1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Głowa do kochania!

Głowa do kochania!

Dotyk - jeden z najważniejszych zmysłów w miłości fizycznej dający ogrom rozkoszy. Mapa ciała pozwala dotrzeć do tych miejsc, które za pomocą delikatnych pieszczot wywołują dreszcz pożądania.

Można podsycać temperaturę w sypialni, pobudzając piersi, ramiona, uda (będę o tym pisała w kolejnym tekście), ale warto też pamiętać, że głowa nie służy tylko do myślenia! To bardzo unerwiona część ciała, która zawiera wiele stref erogennych. Z niewiedzy lub lenistwa nie wykorzystujemy jej możliwości, a przecież należy jej się trochę odpoczynku i czułości…

Gdzie więc te „punkty zapalne” u kobiet? Oto kilka z nich:

    Czoło. Zabawy mogą rozpocząć się od muskania czoła wargami. W ten sposób powoli rozgrzewamy partnerkę, przygotowując ją do dalszej przyjemności.

•    Powieki. Kobiety uwielbiają, jak ich powieki obsypywane są pocałunkami. Preferowane delikatne całusy.

•    Uszy. Większość kobiet bardzo lubi, gdy mężczyzna pieści jej uszy. Polecam subtelne gryzienie i dotykanie językiem.

•    Usta. Jedno z najbardziej erogennych miejsc na ciele kobiety! Delikatne muskanie warg warto urozmaicić lekkim ssaniem albo kąsaniem. Kobiety SZALEJĄ za pocałunkami!

•    Włosy. Gładzenie włosów, delikatne przekładanie kosmyków może doprowadzić niejedną kobietę do prawdziwej rozkoszy.

A gdzie u mężczyzn znajdują się erogenne miejsca, które potrafią doprowadzić ich do istnego szału?

•    Uszy. Mężczyźni również uwielbiają, gdy kochanka pieści ich uszy: całuje, subtelnie kąsa.

•    Kark. Bardzo erogenne miejsce na ciele mężczyzny! Wodzenie czubkiem języka połączone z czułymi pocałunkami doprowadzi partnera do gęsiej skórki.

•    Szyja. Pieszczoty ustami i językiem mogą być podniecające dla obojga.

Tylko sygnalizuję miejsca, które warto „odwiedzić”. Partnerzy sami muszą opracować własne mapy, próbując, które czułości sprawiają im najwięcej rozkoszy. Powodzenia!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Gra wstępna – ważna rola pieszczot

W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W przeświadczeniu niektórych mężczyzn gra wstępna traktowana jest jako kobiecy wymysł mający na celu oddalić moment zbliżenia. Traktują ją w kategoriach straty czasu i nudnego obowiązku. Jednocześnie chcą uchodzić za świetnych kochanków i często są takimi, ale tylko we własnym wyobrażeniu. Wydaje im się, że w ciągu pięciu minut doprowadzają kobietę do orgazmu. Tymczasem zapominają, że ona może nieco koloryzować swoje przeżycia.

Aby kobieta miała orgazm, który na długo zapamięta i który będzie przeżywała każdym mięśniem swojego ciała, niezbędne są pieszczoty odpowiednio ją rozgrzewające i wprowadzające na kolejne poziomy podniecenia. Często gra wstępna to nie tylko chwile bezpośrednio przed stosunkiem, ale pocałunki w ciągu dnia, słowa, gesty czy dwuznaczne smsy.

