem kontaktów społecznych, utrudnienia w wykonywaniu zawodu, problemy z koncentracją oraz brak chęci do jakiegokolwiek działania i nieustanne zmęczenie. Terapia zaburzeń psychosomatycznych jest trudna, wymaga pracy pacjenta i terapeuty. Skuteczną metodą, wspomagającą leczenie stanów lękowych jest osteopatia.

Osteopatia – czym się zajmuje?

Osteopatia jest gałęzią medycyny, posiadająca własną historię i własną filozofię. Osteopatia zajmuje się leczeniem zaburzeń układu ruchu, narządów wewnętrznych oraz układu współczulnego. Podstawą tej metody jest holistyczne podejście do człowieka. Osteopaci traktują organizm ludzki jako całość, tak samo odnoszą się do strefy fizycznej, jak i psychicznej. Wierzą w zależność pomiędzy ciałem, psychiką i umysłem. Dzięki temu osteopatia jest skuteczna w leczeniu różnorodnych zaburzeń emocjonalnych m.in. stanów lękowych i nerwic. W trakcie terapii wykorzystywane są głównie techniki manualne, techniki terapii czaszkowo–krzyżowej, techniki energetyzacji mięśni, terapie miękkotkankowe, manipulacje mięśniowo–powięziowe oraz terapia punktów spustowych. Osteopatia jest skuteczna w leczeniu osób w każdym wieku, również dzieci i młodzieży. To dobre rozwiązanie, pomagające zlikwidować skutki długotrwałego stresu. Szybko eliminuje wszystkie napięcie w ciele, zaczynając od głowy, na stopach kończąc. Jest skuteczna w likwidowaniu dolegliwości somatycznych oraz w eliminacji przeciążenia wywołanego stresem.

Terapia czaszkowo–krzyżowa – skuteczna metoda w walce z zaburzeniami psychosomatycznymi

Terapia czaszkowo–krzyżowa polega na równoważeniu pracy układu autonomicznego. Umożliwia odzyskanie równowagi oraz likwiduje dolegliwości fizyczne, które są często wynikiem zakodowanych w organizmie traum. Terapia czaszkowo-krzyżowa skutecznie uwalnia występujące blokady. W trakcie zabiegów dochodzi do usprawnienia cyrkulacji płynu rdzeniowo–mózgowego. Dzięki temu układ nerwowy ulega wyciszeniu, następuje regulacja napięcia oponowego. Pozostałe układy tj. układ nerwowy, trzewny i hormonalny zaczynają lepiej funkcjonować, dochodzi między nimi do równowagi. Powoduje to zmniejszenia pobudliwości autonomicznego układu nerwowego oraz następuje poprawa pracy układu krwionośnego. Pacjenci odzyskują możliwość normalnego funkcjonowania i życia bez lęku.

Terapia czaszkowo–krzyżowa - wskazania

Terapia czaszkowo–krzyżowa ma nieliczne przeciwwskazania, większość pacjentów potwierdza jej skuteczność. Terapia nie może być stosowana u chorych na zapalenie opon mózgowych, pacjentów z tętniakami i guzami występującymi w czaszce, osób po udarze oraz ze świeżymi urazami, wymagającymi interwencji chirurgicznej. Mogą z niej korzystać dzieci, również noworodki, kobiety w ciąży oraz osoby w podeszłym wieku. Wskazaniem do podjęcia terapii są m.in.:
  • zaburzenia nastroju,
  • stany lękowe,
  • nieustanne poirytowanie,
  • problemy ze skupieniem uwagi,
  • bezsenność,
  • bóle niewiadomego pochodzenia,
  • nadpobudliwość,
  • zaburzenia hormonalne,
  • dolegliwości układu ruchowego, w tym kręgosłupa,
  • wady postawy,
  • wzmożone napięcie mięśniowe,
  • brak energii,
  • bóle głowy.
Osteopatia dowodzi, że choroba jednego organu wpływa na pogorszenie stanu całego organizmu, dlatego terapia nie ogranicza się tylko do jednego obszaru. Brana jest pod uwagę całościowa kondycja pacjenta, zarówno psychiczna, jak i fizyczna. Osteopata wie, że przyczyną bólu w jednym obszarze, mogą być problemy z zupełnie inną strefą. Bóle głowy czy problemy z odcinkiem szyjnym kręgosłupa mogą wynikać z napięć spowodowanych długotrwałym stresem, nie muszą być wynikiem urazu czy kontuzji. Zabiegi stopniowo przywracają równowagę całemu organizmowi. Dochodzi do poprawy krążenia, rozciągnięcia tkanek i likwidacji napięć. Poprzez oddziaływanie na system czaszkowy, mięśniowo-szkieletowy i trzewny oraz stymulację funkcji metabolicznych, biochemicznych i krążeniowych, wzrasta zdolność pacjenta do samouzdrawiania.

Na czym polega terapia czaszkowo-krzyżowa?

Terapia czaszkowo-krzyżowa, zwana inaczej terapią cranio-sacralną to technika manualna, która polega na łagodnej manipulacji oraz ucisku. Jej celem jest zminimalizowanie napięć w obrębie czaszki, miednicy, przepony, klatki piersiowej i kości krzyżowej. W leczeniu problemów psychologicznych tj. stany lękowe, nerwice, stany depresyjne po traumach fizycznych, bardzo istotna jest praca na kościach czaszki, która doprowadza do rozluźnienia struktur łącznotkankowych. Napięcie tam zlokalizowane jest przyczyną wielu dolegliwości bólowych. Czaszka gromadzi wszystkie napięcia, które spływają z różnych miejsc ludzkiego ciała. Wykonywane przez osteopatę zabiegi są subtelne i delikatne. Dotyk jest minimalny, ok. 5-gramowy, ale powięź i układ nerwowy bardzo dobrze i skutecznie na niego reagują. Jedna sesja terapii trwa do 60 do 90 minut. Na początku osteopata rozluźnia struktury poprzeczne, a następnie pionowe. Ostatni etap to rozluźnienie opony twardej rdzenia kręgowego i mózgu. W trakcie zabiegów niektórzy pacjenci odczuwają uczucie intensywnego ciepła lub zimna, mrowienie, drętwienie, skurcze mięśni i drżenie kończyn. Mogą pojawić się zawroty głowy. Zdarza się, że pacjenci zasypiają lub przeciwnie, w wyniku wyzwolenia silnych emocji, płaczą lub krzyczą. Po terapii pacjent jest odprężony i naładowany pozytywną energią. Pierwsze efekty zabiegów widoczne są już po jednej sesji, ale największą skuteczność obserwuje się ok. 5-10 zabiegach. Zaleca się, aby terapia odbywała się co 3-5 dni. Końcowym rezultatem jest całkowite rozluźnienie powięzi i uregulowania rytmu cranio-sacralnego.

Niemal każda osoba może się poddać terapii czaszkowo-krzyżowej, która poprawi ogólny stan zdrowia i podniesie odporności. Osoby cierpiące na stany lękowe oraz przeżywające silne traumy, wskutek oddziaływań osteopaty, odczują znaczną poprawę w codziennym funkcjonowaniu.

Artykuł powstał we współpracy z Centrum Medycznym 3xZdrowie.pl oferującym terapię wykorzystującą unikalne połączenie wiedzy medycznej i wieloletniej praktyki z zakresu osteopatii, psychologii i dietetyki. Celem terapii 3xZdrowie jest jest poprawa i wzmocnienie fizyczne, mentalne i emocjonalne.