1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. „Kup kochance męża kwiaty”, czyli Katarzyna Miller o zdradzie

„Kup kochance męża kwiaty”, czyli Katarzyna Miller o zdradzie

Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zdrada to jeden z lejtmotywów naszego życia. Nieustannie obecny w literaturze, teatrze, kinie. W rozmowach kobiet. I… mężczyzn również. To jedno z najboleśniejszych doświadczeń, jakie mogą dotknąć człowieka, jednocześnie jednak zdrada – przez partnera, przyjaciół lub rodzinę – dotyka prawie każdego. Jak zatem uniknąć kolejnej? Jak dać sobie radę, kiedy nam się przydarzy? Katarzyna Miller, psycholog i psychoterapeutka w poradniku o przekornym tytule Kup kochance męża kwiaty udowadnia, że ze zdrady można wyjść zwycięsko i mieć po niej jeszcze lepsze życie.

Zdrada to jeden z lejtmotywów naszego życia. Nieustannie obecny w literaturze, teatrze, kinie. W rozmowach kobiet. I… mężczyzn również. To jedno z najboleśniejszych doświadczeń, jakie mogą dotknąć człowieka, jednocześnie jednak zdrada – przez partnera, przyjaciół lub rodzinę – dotyka prawie każdego. Jak zatem uniknąć kolejnej? Jak dać sobie radę, kiedy nam się przydarzy? Katarzyna Miller, psycholog i psychoterapeutka w poradniku o przekornym tytule „Kup kochance męża kwiaty udowadnia, że ze zdrady można wyjść zwycięsko i mieć po niej jeszcze lepsze życie.

Dlaczego kobiety i mężczyźni zdradzają? Chociaż każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie, jest jedna podstawowa przyczyna, która sprawdza się w każdym z nich: Zarówno kobiety, jak i mężczyźni zdradzają, aby utwierdzić się w swojej atrakcyjności.

Moja Kochana, koniecznie musisz sobie uświadomić, że w zdradzie jedną z ważnych rzeczy jest to, że: ON nie robi tego tobie, on to robi dla siebie. A nawet: ON tego nie robi przeciwko tobie, on to robi dla siebie.
Zbulwersowanych tytułem książki Katarzyna Miller zapewnia, że chodzi jej o budowanie siostrzanej solidarności kobiecej. W „Kup kochance męża kwiaty” dzieli się swoimi doświadczeniami ze spotkań terapeutycznych, w których uczestniczyły zarówno kobiety zdradzone, jak i kochanki. Mówi o tym, jak cenna i zmieniająca podejście kobiet do zdrady może być konfrontacja swoich postaw. Rozumienie losów tej, która znajduje się po drugiej stronie powoduje, że kobiety nie patrzą na siebie wrogo. Co więcej, zaczynają rozumieć istotę tej sytuacji. Czasami przecież okazuje się, że on oszukał swoją kochankę, mówiąc jej, że nie jest żonaty. A poczucie wspólnoty ma wielką moc.
Każde działanie ma swój powód. Mechaniczne myślenie, że na lewo są dziwki, a na prawo porządne, jest krzywdzące i, zwyczajnie, płytkie. Nie ma granicy między dziwkami a porządnymi, tego muru nie da się tak wyraźnie postawić. Nie możemy powiedzieć: „Ja bym tego nigdy nie zrobiła”. Dopóki życie nie postawi nas w takiej sytuacji, nie możemy się zarzekać.
Czy są sposoby na to, aby uchronić się przed zdradą? Kasia Miller twierdzi, że w pewnym sensie możemy zminimalizować szanse na to, aby nam się przydarzyła, ale co istotniejsze, możemy zabezpieczyć się przed jej miażdżącym wpływem na nasze życie. W jaki sposób? Po pierwsze pozwalać życiu się zmieniać i zmieniać się wraz z nim, z coraz spokojniejszą ufnością, że coś fajnego odchodzi, ale za to przychodzi coś nowego i ciekawego w inny sposób. Po drugie - szanować wszystkie swoje uczucia, bo gdy są one przeżyte, dopuszczone do świadomości, mijają. Jeśli się je powstrzymuje, nie znikają i rządzą nami z ukrycia. Po trzecie nie zastanawiać się, co ona ma lepszego ode mnie, tylko skupiać się na tym, co dobrego mam ja. I pokochać siebie, bo jeśli potrafimy odnaleźć w sobie spokój i bezpieczeństwo, to przyjmiemy to, co nas spotyka, w sposób konstruktywny.

To tylko kilka z wielu cennych porad, które wyciągniemy z książki Kup kochance męża kwiaty. Autorka mierzy się z tematem zdrady odkrywając przed nami również podłoże naszego lęku przed nią, który w jakimś stopniu dotyka każdego z nas. Mówi o tym, dlaczego tak bardzo cierpimy, kiedy nam się przydarza, a także pozwala spojrzeć na zdradę z męskiego punktu widzenia. Odpowiada także na pytanie, czy to prawda, że z rozpadającego się związku już nic nie może powstać? Czy, i kiedy, warto ratować związek po zdradzie?

Ale dlaczego od razu wysyłać kochankom kwiaty? Tego dowiecie się z lektury książki. To już trzecie wydanie bestsellerowego poradnika Katarzyny Miller!

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, filozofka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną w zakresie terapii indywidualnej, małżeńskiej i grupowej. Wykładowczyni licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Autorka i współautorka wielu bestsellerowych poradników, m.in. Chcę być kochana tak jak chcę, Instrukcja obsługi faceta, Seksownik, Zrób to kochanie, Królowe życia i król, W życiu jak w kinie, Nie bój się życia (Wydawnictwo Zwierciadło).

Fragment książki:

„Na pewno jest lepsza w łóżku i wyczynia z nim różne świństwa. Zdzira jedna. Dorwałabym ją, to bym jej wszystkie kłaki z głowy powyrywała. Mamusia zawsze mówiła, że chłopom w głowie tylko jedno. I proszę, wydało się. A taki był niby porządny”. Wiesz, zdziwiłaby się kobiecina, gdyby na przykład zobaczyła, że on z tamtą głównie rozmawia! Albo odrabia z jej dzieckiem lekcje, albo obiera jej cebulę i kroi w kostkę. A ona mu potem mówi: „O, jaki ty jesteś kochany”. Kiedy ty swojemu powiedziałaś, że jest kochany? No, powiedz uczciwie. Niewątpliwie dzieje się i tak, że seks z nową kobietą jest szalenie ekscytujący i nierzadko bywa powodem „wbokpójścia”. Ale już najstarsi górale często mówili, że seks jest też przereklamowany. Zdziwiłabyś się, Kochana, ilu mężczyzn marzy głównie o słodkim, świętym spokoju. O towarzyszce, która jest zadowolona z życia, radosna, pogodna, przyzwalająca mu na „niestaranie się”. To właśnie wtedy jemu chce się starać. Tak naprawdę on od początku najbardziej chce zmienić aurę wokół siebie, zobaczyć wpatrzone w niego z uznaniem oczy, usłyszeć śmiech ze starych dowcipów, które dla nowej kobiety są takie cudownie nowe. Chce się dowiedzieć, że nigdy nie było jej przy nikim tak dobrze (i wcale nie tylko podczas seksu). Chce się poczuć znowu młody, świeży i pierwszorazowy. Upragniony, oczekiwany i wyjątkowy. Jedyny. A teraz, Miła Moja, pomyśl, czy ty nie chcesz się tak czuć. Nowa, młoda, świeża, pierwszorazowa. Upragniona, oczekiwana i wyjątkowa. Jedyna. Ty też byś chciała, żeby on ci to dał. On by chciał, żebyś ty mu dała. Ale żadne z was tego nie dostaje. Dlaczego?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zdradzają, bo czują się niespełnione. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby

Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zdradzają, bo czują się niespełnione lub nie potrafią być blisko. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby. Czują się winne, chociaż czasem właśnie dzięki romansowi poznają siebie i rozumieją, co jest dla nich ważne.

Zdradzają, bo czują się niespełnione lub nie potrafią być blisko. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby. Czują się winne, chociaż czasem właśnie dzięki romansowi poznają siebie i rozumieją, co jest dla nich ważne.

Małżeństwo z kilkuletnim stażem zadzwoniło do gabinetu psychoterapeuty z prośbą o spotkanie. Problem: kryzys. Powód: zdrada. Nie, nie jego. To ona od prawie roku miała romans. Mieli dom, dwójkę dzieci. Później – już podczas wizyty – ona jak mantrę powtarzała: „zakochałam się”, on prosił, by dała im szansę, pomyślała o dzieciach.

Taka sytuacja w gabinetach terapeutycznych nie jest dziś już żadnym wyjątkiem. – Coraz więcej zdradzanych mężczyzn i zdradzających kobiet szuka profesjonalnej pomocy – uważa Inka Frajnt, psycholożka i terapeutka rodzin oraz małżeństw z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, współzałożycielka centrum Totum.

W badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii dla dziennika „Daily Telegraph” do zdrady przyznało się cztery na dziesięć kobiet i jedynie trzech na dziesięciu mężczyzn. W Polsce statystyki nie są aż tak zatrważające – według danych profesora Zbigniewa Izdebskiego do niewierności przyznaje się 15 procent kobiet żyjących w stałych związkach. Jednak psycholodzy i terapeuci mówią: liczba zdradzających jest wyższa. Ale Polkom wciąż trudno mówić o tym głośno. Poradniki, jak uporać się z niewiernością partnera – głównie dla zdradzonych kobiet. Teksty w gazetach, programy telewizyjne: prawie zawsze o zdradach mężczyzn.

