1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jakich mężczyzn unikać?

Jakich mężczyzn unikać?

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nieważne, jak kuszący ci się wydaje, kiedy ktoś taki koło ciebie się kręci, unikaj go. Są 3 typy mężczyzn, którzy wyglądają zachęcająco, jednak później relacja z nimi robi się coraz mniej przyjemna. Jacy?

1. Mężczyzna bierno-agresywny

Na początku do głowy może ci nie przyjść, że to kandydat na toksyczny związek. Wydaje się taki spokojny, często uprzejmy, nad wyraz miły i z nienagannymi manierami. Jednak po jakimś czasie można się zorientować, że zdarza mu się być w sposób niewybredny ale jednak niekonfrontacyjny złośliwym czy wrednym. Pojawia się zazdrość, zaborczość, usiłowania kontroli. Mocniejsze słowa, a kiedyś dojdzie i do gestów fizycznej przemocy. Dla takich zachowań nie ma usprawiedliwienia. Nie daj się zwieść tłumaczeniom, że on tak bardzo cię kocha i w ten sposób okazuje miłość. Nie zgódź się na to, żeby rozładowywać jego wewnętrzne lęki, nie bądź ofiarą jego ogromnego strachu przed odrzuceniem.

2. Kobieciarz

Ten typ uwodzi udawanym ciepłem i rzeczywiście znajomością kobiecej psychiki. Niestety, randki to jego sport. Nie jesteś jedyną kobietą, wobec której stosuje swoje chwyty. Są one w rodzaju romantycznych – bukiety róż, całowanie w dłoń, odgarnianie twojego kosmyka włosów z twarzy, tanie komplementy o głębi błękitu twoich oczu, kolacje we włoskich knajpkach. I dobrze się z nim rozmawia. Jeśli lubisz to, ok, nie żałuj sobie spotkań z nim. Tylko licz się, że kobieciarz nagle i nieoczekiwanie zniknie. Najprawdopodobniej po seksie.

3. Tajemniczy Otacza go aura mroku i wielu tajemnic. Pojawia się i znika i chociaż już jest w twoim życiu od dawna, niewiele o nim wiesz. Nie znasz jego przyjaciół, niewiele wiesz o rodzinie. Taki stepowy wilk może być kuszący, bo jego chłód kojarzy ci się z męskością. Jednak przy tym typie nie zaznasz bliskości, zaufania, powolnego i ekscytującego otwierania się. On jest zatrzaśnięty a ty nie masz wpływu, żeby trafić do jego serca. Tylko on sam może podjąć to ryzyko i nie zrobi tego, jeśli ty zawsze będziesz na niego czekać i nie daj Boże, dopukiwać się do jego tajemnic. Daj sobie spokój.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kobiety w stałych związkach - czego zazdroszczą singielkom?

Na co, poza nierównym podziałem domowych obowiązków, narzekają mężatki? Otóż lista zażaleń w długoletnich związkach nie jest aż taka długa. (fot. iStock)
Na co, poza nierównym podziałem domowych obowiązków, narzekają mężatki? Otóż lista zażaleń w długoletnich związkach nie jest aż taka długa. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Koniec wolności, rutyna, ograniczenia – owszem, to grozi każdemu związkowi. Ale będąc z kimś „na dobre i złe”, wiesz też pewnie, że to dobre wynagradza zwykle to złe. Psycholog Ewa Klepacka-Gryz ma kilka wskazówek dla rozczarowanych żon i partnerek.

Od zawsze wiedziałaś, że będziesz mieć dom, męża, dzieci. W twojej rodzinie tak było od pokoleń. Wspólne mieszkanie, dzieci, wspólne konto – tak żyli twoi rodzice, dziadkowie… Kiedy nadszedł twój czas, wybrałaś tego Jedynego, w głębi duszy wierząc, że wasz związek będzie wyjątkowy. Mijają lata, między wami bywa różnie; raz lepiej, raz gorzej, jak to w życiu. A wokół ciebie mnóstwo singielek, które idą przez życie same, bez mężczyzny, i twierdzą, że to ich świadomy wybór.

„Wolę być sama niż samotna” – usłyszałaś niedawno na babskim spotkaniu. „Jeśli mam ochotę napić się wina, nie muszę kupować całej winnicy” – to głos koleżanki z pracy, pożeraczki męskich serc i łowczyni cudzych mężów. Roześmiałaś się w duchu na myśl o tym, co by powiedział na to twój mąż, ale ziarenko niepewności zakiełkowało i w głowie pojawiły się niepokojące pytania: Jak bardzo musiałam zrezygnować z siebie dla naszego związku? Czy samej byłoby mi lepiej? Czy on dotrzymał obietnic, które mi składał? Skoro się kochamy, to dlaczego czasami czuję się taka samotna?

Zdaniem małżeńskich terapeutów po roku, dwóch albo trzech latach nawet w najlepszym związku pojawia się poczucie rozczarowania, opuszczenia, odrzucenia. – Jeśli jesteś z kimś w związku, to prawdopodobieństwo tego, że będziesz czasami doznawała stanów dojmującej samotności jest większe, niż kiedy żyjesz sama – twierdzi Zofia Milska-Wrzosińska, psycholożka, psychoterapeutka. – Bo kiedy wchodzisz w bliską relację, otwiera się obszar związany z twoimi pragnieniami, tęsknotami, oczekiwaniami i nadzieją, że zranienia z przeszłości zostaną opatrzone, a to, co bolesne i trudne – ukojone. A to jest niemożliwe.

