Bywa tak, że na początku w nowej pracy jest kiepsko, ale z czasem okazuje się, że to naprawdę przyjazne miejsce, w którym można i czuć się dobrze, i się rozwijać. Niestety często pierwsze sygnały nie są mylne. To alerty świadczące o tym, że trafiłaś fatalnie... Warto je wyłapać już na starcie, bo mogą być wystarczającym powodem, by w ogóle nie startować w tym biegu.
Toksyczne związki, toksyczne relacje, toksyczni ludzie ‒ to słowo bywa ostatnio nadużywane. Staje się workiem, do którego ochoczo i często bezrefleksyjnie wrzucamy wszystko to, co nas uwiera, czego nie rozumiemy albo nie potrafimy wytłumaczyć, co nas boli i nam przeszkadza spokojnie funkcjonować. Bywa, że określenie kogoś lub czegoś toksycznym przynosi nam ulgę, bo winą za to, że w jakimś miejscu czy relacji czujemy się niekomfortowo, przenosi na zewnątrz. To nie my jesteśmy winni temu, że związek się sypie, tylko toksyczny partner. To nie my odpowiadamy za rozpad przyjaźni, tylko toksyczna przyjaciółka. Wreszcie ‒ to nie my nie odnajdujemy się w realiach firmy czy organizacji, a organizacja jest toksyczna. W całym tym festiwalu toksyczności warto zachować ostrożność, bo bardzo łatwo wpaść w pewien schemat, w ocenianie wyłącznie innych, nie siebie, w pułapkę ferowania wyroków, które bywają dla innych krzywdzące. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście istnieją miejsca pracy wyjątkowo niesprzyjające zdrowiu psychicznemu, ale także efektywności, produktywności, satysfakcji i spełnieniu. Nie chodzi o to, by je etykietować, a o to, by w porę dostrzec pewne sygnały i tym samym zaoszczędzić sobie stresu, bo toksyczne miejscy pracy jest jego potężnym generatorem.
Z raportu McKinsey Health Institute (MHI) z 2023 roku na temat wypalenia zawodowego wśród pracowników wynika, że co czwarty pracownik na świecie doświadcza toksycznych zachowań w miejscu pracy. Jedni po prostu to znoszą, inni reagują gniewem i agresją. Jest też spora grupa ludzi, którzy w obliczu niemal radioaktywnej atmosfery w pracy wybierają siebie, swoje zdrowie, dobre samopoczucie i rozwój, a przede wszystkim ‒ spokój, i odchodzą. Według badań Instytutu Gallupa z 2025 roku wśród przyczyn zmiany pracy na pierwszym miejscu wcale nie plasują się zarobki, a lepsza równowaga między życiem zawodowym a prywatnym i lepsze samopoczucie osobiste. Dobrą pracę od czasów pandemii definiujemy przede wszystkim przez prymat dobrostanu psychicznego niż wysokości wynagrodzenia. Odsetek pracowników oceniających to jako „bardzo ważne” wzrósł z 53% przed pandemią do 59% obecnie, co wskazuje na zmianę w sposobie myślenia ludzi o pracy i życiu. Większość pracowników nie postrzega już równowagi między życiem zawodowym a prywatnym i dobrego samopoczucia jako dodatkowych korzyści – wręcz ich oczekuje. Tylko co piąty pracownik uważa, że jego organizacja dba o jego dobre samopoczucie, a wiele osób szuka takiej pracy, w której jest ono priorytetem.
Czytaj także: Zastanawiasz się, czy powinnaś zmienić pracę? Ten test pomoże ci podjąć decyzję
Priorytety, rzecz jasna, każdy ustala sobie sam. Jeśli dobra atmosfera i wspierające środowisko są na czele twoich, ważne, byś umiała wychwycić red flagi ‒ sygnały, które pozwolą rozpoznać toksyczny „dom zły” w organizacji jak najszybciej, zanim zaczniesz płacić wysoką cenę. Jasne, że wiele rzeczy wychodzi na jaw dopiero po czasie, ale są i takie oznaki, które widać jak na dłoni już pierwszego dnia. Wystarczy się rozejrzeć...
Sygnał pierwszy: nie ma ciepłego powitania, właściwie nikt cię nie zauważa
Chyba nie ma osoby, niezależnie od stanowiska, na jakie została przyjęta, która nie chciałby być serdecznie przywitana w nowej pracy. Niepewność i lekki stres towarzyszący pierwszemu dniowi są o wiele łatwiejsze do zniesienia, gdy czujesz, że twoja obecność po pierwsze w ogóle została odnotowana, a po drugie ‒ że jesteś tu mile widziana i możesz liczyć na pomoc ‒ i w sprawach tak drobnych, jak informacja o tym, gdzie jest kawiarka i o której przychodzi catering, jak i poważniejszych, jak organizacja codziennych zadań. Jeśli współpracownicy zachowują się tak, jakby twojego przybycia w ogóle nie zauważyli albo jakby było im ono serdecznie obojętne ‒ bądź czujna. To wcale niekoniecznie oznacza, że trafiłaś na bandę gburów, może za to być sygnałem dużo poważniejszych i głębszych problemów w tej firmie.