Kim jesteś, kobieto?

Agnieszka: 36 lat, dziewięcioletni syn. Mężatka z dziesięcioletnim stażem, od pięciu lat w równoległym związku z żonatym mężczyzną, kolegą z pracy.

Hanna: 39 lat, 16-letnia córka. Wyszła za mąż w wieku 24 lat. Od dwóch lat zakochana w mężczyźnie poznanym na Facebooku.

Anna: 30 lat, mama dwóch dziewczynek: siedmioletniej i pięcioletniej. Kilka miesięcy temu zakończyła półtoraroczny romans z kolegą z firmy. Mężatka od ośmiu lat.

Weronika: 43 lata. Dwa miesiące temu zaczęła romans z mężczyzną spotkanym na przyjęciu u znajomych. Mężatka, jej córka niedawno zdała maturę.

– Pani bohaterki idealnie potwierdzają obraz widoczny w statystykach – stwierdza dr Katarzyna Popiołek z katowickiej filii SWPS. – Kobiety mają mniej kochanków niż mężczyźni, ale ich romanse trwają dłużej. W relacji pozamałżeńskiej szukają zrozumienia, bliskości, wsparcia. Zdrada rzadziej zaczyna się od namiętnego seksu, częściej od długich rozmów z kolegą z pracy czy mężczyzną poznanym właśnie w Internecie. Zresztą według najnowszego amerykańskiego raportu na temat małżeńskiej wierności powszechność Internetu uchodzi za jedną z przyczyn wzrastającej liczby kobiecych zdrad.

Cechy zdradzających? Według niektórych badań są to kobiety atrakcyjne, ekstrawertyczne, otwarte, lubiące ryzyko. – Ale to nie oznacza, że zamknięte, niepewne siebie osoby nie zdradzają – uważa Inka Frajnt.

Agnieszka (ta, która od pięciu lat prowadzi podwójne życie): – Kiedyś na imprezie znajoma rzuciła: „Ty, Aga, nigdy byś nie zaszalała, co? Nigdy się nie zbuntujesz. Tylko praca, dom, praca”.

Dlaczego to robisz?

Weronika: – Z pierwszym mężem rozwiodłam się w wieku 35 lat. Powód: niezgodność charakterów. Zdradzałam męża, tłumacząc sobie, że to dlatego, że jesteśmy niedopasowani. Po rozwodzie powiedziałam: „nigdy więcej”. Ale z nowym partnerem szybko zaczęliśmy żyć obok siebie. Walczyłam, proponowałam terapię. On powtarzał: „Jestem ojcem dla twojej córki, dałem ci dom. O co ci chodzi?”. A chodziło o wszystko: brak seksu, ciepła, uwagi. Trzy miesiące temu na przyjęciu, na które jak zwykle poszłam sama, poznałam K. Wreszcie ktoś słuchał, co do niego mówię, interesował się moimi sprawami.

Agnieszka: – Wyszłam za mąż za starszego mężczyznę, doktora historii.  Nigdy nie pomyślałam, że przyjdzie czas, gdy będzie przeszkadzać mi jego pensja 2500 złotych i absolutny brak chęci, żeby zarabiać więcej. Jednocześnie jest czułym, wspaniałym ojcem dla naszego syna. Ale od  zawsze wszystko na mojej głowie, on nie ma nawet prawa jazdy.

Po kolejnej nieudanej próbie dogadania się z mężem poznałam Darka. Ja architekt, on budowlaniec, wspólnie robiliśmy projekt. Przebojowy, wesoły. Po pierwszym spotkaniu przysłał SMS-a: „Nie mogę przestać o tobie myśleć”. Spotkaliśmy się na kawie, jednej, drugiej. Opowiadał o problemach z żoną, słuchałam. Seks? Po kilku miesiącach znajomości. Owszem, fantastyczny, ale z mężem też było mi dobrze. Chodzi o coś więcej.

Darek jest też przyjacielem i opiekunem. Pyta: „zmieniłaś opony?”. Mąż nigdy tego nie robił.

Anna: – Brakowało mi w życiu fajerwerków. Miałam 23 lata, gdy urodziła się Maja, dwa lata później pojawiła się Pola. Na kilka lat zrezygnowałam z pracy, poświęciłam się wychowaniu córek. Kochaliśmy się z Kamilem. Ale myślałam: „Daczego nic w naszym związku nie dzieje się spontaniczne”. Ja, tak mi się wydawało, bardzo się starałam. Czekałam z kolacją, pisałam liściki, kupowałam prezenty. Gdy Pola miała trzy lata, wróciłam do pracy. Adam pracował ze mną w zespole, był dwa lata młodszy. Dużo rozmawialiśmy. Na wyjeździe integracyjnym powiedział: „zakochałem się w tobie”. Obruszyłam się: „Mam męża, dzieci, nic z tego nie będzie”. Oddalił się ode mnie. Po dwóch tygodniach sama do niego zadzwoniłam. Wiesz, co mówi jeden z moich kolegów? Że nie ma mężatki, której nie da się zdobyć. A najlepsza strategia to nie przestraszyć jej, tylko stać się przyjacielem. Smutne, bo to dowód, jak bardzo jesteśmy w swoich związkach samotne.

A może boisz się bliskości?

Teoria socjologów i antropologów: kobiety zawsze zdradzają z kimś lepszym od partnera: bogatszym, sprawniejszym seksualnie, inteligentniejszym. Jednak zdaniem Inki Frajnt niewierność zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn ma głębsze podłoże. Często osoby zdradzające nie wierzą, że mogą być kochane, w dzieciństwie nie dostały miłości. Teraz szukają potwierdzenia, że są atrakcyjne, ważne, potrzebne.

Frances Cohen Praver, psycholog kliniczny, w swojej książce „Niewierne żony” pisze, że są kobiety, które odczuwają lęk przed głęboką relacją. Romans jest idealny, bo oddala je od partnera. Gdy mają dwóch mężczyzn, czują się bezpiecznie, bo z żadnym nie są naprawdę. Czasem mąż i kochanek realizują dwie zupełnie skrajne potrzeby.

Hanna (ta, która ma romans z mężczyzną poznanym na Facebooku): – Na terapię trafiłam pół roku temu po tym, jak mój kochanek kolejny raz zniknął z mojego życia. Nie rozumiałam siebie. W domu wspaniały mąż, a ja uganiam się za bezrobotnym, chwiejnym i depresyjnym facetem. U psychologa wciąż powtarzałam, że udało mi się to, o czym marzyłam – stworzyć szczęśliwą rodzinę. Ojciec zostawił mamę w ciąży, potem jeszcze czasem z nią sypiał. Przysięgłam sobie, że nie powtórzę jej losu. Wyszłam więc za mąż za fajnego, odpowiedzialnego faceta. A potem jeden wpis na Facebooku zmienił wszystko. Zaczepił mnie R., znajomy znajomych. Próbowałam się go pozbyć, ale był wytrwały, pisał codziennie. Po trzech miesiącach spytał: „masz Skype’a?”. R. uwodził mnie jak nikt. Po trzech miesiącach znajomości zniknął po raz pierwszy. Obraził się, bo coś źle powiedziałam. Po tygodniu wrócił, wtedy po raz pierwszy poszliśmy do łóżka. Od tej pory nasza relacja toczyła się według stałego rytmu – kłótnie i namiętne godzenia się. Podczas terapii zrozumiałam, że całe życie identyfikowałam się z mamą i na męża wybrałam przypominającego mi ją mężczyznę, oddanego i kochającego. Ale brakowało mi atmosfery, w której dorastałam – wiecznego napięcia. Romans z niebezpiecznym mężczyzną mi to dał. R. był dokładnie taki jak mój ojciec: nieprzewidywalny, egoistyczny. Terapeutka pytała: „Czy potrafi pani pogodzić bezpieczeństwo z namiętnością? Miłość z pożądaniem?”. Nagle okazało się, że ja tego nie umiem.

Jak to wpływa na życie twojej rodziny?

– Z jednej strony, wzrastająca liczba kobiecych zdrad jest dość oczywista: bo emancypacja, bo niezależność finansowa. Z drugiej – kobiety nie mają na nią społecznego przyzwolenia – uważa dr Katarzyna Popiołek. – Wciąż tkwi w nas przekonanie, że rolą kobiety jest bycie żoną i matką. Mężczyzna zdradza, bo jest interesujący. Ona dlatego, że jest nieodpowiedzialna i egoistyczna.

Anna: – Ale to prawda, że romans bardzo wpływa na życie kobiety. Do dziś potrafię obudzić się zlana potem, bo przypominają mi się sceny z tamtego czasu. Jestem zakochana, coraz bardziej nieprzytomna. Uciekam z kochankiem do hotelu, wyjeżdżam w delegację. Wieczorem czytam bajkę dziewczynkom i jednocześnie odpisuję na namiętne SMS-y. Czuję się jak schizofreniczka. Zapominam o obowiązkach. Wyleciało mi z głowy, że mam przygotować z Mają rysunek na zajęcia, w środku dnia dzwonią do mnie z przedszkola, gdzie Pola ma strój na bal karnawałowy, bo dzieci właśnie się przebierają.

Hanna: – Nie potrafiłam skupić się na pracy. Moja wydajność spadła o połowę. Bagatelizowałam oceny córki. To ona próbowała zwrócić moją uwagę. Krzyczała: „jesteś uzależniona od Internetu!”. Kochanek zawsze mniej ingeruje w życie kobiety, gdy sam jest żonaty. – To najczęściej on wyznacza granice. Mężczyźni, nawet jeśli się zakochują, bardziej potrafią oddzielić dwa światy – uważa dr Katarzyna Popiołek.

