fbpx

Diagnoza z ciała. Czym są choroby psychosomatyczne i jak je terapeutyzować?

Diagnoza z ciała. Czym są choroby psychosomatyczne i jak je terapeutyzować?
Somatyzowanie to nie to samo co hipochondria, która sterowana jest lękiem powodującym urojone dolegliwości. Choroby psychosomatyczne są jak najbardziej prawdziwe, tylko medycyna nie zna na nie recepty. (Fot. iStock)

Tajemnicze, niezbadane, niewyjaśnione… Niektóre dolegliwości zdrowotne nie znajdują potwierdzenia w wynikach. Skoro wszystko jest w normie, to dlaczego pacjent cierpi? Czym są choroby psychosomatyczne i jak je terapeutyzować?

Migrena po stresującym zebraniu, ból brzucha przed egzaminem, chrypka przed wystąpieniem publicznym – wielu z nas doświadczyło takich reakcji organizmu choć wydawać by się mogło, że właściwie nic nam nie dolega. Zatem skąd – jeśli nie z możliwej do nazwania choroby – się biorą?

Jak pisze neurolożka i neuropsycholożka Suzanne O’Sullivan w książce „Wszystko jest w twojej głowie”, choroby psychosomatyczne, „które rodzą się w umyśle i spektrum ich objawów jest ograniczone jedynie kreatywnością ludzkiego umysłu” mogą się manifestować nawet przez paraliż, drgawki czy niemal każdy rodzaj niepełnosprawności. „Pomyślcie teraz o dowolnym objawie fizycznym – możecie być pewni, że gdzieś jest osoba, której umysł wyprodukował ten objaw” – dodaje.

Czym więc jest choroba psychosomatyczna? To taka dolegliwość zdrowotna, której nie są w stanie wyjaśnić żadne badania diagnostyczne. Choć przyjmuje objawy łudząco podobne do opisanych przez medycynę jednostek chorobowych, jej przyczyny nie są na pierwszy rzut oka znane. Wyniki laboratoryjne jasno wskazują, że pacjent powinien być zdrowy, z jakiegoś tajemniczego powodu jednak nie jest. Takie przypadki zdarzają się częściej niż mogłoby się wydawać. Jak pisze dr O’Sullivan, która na co dzień pracuje w londyńskim National Hospital for Neurology and Neurosurgery, według niemieckich badań z 2011 roku na zaburzenia psychosomatyczne cierpi 22 proc. ludzi korzystających z podstawowej opieki medycznej. Z kolei badania brytyjskie, obejmujące niewyjaśnione objawy medyczne zgłaszane w poradniach przyszpitalnych, mówią nawet o 50 proc. pacjentów w analogicznej sytuacji.

Autorka książki przywołuje najbardziej nieprawdopodobne historie osób, cierpiących np. na napady rzekomopadaczkowe, z dnia na dzień zapadających w śpiączkę albo tracących władzę w nogach. Zauważa, że pacjenci, u których wykryto choroby psychosomatyczne, bardzo często nie chcą zaakceptować diagnozy. Dla nich oznacza to jedno – lekarze uważają, że ich dolegliwość jest wymyślona, a oni mają zaburzenia psychicznie. Tymczasem somatyzowanie to nie to samo co hipochondria, która sterowana jest lękiem powodującym urojone dolegliwości. Choroby psychosomatyczne są jak najbardziej prawdziwe, medycyna nie zna tylko na nie recepty. Paradoksalnie największe szanse na wyzdrowienie daje po prostu zaakceptowanie diagnozy. Czasem objawy mijają jak ręką odjął, gdy pacjent zgodzi się przyjąć werdykt lekarza. Czasem trzeba nad nimi popracować w gabinecie psychoterapeuty, by dotrzeć do sedna problemu. Sęk w tym, że nie zawsze się to udaje.

O’Sullivan opisuje pacjentkę, która straciła wzrok. Ślepota zbiegła się w czasie z oskarżeniem jej męża o pedofilię. Chora dosłownie nie była w stanie dostrzec jego winy, jak również uznać, że jej choroba ma z nią związek. Mogła wyzdrowieć, ale zamiast tego wolała „zamknąć oczy” na to, co działo się wokół niej.

Kiedy ciało krzyczy

Jeśli nie usłyszysz szeptu ciała, to wkrótce usłyszysz jego krzyk – mawiają terapeuci zajmujący się pracą z ciałem, którzy w swojej praktyce zajmują się ludźmi zmagającymi się z chorobami psychosomatycznymi. – Ciało poprzez ból sygnalizuje nam, co musimy zrobić, by być bliżej siebie. Tak naprawdę nas wspiera.

Przekierowując uwagę do miejsca, które boli, zmusza nas do zadawania pytań o przyczyny choroby, a tym samym zajęcia się sobą – tłumaczy Dorota Hołówka, terapeutka pracy z ciałem, współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Somatic Experience i organizatorka międzynarodowej konferencji pracy z ciałem w psychoterapii „Sapere”.