Czy lepiej żyć razem, czy w pojedynkę? Czy na to pytanie można w ogóle dać jednoznaczną odpowiedź? Czego tak naprawdę zazdrościsz koleżankom – singielkom? Jakie gorzkie prawdy sobie przyswoiłaś?

„Małżeństwo to koniec wolności”

Kochana, odkryłam cudowne SPA na Mazurach, może wybierzemy się tam w weekend? – rzuciła od niechcenia koleżanka. To kusząca propozycja, ale… kiedy ostatni raz po babskim spotkaniu zdecydowałaś się przenocować u przyjaciółki, twój ukochany nie był zachwycony. Nie robił ci wyrzutów, ale wiesz, że nie lubi, kiedy spędzasz noce poza domem. On jest typowym domatorem, nawet razem rzadko wychodzicie. Przyzwyczaiłaś się do tego, ale czasami z sentymentem wspominasz, że kiedyś byłaś duszą towarzystwa; uwielbiałaś imprezy, spontaniczne wyprawy za miasto, a dziś? Przecież w satysfakcjonującym związku życzenia, potrzeby i dobre samopoczucie partnera powinny być dla ciebie tak samo ważne jak twoje własne.

Przypomnij sobie, dlaczego przed laty zdecydowałaś się zrezygnować, a może bardziej – ograniczyć swoją wolność? Może dlatego, że poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, zrozumienia, a także pragnienie dzielenia wspólnych planów i pasji, czyli część MY, stały się dla ciebie ważniejsze niż część JA? Twoja koleżanka singielka w każdej chwili może wyruszyć na koniec świata, nie pytając nikogo o zgodę, ale gdy ma problem, to do ciebie dzwoni w środku nocy. A kiedy, po wysłuchaniu jej szlochów, wracasz do łóżka, złodziej twojej wolności z miłością obejmuje cię ramieniem i zaspany pyta: „Wszystko w porządku?”. Zależy ci na tym wyjeździe do SPA? Może powiedz mu o tym? Małżeństwo to nie więzienie. To od was zależy, ile dacie sobie nawzajem wolności.

„Małżeństwo to zabójca miłości”

Nawet największa miłość kończy się po okresie miodowym – tak twierdzą przeciwniczki trwałych związków. Mówią: „romans – tak, małżeństwo – nie, bo każdy facet zmienia się po ślubie”. Cóż, jest w tym trochę racji. Codzienna rutyna to zabójca pożądania. Nie kochacie się już tak często i z taką namiętnością jak w pierwszych miesiącach po ślubie. Bywają między wami ciche dni. No i twój mąż nie jest już tym dzielnym rycerzem, który nosił cię na rękach. To prawda, ale ty też nie jesteś już tą zakochaną w nim bez pamięci dziewczyną, która spijała z jego ust każde słowo. Specjaliści od terapii par przyznają, że w miarę trwania związku zmienia się dynamika miłości. W miejsce namiętności i intymności – najbardziej „apetycznych” składników – pojawiają się przyzwyczajenie i zaangażowanie. A zakochanie przechodzi w etap dojrzałej miłości.

Obecnie coraz więcej par deklaruje pragnienie funkcjonowania w tzw. wolnym związku, który podobno nie zabija wolności, niezależności, możliwości samorozwoju, i trwa dopóty, dopóki nie wygaśnie „płomienna” miłość. Takie pary trafiają do mojego gabinetu i nierzadko okazuje się, że pod seksualną i emocjonalną swobodą kryje się lęk przed bliskością lub przed odrzuceniem, a także niewyrażona tęsknota za poczuciem stabilności, spokoju i bezpieczeństwa. Małżeństwo nie jest stanem, lecz procesem, w którym pojawiają się okresy bliskości, ale też dystansu, kryzysy, rozczarowania i problemy. Na przestrzeni wspólnego życia zmienia swój kształt, zmienia się intensywność, intymność i motywacja do bycia razem. Obydwoje się zmieniacie, rozwijacie się jako para, ale także każde z osobna. Bywa, że na jakiś czas przestajecie się rozumieć, zamykacie jedno na drugie – po to, by znów wrócić do siebie „z” i „dla” miłości. Kreujecie wspólny świat, doświadczając go jednak osobno – bo miłość łączy, ale czasami też dzieli.

Zamknij oczy i spróbuj wyobrazić sobie życie bez niego – mężczyzny, którego wybrałaś „na dobre i złe”. Jak się z tym czujesz?

„Małżeństwo to wybór na całe życie”

Skąd mam wiedzieć, że nie spotkam mężczyzny, w którym się zakocham bardziej niż w moim narzeczonym? – to najczęstsze pytanie, które zadają mi kobiety tuż przed decyzją o ślubie. Niestety, nikt ci nie da takiej gwarancji. Być może, będąc mężatką, właśnie tego najbardziej zazdrościsz singielkom – spotkania miłości życia. Choć w dzisiejszym świecie kolejne małżeństwa wcale nie należą do rzadkości, czasami okazuje się, że drugie czy trzecie również kończy się rozwodem. Zdarza się również, że wybór życia w pojedynkę jest właśnie konsekwencją kolejnej nieudanej próby. A pozamałżeńskie romanse są chwilową ucieczką od owego wyboru na całe życie. No cóż, satysfakcjonujący związek wymaga dojrzałości obydwojga partnerów. A dojrzałość to przede wszystkim umiejętność dokonywania wyboru określonej drogi życia i wykluczenie pozostałych możliwości. Wybór tego jedynego partnera wyklucza wszystkich innych, i rzeczywiście nie jest to łatwe. Bez względu na to, czy w waszym małżeństwie panuje sielanka, czy akurat macie kryzys, wasza relacja, w odróżnieniu od np. przyjaźni, opiera się na wiążącej umowie, której zasady powinniście ustalić na początku. Niestety, partnerzy kierowani impulsem zakochania naiwnie wierzą, że „wszystko się samo ułoży”. Zależność, wierność, lojalność czy podporządkowanie – to nie są kajdany, ale kwestie do ustalenia.

Kiedy trafia do mnie para na terapię, pierwsze zadanie, jakie mają do wykonania, to narysować siebie i partnera w postaci kółek. Ważne jest, w jakiej odległości kółka znajdują się od siebie, czy się przecinają i co jest zawartością każdego z nich oraz części wspólnej. W niej mieszczą się wspólnie wypracowane zasady dotyczące wolności, niezależności, wspierania się, indywidualnych wyborów, prawa do dystansu i samorealizacji, czyli to wszystko, czego zazdrościsz singielkom.

  1. Seks

Seks po ślubie, czyli… co noc? Rozmowa z Katarzyną Miller

Dziś wiele par żyje ze sobą przed ślubem. Warto jednak pomyśleć też o tym, co będzie się działo w naszej sypialni po założeniu obrączek lub zamieszkaniu razem, bo zmiana sytuacji często zmienia podejście do seksu. (Fot. iStock)
Dziś wiele par żyje ze sobą przed ślubem. Warto jednak pomyśleć też o tym, co będzie się działo w naszej sypialni po założeniu obrączek lub zamieszkaniu razem, bo zmiana sytuacji często zmienia podejście do seksu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Dziś, kiedy wiele par żyje ze sobą przed ślubem, to temat lekceważony. No bo skoro już razem sypiamy, to czy warto myśleć o tym, co będzie się działo w naszej sypialni, kiedy założymy obrączki? Albo kiedy zamieszkamy razem, połączeni kredytem, kotem albo potomstwem? Warto, bo zmiana sytuacji często zmienia podejście do seksu. Jeśli zawczasu zastanowimy się nad tym, jakie mamy oczekiwania, może uda się nam znaleźć część wspólną. To łatwiejsze, gdy rozumiemy, że czasem coś, co nie ma nic wspólnego z seksem ani z naszym uczuciem do partnera, psuje nam radość seksu z nim – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Dziś, kiedy wiele par żyje ze sobą przed ślubem, to temat lekceważony. No bo skoro już razem sypiamy, to czy warto myśleć o tym, co będzie się działo w naszej sypialni, kiedy założymy obrączki? Albo kiedy zamieszkamy razem, połączeni kredytem, kotem albo potomstwem? Warto, bo zmiana sytuacji często zmienia podejście do seksu. Jeśli zawczasu zastanowimy się nad tym, jakie mamy oczekiwania, może uda się nam znaleźć część wspólną. To łatwiejsze, gdy rozumiemy, że czasem coś, co nie ma nic wspólnego z seksem ani z naszym uczuciem do partnera, psuje nam radość seksu z nim – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

W książce „Dlaczego kobiety uprawiają seks” Cindy M. Meston i David Buss piszą, że mężczyźni: bo lubią, a kobiety mają 237 innych powodów. Trudno więc, by nasze oczekiwania były zgodne. A gdybyśmy w sypialni nie przeżywali rozczarowań, nie byłoby tych małych frustracji, które zatruwają życie tak na co dzień… Zacznę od anegdoty. Tuż przed zawarciem małżeństwa z zakrystii wypada pan młody. Radosny, pospiesznie zapina spodnie. „Coś ty taki zadowolony? – pyta go drużba – za chwilę tracisz wolność!”. „Ty nie wiesz, z kim ja się żenię! To kobieta moich marzeń. Właśnie zrobiła mi najwspanialszą laskę. Teraz będzie tak co noc!”. Po chwili z zakrystii wychodzi panna młoda, także szczęśliwa. Ją z kolei o powód radości pyta druhna. „Przed chwilą zrobiłam ostatnią laskę w życiu!” – odpowiada panna młoda.

Jeśli jednak jest tak jak w tym dowcipie, to nie tylko nasze oczekiwania, ale i upodobania różnią się i to zdecydowanie. Na pewno. Chłopaki po prostu myślą, że będą mieli to, co chcą, czyli seks w domu ze swoją kobietą, która jest zawsze pod ręką. Dziewczyny jednak zdecydowanie rzadziej marzą, że wreszcie będą miały przy sobie co noc kochanka. W Polsce nadal nie wolno kobietom mieć takich pragnień. I ogromna część nie myśli o tym, że po ślubie będzie mieć co noc seks. Myśli za to i marzy o tym, że wyjdzie wreszcie z domu rodzinnego i będzie mieć swój własny dom.

Dom, ale niekoniecznie z sypialnią? Sypialnia też ma być w tym wymarzonym domu, ale nie jest tym najważniejszym pomieszczeniem. A jeśli jest, to na pewno nie z powodu seksu. Kobiety więcej uwagi poświęcają urządzaniu jej niż temu, co by tam się mogło zadziać. Ja tę potrzebę, która pcha kobiety do ślubu, nazywam potrzebą gniazdowania. Przez analogię do ptaków, które w okresie godowym budują gniazda. Ludzie też mają potrzebę, by sobie uwić miłe gniazdko. Oczywiście, kobiety cieszą się, że w tym gniazdu jest ich samczyk luby, który będzie im wyśpiewywał miłosne trele. Cieszą się, że ktoś je pragnie, że ktoś je pokochał. I to są te ich całe fantazje.

Seksu w nich co kot napłakał? Co napłakał, bo ten samczyk luby ma je tylko pieścić i komplementować. Kochać fizycznie, owszem, czasem, ale bez szału, bo też seks nie jest celem życia kobiet. Oczywiście, nie jest też celem życia mężczyzn, choć oni akurat lubią tak o sobie myśleć, jednak nie wszyscy i nie zawsze. Mężczyźni też potrzebują czuć się chciani i kochani. I jeśli któryś jest źle traktowany przez swoją kobietę, to on często ucieka wtedy w romans, w świat prostytucji, pornografii, a najczęściej masturbacji. Znam pięknych mężczyzn, którzy wiążą się z szarymi myszami. Dlaczego? Bo czują się przez nie kochani, doceniani. Przy nich są bezpieczni, nie muszą bać się wielkiej namiętności i zazdrości. A więc te obsesje, motywacje i cele seksualne mężczyzn są mocno podrasowane w naszej kulturze.

Zdziwiłam się, bo z badań wynika, że tylko dla 61 proc. mężczyzn (i 31 proc. kobiet) ważne jest, by druga połowa była sexy. No właśnie, bo mężczyźni potrafią znacznie bardziej świadomie niż kobiety rozróżnić materiał na żonę i na kochankę... A wracając do sypialni i seksu: on jest często ważny dla kobiet, które mają frajdę z seksu, a to często te, które jako nastolatki odkryły masturbację. One też wiedzą, czego chcą, i nie dadzą się zbyć. Nie są uzależnione od mężczyzny, nie muszą mu się całe oddawać i czekać tylko na to, co dostaną. Oczywiście, masturbację można odkryć i później, a orgazm z kolejnym partnerem, jeśli się nie udało z pierwszym.

W „Dlaczego kobiety uprawiają seks” przeczytałam, że my chcemy czuć się pożądane i atrakcyjne. To sedno naszej seksualności. Nie superorgazmy. A w „Dlaczego mężczyźni pragną seksu, a kobiety potrzebują miłości” Allana i Barbary Pease, znalazłam kolejną różnicę, zdaniem autorów mężczyźni chcą mnóstwo seksu, a kobiety seksu na wyłączność… Mężczyźni chcą seksu na podniesienie swojej męskości, bo im się od dziecka mówi, że prawdziwy mężczyzna wciąż go chce. Kobiety chcą seksu dla potwierdzenia tego, że dla tego oto mężczyzny są kimś jedynym. Zgadzam się więc z tym, że kobiety chcą być upragnione, a dzieje się tak z powodu, o którym wciąż mówimy: wiele kobiet wynosi z domu rodzinnego ogromną dziurę w poczuciu ważności. W tych domach są tylko tym kimś, kto ma „przynieść, wynieść, pozamiatać”. Są oczywiście królewny, które były słoneczkiem tatusia, i one biorą od mężczyzn to, co chcą i potrzebują, biorą też przyjemność seksualną, bo wiedzą, że im się należy to, co najlepsze, i że mogą to mieć. Ale takich kobiet jest niewiele. Ogromna większość to te, które nazywam wygnanymi z raju. One miały tatusia do pewnego momentu, a potem już nie. Taki tatuś wielbił córeczkę, a jej mamy nie, a potem odszedł i wcale się z córką nie spotykał. A więc ona miała tę wielką miłość, ten raj i go utraciła. A to sprawia, że ma przekonanie, że miłość się traci, że każdy mężczyzna porzuci. Kiedy takie przekonanie się ma, to w każdym związku czeka się na porzucenie i strasznie stara, by to nie nastąpiło. Jednak zabieganie o mężczyznę każdego z nich strasznie zmęczy i znudzi, a na pewno nie zatrzyma.

A seks? To chyba nie jest hobby „wygnanej z raju”? Kobieta „wygnana z raju” seksem się nie interesuje, jej rozwój został przerwany, kiedy ojciec ją odrzucił, a więc gdy była dziewczynką. Przytulanie, całusy i chwalenie, że śliczna, to wszystko, czego pożąda. A jeśli już myśli o seksie, to seks ma być wtedy, kiedy ona jest gotowa, i taki ma być ten seks, jak ona by chciała. Mężczyzna ma się liczyć z jej złymi dniami, z jej smutkiem, z jej wyobrażeniami o tym, jak powinien wyglądać i się zachowywać. Czyli ona będzie centrum zarządzania ich związkiem. A jeśli nawet przez miesiąc nie będzie miała nastroju, to on nie ma być zniechęcony czy sfrustrowany. Wciąż  tak samo ma być w nią zapatrzony, tak samo jej pożądać i podziwiać. Jedyne, co możemy im poradzić, to żeby zdały sobie sprawę, że tylko pracując nad swoim poczuciem wartości, mogą załatać tę dziurę. A gdy to się im uda, zrozumieją, że seks jest należną i ważną przyjemnością zmysłową. Warto jej poświecić czas i uwagę, fantazjować o seksie, a nie o firankach w oknie... Dziewczyna, kiedy się zakocha w jakimś chłopaku, to marzy, że idą razem na spacer nad jezioro i on mówi jej, że jest cudowna, i ją całuje. Chłopcy w tym czasie myślą o seksie i to wprost. Tego się nie zmieni, to biologia. Ale to, co można zmienić, też okazuje się trudne. Na przykład mężczyźni lubią mówić, że kobiety są nie do zrozumienia. Ale gdyby zadali sobie trud, by je zrozumieć, nie musieliby panicznie się bać i wycofywać, gdy tylko poczują, że ona chce od nich czegoś, ale oni kompletnie nie rozumieją czego.

Pewnie zwyczajne oczekiwania, jaki ten seks ma być, mają kobiety, które w domu dostały sporo miłości i szacunku. Lubią więc siebie i lubią seks. Są przyzwyczajone do tego, że są dobrze traktowane, szanowane, że okazuje się im sympatię i uczucie. Wybierają więc intuicyjnie odpowiednich facetów. Tych, z którymi dobrze się czują, którzy potrafią kochać, bo sami nie mają dziury w poczuciu wartości. Kobiety wygnane z raju zawsze wezmą na partnera kogoś niewłaściwego. Nauczono je, że jak ktoś jest miły, to na pewno jest fałszywy albo czegoś zaraz będzie chcieć! Trudno im będzie zaznać szczęścia w związku, bo chcą być strasznie mocno kochane! Ale ich faceci też! Wciąż się więc nawzajem rozliczają: ty mnie kochasz za mało, ty mnie kochasz nie tak, ty mnie kochasz nie tak, jak ja potrzebuję! Trwają przy swoich kompleksach i nawzajem oskarżają. Zaczyna się walka. Seks staje się poligonem i coraz częściej pada groźba: „za karę nie będzie seksu!”.

A więc koniecznie trzeba rozmawiać o swoich oczekiwania, ale też o kompleksach i obawach – i to zanim zaczniemy spać razem codziennie, a nie od czasu do czasu, i to zazwyczaj po zabawie w klubie. Bycie parą uprawiającą seks przed ślubem nie wszystkich uczy, jaki partner jest w seksie. Jeśli para mieszka ze sobą długo przed ślubem, to owszem, oboje już wiedzą, jak im jest. Ale jeśli kochają się z doskoku, w różnych miejscach, w hotelu, w mieszkaniu przyjaciółki, pod nieobecność rodziców we własnym pokoju, to przeważnie się spieszą, stresują. Marzą wtedy o spokoju, nieograniczonym czasie dla siebie, powolnych pieszczotach, wielokrotnych aktach miłosnych, czułych szeptach. Szczególnie kobiety chciałyby, żeby luby poświęcał im dużo czasu i uwagi. Miał czas na rozbieranie, oglądanie, podziwianie, całowanie… Jest taki dowcip, smutny jak i ten poprzedni: „Kiedy kobiety  przestaną udawać orgazm? Wtedy, kiedy mężczyźni przestaną udawać grę wstępną”. Kobiety uwielbiają grę wstępną. Ich całe ciało jest do tego stworzone. To je rozluźnia. Wtedy odpływają od codzienności, o której przecież muszą myśleć znacznie więcej niż mężczyźni. Czują się wtedy sexy i tak odbierają partnera.

Ale tej gry wstępnej we wspólnej sypialni niekoniecznie musi być tyle, ile kobieta oczekiwała... Jasne! A kobieta, zwłaszcza ta jeszcze nierozwinięta seksualnie, pragnie, by jej partner obdarował ją orgazmem, czyli był skupiony na niej, cierpliwy, czuły, ale i wiedział, czego ona potrzebuje. Kobiety w ogóle marzą, żeby mężczyzna wiedział, czego one pragną. To jest, niestety, marzenie ściętej głowy. Do tego, by sam odgadł marzenia kobiety, potrzebny byłby Don Juan, a taki, nawet jak się trafi, to nie będzie się żenił. I jest pat, bo dziewczyny nie są uczone tego, że mają prawo mówić o swoich potrzebach. Poza tym boją się, że będą posądzone o egoizm. Wstydzą się też prosić na przykład o orgazm łechtaczkowy przed penetracją, a bardzo wiele tego właśnie potrzebuje. Tylko niektórzy mężczyźni o tym wiedzą. Bardzo powszechne jest męski prosty seks, a kobiety wolą żyć bez seksu, jeśli nic innego nie mogą dostać. I tak się często kończy.

To jak to robią ci, którym w łóżku i w życiu się razem układa? Jeśli para planuje poważny związek, czasem rozmawia o wzajemnych oczekiwaniach i wyobrażeniach, ale niestety rzadko. Częściej myślimy: „jakoś się ułoży”. I w efekcie na przykład dzieci pojawiają się, zanim cokolwiek postanowimy, bo też wiedzę o antykoncepcji mamy taką jak każdy widzi. A kiedy już są dzieci, to bardzo często seks szlag trafia. Z wielu powodów. Związek przestał być przyjemnością, a stał się obowiązkiem, a z tym młodzi ludzie często nie wiedzą, co robić. Najczęściej się „spinają”, boją, denerwują. To nie sprzyja rozkoszy. U nas dzieci wychowuje się bez świadomości tego, że rodzice są istotami seksualnymi. Dzieci też mają być bezpłciowymi aniołkami. Rodzice przestają się przy nich całować, przytulać, dotykać. Taki mają wzór ze swoich domów. Kończy się zabawa, zaczynają się schody. Frustracja seksualna, różnie rozwiązywana. Przez kłótnie, ciche dni, pracoholizm, oddalenie. Skupienie na obowiązkach i jakimś uzgodnieniu mijania się obok. Wtedy we wspólnej sypialni robi się niemiło. Żeby było miło, trzeba się napracować. I bardzo wspierać wzajemnie. A nie bawić w ulubione gry małżeńskie, u wszystkich takie same: „Bo to wszystko twoja wina!”.

Od czego zacząć takie rozmowy przedślubne? Warto uzgadniać wzajemne postawy i potrzeby. Poznawać siebie i partnera. Nie bać się, kiedy wyjdzie na jaw, że się różnimy. To wcale źle nie rokuje, tyle że nikt nas nie uczy, jak sobie z tym radzić. Te różnice i tak wyjdą w praniu, czyli w życiu. W dodatku to normalne, że się różnimy. I ciekawe. Znacznie bezpieczniej jest zajmować się negocjacjami, uzgodnieniami, na początku, kiedy się lubimy, pożądamy, jesteśmy dla siebie jeszcze atrakcją. A nie gdy już na siebie syczymy ze złości i rozczarowania. Seks to część życia niebagatelna. Można uzgodnić, że jest nam w związku niezbędny albo że mało ważny. Byle byśmy oboje byli z tych uzgodnień zadowoleni i ich świadomi.

Problemy z niedogadaniem co do seksu dotyczą chyba jednak małej grupy kobiet, skoro z badań prof. Wioletty Skrzypulec-Plinty wynika, że 76 proc. tych, które mają mniej niż 40 lat, jest zadowolona z seksu. Ludzie mówią, że jest dobrze, żeby lepiej się poczuć albo z niewiedzy, że może być naprawdę im w seksualności przyjemnie. Wychowywani jesteśmy „od przyjemności”, a nie „do przyjemności”. No to jakie mamy mieć związki? Może być nam razem dobrze niezależnie od tego, jakie mieliśmy fantazje przedślubne, ale musimy pogodzić się z tym, że ta druga osoba nie jest do spełniania naszych oczekiwań. Każdy sam musi wziąć odpowiedzialność za siebie, także za swoje oczekiwania dotyczące seksu i za ich realizację.

  1. Psychologia

Granice wolności w związku - czy związek to alternatywa dla wolności?

Jeśli podchodzimy do naszego partnerstwa w ten sposób, że uważamy, że nieupilnowany partner skorzysta z okazji i wykorzysta swoją wolność w sposób, który nas zrani, to wyrządzamy krzywdę przede wszystkim sobie. (Fot. iStock)
Jeśli podchodzimy do naszego partnerstwa w ten sposób, że uważamy, że nieupilnowany partner skorzysta z okazji i wykorzysta swoją wolność w sposób, który nas zrani, to wyrządzamy krzywdę przede wszystkim sobie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Czy zauważyliście, że ludzie często myślą o związku jako alternatywie dla wolności? Za deklaracją: „Nigdy nie wyjdę za mąż, nie ożenię się", pod spodem kryje się zazwyczaj strach przed utratą tożsamości, swobody, swobodnego dysponowania swoją osobą.

Otrzymuję czasem maile z pytaniami typu: „Czy można pozwalać parterowi na samotne wyjścia, spotkania z przyjaciółmi, imprezy integracyjne?". Myślę, że ta obawa związana jest z niewłaściwym pojmowaniem partnerstwa, jego istoty i celu, a także samej wolności. Bo nie jest ona wyłącznie możliwością robienia tego, co się nam w danym momencie zachciewa. W życiu, jeśli na czymś nam bardziej zależy, rezygnujemy z czegoś innego. To naturalne. Chodzi więc o to, by działać ze świadomością, że nasza sytuacja życiowa jest kwestią wyboru. To jest wolność.

Zauważcie też, że stosunki damsko-męskie, w tym modele związków, ciągle ewoluują. Kiedyś role były sztywne i z definicji zawierały w sobie wiele ograniczeń. Tego nie wolno, tego nie wypada. Dzisiaj szukamy nowych koncepcji i dróg realizacji siebie, także poprzez partnerstwo. Jednakże wzorce domowe, w których jedna lub obie strony odczuwają brak wolności osobistej, nadal funkcjonują. Kto ma takie doświadczenia z pewnością obawia się ograniczeń lub uważa, że są one niezbędne by związek był dobry.

Problem wolności pojawia się także wtedy, kiedy nasze poczucie wartości jest obniżone oraz kiedy traktujemy związek jak lek na samotność, sposób na dowartościowanie. Pojawia się też wtedy, kiedy czujemy, że nie możemy robić pewnych rzeczy i tłumimy swoje potrzeby z obawy, że okażemy się nie dość dobrzy w roli partnera (a czasem także po to, aby nie dać drugiej stronie prawa do tego, by robiła to samo).

„Beata, moja żona, ma pretensje, gdy chcę robić coś sam, np. pójść na piwo z kolegami z pracy itp. Daje mi do zrozumienia, że ona tego nie robi, bo pierwszeństwo ma rodzina. Dostosowuję się, rzadko korzystam z takich zaproszeń, ale mam wtedy poczucie, że mi nie ufa. Zresztą podejrzliwie wypytuje mnie o wszystko w takich sytuacjach. Czy jeśli spędzę godzinę w innym towarzystwie, to znaczy, że nie kocham rodziny, że jestem nieodpowiedzialny?” pyta Jacek, 32-letni informatyk.

Marysia, 36-letnia redaktorka, również ma obawy dotyczące podobnych kwestii. „Czasem rozmawiam z koleżankami o wyjeździe do SPA na cały weekend. Bez partnera, bez dzieci… ale kończy się na marzeniach, bo szczerze mówiąc, nie wiem, co mój mąż robiłby w tym czasie. A może podrzuciłby dzieci rodzicom i skorzystał z wolności? Moja przyjaciółka w taki sposób odkryła zdradę męża. Klasyka. Wcześniejszy powrót z delegacji. Cieszyła się, że zrobi mu niespodziankę. Ale to on zaskoczył ją. I właśnie się rozwodzą”,  mówi.

Jeśli tak podchodzimy do naszego partnerstwa, czyli uważamy, że nieupilnowany partner skorzysta z okazji i wykorzysta swoją wolność w sposób, który nas zrani, to wyrządzamy krzywdę przede wszystkim sobie. To znaczy, że myślimy: „On/ona jest ze mną tylko dlatego, że tak dobrze go pilnuję?".

Warto też pamiętać, że osoba, którą próbujemy kontrolować, czuje się jak w klatce i rzeczywiście może skorzystać z sytuacji, gdy drzwiczki są niedomknięte...

Jak ustalić granice wolności w związku?

Pierwszym i najważniejszym warunkiem związku, w którym panuje wolność, jest obustronna dobra wola. Wtedy zbudowanie relacji jest naszym wspólnym wyborem, a odpowiedzialność za nią nie jest narzucona. Dobrowolność i odpowiedzialność sprawiają, że nasze obowiązki nie są uciążliwością, ale chęcią, aby związek był dobry i wspierający dla obu stron.

Jeśli kochamy partnera, a on kocha nas i żadne z nas nie próbuje zająć lepszej pozycji, mieć więcej praw czy też większego poczucia bezpieczeństwa kosztem drugiej strony - jesteśmy elastyczni. Wyjście gdzieś samemu, spełnienie swoich potrzeb towarzyskich poza związkiem, uprawianie pasji czy wyjazd integracyjny nie stanowią istotnego problemu. Zakres tych swobód zależy od umowy, możliwości, stylu życia, charakterów i potrzeb.

  1. Psychologia

Od zakochania do dojrzałego związku

W związku od początku najważniejsza jest szczerość, a także bycie w kontakcie z samym sobą oraz świadomość własnych uczuć. Podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu jest również dzielenie się odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby. (Fot. iStock)
W związku od początku najważniejsza jest szczerość, a także bycie w kontakcie z samym sobą oraz świadomość własnych uczuć. Podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu jest również dzielenie się odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Podstawą dojrzałego związku są wspólne cele, bagatelizowane na początku różnice mogą stać się przeszkodą nie do pokonania - tłumaczy Marta Wołowska-Ciaś, terapeutka Gestalt.

W początkowej fazie znajomości zakochani najchętniej w ogóle nie rozstawaliby się. W pewnym momencie to „zakleszczenie” się kończy. Zakochanie to faktycznie wyjątkowy moment w związku. Można powiedzieć - niepowtarzalny, pod wieloma względami. Wszystko dzieje się po raz pierwszy: pierwsze spojrzenia, spotkania, dotyk,  potem: wyjawianie tajemnic, rozmowy o przeszłości, dzieciństwie, planach na przyszłość, pocałunki, intymne kontakty…  To budzi niesamowicie pozytywne uczucia. Ekscytacja i niemal euforia towarzyszą każdemu spotkaniu, oczekiwaniu na telefon, rozmowę, wiadomość. Po kilku tygodniach partnerzy spotykają się coraz częściej, spotkania trwają coraz dłużej i dochodzi do nich w bardzo różnorodnych sytuacjach. To już nie tylko randki w kinie i kolacje przy świecach, ale wspólne weekendy, wyjazdy we dwoje, poznawanie znajomych. Zakochani stają się coraz mniej zahamowani i bardziej skłonni do wzajemnego pochwalania się i ganienia. Stają się bardziej empatyczni, rozwijają swoje własne zwyczaje, systemy porozumiewania się, scenariusze wzajemnych kontaktów.  

Jak wykorzystać ten proces dla budowania dojrzałej relacji? Od początku ważna jest szczerość i uczciwość w związku, a także bycie w kontakcie z samym sobą, świadomość własnych uczuć tu i teraz. Dzielenie się zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi myślami i odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby jest podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu.

Na przykład? Kiedy osoba jest świadoma swoich własnych uczuć w danym momencie - warto pamiętać, że są to: złość, smutek, radość, strach - ma wolność wyboru i zachowania. Kiedy partner spóźnia się na kolację albo spotkanie może powiedzieć: „Jest mi przykro, kiedy nie przychodzisz punktualnie. Czuję się wtedy dla ciebie mało ważna. Możemy o tym porozmawiać?”. Albo: „Złości mnie, kiedy umawiasz się ze mną, a przychodzisz razem z koleżanką. Oczekuję, że będziesz to ze mną omawiała w przyszłości, dobrze?”.

Aby związek mógł przejść w kolejną fazę, potrzebne są wspólne cele. Nie muszą być identyczne. Jednocześnie wspólne planowanie, rozmowy na temat przyszłości mogą korzystnie wpłynąć na cementowanie relacji. Jeśli cele nie będą zsynchronizowane co do głównych założeń, takich jak na przykład posiadanie albo nie dziecka, miejsce zamieszkania, jeśli zbagatelizujemy te różnice na początku, to potem mogą się okazać przeszkodą w stworzeniu trwałego związku.

Kiedy związek zaczyna dojrzewać? Kiedy mija pierwsza faza związku (około 8-9 miesięcy), „partnerzy silniej odczuwają, że ich indywidualny interes jest nieodłączny od istnienia i jakości łączącego ich związku.[...] Coraz częściej i silniej występują jako para (a nie dwie jednostki) w relacjach z innymi ludźmi. [...]  Zwiększają wysiłek wkładany w związek, podwyższając w ten sposób jego ważność we własnej przestrzeni życiowej"*. To także czas, kiedy budujemy swoje granice w związku. Dlatego tak bardzo ważna jest świadomość własnych granic. Gdzie kończę się ja, a gdzie zaczynasz się ty? Samo zadawanie sobie takiego pytania w związku, rozmowa o tym może zwiększyć naszą wiedzę i odczuwanie samych siebie.

Jak stawiać granice w związku, żeby nie zranić partnera? Drogowskazem w stawianiu granic powinny być nasze uczucia i znajomość własnych potrzeb. Warto szukać odpowiedzi na pytania: „ jak ja się czuję, kiedy mój partner proponuje to czy tamto albo zachowuje się w stosunku do mnie w taki albo inny sposób? ”, „czego potrzebuje, chcę, co tak naprawdę lubię?”.  Jeśli będziemy przekraczać siebie, nie wyjdzie nam to na dobre, a tym bardziej nie przysłuży się relacji. Wcześniej czy później „wyjdzie”, być może bocznymi drogami, w nieadekwatnej sytuacji, nasza złość czy zranienie.

Ale może się zdarzyć, że postawienie granicy będzie raniące dla partnera. Wtedy konieczna jest rozmowa, żeby zrozumieć, co kryje się za taką sytuacją. Być może nasze zachowanie przypomina mu jakieś niedokończone sytuacje z przeszłości i otwiera niezabliźnioną ranę. Może ma inny system wartości, wychowanie, wiarę, zasady i stąd mogą wynikać jego uczucia. Tego nie wiemy. To może oczywiście dotyczyć nas samych. Dlatego im bardziej jesteśmy świadomi siebie, tym łatwiej budować dobre relacje. Stawianie granic to wyraz troski i szacunku do siebie i do partnera. I pamiętajmy: asertywność to nie tylko umiejętność mówienia NIE, ale także mówienia TAK.

*cytaty pochodzą z: B. Wojcieszke „Psychologia miłości”

  1. Seks

Związek w wibracji 5 - przygoda i wolność

Zero nudy. Związek w wibracji 5 jest jak powiew wiatru. (fot. iStock)
Zero nudy. Związek w wibracji 5 jest jak powiew wiatru. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Numerologia mówi, że jeśli dodane do siebie liczby urodzeniowe partnerów dadzą 5, nie będzie im się razem nudzić. Przyjdzie im się otworzyć na nieprzewidywalność, przygodę, na przypływy i odpływy.

Wibracja 5 daje partnerom okazję do tego, by smakowali życia wszystkimi zmysłami, szukali wciąż nowych doznań. Ważne jest to, że ludzie w takim związku wpływają na swoje wnętrze, silnie oddziałują na siebie, wzajemnie inspirują się do zmiany.

Fundamentalnym aspektem do przepracowania dla takiej pary jest kwestia wolności, braku kontroli, otwarcia się na nowości, przepływ. Ważne? Prawda? Bo my w relacjach lubimy kontrolować, mieć pewniki. Wydaje się bezpieczne, gdy ktoś jest ujęty w ramy. Jesteś taki, taka. Takim, taką cię chcę, wtedy będę cię kochać. To jednak iluzja. Kochać prawdziwie, to być przygotowanym, że codziennie rano budzisz się obok kogoś innego. Jeśli jesteśmy prawdziwi, nie jesteśmy monolitem.

Kiedy liczbą numerologiczną związku jest 5, w życiu dwojga ludzi nie za wiele jest stałości. Nudy brak, są za to przeprowadzki, podróże, nagłe zwroty akcji, niespodzianki, imprezy, szaleństwa. Zupełnie odwrotnie niż w związku 4.

Zwykle są przyjemności, sporo zmysłowego seksu, wydawanie pieniędzy i dobry standard życia. Taka relacja może się nagle i burzliwie zacząć, może się też niespodziewanie skończyć. Albo jest między partnerami cudownie, albo beznadziejnie. Nie ma miejsca na letnie uczucia, są wyznania miłosne, bywają wyzwiska. Jest uwielbienie, są awantury, bunt, nic stałego.

Istotna jest też niezależność partnerów, każdy ma swoje pasje i hobby oraz czas tylko dla siebie. Takich ludzi będzie ciągnęło w stronę rozwoju, duchowości, egzystencjalnych rozmów. Może też to być związek trochę dziwny, w jakiś sposób trudno akceptowalny społecznie, z różnicą wieku, wyznań, mezaliansem.

Ale, że kij ma zawsze dwa końce, wibracja "pięć" może dać relację bardzo rodzinną i usankcjonowaną, pobożną. Jednak nawet w takim układzie jakieś burze zaistnieją, często na poziomie emocji czy szybkiego tempa życia. Często dzieje się tak, że wibracja ta daje poczucie wyższości. Partnerzy żyją w przekonaniu, że są wyjątkowi - ładniejsi, zdolniejsi, ciekawsi niż inni. Często szokują otoczenie swoją ekscentrycznością i mają poczucie niezwykłości swojego wspólnego życia.