Agnieszka: – Spotykamy się raz w tygodniu. Przynajmniej jedna noc w miesiącu jest nasza. Na wspólnym wyjeździe byliśmy tylko raz, dwa lata temu. Ale zdarza nam się wynająć hotel, spędzić w nim popołudnie i wieczór, na noc wrócić do domu, a potem rano, przed pracą, znów spotkać się w tym samym hotelu. Seks? Niekoniecznie. Namiastka normalności, wspólny prysznic, śniadanie, przytulenie. Ale zasady są jasne: nie dzwonimy do siebie w weekend. Jeśli już, to służbowy SMS. „Pani Agnieszko, pilnie proszę o telefon”. Ja nigdy nie zaniedbywałam syna. Jestem do bólu racjonalna. Jeśli płakałam, to w nocy.

Dlaczego twój partner czeka?

Stereotypowy mężczyzna, gdy dowiaduje się o zdradzie swojej kobiety, reaguje ostro. Tymczasem jest coraz więcej mężów, którzy podobnie jak kiedyś kobiety udają, że nie widzą, nie chcą widzieć, boją się, czekają, aż „ona zrozumie”. – To w dużej mierze wynika z zamiany ról, już nic nie jest do końca męskie i kobiece. My zarabiamy, robimy karierę, czyli weszłyśmy w świat do tej pory zarezerwowany dla mężczyzn, tak samo oni przejęli część naszych, kobiecych zachowań. Jest coraz więcej mężczyzn, dla których najważniejsza jest rodzina, stabilizacja – uważa dr Katarzyna Popiołek.

– Czekanie czy brak reakcji na zdradę często też wynika z lęku przed zmianą. Bezpieczniej tkwić w letargu, niż reagować – dodaje Inka Frajnt. Agnieszka: – Nie wierzę, że on nie wie. Nie chodzi o to, że znikam z domu, ale mam inny świat. To zabawne, ja wciąż myślę o sobie jako o monogamistce. Nie potrafię kochać się z mężem. Robię to raz na miesiąc, dwa. Dlaczego? Bo mi go żal. Bo go lubię. Ale zawsze wcześniej piję. Weronika: – Mój obecny partner zawsze powtarzał: „Romans jest dla mnie końcem związku”. Niedawno, kolejny raz, wróciłam do domu później. Tak, zrobił awanturę. Zaczął krzyczeć, że na pewno się z kimś spotykam. Ale gdy nie zaprzeczyłam, po prostu się obraził. A następnego dnia zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.

Anna: – Wciąż esemesowałam, mejlowałam, kłamałam, że idę na noc do koleżanki. Ale ukrywałam się. On dopiero po tym, jak skończyłam ten romans, powiedział: „Czy ty naprawdę myślisz, że byłem głupi? Wiedziałem od początku”.

I co dalej z tym zrobisz?

Magistrantka dr Katarzyny Popiołek pisała pracę na temat zdrady. Podczas zbierania materiału wyraźnie wyszło, że kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi. Bo statystyczny mężczyzna się wyszaleje i wraca na łono rodziny. Statystyczna kobieta coraz bardziej się zapętla. Klapki na oczach ma kilka miesięcy, rok. Po tym czasie nagle dokładnie widzi sytuację, w której się znalazła. I okazuje się, że żyje na zgliszczach. Bo już nie ma powrotu do tego, co było. A nowego też nie ma.

Agnieszka: – Związek z Darkiem przechodził wzloty i upadki. Przeżywałam stany zazdrości o jego żonę. Nienawidziłam świąt i sylwestrów. Regularnie wtedy ze sobą zrywaliśmy. A potem zawsze dzwoniliśmy. Dziś? Nie potrafię skończyć tego romansu, ale też wiem, że nie umiem odejść od męża. Nie chcę zabrać synowi ojca. Mamy wspólny dom, ogród, czasem rozmowy przy winie. Traktuję go jak kumpla. A może też nie robię tego, bo Darek wciąż powtarza: „nie teraz”. A ja już nie wierzę, że kiedyś będzie nasze „teraz”. Nauczyłam się nie analizować, inaczej bym zwariowała.

Anna: – Po półtora roku namiętnego romansu spotkałam się z Adamem. Powiedziałam, że dłużej tak nie potrafię. To było po kolejnej głupiej akcji w przedszkolu, gdy znów zawiodłam swoje dzieci. Następnego dnia złożyłam wypowiedzenie w pracy. Wiedziałam, że nie dam rady, jeśli będę go codziennie widzieć. Robiłam wszystko, żeby odnaleźć się z mężem. Tyle że nagle zorientowałam się, że on się pogodził z tym, że mnie nie ma, że żyjemy obok. Kilka miesięcy później sam oznajmił, że odchodzi. Po półtora roku mojej nieobecności już po prostu nie było czego ratować.

Weronika: – Już wiem, że przekroczyłam pewną granicę. I w sumie spodziewam się tego, co będzie dalej: w końcu mój kochanek powie „wybieraj”. I stanę pod ścianą. Bo albo stracę mężczyznę, w którym jestem zakochana, albo to, co udało mi się zbudować – rodzinę. Kiedyś uważałam, że w każdej sytuacji będę przegrana. Dziś myślę, że kolejny raz dowiem się czegoś ważnego o sobie.

Hanna: – Nie potrafię definitywnie skończyć z R., ale nasz romans powoli się rozluźnia, bo przestaję brać udział w jego grze: nie gonię, gdy ucieka, przestałam przepraszać. Biorę leki psychotropowe, chodzę do psychologa. Cierpię, ale pewnie gdyby nie R., nigdy nie poszłabym na terapię, nie sięgnęła do dzieciństwa. Znów doceniam męża, choć już nie patrzę na niego przez różowe okulary. On też potrzebuje terapii, bo nasza namiętność zamieniła się w relację ojciec – córka. Oboje ponosimy za to odpowiedzialność.

Inka Frajnt: – Zdrada jest bolesnym, często traumatycznym przeżyciem. Nie wszystkie pary potrafią się z tym zmierzyć, wtedy najczęściej dochodzi do rozwodu. Ale choć trudno w to uwierzyć, są sytuacje, gdy zdrada jest szansą na przyjrzenie się sobie i swoim relacjom. To tak jakbyśmy przebudzili się w związku, zaczęli brać odpowiedzialność za siebie, swoje zachowania, kształtowanie i budowanie więzi.

  1. Psychologia

Dlaczego kobiety zdradzają?

Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Odpowiedz sobie na pytanie, czy przy partnerze możesz swobodnie śmiać się, ale i płakać? Możesz być czasem kobietą drapieżną a czasem delikatną? Jeśli w obecnym związku nie jesteś różna, oznacza to, że nie żyjesz pełnią swojej osobowości. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że zafascynuje cię inny mężczyzna.

Kasia dobrze zapowiadała się na żonę Artura. Była zaradna. I w pracy świetnie sobie radziła, i urodziny sernik na zimno z truskawkami potrafiła zrobić. Kobieta jednocześnie domowa i mocno stąpająca po ziemi. Taka po pracy ugotuje, z dziećmi lekcje odrobi i pamięta o przeglądzie samochodu. Po urodzeniu córki Kasia szybko wróciła do pracy, bo mężowi splajtowała kolejna firma. To nic, kochanie, poradzimy sobie. Potrzebujesz czasu, żeby do siebie dojść, mówiła Arturowi. Dochodził długo. Był z niej dumny, zwłaszcza na rodzinnych uroczystościach. Kasia znakomicie gotowała i tak pięknie umiała dekorować stół.

Siedziała przy stole na przyjęciu imieninowym wujka Stefana, gdy nagle z zadumy wyrwał ją czyjś głos: „Bo u nas w rodzinie nie ma rozwodów ani zdrad. Tylko ten Maniek ze wsi się rozwiódł, no ale on pił, to się nie liczy”. Gdyby wiedzieli, że mam romans, coś w jej środku śmiało się. Że zakochałam się w młodszym o kilka lat liderze zespołu heavy metalowego. Oni nie wiedzą, że gdy czytałam w kawiarni książkę, on siedząc przy sąsiednim stoliku, flirtował ze mną wzrokiem a potem kelnerka przyniosła mi karteczkę z jego numerem telefonu. Nie domyślają się, że gdy całujemy się w parku, nie przeszkadza mi deszcz i że upijamy się piwem, chociaż nigdy go nie piłam, bo to „niekobiece”, myślała. Gdyby oni wiedzieli, jak on mnie rozumie. Zauważył, że nawet gdy się uśmiecham, mam w oczach smutek. Potrzebujesz śmiechu, luzu, namiętnego seksu. I tego wszystkiego właśnie z nim doświadczam. Przy Miłoszu czuję się tak swobodnie, nie obowiązują mnie żadne konwenanse, nie zastanawiam się co wypada robić w niedzielę, a co nie. Mogę wygłupiać się godzinami, mogę też płakać i mówić czego się boję. Wreszcie. Gdy usłyszałam jego słowa: „Budzisz we mnie czułość, jesteś taka delikatna.”, poczułam jak płyną mi łzy. Właśnie dostałam sms-a, że pisze dla mnie kolejną piosenkę. Co ja tu robię, zastanawiała się Kasia. Dlaczego milczę podczas tych rodzinnych obiadów i uciekam w świat fantazji, skąd to uczucie zmęczenia. Sercowe powikłania po grypie sprawiły, że Kasia osłabła. Artur niezręcznie głaskał ją po głowie, gdy wracała od lekarza, nie tolerował słabości ani jej zainteresowania się buddyzmem i medycyną niekonwencjonalną. Gdy wróciła z przyjęcia, wykrzyczała Arturowi, że kocha swoją żonę, a nie ją - kobietę taką, jaką ona jest. Zdała sobie sprawę, że wypełniała jedynie role żony, matki, synowej, szwagierki. Żyła między pracą, wysprzątanym domem a rodzinnymi spotkaniami, zapominając o sobie. Tak bardzo starała się być silna, aż zachorowała na serce. Nie słyszała jego głosu. Dopiero przy Miłoszu poczuła, że żyje. Dlaczego w moim życiu musiało dojść do zdrady, żebym zaczęła zastanawiać się czego chcę, a czego nie chcę i kim jestem?

