fbpx

Granice szczerości – co powiedzieć, co przemilczeć?

Granice szczerości - co powied
Zawsze trzeba mówić o tym, co jest. Nie warto za to dużo opowiadać o tym, co było. (fot. Getty Images)

Nie jestem zwolenniczką wywalania wszystkiego na wierzch. Ale ukrywanie ważnych spraw jest jeszcze gorsze: służy temu, żeby związek się nie udał – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zacznijmy od tego, co przemilczane, zamiecione pod dywan. Co z tym zrobić? Wymiatać? Ale wtedy zakurzymy cały dom.
To się dom wywietrzy! Trzeba wymieść. Nie łudźmy się, że to, co pod dywanem, spoczywa tam na wieki wieków! Przemilczane, zatruwa wspólne życie, nawet te jego momenty, które mogłyby być miłe. Powiedzmy, że mężczyzna stracił duże pieniądze, wziął kredyt i źle zainwestował. A co gorsza, podjął te działania bez wiedzy partnerki. Kiedy się wydało, była awantura, a potem cisza i upychanie złości, zawodu i lęku pod dywanem. Niby załatwione, ale kiedy na przykład pójdą do znajomych, bo ci kupili nowy dom, to usłyszy od partnerki dużo złośliwości. I wieczór, który mógł ich zbliżyć, jeszcze bardziej ich od siebie oddali.

No, ale co zrobić? Powiedzieć: „Przez ciebie nie mamy takiego domu!”? Będzie awantura albo ciche dni.
Właśnie o to chodzi, żeby nie było ani awantury, ani cichych dni, ani ukrytych pretensji. Sprawy spod dywanu trzeba wymieść, ale na spokojnie, kiedy nie czujemy złości ani nie kipimy chęcią zemsty. Po to, by zrozumieć, co się stało i dlaczego. Powiedzieć: „Usiądź, proszę, i posłuchaj. Zastanówmy się, dlaczego tak się stało. Co było przyczyną? Jakie wnioski na przyszłość warto z tego wyciągnąć?”. Można też to spisać na kartce i poprosić, żeby partner przeczytał, przemyślał, i potem z nim porozmawiać.

Co nam to da?
Szansę na odzyskanie tego, co straciliśmy: zaufania i przekonania, że możemy na siebie liczyć. Jeśli tego nie zrobimy, to dystans między nami będzie rósł. Podczas każdej kłótni będziemy wypominać partnerowi, co przez niego straciłyśmy. I to w toksycznej formie pretensji i ocen. A on poczuje się atakowany i przyjmie postawę obronną, a wtedy żadnego zrozumienia ani żadnej refleksji nie będzie.

A jeśli pod dywanem nie ma jednej wielkiej sprawy, ale jest masa drobnych, też zalecasz wymiatanie?
Koniecznie! Ale działajmy tak, żeby nie zaszkodzić naszej relacji. Jeśli pod dywanem jest wiele pretensji, zacznijmy od podziękowań. Wielkim błędem nie jest złoszczenie się czy narzekanie, ale to, że za mało dziękujemy. Zacznijmy więc od tego, co także przemilczane, ale co jest naszym sukcesem, np.: „Jesteśmy razem już 13 lat i teraz mniej się kłócimy o pieniądze”. A potem dopiero przejdźmy do tego, co negatywne, ale w otwierającej na zmianę, pozytywnej formie, czyli na przykład: „Byłoby mi lepiej, gdybyś chciał ze mną chodzić potańczyć”. Unikajmy zdań piętnujących: „Ty mnie wcale nie dostrzegasz”. Najważniejsze jest to, żeby partner poznał nasze pragnienia, o nich trzeba mówić wprost. Ale! Powiem ci więcej: trzeba jasno powiedzieć, czego pragniemy, co jest dla nas najważniejsze i na co nigdy się nie zgodzimy. I powiedzieć to, jeszcze zanim zaczniemy być razem i weźmiemy kredyt.

Bo nasze pragnienia mogą być nie do pogodzenia?
Właśnie! Mężczyzna, który jest czułym ojcem dla dzieci z pierwszego małżeństwa, nowej żonie mówi: „Ale ja już więcej dzieci nie chcę!”. A ona jest zdziwiona, bo widząc, jak troszczy się o nie, uznała za oczywiste, że będzie chciał! Nie zapytała, a on nie uprzedził. No, ale u nas nie ma zwyczaju, żeby zawczasu rozmawiać o oczekiwaniach, z których nie zrezygnujemy, o sprawach niemożliwych do odpuszczenia. Poznałam sporo takich par: ona dużo młodsza marzy o byciu mamą. Ale on dzieci już ma i nie chce znów tego przechodzić: kolek, ząbkowania.