Po pierwsze może być tak, że ludzie są zbyt zajęci harówą ponad siły, by wykrzesać z siebie choć odrobinę energii na ciepłe przyjęcie cię na pokład. Jeśli ktoś ma grafik zapełniony po brzegi zadaniami na wczoraj, nie będzie chciał tracić czasu na miłe powitalne small talki z tobą, bo doskonale wie, że będzie musiał potem odsiedzieć swoje po godzinach. Druga rzecz jest taka, że jeśli pracownicy funkcjonują w stresie i ciągłym napięciu, nikomu nie chce się już udawać, że „mamy tu superteam” i serdecznie cię zapraszamy do naszego fajnego zespołu! Jeśli czujesz, że zespół nie jest do ciebie nastawiony pozytywnie, to niekoniecznie chodzi tu personalnie o ciebie. Być może nikt nie ma już siły i ochoty robić dobrej miny do złej gry i wysyłać ci niezgodnych z prawdą sygnałów, że pracuje się tutaj wyśmienicie. Brak jakiegokolwiek entuzjazmu to wcale niekoniecznie sygnał, że z tobą coś jest nie tak i że nikt cię tutaj nie chce ‒ to może być raczej wskazówka dla ciebie, że to miejsce wysysa z ludzi energię i zapał, a więc ‒ póki czas ‒ lepiej zrobić w tył zwrot...
Sygnał drugi: panuje chaos i nikt nie wie, co z tobą począć...
Nawet ‒ gdzie cię posadzić, bo nie ma wolnego biurka. Twój sprzęt jest nieprzygotowany do pracy, nie ma zainstalowanych potrzebnych programów albo, no cóż, w ogóle nie ma sprzętu, bo nikt o tym nie pomyślał. Może będzie jutro. A dziś? Zajmij się sobą. Co masz robić? Nie wiadomo. Jeśli już pierwszego dnia masz poczucie, że firma kompletnie nie jest przygotowana na przyjęcie ciebie, niewiele osób w ogóle wiedziało, że dołączysz do zespołu, niewiele też ma pojęcie, czym niby masz się tu zajmować, nikt nie ma czasu, by cię wdrożyć w nowe zadania, to fatalny sygnał. Ten organizacyjny chaos pierwszego dnia pokazuje wyraźnie, że firma jest dysfunkcyjna i drugiego czy trzeciego dnia raczej lepiej nie będzie. Jako nowa pracowniczka masz prawo oczekiwać takiego przyjęcia na pokład, które zminimalizuje twój stres, tego, że otrzymasz wszystko, czego potrzebujesz, by móc wywiązywać się z obowiązków. Jeżeli już po godzinie dokładnie wiesz, że tutaj wyśpisz się tak, jak sobie SAMA pościelisz, poważnie rozważ w tył zwrot.
Sygnał trzeci: robisz nie to, na co się umawiałaś
Zakres obowiązków określonych w umowie to piekielnie ważna rzecz. Są jednak takie firmy, w których traktuje się go jako... sugestię, a szefostwo nie jest do niego specjalnie przywiązane. Jeśli jako zatrudniona na stanowisko specjalistki ds. szkoleń w dziale HR zostajesz poproszona o złożenie zamówienia na kawę i długopisy, bo „wyszły”, to nie jest dobry znak.
Pozytywna atmosfera pracy to także świadomość i jasność co do tego, co należy do twoich obowiązków, a co zdecydowanie nie. W toksycznym środowisku pracy możesz mieć niewielką jasność co do swojej roli, a w rezultacie wykonywać zadania, na które się nie umawiałaś i za które nie otrzymujesz wynagrodzenia. Im więcej detali, które masz robić „przy okazji”, bo przecież to drobiazg, tym bardziej powinna ci się zapalić czerwona lampka. Poza tym im więcej nie twoich (zgodnie z umową) zajęć ktoś próbuje zwalić na ciebie, tym wyraźniej świadczy o to słabej organizacji pracy ‒ najwyraźniej brakuje tu rąk do pracy, a przyczyn można się tylko domyślać. Jeśli jesteś wyraźnie zaskoczona tym, czego się od ciebie oczekuje, bo zupełnie się nie spodziewałaś takiego zakresu obowiązków albo jesteś do nich kompletnie nieprzygotowana, bo na przykład nie masz wystarczających kompetencji ‒ to fatalny prognostyk.
Sygnał czwarty: widzisz chamstwo, ale nie reaguje nikt ‒ nawet szef
W każdej pracy czasami dochodzi do spięć między ludźmi. Zdarzają się nieporozumienia, a poza tym ‒ nie wszyscy się lubią i tyle. Antypatie i różnice poglądów nie powinny jednak oznaczać braku kultury i szacunku w komunikacji w miejscu pracy. Kluczowa różnica między stresującym a toksycznym środowiskiem polega na tym, że toksyczna praca normalizuje lekceważące traktowanie ludzi. Jeśli więc słyszysz, że projekt leży, bo „Piotrek jak zawsze dał ciała, bo mu się pracować nie chce” albo „Kaśka nie połączyła kropek, bo generalnie logiczne myślenie nie jest jej najmocniejszą stroną” i są to komentarze wygłaszane publicznie, uważaj. Poniżanie ludzi, kąśliwe uwagi, pasywno-agresywne zaczepki i odzywki, które nie spotykają się z niczyją zdecydowaną reakcją ‒ zwłaszcza reakcją przełożonego czy szefa zespołu ‒ to znak, że na takie zachowania w tej pracy jest przyzwolenie. Musisz więc liczyć się z tym, że i ty możesz bez problemu paść ich ofiarą i absolutnie nikt nie stanie w twojej obronie. Tolerowanie zachowań, które tobie nie mieszczą się w głowie, to poważny sygnał alarmowy. Wrogie środowisko pracy powstaje błyskawicznie także dlatego, że bardzo szybko zarażamy się emocjami i zachowaniami innych. Jeśli nikt nie powie: stop, chamstwo i brak szacunku szybko staną się normą pod hasłem „u nas już tak jest”. Pytanie brzmi, czy chcesz być częścią jakiej organizacji?
Czytaj także: Stres z drugiej ręki ‒ jak się nim zarażamy i co z tym zrobić?
Sygnał piąty: wszyscy gadają o wszystkich
Plotki w pracy, ale i w każdym innym środowisku, w którym są więcej niż dwie osoby, to najnormalniejsze zjawisko pod słońcem. Ludzie wymieniają się w ten sposób informacjami, ale też odreagowują stres i spuszczają z siebie napięcie. Jakimiś szeptami przy kawiarce czy w toalecie nie warto zanadto się przejmować, ale jeśli widzisz, że biurowe dramy rozgrywają się na każdym kroku, gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia, nagle zapada niezręczna cisza, a w strojeniu min i przewracaniu oczami za czyimiś plecami twoi nowi współpracownicy są absolutnymi mistrzami ‒ wiedz, że taka właśnie jest w tym miejscu norma komunikacji, a jest nią „obsmarowywanie” wszystkich przy innych wszystkich. Zamiast konstruktywnych narad, burz mózgów, sensownych informacji zwrotnych dotyczących pracy ciężar gatunkowy będzie tu położony na spiskowanie, knucie, obgadywanie i wszelkie intrygi. Albo się to kocha, albo się tym gardzi. Trzeciego wyjścia nie ma...
Sygnał szósty: dowiadujesz się, że jesteś piątą osobą w tym roku na tym stanowisku
I taki stan rzeczy nie dotyczy tylko twojego stanowiska, a wszystkich pozostałych. Częsta rotacja to bardzo wyraźny sygnał ostrzegawczy, bo cudów nie ma: musi istnieć przyczyna, dla której niemal nikt nie zagrzewa w tej firmie miejsca na stałe. I nie, nie jest to „dynamiczne” środowisko pracy, a ewidentny dowód na to, że coś nie gra. Zmiana pracy to nie zmiana butów ‒ zwykle oznacza spory stres. Mało kto bez wyraźnych powodów się na taki krok decyduje. Twoi poprzednicy z pewnością mieli ich wystarczająco dużo, by swojego miejsca szukać gdzie indziej. Wysoka rotacja w każdym środowisku nie jest dobra: prowadzi do braku zaufania między ludźmi i kierownictwem, małej lojalności wobec firmy, ale też gwałtownego spadku satysfakcji pracowników i ogólnie kiepskiej atmosfery niepokoju i niepewności. W takich warunkach ciężko o poczucie przynależności i jakiejkolwiek wspólnoty, więc najczęściej „każdy sobie rzepkę skrobie”. Nie ma przecież sensu się do siebie przywiązywać i na sobie polegać, bo kto wie, w jakim składzie spotkamy się jutro...
Sygnał siódmy, najważniejszy: nie chce ci się tam wracać
Jeśli na samą myśl o tym, że jutro znów masz się tam zjawić, lekko cię mdli, czujesz ścisk w żołądku czy jakiekolwiek inne sygnały z ciała; jeśli całą sobą czujesz niechęć do ludzi i atmosfery; jeśli towarzyszy ci lęk i niepewność, a nie przynajmniej odrobina ekscytacji i zaciekawienia kolejnym dniem ‒ dobrze się zastanów, czy nie posłuchać własnej intuicji. Czasami właśnie ona jest najlepszym doradcą.
Czytaj także: Jak ciało mówi ci, że podejmujesz złą decyzję?
Wykorzystane źródła: https://www.gallup.com/workplace/656906/top-four-reasons-taking-new-job.aspx; https://www.mckinsey.com/mhi/our-insights/toxic-workplace-behavior-and-employee-burnout-fix-one-fix-both; https://www.huffpost.com/entry/toxic-job-first-day-signs-red-flags-goog_l_69b9793de4b09a39145ed78b