Osoba, która szuka czegoś w innej relacji, zwykle jest gotowa na to, żeby coś w sobie zmienić. To moment, żeby zadać sobie pytanie - czego mi brakuje? Jaką potrzebuję się stać? Czego pragnę doświadczyć? Co we mnie drzemie, domagając się przebudzenia? Czego się w sobie boję? Jeśli na horyzoncie pojawi się ktoś, kto fascynuje nas, zastanówmy się czym zachęca nas do kontaktu? Ale nie koncentrujmy się na tym, jaki on jest, ale jaka się przy nim staję.

Kasia dopiero przy heavy metalowym muzyku poczuła się delikatna i słaba, przy nim też odkryła spontaniczność i życiowy luz. Przy Arturze weszła w rolę tylko silnej, rodzinnej kobiety. Ale to nie była „cała Kasia”. W każdej z nas istnieje kobieta demoniczna, jest opiekunka domowego ogniska, jest niezaradna dziewczynka. Każda chce zaistnieć. Gdy tak się nie dzieje, mamy poczucie, że czegoś nam brak. Szukamy w pracy, w innych ludziach, przedmiotach, fascynacjach, które przemijają. Tymczasem tą poszukiwaną jakość mamy odnaleźć w sobie, bo to my mamy się zmienić. Jednak nie do wszystkich naszych cech mamy łatwy dostęp. Czasem trudno nam być na przykład drapieżną, stanowczą, walczącą o swoje. Albo odwrotnie, potrzebujemy trochę oddać się komuś w opiekę, doświadczyć bezradności. Mamy taką kobietę w sobie, ale próg na to, by w ten sposób działać lub czuć, jest zbyt wysoki. My się boimy takie być. Powód najczęściej tkwi w przeszłości. Może byłyśmy karane za słabość albo w naszej rodzinie mówiło się, że kobiece ambicje są nie na miejscu. W dorosłe życie weszłyśmy z wzorcami, które wiążą nas w określonych rolach. Nie jesteśmy sobą w swojej wielowymiarowości. Wtedy tą zablokowaną część osobowości próbujemy odnaleźć w relacji z kimś. Jeśli nie mamy do niej dostępu przy partnerze, z którym jesteśmy, zakochujemy się w innym mężczyźnie, z pomocą którego możemy właśnie takie się stać. Nowe. Takie, jakie się jeszcze nie znamy.

Jeśli ktoś nowy cię fascynuje i przy nim czujesz się wyjątkowo, oznacza to, że umiałabyś zdradzić, bo czegoś brakuje ci w obecnym związku.
Swoimi odkryciami podziel się z partnerem. Nie oskarżaj go mówiąc, że jest taki czy inny, raczej mów jak się czujesz teraz, jak chcesz się poczuć w przyszłości i co chcesz zmienić w waszym wspólnym życiu. Jeśli partner zareaguje otwartością, związek ma szansę się rozwinąć. Gdy podejmiemy próby zmiany i są one nieudane, wtedy nie jest już trudno odejść. Wówczas możemy wyruszyć dalej, poszukać nowego związku bez tego trudnego doświadczenia jakim jest zdrada.

Ćwiczenie

Jeśli masz ochotę na zdradę, bo oczarował cię mężczyzna, możesz zrobić ćwiczenie:
  • zapewnij sobie przynajmniej pół godziny spokoju,
  • usiądź wygodnie i wykonaj kilka głębokich oddechów,
  • zobacz w wyobraźni tego drugiego mężczyznę, w którym się zakochałaś,
  • a teraz przypomnij sobie jak się przy nim czujesz: jak się zachowujesz, co jest w tym najbardziej przyjemnego, co nowego, co najbardziej wtedy w sobie lubisz,
  • spróbuj zobaczyć tą kobietę, nadaj jej imię lub pseudonim,
  • wstań i spróbuj poruszać się tak, jak ona, jeśli masz ochotę zatańcz, zacznij coś mówić, może krzyczeć, szeptać, śpiewać,
  • zastanów się gdzie i jak ta kobieta żyje, czym się zajmuje, kim jest, jakie ma cechy,
  • odpowiedz na pytanie co do niej czujesz.
To nowa Ty. Taką właśnie jesteś. Jak najczęściej zachowuj się jak Ona, najlepiej codziennie wprowadzaj Jej zachowania w życie. Gdy Ona poczuje się dobrze w Twojej skórze, odpowiedz sobie na pytanie, jakie teraz ta druga relacja ma dla Ciebie znaczenie.

  1. Psychologia

Zdradziłam i zostałam zdradzona. Jak wygląda zdrada z obu perspektyw?

Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zdradzona żona, zdradzony mąż... Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Ewa: zdradziłam

Ktoś mi kiedyś powiedział, że zdrada to bilet w jedną stronę. Nie ma powrotu.

Myślałam, że jesteśmy z Michałem dobrym małżeństwem. Połączyło nas podobne poczucie humoru i pasja do historii. Oboje bardzo chcieliśmy założyć rodzinę. Miłość zmysłowa nigdy nie była najmocniejszą stroną naszego związku, ale mieliśmy dla siebie dużo sympatii, szacunku i czułości. I zawsze mogłam na Michała liczyć.

Przez lata działaliśmy jak najlepiej zgrany tandem. Założyliśmy i rozwinęliśmy firmę, zbudowaliśmy dom, mamy dwóch synów. Tyle rzeczy robiliśmy wspólnie, że w pewnym momencie zaczęłam się czuć bardziej jak kumpel, wspólnik niż żona. Michał widział we mnie kobietę jedynie wieczorem. A i to coraz rzadziej. Poza tym to nie ten typ mężczyzny, co potrafi bez okazji przynieść kobiecie bukiet kwiatów. Prędzej kupi pęczek koperku i jeszcze będzie oczekiwał pochwał, że jest taki zapobiegliwy.

Pół roku temu wybrałam się na spotkanie ze znajomymi ze studiów. Wieczorem do naszego grona dołączył Andrzej. Po wielu latach nieobecności wrócił z Kopenhagi, gdzie mieszkał z żoną i córką.

Na początku studiów chodziliśmy ze sobą. Ale trwało to krótko, bo Andrzej wyjechał. Od tamtej pory nie widzieliśmy się. Kiedy go teraz spotkałam, zauroczenie powróciło. Aż mi było głupio, bo trzęsły mi się ręce i nie mogłam zebrać myśli.

Następnego dnia zadzwonił, proponując kawę. Po spotkaniu nie przestawałam o nim myśleć. Widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, chociaż na kwadrans. Czułam się jak drzewo na wiosnę, w którym po zimie znów zaczynają krążyć soki, odżywa.

Początkowo wmawiałam sobie, że to tylko niewinne spotkania dawnych przyjaciół. Przecież nie robię nic złego. A trochę radości od życia też mi się należy.

Po paru tygodniach Andrzej zamiast tradycyjnej kawy zaproponował wyjazd za miasto. Skończyło się w przydrożnym motelu. Dawno nie byłam tak szczęśliwa. Czułam się kobieco, znowu miałam piersi, biodra, brzuch, uda. Znów ktoś patrzył na mnie z zachwytem. Andrzej był tak czuły i namiętny, jak tylko może to sobie kobieta wymarzyć.

Wracałam do domu miotana mnóstwem skrajnych uczuć – rozpierająca radość, zdziwienie, że do tego doszło, strach, co będzie dalej, ekscytacja, że mam taką cudowną tajemnicę, złość na Michała, że nigdy nie był wobec mnie tak namiętny i uważny.

Ta ukrywana miłość dodawała mi skrzydeł, byłam wesoła, pełna energii, wspaniale się czułam.

Zostałem zdradzony przez żonę

Któregoś wieczora Andrzej napisał esemesa, że mnie kocha i żałuje, że nie udało nam się przed laty być razem. Chociaż bardzo się pilnowałam, tym razem zostawiłam swój telefon w jadalni na stole – usłyszałam płacz młodszego synka i pobiegłam sprawdzić, co się stało. Kiedy wróciłam do jadalni, Michał siedział przy stole. Po jego minie domyśliłam się, że przeczytał wyznanie Andrzeja.

To był koszmarny wieczór. Michał dokładnie o wszystko wypytywał. Kto to jest? Czy z nim spałam? Jak długo trwa nasz romans? Mąż "widział" jak go zdradzam. Powiedziałam prawdę, nie było sensu kłamać. Po tej rozmowie przestał się do mnie prawie odzywać. Jedynie przy dzieciach odpowiada monosylabami na pytania i zdawkowo omawiamy plany na dany dzień.