Funkcja pieszczot jest znacznie szersza i bogatsza, niż tylko wyzwolenie podniecenia i przygotowanie do orgazmu. Są one szczególnie istotne dla seksualności kobiecej, charakteryzującej się wrażliwością na nastrój, doznania dotykowe czy słowa. Wiele kobiet reaguje podnieceniem i czuje się atrakcyjnie, gdy mężczyzna mówi im, jak bardzo podoba mu się jej ciało czy konkretne jego części, jak mówi, że lubi obserwować jej reakcje. Coraz częściej również faceci okazują się być wrażliwi na pieszczoty i zdradzają ich dużą potrzebę. Sztuką jest znalezienie najwrażliwszych miejsc i potrzeb drugiej strony. W udanych związkach całe ciało potrafi reagować na pieszczoty, bo nie zna miejsc „lepszych” ani „gorszych”, całe jest pożądane. W poszukiwaniu mapy erotycznej kochanej osoby, nie ma chyba lepszego sposobu jak delikatny masaż, w którym nie zapominamy o twarzy. Można dotykać ją opuszkami palców lub muskać wargami. Dzięki takim zabawom każda para tworzy swój własny, wyjątkowy styl działania w zależności od preferencji. Wzajemność w wymianie pieszczot dostosowanych do potrzeb i oczekiwań obojga partnerów z pewnością umacnia ich więź i jest podstawą ars amandi.

Intymne czułości wyostrzają zdolność niewerbalnego porozumiewania się. Spojrzenie, dotyk, pocałunek mogą wiele powiedzieć, ale odczytywanie tych sygnałów wymaga umiejętności i doświadczenia. Dlatego istotny jest czas trwania pieszczot, delektowanie się każdą czynnością, zdolność utrzymania skupienia na partnerze, umiejętność trwania w ciszy, bycia razem. W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres.

Pieszczoty, jak się okazuje, w dużej mierze służą budowaniu bliskiej relacji oraz są wyrazem naszej fascynacji drugą osobą. Jakkolwiek zwykle prowadzą do stosunku, to często one właśnie są aktywnością seksualną najbardziej docenianą przez kochanków. Jeśli do tej pory przeskakiwaliśmy dosyć szybko ten etap zabaw w sypialni, może jednak warto, przy kolejnej okazji, zatrzymać się przy nim trochę dłużej, wsłuchać się w ciało partnera, jego reakcje, spróbować wejść w świat jego przeżyć. Ostatecznie stracimy tylko trochę czasu…

  1. Seks

Gra wstępna czy gra miłosna?

Życie w pośpiechu i stresie sprzyja traktowaniu seksu jako czegoś, co ma zredukować napięcie. Jeśli seks ma być sposobem na odstresowanie, jest szybki i techniczny. Wtedy może być problem z grą miłosną. (Fot. iStock)
Życie w pośpiechu i stresie sprzyja traktowaniu seksu jako czegoś, co ma zredukować napięcie. Jeśli seks ma być sposobem na odstresowanie, jest szybki i techniczny. Wtedy może być problem z grą miłosną. (Fot. iStock)
Dziś w seksie deficytowe stało się to, co wymaga czasu i bliskości z drugim człowiekiem – mówi dziennikarka medyczna Bożena Stasiak, autorka książki „Zwierzenia Polaków. Listy intymne”, w której zebrała otrzymywane przez lata od czytelników pytania dotyczące życia seksualnego. W wywiadzie wyjaśnia, dlaczego „biały seks” coraz częściej zastępuje tradycyjne współżycie.

Jeśli mówimy „gra wstępna”, to myślimy o tym, co robimy przed seksem, którym ma być stosunek. Dziś seksuolodzy mówią o „grze miłosnej”, bo tak podkreślają to, że jest ona już początkiem stosunku. Czy pani się z tym zgadza?
Tak, bo mówienie o grze miłosnej, a nie grze wstępnej, bardziej oddaje to, co się dzieje między partnerami. A sądząc po listach, które dostaję od czytelników, coraz częściej na grze miłosnej kończy się cały akt. Do stosunku rozumianego dosłownie już nie dochodzi. Gra miłosna prowadzi do orgazmu obojga kochanków i bywa, że doświadczają go jednocześnie. Skoro więc to, co nazywamy „białym seksem”, czyli orgazm bez stosunku waginalnego, zaczyna dotyczyć coraz większej liczby ludzi, mówmy o grze miłosnej, a nie wstępnej.

Czy to dlatego, że zakazany w dobie pandemii dotyk staje się superafrodyzjakiem?
Od wielu lat wciąż żyjemy w pędzie: kariera, praca w dużej firmie, rywalizacja, konsumpcjonizm i jego wyzwania. Brak nam przytulania, czułości, pieszczot – dlatego nabierają one szczególnego znaczenia. Zobaczyć nagie ciało czy nawet przeżyć stosunek seksualny możemy za to prawie w każdej chwili. Pornografia jest łatwo dostępna, a seksrandki przed kamerkami nie są czymś nadzwyczajnym. Obyczajowość na wiele nam dziś zezwala. Deficytowe stało się to, co wymaga czasu i bliskości z drugim człowiekiem – czyli pieszczoty, pocałunki, czułość. Coraz częściej czujemy się też samotni, kiedy więc w jakimś cudownym miejscu i czasie przytulimy się do drugiej ludzkiej istoty i zaczniemy pieścić, może dojść do spełnienia.

„Gra miłosna toczy się już od rana” – mówi mój znajomy, który kiedy ma ochotę na seks, rano idzie po zakupy i zajmuje się dziećmi…
Niestety, nie jest to popularne, choć bardzo skuteczne. Teraz mężczyźni nie adorują swoich żon, rzadziej kupują im kwiaty bez powodu czy dają prezenty. Przez ten pośpiech zagubiliśmy się w seksie i w życiu.

A więc łatwiej dziś o seks niż o przytulenie i czułość. A czy pornografia może, zamiast być wrogiem gry miłosnej, stać się jej elementem?
Piszę w swojej książce o tym, że dziś i kobiety, i mężczyźni tak samo podniecają się przy pornografii. Różnice nie mają takiego znaczenia jak sam fakt, że pornografia może nam pomóc rozpocząć seks. Ale czy tak będzie i czy stosunek się uda? To zależy od tego, czy jej nie przedawkujemy. Jeśli będziemy tylko od czasu do czasu stosować ją jako stymulator pożądania, to może dać dobre efekty. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz mówi, że seks po pornograficznym filmie może być wspaniały, ale też może wcale go nie być. Dziś wielu mężczyzn woli poprzestać na pornografii niż kochać się z partnerką, bo wtedy muszą oni zadbać też o jej potrzeby.

No właśnie: zadbać o grę miłosną! W książce pisze pani, co może nią być, więc można wziąć ściągę do łóżka. Dlaczego zatem seks wciąż często ogranicza się do klasycznego stosunku, po którym mężczyzna zwykle od razu zasypia?
Życie w pośpiechu i stresie sprzyja traktowaniu seksu jako czegoś, co ma zredukować napięcie – jak przysiady czy pompki. Taki seks jest szybki i techniczny. Jeśli mężczyzna używa seksu jako sposobu na odstresowanie, to może być kłopot z grą miłosną. Jednak nie ma co się poddawać, warto spróbować kochać się dwa razy pod rząd lub kiedy wróci z roweru czy biegania. Jeśli nasz partner to typ macho, może mieć w sobie niezgodę na grę miłosną, ale wtedy warto mu ją pokazać jako wyzwanie. Kłopot z grą erotyczną może też wynikać z tego, że pokłóciliśmy się i ciche dni trwały zbyt długo. Bywa, że wtedy trudno do siebie wrócić, okazując czułą namiętność. Ale i na to są sposoby. Może nie od razu dojdzie do wybuchu namiętności czy choćby wyrafinowanej gry miłosnej, ale zaczniemy oswajać się ze sobą na nowo.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego mężczyźni dziś unikają gry miłosnej. Kobiety są coraz bardziej niezależne, często zarabiają więcej niż mężczyźni, mają wyższe stanowiska albo prestiż. Ich partnerzy mogą wówczas mieć problem ze swoją rolą, bo przecież do niedawna to były męskie atrybuty. Dlatego oni nie będą wychodzić z taką czułą inicjatywą, żeby kobiety pieścić czy przytulać, bo obawiają się, że wtedy one już na pewno uznają ich za niemęskich, że w ich oczach będą wyglądać na mięczaków, słodziaków. Gładzenie piórkiem i całowanie za uszkiem może stać się ostatecznym dowodem na to, że oni nie umieją nad swoimi kobietami po męsku zapanować, nie umieją ich po prostu wziąć! Mężczyźni, zwłaszcza starsi, mogą ponadto odmawiać gry miłosnej na zasadzie przekory, bo uznali, że skoro partnerki dominują nad nimi w życiu codziennym i zawodowym, to niech dominują w seksie, a więc też inicjują grę miłosną.