Czasem dolegliwości są na tyle skomplikowane, że trzeba nad nimi długo pracować w gabinecie terapeuty. Jednak w wielu przypadkach możemy sami siebie uzdrowić, bez pomocy z zewnątrz, po prostu zadając sobie zwykłe i proste pytanie: „co sygnalizuje mój ból?”. Większość z nas będzie od razu wiedziała, o co chodzi.

Niekiedy za chorobą stoją sprawy, o które się nawet nie podejrzewamy. Wtedy warto im się przyjrzeć z pomocą terapeuty. – Miałam kiedyś pacjenta, który od lat leczył się na kolana. Nic mu nie pomagało i w końcu lekarze wysłali go do psychiatry. Stamtąd trafił na moje warsztaty. Dał się zaprosić do spontanicznego ruchu, w którym cały czas się do kogoś schylał. Zapytałam, czy wie do kogo. Okazało się, że do ojca, który był prostym człowiekiem. Mój pacjent czuł się od niego lepszy, bardziej uduchowiony, mądrzejszy. Przeprowadziłam go przez wewnętrzną pracę, w której przeprosił ojca i pozwolił mu urosnąć w swoich oczach, zaś sam stał się mniejszy. Pojawiła się energia wdzięczności i miłości, zaś dolegliwości bólowe minęły – opowiada Dorota Hołówka.

Ekspertka wyjaśnia, że z emocjami powiązane są nie tylko choroby psychosomatyczne, wobec których medycyna jest bezradna. – Moje doświadczenie pokazuje, że wiele chorób, które można zdiagnozować laboratoryjnie i na które są leki, również powiązanych jest z psychiką. I poprzez pracę terapeutyczną jesteśmy je w stanie wyleczyć. Znam wiele przypadków osób, które latami mierzyły się z chorobą, a po wykonaniu kilku ćwiczeń umysłowych z dnia na dzień odstawiły leki – mówi. – Niedawno miałam pacjentkę, która od wielu lat funkcjonowała na silnych lekach przeciwbólowych z powodu dolegliwości kręgosłupa. Pracowałyśmy z niewyrażoną złością. Przed oczami stanął jej obraz sprzed lat: siedziała przy biurku i ktoś mówił do niej coś, co ją zabolało. Zalała ją fala gniewu, która dosłownie nie pozwoliła jej się podnieść. Zaprosiłam ją do ruchu, by popracować z tym wspomnieniem, a następnie do wykrzyczenia słowa, które wtedy ugrzęzło jej w gardle. Praca była niesamowicie mocna i autentyczna. Godzinę później kobieta stwierdziła, że ból minął. Wiem, że ten stan się utrzymał. Bóle kręgosłupa były spowodowane niewyrażoną przed laty złością i dopiero jej odblokowanie pozwoliło się ich pozbyć.

Ze złością na ty

Złość, ta niewyrażona, to jedna z głównych przyczyn chorób psychosomatycznych. Peter Levine, twórca terapii Somatic Experiencing, jednej z metoda uwalniania traum poprzez pracę z ciałem, twierdzi, że by przejść z zablokowanej emocji i dotrzeć do prawdy o sobie, zawsze trzeba się najpierw skontaktować z własnym gniewem. Wszystkie choroby psychosomatyczne są wyrazem zaburzeń autonomicznego układu nerwowego. Są związane z nieuświadomionym lękiem, napięciem i stresem. Ciało choruje, bo nie chcemy dopuścić do siebie trudnych emocji. Wysyła nam niejako sygnał, byśmy w końcu zajęli się sobą i pozwolili sobie na przeżywanie.

– Wszystko, co jest zapisane jako traumatyczne, bolesne i co sprawia ciału dyskomfort, jest związane z wysoką aktywacją układu współczulnego (odpowiedzialnego za reakcję walki lub ucieczki pod wpływem stresu) i niską przywspółczulnego (odpowiedzialnego za regenerację i powrót do równowagi). Im bardziej jesteśmy nakręceni przez układ współczulny, tym trudniej przywspółczulnemu sprawić, że wyhamujemy. Pojawia się stres, który wywołuje problemy ze snem, permanentne zmęczenie. Stąd już tylko o krok od chorób psychosomatycznych – tłumaczy Dorota Hołówka i zwraca uwagę , że system nerwowy wybiera te przestrzenie w ciele, które są najczęściej aktywowane w stresującej sytuacji. I tak jeśli na przykład ktoś nie ma prawa wyrazić własnego zdania, będzie somatyzować w okolicach gardła lub krtani. Gdy wychowuje się z alkoholikiem, który jest nieprzewidywalny i agresywny, somatyzacja może wystąpić w okolicy rąk odpowiedzialnych za odepchnięcie agresywnej osoby. Z kolei – jak wyjaśnia terapeutka – bóle barków mogą być związne z braniem na siebie nadmiernej odpowiedzialności czy może z niedojrzałym rodzicem, a choroby autoimmunologiczne – ze złością skierowaną przeciwko samemu sobie. Nie bez powodu nazywa się je chorobami z autoagresji.