Kilkakrotnie próbowałam Michałowi coś wytłumaczyć, ale nie chce mnie słuchać. Trwamy w takim zawieszeniu już od wielu tygodni. Nie wiem, co robić. Ciężko mi, że go zawiodłam. Podjęliśmy z Andrzejem decyzję, że będziemy się starali ratować nasze rodziny i przestaniemy się spotykać.

Żona Andrzeja, Dorota, też się dowiedziała o naszym romansie. Jej znajoma widziała nas w restauracji. Andrzej przyznał się do wszystkiego, a ona definitywnie zażądała rozwodu.

Dorota: zostałam zdradzona

Od dłuższego czasu czułam, że coś jest nie w porządku. Andrzej był nieobecny myślami i roztargniony. Początkowo sądziłam, że może ma kłopoty w pracy. Kiedy jednak zaczął konsekwentnie unikać zbliżeń, zaczęłam się niepokoić. Zawsze znalazł pretekst, by się położyć spać dużo później niż ja. Czułam się tym dotknięta, ale nie reagowałam. Nie mam zwyczaju prosić o bliskość, tym bardziej, że był coraz bardziej rozdrażniony i nerwowy. Ciągle narzekał na brak czasu, odmawiał wspólnych wyjść do kina czy znajomych. Zaczęłam podejrzewać, że w grę może wchodzić inna kobieta. Jednak duma nie pozwalała mi o to zapytać. Odsuwał się ode mnie coraz bardziej, ja odpowiadałam tym samym. Nie nalegałam, nie dopytywałam o nic.

Kiedy przyjaciółka powiedziała mi, że widziała go w restauracji z jakąś wysoką szatynką, poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Zaczęłam wypytywać o szczegóły. Podobno ich zachowanie nie zostawiało żadnych złudzeń co do intymności relacji. Przez kilka dni byłam jak sparaliżowana.

Wreszcie zapytałam go wprost, czy to prawda, że ma inną kobietę. Nie chciałam znać szczegółów ich relacji. Chciałam wiedzieć tylko, czy mnie zdradził.

Teraz, jako zdradzona żona, cały czas zastanawiam się – jaka ona jest. Czy ładniejsza, bardziej kobieca, w czym ode mnie lepsza? Na usta ciśnie mi się tysiące pytań, ale żadnego z nich nie jestem w stanie zadać. Każdego ranka po obudzeniu z całych sił zaciskam oczy, pragnąc, żeby to był tylko zły sen. Nie mogę uwierzyć, że Andrzej mnie zdradził. Najchętniej kazałabym mu się natychmiast wynosić. Jedynie z powodu naszej córki powstrzymuję się przed taką decyzją. Powiedziałam, że chcę rozwodu. Nie jestem w stanie dalej z nim żyć. Po tym, co zrobił, całkowicie straciłam do niego zaufanie.

Patrzę na Andrzeja i wciąż się zastanawiam, ile razy mnie zdradził, ile razy zrobił ze mnie idiotkę. Chociaż zapewnia, że nigdy wcześniej nie był z inną kobietą, nie wierzę w ani jedno jego słowo. To już nie jest mój Andrzej, tylko obcy, zimny facet, który mnie zawiódł i oszukał.

Chwilami jednak bardzo żal mi tych wszystkich dobrych lat, które razem spędziliśmy. Wtedy mam ochotę wrzeszczeć i przeklinać, ale milczę jak skamieniała. Wokół mnie jest rumowisko, a ja, zdradzona żona, nie wiem, w którą dalej iść stronę. Zostać czy odejść.

Zdradzona żona, zdradzony mąż - jak skorzystać z szansy?

Jeśli w związku dochodzi do zdrady, można powiedzieć, że od dłuższego czasu trwał on w pogłębiającym się kryzysie.

Kiedy bilans zysków i strat staje się ujemny, wówczas otwiera się droga do poszukiwania kogoś, kto da to, czego nie daje nam partner, a więc bliskość, ciepło, akceptację czy zrozumienie. Nie znaczy to jednak, że odczucie deficytu ma zawsze źródło w tym, że partner jest obiektywnie niedobry. Bywa, że dana osoba czuje się zaniedbana i niedoceniona, ponieważ jej potrzeby emocjonalne są zbyt duże, by ktoś był w stanie im sprostać. Często dlatego, że nie otrzymała wystarczająco miłości, akceptacji i opieki w dzieciństwie.

Jakakolwiek droga nie prowadziłaby do zdrady, świadomość bycia zdradzonym jest zawsze źródłem ogromnego stresu. Na początku pojawia się szok i niedowierzanie, że sprawy zaszły tak daleko. Niektóre zdradzone osoby reagują wybuchem gniewu i pretensjami. Awantura daje przynajmniej upust trudnym emocjom. Gorzej, gdy zdradzona żona lub mąż zamyka się w sobie i biczuje samokrytycyzmem, myśląc: „To było do przewidzenia. Nie nadaję się do niczego. Wreszcie wyszło to na jaw”. Zdradzone kobiety zazwyczaj uważają, że ich rywalka jest dużo ładniejsza i bardziej kobieca. Mężczyźni zaś sądzą zwykle: zostałem zdradzony przez żonę, bo jestem słabym kochankiem.

Jeśli, pomimo zdrady, para podejmie decyzję o dalszym byciu razem, ale zdradzona żona lub mąż będzie próbować opierać dalszy związek na nieustannym wzbudzaniu poczucia winy w partnerze – nieuchronnie doprowadzi to do kolejnej zdrady. Najtrudniejszą, ale najwłaściwszą drogą dla związku, którego dotknął kryzys z powodu braku wierności, jest próba znalezienia jakiegoś sensu zdrady. Od osoby zdradzonej wymaga to dojrzałości – mimo zranienia i poczucia krzywdy musi dostrzec swój wkład w to, co się stało. Od osoby, która zdradziła – szczerości i odwagi, by przyznać, że popełniła wykroczenie, nie dotrzymała umowy i głęboko zraniła partnera. Gdy osoba zdradzona zrezygnuje z przywiązania się do swojej krzywdy i roli ofiary, a ta, która zdradziła, uwierzy, że jest jeszcze w stanie wnieść do związku coś pozytywnego, wówczas otwiera się przestrzeń do dialogu. Bo przecież niewierność nie musi oznaczać przekreślenia wartości partnera.

Zdrada zawsze jest poważnym kryzysem, który niejednokrotnie kończy się rozstaniem. I nie da się tego kryzysu pokonać bez głębokiej zmiany jakości związku. Zazwyczaj potrzebna jest w tym celu interwencja terapeutyczna, bo siły związku są niewystarczające na to, by wyjść z tak głębokiego impasu.

Każdy kryzys ma potencjalnie szansę zaowocować czymś dobrym. Żeby jednak tak się stało, trzeba otworzyć się na zmianę, odkryć w sobie i związku nowe potencjały, sięgnąć do niewykorzystanych dotąd doświadczeń. Przestać sprowadzać siebie i partnera do ustalonego latami układu.

W związkach, które przeżywają kryzys, partnerzy zwykle nie rozmawiają ze sobą, lecz ze swoimi wyobrażeniami o sobie. Tymczasem spojrzenie w nowy sposób na siebie, drugą osobę i relację daje szansę na wyjście z kryzysu, ale też na głębszy związek, lepszą komunikację i nowy wymiar bliskości erotycznej.

Aby uniknąć tak głębokich kryzysów w związku jak zdrada, warto uświadomić sobie, że dbałość o dobrą relację jest zadaniem obojga partnerów. Jeśli chcemy wziąć odpowiedzialność za związek, to kiedy pojawiają się problemy z bliskością, gdy inni zaczynają być bliżsi niż partner – powinniśmy mu o tym otwarcie powiedzieć, wspólnie spróbować coś z tym zrobić, a nie czekać, aż sprawy wymkną się spod kontroli.

Tymczasem często okazuje się, że wielu osobom trudno przychodzi szczera rozmowa o niezaspokojonych potrzebach. I tak długo, jak związek funkcjonuje poprawnie, czyli nie kłócą się, zgodnie wychowują dzieci, razem jeżdżą na wakacje i robią zakupy – uważają, że wszystko jest w porządku. Tymczasem pod pozorami normalności coraz bardziej zanika bliskość, partnerzy oddalają się od siebie, a wtedy już tylko krok dzieli ich od zdrady. 

  1. Seks

Udawane orgazmy i inne łóżkowe manipulacje

Kobiety od zawsze manipulowały seksem. Dziś udają orgazm lub zakładają pończochy tego wieczoru, kiedy porysowały samochód partnera. (Fot. iStock)
Kobiety od zawsze manipulowały seksem. Dziś udają orgazm lub zakładają pończochy tego wieczoru, kiedy porysowały samochód partnera. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
„Nie, kochanie, nie dzisiaj! Boli mnie głowa, bo wciąż myślę o tym, że nie chcesz iść ze mną na urodziny tatusia”. Kobiety od zawsze manipulowały seksem. Ale czy możliwy jest związek całkiem szczery? Dlaczego w czasach równouprawnienia kobiety udają orgazm lub opowiadają, że założyły pończochy i body tego wieczoru, kiedy porysowały samochód partnera? Skąd się to bierze – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Znam zwolenniczki niemówienia wprost i mam wrażenie, że one więcej zyskują, niż tracą. Może więc manipulacja seksem to lepszy sposób na zadbanie o siebie i związek niż szczera rozmowa? Tym bardziej że mężczyźni za rozmowami nie przepadają. Od zawsze część kobiet w niektórych sytuacjach, wobec niektórych facetów stosowała manipulację. Często były one od mężczyzn zależne, musiały więc grać. Takie zachowanie jest złe, gdy chcemy kogoś wykorzystać, okraść, zabrać dobra duchowe czy inne, nic mu w zamian nie dając. Ale nie zawsze tak jest. Weźmy choćby najbardziej popularny sposób manipulacji w seksie, czyli udawanie orgazmu. Z badań wynika, że to się często zdarza. Pewnie i ty, i ja słyszałyśmy od mnóstwa kobiet, że czasem to robią...

Która kobieta tego nie robiła? Facetom też się to zdarza, a potem twierdzą, że mieli orgazm bez ejakulacji. Kiedyś udawanie orgazmu było tak powszechne, że koleżanka koleżance mówiła: „A co ty się przejmujesz? Poudawaj trochę, on będzie myślał, że jest cudowny. Będzie cię wielbił! A jak nie poudajesz, to pójdzie do takiej, co udaje”. Teraz kobiety nie tylko markują przyjemność, ale w ogóle są takie hej do przodu, wszystko zrobią, nawet zatańczą na rurze, chociaż wcale nie mają na to ochoty… Jakie założenie przyświeca tym zachowaniom? Po pierwsze, takie, że wszystkie kobiety udają. Po drugie, że facet jest dupkiem i nie potrafi dać kobiecie prawdziwego przeżycia. Po trzecie, zgodnie z powszechnym stereotypem, że seksu potrzebują faceci, a kobiety nie. No i po czwarte, że idziesz z nim do łóżka i go tym przy sobie zatrzymasz albo nie idziesz i wtedy on nie ma po co z tobą być.

Pod tymi niewinnymi „ach! och!” ukrywają się takie straszne przekonania? Straszne, bo to tak, jakby kobieta zakładała, że nie jest towarzyszką życia, że nie wnosi do niego nic innego jak cztery litery. Mało tego, myśli, że facet jest pustym workiem zakończonym wypustką i niczego innego nie chce, jak tę wypustkę włożyć w dziurkę, prawdę mówiąc wszystko jedno jaką. Oczywiście, część mężczyzn potwierdza swoim zachowaniem i stylem kawiarnianego macho, że tak jest: tu zaliczyłem laskę, tam zaliczyłem, tu zmieniłem partnerkę na młodszą, tam zdobyłem kobietę do pokazywania... Ale jak się z takimi facetami pogada szczerze, to większość tych macho przyzna, że chce mieć przy sobie ciepłą kobietę. Przede wszystkim „swoją”, z którą spędzi życie, która na niego czeka, którą obchodzi, co się z nim dzieje. Która go kocha. Owszem, seks, czyli chemia, spaja związek, daje ogromnie dużo, bo sprawia przyjemność. Ale też pogłębia poczucie bliskości, a ono jest ludziom potrzebne do poczucia zakorzenienia w życiu, do poczucia posiadania swojego miejsca na ziemi.

Kobietom jest ta bliskość potrzebna, ale czy mężczyznom też? Na grupach terapeutycznych, gdy mówię: „Dziewczyny, mężczyznom na nas strasznie zależy”, to one takie duże oczy robią. Nie wierzą, dziwią się, bo my jesteśmy nieustannie straszone: „Jeśli nie będziesz ładna, to cię nikt nie zechce”, „jeśli nie będziesz miła, to cię nikt nie zechce”, „jeśli się będziesz tak bezczelnie zachowywała i robiła co chcesz, to cię nikt nie zechce!”. Tak ci mówią i straszą, jakbyś ty sama była całkiem nieważna. To się, oczywiście, bardzo zmienia, ale nadal echa tego babciowego stylu nas prześladują i nie wierzymy w siebie.

A może za bardzo wierzymy, bo znam wiele kobiet, które w stosunku do mężczyzn mają taką postawę: „Wiem, że chodzi ci o seks, dlatego mam dekolt i mini, żebyś widział, co dostaniesz, jak będziesz posłuszny!”. Kobiety, z którymi ja pracuję, takie nie są. Tak zachowują się osoby psychopatyczne i one na terapię czy grupę dla kobiet nie pójdą, bo nie mają w tym żadnego interesu. One chcą się ustawić, urządzić i mieć haka na chłopa. Myślą, że wiedzą, czego facet potrzebuje, a że mają to zawsze pod ręką, bo to jest ich ciało, sprawują nad facetem kontrolę. Ale to tylko pozory, bo jeśli manipulujesz, to jesteś też manipulowana przez siebie samą. No, bo zobacz, jeśli udajesz orgazm, to znaczy, że w trakcie stosunku nastawiasz się na zagranie czegoś, a nie na odbiór własnych przeżyć. Już w tym momencie odcinasz się od siebie, a gdybyś tego nie zrobiła, gdybyś się poddała własnym potrzebom, rytmowi własnego ciała, własnemu oddechowi, własnym fantazjom, to mogłabyś naprawdę mieć orgazm. Może byś go przeżyła, gdybyś poddała się temu, co facet ci robi? A on coś ci mruczy, o coś cię prosi, czymś się zachwyca… Gdybyś z nim współgrała, gdybyś współgrała ze sobą, może za jakiś czas mogłabyś mieć prawdziwą przyjemność z seksu. Wtedy też niczego nie musiałabyś udawać. A więc co jest lepsze? Do tego twój mężczyzna naprawdę cieszyłby się, że sprawił rozkosz swojej kobiecie. Dla normalnego faceta to szalenie ważne.

Ale czy dla wszystkich kobiet przeżywanie orgazmu jest przyjemniejsze niż władza nad mężczyzną, wycieczka do spa czy stanowisko w jego firmie? Ja bym powiedziała, że jest. Władza pojawia się tam, gdzie nie ma prawdziwej radości, stosuje się ją jako afrodyzjak, gdy nie ma nic innego. Jeśli zależy ci na władzy, to nieważne, co robisz, jak robisz i dla kogo. Liczy się tylko, żeby coś znaczyć i mieć wpływ na innych. Ważne jest poczucie lęku, jakie budzisz w ludziach. Bo nie ma władzy, kiedy inni się ciebie nie boją. Władzy nie ma też wtedy, gdy ludzie mają to, czego chcą. Dlatego, żeby mieć władzę, trzeba innych pozbawić tego, czego pragną.

Nie wszyscy chyba tak myślimy... Jasne, że nie. Jeśli jakaś kobieta sama została skrzywdzona tym, że jej powiedziano: „Będziesz coś znaczyć i mieć tylko wtedy, gdy owiniesz sobie wokół palca jakiegoś bogacza”, to ona nie stara się sama nic zrobić. Myśli, że musi być na tyle cwana, na tyle dobrze wyglądać, żeby ten bogacz ją chciał i nosił jak markowy breloczek na dowód swojej wspaniałości. Ale taka kobieta musi wtedy bardzo dbać o to, żeby nigdy nie wypaść z tej swojej breloczkowatej wspaniałości, wciąż się starać, żeby ów bogacz zawsze przy niej świetnie się czuł, żeby myślał, że ma dziewczynę, która wzmocni jego poczucie męskości w takim stopniu, żeby on potem mógł iść i zdobywać dalej to wszystko, co ona chce mieć...

Więc kobieta, żeby wyjąć kasztany z ognia rękami bogacza, dopasowuje się do jego zachcianek, czyli manipuluje sobą? Jasne, że tak. Ona wręcz tworzy siebie: swój wygląd (ma na podorędziu przecież operacje plastyczne), wymyśla sposób poruszania się, mówienia, planuje swoje poglądy i upodobania seksualne. Wszystko pod tego faceta. W konsekwencji tych działań sama siebie nie poznaje, nie odkrywa, nie chce wiedzieć, kim jest. Bo kiedy wiesz, kim jesteś, pewnych rzeczy nie zrobisz, to przeszkadza manipulować. Na przykład jeśli kobieta ma rys psychopatyczny, a jej facet chce, żeby ona robiła mu fellatio, to ona się nie zastanawia, czy też tego pragnie, ale po prostu uczy się, jak to robić. Znajduje instrukcje w necie, idzie poćwiczyć na kolegach albo nawet do agencji towarzyskiej, by potem tej umiejętności używać. Jednak jeśli kobieta nie chce manipulować, chce żyć w zgodzie z tym, kim jest, to gdy nie ma na coś ochoty, mówi facetowi po prostu: „nie”.

I co on na to? Właśnie, to zależy od tego, kim ten on jest. Jeśli fajnym facetem, to gdy dziewczyna się zawstydzi i powie „nie”, potraktuje sprawę poważnie. Może z nią o tym pogadać, może zaproponować (jeśli ona się zgodzi), że nauczy ją, jak „to” robić. I gdy kobieta przekona się, że ma z tego przyjemność, może to wręcz polubić. Jeśli jednak facetowi nie zależy na bliskości, tylko na splendorze, pożegna się z taką dziewczyną i wybierze jej koleżankę, która perfekcyjnie zrobi mu dobrze. Razem stworzą parę, która może żyć długo i w dobrobycie. Tych dwoje dogada się na takim poziomie, który wystarcza do bycia razem, i będą mieli prawo tak żyć. Kobieta, która manipuluje, nie dąży ani do tego, żeby siebie poznać, ani żeby poznać tego mężczyznę, dowiedzieć się, kim on jest. Ich związek nie będzie opierał się na budowaniu bliskości, tylko na stworzeniu ładnego wizerunku i życiu w dobrobycie. Ale prawda jest taka, że kobieta manipulatorka, budując ten dobrobyt, porzuca siebie coraz bardziej…

Spotkania ze sobą bywają „przereklamowane”. Płakałam jak bóbr, kiedy na psychoterapii mi się to przydarzyło. Oczywiście, że spotkanie siebie bywa bardzo trudne, ale w ten sposób dotyka się prawdy i potem płynie z tego do nas prawdziwa życiowa siła, energia i wartość z najgłębszych źródeł. To jest coś, przed czym ludzie cofają się w terapii, bo żeby tej siły zaczerpnąć, trzeba zejść bardzo nisko i bardzo głęboko. To musi boleć. Ale jak poboli, potem jest cudownie.

