Internet ukradł mi kochanka! Jak radzić sobie z uzależnieniem od cyberseksu?

Uzależnienie od cyberseksu to dziś epidemia. Kobieta może zawalczyć o partnera z kochanką z sąsiedztwa czy z pracy, ale jak rywalizować z tysiącem pozbawionych zahamować pornokochanek? Czy jesteśmy przygotowani na inwazję cyberseksu? Jak odzyskać partnera, który mu uległ? I czy to możliwe? – odpowiada Katarzyna Miller i Beata Pawłowicz.

Beata: W książce „Cyberseks. Skuteczna walka z uzależnieniem” wybitny specjalista i psycholog Patrick Carnes opisuje tych, którzy onanizują się przy pornografii i czatach erotycznych. Nie udaje im się przestać ani ograniczyć, nawet gdy rujnują swoje małżeństwa, relacje z dziećmi, karierę…

Kasia: I to jest coraz częstsze, mówię o mężczyznach, którzy odchodzą od normalnych stosunków z kobietami i skupiają się na cyberseksie. Część z nich się uzależni, część nie, ale i tak i oni, i ich bliscy za to jakoś zapłacą. Wydaje mi się, że skala tego zjawiska jest ogromna, z czego sobie jeszcze nie zdajemy sprawy. Bo też nikt nam o tym nie powie. Uzależnieni na pewno nie, a ich kobiety też nie przyznają się, że ich faceci całymi nocami siedzą w pornografii internetowej. Ponarzekać bez konkretów o mężczyznach to lubimy, ale nawet moje pacjentki dopiero gdy oswoją się na tyle, by przestać się wstydzić, zaczynają napomykać, co się dzieje.

Beata: One się wstydzą za swoich facetów?

Kasia: Kobiety czują się odarte z poczucia wartości, gdy uzależnieni od cyberseksu porzucają je, czyli z nimi nie sypiają, albo oczekują od nich czegoś, co podpatrzyli na pornosach. Ranią ich kobiecość. I one wstydzą się o tym powiedzieć, bo czują się temu winne. Dopóki więc zewnętrzna forma ich bycia razem działa, razem gdzieś chodzą, coś tam razem robią i ludzie ich traktują jak parę, milczą. Zresztą, co mają mówić? Podejrzewają, ze są zdradzane, zaczepiają więc swoich partnerów erotycznie, a gdy ci odmawiają, złoszczą się na nich, a potem znów przymilają… A ci nic. Przychodzi im na końcu do głowy, że są zdradzane. Ale jak, skoro ich faceci ciągle siedzą w domu? Siedzą! Ale cali są na dziwkach: głową, emocjami i genitaliami. Jak to jednak odkryć? Dużo czasu minie, nim kobiecie przyjdzie do głowy, że on kochanki ma w necie.

Beata: Bo nawet gdy go przyłapie, usłyszy wykręt w rodzaju: „Kumpel mi przysłał takie zdjęcia” albo „reklamują coś przykleiło się…”.

Kasia: Samo przyłapanie niczego nie zmieni: „Raz mi się zdarzyło z ciekawości” itd. Wymiga się jak nic. Kobieta musiałaby mu udowodnić, że on to robi stale. A niby jak? Ma siedzieć pod drzwiami przyczajona i nagle wpadać do pokoju? On postawił komputer tyłem do drzwi i wszystko zdąży zamknąć, nim ona dobiegnie. Sprawdzenie komputera też na nic, bo usunie dowody, a ona nie jest hakerką. Więc co? Stać nad nim bez przerwy? Co to by było za życie! A poza tym nawet jak przyłapie go i trzeci raz, to on powie: „Ja tu nic złego nie robię!”. Jedyne, co może pomóc, to to, że on sam zrozumie, że jest w szponach nałogu.

Beata: Jeden z pacjentów Carnesa zrozumiał, że jest uzależniony, gdy poszedł podejrzeć, z kim umawia się w realu jego kochanka z czatu. Miał szczęście, że był gapiem: jego konkurenta aresztowało FBI. Wyuzdana kochanka okazała się nastolatką!

Kasia: Normy moralne zaczynają zanikać wraz z rozwojem każdego nałogu. Ale w necie to szczególnie łatwe, facet myśli: „A co ja niby złego robię? Nawet jej nie dotykam:. Nie odczuwa wiec naturalnego oporu, bo przecież nie opuszcza domu. I dlatego tak łatwo się uzależnić od cyberseksu, bariery, które zahamowałyby nas w realu, tu nie działają. Za to sekskomunikacja jest nastawiona na wzbudzenie szybkiego pożądania i szybkie rozładowanie, za darmo i bez wysiłku.

Beata: Carnes pisze o mężczyźnie, który zauważył, że gdy jego partnerka wieczorem wypije kieliszek wina, to idzie spać, i on może spokojnie bzykać się na czasie. Zaczął więc kupować jej ulubione wino i co wieczór ją upijał…

Kasia: A ona na początku dała się zmanipulować, że on to dla niej robi! To jest tak przedmiotowe traktowanie partnerki, że ho, ho! Znając różnych nałogowców, powiem, że jeśliby to trwało, pewnie mógłby jej powiedzieć, że jest alkoholiczką i to go zmusiło do poszukiwania zrozumienia i seksu w necie…

Beata: Akurat ten mężczyzna przy którejś tam butelce zrozumiał, że krzywdzi żonę i poszedł na terapię. Jak jednak rozpoznać, że TO wymyka się spod kontroli, nim stanie się coś złego?

Kasia: Już wymknęło się spod kontroli, gdy on na nic więcej nie ma już siły, kiedy skończy, podciągnie spodnie i wyłączy komputer. Tylko walnąć się na łóżko i spać. Na nic nie ma ochoty, już go żadne „na ryby”, „na mecz” nie rusza. Dzieci? Drażnią go, a poza tym nie zwraca na nie uwagi. Powoli wymywa się z czegokolwiek, co ciekawe, wymywa się z siebie samego. Ma, oczywiście, subiektywne poczucie przyjemności, kiedy zabiera się do dzieła. Ale potem – pojawia się wstyd i zażenowanie. Postanawia tego nie robić albo robić rzadziej. Udaje mu się to przez jakiś czas i myśli, że skoro tak, to nie jest uzależniony. No i znów dwoma nogami skacze w cyberseks. Udowadnianie sobie, że się nie jest uzależnionym, to sygnał uzależnienia.

Więcej w książce „Seksownik, czyli mądrze i pikantnie” Katarzyny Miller w rozmowach z Beatą Pawłowicz, Wydawnictwo Zwierciadło.