Naucz się z siebie śmiać!

Spuść z tonu, wyluzuj, nie bądź taki serio. Zbyt poważne traktowanie siebie nie jest dla nas najzdrowsze. Oczywiście, żeby dojść do tego wniosku, troszkę się napracowałam i naprzeżywałam. Bo, choć może cię to zdziwić, ten, kto potrafi z życzliwością się ze wszystkiego śmiać, ten jest prawdziwie dorosły i wolny – pisze psychoterapeutka Katarzyna Miller w kolejnej lekcji Szkoły SENSu

Był taki czas w moim życiu, gdy traktowałam siebie śmiertelnie poważnie – jak robią zresztą wszystkie neurotyczne panienki i wszyscy młodzi ludzie, którzy szukają sensu życia, a głównie odpowiedzi na to podstawowe pytanie: „Do czego ja jestem?”, czyli: „Do czego ja się mogę nadać?”, a wręcz: „Czy ja w ogóle jestem potrzebny?”, no i „Dlaczego oni wszyscy mi tego nie mówią?”. I dopóki mój wewnętrzny stan zależał od znalezienia potwierdzenia – zarówno na zewnątrz siebie, jak i wewnątrz – dopóty cały czas szukałam. To było tak ważne, że nie było się z czego śmiać. A nawet trzeba było płakać. No bo raz ktoś nie docenił, innym razem nie zrozumiał, do tego sama robiłam wiele błędów i wiedziałam, że je robię, że muszę je robić, ale przecież mnie nie było wolno… Na szczęście przez lata, pracując z ludźmi i ucząc się od nich – nie tylko od moich pacjentów, ale i od moich nauczycieli – zaczęłam to zmieniać.

W tym miejscu przytoczę rozkoszną anegdotę o Fritzu Perlsie, twórcy terapii Gestalt. Przyszedł do niego raz pacjent, który już od progu oznajmił, że strasznie wstydzi się tego, jaki ma problem. Perls na to: „No ale skoro pan już tu przyszedł, wal pan”. „Mam bardzo małego penisa” – wyrzucił z siebie mężczyzna. „Tak?” – zainteresował sie Perls. „A pokaż pan”. Mężczyzna wyjął swojego, Perls swojego, po czym powiedział: „Popatrz pan, takie same”. Dzięki takim cudownym nauczycielom jak on dotarło do mnie wreszcie, jak wielką krzywdę sobie sami wyrządzamy. Bez przerwy się katujemy i dręczymy wyimaginowanymi problemami, robiąc sobie z życia udrękę.

(…)

 

Więcej w styczniowym numerze magazynu Sens

Wydanie 01/2019 dostępne jest także w wersji elektronicznej.