fbpx

Miłość i wściekłość

Agata Muszalska

Dwie najbliższe sobie kobiety od pokoleń wzajemnie się obwiniają i wpędzają w poczucie winy. Tracą przy tym mnóstwo energii, która zamiast na budowanie idzie na niszczenie, hamuje ich rozwój. Dlaczego tak trudno im się porozumieć? I co zrobić, żeby porozumienie było możliwe?

 Kinga, 25 lat, właśnie skończyła polonistykę, urodziła Olę. Jej mama Ewa, lat 55, w tym czasie odeszła na wcześniejszą emeryturę (była nauczycielką polskiego). Wreszcie ma czas, także dla wnuczki. Kiedy dwóm starszym synom rodziły się dzieci, pracowała. Zresztą synowe o pomoc zwracały się do swoich matek. I tak zdaniem Ewy ma być. Matka to matka. Kingę i Ewę łączy bardzo silna, skomplikowana więź. Nie mogą bez siebie żyć, ale ciągle się kłócą. Codziennie do siebie dzwonią (mieszkają na dwóch końcach miasta), ale zawsze kończy się wzajemnymi oskarżeniami. Pomagają sobie, jednak nie mają skrupułów, żeby się ranić. Konflikty zaczęły się w okresie dorastania Kingi.

Duży ładunek ambiwalencji

Kindze trudno było się połapać, o co mamie chodzi, bo raz traktowała ją jak małą dziewczynkę („włóż czapkę”, „nie zapomnij o kluczach”), a innym razem irytowała się, gdy była mało samodzielna.

Ann F. Caron, autorka poradnika dla matek dorastających córek („Matki i córki”), zauważa, że te dwie najbliższe sobie kobiety mają sprzeczne oczekiwania. Matki wymagają od córek samodzielności, a jednocześnie chcą mieć nad nimi kontrolę. Córki natomiast ciągle mówią matce: „ty nic nie rozumiesz, daj mi spokój”, a skrycie przyznają, że marzą o jej wsparciu, akceptacji i rozmowie.

Paula Caplan w książce „Nie obwiniaj matki” podkreśla, że większość relacji matka – córka cechuje duża ambiwalencja. Matka jest cudowna i okropna. Czuła i bezwzględna. Córka ukochana i nie do zniesienia. Miła i pyskata. Nic dziwnego, że te dwie kobiety kochają się i nienawidzą. Uciekają od siebie i za sobą tęsknią.
Jak to wytłumaczyć? Tym, że związek matki z córką jest najbardziej intymnym ze wszystkich bliskich związków. Dla większości córek matka pozostaje najważniejszym punktem odniesienia, zwłaszcza w dzieciństwie, a bywa, że również w dorosłym życiu. Mała dziewczynka naśladuje jej gesty, przymierza przed lustrem jej stroje, bawi się w dom, wcielając się w jej rolę. Na tym etapie życia mama jest najwspanialszą osobą na świecie.

 

Ten obraz radykalnie zmienia się w okresie dorastania. Córka szuka wtedy dzielących je różnic, kwestionuje racje matki. A wszystko po to, aby zdefiniować siebie. Ale to nie znaczy, że matka nie jest jej już potrzebna. Wprost przeciwnie – to matka dostarcza jej informacji zwrotnych potrzebnych do budowania relacji ze światem. Mówiąc: „akceptuję twoje wybory” lub „kocham cię, choć nie podoba mi się to, co robisz”, daje jej to, co matka może dać córce najlepszego.

Ewa: – Starałam się z Kingą zaprzyjaźnić, wiedzieć, czym żyje, znać jej koleżanki, być taką jej psiapsiółą. Pożyczałyśmy sobie ciuchy, kosmetyki, chodziłyśmy razem do kina i na spacer. Wszystko to się skończyło, gdy poszła do liceum, a właściwie gdy poznała Kubę, swojego obecnego męża. Izoluje mnie od niego, jakby była o niego zazdrosna.
Kinga: – Pamiętam, że jako dziewczynka zwierzałam się mamie ze wszystkich swoich tajemnic. Mama z kolei wylewała mi swoje żale związane z pracą, przyjaciółkami, a przede wszystkim z ojcem, z którym rozstała się, gdy miałam pięć lat. Całe życie towarzyszyło mi poczucie, że wszyscy mamę krzywdzą – i przyjaciółki, i koledzy, a już najbardziej tata. Mama godzinami opowiadała mi, jaki to tata był dla niej niedobry, jak strasznie ją traktował. A ja nie wiedziałam, jak reagować, bo przecież to mój ojciec, którego kocham. Chciałam jej to jednak jakoś wynagrodzić, więc spędzałam z nią dużo czasu, starałam się być posłuszna, nie sprawiać problemów. Efekt był taki, że nie miałam przyjaciółek, a kolegów traktowałam podejrzliwie.

Być matką kumpelką to ogromna pokusa wielu matek. Ale w takim modelu kryje się dużo niebezpieczeństw. Córka czuje podświadomy nakaz zaopiekowania się matką, ponieważ wydaje jej się, że matka jest niedojrzała, nieżyciowa. Bierze za nią odpowiedzialność, przez co sama ma zaburzone dojrzewanie. Tak naprawdę boi się dojrzeć, bo podejrzewa, że w dorosłości musi być coś okropnego, skoro matka postanowiła na zawsze pozostać nastolatką.

Wina w rodzaju żeńskim

Niektóre matki chcą dorównać córkom, a nawet z nimi rywalizują. O wygląd, seksualną atrakcyjność, powodzenie u mężczyzn. Gdyby jednak popatrzyły na siebie z odpowiedniej perspektywy, mogłyby dostrzec w swoim wieku dużo atutów.

To one bowiem wiedzą, co to znaczy urodzić i wychować dziecko. To one przeszły przez konflikty ze swoją matką i przez różne związki z mężczyznami. Są bogate w życiowe doświadczenie, którego córki nie mają. I tym powinny dzielić się z córką. Tylko matka, która akceptuje swoją kobiecość i dojrzałość, może dać córce prawdziwe oparcie i poczucie bezpieczeństwa.

Psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska podkreśla, że to dzięki matce dziewczynka, a potem młoda kobieta uczy się rozpoznawać i nazywać swoje uczucia. Więź z matką ma duży wpływ na jej relacje z osobami obojga płci. Jeśli ta najważniejsza kobieta w życiu córki zaczyna z nią rywalizować, manipulować nią albo ją odrzuca, to potem wszystkie relacje z kobietami mogą wydawać się jej ryzykowne. Ale równie ważny jest wpływ matki na jej relacje z mężczyznami. Bo to od niej córka uczy się kobiecości. Jeśli matka nieustannie narzeka na mężczyzn, kpi z nich i widzi w nich nieudaczników, to córka może traktować ich podobnie. Co więcej – okazuje się, że nawet gdy córce nie podobają się związki matki, to często w dorosłości buduje podobne.

 


Kinga: – Koleżanki powtarzały mi, że gdy urodzę swoje dziecko, moje stosunki z mamą się poprawią. Z jednej strony tak się stało, bo rzeczywiście mama bardzo mi pomaga, ale z drugiej – nie, bo nie zna w tym umiaru. Dźwiga zakupy z drugiego końca miasta, jakby na naszym osiedlu nie było sklepu. Przywozi obiady, których my tak naprawdę nie chcemy, bo lubimy co innego. Ja jeszcze jakoś to znoszę, ale mój mąż coraz bardziej jawnie protestuje. Staram się słuchać jej wskazówek – choć wydają mi się staroświeckie – bo przecież wychowała trójkę dzieci. Mąż powiedział mi ostatnio, że jestem taka sama jak ona. I chyba ma rację, bo łapię się na tym, że niby wyrażam swoje zdanie, a tak naprawdę „lecę mamą”.

Badania potwierdzają, że dziewczynki podzielają poglądy matek w znacznie większym stopniu niż chłopcy. Dotyczy to różnych sfer życia, także sądów na temat relacji między kobietą a mężczyzną, seksu. Czasem córka staje się zakładnikiem norm przekazanych jej przez matkę.

Zofia Milska-Wrzosińska w książce „Bezradnik” opisuje pacjentkę, która tak mocno uwewnętrzniła pogląd matki, jakoby wszystkie zachowania związane z seksem czy płcią były złe i wstydliwe, że jej małżeństwo na długie lata pozostało białe. Zasady, które przejęła od matki jako swoje, spowodowały, że całkowicie odrzuciła seksualną sferę życia.

Inne badania pokazują, że przesadnie krytyczne matki wywierają na córkę znacznie większy wpływ niż przesadnie krytyczni ojcowie. Z kolei naukowcy kanadyjscy udowodnili, że matki i córki w zadziwiająco podobny sposób opowiadają, przedstawiają wydarzenia, komentują, przytaczają szczegóły, nawet jeśli wcześniej nie uzgadniały zeznań. Takie podobieństwo nie występuje pomiędzy nikim innym w rodzinie – ani pomiędzy matkami a synami, ani ojcami a synami czy ojcami a córkami.

Wszystkie te badania dowodzą niesłychanie silnej więzi pomiędzy matką a córką. I co za tym idzie – wielkiej odpowiedzialności matki za wychowanie córki. Ale stąd tylko krok do obarczenia matek całą winą za nieudane życie córek. Zdaniem Pauli Caplan obwinianie o to matki jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze. Matki czują tego brzemię.

Ewa: – Moja córka wie, że jednym spojrzeniem lub słowem może sprawić, że poczuję się głupia, stara, brzydka i zdołowana. W pierwszym odruchu odpłacam jej tym samym, ale w głębi duszy pozostaje przekonanie, że widocznie nie zasłużyłam na dobre słowo.
Kinga: – Wiem, ile zawdzięczam mamie, jak bardzo jest nam oddana, szczególnie teraz. Ale czasami marzę, żeby jej nie widzieć i nie słyszeć. Chyba nie jestem dobrą córką.

Paula Caplan pisze o niszczącej sile wzajemnego wpędzania się w poczucie winy: „Energia zużyta na gniewne obwinianie matki (i siebie samych zarówno w roli córki, jak i matki) wstrzymuje nasz rozwój. Jednym z największych źródeł źle wykorzystanej energii emocjonalnej jest wściekłość, którą miliony kobiet czują wobec matek. Gdybyśmy zamiast obsesyjnie przypisywać winę matce, wykorzystały siły w bardziej produktywny sposób, powstałyby wielkie dzieła sztuki, rozwiązałybyśmy problemy socjalne i kryzysy tożsamościowe. Ale taką zmianę skutecznie uniemożliwia powszechne przekonanie, że źródłem naszych największych problemów są matki”.

Uczłowieczyć jej obraz

(…)

Więcej w Zwierciadle 05/2011