Jednak manipulatorka myśli, że jest cudownie, bo pociąga za sznurki przyczepione do faceta, który sięga dla niej po awans i prestiż. W pewnym momencie, już zapewne świadomie, manipulatorka stwarza siebie z dostępnych na rynku jakości. Ale też wie, że koniec urody jest końcem jej władzy. Pewna 40-latka powiedziała mi wprost, że zabije się, gdy zobaczy, że jest stara. Obśmiałam się z niej, mówiąc: „To chyba już, bo tu masz taką zmarszczkę, o tutaj…”. Straszne, prawda? Bo jest tyle innych cudnych rzeczy poza urodą, jakie mamy, żeby żyć i się cieszyć. Nie to co spektakularne, jest najważniejsze.

Ale żeby to mieć, możemy nawet…. Właśnie, teraz powiem o kolejnej nadal popularnej manipulacji. Otóż jest jeszcze sporo facetów, którzy uważają, że ciąża to powód do ożenku. I kobiety oszukują, że spodziewają się dziecka. Myślą tak: „Może uda się zajść w ciążę zaraz po ślubie? W razie czego powiem, że ciąża przenoszona. Albo trzeba będzie poudawać, że poroniłam. Facet się nie kapnie, bo przecież mężczyźni się na kobiecej fizjologii nie znają”. I dziewczyna, która chce małżeństwa, udaje, że zaszła. A potem, nawet jeżeli się nie wyda, że bujała, nie jest dobrze. Coś, co jest udawane i nieprawdziwe, źle wpływa na związek. Żeby temu zaradzić, trzeba się do kłamstwa przyznać, ale to jest już ryzykowne, bo facet raz oszukany traci zaufanie. Inną manipulacją jest pokazywanie siebie jako cudownej osoby, która się nie kłóci, nie ma wymagań, nie mówi, że jej się coś nie podoba. A potem buch – druga strona trze oczy ze zdziwienia i nic nie rozumie. Takie udawanie skazuje oboje na nieszczęście, jakby zaplanowali je z góry.

Możliwy jest w ogóle związek bez manipulacji? Nie ma życia bez jednego kłamstwa, udawania, znoszenia czegoś, co nas uciska. Ale jeśli manipulujesz po to, żeby tobie i jemu było lepiej, to już nie jest czysta manipulacja. Wyobraź sobie na przykład taką sytuację: macie trudny okres, on stracił pracę, są długi i teraz jeszcze chcesz mu powiedzieć, że coś szwankuje w waszym seksie. Po co? Tylko po to, żeby się dotłuc pałką? Lepiej przeczekać, powiedzieć kilka przyjemnych rzeczy, przez jakiś czas dla waszego wspólnego dobra powstrzymać swoją złość, rozżalenie, niecierpliwość.

I zrobić piękną kolację... Tak, jednak ważniejsze jest wysłanie sygnałów: „Wierzę w ciebie”. Warto to powiedzieć i się uśmiechnąć. Przypomnieć: „Ja o tobie dobrze myślę”. Wsunąć serduszko do kieszeni jego garnituru, napisać: „Jestem przy tobie”. Jeśli tak postąpisz choć raz i zobaczysz, jak dużo zyskujesz, będziesz to chciała powtórzyć. Nawet gdy jesteście skłóceni, ale wciąż macie się ku sobie, to idźcie do łóżka. Tak okazujecie sobie bliskość i to, że wam na sobie zależy. Warto to zrobić, choć z definicji to jednak manipulacja seksem. Ale też używacie go w tej sytuacji do pogodzenia się, do budowania czułości. Intencja jest dobra i służy wam obojgu. To się czuje, czy naprawdę pomagamy sobie i chcemy, żeby było miło. Czasami, kiedy mamy oboje duże przykrości, lepiej jest się razem popłakać, a nie uprawiać seks. Zwłaszcza wtedy, gdy oboje czujemy się jak rozżalone dzieci. No bo przecież dzieci seksu nie uprawiają. Ale gdy pozwolimy sobie na to, żeby się nawzajem ukoić, wtedy dopiero może wytworzyć się przestrzeń na świetny seks.

Może więc body i pończochy wieczorem, jeśli rano porysowało się bmw partnera, to dobry pomysł, skoro to pozwala uniknąć trudnej rozmowy? Nie zawsze. Jeśli kobieta się wtedy z facetem kocha ze strachu, wbrew sobie, bo: „Co on zrobi, jak się dowie?!”, to nie jest fajnie. Ale jeśli ona lubi seks i ma ochotę na te pończochy, a do tego zna go i wie, że po takiej nocy, kiedy rano mu powie, że jego ukochany samochód podrapany stoi w garażu, to on parsknie śmiechem: „Ale mam sprytną babkę! Umiałaś przygotować mnie, żebym się nie wściekł. A co mi tam! Stać mnie, żeby wóz polakierować!”. Obie strony są wtedy zadowolone i wszystko gra. Skoro tak, to był dobry interes. Jednak mężczyzna może się też zachować inaczej: „To tyś mnie tak podeszła, żebym ja nie miał pretensji!?”, i się wściec. W związku ludzie się poznają i uczą, jak być ze sobą, żeby było miło.

A nie lepiej nauczyć się wprost mówić, że się porysowało auto albo że chce się dostać nową torebkę, a seks zostawić tylko dla seksu? Jeśli kobieta manipuluje, to jakby mówiła: „Muszę grać w tę grę, bo w prawdę grać nie umiem, nie mogę lub mi nie wychodzi”. Jej mężczyzna może jej grę widzieć i powiedzieć: „Nie musisz udawać, ja i tak ci tę torebkę kupię, bo cię kocham”. Ale pojawia się pytanie: Czy ona potrafi przyjmować rzeczy dane z serca? Słysząc te szczere słowa, może cisnąć torebką o ziemię. Bo często gdy bardzo czegoś chcemy i to dostajemy, nie czujemy się godni tego daru i go odrzucamy. „Ty mnie chcesz poniżyć, chcesz mną rządzić” – może krzyknąć ona. A tak naprawdę nie umie przyjmować, bo pewnie nigdy w życiu nie dostała nic całkiem bezinteresownie, a może to, co dostawała – niby z miłości – było tylko sposobem, by zyskać nad nią władzę?

  1. Psychologia

Zdrada to symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. Rozmowa z Katarzyną Miller

Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia. "Kup kochance męża kwiaty" – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Trudno uwierzyć, że serio mówisz o tych kwiatach. Nie dość, że kochanka uwiodła nam męża, to mamy jej jeszcze dziękować? Za co? Podkreślam, że ani nie gloryfikuję, ani nie usprawiedliwiam zdrad. Ani też do nich nie zachęcam. Zachęcam do zmiany perspektywy. Zdrada to nie niemoralny wyskok partnera, który należy potępić w czambuł, i sprawa załatwiona. To symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. I może spowodować rozpoczęcie leczenia. Pod warunkiem, że chcemy widzieć prawdę sytuacji, a nie tylko stereotypowy przekaz. Często kobiety widzą w kochankach tak zwane całe zło. „Gdyby nie ona, nasze życie by kwitło, nie rozstalibyśmy się”. To pułapka. Jakby przycisnąć jedną i drugą panią, która tak mówi, okazałoby się, że nieco to kwitnięcie było życzeniowe, że coś w ich związkach zwiędło albo czegoś w nich w ogóle nie było. Co symptomatyczne, takie kobiety znajdą sobie zawsze jakieś inne, które im w tym będą sekundowały – to takie źle rozumiane wsparcie. Bo tu nie ma wsparcia, tylko wspólnota w narzekaniu na podobny los. Nie chodzi o to, by coś realnie zmienić, tylko się utwierdzać wzajemnie w przekonaniu, że „mężczyźni to dranie”. W skrócie: że tak jak jest, być musi, a my jesteśmy tej sytuacji ofiarami. I możemy tylko w pośredni sposób dać wyraz swojemu niezadowoleniu, niezaspokojeniu, rozczarowaniu życiem. A przecież wcale tak nie jest.

Gdyby tak podejść do sprawy, trzeba by się odważyć coś w swoim życiu zmienić. A to trudne. Łatwiej narzekać. I cierpieć, okopać się na wygodnej pozycji ofiary. To w zasadzie sedno sprawy. A sprawa jest prosta. Nasz mężczyzna nas zdradził. Co to oznacza? Że są wokół nas jakieś kobiety wampy, które odurzają Bogu ducha winnych mężczyzn i wodzą ich na manowce? To przecież śmieszne. Kobiety bardziej świadome i dojrzałe wiedzą, że faceta będącego w związku nie można tak po prostu sobie wziąć. On też musi tego chcieć. A dlaczego chce, skoro niby wszystko ma pod ręką? Słyszę czasem: bo ona uwodziła, przymilała się, dawała mu, co on chciał. No, ale drogie panie, to oznacza, że on tutaj nie miał tego, czego chciał, jakaś jego potrzeba była niezaspokojona.

A jeśli jego potrzebą jest zaliczyć każdą spódniczkę? Nie mówimy o mężczyźnie, który nie potrafi i nie chce się powstrzymać. Wtedy to seksoholizm, który trzeba leczyć. I jeśli kobieta decyduje się z takim mężczyzną żyć, powinna również iść na terapię. Mówimy o „zwykłej” zdradzie. Podkreślam – wygląda to identycznie w wypadku, kiedy kobieta zdradza. Ale dziś skupiamy się na mężczyźnie. Jest sobie pan mąż, traktowany już trochę jak kapeć, wysłużony mebel. Ktoś, kto jest, ma robić pewne rzeczy bez pytania, bo rutyna weszła wszystkim w krew. Dodam, że w takim związku zwykle kobieta czuje się podobnie: jak kanapa, poduszka. Wygodna, oczywista, przydatna. On stwierdza ze zgrozą, że lata mijają, że kiedyś bardzo chciał mieć tę kobietę, założyć rodzinę, mieć dzieci, to się udało, zbudowali dom... I idą tą drogą, która z początku była pociągająca, bo bezpieczna, ale z czasem stała się nużąca i wymagająca. A on za czymś tęskni, czegoś by chciał. – I raptem pojawia się jakaś ona: młodsza, ładniejsza... – To stereotyp, że faceci lecą na młodsze. Walor młodości partnerki ma podstawowe znaczenie tylko, gdy mężczyzna mocno cierpi z powodu starzenia się. Naprawdę liczy się to, że ona jest nieznana, interesująca. A przede wszystkim, że widzi w nim MĘŻCZYZNĘ. To jest tak, jakby zresetować jego życie i nadać mu na nowo sens. Bo on znowu dla jakiejś kobiety staje się kimś, kto wyzwala w niej to, co sam chce poczuć. Jakiś dreszcz, zainteresowanie. Zaczyna czuć, że żyje.

I zdradza? Wcale nie tak łatwo. Ludzie nie są tacy chętni, by zaburzać oswojoną codzienność, stan homeostazy. To jest jedna z trudniejszych rzeczy, bo generuje wielką zmianę. A zmian się ludzie boją. Więc albo musi być w nim naprawdę wielki głód wywołany wielkim zaniedbaniem – wtedy pójdzie za impulsem. Albo wszystko się musi dziać powolutku, osmotycznie niemal. Pewien porządny mąż, oddany rodzinie i dzieciom, który gdy mu było samotnie i smutno, oddawał się majsterkowaniu, powoli, niezauważalnie zakochiwał się w jednej z pań ze wspólnego towarzystwa. Ponieważ przy niej odpoczywał. Ona nic od niego nie chciała, nie kazała tańczyć, gadać. Potem ona mu powiedziała, że lubi z nim tak siedzieć, potem porozmawiali, zatańczyli. To się rozłożyło na lata. Nikt nic nie widział, oni sami nie widzieli, nikt tego nie nazwał. Aż się stało.

Można w ogóle coś na to poradzić? Można zawczasu czytać sygnały tego, że w naszym związku jest coś nie tak, że w nim czegoś brakuje. I bardzo mocno się do tego zabrać. Inaczej prędzej czy później coś się wydarzy. Zakładanie, że cokolwiek trwa bez zmian, jest iluzją. A jak to zwykle u nas bywa? Jak ze zdrowiem. Póki człowiek zdrowy, póty nie myśli o profilaktyce. Nadużywa się, aż zachoruje. Zdrada to taka choroba, która wychodzi po latach zaniedbań. Jest ciężko albo nudno, albo coś uwiera, albo cieplutko i nijako, ale, nie wiedzieć czemu, uważamy, że ten związek będzie trwał wiecznie. Cierpimy, a mimo to dziwimy się, że ktoś nagle nie wytrzymuje.

 
Jak to: zdradził? Jak mógł mi to zrobić? I całe szczęście, że w tym człowieku jest jeszcze coś, co nie chce wegetować, pragnie szczęścia. Podkreślam, że nie umniejszam wagi doświadczenia zdrady. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że bycie zdradzoną jest tak silnym przeżyciem, uświadamia kobiecie coś, o czym sama albo zapomniała, albo wręcz nigdy do niej nie dotarło: że jest istotą seksualną, że chce, żeby ten żywioł był obecny w jej życiu. Niestety, często dopiero taki kubeł zimnej wody potrafi nas obudzić z letargu. Dopiero wtedy, gdy jakaś inna zabierze to, co w tym związku niby mamy – ale nie korzystamy z tego, nie cieszymy się tym – jest katastrofa. Użyteczna katastrofa, dzięki której możemy coś zrozumieć i coś zmienić. Pod warunkiem że nie projektujemy swoich nieprzyjemnych uczuć, które się wiążą z byciem zdradzoną, wyłącznie na kochankę męża. Emocje oczywiście zaczynają wrzeć: on miał być tylko dla mnie. A tu pieści inną, innej pragnie. Ona ma dobrze. Jemu się do niej pali. A do mnie nie.

Bo jeśli mu się pali do mnie, to nigdzie nie pójdzie. Oczywiście. Jeśli seks jest w związku żywy, on nigdzie nie pójdzie, bo po co? Tu mu najlepiej, dumny jest, że ma kobietę, która ciągle go kręci. Nawet jeśli się kłócą. Nie są zobojętniali na siebie. Na coś mają ochotę, jeszcze to coś nie zasnęło, nie umarło. A złość zdradzonej żony jest w ogromnej mierze o to, że on z kochanką ma fajnie.

Czyli tak naprawdę o to, że u nas jest niefajnie... Niezupełnie, gdyby u nas dalej było bez zmian, to niechby sobie było, ale okazało się „przez nią”, że jemu jest gdzieś lepiej... A to niezła ostroga. W tej kobiecie jest stłumiony żal, poczucie niezaspokojenia czy krzywdy, złość, bezradność, że w jej związku coś nie działa, ten seks nie jest taki, jak ma być. A dlaczego tak jest? Bo ta kobieta robi sobie straszną krzywdę. I swojemu mężczyźnie też. Mało tego, swoim dzieciom również. A przecież tego nie chce. Ona siebie zdradza. Swoje potrzeby, swoją istotę. Dlatego jej mąż zdradza ją. Ona podporządkowuje siebie jakimś stereotypowym wizjom, wyobrażeniom, które jej wmontowała rodzina i kultura. Zajmuje się dorównywaniem matce i teściowej w byciu idealną panią domu, matką, żoną. I czeka na nagrodę. Tylko jakoś nie pamięta, że jej matka tej nagrody nie dostała... Harując, nie daje sobie szans na odkrywanie tego, czego oczekuje od życia, do czego jest stworzona. Chce mieć dom, męża, dzieci, bo takie jest życie. Często słyszymy żarty w rodzaju: pilnuj chłopa, bo jak nie, to znajdzie sobie inną. Kto znajdzie sobie inną? Tylko chłopiec przetrzymywany w nieświadomości. Nie trzeba pilnować świadomego, dorosłego człowieka, który wie, czego chce, i to wybrał. Tyle że najczęściej on nie ma pojęcia, co wybrał. Największym zagrożeniem dla związków jest to, że tworzący je ludzie wprawdzie myślą o byciu razem, ale nie zastanawiają się, co zrobić, żeby to się udało.

Wierzą, że będą żyli długo i szczęśliwie... I że zawsze tak będzie. Dla niektórych kobiet nawet myśl, że jej mąż mógłby chcieć innej, jest nie do wyobrażenia, choć wszystkie naokoło narzekają na zdrady. „Mnie pewne sprawy nie dotyczą, zmarszczki się nie pojawią, włosy nie posiwieją, nie zachoruję, nie umrę”. A raptem się okazuje, że to się dzieje.

No dobrze, ale co robić, gdy gaśnie to pożądanie? Dlaczego zdrada boli tak bardzo? Gaśnie, bo nie jest podsycane. Nie pracujemy nad tym, by płonęło. Ale nawet jeśli zgasło, zdrada zawsze boli. I całe szczęście. Ponieważ ten ból jest najprawdopodobniej pierwszym autentycznym, niewynikającym z życiowej harówy w półletargu, uczuciem od dawna. To pierwszy sygnał, który pokazuje: „ja tak nie chcę”. Wiem na razie, że nie chcę, by mój mąż zażywał rozkoszy z inną kobietą. Ale potem zaczynają przychodzić inne pytania, refleksje: „No tak, nigdy nie lubiłam specjalnie seksu. I on przez lata się na to godził. Dlaczego?”. Albo: „Nie byłam w stanie się przyznać, że lubię seks, bo mi było wstyd. Nigdy nie wykazałam inicjatywy w tej sprawie. Pozwoliłam, żeby seks schodził na ostatnie miejsce...”.

„Nie dość, że cię, kobieto, zdradzono, to jeszcze to twoja wina”?! A on w tej sprawie nic nie zawinił? Pewnie tyle samo co ona. Ale jak długo można czerpać zastępczą satysfakcję z faktu bycia tą „świętą, zdradzoną”? Sens ma, moim zdaniem, jedynie wzięcie odpowiedzialności za to, co się stało, za swój związek, za swoje emocje, chęci, niechęci. I zmienianie tego. Często związek wręcz „chce” być uratowany, zdrada jest wówczas rodzajem syreny alarmowej. Czasem nie ma czego zbierać i trzeba się rozstać. Ale zawsze warto się zdobyć na symboliczny kwiatek dla kochanki, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w letargu, w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. A tak mamy kolejną szansę na spełnione, prawdziwsze życie.