Pozostaje im tylko rozstanie?
A jakie życie ich czeka we dwoje? Taki związek zacznie się rozsypywać, bo on nie będzie się już z nią kochać tak jak przedtem. Po kilku awanturach o dzieci i próbach doprowadzenia go w łóżku do utraty kontroli, nie będzie jej ufał w sprawie pigułek i zawsze nakładał gumkę. A ona poczuje się odrzucona i się obrazi. Chociaż od kiedy powiedział: „Nie chcę dzieci”, to ona czasem „zapomina” brać te pigułki.

Dlaczego nie mówimy zawczasu tak ważnych rzeczy?
Boimy się szczerości. Mężczyzna nie wspomni o tym, że jest spełniony w byciu ojcem, bo obawia się, że wtedy od tej młodej i atrakcyjnej kobiety usłyszy: „To ja sobie poszukam kogoś w moim wieku, z kim będę mieć dzieci”. No a kobieta może się obawiać, że usłyszy: „To pobrykajmy w łóżku kilka miesięcy, a potem pa”. Przemilczając prawdę, zakładają, że i tak ugrają swoje.

Nastawiają się na manipulowanie?
Myślę, że nie traktują poważnie tego, co słyszą. Robią tak zwłaszcza kobiety, a to błąd, bo mężczyźni na początku mówią prawdę o sobie. Kobiety jednak to lekceważą, bo uważają, że i tak przerobią faceta. O tym, jak mylimy się co do partnerów, piszemy z Suzan Giżyńską w nowej książce „Mam faceta i mam… problem”. Pamiętasz, w starej polskiej komedii „Człowiek z M-3” kobieta nieszczęśliwie zakochana w pewnym tenorze przebierała wszystkich swoich facetów tak, by wyglądali jak on. No i jakoś te jej związki się nie kleiły.

Przebieranie za tenora?! Zabawne. W życiu konsekwencje lekceważenia tego, co słyszymy, są poważniejsze.
Znałam taką parę, on jasno i wprost powiedział do starszej od siebie partnerki: „Chcę pobyć z tobą rok, ale potem ożenię się z dużo młodszą, żeby mieć z nią dzieci i dom”. Ona na to przystała, bo pomyślała: „Jak on ze mną rok pobędzie, to ja go w sobie tak rozkocham, że się ze mną ożeni”. No, ale się nie ożenił. Nasycił się nią, bo było im świetnie i w łóżku, i tak w ogóle, ale chciał czegoś innego. Odszedł do młodszej, a ta kobieta była zdruzgotana.

Była szansa, żeby z nią został?
Nie było, bo on miał inne pragnienie. A pragnienia nie można w człowieku zmienić. Można wymusić, można szantażować, uwikłać w relacje, ale to nie da szczęścia. Kobieta może zajść w ciążę z mężczyzną, który tego nie chce, ale po co? Nawet jeśli szczerze kochał, to zacznie się dystansować. Może nie odejdzie, ale uda się na wewnętrzną emigrację.

Czyli powinniśmy traktować poważnie to, co słyszymy. A o sobie też mamy mówić? Nawet to, co stawia nas w złym świetle?
Co to znaczy w „złym”? Czy prawda może być zła? Jeśli tak o sobie z myślimy, to za co chcemy być kochani? Za nieprawdę, udawanie? Wszystko, co ukryjemy, służy temu, żeby związek się nie udał, choć niekoniecznie rozpadł. Wielu ludzi grzęźnie na lata w tym, czego nie chcieli. Powodem bywają wygoda, lenistwo, lęk, ale też uwikłanie emocjonalne. Pamiętam, jak trzeźwiejący alkoholik zapytał mnie, czy ma powiedzieć narzeczonej o marskości wątroby, na którą cierpiał. No pewnie! Ona musi wiedzieć, że bierze sobie chorego faceta. Podobnie jak nie wolno mu było ukrywać, że jest alkoholikiem, choć od lat nie pił.

Ale tak na pierwszej randce? „Cześć, jestem alkoholikiem i nie mam wątroby? Chcesz mnie?”. Drugiej randki nie będzie!
No, może nie na pierwszej… Chociaż może jednak? Na pewno kiedy już wiemy, że zanosi się na coś poważnego, trzeba wyłożyć karty na stół. Ten drugi człowiek angażuje się, zaczyna marzyć i może budować zamki na piasku. Dajmy na to, narzeczona tego alkoholika marzy o własnej winnicy. No i co z nich za para? Czy mają przed sobą przyszłość? Przecież im razem nie po drodze. On może trafić do szpitala, a ona zamiast sommelierką, która umie dobrać wino do każdego posiłku, zostanie jego pielęgniarką. Może się na to zdecyduje, bo tak go kocha, ale ma prawo wiedzieć. Zanim zaczniemy wspólne życie, trzeba powiedzieć o sobie wszystko, co jest inne, zaskakujące, groźne. Niczego nie zatajać. Nawet ślub kościelny można unieważnić, jeśli udowodnimy, że ta druga osoba ukryła chorobę psychiczną, uzależnienie czy to, że nie chce mieć dzieci. Nie wolno wciągać w uczuciową pułapkę drugiego człowieka.

A jeśli w przeszłości zdarzyło się nam coś bolesnego, jak gwałt, albo nietypowego, jak seks grupowy? Mówić?
To delikatna sprawa. Byłabym ostrożna. Kobiety, które zostały zgwałcone, mają kłopot z mówieniem o tym nawet same ze sobą. No to jak mają powiedzieć facetowi? I co on ma z tą wiedzą zrobić? Zapewne najpierw się nad kobietą pochyli z troską. A potem? Może jej to wypominać. Nie jestem zwolenniczką wywalania wszystkiego na wierzch, ale powiedziałabym o tym, co wypaczyło mój seks, spowodowało, że mam nietypowe potrzeby albo że w ogóle ich nie mam.

Ujawnić to, co sprawiło, że mamy odmienne zachowania seksualne?
Pamiętam kobietę, która jako nastolatka zaczęła współżycie od relacji ze starszym mężczyzną. Przyzwyczaiła się przy nim do seksu uprawianego z fetyszami i z nutą przemocy. Kiedy zakochała się w kimś innym, okazało się to problemem. Nie miała orgazmu, a jej partner czuł się winny. Zdecydowała się powiedzieć o swoich doświadczeniach. Opłaciła się jej ta szczerość, bo razem skutecznie popracowali nad jej seksualnością i do dziś, a są razem od kilkunastu lat, mają udany erotyczny związek.

Szczerość – nawet gdy nas zawstydza – jednak popłaca?
Pamiętasz film „Zapomnij o Paryżu”? Ona powiedziała: „Ja to się chyba lubię kłócić”, a on: „A ja wyciskam pastę do zębów od środka i rozrzucam buty”. Jakie to rozkoszne! Powiedzieli sobie szczerze, jacy są, i się sobie spodobali! No więc szczerość popłaca, ale często ludzie sami o sobie pewnych rzeczy nie wiedzą. No bo czy kobieta, która niczym się nie cieszy, wciąż jest niezadowolona, powie: „Ze mnie to niezła zołza. Udaję, że mnie śmieszą twoje dowcipy, wychwalam tanie restauracje, do których mnie zapraszasz, ale to gra! Ujawnię, kim jestem, dopiero kiedy będziemy razem”?

Ale ten jej absztyfikant może o wiele więcej ukrywać.
Zdarzyło mi się spotkać kobiety, które po latach usłyszały: „Zapomniałem ci powiedzieć, że jestem żonaty”. Zawsze trzeba mówić o tym, co jest. Nie warto za to dużo gadać o tym, co było. Liczy się to, co robimy teraz, razem. Przeszłość ma znaczenie o tyle, o ile czegoś się z niej nauczyłam. Doświadczenie mamy po to, aby z niego korzystać, a nie po to, żeby o nim opowiadać.

Kiedy już wdam się w romans, zdradzę albo partner znajdzie na Facebooku kochankę? Trzeba o tym powiedzieć?
Romans mamy dla siebie. A więc nie ma co o nim mówić. Wiele kobiet zresztą o zdradzie nie chce wiedzieć. Udają, że nie widzą szminki na koszuli mężczyzny. A kiedy ten chce o zdradzie powiedzieć, to kobieta zmienia nagle temat: „Oj, a zapłaciłeś ubezpieczenie za mój samochód?”. Nie chcą wiedzieć, bo wtedy musiałyby coś zrobić, może nawet się rozstać.

Nie mówić o zdradzie?
Mówić tylko, jak się wyda. A gdy o niej usłyszymy, możemy powiedzieć: „Zdradziłeś? To twoja sprawa, radź sobie teraz z poczuciem winy. Ja w tym ci nie pomogę. I nie interesuje mnie ta kobieta ani to, co robiliście. Interesuje mnie to, co dotyczy nas: czego ci w naszym związku zabrakło, że skoczyłeś w bok. Powiedz mi prawdę. Nie wiem, czy ci będę mogła to dać i czy będę chciała, ale chcę wiedzieć”. Tylko taka postawa ma sens, kiedy mleko już się rozlało. Lepiej, zanim wskoczymy z kimś trzecim do łóżka, zastanowić się, dlaczego rozglądamy się na boki. I powiedzieć o tym partnerowi: „Brakuje mi radości życia we dwoje”, albo „brakuje mi seksu i jeśli to się nie zmieni, to będę się od ciebie oddalać”.

To brzmi jak szantaż…
A gdzie tam! To szansa na szczęście we dwoje i uniknięcie zdrady. Tyle tylko, że niezgodna z romantyczną wizją miłości, w której słowa są zbędne. Niestety, mity i zaklęcia romantycznego uczucia niszczą miłość. Pozbawiają kobiety prawa do mówienia wprost, czego pragną i na co się nie zgadzają. Zamykają nam usta i czynią biernymi. Milczenie i niesłuchanie siebie nawzajem szkodzą miłości!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze