1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Tożsamość seksualna - kogo naprawdę pragnę?

Tożsamość seksualna - kogo naprawdę pragnę?

To, z jaką orientacją seksualną identyfikujemy się, świadczy o naszej tożsamości seksualnej (fot. iStock)
To, z jaką orientacją seksualną identyfikujemy się, świadczy o naszej tożsamości seksualnej (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jeśli jesteś kobietą i żyjesz z mężczyzną – jest ok. Jeśli jesteś kobietą i na życie wybrałaś kobietę – jesteś inna, ale też odważna i w zgodzie z samą sobą. Jeśli jesteś kobietą, przez lata byłaś z mężczyzną, ale pragniesz kobiety to… kim jesteś?

Jak to jest z tymi naszymi preferencjami seksualnymi? Zmieniają się jak w kalejdoskopie? Ukrywamy je przez lata, by pewnego dnia wyskoczyły jak królik z kapelusza, choćby tylko na jedną noc? A może jakieś traumy z dziecięcego pokoiku sprawiają, że wybieramy ,,dziwny” seks?

Kobieta zmienną jest…

Także w sprawie swojej seksualności.

Zgodnie z encyklopedyczną definicją, orientacja seksualna to trwały, odczuwany wewnętrznie popęd płciowy do osobnika określonej płci. Pojawia się na wczesnym etapie rozwoju i uwarunkowana jest czynnikami biologicznymi i genetycznymi. Jest niezmienna, stabilna, wewnętrznie zgodna, ale… nie do końca. W roku 1948 Alfred Kinsey wraz ze współpracownikami opracował siedmiopunktową skalę badającą orientacje seksualną. 0 – oznaczało całkowitą heteroseksualność, 7 – całkowitą homoseksualność, a biseksualność znajdowała się pośrodku skali. Okazało się, że większość badanych uplasowała się pośrodku skali Kinseya. Czyżbyśmy w większości byli biseksualni?

W odpowiedzi na wyniki badań Kinseya pojawiło się pojęcie:"sexsual fluidity” – seksualna płynność, które oznacza umiejętność odpowiadania erotycznie na określone sytuacje czy relacje, bez względu na płeć partnera relacji.

W 2004 roku, na Uniwersytecie Northwestern przeprowadzono eksperyment w wyniku, którego okazało się, że kobiety – zarówno hetero jak i homoseksualne jednakowo pobudzają filmy erotyczne z udziałem par hetero jak i par homo. Wnioski z tego badania sugerują, że pożądanie kobiet może ulegać znacznym zmianom oraz, że jest ono w mniejszym stopniu skierowane w kierunku konkretnej płci. Kobiety pociąga konkretny człowiek (łagodność, inteligencja, poczucie humoru) a nie jego płeć. Być może więź emocjonalna jest dla nas ważniejsza od naszej orientacji seksualnej.

W trakcie życia, zdobywając nowe doświadczenia, możemy (i mamy do tego prawo) odkrywać coraz to nowe obszary naszej orientacji seksualnej. Pytanie, czy mamy odwagę je realizować w zachowaniach. A jeśli nie, to co w związku z tym tracimy? Jaką ważną część siebie, swojego autentycznego "ja”?

Tożsamość seksualna to płeć, z którą się identyfikujemy. To kwestia naszego osobistego wyboru. Jeśli określasz siebie jako osobę heteroseksualną a miewasz fantazje na temat seksu z kobietą – z czego to może wynikać. Po pierwsze, być może jesteś homoseksualna z natury tzn. odczuwasz trwały, wewnętrzny popęd w stosunku do kobiet, a nie mężczyzn, czyli twoja orientacja jest homoseksualna. Po drugie, być może z racji traumatycznych doświadczeń z przeszłości z mężczyznami, albo udanych eksperymentów seksualnych z kobietą, czy naturalnej ciekawości powstają twoje fantazje. Tożsamość seksualna to właśnie twój świadomy wybór: Jestem hetero czy homoseksualna? – możesz być z natury homoseksualna, ale podajesz się za osobę heteroseksualną i z tym się identyfikujesz, wypierając skłonności homoseksualne. Wybór ten nie warunkuje do końca życia twoich preferencji seksualnych i w miarę upływu czasu może; na stałe, lub na chwilę, ulec zmianie.

No i mamy jeszcze gender, czyli płeć uwarunkowaną kulturowo. Skoro przyszłaś na świat w ciele kobiety, powinnaś realizować swoją seksualność z mężczyzną.

Eksperyment czy grzech?

Fantazje o seksie z kobietą, erotyczne fascynacje czy eksperymenty zdarzają się nawet zdeklarowanym hetero. Choć odkrycie w sobie tego typu pragnień może budzić wstyd, lęk, poczucie winy to tak naprawdę jest to jeden z ważniejszych sposobów poznawania samej siebie. Z badań wynika, że jedynie 3% kobiet to osoby jednoznacznie homoseksualne. Bywa, że decydujesz się nie tylko na seks, ale na życie z kobietą ze względu na negatywne doświadczenia z mężczyznami, z tęsknoty za czułością, delikatnością czy byciem zrozumianą a twoja orientacja seksualna ma tu mniejsze znaczenie.

Z punktu widzenia psychoanalizy homoseksualizm to tęsknota za bliską relacją za rodzicem tej samej płci. A seks to nie tylko realizacja popędu, ale także emocjonalnej więzi, bliskości i intymności. Wiele kobiet homoseksualnych twierdzi, że seks z kobietą pozwala im na swobodne okazywanie autentycznych potrzeb, bez lęku, że zostaną wyśmiane czy odrzucone.

Możesz przez lata być w związkach z mężczyznami i nagle zdecydujesz się na bycie z kobietą. Kaprys, prowokacja, anormalne zachowanie? A może chęć eksperymentu mającego na celu zbadanie lub poszerzenie granic orientacji seksualnej? Najważniejsze, co zrobisz z tym dalej. I tu wracamy do sprawy tożsamości seksualnej, czyli twojej decyzji: potraktować to jako kaprys i czekać, że minie, żyć w ukryciu, czy jawnie przyznać się: ,,Jestem lesbijką”? To drugie wymaga odwagi, wzięcia odpowiedzialności za coming out i zmiany relacji z rodziną, przyjaciółmi. Decyzja należy do ciebie. Tożsamość seksualna jest ważną częścią naszej osobowości. Zaprzeczanie jej; życie z mężczyzną wbrew sobie, czy ukrywanie homoseksualnego związku, to zaprzeczenie, wyparcie się czy ukrycie ważnej części siebie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Związki homo- i heteroseksualne - czym się różnią? Komu łatwiej się dogadać?

Czy związki homoseksualne budowane są na podobnych zasadach co heteroseksualne? (fot. iStock)
Czy związki homoseksualne budowane są na podobnych zasadach co heteroseksualne? (fot. iStock)
Płeć przeciwna pociąga i fascynuje swą odmiennością, a czy ta sama ułatwia porozumienie? Czego moglibyśmy się nauczyć o komunikacji i ustalaniu zasad w związku od par homoseksualnych, według badań, bardziej zadowolonych ze swoich relacji niż pary heteroseksualne? Pytamy psycholożkę Katarzynę Miller.

Co jest lepsze dla związku: jak jesteśmy do siebie podobni czy jak się różnimy?
Nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ludzie są zafascynowani tym, jak bardzo ich ukochana czy ukochany jest różna czy różny od nich, to potem to samo zaczyna ich niesamowicie wnerwiać. Z kolei jeśli zakochują się w sobie, bo tak wiele ich łączy, to po kilku latach ten fakt też zaczyna ich wnerwiać. Wychodzi na to, że po pewnym czasie w związku każdego zaczynają wkurzać pewne rzeczy, i to jest chyba taki etap, przez który po prostu trzeba przejść.

Czy ma znaczenie, czego dotyczą te różnice? Może niektóre wkurzają bardziej, a inne mniej?
Problemem są na pewno różnice światopoglądowe. Bo to w żadnym temacie nie idzie się dogadać, zarówno jak wychowywać dzieci, na kogo głosować, ale też jak uprawiać seks… Jedno uważa, że nie należy sypiać ze sobą przed ślubem, a drugie, że należy. Albo po ślubie jedno uważa, że skoki w bok nie są niczym strasznym, pod warunkiem że się kochamy, a dla drugiego to jest koszmar.

Ja jestem przywiązana do wyników badań, które mówią o tym, że najlepiej dogadują się ze sobą ludzie pochodzący z podobnych środowisk: wykształceni z wykształconymi, majętni z majętnymi, robotnicy z robotnikami. Choć, co też podkreśla psychoterapia, podobne środowisko może oznaczać tyle, że w domu były podobne problemy, niezależnie od tego, czy był to dom bogaty czy biedny, wielkomiejski czy wiejski. Ludzie podświadomie dobierają się na podstawie swoich haków, czyli ciemnych stron. Na poziomie świadomym ludzi chyba najbardziej fascynuje odmienność – zobacz, że zwykle spokojny facet woli wariatkę, a furiat lubi odpocząć sobie przy łagodnej. Najlepiej jak te różnice są komplementarne, czyli się uzupełniają: on uwielbia nowinki techniczne, za to ona organizuje najlepsze przyjęcia.

A gdyby tak ta podstawowa różnica – różnica płci została zniesiona… Czy pary jednopłciowe lepiej się dogadują? Jest im łatwiej czy trudniej?
Pary jednopłciowe już z gruntu mają trudniej. Po pierwsze, mają mniej osób do wyboru, bo orientację homoseksualną ma jedynie ułamek społeczeństwa. Po drugie, nadal często towarzyszy im odium społeczne, zwłaszcza w kręgach tradycyjno-fundamentalistycznych. Rzucają się w oczy, wystają z tłumu. Czasem więc, dla własnego bezpieczeństwa, ukrywają swoją miłość.

Ale to może też – paradoksalnie – bardziej scalać ich związek. Razem przeciwko światu.
Może też dawać poczucie, że tym bardziej trzeba tę miłość ochraniać. Gdy przypominam sobie życiorysy wielkich artystów gejów, a bardzo wielu jest wśród gejów artystów, to od razu rzuca mi się w oczy fakt, że bardzo trudno im było dobrać sobie partnera, który by odpowiadał im zarówno seksualnie, jak i środowiskowo. Dlatego tak częste są przykłady związków synów lorda z synem portiera. Ale geje w ogóle lubią przekraczać różne granice. Są całkowicie niestereotypowi, a poza tym bardzo uczuciowi i nadmiarowi – to właśnie moim zdaniem odróżnia pary homoseksualne od heteroseksualnych. Tam więcej się przeżywa – także kłótni, konfliktów, rozczarowań. To zawsze są bardzo silne emocje. Poza tym ich podejście do seksu cechuje promiskuityzm, czyli częste zmiany partnerów i podejmowanie kontaktów seksualnych często bez więzi uczuciowych.

Jest takie społeczne przekonanie, że dlatego właśnie związki homoseksualne są nietrwałe.
Ja znam bardzo wiele trwałych związków homoseksualnych. Powiedziałabym nawet, gdyby ktoś mnie spytał, czy znam szczęśliwe pary, że znam jedną i to jest właśnie para gejów. Przez całe życie miałam przyjaciół gejów i dużo wiedziałam o ich życiu. Przyznam, że ich skłonność do ryzyka zawsze trochę mnie przerażała. Ale być może na takich trafiałam, to też mogą być kwestie osobowościowe.

Wśród twoich pacjentów zdarzały się osoby homoseksualne?
Pamiętam zwłaszcza jednego chłopaka, przychodził do mnie sam, ale potem poznałam także jego partnera i ich krąg towarzyski. Obaj byli niezwykle wrażliwi i bardzo przejęci swoim związkiem, ale też byli dosyć młodzi, więc może to brało się z wieku. Na pewno problemy mieli bardzo podobne do par heteroseksualnych – martwili się, czy im się uda, czy jemu zależy tak bardzo jak mnie. Utwierdzili mnie w przekonaniu, że geje są nadwrażliwi, ale nie wiem, czy to samo powiedziałabym o lesbijkach. Być może wpływ na to ma fakt, że wszystkie pary lesbijskie, jakie znam, są ze środowisk zaangażowanych społecznie i związanych z pozarządowymi organizacjami – te dziewczyny są silne, przedsiębiorcze i inteligentne. Bardzo duże tu uogólnienie zrobiłam, ale cóż, takie pary właśnie znałam.

Przygotowując się do naszej rozmowy, trafiłam na artykuł Joanny Fielding w brytyjskim „Psychologies”. Przez lata była w związkach z mężczyznami, a teraz jest szczęśliwa w związku z kobietą. Powołuje się w nim na brytyjskie badania z 2013 roku, które potwierdzają, że pary homoseksualne są bardziej zadowolone ze swoich związków. Fielding twierdzi, że pary hetero mogłyby się nauczyć wiele od par homoseksualnych. Przede wszystkim ustalania własnych reguł. Ponieważ od zarania dziejów świat akceptował i promował pary heteroseksualne, jest bardzo silny wzór takiego związku. Pary homoseksualne nie są obarczone tym balastem.
I mogą sobie ustalać zasady według własnych potrzeb i preferencji. Chcesz zmywać – będziesz zmywała, chcesz zarabiać pieniądze – zarabiaj, albo obie będziemy zarabiać. Nie masz ochoty dbać o dom – zatrudnimy panią do sprzątania a jeść będziemy na mieście. Jakoś sobie poradzimy. To cudowne i bardzo inspirujące. Choć założę się, że społeczeństwo i tak będzie im zaglądać pod stół i pytać, kto tam jest mężem, a kto żoną.

A zawsze jest taki podział?
Czasem jest, a czasem go nie ma. Są na pewno różne typy lesbijek, tak jak są różne typy gejów. Są więc lesbijki w typie butch, które wyglądają prawie jak mężczyźni, i one często mają bardzo kobiece partnerki, w typie femme. I wtedy jest bardzo jasny podział. Natomiast myślę, że w seksie może być zupełnie inaczej, choć do łóżka nikomu nie zaglądałam. Ale wracając do poprzedniego wątku – zawsze powtarzam, że pary robią jeden podstawowy błąd: zanim się pobiorą, nie siadają razem i nie ustalają, na czym im najbardziej zależy, czego chcą w związku, a czego nie.

Kolejna wskazówka z artykułu – pary homoseksualne więcej rozmawiają. Wszystko na bieżąco przegadują.
Odkładanie spraw na później, przełykanie problemów i pretensji, nieodnoszenie się do palących nas kwestii na bieżąco – to kolejny błąd, jaki popełniamy w związkach. Pary homoseksualne dzięki rozmowom bardziej siebie rozumieją i są siebie bardziej ciekawe.

Fielding twierdzi, że związki homoseksualne są kompletnie wolne od stereotypów. My lubimy zwalać winę na płeć: „on robi tak, bo jest mężczyzną”, „ona myśli to i to, bo jest kobietą”. Tu nie możesz użyć tego argumentu.
Nie powiesz, że twoja partnerka jest wkurzona, bo pewnie okres jej się zbliża. Albo właśnie wiesz, że okres jej się zbliża i jak się może czuć. To bardzo ważne widzieć w drugiej osobie tę, którą muszę najpierw poznać, a nie zakładać z góry, jaka jest.

Nie sadzisz, że fakt, że większość par homoseksualnych nie ma dzieci, może wpływać na ich zadowolenie ze związku?
Na pewno mogą bardziej się na sobie skupić, są bardziej wolni w sensie czasu, możliwości wyjazdu czy finansowych – wydają więcej pieniędzy na siebie i swoje przyjemności. Ja bardzo lubię nie mieć dzieci i bardzo lubię moje życie – wolne i swobodne. Oczywiście mam też w nim zobowiązania, ale wynikające z moich zawodowych decyzji, na które mam wpływ.

Czego twoim zdaniem moglibyśmy się nauczyć od par homoseksualnych, by być bardziej zadowolonymi w naszych związkach?
Może właśnie tego zdrowego egoizmu? Lejtmotyw ostatnich lat mojej pracy terapeutycznej jest taki, żeby zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że ja jestem dla siebie najważniejsza i ty jesteś dla siebie najważniejszy. Szanujmy swoje odrębności, bądźmy wdzięczni za to, że się ze sobą spotykamy, bo wcale nie musimy. Nie czerpmy nieustannie z drugiej osoby, tylko dawajmy sobie wszystko, co najlepsze, a to, co nam zostanie, dawajmy partnerowi. Taki oświecony dwuosobowy egoizm.

  1. Seks

Fantazje erotyczne - jakie skrywają o nas informacje?

To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W fantazjach nie chodzi tylko o podniecenie i rozładowanie jak w pornografii. To tajemniczy język, który kryje ważne treści. Warto go odszyfrować, bo pozwala poznać przyczyny niezadowolenia z życia, nie tylko erotycznego – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka zaburzeń seksualnych.

W swoich fantazjach był… maskotką: białym puszystym króliczkiem z niebieską kokardką. Jakiś nieudacznik? Gdzie tam! Miał wiele kochanek i partnerek. Ale żadna kobieta nie była dla niego dość dobra. Przyszedł do seksuolożki, bo był już tym zmęczony. No i poznał Elizę. Smukłą, wysoką blondynkę w typie sportowym. Ideał. Po kilku miesiącach, najwyżej roku, zawsze dochodziło do rozstania. Bał się więc, że i tym razem tak będzie. I że to Eliza odejdzie. Dlaczego? Adrian nie lubił inicjować seksu, chciał, żeby kobieta pierwsza go całowała, dotykała. Żeby potwierdzała jego atrakcyjność. Podziwiała. Pieściła jak króliczka…

Fantazja pomogła nam poznać przyczynę jego problemów ze zbudowaniem trwałego i dobrego związku, a także tych seksualnych schematów – mówi Karolina Strojecka, terapeutka zaburzeń seksualnych. – Spoczywała ona ukryta głęboko pod stertą wspomnień, a zwłaszcza trudnych uczuć z czasu, gdy Adrian miał kilka, a potem kilkanaście lat.

Żadna partnerka nie mogła mu dogodzić, bo nie pragnął niczego, co którakolwiek kobieta mogłaby mu dać. Którakolwiek poza jego matką. Adrian chciał tego, czego nie dostał w dzieciństwie. Bezskutecznie zabiegał wtedy o uwagę matki, zakochanej i zapatrzonej w romansującego na lewo i prawo męża. Zwracała się ku synowi tylko wtedy, kiedy odnosił jakieś dziecięce sukcesy, np. pięknie zaśpiewał na akademii w przedszkolu, wygrał konkurs na wypracowanie o babim lecie w szkole. Ładnie ubrany, z aksamitką na białej koszuli, miał rumieńce radości, mogąc przejrzeć się w oczach mamy. Cieszyła się, klaskała, a potem opowiadała jego ojcu, jakiego to mają wspaniałego synka. Reflektor jej uwagi gasł, pogrążając chłopca w mroku smutku, kiedy był zwyczajnym dzieciakiem: bawił się samochodzikami na podłodze w pokoju czy wracał z katarem ze szkoły. Adrianowi brakowało codziennej, zwyczajnej uwagi i czułości matki przez całe dzieciństwo. Ten głód wyraził symbolicznie w swojej pluszowej fantazji.

Dziura w koszyku

Brak miłości w dzieciństwie, kiedy dorośniemy, staje się jak dziura w koszyku, do którego zbieramy radość życia, poczucie bycia wartym miłości i kochanym. Cokolwiek tam wrzucimy, wyleci i koszyk pozostaje pusty, a my emocjonalnie głodni i niepewni siebie. Żadna kobieta, choćby nie wiadomo ile głasków ofiarowała Adrianowi, nie była w stanie zaspokoić jego pragnienia bycia widzianym i kochanym. Pomóc mogło tylko załatanie dziury w jego sercu. Łatą było zobaczenie tego, co odczuwał jako chłopiec. Odreagowanie trudnych emocji z dziecięcego pokoju: złości na matkę, smutku. A potem pogodzenie się z tym, że tamten czas już nie wróci i Adrian nie dostanie miłości mamy. To powinno wystarczyć, by mógł przyjąć miłość erotyczną kobiety.

Fantazje to poważna sprawa – mówi Karolina Strojecka. – Wydaje się, że mówiąc o nich, możemy tylko zawstydzić siebie i innych swoją perwersją. Otóż nie. Ujawnienie i analiza obrazów z naszej wyobraźni pomaga odkryć przyczyny braku zadowolenia z życia, nie tylko seksualnego.

Macho proszony na salony

Fantazja o dominującym kochanku, który łapie kobietę w pół, rzuca na łóżko i trzymając za włosy, bierze nawet wbrew jej woli, nie mówi wcale, że Zuza chce takiego kochanka. Że chce go mieć na co dzień. Ustalać z nim, kto rano idzie pierwszy do łazienki! Albo czy kupić auto w kolorze jej oczu, czy takie, które jest dobrze widoczne na drodze. No nie. Zuza kocha męża – ciepłego misia. Macho to tylko fantazja. Czyli co? – Zazwyczaj odpowiedź na konflikt wewnętrzny i trudności, z jakimi psychika się mierzy – stwierdza Karolina Stojecka. – Warto się zastanowić, dlaczego w lnianej pościeli w błękitne drobne kwiatki obok Zuzy i jej męża pojawia się macho?

Nie wystarczy opowiedzieć misiowi o tej fantazji? A potem wspólnie odegrać takie oto przedstawienie: misio – wciśnięty w drogi garnitur (bo to konieczny kostium macho mana z korporacji) – po przyjściu do domu bierze Zuzę. Trochę siłą, ale zgodnie z jej wolą. Na stole w kuchni albo na podłodze w salonie, byle nie w pościeli w kwiatki.

Karolina Stojecka: – Powiedzieć o swoich fantazjach partnerowi i je zrealizować? Jasne! Tylko że nie umiemy rozmawiać o seksie. Żartować z koleżankami o tym, czego byśmy posmakowały w seksie – tak. Ale odsłonić się przed partnerem? Czemu to takie trudne?

Kochanie, marzę, żebyś...

Ewa chce być jak kwiat. Związana sznurkiem, unieruchomiona. Zatrzymana w pięknie i zmysłowości. Naga. Bondage – zabawa seksualna polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego sznurem. Jego zwolennicy mówią, że związana tak kobieta wygląda jak bukiet. Takie fantazje ma Ewa, odkąd zobaczyła album japońskiego fotografa Arakiego. A w nim zdjęcia kobiet: jak pudełka prezenty z ciała i seksu. Poczułaby się wtedy bezpieczna. Poddana całkiem woli mężczyzny. Sama myśl ją podnieca, ale czy powie o tym Robertowi?

Kobieta mówi o fantazjach tylko wtedy, gdy ma poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku. Jest pewna, że partner akceptuje ją taką, jaka jest – mówi Karolina Stojecka. – Nie zaatakuje: „No co ty? Jak możesz?” albo „Takie świństwa mnie nie interesują”. Pacjentki obawiają się takiej reakcji partnera i pytają mnie często, jak sobie z tymi obawami radzić. „A jak popłaczę się i ucieknę?!” – mówią, kiedy radzę im mimo lęku opowiedzieć partnerowi o fantazjach. Odpowiadam: „Łzy to nie jest zła rekcja na »nie«”. Niech mężczyzna zobaczy, że jego partnerka ma miękki brzuszek, że jest jej przykro, a więc to dla niej ważne. Byleby odpowiedzią na jego „nie” nie była agresja: „I tak byś nie dał rady!”. Jeśli nawet partner ostro utnie propozycję sekszabawy, to wcale nie znaczy, że źle myśli o swojej kobiecie. Może naprawdę się obawiać, czy sprosta jej oczekiwaniom, czy da radę. A jak dwie osoby się przestraszą, to konflikt może pójść na noże.

Ewa powiedziała o swojej fantazji Robertowi i choć za pierwszym razem ją zbył, nie poddała się. Za radą terapeutki ponowiła prośbę po tygodniu. Robert w tym czasie zaciekawił się tym, czego pragnęła, bo też taka propozycja może rozpalić wyobraźnię mężczyzny. Trzeba mu tylko dać czas, by się z nią oswoił. By przejął kontrolę nad tym, czego chce jego kochanka, zaplanował i umiał zrealizować to, czego ona chce. Tak też się stało, bo Robert powiedział: „Dobrze, w weekend”. A jeśli mówienie o fantazji jest niemożliwe lub zbyt trudne? Albo partner naprawdę nie chce jej spełnić, ale jest otwarty na zmiany w relacji? Są inne sposoby na skorzystanie z mądrości, jaką niesie erotyczna wyobraźnia.

Zobaczyć w Misiu Rozpustnika

Dlaczego, kiedy Zuza zamknie oczy, jak diabeł z pudełka wyskakuje z jej wyobraźni macho? Łapie ją w pół i ciągnie ku całkowitemu zatraceniu zmysłów. Zuza chciała zrozumieć siebie, dlatego znalazła się w gabinecie specjalisty. Ojciec? O to zapytał ją seksuolog. Zuza miała dominującego i wybuchowego ojca. A i z mamą nie było jej lekko. Bała się ojca i czuła dystans do zimnej i wycofanej matki. Wybrała więc na partnera ich przeciwieństwo. Mimo jednak niechęci do powtórki emocjonalnej z dzieciństwa dla Zuzy, tak jak dla każdej kobiety, nieświadomym symbolem męskości pozostał ojciec. Wybuchowość i impulsywność podnieca więc Zuzę, a zarazem ją odrzuca. Odkrycie, kto tak naprawdę ukrywa się w postaci macho, to pierwszy krok. Drugi, dopełnienie jej związku o brakujący męski aspekt. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma w sobie nic z macho – nie ma nawet grama spontaniczności. Nie wykazuje też w świecie zmysłów żadnej inicjatywy. Jeśli Zuza chce być z nim szczęśliwa, musi w misiu odnaleźć rozpustnika. Czy to możliwe? Z odkurzaczem w ręku na co dzień nie prezentuje tego męskiego aspektu. Co nie znaczy, że go nie ma. Ona męski aspekt męża może też zobaczyć, kiedy pójdzie do jego firmy. Wyjęty z pościeli w drobne kwiatki misio okazuje się czasem szefem, który potrafi zdominować wielu mężczyzn. Dostrzec w mężu aspekt, którego w domu nie realizuje, to najprostsze rozwiązanie. Udało się: misio jest szefem firmy logistycznej, ma pod sobą kilkunastu kierowców. Uzupełniony o aspekt męskiej dominacji partner otworzył Zuzie drzwi do szczęścia we dwoje.

Dlaczego rozpustnik?

Mężczyźni rozdzielają często miłość i seks, żonę i kochankę. Kobiety czasem nie dostrzegają w mężu namiętnego kochanka. Takie rozszczepienie to efekt podwójnej moralności, odrzucania seksu jako czegoś złego i brudnego. To rozszczepienie (nazywane w seksuologii zespołem rycerza i rozpustnika albo madonny i ladacznicy) staje się powodem, dla którego mężczyźni szukają kochanki. Kobiety zazwyczaj tylko fantazjują, bo kultura nadal uczy je, że seks nie powinien być dla nich tak ważny jak macierzyństwo czy pomoc rodzicom. Dlatego wyobraźnia kobietom zazwyczaj wystarcza. Jednak i kobiety, i mężczyźni powinni starać się połączyć dwie postaci, na które rozpada się w ich doświadczeniu partner, aby być szczęśliwym, mieć poczucie wewnętrznej spójności. Jak połączyć rycerza i rozpustnika? Zuza przyjrzała się swoim wspomnieniom o tacie i zrozumiała, że wybuchowy ojciec był jej o wiele bliższy niż zimna matka. Bywał czuły i ciepły. Przypomniała sobie, jak jeździła z nim na żużlowe zmagania i jak się bawili, kibicując. Dopiero kiedy zaczęła dorastać, ojciec przestał mieć dla niej czas, zajęty pracą, alkoholem i konfliktem z matką. Zobaczenie ojca jako człowieka, który był i dobry, i zły, zintegrowało w wyobraźni Zuzy obraz mężczyzny. Celem jej fantazji nie był seks z macho, ale właśnie to wewnętrzne połączenie dwóch męskich aspektów.

Kiedy to on chce

Czerwone pończochy... Strój stewardesy! Mogę ci kupić! – jeśli mężczyzna przyzna się przed żoną do swoich fantazji, to, co wtedy nastąpi, zależy od tego, czy kobieta ceni siebie, czy nie. Jeśli jest pewna swojej wartości, uważa się za atrakcyjną, założy czerwone pończochy. Jeśli ma kompleksy, zrobi awanturę, że czerwone pończochy nosi żona jego brata! A w samolocie, którym lecieli do Egiptu, widziała, jak ślinił się na widok rudej stewardesy! A następnie wyciągnie z tego krzywdzące wnioski, dopasuje fantazje partnera do swoich kompleksów. Lepiej kupić pończochy i bawić się życiem we dwoje. – Wielu mężczyzn fantazjuje o kobiecych kostiumach. Takie przebieranki mogą im dać poczucie posiadania wielu kochanek, choć tak naprawdę pozostaną wierni jednej – mówi Karolina Strojecka. – Warto iść za ich wyobraźnią. Nawet jeśli żona brata nosi czerwone pończochy, a spotkana podczas lotu stewardesa była piękna, nie ma sensu tego wypominać. Wyobraźnia mężczyzny użyła tych obrazów, by pomóc mu dowiedzieć się, czego mu potrzeba.

Mężczyźni i kobiety miewają dziś często fantazje o męskiej dominacji. Czy to znak czasu? Czy mówi o jakimś wewnętrznym konflikcie toczącym się w kulturze? Mężczyźni czują się dziś niemęscy. Nie mają poczucia wpływu na rzeczywistość. Dowodem na to jest ich gremialna ucieczka w rzeczywistość wirtualną, w Internet, w gry i w pornografię – pisze prof. Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni?”. Fantazje o macho są też odpowiedzią na męski kryzys. Kobiety stały się silne, decyzyjne. Kierują ludźmi w pracy i planują życie domu. Chcą więc chociaż w sypialni poczuć się małe, bezbronne i pożądane. Jak Ewa fantazjują więc o byciu bukietem kwiatów, a nie panią wiceprezes. – Kocham Roberta jeszcze bardziej, od kiedy zupełnie mu się oddałam, realizując fantazję w klimacie bondage – mówi Ewa.

Ukrywane pocałunki

Dorota fantazjuje często. Lubi to. Ale dziś jej marzenia wymknęły się spod kontroli. Dorocie „wyobraził się” pocałunek z... Kamą!? Przestraszyła się: „Czyżbym była lesbijką?”. Niekoniecznie. Może to być sygnał, że przeciwna płeć stała się dla Doroty zagrażająca. Dorota pokłóciła się z Tomkiem i od miesiąca nie śpią razem, nawet ze sobą nie gadają, poza technicznymi ustaleniami. Tomek pchnął ją tak, że kobieta ma siniaki na plecach. Jej mózg idzie więc na skróty i daje Dorocie czułość bezpieczną, bo płynącą od kobiety.

Fantazja o pocałunku z kobietą to wyraz złości i lęku, jakie budzi w niej mąż. Dorota potrzebuje namiętności i seksu, ale nie chce jej teraz od mężczyzny. Ta kobieta z jej fantazji, to… sama Dorota w masce Kamy. Bywa, że kiedy kobieta spotka swój ideał kobiecości, gdy marzy, by być tak piękną, atrakcyjną, niezależną i kobiecą jak tamta, to śni, że uprawia z nią seks, staje się więc nią.

Odkrywając fantazje, odkrywamy prawdę o człowieku – mówi Karolina Stojecka. – Jeśli tylko odważymy się im przyjrzeć. Zechcemy zrozumieć. Dorota powinna porozmawiać z Tomkiem i postawić granicę w ich relacji, by nie dochodziło do przemocy. Ale nie jest to proste, bo ojciec Doroty był „smutnym pijakiem”. Nie radził sobie ze sobą, a co dopiero z pracą, karierą. Dorota chce sobie skompensować ten brak męskiego wzorca właśnie eleganckim, ale za to agresywnym mężem. Tomek jest zadbany i silny. Agresja? To znak, że nie jest taki jak jej tato…

Internet niszczy fantazje

Pornografia podnieca. Owszem. Pokazuje kobiety zdominowane, jakimi bywają w fantazjach. Owszem. Ale tu podobieństwa się kończą. Porno to droga do szybkiego podniecenia i zaspokojenia. W fantazjach nie o to chodzi. Niosą także istotne nieświadome treści. – Fantazja pozwala poznać i rozwinąć swoją seksualność – mówi Karolina Strojecka. – Wzmocnić relację z partnerem. Podpowiada, co w niej uzdrowić. Pomaga się rozerotyzować. Otwiera na prawdziwą seksualną naturę.

Karolina Strojecka: psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Współpracowała z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem w Instytucie Seksuologii PTS.

  1. Seks

Zagubieni w orientacji

Większość z nas choć raz fantazjowała erotycznie o osobie tej samej płci, co nie znaczy, że chcieliśmy – świadomie lub nie – wprowadzić owe fantazje w czyn i że stajemy się nagle biseksualni. (Fot. iStock)
Większość z nas choć raz fantazjowała erotycznie o osobie tej samej płci, co nie znaczy, że chcieliśmy – świadomie lub nie – wprowadzić owe fantazje w czyn i że stajemy się nagle biseksualni. (Fot. iStock)
Ona czasem śni o seksie z kobietą. On zagląda na gejowskie porno. Czy to biseksualizm? Niekoniecznie. Większość heteroseksualnych ma lekkie skłonności homo. A ty? Sprawdź na skali Kinseya.

Jolka ma chłopaka, na którym jej zależy i udane życie seksualne. Ma też pewną słabość: ogląda się za dziewczynami. Przyciągają jej wzrok. Są piękne, długonogie, powabne, poruszają się z gracją. I mają często fajne ciuchy… Dlatego idąc ulicą prawie w ogóle nie zwraca uwagi na mężczyzn, za to niektórym dziewczynom przygląda się wręcz otwarcie.

Renata wprawdzie nie ogląda się za dziewczynami, ale kiedyś z jedną wylądowała w łóżku. Dziś tłumaczy, że to było pod wpływem alkoholu, że jej kochanka była zdeklarowaną lesbijką i najpierw ją lekko otumaniła winem, a potem uwiodła. Jak było? Dziwnie, w sumie nawet przyjemnie, ale Renata już więcej tego nie powtórzyła. Przestraszyła się jednak: może nie wszystko jest z nią w porządku?

Justyna mówi o sobie „stuprocentowa heteryczka”. Kobiece ciało jej nie podnieca. Wcale! Ale ma pewien sen, który regularnie powraca: podczas letniej, ciepłej nocy uwodzi ją instruktorka na obozie sportowym. Za każdym razem jest inaczej, ale zawsze miło. Justyna podczas tego snu przeżywa orgazm.

Paweł jako pięciolatek bawił się z kolegą z podwórka: chowali się w krzakach i dotykali nawzajem swoich penisów. Nie pamięta, czy go to podniecało, ale zabawa była rajcująca, bo nikt o niej nie wiedział. Dziś faceci go raczej nie interesują.

Robert wzdryga się na samą myśl, że mógłby zostać posądzony o homoseksualizm. Bo niby na jakiej podstawie? Dlatego, że kiedyś oglądał gejowskie porno i mocno się podniecił? Do tego stopnia, że się masturbował. Kiedy to sobie przypomina, czuje się trochę dziwnie. Nikomu o tym nie powiedział, bo obawia się, że wezmą go za geja.

Między „zerem” a „dwójką”

Biseksualizm, czyli odczuwanie popędu płciowego i pożądania do osobnika tej samej oraz odmiennej płci, jest wciąż słabo poznaną stroną ludzkiej natury. Dlaczego? Bo z założenia zawiera element homoseksualny. A ten nadal nie jest do końca akceptowany społecznie. Jeszcze nie tak dawno stanowił nie tylko tabu, ale był przestępstwem, za które karano. Przypisywano go marginesowi społecznemu, uznawano za dewiację.

– Pierwsze badanie dotyczące homoseksualizmu usiłował przeprowadzić w Polsce w 1903 r. prof. Ludwik Hirszfeld: rozesłał na ten temat ankiety do 3 tys. studentów – opowiada Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Wywołało to ogromny skandal, a naukowiec został skazany na grzywnę i 10 dni aresztu. Pamiętajmy więc, że możliwość otwartego mówienia o bi- czy homoseksualizmie to osiągnięcie ostatnich 20–15 lat.

Przełamanie zmowy milczenia zawdzięczamy badaniom amerykańskiego seksuologa Alfreda Kinseya z 1948 r. Słynny badacz zrobił coś jeszcze: wprowadził nowy model spojrzenia na ludzką seksualność. Do tej pory obowiązywał dwubiegunowy freudowski model orientacji seksualnej: człowiek ma orientację albo homo, albo hetero, a na ich styku znajduje się biseksualizm, czyli trzecia orientacja, będąca ich połączeniem. Kinsey zaproponował bardziej miarodajny model siedmiostopniowej skali. W myśl jej założeń orientacja jest jedna. To jakby linia prosta, która na jednym końcu ma punkt „homo”, a na drugim „hetero”, ale te punkty nie są od siebie ani oderwane, ani przeciwstawne. Stanowią swoją naturalną konsekwencję.

– Na początku skali jest „zero” – to osoba o skłonnościach heteroseksualnych, bez żadnego komponentu homo – czyli ktoś, kto na homoseksualizm w jakiejkolwiek postaci reaguje odrzuceniem – tłumaczy Małgorzata Zaryczna. – „Jedynka” to już ktoś o nastawieniu heteroseksualnym, ale z przypadkowymi elementami homo, np. snami, fantazjami erotycznymi, korzystaniem z bodźców wzrokowych. „Dwójka” to osoba o nastawieniu heteroseksualnym, ale z bardziej niż przypadkowymi epizodami homo – doświadczenia i kontakty homoseksualne podejmowała świadomie i więcej niż raz. „Trójka” to środek skali – ktoś, kto ma jednakowe nastawienie hetero- i homoseksualne. Dalej skala stanowi lustrzane odbicie pierwszej części, kończąc się na „szóstce”, czyli osobie o zdecydowanie homoseksualnej orientacji, bez jakichkolwiek elementów heteroseksualnych.

Co najciekawsze, z jednego punktu skali można przechodzić do drugiego. Większość z nas w ciągu swego życia przesunie się o jeden, góra dwa punkty – większe „podróże” zdarzają się rzadko.

 
Skąd mamy wiedzieć, w jakim miejscu skali się plasujemy? Możemy śmiało przyjąć, że gdzieś między „zerem” a „dwójką” – tych jest bowiem w społeczeństwie najwięcej. „Piątki” i „czwórki” zdarzają się niezwykle rzadko, podobnie jak „trójki” – idealnych biseksualistów. Pokazują to na przykład wyniki kanadyjskich badań, przeprowadzonych wśród studentów: tylko 1 proc. to osoby biseksualne i 1 proc. – homoseksualiści, pozostałe zaś 98 proc. to „zera”, „jedynki” lub „dwójki”. Jeśli spojrzymy na sprawę w ten sposób, to okaże się, że wszyscy jesteśmy z natury biseksualni – bo przecież już „jedynkom” towarzyszą elementy homoseksualnych fantazji.

Skłonność do adaptacji i eksperymentów

Nie każdy kontakt z własną płcią oznacza przesunięcie w kierunku środka skali. Jest wiele homoseksualnych zachowań, które jeszcze nie świadczą o takiej orientacji. Na przykład zjawisko zwane homoseksualizmem zastępczym, typowe dla zakładów karnych, koszar wojskowych czy innych odizolowanych miejsc, gdzie przebywają osoby tej samej płci. W sztucznie wykreowanych warunkach, gdzie ludzie są przez dłuższy czas skazani na towarzystwo własnej płci, homoseksualizm jest sposobem realizacji popędu i redukcji napięcia, a nie wyrazem orientacji. Zjawisko to sugerowałoby, że homoseksualizm został przez naturę pomyślany jako rodzaj wentyla bezpieczeństwa.

– Dobrze to widać na przykładzie zwierząt, które trudno posądzać o sprzeczne z naturą zachowania – mówi Zaryczna. – Często możemy zaobserwować, choćby w zoo, że kopulują ze sobą osobniki tej samej płci. Ale jak tylko pojawi się samiczka, natychmiast wracają do „klasycznych” metod rozładowania napięcia. Czy to znaczy, że są biseksualne? No cóż, one się raczej nie wypowiedzą… Biseksualizm to skłonność do seksu zastępczego, wynikająca z jednej z podstawowych cech ssaków – adaptacji. Homo sapiens jest ssakiem i pod względem tak pierwotnej sprawy, jaką jest pociąg seksualny, działa tak, jak sobie życzy natura.

Kolejna kwestia to homoseksualizm młodzieńczy. Pod tym terminem mieszczą się różne zachowania seksualne na poszczególnych etapach rozwoju psychoseksualnego, czyli zabawa kilkulatków w doktora z rówieśnikami tej samej płci, wspólny prysznic szkolnej drużyny i żarty w męskiej szatni po meczu, dziewczęce całusy na dyskotece, fascynacja młodych chłopców widokiem nagich pośladków – niezależnie od tego, do kogo należą, a także eksperymenty seksualne starszych nastolatków.

– To, czy taka faza trwa kilka dni, czy kilka lat, np. przez całe liceum, nie ma znaczenia – podsumowuje Zaryczna. – Seksualność młodych ludzi dopiero się tworzy, dojrzewa. Próbują różnych rzeczy, by poznać samych siebie i swe preferencje. Żadne z tych zachowań nie świadczy o biseksualizmie czy homoseksualizmie, bo w seksuologii nie określa się orientacji człowieka przed osiągnięciem przez niego względnej dojrzałości, czyli do 18. roku życia. Poza tym nastolatka w okresie burzy hormonalnej podnieca prawie wszystko, więc trudno mu na razie rozdzielić to, co jest zgodne z jego preferencjami od tego, co jest podniecające, bo w ogóle dotyczy seksu.

W kontakty homoseksualne, które nie świadczą bynajmniej o homoseksualnej orientacji, można też wchodzić z takich powodów, jak brak identyfikacji z własną płcią czy lęk przed płcią przeciwną. Młody człowiek nie jest na tyle świadomy, by stwierdzić: „mam kompleks małego członka, dlatego przerażają mnie kobiety”. Prędzej uzna, że jest gejem, a to wcale nie musi być prawda. Jeśli tak właśnie uzna i – co gorsze – nie zaakceptuje w sobie pierwiastka homoseksualnego – może go to na pewien czas zablokować w kontaktach zarówno z kobietami, jak i mężczyznami.

Nie wystarczy, że podnieca

Jak zinterpretować przypadki naszych bohaterów? Co do Pawła mamy chyba jasność: jego doświadczenia homoseksualne to efekt dziecięcego zaspokajania ciekawości, a nie orientacji. W wieku kilku lat dziecko przecież nie ma o swojej orientacji zielonego pojęcia. Ale Robert? Ten, który podniecił się gejowskim porno? Coś chyba musi być „na rzeczy”, skoro widok dwóch mężczyzn wywołał u niego taką reakcję?

– Niekoniecznie – protestuje Małgorzata Zaryczna. – Przecież filmy porno robi się właśnie po to, by podniecały. Instynktownie nastawieni na „nie” jesteśmy zazwyczaj jedynie w stosunku do seksu dewiacyjnego (np. pedofilnego czy zoofilnego). Reszta to kwestia indywidualnych upodobań. A jeśli przełamiemy przygotowanie społeczno-kulturowe i związane z wychowaniem uwarunkowania, to niemal każdy rodzaj seksu będzie na nas w jakiś sposób działać…

Większość z nas choć raz fantazjowała erotycznie o osobie tej samej płci, co nie znaczy, że chcieliśmy – świadomie lub nie – wprowadzić owe fantazje w czyn i że stajemy się nagle biseksualni. Tak naprawdę osób, które jednakowo podniecają obie płcie, bez skłonności ku żadnej ze stron, jest bardzo niewiele (mniej niż jeden procent społeczeństwa). Przeważnie jesteśmy heterykami, którzy tylko czasem mają stan umysłu „bi”.

– Nasz biseksualizm w większości przypadków rozgrywa się głównie w fantazjach, a nie w praktyce – uważa seksuolog. – Ludzie, którzy wchodzą w związki czy romanse z obydwiema płciami to nadal rzadkość.

A Renata? Ta, która przespała się z dziewczyną, a raczej dała się jej uwieść? Czyż pod wpływem alkoholu nie robimy rzeczy, których potem żałujemy?

 
– Znów powtórzę: niekoniecznie – odpowiada Małgorzata Zaryczna. – Gdyby znajoma zaproponowała Renacie rodzaj zbliżenia, który by jej nie odpowiadał, to nawet spora dawka alkoholu nie wpłynęłaby na to, by uległa – powiedziałaby po prostu „nie”. A że po wszystkim czuła się dziwnie i była trochę przestraszona? To także o niczym nie świadczy, bo przecież po pierwszym stosunku z mężczyzną pewnie czuła się podobnie. Pierwsze razy już takie są, także w typowych dla naszej orientacji granicach. Renata jest prawdopodobnie „jedynką” na skali Kinseya. Ale jeśli w przyszłości zdecyduje się na homoseksualny kontakt i będzie on miał mniej przypadkowy charakter, może zbliżyć się do „dwójki”.

Jolka, która się ogląda za dziewczynami, jest zapewne „jedynką” lub „zerem” na skali. I co z tego, że uważa kobiety za piękne istoty?! Przecież takie są. Docenienie ich urody nie ma nic wspólnego z orientacją. Sypia z mężczyzną, nie fantazjuje o kobietach. Lubi to, co ma.

Trochę inaczej sprawa wygląda ze śniącą o instruktorce Justyną, która może się okazać mniej zdeklarowaną heteryczką, niż jej się wydaje.

– Czasem, podejrzewając u siebie wątki homoseksualne, tłumimy i wypieramy naszą prawdziwą orientację, bo chcemy być „normalni” – ostrzega seksuolog. – Przykładem takiego zachowania była jedna z postaci z filmu „American Beauty”: faszyzujący zwolennik twardej ręki, który najpierw usiłował pocałować głównego bohatera, a potem go zabił, bo nie mógł znieść faktu, że tamten poznał jego najwstydliwszą tajemnicę. Ta historia pokazuje, że ludzie, którzy nie ujawniają swoich prawdziwych preferencji, przez większość życia bardzo się męczą, a ich skłonności ujawniają się w snach czy fantazjach i powodują ogromne wyrzuty sumienia. W skrajnych przypadkach podobna walka ze sobą może nawet doprowadzić do tragedii.

Sny naszej bohaterki Justyny o seksie z kobietą nie byłyby może niczym istotnym, gdyby nie fakt, że doprowadzają ją do orgazmu.

 – To wygląda na stłumiony głos z wnętrza, który się czegoś domaga – mówi seksuolog. – Justyna mogłaby się okazać nawet „trójką”, gdyby odważyła się przyjrzeć swoim fantazjom i eksplorować własną seksualność. Ta rada zresztą dotyczy nas wszystkich.

Poznaj siebie - skala Kinseya

0 - całkowity heteroseksualizm 1 - heteroseksualizm z lekkimi skłonnościami homoseksualnymi 2 - biseksualizm z większymi skłonnościami heteroseksualnymi 3 - biseksualizm, bez przewagi skłonności w żadną ze stron 4 - biseksualizm z większymi skłonnościami homoseksualnymi 5 - homoseksualizm z lekkimi skłonnościami heteroseksualnymi 6 - całkowity homoseksualizm 7 - aseksualizm

Jeśli chcesz uczciwie oszacować swoją orientację seksualną, pamiętaj: ważne jest nie tylko to, co robisz, ale też co się dzieje w twojej głowie. Na pozór możesz być wzorem heteroseksualności, ale np. podczas masturbacji czy seksu z mężem fantazjujesz o kimś tej samej, co twoja, płci. Czy to znaczy, że jesteś „bi”? Tak, ale na początku skali. Myślą – choć jeszcze nie uczynkiem – przekraczasz pewien próg i część seksualnej energii kanalizujesz w określonym kierunku. Fantazjujesz sporadycznie, ale nie wprowadzasz fantazji w czyn? Zapewne jesteś „jedynką” na skali. Fantazjujesz regularnie, świadomie sięgając po takie obrazy, a sporadycznie po realny bodziec? Jesteś „dwójką”. I suwaczek na skali się przesuwa… Czy to źle? W żadnym razie! Traktuj to jako drogę do samopoznania. Jeśli będziesz z akceptacją przyglądać się sobie, zamiast się osądzać i być może potępiać – będziesz czerpać więcej satysfakcji z życia. I seksu.

Wszystkie kobiety są biseksualne?

Tak naprawdę – wbrew obiegowej opinii – kobiety przejawiają mniej zachowań homoseksualnych niż mężczyźni. Panowie mają większy apetyt seksualny, więc i większy pociąg do eksperymentów. Są też bardziej pobudliwi, więc gdy zdejmą kulturowe kagańce, łatwiej się podniecają, także na widok innego mężczyzny. Z drugiej strony mają więcej oporów do pokonania. Na kobiecy stosunek homoseksualny jest większe społeczne przyzwolenie, w wypadku męskiego tolerancja gwałtownie się kurczy. Dlatego, kiedy do biseksualizmu przyznaje się mężczyzna, koledzy już nie chcą iść z nim na piwo…

  1. Seks

Przebudzenie księżniczki... kobieta do seksu musi dojrzeć

Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Kobieta do seksu musi się obudzić. Jak księżniczka w bajce: długo śpi, by kiedyś otworzyć oczy i sięgnąć po ten wspaniały owoc. Ale przebudzenie księżniczki w „ziemskiej” kobiecie wygląda trochę inaczej: tu nie wystarczy jeden pocałunek księcia. Przebudzenie to proces, który zaczyna się w chwili narodzin i trwa przez wiele lat.

Księżniczką jest właściwie każda kobieta, która księżniczką się czuje. Rozpoznać ją można na pierwszy rzut oka – po tym, jak jest ubrana, jak chodzi, mówi, skąd płynie jej głos. Czy powstaje w zaciśniętym gardle, czy płynie z uwolnionej przepony. Poznać ją można też po tym, jak wchodzi w kontakty z mężczyznami i jak na nich reaguje.

– Prawdziwa księżniczka nie stara się robić na mężczyźnie wrażenia, nie szuka w jego wzroku akceptacji, aprobaty, pożądania – mówi Katarzyna Gładkowska, psycholożka, trenerka i terapeutka. – Nie próbuje się prezentować, afiszować ze swą atrakcyjnością. Idzie przez życie pewnym krokiem, Nie musi się w niewolniczy sposób podobać innym, zwłaszcza mężczyznom. To nie jest najważniejszy aspekt jej istnienia. Seksualność jest tylko jej częścią, ale częścią oswojoną. Przebudzona księżniczka zintegrowała seksualność ze swoją osobowością, tożsamością.

I tylko taka kobieta potrafi naprawdę czerpać z seksu to, co w nim cenne: przyjemność, satysfakcję i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Gdy rodzi się córka…

...przed rodzicami stoi trudne zadanie wychowania jej "na księżniczkę". Zwłaszcza przed ojcem: musi jej pokazać, że akceptuje jej płeć i nie jest rozczarowany brakiem syna, bo to ojciec właśnie buduje podstawy seksualnej tożsamości córki. Ważne, by szukał równowagi. Powinien np. raz iść z nią na zakupy i pozwolić jej wybrać sukienkę (także różową, jeśli chce), a innym razem zabrać małą na mecz (jeśli oboje mają ochotę). Chodzi o to, by dziewczynka czuła się akceptowana taka, jaka jest.

Dla matki trudny i wymagający wielkiej dojrzałości jest czas, kiedy jej kilkulatka wchodzi w okres tzw. kompleksu Elektry (to żeński odpowiednik kompleksu Edypa). Córka zakochuje się wtedy w tatusiu i marzy, że zostanie jego żoną. Czasem w myślach wręcz uśmierca mamę. Ważne, by matka w tym czasie nie odrzucała jej w żaden sposób. By tłumaczyła, na czym w rodzinie polega rola każdej z osób. Mówiła, że tata jest mężem mamy, ale kiedy mała dorośnie, spotka takiego mężczyznę jak tata i on będzie jej partnerem. Warto też, by tata to wzmacniał, mówiąc córce, że jest jego ukochaną księżniczką, w pełni akceptowaną, ale on wybrał na żonę jej mamę. Powinien też wyjaśnić jej, że przyszły mąż nie musi być taki sam jak tata, żeby córka nie utrwaliła sobie wizji „mam szukać tylko według wzoru ojca”.

Dziewczynka staje się kobietą

Księżniczka "otwiera oczy": to czas pierwszej miesiączki. Rodzice powinni świętować to, że dziewczynka staje się kobietą.

– To ważna chwila, może nawet najważniejsza – uważa Gładkowska. – Ojciec, przygotowany przez żonę, powinien pokazać córce, że ten moment niesie ze sobą coś pięknego. Powinien z córką rozmawiać, okazywać jej akceptację. Dzięki temu dziewczyna otworzy się na własną seksualność. Zacznie oswajać to, że jest kobietą, wspaniałą istotą, a nie tylko kimś różnym od mężczyzny. Będzie się uczyć, że płci nie trzeba akcentować. Dzięki temu nie będzie odbierać menstruacji jako czegoś wstydliwego, co trzeba wypierać, ukrywać. Zintegruje płeć i duszę.

Kolejny etap, okres dojrzewania, jest wielkim wyzwaniem dla ojca. Córkę zaczynają interesować chłopcy. Zmienia się jej ciało, rosną piersi, okrągleją biodra. Zaczyna podkreślać swą kobiecość. Burza hormonalna powoduje napięcie, wewnętrzny zamęt.

– Dojrzały ojciec wie, co z tym zrobić: akceptować i kochać dalej – mówi psycholog. – Rozmawia z nią. Daje jej poczucie bezpieczeństwa. Kiedy widzi, że dorastająca dziewczyna za bardzo się negliżuje, delikatnie zwraca jej na to uwagę. Tłumaczy, dlaczego nie powinna odkrywać wszystkiego ze swej rodzącej się kobiecości: by nie była narażona na to, że zostanie przez kogoś użyta. Jego córka wkroczy we wczesną dorosłość bez zrodzonego na tle seksualności poczucia winy.

Niedojrzały ojciec natomiast zaczyna się bać. Jego wyobrażenia, co zrobiłby z tą dziewczyną, gdyby mógł, przekładają się na podejrzenia, co robią z nią inni chłopcy. Czasem staje się wulgarny i opryskliwy.

Matka stara się oddalić moment, kiedy jej nastoletnia córka poczuje się atrakcyjna, pożądana. Robi to z troski, by ją uchronić przed złem tego świata: nadużyciami ze strony chłopców, niechcianą ciążą itp., ale także z lęku przed własną starością i przemijaniem. Dlatego gdy córka osiąga 16–17 lat, powinien nastąpić etap emocjonalnego oddzielania się od matki – inaczej podszyta rywalizacyjnym lękiem postawa może nadszarpnąć samopoczucie i wizerunek dziewczyny.

 

W ramionach księcia

Wzrastająca w pełnym miłości i akceptacji środowisku dziewczyna nie boi się odrzucenia, wchodzi więc w dobre związki z chłopcami. Dobre, czyli spokojne, przyjacielskie relacje oparte na uczuciach. Nie zostanie wykorzystana, bo nie myli pożądania młodego chłopaka ze swoją potrzebą miłości. I decyduje się na utratę dziewictwa mądrze. Inicjacja seksualna to moment, kiedy księżniczka czyni kolejny krok ku przebudzeniu.
– Wiele kobiet traci dziewictwo w nieodpowiednim momencie i z nieodpowiednich pobudek. Silna potrzeba bycia kochaną, moda lub chęć przynależności do pewnych środowisk sprawiają, że dziewictwo tracą dziewczyny, które nie są na to gotowe.
Są jeszcze inne kobiety, które czekają na noc poślubną. I oba przypadki nie są najszczęśliwsze pod względem przeżywania seksualności. Nie chodzi o to, by czekać w nieskończoność, traktując dziewictwo jak jedyną wartość. Kobieta jest nastawiona na to, by być kochaną, akceptowaną, żeby mężczyzna z nią rozmawiał, rozumiał, słuchał. Tracąc dziewictwo z partnerem, który jest czuły, emocjonalnie dojrzewa razem z nią i darzy ją uczuciem, czyni kolejny krok ku integracji swojej seksualności i osobowości, ku pełni. Nieważne, czy później będą razem. Nawet jeśli nie – wszystko zależy od tego, czemu ma służyć inicjacja, czy są między nimi uczucia, czy tylko chęć wykorzystania drugiej osoby.

– "Księżniczkę" ostatecznie budzi partner, z którym się zwiąże – mówi psycholog. – Kiedy ma 20 kilka lat, wchodzi w poważny związek i jeśli ma dużo szczęścia, będzie szczęśliwą kobietą do końca życia. Ale nie będzie to łatwe, bo na temat seksu młode kobiety i ich mężowie mają różne wyobrażenia. Gdy mężczyzna może mieć żonę przez 24 godziny na dobę i czuje się wolny od zakazów, zaczyna eksperymentować. Jest jurny, niecierpliwy i szybko biegnie do celu. A kobieta jest na to zupełnie niegotowa. Potrzebuje, by ją budzić powoli, krok po kroku.

Dochodzi do jednego z poważniejszych życiowych konfliktów między światem kobiet i mężczyzn. Ale "prawdziwa księżniczka" próbuje się dogadać z partnerem. Jeśli on zrozumie, że ona chce być kochana, przytulana, pragnie tego, by ktoś się o nią troszczył, i zadba o te jej potrzeby, kobieta da mu upragniony seks. Emocjonalnie spełniona kobieta uczyni to z radością, ponieważ dla kobiety seks i emocje łączą się ze sobą i nie może ich oddzielić. Jednak większość kobiet w związek czy małżeństwo wnosi zahamowania seksualne, wstyd, poczucie winy i potrzebuje wielkiej delikatności, czułości, cierpliwości i mądrości ze strony partnera, by móc zakończyć proces dojrzewania do seksu.

Już wiem, co TO jest

W wieku lat 35–45 "księżniczka" wreszcie w pełni się budzi: kobieta w tyk okresie na nowo odkrywa seks. Odkrywa, że jest wspaniały. Wreszcie uświadamia sobie, że można to robić nie dlatego, że mąż chce, ale ponieważ sama ma ochotę. Otwiera się na seks i zaczyna go smakować. Ta zmiana to efekt wieloletnich „ćwiczeń” w poznawaniu własnego ciała i sposobach osiągania przyjemności. Ale nie tylko.

– Kluczem do tej zmiany jest nasza dojrzałość – uważa psycholog. – Czujemy się bardziej osadzone w życiu zawodowym, mamy świadomość własnych kompetencji, także poza małżeństwem i seksem. Może już wychowałyśmy dzieci i całkiem nieźle nam to wyszło, więc czujemy się wartościowe, skuteczne i spełnione. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ważny jest nie tylko nasz wygląd, ale także nasza osobowość. Widzimy, że mamy wpływ na własne życie. Rodzą się w nas nowe pasje, na które w końcu mamy czas. Zaczynamy szczerze rozmawiać, bo przestajemy się bać. Otwieramy się na przyjaźnie z innymi kobietami, bo już nie traktujemy siebie jak konkurencji, zaczynamy z nimi rozmawiać, przez co tworzymy swoiste grupy wsparcia, dzięki którym wciąż dojrzewamy. Zaczynamy nazywać to, co się z nami dzieje. To wszystko ma wielkie znaczenie, bo na seksualność kobiety wpływa dosłownie każda dziedzina życia.

Kobieta zaczyna też badać swoje ciało. Zdejmuje poczucie winy, w którym dorastała do tej pory, i zaczyna spontanicznie kontaktować się z fizycznością. Ciało w tym wieku się zmienia i odkrywa, że dotyk jest przyjemny. Wiele kobiet wraca wtedy do porzuconej masturbacji lub robi to po raz pierwszy. A mężczyźni są zachwyceni, gdy żona na ich oczach doprowadza się do orgazmu. Życie seksualne osiąga taki poziom, jakiego nie miało nigdy przedtem.

– "Księżniczka" przeszła bardzo długą drogę, by dotrzeć do punktu, w którym może partnerowi powiedzieć „czuję się w pełni dojrzała, mam świadomość własnych możliwości, ale jeszcze potrzebuję dostać coś od ciebie, by być dopełniona. Dzisiaj już wiem, co to jest” – tłumaczy psycholog.

– Naprawdę przebudzona kobieta rozumie, że jeśli czuje się żabą i myśli o sobie jako o żabie, żaden mężczyzna nie przemieni jej w księżniczkę za pomocą pocałunku, nie przemieni jej serca.
Na poziomie ciała doświadcza czegoś zupełnie nowego, ponieważ jej dusza wkroczyła na inny poziom rozwoju.

Może być tak, że kobieta obudzi się w pełni do seksu dopiero po czterdziestce. I, prawdę mówiąc, często tak właśnie jest. Bo prawdziwie przebudzona księżniczka mająca udane życie seksualne to kobieta, która naprawdę zintegrowała trzy najważniejsze płaszczyzny: seksualność, emocje i duchowość.

  1. Seks

Kocham, kiedy boli. Katarzyna Miller o tym, jak rodzi się w nas postawa sadystyczna i masochistyczna

Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Masowa wyobraźnia seksualna jest zapełniona przez przeróżne ekscesy, których atrybutem bywają pejcze i czarne skóry. Zamiast z wynaturzeniem sadyzm i masochizm kojarzą się nam dziś z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. Dlaczego tak się dzieje? Jak rodzi się w człowieku postawa masochistyczna i sadystyczna? – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Oto kolejny temat, któremu towarzyszy zwykle fascynacja...
...której nie wahajmy się nazwać niezdrową. Właśnie dlatego nie lubię tego tematu. Kojarzy mi się z podekscytowaniem licznej publiczności przekonanej, że sadomaso to rodzaj rewelacyjnego dekadentyzmu, rozkwitu cywilizacji zachodniej w libertyńskim wydaniu i najlepszym opakowaniu. Błyszczącym, czarnym i lateksowym. O szczególnym traktowaniu tematu świadczy już sam ten skrót i to, że wywołuje niezmiennie porozumiewawcze uśmieszki i spojrzenia, które niby mają sugerować, że my też lubimy się bawić „w te rzeczy”. Co, my jacyś gorsi jesteśmy?! A przecież tak naprawdę mało kto to lubi. Puchate kajdanki, skóry, nawet pejcze dajemy sobie w prezencie jako sugestię czy zaproszenie do udanego seksu. Cóż za nieporozumienie! Dla mnie jako terapeutki masochistyczno-sadystyczny seks to jest upadek. I to nie moralności bynajmniej, tylko ludzkiej nadziei na szczęście i spełnienie życia. Dotykamy tu bezpośrednio nagiej ludzkiej nędzy i poniżenia.

Nie spodziewałam się, że zaczniesz tak ostro. Bo przecież sadomasochizm jak każde zjawisko ma wiele odcieni. Leciutka doza pikanterii od czasu do czasu to chyba nie jest problem, zwłaszcza jeśli to gra?
Oczywiście. Bawić się można we wszystko, jestem jak najbardziej za urozmaicaniem sobie seksu. Pod warunkiem że jest to tylko i wyłącznie zabawa dla obu stron, i jest to dla obojga partnerów jasne. Wtedy niech sobie i będzie ten dreszczyk związany z tym, że nagle ja tu leżę związana, niby to na twojej łasce, i możesz ze mną robić, co chcesz. I sam ten fakt podnieca obie strony. Trochę w tym teatru, trochę gry wyobraźni – szczególnie gdy używamy przy tym jakichś tam fikuśnych rekwizytów. Ale przecież nie zakładam wtedy, że będziesz miał ochotę zadawać mi ból, prawda? Problem pojawia się wtedy, gdy żadna inna forma bliskości seksualnej nie jest w stanie człowieka pobudzić albo gdy bez pewnych tego typu elementów nie jest on w stanie osiągnąć orgazmu. Niestety, w prawdziwym sadyzmie podnieca tylko prawdziwy, nieodgrywany lęk ofiary, a masochista musi poczuć prawdziwy ból, by się spełnić. A więc ludzie dotknięci tą przypadłością, sadyści, masochiści albo sadomasochiści, są po prostu chorzy i powinni się leczyć.

Jednak dość często nasze fantazje erotyczne zawierają elementy przemocy. Przysłużył się temu choćby markiz de Sade, który wprowadził ten temat do masowej wyobraźni.
Był niezłym literatem, dzięki czemu udatnie określił w swoim zapisie normę pewnej choroby. Ale to jest tylko norma choroby i musimy sobie zdawać z tego sprawę. Coś, co ma człowieka pełnego lęku i braku miłości przekonać, że jest władcą życia, własnych i cudzych przeżyć. Czyli że to on rządzi. Podczas gdy w rzeczywistości jest sam we władzy ciężkiego nałogu. Szczególnego seksoholizmu, który człowieka uprzedmiotawia, maltretuje, może nawet zabić. Są słynne śmierci związane z duszeniem. Wyobrażasz sobie, że można żądać, by cię bito albo duszono podczas stosunku? Albo chcieć to robić komuś, żeby zaznać orgazmu? To oznacza, że ów ktoś doznawał w życiu tak silnych przeżyć, że żadne tam zbliżenie się do czyjegoś ciała czy dotyk nie wystarczają. Doznał cierpienia, które przerosło jego zdolność do asymilacji, więc się zamknął, znieczulił, zamroził.

Czyli nie rodzimy się tacy?
Nie. Dzieci są blisko seksualności. Podglądają się, pokazują sobie genitalia, bawią się w doktora. Dziewczynki wkładają sobie do cipki różne przedmioty. Ale jeśli tam włożą agrafkę, to dlatego, że jest mała, a dziewczynce brak jeszcze wyobraźni. Nie włożą otwartej agrafki czy igły, bo to boli, kłuje. Małe dziecko nie chce bólu. Żadne. Ale zdarzają się sytuacje, które uczą dziecko, że ból jest dobry. Dam przykład z mojej praktyki, który pokazuje, jak się rodzi postawa masochistyczna. Pewna kobieta, kiedy miała mniej więcej cztery latka, jadła zupę przy stole, a jej mama była w kuchni. Dziewczynka nieostrożnie machnęła rączką i zrzuciła ze stołu talerz. Zupa się wylała, a talerz stłukł. I ona wpadła w panikę, że mama ją skrzyczy i zbije – była o tym przekonana. Szybko wzięła do ręki ostry odłamek porcelany i przejechała nim sobie po nóżce. Zaczęła lecieć krew. I poczuła ulgę. Ponieważ dla matki tej dziewczynki zbicie talerza to była katastrofa, ona wiedziała, że musi zamienić tę katastrofę w jeszcze większą katastrofę, żeby się ochronić. Ta kobieta, pracując z tym zdarzeniem, odkryła, że wybrała ból, by zyskać ulgę, opiekę i zapobiec gorszemu bólowi. I od tej pory tak zaczęła działać. W związkach pozwalała się źle traktować. Bo masochizm ani sadyzm nie ograniczają się do sypialni. Ludzie pozwalają na siebie krzyczeć, nie szanować się, ranić nie tylko fizycznie. Ta kobieta najpierw sama przekroczyła swoje granice, skaleczyła się specjalnie. I za to spotkała ją nagroda: ulga i radość, że znalazła sposób, żeby się chronić i przyciągnąć uwagę matki. Strach i ból skleiły się w niej z ulgą, bezpieczeństwem i bliskością.

A jak się to ma do seksu?
Celowo mówię o sytuacjach nieseksualnych, żeby pokazać, że seks nie jest niczym innym niż pozostałe części życia. Inny przykład – doświadczenie pewnego chłopca, syna alkoholika, który sam się później stał alkoholikiem: szedł z tatą na spacer po raz pierwszy i jedyny. Miał parę lat. Podskakiwał i nagle jego nóżka ześliznęła się z chodnika. W tym momencie ojciec zareagował tak, jak reaguje alkoholik, czyli w sposób nawet dla siebie samego niezrozumiały. Zawrzał z wściekłości, że się dzieciak źle zachowuje na ulicy. I tak go skatował, że chłopiec nie mógł iść. I co zrobił wtedy tatuś? Posadził go sobie na ramionach i zaniósł do domu. I to jest najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa tego chłopca.

Znowu wzór: ból sklejony z ulgą i szczęściem. A jak się rodzi postawa sadystyczna?
Podobnie. Tyle że ulga nie pochodzi z doznanego bólu, tylko z odwetu. Ktoś doznał bólu, upokorzenia i bezradności, więc żeby sobie z tym poradzić, oddał komuś słabszemu. I doznał ulgi, napawając się lękiem swojej ofiary, jej słabością i tym, że w tym momencie to on ma władzę. Już nie jest osobą, która doznaje lęku, bólu i bezradności, tylko tę swoją bezradność przekuwa w siłę.

Nie wszyscy ludzie, którzy są sadystami, są sadystami seksualnymi. Nie wszyscy masochiści są masochistami seksualnymi. Skąd ten szczególny związek?
Żeby w ogóle coś wyszło z seksu, człowiek musi się rozluźnić. A masochista i sadysta żyją w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na karę, cios. To napięcie jest nieznośne, paraliżuje, znieczula, więc paradoksalnie jedyny sposób, w jaki taki człowiek może się rozluźnić, to wreszcie poczuć ten ból albo satysfakcję z zadawania go. Jest jeszcze jeden typowy przypadek, który może doprowadzić do wykształcenia się sadomasochistycznej postawy w seksie, a mianowicie dzieci molestowane seksualnie. Z jednej strony, gdy to się dzieje, boją się, nie chcą tego. Nie mogą się obronić, uciec, czują się bezradne. Jednak dość często zdarza się, że odczuwają przy tym przyjemność, a nawet podniecenie, czują się ważne, bo ktoś dorosły – na przykład ojciec – się nimi zajmuje. Te dzieci mają wdrukowany wzór uprzedmiotowienia, podniecenia, poczucia winy i jednocześnie potrzeby bycia za to jakoś ukaranym, a więc kompletnego zagubienia.

Mam w głowie jeszcze jedno skojarzenie: mężczyzna, w domu i biznesie absolutnie macho, a cichaczem chadza do prostytutki, której każe się bić i nazywać niegrzecznym chłopczykiem... to prawda czy wymysł?
Dobrze, że o tym mówisz. Tacy mężczyźni istnieją. I to ilu. Nie wszyscy naprawdę chodzą do tej zastępczej mamusi, żeby ukarała niegrzecznego synka, część tylko o tym fantazjuje. Coś takiego dzieje się, gdy w jakimś sensie dzielisz się na pół i w swoim codziennym życiu pokazujesz i wyrażasz tylko jedną stronę. Wówczas ta druga część ciebie, ukryta, wyparta, jakoś chce dojść do głosu. To bywa doprowadzone do ekstremum - i to jest właśnie ten przypadek, który opisujesz. Taki mężczyzna jako dziecko był zwykle tym bitym, karanym za błędy, za to, że nie spełnia wizji rodziców. I obiecał sobie, że już nikt nigdy go nie upokorzy, że to on będzie panem, będzie zdobywał, karał, zwalniał. I często udaje się mu wejść na sam szczyt, bo jest bardzo zdeterminowany, całą swoją siłę i motywację wkłada w to, żeby obronić tego bitego chłopca przed kolejnymi upokorzeniami. Życie, którym wiecznie się coś komuś udowadnia, jest pełne napięcia. I znowu potrzebne jest tego odreagowanie. Poza tym w głębi duszy taki człowiek nie czuje się wartościowy, uważa, że zasługuje na karę, bo to ciągle słyszał od matki. Więc chce, by go bito. Najchętniej owa zastępcza mamusia, bo od tej prawdziwej jest nadal uzależniony...

To wszystko, co opisujesz, to rzeczywiście wielka krzywda, cierpienie i prawdziwa ludzka nędza. Dlaczego więc zajmuje takie miejsce w kulturze? I dlaczego tak pokrętnie to zjawisko interpretujemy?
Łatwo jest skrzywdzić dziecko, trudno je naprawić. By człowieka tak skrzywionego wyprostować, trzeba naprawdę dużo pracy, odpowiednich warunków i dobrej woli. I kto to ma niby robić? Dlatego nauczyliśmy się to racjonalizować. Udowadniać, że to nieszczęście jest wielką zabawą, która niby świadczy o naszym wyzwoleniu. Dodajemy nieco szminki, lateksu, czerni i już nie wygląda to nędznie. I już możemy udawać, że mamy takie doznania, o których wy, szaraczki, pojęcia nie macie. Co tam ten wasz nudny seks w pozycji misjonarskiej, przy zgaszonym świetle, pod kołdrą. My jesteśmy panami doznań, świata, kontrolujemy, nie nudzimy się. A przecież się strasznie nudzą, nużą, niewiele czują, są uzależnieni. Czy naprawdę mamy im czego zazdrościć?