– Choć niektórym wyda się to kontrowersyjne, szansą na wyleczenie może być kontakt z… nienawiścią, do której nie dawaliśmy sobie prawa – mówi Dorota Hołówka. Także o raku mówi się, że wpływ na jego pojawienie się może mieć nasze życie wewnętrzne. Na jakiej zasadzie? – Nowotwory bywają rezultatem długotrwałego konfliktu wewnętrznego, często wręcz transgeneracyjnego. W przypadku kobiet może być to na przykład służenie mężczyznom, zapoczątkowane przez babkę, kontynuowane przez matkę i wreszcie przeze mnie samą – zaznacza ekspertka. Często ów konflikt jest tak daleko posunięty, że nie jesteśmy już w stanie zobaczyć, że działamy wbrew sobie. Jesteśmy wręcz dumni ze swojego postępowania, za to mamy coraz mniej sił i energii życiowej.

– Rak przychodzi niejako z pomocą, staje się sygnałem, że dłużej tak nie możemy żyć. Zresztą wiele osób, które wyszły z choroby, zmienia swoje życie. Żyją bliżej siebie i natury. Jeśli zrozumieją przesłanie, jakie niosła ich choroba, stają się potem szczęśliwsze. Ale choć wiele wskazuje na to, że konkretne emocje wywołują konkretne dolegliwości, nie jest to jednak regułą. Pracując z klientem, nigdy z góry nie zakładam, co mu dolega – puentuje Dorota Hołówka.

Zdrowie w głowie

Na koniec pojawia się pytanie. Skoro to umysł powoduje chorobę, czy jesteśmy w stanie uzdrowić się siłą umysłu, wyobrażając sobie z całych sił, że jesteśmy zdrowi?

Zdaniem terapeutki same wizualizacje nie wystarczą, trzeba je połączyć z odpowiednim stanem emocjonalnym. Wtedy – dzięki neuroplastyczności mózgu, która jest potwierdzona naukowo – możemy osiągnąć zamierzony rezultat . Jeśli pomyślimy o czymś, co było dla nas trudne i co jest przyczyną naszej choroby, a jednocześnie wprowadzimy ciało w stan spokoju i rozluźnienia, są spore szanse, że rzeczywiście ono nastąpi. Natomiast jeśli na poziomie emocjonalnym wciąż będziemy pełni lęku i napięcia, nie ma co liczyć, że się cokolwiek zmieni.

Dorota Hołówka porównuje to do sytuacji, gdy kobieta marzy o udanym związku, jednak podświadomie mężczyźni kojarzą jej się z agresją, narcyzmem, egoizmem. – Dopóki nie przepracuje tego na poziomie emocjonalnym, nie ma szansy, że cokolwiek się zmieni. Wciąż będzie spotykała takich, którzy potwierdzą to, co o nich myśli. Rozluźnienie i uspokojenie to ten moment, kiedy przeprogramowuje się mózg. To nasza szansa na uzdrowienie – wyjaśnia.

Czym grożą nieprzepracowane emocje?

W 1950 roku Franz Alexander, amerykański psychoanalityk węgierskiego pochodzenia, uznawany za twórcę psychosomatyki, wyodrębnił siedem chorób, w których wpływ emocji na ich pojawienie się jest najbardziej wyraźny. To tzw. chicagowska siódemka, składają się na nią:

1. Choroba wrzodowa żołądka – tylko w 8 na 10 przypadków odpowiedzialna jest za nią bakteria Helicobacter pylori. 20 proc. pacjentów nie jest zarażonych tą bakterią, zaś przyczyny choroby pozostają nieznane.

2. Nadciśnienie tętnicze – doświadczanie silnych emocji prowadzi do wyraźnego skoku ciśnienia.

3. Atopowe zapalenie skóry – jego patogeneza do tej pory nie została poznana. Wykwity skórne pojawiają się zwłaszcza w sytuacjach zwiększonego napięcia.

4. Nadczynność tarczycy (choroba Gravesa-Basedova) – kłopoty z tarczycą związane są z rejonem gardła, a więc niemożnością sprzeciwu, krzyku, stawiania granic.

5. Reumatoidalne zapalenie stawów – intensywność bólu zwiększa się pod wpływem napięcia, zdenerwowania, lęku.

6. Astma oskrzelowa – ataki astmy nasilają się podczas stresu, co może być porównywane do tłumionego płaczu w dzieciństwie

7. Nieswoiste zapalenie jelit (choroba Leśniewskiego-Crohna) – swój początek często ma równolegle z urazem psychicznym lub trudną sytuacją życiową. Na NZJ częściej zapadają też osoby wysoko wrażliwe. Współczesna medycyna dopisuje do tej listy m.in.: chorobę wieńcową, migreny, choroby autoimmunologiczne, w tym chorobę Hashimoto, i zaburzenia snu.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze