Kobieta współuzależniona

wspoluzaleznienie
123rf.com

Twój wewnętrzny mikroskop nastawiony jest na niego: co robi, jaką ma minę, czy zjadł, czy wypił kawę, co czuje, czy załatwił sprawy, których sam powinien pilnować? Nie bawisz się na imprezie, kopiesz go pod stołem, żeby więcej nie pił. Myślisz: „Czemu siedzi z boku? Może już wypił? Gdzie schował butelkę?” Jeśli tak, to ten artykuł jest dla ciebie i o tobie.
Zawsze sobie radzisz. Jeśli on roztrwoni wszystko i nie masz na mleko dla dzieci, pożyczasz od matki emerytki, sprzedajesz biżuterię po babci, nie idziesz na dodatkowe studia, choć pomogłyby ci w karierze. Myślisz, że to ostatni raz, ostatnie twoje poświęcenie. Ale alkoholik, hazardzista, każdy uzależniony, wywoła kolejny kryzys. Będzie tak, dopóki się z nim nie rozstaniesz. Wmówił ci, że pije, ćpa, gra itd. przez ciebie. Jak będziesz milsza, gospodarna, szczuplejsza, przestanie! Chodzisz więc wokół niego na rzęsach, spełniasz nierealne wymagania, żeby tylko był zadowolony. Ulegasz jego manipulacji, bo tak jak wy teraz żyli też twoi rodzice.

No więc pilnujesz jego spraw, umawiasz do dentysty itd. Napisałaś za niego pracę dyplomową i prosiłaś tylko, żeby przeczytał. Masz czas, bo rezygnujesz z siebie: „Kiedy już go uzdrowię, zajmę się sobą”, ale to „uzdrawianie” nigdy się nie kończy i każdego dnia pochłania tyle sił, że zapominasz o swoich ambicjach. Wierzysz, że poradzisz sobie z jego nałogiem, choć jest coraz gorzej. Ty jednak tego nie widzisz, bo sama już zachorowałaś, jesteś współuzależniona, jesteś koalkoholiczką. I jeśli nawet zdarzy się cud i on przestanie, ty będziesz potrzebowała odwyku od bycia współuzależnioną.

Kiedy on przestaje, ona zaczyna

Kiedy Robert, 36-letni inżynier, przestał pić, w lodówce zaczął znajdować wino. To Ewa, jego żona, do czasu gdy pił abstynentka, zaczęła przynosić alkohol i zapraszać koleżanki.

„Nie pijcie przy mnie – prosił. – Mogę się nie powstrzymać, dla mnie to męka”. Ewa: „Jak piłeś, to byłeś porządnym człowiekiem. Teraz jesteś śmieć, lepiej, żebyś pił”, i potok pretensji: „Nie nadajesz się na męża ani na ojca, tylko do zapłodnienia, a potem wykastrować!” – z byle powodu wszczynała awantury. Robert zwykle wychodził, nie zawiązując nawet sznurówek. Ale ile można wychodzić? Ewa była jedyną kobieta, którą uderzył. Miał tak straszne poczucie winy, że mogła nim dyrygować: „Zrób to, zrób tamto…” .

– Myślałem, że gdy zrozumiem, jak ją skrzywdziłem, pijąc, zmienię się tak, że będzie nam dobrze. Poszedłem więc na AL-Alone, grupę dla współuzależnionych, tam chodzą żony alkoholików – mówi Robert. – Trudno mi było: mężczyzna alkoholik i kobiety ofiary pijaków, ale też ze zdumienia otwierałem oczy, jak bardzo krzywdziłem bliskich…

Po roku na jednym z mitingów wszystkie kobiety jak w transie zaczęły utyskiwać na mężczyzn, że to podłe ludzkie śmieci, a Robert zobaczył w nich Ewę. Żadna, jak i jego żona, nie widziała swojego współuzależnienia, tego, że nie tylko pijak był winny temu, jak wyglądało ich życie. Zaczął namawiać Ewę, żeby teraz ona poszła z nim na miting AA i poczuła jego ból. Wyśmiała go: „Ja jestem ofiarą, ty sprawcą! Ty się lecz, ja jestem zdrowa!”.

Wziął się jeszcze raz w garść i postanowił żyć jak prawdziwy mąż, razem z Ewą gospodarować, pomagać jej, dowiedzieć się, na co idzie pensja, którą jej oddawał. Awantura była straszna. Ewa odmówiła wspólnego gospodarowania i powiedziała, że nie będzie już z nim spać. „Nie zasługujesz na mnie!” – usłyszał.

Ostatnie dwa lat Robert był z nią tylko ze względu na syna, ale gdy Piotruś wykrzyczał mu w twarz: „Wypier….. z domu”, zrozumiał, że chłopak rośnie w atmosferze wrogości i pogardy. Spakował się z poczuciem, że jeśli jeszcze choćby jeden dzień zostanie w domu, to zacznie pić. Do sądu Ewa przyszła w sukience, na szpilkach, z makijażem, piękna. Chciała, żeby widział, co traci. Poczuł się jak śmieć. Ale nie poszedł się napić, zadzwonił do sponsora z AA…

Współuzależnienie to adaptacja do złej sytuacji

Zofia Ignatowicz, terapeutka z warszawskiej Poradni Odwykowej „Petra”: – Żona alkoholika marzy, żeby mąż przestał pić, ale jeśli zdarza się ten cud, nie potrafi odnaleźć się w normalnej relacji. Zdrowiejący alkoholik chce sam o sobie decydować, kontrolować siebie. A do tej pory to ona musiała radzić sobie ze wszystkim i z tego czerpała poczucie wartości. Jeśli pozwoli mu być partnerem i prawdziwym mężem, straci to poczucie. Co dostanie w zamian? Wreszcie będzie mogła zająć się sobą, swoimi marzeniami, karierą, urodą, tym, co jej tylko przyjdzie do głowy. Ale ona zawsze żyła sprawami partnera: czemu pije, jak to zrobić, by przestał? I kiedy teraz niczego nie musi i może odpocząć, wpada w panikę: dopada ją poczucie pustki. Tam, gdzie inni mają intymne myśli, marzenia, plany ona nie ma nic. A to tak jakby jej samej nie było… Z łatwością odganiała od siebie to przerażające poczucie, kiedy żyła na baczność, skupiona na pokonywaniu kolejnych kryzysów. Łatwo pozbywała się rozpaczy z powodu tracenia samej siebie, strachu przed tym, który ją krzywdził i złościł, bo miał kochać, a zdradza z butelką. Uciec przed tymi emocjami umie tylko w jeden sposób, dalej chce partnera kontrolować. Przeżyła z nim straszne chwile, pragnie zadośćuczynienia, a jeśli tego nie dostaje, prowokuje męża, aby się napił.