1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Mężczyzna metroseksualny w łóżku

Mężczyzna metroseksualny w łóżku

fot.123rf
fot.123rf
Delikatny, niepewny, piękniś… Mężczyzna naszych czasów coraz bardziej przypomina kobietę! A wtedy... Co dzieje się z seksem?

Piękniś, delikatny, niepewny, metroseksualny. Mężczyzna naszych czasów coraz bardziej przypomina kobietę! A wtedy... Co dzieje się z seksem?

Kiedyś jedyną karierą dostępną płci pięknej było zamążpójście. Dziś kobiety wypełniły każdą społeczną czy zawodową lukę. Znika to, co kiedyś różniło je od mężczyzn: mają wolność wyboru i mogą się realizować w dziedzinach, które dawniej nie były dla nich dostępne. Nic chyba dziwnego, że i w sypialni zachodzą zmiany. A czy te zmiany nam się podobają? To już inna rzecz!

Facet metroseksualny

Dawny samiec nie bał się seksu, tylko czerpał z niego garściami. Samiec według nowego wzoru jest inny: myśli, rozważa, może czuć strach. Dawny pomyślałby: „spróbuję!”. Nowy myśli: „a co będzie, jeśli nie sprostam?”. Dawny był egoistą: myślał wyłącznie o swojej przyjemności. Nowy się obawia, że może się okazać beznadziejny w łóżku, zwłaszcza w zderzeniu z wiedzą i oczekiwaniami partnerki. Nie jest to pewny siebie typ macho, ale nieśmiały chłopak, który ma obawy.

Joanna Twardo-Kamińska, psycholog i seksuolog, przyznaje, że rozsądek zawsze był stereotypowo przypisany kobietom: – To panie gasiły ogień męskiej namiętności jednym „nie powinniśmy”. Zanim uzyskaliśmy dostęp do skutecznej i prostej w zastosowaniu antykoncepcji, to kobiety z konieczności były rozsądniejszą stroną, bo to one zostawały ze zrujnowaną opinią i dzieckiem.

W świecie, w którym to głównie mężczyźni inicjowali seks, kobiety zastrzegały sobie prawo mówienia „nie”. Dziś, gdy to one coraz częściej pierwsze mówią „chodźmy do łóżka” – mężczyźni uczą się odmawiania. Uczą się też innych rzeczy, na przykład kontaktu z własnymi emocjami. Przez wieki prawdziwy mężczyzna nie płakał i nie okazywał słabości. Zamiast powiedzieć „kocham” (i powtarzać to słowo codziennie), wolał stanąć do walki w turnieju – i zginąć w imieniu damy swego serca. I to się zmienia!

Gadu-gadu nocą

– Marek urzekł mnie tym, że tak pięknie mówił o uczuciach – wspomina Dagmara. – Kiedy byliśmy w łóżku, był czuły i delikatny, i cały czas szeptał, jak bardzo mnie kocha i jaka jestem dla niego ważna!

Niestety, to, co urzekło Dagmarę na początku, po jakimś czasie stało się powodem rozstania. – Po kilku miesiącach miałam tego dość – wyznaje. – W sypialni chciałam seksu, a nie roztkliwiania się, jak to cudownie, że się odnaleźliśmy na tym oceanie świata. Dla Marka jednak seks nie był radosnym spotkaniem ciał. Był komunią dusz!

Dagmara ma spory temperament i czego innego oczekiwała po łóżkowych zabawach. Wiecznie rozanielony Marek po prostu ją nudził. Co gorsza, był przeczulony na punkcie swoich emocji: bardzo źle znosił krytykę, był mało pewny siebie, łatwo go było urazić. A potem zabierał tę urazę do sypialni: nie chciał się kochać, bo czuł się dotknięty.

– Coraz częściej trafiają do mnie pary, w których to ona jest silną i zdecydowaną stroną, on natomiast jest lękowy, zagubiony i neurotyczny – mówi Twardo-Kamińska. – Przyzwyczailiśmy się, że to kobiety są skoncentrowane na swoich emocjach, ale coraz częściej w tę rolę wchodzą ich partnerzy. Teraz to oni analizują swoje emocje, często się martwią. Zamiast szukać rozwiązań, szukają problemów.

Taki facet nie daje kobiecie poczucia bezpieczeństwa. A kiedy tego brakuje, to i w łóżku nie będzie fajnie, bo kobieta nie będzie w stanie w pełni otworzyć się na seks. Taki neurotyczny mężczyzna albo znajdzie sobie silną i zdecydowaną partnerkę, która jeszcze bardziej go „wykastruje”, po czym kompletnie przestanie pożądać, albo taką samą jak on – lękową, która przy nim stanie się jeszcze bardziej lękliwa i tak oboje będą się na zmianę uwodzić i zwodzić.

Jak postępować, kiedy chcemy z takim mężczyzną zostać? – Przede wszystkim nie traktować go jak dziecka – ostrzega seksuolog. – I motywować do działania w męskich dziedzinach. Niech wymiana opon na zimowe, porządki w garażu i wizyty na myjni będą wyłącznie jego zadaniem. Niech ma coś, co jest jego, co jest męskie. Nawet jeśli lepiej potrafisz wbić gwóźdź, nie musisz tego robić – radzi Twardo-Kamińska. Ta sama zasada dotyczy sypialni: nie prowadź go za rękę, jest w końcu dorosłym facetem. Lepszy będzie komunikat: „zrób ze mną, co zechcesz”.

Weź mnie

Robert chciał być zdobywany. Oczekiwał, że Joanna będzie go uwodzić, składać propozycje, oczarowywać.

– Przez cały czas naszej znajomości palcem nie kiwnął, żeby się do mnie zbliżyć – wspomina Joanna. – Owszem, dawał się wyciągać do kina, knajpy czy na spacery po parku. Nie odmówił żadnej z propozycji i wyraźnie dobrze się bawił. Ale sam przenigdy nie wystąpił z inicjatywą.

Joanna przyznaje, że moment poznania był charakterystyczny: Robert siedział wdzięcznie na kanapie w klubie. Wyglądał, jakby tylko czekał, że podejdzie do niego jakaś kobieta i go poderwie. W łóżku było tak samo. Seksu też nigdy nie inicjował. Na początku taka postawa stanowiła dla Joanny ciekawą odmianę, wręcz wyzwanie. Ale tylko na początku.

– Robert był najprawdopodobniej wychowany przez silne kobiety, bez męskiego wzorca – mówi seksuolog. – Nic dziwnego, że unika typowych męskich ról i zadań, i czuje się lepiej w towarzystwie kobiet.

Ich związek przetrwał tylko kilka miesięcy. – Nie mogłam znieść tego, że był taki bierny i kapryśny – mówi Joanna. – Nie umiał powiedzieć, że coś mu się nie podoba, tylko podstępnie torpedował moje plany. Ale najgorszy był seks: czułam, jakbym musiała o to prosić.

Twardo-Kamińska dodaje: – Zdarzają się tacy bierni mężczyźni. Ten typ, zaproszony do seksu, nie odmówi, ale sam nie wprowadzi żadnego urozmaicenia, a po stosunku przeciągnie się i zaśnie. Jedyny plus: jak się mu powie „zrób to i to” – zrobi to. Ale czy o to właśnie chodzi w związku?

Piękny, metroseksualny

Kiedy Zosia zobaczyła Emila, pozazdrościła mu płaszcza: był szałowy! Sama mogłaby go nosić. Resztę Emil też miał pierwsza klasa: idealna fryzura, twarz z delikatną opalenizną, doskonale dobrane do sylwetki dżinsy, drogie buty, świetny zegarek. Jednym słowem – cudo! Szybko przypadli sobie do gustu, szybko się zakochali, i po kilku tygodniach zamieszkali razem. Wtedy Zosia poznała tajemnicę Emilowej urody: chłopak spędzał w łazience i sklepach z ciuchami więcej czasu niż ona.

– Emil to przykład mężczyzny metroseksualnego, czyli mieszkańca metropolii, który wielką wagę przykłada do swego wyglądu, urody i pielęgnacji – mówi seksuolog. – Efekty jego wysiłków są bardzo zadowalające, ale już cena, jaką się za to płaci – mniej.

Otóż kobiety wcale nie lubią mężczyzn, którzy mają więcej kosmetyków, ciuchów i par butów od nich; takich, którzy przed każdym wyjściem spędzają dwie godziny w łazience. Jakoś facet bardziej się nam kojarzy z regularnymi wizytami na siłowni, a nie w... salonie piękności. Poza tym taki mężczyzna w związku przejmuje rolę „higienicznego nadzorcy”, dawniej właściwą kobietom. Jest bardzo czuły na punkcie ciała, zarówno swojego, jak i partnerki, więc od razu jej przypomni, że już dwa dni temu powinna była iść na depilację. Poranny seks, taki spontaniczny, przed prysznicem – odpada!

Przy Emilu Zosia poczuła się zaniedbanym flejtuchem, mimo że zawsze o siebie dbała. Związek nie przetrwał pięciu miesięcy. – Fajnie, kiedy mężczyzna dba o higienę czy okazuje emocje, ale bez przesady! – mówi Zosia. – Facet powinien być facetem!

Cóż, większość kobiet lepiej czuje się, gdy ich partnerzy są bardziej męscy niż one. I to się nie zmienia.

Ekspert Joanna Twardo-Kamińska psycholog, seksuolog, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO, www.mago-psychoterapia.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Męski kryzys seksualny - jak odbija się na związku?

Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On nie ma ochoty na seks – donoszą już nie tylko 40-latki zaniepokojone jego kryzysem połowy życia, ale także 30-latki. Seks przestał był atrakcyjny dla młodych mężczyzn? Kobietom z pewnością chodzi o seks partnerski, intymny, związany z czułością, otwartością…

Właśnie o taki.
Coraz częściej nawet młodzi, dwudziestokilkuletni, zdrowi, przepełnieni hormonami mężczyźni czują niepokój na myśl o doświadczeniu seksualnej otwartości. Co innego seks sportowy, fizjologiczny, szybki numerek – każdy mężczyzna to potrafi. Wbrew pozorom ekstaza miłosna dla wielu mężczyzn może być – i jest – źródłem niepokoju, a czasami wręcz przerażenia.

Przerażenia?
Czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają kontaktowaniu się ze swoją wrażliwością. Intymny związek, intymny seks wiążą się z głębokim kontaktem ze sobą, z odsłanianiem się, z czułością, i to nie przez chwilę, ale na stałe. To wciąż dla wielu mężczyzn nieznany ląd.

Stąd lęk?
Związany także z utratą kontroli. Rozmawiam z młodym mężczyzną, który skarży się, że nie może spać. Pytam, co złego by się stało, gdyby jednak zasnął. Jest zdenerwowany na samą myśl o tym, ponieważ wtedy nie wiedziałby, co się dookoła dzieje. Dlatego najchętniej w ogóle by nie spał. Wyobraźmy sobie takiego mężczyznę w objęciach z ukochaną, oddającego się ekstazie miłosnej… Nie do wyobrażenia, prawda? To, oczywiście, skrajny przypadek, jednak wielu mężczyzn w jakimś stopniu odnajdzie w nim siebie. Boimy się utraty kontroli, ponieważ nie wiemy, co się wydarzy, jakiego siebie wówczas spotkamy. Co innego płatny seks. Tu wszystko jest proste. Nie trzeba czułości, otwartości, jest transakcja – to do mężczyzn przemawia. Znają świat transakcji. Zwierzają się: „Jaka ulga! Wiem, na co się decyduję, usługa wykonana, kładę pieniądze na stół, wychodzę”. Pełna kontrola.

To dopiero skrajny przypadek.
Nierzadki. Zwracam uwagę na to, jak trudno współczesnym mężczyznom otworzyć się na miłość, na seks, który nie jest usługowy, produktywny. Ostatnio jeden z mężczyzn podzielił się ze mną niezwykłym dla siebie odkryciem: „Nie ma lepszego lekarstwa na stres niż seks! Są na to badania!”. Znalazł racjonalny powód, zredukował napięcie. Jednak w głębokim miłosnym związku seks nie służy żadnym pobocznym celom, choć, oczywiście, efekty poboczne mogą być. Służy jedynie doświadczeniu jedności, całości, wspólnej ekstazy. To właśnie tego wymiaru siebie mężczyźni tak bardzo się boją. Nie wiedzą, w jaki sposób to nieprzewidywalne, nieracjonalne, trudne do zdefiniowania przeżycie moglibyśmy dopasować do swojej tożsamości. Paradoksalnie boją się tego, za czym najbardziej tęsknią. I przed czym uciekają. Czasem przez całe życie.

A my, kobiety, staramy się, najczęściej neurotycznie, nadmiarowo. Czegóż nie próbujemy! Nie ma ochoty na seks? Schudnę, zrobię wystrzałowy makijaż, spódniczka mini, seksowna bielizna, kolacja przy świecach…
Tak, to są częste skargi kobiet: „O co chodzi? Co się stało? To ja mam teraz o niego zabiegać? Prosić o seks?”. Dobre, przyjacielskie związki przeżywają kryzys, ponieważ kobieta nie czuje zaangażowania, namiętności. Im bardziej ona wymaga, tym bardziej on się wycofuje. Ona goni, on ucieka. W końcu idzie jak na ścięcie. To mogłoby być zabawne, gdyby nie rodziło tak wiele cierpienia. Mężczyzna zaczyna więc traktować intymny kontakt jako zadanie do wykonania, obowiązek. Boi się, że nie sprosta; boi się impotencji, wczesnego wytrysku. Nie chce zawieść, rozczarować, popsuć tego, co jest, więc woli unikać, nie narażać się.

To rozwściecza kobietę.
Tak, zaczynają się napięcia, spory nie wiadomo o co. Jeśli sytuacja się przeciąga, kobieta zaczyna się interesować innymi mężczyznami i mówi o tym. To z kolei budzi furię zazdrości w nim. Kłopot w tym, że lęki, które mężczyźni odczuwają, nie są przez nich uświadomione. Kobieta wysłuchuje coraz to nowych racjonalizacji. On nie może, bo bierze leki i właśnie doczytał, że takie mogą być skutki uboczne. A poza tym przeciągająca się choroba osłabiła organizm energetycznie. Jest przemęczony. Przeżywa trudny okres w pracy. Kończy duży projekt. Ale gdy już go skończy… Na początku te racjonalizacje brzmią logicznie i rokują na przyszłość – no, bo w końcu kiedyś przestanie brać te leki i skończy projekt. Niestety, najczęściej jest tak, że choroba ustępuje, projekt się kończy, ale problem pozostaje. Jednak mężczyzna się nie poddaje, ma w zanadrzu kolejne racjonalizacje i uniki: teraz po tej wyczerpującej chorobie, po ciężkim okresie w pracy musi doładować akumulatory, wzmocnić się. To kobietę przygnębia, bo ileż można słuchać tego samego. Związek coraz bardziej słabnie. Rozstanie wydaje się nieuniknione.

Wiele kobiet mówiło mi, że mąż, partner „odciął” je od seksu, gdy zaczęły robić karierę, zarabiać więcej od niego…
To jest rodzaj biernej agresji, która – niestety, także nieuświadomiona – rządzi psychiką wielu mężczyzn. Taka jesteś we wszystkim świetna, takie masz sukcesy, ale TEGO ode mnie nie dostaniesz. Wielu partnerów znanych artystek, wziętych biznesmenek mówiło mi, jak fatalnie czują się, gdy w towarzystwie, na spotkaniu rodzinnym to one są na piedestale, je się docenia, chwali, podziwia.

A ona potrzebuje jego zachwytu i adoracji.
Nie dostaje tego, ponieważ mężczyzna nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Nie zna siebie. Nie rozumie swoich wewnętrznych napięć i konfliktów. Nie wie, co go blokuje, czego się obawia. Nie wie, co czuje i czego potrzebuje. Jest rozdrażniony, zirytowany, obrażony. Zaczyna więc karać i manipulować seksem. Tu ma władzę. Fatalne. Dla związku równia pochyła. Seks to sfera miłosnego spełnienia; spełniony seks jest przejawem spełniającej się relacji. W żadnym razie intymność nie może być obszarem władzy, dominacji, karania czy szantażu. Oczywiście, w świecie to się zdarza. W związkach miłosnych też. Jednak nie o to chodzi. Niczego w ten sposób nie wygrywamy. Osłabiamy siebie i więź z najbliższą osobą.

Na zewnątrz to wygląda jak niechęć do seksu. Co jest pod spodem, w psychice?
Niewyrażone frustracje. Żal do losu, do świata, do siebie, przekierowany na partnerkę. Niskie poczucie własnej wartości. Bardzo często niewyrażony ból i smutek wewnętrznego chłopca. Nie sposób namiętnie się kochać, kiedy odczuwa się smutek. Warto poświęcić trochę czasu, aby zająć się wewnętrznym chłopcem, który potrzebuje zaopiekowania, wsparcia. Chłopcy w dzisiejszym świecie nie przechodzą męskiej inicjacji w dorosłość. Mężczyźni nadrabiają edukacją, jednak rzadko zajmują się nierozbrojonymi lękami, obawami, poczuciem winy, wstydu, bezradności. Nie mają okazji zintegrować – jak to się fachowo mówi – serca z miednicą. Oddzielają seks od miłości romantycznej. Bardzo często seks skojarzony jest z poczuciem winy.

Od czego zacząć?
Najważniejsza jest świadomość. Jakie cele sobie stawiam? Czego chcę? Na czym naprawdę mi zależy? Bardzo często wygląda to tak, że mężczyzna niby godzi się z tym, że partnerka zarabia dwa, trzy razy więcej od niego. Że odnosi sukcesy. Że nie ma jej w domu, bo wyjeżdża na tournée czy w delegację. Że to on zajmuje się sprawami rodziny, robi zakupy, dba o dzieci. No więc niby się godzi, a jednak ze smutkiem, żalem i wstydem mówi: „Wiesz, jestem taką kurą domową”. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem dobrze zorganizowanym, koordynującym wszystko gospodarzem, troskliwym ojcem”. Gdy nazywa siebie kurą domową, to jaki obraz wyłania się z nieświadomości? Kogoś zaniedbanego, kto prowadzi życie o małej wartości. Czy doceniam siebie? Czy wybieram to, czym się teraz zajmuję? To są ważne pytania.

Czasem odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”.
Te wewnętrzne konflikty także trzeba dogłębnie zbadać. Pamiętam mężczyzn, którzy na terapii małżeńskiej mówili, że źle się czują w domu. Kobiety deklarowały wówczas, że w takim razie nie przyjmą kolejnego awansu, żeby być więcej z rodziną, zatrudnią pomoc do dzieci, a mężczyzna znajdzie lepiej płatną pracę. Na to mężczyźni: „No nie, przecież dzieci potrzebują ojca, a nie opiekunki!”. Kobiety nie dawały za wygraną: „Zrezygnujmy więc z dużego domu, z drogiego samochodu, żyjmy skromniej, oboje będziemy mieli więcej czasu dla siebie i dla dzieci”. Za każdym razem, gdy ona coś proponowała, on się krzywił, wymyślał kontrargumenty; tak źle i tak niedobrze.

W jakimś sensie mężczyznom jest więc wygodnie tak, jak jest.
Nie przyznają się do tego; narzekają, ale nie chcą niczego zmieniać. To najlepszy przykład niepanowania nad sobą, nieświadomości, w jakiej żyjemy; tracę ochotę na seks, ponieważ widzę kobietę jako źródło własnego niespełnienia, frustracji i żalu. Ale to nie kobieta jest tym źródłem. Ja nim jestem. Warto pamiętać, że kryzysy otwierają przestrzeń do rozwijania samoświadomości, uczciwego badania siebie. Przydałoby się lustro, żeby spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań. Czy sposób, w jaki żyję, mnie satysfakcjonuje? Czego w sobie nie akceptuję? Co mogę zmienić? Co chcę zmienić? W jaki sposób zmiana, której dokonam, wpłynie na mnie i na najbliższe mi osoby?

Zaczęliśmy tę rozmowę od frustracji kobiet…
Tu nie chodzi tylko o zaspokojenie kobiety. Nam, mężczyznom, przydałaby się świadomość, że satysfakcja seksualna pozwala przekroczyć problemy rodzinne i zawodowe. Można być ze sobą blisko w różnych obszarach życia, jednak gdy brakuje tej szczególnej bliskości, brakuje doznań szczytowych, mistycznego domknięcia, dopełnienia. Brakuje czegoś, co wykracza poza dobrą organizację, prosperity; poza wszystko, co da się uporządkować, zaplanować, skalkulować i skontrolować. Poza wszystko, co znane. Po co nam mistyka w świecie, który wymaga przede wszystkim operatywności i sprawności?! Okazuje się jednak, że ten brak sprawia, iż to, co tak świetnie zorganizowane i uporządkowane, zaczyna się rozsypywać albo wygasa, wyczerpuje się. Kobiety to intuicyjnie czują. I podnoszą alarm. To dla nas wyzwanie i szansa.

  1. Psychologia

Czy mit mężczyzny jako samotnego wilka jest nadal aktualny?

Mężczyźni potrzebują czasem samotności. Problem w tym, że kobiety traktują to jako coś kierowanego przeciwko relacji. Myślą wtedy: dlaczego on nie chce wpuścić mnie do swojego świata? Tymczasem on robi to po to, żeby być z tobą blisko i mieć poczucie ciekawości ciebie. (Fot. iStock)
Mężczyźni potrzebują czasem samotności. Problem w tym, że kobiety traktują to jako coś kierowanego przeciwko relacji. Myślą wtedy: dlaczego on nie chce wpuścić mnie do swojego świata? Tymczasem on robi to po to, żeby być z tobą blisko i mieć poczucie ciekawości ciebie. (Fot. iStock)
Każdy człowiek chce czasem pobyć w samotności, ale zdaniem terapeuty Roberta Milczarka mężczyźni potrzebują tego wyjątkowo, biologicznie i kulturowo. To dobre dla ich psychiki, ale i dla związku, bo po czasie spędzonym osobno bardziej doceniają ten spędzany razem.

Czy stereotyp mężczyzny jako samotnego wilka nadal jest aktualny?
To wcale nie stereotyp. Moim zdaniem w mężczyznach tkwi głęboko atawistyczna potrzeba tego, żeby oddalić się w samotność, choćby na chwilę. I to z różnych powodów, najczęściej po to, by poukładać się ze sobą, podjąć ważne życiowe decyzje, w poczuciu, że nie jest się wystawionym na ocenę innych. To nie zmienia się od lat, różnią się tylko dekoracje i współczesne atrybuty.

Kim zatem jest współczesny samotnik i jak wygląda jego wyprawa w samotność?
To są na przykład różne samotne podróże, wyprawy w góry czy konfrontowanie się ze słabościami poprzez sport uprawiany w pojedynkę. U wielu mężczyzn chęć oddalenia się od świata rozgrywa się na zupełnie nieświadomym poziomie. Dlatego uważam, że stoi za tym jakiś pierwotny mechanizm.

Mówimy o pewnym etapie życia w samotności, a znasz samotników, którzy żyją w pojedynkę przez całe życie, z dala od ludzi?
W moim gabinecie pojawiają się czasem mężczyźni, którzy mają taką konstrukcję, że faktycznie potrzebują więcej przestrzeni i wolności. Po to, żeby zbliżyć się do partnerki, muszą się od niej najpierw oddalić, inaczej mają poczucie sklejenia i niemalże wchłonięcia. Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale podoba mi się metafora mężczyzny sprężyny i kobiety fali z książki Johna Greya, „Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa”. Dlatego, że kobiecy cykl emocji można metaforycznie porównać do fali, gdzie bycie „na fali” to odczuwanie mocy, spokoju i dobrego nastroju. I tak jak fala potrafi się dynamicznie załamać, również emocje mogą się zmieniać, aż do stanu bycia pod falą, w poczuciu beznadziei, bezsilności. Mężczyźni często popełniają błąd, próbując jakoś na to wpłynąć, pomóc i sprawić, by kobieta poczuła się lepiej. To pogarsza sprawę, bo mężczyznom trudno uznać emocje bez próby ich zmiany, a wystarczyłoby być obecnym, uważnym, bez zamiaru naprawiania, tłumaczenia czy wpływu na ten stan rzeczy.

A co oznacza metafora mężczyzny sprężyny?
Tak jak sprężyna, która kurczy się i rozszerza, mężczyźni potrzebują oddalenia po to, żeby się do kobiety zbliżyć. Mężczyzna, żeby zatęsknić, musi nabrać dystansu. Bo jeżeli jest się z partnerką cały czas blisko, to nie ma przestrzeni na to, żeby poczuć i doświadczyć, czym ta bliskość jest. Można powiedzieć, że to dość stereotypowe spojrzenie, a jednak jest w tym sporo racji. Oczywiście taka dynamika może dotyczyć też postaw i reakcji kobiet. Z pewnością jeśli mężczyzna nie nosi w sobie głębokich traum, a samotność nie jest ucieczką, tylko potrzebą wyznaczenia granic i posiadania swojej przestrzeni – to oddalenie się jest potrzebne dla jego zdrowia psychicznego. Tak samo jak i jest potrzebne kobiecie, ale myślę, że ze względów kulturowych mężczyzna jednak bardziej potrzebuje wylizać swoje rany bez ekspozycji społecznej. I to jest właśnie to ogromne wyzwanie w relacjach damsko-męskich. Bo mam poczucie, że kobiety traktują to oddalenie się mężczyzny jako coś, co jest kierowane przeciwko relacji. Oczywiście nie jest tak zawsze, ale kiedy mężczyzna rusza w podróż na motorze albo przesiaduje sam w garażu, to kobieta może odczuwać złość i żal, bo dlaczego on nie chce wpuścić mnie do swojego świata? No właśnie po to, żeby być z tobą blisko i mieć poczucie ciekawości ciebie, kobieto.

Rozumiem to, bo sama mam silną potrzebę autonomii i wolności. Jednak zaskakuje mnie, gdy w rozmowach z terapeutami pracującymi z mężczyznami pytam o to, co robią na męskich kręgach czy warsztatach, a oni odpowiadają mi: a co cię to obchodzi? Jako kobieta nie masz tam wstępu.
To jest czysto archetypiczna sprawa, bo skoro energia ma być męska, to dotyczy tylko mężczyzn. I nie chodzi o wykluczanie kobiet. Po prostu jest w życiu przestrzeń na wspólnotę i przestrzeń na odrębność. Mówiąc retoryką sportową: to, co się dzieje w szatni, zostaje w szatni.

Dlaczego uważasz, że kultura sprawia, że to właśnie więcej mężczyzn szuka dzisiaj samotności? Większość pustelników to mężczyźni?
Myślę, że to nie jest kwestia większych oczekiwań wobec mężczyzn, tylko sprzecznych wymagań. Bo dzisiaj nie do końca wiadomo, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną. Kliszą jest to, że mężczyzna powinien być powściągliwy, silny i nie okazywać emocji będących objawem słabości. Współczesny mężczyzna musi sprostać wymaganiom, które wiążą się z wrażliwością emocjonalną. Ale jak w tym zachować pierwiastek męski? Bez agresji, z uczuciem i wyczuciem. Jak nie być miękkim, a wyrazistym? Mężczyzna ma dzisiaj wiele do przerobienia, dlatego tak potrzebuje samotności. Dostrzegam to także w terapii, na przykład gdy pracuję indywidualnie z mężczyznami, którzy jednocześnie są w terapii małżeńskiej. I widzę, że w pracy indywidualnej mężczyźni są bardziej otwarci niż podczas tej w parze – wtedy zamykają się i wycofują. Szczególnie gdy terapeutką jest kobieta. Czasem postrzegają to jak kobiecy sojusz przeciwko mężczyźnie. I to jest temat do przerobienia, trudny i żmudny.

Myślę, że bliskość z drugim człowiekiem staje się coraz trudniejsza dla nas wszystkich. Czy męska samotność nie jest dzisiaj bardziej ucieczkowa?
Każdy z nas ma potrzebę bliskości i dzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi, cieszenia się, wspólnego doświadczania. Jednak część z nas potrzebuje być bardzo blisko, a inni czują się lepiej, będąc w pewnej odległości. Znaczenie mają tu trudne doświadczenia życiowe, które traumatyzują nasze relacje. A człowiek ma przecież ogromne możliwości do generowania w sobie mechanizmów obronnych. I ucieczka w samotność staje się dzisiaj jednym z nich. Dlatego, że samotność możemy sobie dzisiaj dość dobrze zracjonalizować: samotność jest fajna, bo lżej nam się żyje. Nikt od nas nie wymaga chodzenia na kompromisy, których uczenie się jest elementem bycia w relacji z drugim człowiekiem. Istnieje pozytywny wymiar samotności, o którym mówiliśmy: potrzeba zdystansowania się, pobycia ze sobą czy nasycenia się energią samotności. I myślę, że w uniwersalnym wymiarze każdy człowiek tego potrzebuje – umiejętności bycia ze sobą. Faktycznie dzisiaj to dla nas trudno dostępne, w małym stopniu potrafimy kontaktować się ze sobą w samotności.

Negatywny wymiar samotności to właśnie rodzaj ucieczki: z lęku przed bliskością czy oceną, z niechęci do angażowania się w relacje i pogłębiania bliskości. Jednak mężczyźni dopiero uczą się kontaktowania ze swoimi emocjami. I pomimo że sam jestem feministą, to mam taki apel do kobiet: „dajcie mężczyznom więcej czasu”. Potrzebnego, by odkryli, jak dziś być mężczyzną silnym i wrażliwym jednocześnie. Bo niby od kogo mieli się tego nauczyć? Od nieobecnego, wycofanego czy przemocowego ojca? A może od matki próbującej wypełnić obie role rodzicielskie? Postawy żądaniowe, roszczeniowe i krzyczące ze strony kobiet budują u wielu mężczyzn jedynie opór. I chęć ucieczki. Dlatego proponowałbym raczej terapeutyczną zasadę: tym szybciej coś się wydarza, im wolniej działamy. Dojrzewanie do bliskości i uczenie się odrębności to indywidualny i długotrwały proces.

Ale czy mężczyźni potrzebują tej samotności od kobiet?
I tak, i nie. Tak, ponieważ nie chodzi o samotność w ogóle, od wszystkich, tylko fakt, że mężczyźni czują się bezsilni i nie rozumieją oczekiwań współczesnych kobiet. Nie, ponieważ mężczyźni chcą bliskości, w której możliwa jest własna odrębność i nieprzeżywanie wszystkiego i zawsze razem. Powiem ci, jak to wygląda u mnie: lubię pobyć sobie sam lesie, w górach czy w domu, i to nie jest ucieczkowe, tylko ma funkcję regenerującą. Po to, żebym później mógł zbliżyć się do partnerki, podzielić się swoim doświadczeniem, powiedzieć o tym, co przeżyłem, mieć ciekawość jej jako drugiej osoby. I myślę, że w relacji z kobietą to bardzo ważne, bo bycie ciągle razem w takim sklejeniu zabiera tajemnicę, ciekawość i niedosyt. Myślę, że z byciem w związku jest jak z kulinariami – lepszy niedosyt niż przesyt.

Mężczyzna samotnik dla mnie jako kobiety to facet sukcesu lub porażki. To na pewno nie jest facet taki jak inni...
A dla mnie taki samotnik to mężczyzna, który potrafi być sam ze sobą i wyznaczyć innym pewne granice. Potrafi też znieść to, że nie jest czasem rozumiany przez innych, a jednak pozostaje lojalny względem siebie. Dzięki temu ma zdrowe relacje z innymi ludźmi, którzy uznają stawiane przez niego granice i wiedzą, że samotność nie jest przeciwko relacji między nimi. Mężczyzna samotnik potrafi zbliżać się i oddalać, nie wypadając z ról: partnera, męża, ojca, brata czy syna. A wypadanie z ról polega na tym, że mężczyzna w ogóle nie chce wchodzić w relacje, nie potrafi ich inicjować i pogłębiać.

A jak wyglądają relacje mężczyzny samotnika z kobietami?
Mają się dobrze, jeśli to, na czym polega potrzeba samotności, jest jasne dla obu stron. Na pewno są kobiety, które mają w sobie nieświadomą potrzebę naprawiania czy leczenia takiego mężczyzny. Wtedy potrzebę samotności partnera traktują jako stan przejściowy, który wynika z poranienia. Za zadanie stawiają sobie, by z ich pomocą wrócił na łono rodziny czy relacji. Jednak tego rodzaju zabieranie tlenu i osaczanie przez rozżaloną kobietę będzie tylko powodowało wycofywanie się tego mężczyzny. Co ciekawe, kobiety trafiają do mojego gabinetu częściej w poczuciu, że są samotne i chciałyby kogoś poznać. Mają w sobie lęk przed samotnością, który zamienia się w desperację szukania bliskości za wszelką cenę. Z kolei mężczyźni w samotność uciekają. Wtedy gdy czują, że kobieta jest za blisko, za mocno chce wejść w ich życie i złamać tajemnicę. Do pewnego momentu rozumiem ich chęć ucieczki. Ale jest też drugi rodzaj męskiego uciekania – przed dorosłością. Wynika on z ich emocjonalnej niedojrzałości, niechęci do mierzenia się z codziennością czy bycia obecnym ojcem, partnerem, mężem.

A może lepszą partnerką dla samotnika jest samotniczka, która go rozumie, bo sama ma dużą potrzebę autonomii?
Nie do końca, bo bliskość tworzą: obecność, kontakt, codzienność wspólnego życia, więc jeżeli partnerzy mają dwa odrębne życia, bez przestrzeni wspólnej i bez miejsca na znalezienie kompromisu – to bardzo trudno taką relację utrzymać i rozwijać. Uważam, że związek dwóch silnych i odrębnych osobowości jest bardzo trudny do pogodzenia.

Freud mówił, że człowiek zdrowy psychicznie może kilka godzin spędzić w pustym pokoju na krześle.
Właśnie ta równowaga pomiędzy bliskością i oddaleniem się jest dla mnie, terapeuty, miarą czyjegoś zdrowia psychicznego. Umiejętność bycia ze sobą zwiększa szansę, że będę potrafił być w związku i że nie jestem z partnerką tylko dlatego, że nie potrafię być sam.

Mówisz jednak, że mężczyźnie łatwiej jest dzisiaj żyć bez ludzi, w samotności?
Jeżeli dokonało się już wielu prób życia w związku, a to nie przynosi efektu, tylko cierpienie, to ile można? Nie chodzi o to, żeby teraz nawracać każdego samotnika na życie z ludźmi. Bo czasem to wynika z jego lub jej wysokiej wrażliwości, z tego, że obecność innych jest przebodźcowująca, emocje są zbyt intensywne i po prostu łatwiej jest żyć w pojedynkę. Jest taka piosenka, którą uwielbiam – „Driving Home for Christmas” Chrisa Rei. Warto wsłuchać się w jej tekst: „Jadę do domu na święta. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę te wszystkie znajome twarze. Czuję, że już są blisko mnie“. Kiedy słyszę ją w radiu, mam wtedy przed oczyma właśnie taki obraz mężczyzny, który jest sam, jest daleko, a jednak ma do kogo wrócić. Bo jest ktoś na tym świecie mu bliski. Dlatego dobrze jest czasem zatęsknić i właśnie do tego potrzebna jest nam wszystkim samotność.

Robert Milczarek, psycholog, psychoterapeuta, trener umiejętności psychospołecznych.

  1. Psychologia

Kryzys męskości. Czy jego przyczyną są relacje matek z synami?

Czy istnieje lekarstwo na kryzys męskości? (Fot. iStock)
Czy istnieje lekarstwo na kryzys męskości? (Fot. iStock)
- Przyczyną kryzysu męskości są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo - mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta, lekarz, astrolog.

- Przyczyną kryzysu męskości są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo - mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta, lekarz. 

Podobno, od dawna już zresztą, mamy kryzys męskości. Wzorzec męski zanika po prostu w sposób skandaliczny i szybki. Kiedyś mężczyźni walczyli o terytorium, wzorcem męskim byli bohaterzy - silni, okrutni, brutalni, bo przecież wrogowi trzeba było odrąbać głowę. Nieważne, kto kogo napadał, takie same gadki były z każdej strony. Krwiopijcy - to był męski wzorzec. Od dawna jest już jednak nieaktualny. No i do czego teraz mężczyzna się nadaje?

Ma pieniądze zarobić na przykład. Dokładnie. A to jest coś drapieżnego? W tym celu ma komuś głowę odrąbać? Dzisiejsza walka to już nie to, już nie machamy szablą. Teraz mężczyzna nie bierze spraw w swoje ręce, raczej idzie do sądu, żeby sąd to za niego zrobił. A potem może powiedzieć: „Jaki ten świat jest niesprawiedliwy!”. Albo nie idzie do sądu, tylko siedzi i wódkę pije. Bo jest załamany, zestresowany i nerwy go biorą. A jak słyszy, że ktoś mówi: „To zrób coś!”, odpowiada: „Nie, no co ja mogę? Ten system jest nie do obalenia?”. To nie jest po męsku.

Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Przyczyną są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Albo ma bronić jej przed ojcem, albo jest od tego, żeby spłodzić jej wnuki i mieć grzeczną żonę. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo. Nie mają wolności, są przez matki wykorzystywani, chowani twardą ręką, krytykowani, poniżani. Muszą być słabi, żeby spełniać ich oczekiwania. Albo są skrzywdzeni nadopiekuńczością, co daje ten sam efekt. Ich męskość wcześnie zostaje złamana.

Co się dzieje potem? Później mężczyzna spotyka kobietę, z którą jest mu cudownie, bo wydaje mu się, że ona wcale nie jest taka jak matka. Jednak kiedy ona rodzi dziecko, cały ten wstręt do matki budzi się i jest przenoszony na żonę. I przychodzi taki czas, że ten facet wpada w depresję, przychodzi do mnie i mówi: „Jest mi ciężko, czuję się osaczony. Wszyscy czegoś ode mnie chcą, a ja nie wiem czego”. I nawet gdy ma kochankę, to ona okazuje się taka sama jak żona. Żonie mówi, że jest wolny i będzie robił, co chce, a kochance mówi, że ma żonę i dzieci i nie może on nich odejść, bo nie jest wolny. Taka sytuacja ciągnie się latami.

Jacy jeszcze polscy mężczyźni do ciebie przychodzą? Druga grupa to ci, którzy nie wiedzą, co mają w życiu tak naprawdę zrobić. Taki mężczyzna był zawsze grzeczny, bardzo dobrze się uczył, skończył prestiżowe studia i poszedł do pracy, której teraz nienawidzi, ale trzeba przecież zarabiać, żeby z czegoś żyć. Trudno mu jednak w tej pracy przejawiać własną wolę, kreatywność czy siłę. On całe życie marzy, żeby się porządnie upić, wyjechać na koniec świata albo przynajmniej na trzytygodniowy urlop. Ci wszyscy mężczyźni cały czas znajdują się w pułapce, w którą wpędziły ich mamusie. Została odebrana im władza i decyzyjność. I oni teraz czują się jak biedna śrubka w tym złym okrutnym świecie. Są wykończeni i jest im bardzo źle.

Co im te matki zrobiły?! Co czuje kobieta, która jako dziewczynka ciągle słyszała, że ma być grzeczna i niczego jej nie wolno, a to, co chce, jest nieważne?

Ona teraz nie wie, czego chce. Tak. A mężczyzna?

Nie działa właściwie. No właśnie. Mężczyzna jest tak skonstruowany, że od razu to po nim widać. U kobiety są to sprawy wewnętrzne - brak jakiejś tajemnicy, umiejętności tworzenia atmosfery, tego, co jest pomiędzy wierszami. Ona to nadrabia pewnymi męskimi zachowaniami, niby świetnie sobie radzi, ma jakiś plan na życie, chociaż to nie jest jej pomysł. W dzisiejszych konsumpcyjnych czasach, gdy liczy się działanie, organizowanie i zdobywanie, trudniej to odkryć. A facet? Od razu wiadomo, że on nie robi właściwego ruchu. To widać zwłaszcza w relacjach z kobietami. Niby działa, ale boi się całkowicie zadeklarować, prawdziwie zaangażować. On będzie czekać na bieg wydarzeń. Będzie oczekiwał, że ktoś za niego zaryzykuje. On musi mieć gwarancję, że nie zostanie skrzyczany, skrytykowany, że nie spotka się z dezaprobatą swojego postępowania. Dziewczyna siedzi obok niego, niby jest kawiarnia, kwiaty, kawa, spacer, ale czegoś brak. A dziewczyna chce barbarzyńcy, chce, żeby zrobił coś tak, jak tylko facet potrafi. Tymczasem on, nawet gdy jest już w związku, jest wycofany. Jego tam nie ma.

Kobieta czuje, że go nie ma, że nigdy nie zrobił tego właściwego ruchu. Czasem taki facet zrobi jakiś ruch, ale potem żałuje i udaje, że to wcale nie o to chodziło, że tak jakoś dziwnie wyszło i żeby sobie nikt czasami nie myślał, że on czegoś chce. Albo przegrywa i żyje z poczuciem porażki i przekonaniem, że nie ma prawa sięgać po swoje. Moja żona ma na przykład takiego wielbiciela. To dawny kolega jej starszego o osiem lat brata. Kiedy miała 15 lat, pierwszy raz się z nim całowała. On poczekał, aż ona dorośnie i poszedł zapytać mamę, czy może się z nią ożenić. A mama powiedziała: „Absolutnie nie, zabraniam, nie wolno!”. Biedny zastanawiał się, a ona w tym czasie zaliczyła paru chłopaków i 2 małżeństwa. Ale on cały czas kręcił się gdzieś w tle. Nagle niedawno wyciągam ze skrzynki na listy kartkę, a tam jest napisane: „Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, ale ja szanuję twoją rodzinę i na pewno nie zrobię żadnego ruchu”. Wściekłem się i pytam, co to za typ. Żona opowiada mi całą historię i dodaje: „Jak matka żyła, to on się nie odzywał, a jak matka umarła, pojawił się”. Tak to już jest z takimi mężczyznami. Kobiety, które do mnie przychodzą, mówią mi czasem o tym, że spotkały się z jakimś mężczyzną, aż iskrzyło między nimi, a potem on milczy. Spotyka go przypadkowo, a on pyta: „Dlaczego nie dzwonisz?”. To niesamowite! Ona ma do niego dzwonić!

No dobrze. Mamy takiego już złamanego faceta, stało się z nim to, co się stało. Jest dla niego jakaś nadzieja? I dla jego potencjalnej kobiety? Jak kobieta będzie za niego robić to wszystko, co on ma zrobić, nie ma szans. A kobieta zwykle nie chce czekać. Albo mu coś gada, albo robi za niego. Nie wolno! Zabójstwem dla motywacji faceta jest, kiedy kobieta sama zabierze się za podrywanie, zaciągnie do łóżka i wytapetuje ściany. Jeśli on nie chce, to trzeba zająć się swoim życiem, zacząć umawiać z kimś innym albo wynająć przystojnego fachowca od tapetowania. Niech przyjdzie, kiedy on wraca z pracy do domu. Każdy normalny mężczyzna powie: „Co? A co, ja nie mogłem tego zrobić?”. Tak trzeba postępować i wtedy facet będzie chodzić i żarówki sprawdzać sam, będzie naprawiał kran, a nawet zrobi generalny remont. Kobieta nie może gadać mu tak jak matka, bo obudzi się w nim stary mechanizm - jemu będzie się wydawać, że musi to zrobić dla matki, a nie dla siebie i partnerki. On ma uraz psychiczny, automatyczny odruch.

A jeśli on na początkowym etapie relacji nie wykonuje właściwego ruchu? Wtedy warto, żeby kobieta się zastanowiła, czy w ogóle coś z tego będzie. Może też napisać wypracowanie na temat tego, czym różni się obraz Jasia od Jasia. Bo kobieta ma różne obrazy w swojej wyobraźni na temat wymarzonego wirtualnego mężczyzny i nawet, jak patrzy głęboko w oczy tego, który przed nią stoi, to nadal widzi cały zestaw czynności, który on musi, według jej standardów, wykonać. A on nic. Jak zacznie z nim o tym mówić, jest spalona. Jak nie zacznie, może się nie doczekać. A jak istnieje groźba, że może się nie doczekać, trzeba zadać sobie pytanie - czy jest to wyobraźnia, czy jest to rzeczywisty facet. Niech się zastanowi, czy chodzi jej przede wszystkim o to, żeby wymarzony obraz się urzeczywistnił. Jeśli tak, wtedy może dać sobie spokój z tym facetem. Albo niech poczuje w sobie, czy może jednak wartość tego prawdziwego mężczyzny jest tak wielka, że może poczekać na niego nawet 100 lat. Jeśli kobieta zrezygnuje ze swoich oczekiwań, on może zacząć postępować tak, jak chce i będzie dobrze. Co jest dla ciebie ważniejsze - kochać czy być kochaną?

Jedno i drugie. No właśnie. Jeśli impuls idzie z dwóch stron, relacja sama się rozwija. Odbywa się w tym wymiarze, w którym impulsy się spotykają. Jeśli nic się nie dzieje, to znaczy, że kimś rządzi jakiś obraz i że ta druga osoba nie jest ważna. To nie jest miłość, tylko oczekiwanie konsumpcji miłosnej. Nikt się nie rusza i frustracja narasta. Wtedy trzeba to przerwać.

Jest jakieś lekarstwo na kryzys męskości? Wrócić do prawdziwej idei mężczyzny i kobiety. Uszanować, że mężczyzna i kobieta to nie jest to samo. Żyjemy w czasach propagandy mediów. W filmach amerykańskich na przykład jest zawsze ten sam schemat - dobry czarny, zły biały, dobry policjant, zły złodziej. Funkcjonuje mnóstwo sloganów, którymi częstuje się ludzi. My tak samo możemy wypromować mężczyzn i kobiety. O czym marzy większość kobiet w Polsce? Obserwuję, że o tym, żeby mężczyzna dał jej poczucie bezpieczeństwa. I wtedy kobiety kreują ten obraz mężczyzny, który daje poczucie bezpieczeństwa, a on wcale nie musi być prawdziwy. A czym marzy facet w Polsce?

Zależy z jakiej grupy. Przedstawiciele pierwszej marzą o tym, żeby mieć zaradną żonę, niewiele robić i udawać, że jest się ojcem rodziny. Stoi za tym mechanizm dominującej matki. Bo jak matka rządziła wszystkim w domu, to on chce mieć taką żonę jak ona. I mówi: „O, mamusia nie tak zupkę gotowała. Pogadaj z mamusią, ona cię nauczy”.

A druga grupa to faceci, którzy tak bardzo nienawidzą mamusi, że nie chcą żadnej żony. Mogą ewentualnie mieć kochankę bądź kochanki. Marzą o kobiecie jako o obiekcie seksualnym. Tak. I nie chcą w ogóle rodziny. Dla jednych dom, rodzina są potrzebne, bo odebrali naukę religii katolickiej, a drudzy nie chcą tych dyrdymałów. Ani jedni, ani drudzy nie przeszli jednak inicjacji męskiej, to nie są dojrzali mężczyźni.

Nie przeszli inicjacji męskiej? Tak. Drodzy rodzice, jak wasze dziecko robi coś od siebie, co jest dla niego wyzwaniem, mówcie: „Jak fajnie!”. Sąsiadów niech nie zabija, bomby niech nie podkłada, ale jak ma się wybrudzić, trochę połobuzować, pozwólcie mu. Kiedy mój synek zdecydował się być dorosły, palił jakieś ogniska i wracał do domu cały okopcony (ale trzeźwy). „Co się tak na mnie patrzysz? Myślisz, że piję?” - pytał mnie, a ja: „Nic nie myślę”. Kiedyś wrócił z przypalonym butem, ja nadal nic. To była taka jego inicjacja. Potem wreszcie przyszedł do mnie i powiedział, że trzeba mu buty kupić i zaczął opowiadać, jaki już będzie grzeczny. Sam sobie granicę ustawił, bo nikt mu w tym nie przeszkodził. Ta granica nie może zostać ustawiona przez kobietę, przez matkę. Ojciec co najwyżej może powiedzieć: „Uważaj!”.

Po czym rozpoznać dojrzałego mężczyznę? Jak pytam kobiety, czego oczekują od partnera, mówią o tym poczuciu bezpieczeństwa i o tym, żeby on był dla niej dobry i ją kochał. A chodzi o to, żeby pojawił się przekaz „my”. Wtedy nie ma tego, że ktoś kimś rządzi i nikt na nikim się nie opiera, nikt nie jest krzywym słupkiem. Każdy jest prostym słupkiem, który w sobie ma oparcie i wewnętrzny spokój. I wtedy oni we dwójkę są zainteresowani, żeby zbudować wspólne życie. To jest ta dojrzałość. A co to znaczy wspólne życie? Są różne kryteria, jedni będą biznes prowadzić, drudzy dzieci płodzić, trzeci książki pisać, następni tylko seks uprawiać. Ale z dwóch stron, równolegle, jest podobna energia, podobne intencje, podobna moc. Nie identyczne, ale podobne. Tak się tworzy wspólne życie.

Czyli dojrzałość to gotowość do prowadzenia wspólnego życia? Do partnerstwa. I dzielenie odpowiedzialności tak, jak się umówiliśmy lub tak, jak się samo ułożyło i dobrze się z tym czujemy. Nikt nie musi niczego robić, ale robi, bo tak chce. W prawdziwej chęci bycia razem nie ma sztywno podzielonych ról. Partnerstwo polega na tym, że nie ma przemocy z żadnej strony, ale obopólna chęć budowania wspólnego życia. Dojrzałego mężczyzny z dojrzałą kobietą.

Piotr Pałagin, lekarz homeopata, członek Stowarzyszenia Homeopatów Wielkiej Brytanii, psychoterapeuta, astrolog, seksuolog, doradca biznesu, coach, trener sukcesu. Od 1991 roku pracuje jako terapeuta. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło mu opracować zintegrowaną metodę terapeutyczną, która oddziałuje na cztery aspekty człowieka: fizyczny, eteryczny (energetyczny), astralny (podświadomy) i mentalny (świadomy). 

  1. Psychologia

Męska rywalizacja

Jedni rywalizują po to, aby zdobyć jakieś zasoby. Drudzy chcą wywrzeć na innych wpływ. Jeszcze inni pragną coś udowodnić sobie lub innym. Rywalizacja ma czasem wymiar finansowy, innym razem wymiar porównywania się. To nie tylko chęć wygrywania. (Fot. iStock)
Jedni rywalizują po to, aby zdobyć jakieś zasoby. Drudzy chcą wywrzeć na innych wpływ. Jeszcze inni pragną coś udowodnić sobie lub innym. Rywalizacja ma czasem wymiar finansowy, innym razem wymiar porównywania się. To nie tylko chęć wygrywania. (Fot. iStock)
Niektórzy twierdzą, że jest kwintesencją męskości, że sączy się do krwiobiegu razem z testosteronem. Inni podkreślają, że to raczej produkt wychowania i społecznych oczekiwań. Co dziś daje, a co zabiera mężczyznom rywalizacja? Z kim teraz toczą boje? I o co? Odpowiedzi szuka psycholog dr Dariusz Parzelski, wspierany przez terapeutę Roberta Milczarka.

Czy rywalizacja to typowo męska cecha?
Przez wiele stuleci do rywalizacji potrzebna była siła fizyczna, która ściśle związana jest z płcią. Współczesna technika daje jednak pewne możliwości, żeby to równoważyć. Dlatego powiedziałbym, że dziś rywalizacja nie ma płci, chociaż faktycznie przez wiele lat miała.

Gdy myślę o mężczyźnie, który z kimś rywalizuje i o coś walczy, to w moich oczach jest on męski.
No tak, ale czy kobiety, które rywalizują i zapewniają zasoby rodzinie, są niekobiece? W różnych czasach co innego będziemy nazywali męskością. Obecnie definiuje ją nie tylko siła, spryt i pokonywanie innych. Nie chodzi o to, by przetrwać, ale też by dobrze żyć: być partnerem, ojcem, przyjacielem, autorytetem.

No właśnie, rywalizacja ma dzisiaj złą prasę. Obecnie stawia się na współpracę. Nawet w sporcie...
Możemy sobie używać innego słowa, ale wiadomo, o co chodzi... W sporcie liczy się przede wszystkim wygrana. Kilkanaście lat temu jedna z moich studentek przeprowadziła badanie w zakresie psychologii sportu na temat idealnego trenera i trenerki. Wybieraliśmy typowo męskie i kobiece cechy oraz pewną liczbę cech neutralnych płciowo. Okazało się, że to trener w porównaniu z trenerką uważany jest za bardziej zdyscyplinowanego, pracowitego i punktualnego, czyli definiowany jest przez neutralne płciowo cechy. Ciekawe, jak te badania wyglądałyby dzisiaj? Z moich obserwacji wynika, że w sporcie nadal istnieje szklany sufit, bo jeśli popatrzymy na żeńskie sporty, to mężczyźni prowadzą większość kadr narodowych – to oni dbają o kobiecy duch rywalizacji.

Zajmował się pan psychologią sportu, teraz zajmuje się pan biznesem – czy w tych dwóch obszarach można mówić o dobrej i złej rywalizacji?
To jest pytanie natury filozoficznej. Przywykliśmy myśleć, że w biznesie, by wygrać, trzeba prowadzić nieczystą grę albo wypracowywać zysk kosztem pracowników. Jednocześnie zachwycamy się odnoszącym sukcesy sportowcem, współczesnym gladiatorem, i myślimy, że to dlatego, że ma talent. Nie widzimy jego wysiłku, czyli setek godzin treningów i wypruwania sobie żył, a czasem także patologii, w jakiej funkcjonuje, żeby ten sukces osiągnąć. Złoty medal to jest tylko wisienka na torcie.

W serialu Netfliksa „Ostatni taniec”, opowiadającym o drużynie koszykarskiej Chicago Bulls, Michael Jordan mówi, że jego duch rywalizacji zniknął, gdy zabrakło mu motywacji. Wtedy musiał odejść ze świata koszykówki.
Jeden może rywalizować po to, żeby zdobyć jakieś zasoby. Drugi chce wywierać wpływ na innych. Jeszcze inny pragnie coś udowodnić sobie albo innym. Rywalizacja ma czasem wymiar finansowy, innym razem wymiar porównywania się. To nie tylko chęć wygrywania.

Czym jeszcze różni się rywalizacja sportowa od tej w biznesie?
Mówca motywacyjny Simon Sinek w książce „The Infinite Game” pisze, że sport jest skończoną grą o jasnych regułach. Wiadomo, kiedy się zaczyna i kończy, kiedy się wygrywa, kiedy remisuje, a kiedy przegrywa. Tymczasem biznes jest grą, która nie ma żadnych reguł ani skończonej rywalizacji. Nie ma jednej formuły ligi mistrzów, więc jak się w tym odnaleźć? Myślę, że podobnie jest w świecie kultury, tam również rywalizacja jest grą o nieokreślonych regułach. Bo osoby, które coś tworzą – przedstawienie, muzykę, film, książkę, tekst – chcą, żeby to miało wpływ na innych. Czy ten wpływ jest elementem rywalizacji? Moim zdaniem tak, bo chodzi o władzę nad ludźmi. Potwierdza to zresztą narzędzie do badania motywacji – Profil Motywacyjny Reissa.

Mam wrażenie, że artysta rywalizuje przede wszystkim z samym sobą. W biznesie czy w sporcie zawsze jest drugi rywal.
Pamiętam historię, którą opowiadał mi jeden z amerykańskich psychologów sportu, kiedy ze zdziwieniem zauważył na igrzyskach olimpijskich, że złoty medalista biegu na 200 metrów po zejściu z podium zdjął medal i rzucił go o ziemię. Wyobraża to pani sobie? Swój złoty medal! Inni daliby sobie uciąć ręce, żeby tylko ten medal powąchać... Okazało się, że dla niego celem był nie sam medal, tylko pobicie rekordu olimpijskiego, a tego nie zrobił. Rywalizacja w sporcie oznacza więc także wygranie z samym sobą, bo każdy z nas jest dla siebie największym przeciwnikiem.

A z jakimi emocjami wiąże się rywalizacja?
Z zazdrością, ale także chęcią uznania i zaspokojenia swoich ambicji.

Chyba też z potrzebą triumfu, a czasem nawet pogardą dla przeciwnika – zwłaszcza w sporcie?
Przecież sport jest piękny, uduchowiony, tam się zdobywa medale!

Rozumiem, że mówimy to z przymrużeniem oka.
No właśnie nie. I to jest ta ważna różnica, bo w sporcie rywalizacja jest kwintesencją. Sport bez rywalizacji to jedynie aktywność fizyczna.

Harówka w biznesie nie przynosi medali, a może jednak powinna?
Prawda jest taka, że ludzi trzeba cisnąć i w sporcie, i w biznesie – aby osiągnąć sukces, trzeba się przyłożyć. To nie jest tak, że sportowcy, nawet ci na wysokim poziomie, zawsze robią to z chęcią i zaangażowaniem... Nie ma jednego i najlepszego sposobu zarządzania. Są różne w zależności od sytuacji i osoby. Zarządzanie siłą bywa skuteczne, ale ma wiele ograniczeń. Z kolei demokratyczne podejście często okazuje się nieefektywne. Najlepsza jest hybryda. No i trudniej też powiedzieć o biznesie, że jedna firma współzawodniczy z drugą, to nie jest ten język.

Bo w rywalizacji biznesowej chodzi głównie o pieniądze? A w sporcie niby o co chodzi?
Co tak naprawdę daje sportowcowi medal?

Poczucie, że jestem panem świata, sprawczym, męskim, no, najlepszym!
Tak, ale medal również daje dzisiaj pieniądze. To trochę przypomina mi film „Testosteron” na podstawie scenariusza Andrzeja Saramonowicza. O co faceci rywalizują? O samochody. A po co im te samochody? Żeby zwrócić uwagę kobiet. Oczywiście jest pewna grupa sportowców, którzy robią to dla idei i momentów na podium, ale tym nikt się nie naje. Mam doświadczenie pracy z zawodnikami na wysokim poziomie, którzy gdy tylko poznawali perspektywę tego, ile można zarobić w biznesie, mówili: „to po co ja w ogóle trenuję?!” i przynajmniej przez chwilę zastanawiali się nad zmianą profesji.

Czyli mężczyźni rywalizują głównie o pieniądze?
Nie tylko mężczyźni, kobiety też. Gdybyśmy rozmawiali 30 lat temu, to kierownicze stanowiska w większości zajmowaliby mężczyźni, dzisiaj te proporcje się wyrównują i, co ciekawe, w Polsce są mniej wyraźne niż w krajach starej Europy. Zróżnicowanie płacowe w biznesie jest u nas dużo mniejsze niż w krajach starej demokracji.

To czym różni się rywalizacja męska od tej kobiecej? Wiele badań psychologicznych pokazuje, że mężczyźni rywalizują głównie o zasoby, a kobiety o uwagę.
Wie pani, co się okazało, kiedy w latach 70. badaliśmy zjawisko lęku przed sukcesem? Wyniki pokazywały go jako typowo kobiecą cechę osobowości. Tymczasem obecnie niektóre badania sugerują, że nie tylko przestaje być typowo kobiecą cechą, a wręcz przesuwa się w kierunku...

…typowo męskiej?!
To mężczyźni obawiają się dzisiaj osiągnąć sukces. Bo facet odnoszący sukces to barbarzyńca, a to już nie jest społecznie poważane. Niech pani zobaczy, jak komentuje się to, że ktoś jeździ bardzo drogim samochodem. Że jest pusty, płytki…

Kiedyś mówiło się, że mężczyźni lubią rywalizować między sobą, ale kobietom wolą imponować... To czysta socjobiologia, tyle że dzisiaj to już nie działa. Ewolucja nie nadąża za zmianami społecznymi, bo imponować można komuś, kto jest ode mnie słabszy, tymczasem dziś kobiety stają się równe mężczyznom. Jak więc im zaimponować? Zastanawiam się nawet, czy to wcale nie mężczyźni rywalizują dzisiaj najmocniej, a kobiety. Rywalizują z facetami o należne im miejsce. A jak mężczyźni się z tym czują?
Wielu wymięka. Część musi się na nowo poukładać, a część czuje się zalękniona. To naturalny przejaw szukania odpowiedzi na pytanie: jak sobie poradzić ze zmianą? Trochę jak w sporcie, gdy mówimy, że trzeba znaleźć czas na przegrupowanie i przemyślenie swojej taktyki. A później, przynajmniej tak dzieje się w sporcie, trzeba będzie przygotować się na walkę z przeciwnikiem.

Rywal powinien wiedzieć, że nim jest?
To chyba nie ma większego znaczenia. Często widzę mężczyzn, którzy płyną swoim torem na basenie i gdy dopływają do końca, unoszą ręce w geście zwycięstwa. Podczas gdy ktoś, kto płynął obok, nawet nie wiedział, że się ścigał. „No, ale płynął wolniej… Czyli ja wygrałem” – tak myśli czterolatek, ale i czterdziestolatek. Może my naprawdę się z tym rodzimy?

Dariusz Parzelski, doktor psychologii. Certyfikowany psycholog sportu kasy mistrzowskiej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Współpracuje z zawodnikami i trenerami w przygotowaniu mentalnym do treningów i startów.

O co dziś warto walczyć? Rozmowa z terapeutą Robertem Milczarkiem

Współczesny mężczyzna ma już wybór, może rywalizować ale nie musi. Tradycyjne modele społeczne wywierały na mężczyzn presję: nie można było pokazywać swoich słabości, trzeba było walczyć o swoje. Tymczasem w obecnym modelu na wielu polach rywalizacja nie jest już konieczna. A mimo to część mężczyzn nadal to robi, testując w ten sposób swoją męskość. Robią to jednak w sposób cywilizowany, czyli rywalizują w sporcie czy biznesie. Myślę, że dlatego przeżywamy dzisiaj wysyp maratonów czy klubów sztuk walki, które pozwalają skanalizować w zdrowy sposób męski pierwiastek agresji. Mam też poczucie, że w dzisiejszym świecie mówi się najczęściej negatywnie o rywalizacji, a przecież to ona warunkuje nasz rozwój. Trochę jak w cyklu życia jakiejś idei, np. w związku dwojga ludzi czy w społeczeństwie. Najpierw jest motywacja deficytu jakichś potrzeb, potem są starania, walka o lepsze życie; następuje realizacja potrzeb, stabilizacja, a później rozpad – i cały cykl zaczyna się od początku. Rywalizacja może napędzać nas do rozwoju, jednak gdy nie obowiązują żadne zasady, staje się bezwzględną agresją. Miarą męskiej dojrzałości emocjonalnej jest umiejętność dostępu do pokładów zdrowej rywalizacji i zdrowej współpracy.

Inna sprawa, że dzisiaj wielu mężczyznom trudno jest odpowiedzieć sobie na pytanie: „o co właściwie warto jeszcze walczyć?”.
Życie jest jasno zdefiniowane: szkoła, dom, praca, rodzina; bywa ciężko, ale nie trzeba już tak mocno skupiać się na przetrwaniu. To wymaga poznawania siebie, swoich wartości i marzeń, o które warto powalczyć w świecie, w którym osobiste zaangażowanie, wychodzenie z inicjatywą i znoszenie dyskomfortów nie jest oczekiwane. Jesteśmy jak najedzony kot, któremu nie chce się już polować. Ale męskość może mieć przecież wymiar bycia solidnym w słowie i czynie, dbania o innych, dotrzymywania obietnic. Obecnie to właśnie mężczyźni stereotypowo postrzegani jako męscy i silni fizycznie, mają trudności z tym, żeby sprostać codzienności życia w relacjach i związkach. Ciężej jest im być wspierającymi partnerami czy ojcami, tym bardziej że oczekiwania partnerek wzrosły i ubiegają się one o swoje prawa. Mężczyźni stają się pogubieni, nie potrafią zdefiniować siebie w nowej rzeczywistości i zdarza się, że uciekają od odpowiedzialności, raniąc bliskich. To kobiety prowadzą ich do psychologów, aby nauczyli się tam nowego wymiaru męskości: komunikacji, wyrażania potrzeb, kontaktu z emocjami. Taka praca nad sobą wspiera budowanie wspomnianego balansu pomiędzy zdrową współpracą a zdrową rywalizacją.

Robert Milczarek, psycholog, psychoterapeuta, trener umiejętności psychospołecznych  www.robertmilczarek.pl.

Rywalizacja kobiet w sporcie. Rozmowa z Ewą Serwotką - psychologiem sportu i Aleksandrą Zienowicz-Wielebską - certyfikowanym Psychologiem Sportu. 

Z jakich powodów kobiety rywalizują ze sobą w sporcie? ES: Współzawodnictwo i rywalizacja, uznawane są za synonimy ale niosą za sobą inną narracje. Pierwsza podkreśla wspólnotę, silniej wybrzmiewa tu wzajemna zależność między zawodniczkami. Bo właśnie dzięki osobie z drugiej strony siatki, planszy bądź boiska, mamy możliwość wzrostu sportowego. Kobiety bardzo często zaznaczają szacunek do współzawodniczki jako tej, która pozwala im czuć adrenalinę i mobilizację.

Czym rywalizacja kobiet różni się od rywalizacji mężczyzn? AZ: Męska rywalizacja powszechnie traktowana jest „bardziej serio”, a damskiej umniejsza się wartość. Może gdybyśmy podchodzili z większą akceptacją do rywalizacji kobiecej to spotykalibyśmy się z mniejszą ilością zaburzeń psychicznych, depresji wśród zawodniczek. Poza tym poczucie więzi, relacyjności i inne aspekty społeczne oraz emocjonalne są wyjątkowo ważne właśnie w sporcie kobiecym.

ES: To głównie zawodniczki rywalizują o uwagę, szacunek, zainteresowanie mediów i sponsorów czy kibiców, żeby pokazać, że to co robią jest równie wartościowe.

Czego uczy, co daje kobietom rywalizacja? ES: Często wśród kobiet podkreślana jest rola lekcji życiowych, które można wyciągnąć ze sportu. Ten transfer umiejętności ze sportu na życie prywatne dotyczy takich aspektów jak: zarządzenie czasem, sumienność, spryt w poszukiwaniu różnorodnych rozwiązań w dążeniu do określonych celów. A to na ile potencjał budowania charakteru poprzez sport będzie wykorzystany, zależy w dużej mierze od otrzymywanego wsparcia ważnych osób: rodzina, trener.

Kobieca rywalizacja jest bardziej ukryta? AZ: Rywalizacja w sporcie z zasady jest otwarta. Natomiast każda zawodniczka posiada swoje indywidualne powody bycia w sporcie, które są bardziej jawne albo ukryte, świadome czy podświadome. Wynika to z wielu rzeczy, m. in. wychowania, przekazywanych wartości od dzieciństwa, poziomu pewności siebie czy poczucia własnej wartości.

Ciekawy przykład przedstawia serial „Przegrani” (odcinek z Sury Bonaly), gdzie motywem przewodnim jest odpowiedź na pytanie: Jak poradzić sobie z porażką w świecie, w którym liczy się tylko zwycięstwo? Surya Bonaly zachwycała fanów łyżwiarstwa figurowego swoimi umiejętnościami. Jednak ze względu na swoje pochodzenie, była jedną z pierwszych czarnoskórych łyżwiarek w światowej czołówce, przez co musiała mierzyć się z uprzedzeniami sędziów.

W życiu często myślimy że nam, kobietom, z rywalizacją nie do twarzy. Rywalizuje każdy, to czysta biologia. ES: W sporcie jest inaczej, pracując z zawodniczkami dostrzegam spójność ich wizji samych siebie jako kobiecych i rywalizujących. Gest zwycięstwa kobiety jest równie mocno odbierany jak gest zwycięstwa mężczyzny

W byciu najlepszą wpisane jest poczucie samotności. Dlaczego kobiety chcą być jednocześnie najlepsze ale jednocześnie takie same jak inne, nie chcą za bardzo odstawać. AZ: Bycie najlepszą i najgorszą wiążę się z poczuciem samotności. Sukces i porażka mają podobne konsekwencje psychologiczne. Warto zwrócić uwagę iż sportowiec niezależnie od wyników spotyka się z samotnością na różnych etapach swojej kariery.

Mężczyźnie łatwiej przychodzi bycie w profesjonalnym sporcie? ES: Czy w ogóle warto dzielić rywalizację na męską i kobiecą? Jedni i drudzy mierzą się ze wszelkimi wyzwaniami uczestniczenia w sporcie: kontuzje, przetrenowanie, życie z dala od rodziny, nieprzewidywalny rozwój kariery. Dbajmy o to jaką my budujemy narracje o sporcie kobiet.

Ewa Serwotka - psycholog sportu, współautorka ,,Poradnika pozytywnego trenera. Model i7W w sporcie" oraz ,,Psychologii osiągnięć dla twórców filmowych", kierownik studiów podyplomowych ,,Psychologia sportu dzieci i młodzieży" na Uniwersytecie SWPS w Katowicach.

Aleksandra Zienowicz-Wielebska - certyfikowany Psycholog Sportu II Klasy Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Od pięciu sezonów związana z drużyną superligi piłki ręcznej kobiet Młyny Stoisław Koszalin. Współpracuje z Akademią Leszka Blanika AZS AWFiS w Gdańsku. Współautorka „Poradnika Pozytywnego Trenera – Model i7W w Sporcie” (2019 r.) oraz "Psychologii osiągnięć dla twórców filmowych (2017 r.). Wykładowca na studiach podyplomowych "Psychologia sportu - w nurcie sportu pozytywnego" na Uniwersytecie SWPS Warszawa.

  1. Psychologia

Co świadczy o męskości? Mit twardziela obala seksuolog

Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem
Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem "prawdziwy facet"? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Długo panowało przekonanie, że męski znaczy silny, a więc „prawdziwy facet” nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Efekt? Mężczyźni nie potrafią, a często wręcz wstydzą się dbać o zdrowie i o swoje czułe strefy. Razem z seksuologiem Michałem Pozdałem staramy się odczarować mit faceta twardziela.

Męskość nie jest łatwa do zdefiniowania. Penis jest, oczywiście, bardzo ważny, o czym pisaliśmy już w zeszłym numerze, ale wyobraźmy sobie mężczyznę, który stracił narządy genitalne w wypadku. Czy przestaje być mężczyzną? To niemożliwe. Albo dziewczynki z hipertrofią łechtaczki (powiększona do rozmiarów penisa). Czy są chłopcami? Wykluczone. Jądra też są istotne. Ale pamiętajmy, że są również kobiety, które je mają, nawet o tym nie wiedząc. I są kobietami. Testosteron się liczy, bo odpowiada za poczucie męskości. Za męską budowę ciała, za jego rozwój i jego nastroje. Ale jeśli mężczyzna ma raka prostaty, w pierwszej kolejności w leczeniu poziom testosteronu sprowadza się do zera. Mimo to pozostaje mężczyzną. Również seks w układzie heteroseksualnym nie świadczy o męskości. Osadzony, który w więzieniu podjął zastępcze kontakty homoseksualne, nie przestaje być mężczyzną. Jak również nie staje się nim na nowo, gdy wraca do swojej partnerki. Podobnie z mężczyznami całkowicie homoseksualnymi, nie stanowią odrębnej płci.

Czym jest męskość?

Nasza tożsamość płciowa kształtuje się w przeciągu kilku pierwszych lat życia, zarówno pod wpływem oddziaływania czynników wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Gdy mówimy o tych ostatnich, to mówimy o gender, czyli o tym, co jest uznawane w danej kulturze przez daną grupę ludzi za męskie i kobiece. Dlatego chłopców ubiera się u nas na niebiesko, a dziewczynki na różowo, ale kolory te mogą się różnić w zależności od kultury. Tożsamość zależy jednak głównie od czynników wewnętrznych, czyli od naszego przekonania, kim tak naprawdę jesteśmy.

Męskość zatem to świadomość, że jestem mężczyzną, plus akceptacja, że właśnie taką płeć mam. Oba aspekty są ważne, bo niektóre osoby mają daną płeć fizyczną, ale jej nie akceptują. Nie uznajemy ich wtedy za mężczyzn czy kobiety ze względu na ich narządy płciowe. Tylko zgodnie z tym, za kogo sami siebie uznają. Bo nasza tożsamość płciowa jest najważniejsza.

Przed drugim rokiem życia dziecko wie, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. A w wieku lat trzech chłopiec rozumie, że będzie tatą, a dziewczynka – mamą. Około 6–7 roku życia pojawia się poczucie stałości swojej płci. Chłopiec wie, że nawet przebrany za królewnę nadal pozostaje chłopcem. I ta stałość płci jest kluczowa dla jego poczucia męskości.

Męskie” stereotypy

Mężczyźni mogą zupełnie odmiennie rozumieć swoją męskość, zależnie od tego, gdzie ją plasują. Wielu umieszcza ją w karierze zawodowej i jej miarą staje się dla nich sukces, który osiągają. Inni swoją męskość warunkują zdolnością do utrzymania rodziny. Jeszcze inni określają ją na podstawie wyglądu i siły fizycznej. Ale wyobraźmy sobie, że mężczyzna ląduje na bezludnej wyspie. I co? Przestaje być mężczyzną, bo nie pracuje? Albo dlatego, że nie zarabia? Bądź dlatego, że nie może odpowiednio wyglądać?

W wielu przypadkach o męskości decyduje sprawność seksualna i cały seksualny życiorys mężczyzny – ile miał kochanek, kiedy rozpoczął współżycie i jaki ten seks był. Gdy do mojego gabinetu trafiają mężczyźni, którzy są jeszcze prawiczkami, mówią o tym z głębokim poczuciem porażki i wstydu. Albo gdy przychodzą z problemami z erekcją, zażenowani opowiadają, że nie są już mężczyznami.

Żyjemy w kulturze, w której rodzaj męski został z góry usytuowany na wyższej pozycji społecznej, ale też jest poddawany wielu wymogom. Często chłopcom powtarzamy: „Nie zachowuj się jak baba”. Jest w tym ukryte przesłanie: „Nie zachowuj się tak, bo jesteś lepszą płcią. Dziewczynka może płakać, piszczeć, narzekać, załamywać się. Ty nie. Bo ty jesteś lepszy, ty jesteś męski”. Chłopcy od małego są uczeni, jak mają wyglądać, żeby nie prezentować się jak kobiety. Dziewczynki mogą nosić glany, moro i czapki z daszkiem. Chłopcy nie założą sukienki. Nawet transgenderowi chłopcy ubierają się z zachowaniem męskiego wizerunku. Żyjemy w czasach opresyjnej kultury w stosunku do mężczyzn. I mężczyźni bardzo uważają na to, co jest męskie, co zaś nie. A to ważne, by sobie uświadomić, że moja płeć nie zależy od koloru czy kroju moich spodni. Jeżeli czuję się mężczyzną, to sam definiuję, co jest męskie. Nie inni. Nie warsztaty z męskości. Oczywiście, fajnie jest być z innymi facetami w grupie i dzielić się wspólnotą doświadczeń bycia mężczyzną. Wsparcie grupy dla wielu osób może być pomocne, ale już warsztaty z męskości są, moim zdaniem, nieporozumieniem. Zwłaszcza jeśli ich uczestników uczy się tego, co zrobić, żeby być bardziej męskim, odwołując się do zaprzeszłych doświadczeń, że mężczyzna to potrafił naprawić samochód albo wybudować dom i zrobić stół z desek. Warunki gospodarcze na tyle się zmieniły, że wystarczy, że on na stół zarobi. Bo czy wszystkie kobiety umieją robić swetry i piec chleb? Więc dlaczego facet musi sam naprawiać samochód? Przecież dziś to jest zazwyczaj automat, do którego potrzeba specjalisty i komputera. Paradygmat męskości zmienił się, bo inne są nasze warunki bytowe.

Długo panowało przekonanie, że męski znaczy twardy, a więc facet nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Przez to zaniedbana jest profilaktyka zdrowia mężczyzny. Myśląc o męskości, mężczyzna powinien zadbać o wszystkie swoje atrybuty. A więc poddawać się regularnym badaniom jąder i prostaty oraz badać poziom hormonów, który z wiekiem się obniża. Testosteron jest odpowiedzialny m.in. za nasze mięśnie i siłę, a więc też za sprawność seksualną. Kobiety słyszą tyle o menopauzie i biorą terapie hormonalne. Mężczyźni nie mają andropauzy, bo to by oznaczało, że męskie gonady przestają pracować tak jak żeńskie. A pracują do końca życia, tylko testosteronu jest w nich mniej. Suplementacja testosteronem jest możliwa i skuteczna, pacjenci bardzo to sobie chwalą.

Różnice między kobietami i mężczyznami

Jest dużo różnic między kobietami i mężczyznami – w tym, jak wyglądamy, jak się czujemy, co dzieje się z nami na poszczególnych etapach naszego życia. Mężczyźni przechodzą mutację, a kobiety miesiączkują. Wy możecie rodzić i karmić dzieci, my jesteśmy silniejsi, mamy więc predyspozycję do pracy fizycznej, ale o tę tężyznę też trzeba dbać. Utrzymywać w dobrej kondycji ciało i mięsień sercowy. Na starość poczucie siły i męskości szybko się obniża, mądrze jest temu przeciwdziałać. Nikt nie stanie się od tego „mięczakiem”. Nie stanie się nim również, gdy zadba o profilaktykę zdrowia seksualnego.

Mężczyźni potrzebują własnych obszarów, w których mogą odpoczywać i się realizować. Wchodząc w związki, nie powinni rezygnować ze swoich pasji, żeby potem nie mieć poczucia straty. Jeśli on przed ślubem jeździł na ryby, niech jeździ dalej. Gdy trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej, to panowie zbierają się na piwie, krzyczą, bluzgają i razem przeżywają kolejne spotkania. Piłka nożna to sport rywalizacyjny i agresywny, a to są pierwotne męskie cechy, dlatego na trybunach i przed telewizorami szaleją głównie faceci. I takiego doświadczenia przynależności do swojej grupy też bardzo potrzebują.

Te słowa chciałbym skierować wprost do mężczyzn: O sprawność seksualną najlepiej możecie dbać poprzez regularne wizyty u lekarza, zaufanego urologa. Ale musicie też pogodzić się z tym, że ona zmienia się z wiekiem i do kondycji z okresu wczesnej młodości nie da się wrócić. Akt seksualny jest wysiłkiem fizycznym, dlatego utrzymywanie ciała w dobrej formie psychofizycznej da wam lepszą sprawność seksualną. Zabezpieczajcie się przy tym, żeby się nie zakażać. I masturbujcie się bez poczucia winy, o ile nie jest to kompulsywne i nie zastępuje bliskości seksualnej z partnerką. Unikajcie używek. Alkohol, papierosy, narkotyki wpływają na obniżenie libido. I uznajcie swoje emocje. Możecie być smutni, zniechęceni i nie chcieć lub nie móc się kochać. Nie musicie, nawet nie możecie, być sprawni cały czas.

A teraz prośba do kobiet: Stymulujcie swoich partnerów do tego, żeby sami o siebie dbali. Wam wszystkie media powtarzały o mammografii wiele razy, a badania jąder i piersi są do siebie bardzo podobne. Sugerujcie im to, ale nie wywierajcie na nich presji. Pozwólcie im nie zawsze być w formie i odpoczywać w ich własny sposób. Pamiętajcie, że i oni się czasami boją albo czegoś nie chcą. Nie oceniajcie ich i nie wywierajcie na nich presji w łóżku. Zobaczcie, co się wydarzy. Pamiętajcie też, że męski mózg działa trochę inaczej. Panowie są wzrokowcami i dlatego lubią porno i czasami oglądają się za inną kobietą na ulicy. Dlatego też kręcą ich różne fetysze i bardzo ich podnieca, gdy widzą was w szpilkach czy pończochach. A jeżeli nie odpowiadają na jakieś pytania, nie naciskajcie. Mężczyźni nie lubią rozmawiać, zwłaszcza o „męskich sprawach”.

Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.