fbpx

Skąd ta furia? O kobiecym gniewie

Skąd ta furia
Gniew może być ważnym sygnałem niezaspokojonej potrzeby, nierespektowanej wartości czy przekroczonych granic. (Fot. iStock)

Złość, oburzenie, sprzeciw – to są naturalne reakcje, informacje zwrotne, w jakiej sytuacji się znajdujemy. Najważniejsza jednak jest intencja. Czy chcę zaszkodzić, ukarać, sprawić ból? Czy przeciwnie – gniewnym zachowaniem podkreślić, jak bardzo zależy mi na naszej relacji. Jak radzić sobie z kobiecą furią i ciągle być razem – mówi psycholog Benedykt Peczko.

Kobieca furia to ta część nas, która wybucha gniewem, siejąc wokół spustoszenie. Jak z tym radzą sobie mężczyźni?
Nie najlepiej. Często czują się całkowicie bezradni. Kobiecy gniew przejawia się na wiele sposobów. Może przyjąć formę biernej agresji. Kobieta w sposób zawoalowany – niedomówieniami, zjadliwymi dowcipami – zadaje ból, karze mężczyznę. Stosuje gry, na przykład zachowuje się w sposób zalotny, ale gdy widzi, że mężczyzna odbiera to jako zaproszenie do bliskości, wycofuje się, bo jednak jutro ma ciężki dzień, boli ją głowa. To najłagodniejsza forma karania, która nierzadko przeradza się w tendencję do ciągłego narzekania, krytykowania, wytykania błędów, pomniejszania, wyśmiewania, kpin. Ostra forma to wrzaski, awantury, trzaskanie drzwiami, bicie, rzucanie przedmiotami, przekleństwa najgrubszego kalibru. Jeden z mężczyzn opowiadał mi, że wystarczy najmniejszy pretekst, aby kobieta, z którą żyje, wpadła w furię – bo na przykład zapomniał kupić jednego produktu z listy zakupów albo nie odłożył przedmiotu na swoje miejsce. „Co mam robić? – pyta. – Ciągle ją kocham, ale takie sytuacje zostają w pamięci”.

„Nie jesteś taki, jakbym chciała” – do takiego przekonania sprowadza się ten wzorzec przemocy.
„Nie robisz tego, co chcę, i tak, jak powinieneś”. „Ty niczego nie robisz porządnie. Nie możesz się nauczyć”. „Inni są lepsi, lepiej sobie radzą, lepiej zarabiają, nie robią takich głupot jak ty.”

Permanentny motyw niezadowolenia, żalu, krzywdy. „Ten palant, z którym jestem” – mówi znajoma o swoim mężu.
Może być też kretynem, idiotą, prymitywem, samcem. Furia, czyli nawykowe wybuchy gniewu, nad którymi nie można zapanować, jest więzieniem. Kobieta żyje w piekle. Nie może się rozluźnić, ucieszyć. Nie sposób czerpać przyjemności, gdy gniew zalewa mózg. Zauważyłem przedziwny mechanizm. Mężczyzna, widząc kobietę w takim stanie, zaczyna się nadmiarowo starać, chodzi na palcach, bo może ona jest zmęczona, przed miesiączką, ktoś ją zdenerwował. Więc mówi: „kochanie, uspokój się, nie krzycz, wystraszysz dzieci, porozmawiajmy kulturalnie”. To woda na młyn rozgniewanej kobiety. Łagodzenie, przyznawanie racji wzmaga gniew.

Dziewczynki, które się złoszczą, często słyszą: „uspokój się”.
Tak, uspokajanie może kobiecie przypominać to, co słyszała w dzieciństwie, bo dziewczynkom bardziej niż chłopcom nie wolno się złościć.

Mężczyźni nie zawsze reagują tak spolegliwie, jak mówisz. Nierzadko odpowiadają pięknym za nadobne.
Mężczyzna może się pogubić. Może brać do siebie wyzwiska, co obniża poczucie własnej wartości i godności. Może uwierzyć, że kobieta postradała zmysły. Może błędnie interpretować takie zachowania, mówić: „Praca ci szkodzi. Może zajmij się domem”. Może też dopuścić się przemocy wobec kobiety.

Co uzdrawiającego mógłby zrobić dla siebie i dla niej?
Najpierw trzeba postawić granice: „Nie rozumiem, o co ci chodzi, kiedy mnie obrażasz. Nie zgadzam się na wyzwiska”. Mężczyzna mówi, co się z nim dzieje, gdy kobieta reaguje gniewem. Co jest w stanie tolerować, a czego nie. Paradoksalnie zareagowanie złością uspokaja kobietę. Ale aby pójść dalej, potrzebna jest świadomość, skąd gniew się bierze i jak się z nim obchodzić.

Z traumatycznych doświadczeń, z przemocy, której byłyśmy świadkami albo ofiarami. Ale gniew ma też swoje źródła w wielowiekowej opresji wobec kobiet. To tak, jakby teraz kobiety odpłacały mężczyznom za setki lat patriarchalnej dominacji.
Latami gromadzone, nierozładowane napięcia – z dzieciństwa, z trudnych doświadczeń, z przeszłości przodkiń – zapisują się w ciele i sprawiają, że kobieta kipi w środku, a wtedy najmniejszy bodziec wywołuje wybuch. Wybuchy gniewu są niebezpieczne, ponieważ mózg trenuje się w tego typu zachowaniach, które zamieniają się w trwałą tendencję, sposób bycia, we wrogość wobec świata. Coraz słabszy bodziec uruchamia mściwe, raniące zachowania. I odwrotnie – jeśli trenujemy się w radości, coraz słabszy bodziec wywołuje przyjemność.

Gniew w związkach – paradoksalnie – może być spoiwem. Jest blisko i intensywnie. Cena jest jednak bardzo wysoka. Miałem klienta, który opowiadał, że jego rodzice kłócili się codziennie, aż któregoś dnia mama zmarła bez konkretnej przyczyny. On jako dziecko był w permanentnej depresji.

Gniew jest na wierzchu. Pod gniewem jest rozpacz.
Smutek, zranienie, poczucie krzywdy, samotność, zagubienie. Z rozpaczą trudno żyć. Smutek osłabia, prowadzi do depresji. Gniew daje energię do walki, można iść przebojowo, osiągać cele. Jednak odbija się to na relacjach, trudno zbudować bliski i serdeczny związek, trudno być szczęśliwym. Mówimy tu o gniewie nawykowym, niszczącym. Ale jest też słuszny gniew. Dobrze, gdybyśmy pamiętali, że agresja może być ważnym sygnałem niezaspokojonej potrzeby, nierespektowanej wartości czy przekroczonych granic. Źródłem gniewnych zachowań często bywa przemęczenie. Kobieta wiele godzin pracuje zawodowo, wraca z pracy i zajmuje się domem, dziećmi. Są mężczyźni, którzy przejmują domowe obowiązki, ale są też tacy, którzy mówią: „chcesz pracować, twoja sprawa, ale ktoś musi zająć się domem”.

Kolejnym źródłem gniewu może być nierówność społeczna dotycząca wynagradzania. Coraz częściej panie wykonują odpowiedzialne i stresujące zadania, w których przewyższają mężczyzn kompetencjami, jednak zarabiają mniej niż oni. W pracy kobieta jest profesjonalna, opanowana, skupiona, pilnuje terminów, zarządza, ogarnia wiele trudnych tematów i wyzwań. Wraca do domu i wybucha, bo napięcie musi znaleźć ujście. To może być sygnał, że w domu potrzebuje odciążenia od obowiązków; sygnał do rozmowy.

Złość, oburzenie, sprzeciw – to są naturalne reakcje, informacje zwrotne, w jakiej sytuacji się znajdujemy. Gdy agresja jest reakcją przejściową związaną z konkretną sytuacją, gdy jest wyrazem protestu, sprzeciwu, wtedy służy budowaniu relacji, poznajemy się lepiej i uczymy szanować swoje granice. Najważniejsza jest intencja. Czy chcę zaszkodzić, ukarać, sprawić ból? Czy przeciwnie – gniewnym zachowaniem chcę podkreślić, jak bardzo zależy mi na naszej relacji.

W stanie wzburzenia trudno o rozróżnienie tych intencji. „Teraz nic do mnie nie mów” – to chwila przytomności przed wybuchem.
Podlegamy takim samym napięciom jak nasi przodkowie tysiące lat temu. Oni mieli możliwość rozładowania agresji poprzez fizyczną aktywność. Nasze stresy kumulują się w ciele latami. I zwykle rozładowujemy je na najbliższych, których najbardziej kochamy.

Moja babcia w chwilach zdenerwowania robiła pranie. Energicznymi ruchami trąc bieliznę o tarę, wyrzucała z siebie złość. Można pobiegać, porąbać drewno, posprzątać. Wypuścić nadmiar napięcia z pleców, barków. Wracamy do trudnych spraw z inną energią.

Zastanawia mnie, że mężczyźni spokojni często wybierają kobiety z mocnym rysem. Jakby życie pokazywało im, że mają stawić czoło temu gniewowi. Uruchomić własną złość.
Mężczyzna ma szansę dotrzeć do swojej siły, zintegrować agresję; ujarzmić dzikiego konia w sobie. Nie strzelamy do dzikich koni, ale ujeżdżamy je. Zintegrowanie agresji nie oznacza brutalnych czy prymitywnych zachowań, to pełniejsze odczuwanie siebie. Stłumiona agresja zżera ogromne ilości energii. Chodzi o to, by energię złości przekierować na problem, nie na osobę. Mogę się wściekać, ale pod tym są zwrócone w przyszłość pytania: Z jakimi wewnętrznymi problemami boryka się kobieta? Co się dzieje w relacji? Czemu ten gniew służy? Mogę zapytać: „Jakie moje zachowania (czy brak zachowań) wywołują twoją złość?”, „Co zrobić, żebyś czuła się lepiej?”. Nie chodzi o wyciszanie gniewu, ale o skierowanie go na właściwe tory. Jeśli fala zalała pola, zastanówmy się, co z tym zrobimy. Może posadzimy ryż? Nie wińmy się, że nas poniosło, dbajmy, by poniosło we właściwą stronę.

A jeżeli kobieta nie chce rozmawiać ani sadzić ryżu?
Czas na rozstanie – dla dobra wszystkich, a szczególnie dzieci. Gdy gniew eskaluje, gdy oboje nie wiedzą co dalej, wyjściem jest separacja. Oddalenie przerywa schemat działania. Możemy popatrzeć na związek z innej perspektywy, zrozumieć, co napędzało emocje. Tęsknimy za sobą? Może to dobry pomysł, żeby zacząć jeszcze raz?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>