Brak gry miłosnej u współczesnego mężczyzny może wynikać z rywalizacji z kobietami?
Na te wszystkie komplikacje nakłada się jeszcze to, że młodzi mężczyźni mają coraz więcej problemów z erekcją, właśnie dlatego, że całym dniami siedzą przed komputerami albo nie mają pracy i są sfrustrowani. A ponieważ wiedzą, że powinno im się w seksie i w życiu udawać, a się nie udaje – stają się agresywni. Kiedy więc poczują podniecenie, to natychmiast chcą seksu! Ale mężczyźni i ich problemy to tylko jedna strona medalu. Drugą są kobiety, którym gra wstępna nie jest już tak potrzebna. Żyją szybko i szybko się podniecają. Też oglądają pornografię i tak jak kiedyś stereotypowi mężczyźni, chcą seksu natychmiast, bez migdalenia. Skoro są już gotowe, byłaby to strata czasu.

A mężczyźni mówią, że nie są maszynami do seksu, że są też ludźmi...
Role seksualne zaczynają się odwracać i bywa, że mężczyzna zestresowany i niepewny swojej męskości potrzebuje więcej czasu w łóżku niż kobieta. Może lękać się, czy sprosta oczekiwaniom kochanki i chcąc przejąć kontrolę nad jej seksualnością – stara się narzucić swój rytm. Może też chcieć zwolnić tempo, jeśli ważne dla niego są emocje i bliskość, bo kocha tę kobietę i chce być z nią blisko dłużej niż  kilka minut. Może także być bardziej zmysłowy i sensoryczny niż inni i chcieć korzystać z tego, co daje mu jego ciało. Ponieważ jednak generalnie mężczyźni nie lubią zagłębiać się w siebie, wolą w łóżku udawać, że są zmęczeni albo seks ani żadna gra miłosna nie są im potrzebne.

Czy warto z partnerem o tym wszystkim porozmawiać? Jeśli tak, to w jaki sposób, skoro mężczyźni nie znoszą być pouczani?
„Nie komenderuj mną” – mówią... Dlatego aby ich skłonić do pieszczot, lepiej użyć fortelu, na przykład odsłonić szyję i powiedzieć: „Miałam kiedyś takiego chłopaka, który mnie tu całował… i ja to tak lubiłam”. Może to sprowokować partnera, by pomyślał: „Ja jej pokażę, jak się całuje kobietę w szyje!”, ale jest też ryzyko, że się zatnie i pomyśli: „To sobie teraz wspominaj!”. Można również pocałować partnera w szyję i powiedzieć: „Czy ty tak lubisz, bo ja bardzo?”.

Powiedziałabym, że tak jak już nie potrafimy się kochać, tak nie potrafimy o seksie rozmawiać. Kobiety albo mówią tonem nieznoszącym sprzeciwu, czego oczekują, i mężczyźni mogą poczuć się musztrowani, albo z kolei milczą i chcą, żeby mężczyźni się domyślili. A oni się nie domyślą, bo tak są skonstruowani, że trzeba do nich mówić wprost, ale bez pouczania. Stawiać wyzwania i wskazywać drogi, na których będą mogli się sprawdzić.

A co z tzw. zmęczeniem materiału, czyli  sytuacją, kiedy mężczyzna przesadza z grą wstępną?
Mężczyźni, którzy naczytali się magazynów i publikacji mówiących o tym, jak zaspokoić kobietę, mogą wpaść w przesadę. Zwłaszcza młodzi, kiedy – poznają nową partnerkę, a wiedzą, że gra wstępna powinna trwać, ciągną ją w nieskończoność, aż kobiecie przechodzi ochota na seks. Świadczy to o tym, że nie mają doświadczenia; nie potrafią odczytać reakcji partnerki i nie czują, że ona jest już gotowa.

Bywa też, że partner zasypia podczas pieszczot, głaskania… Nie jest to dla niego element gry miłosnej, tylko utulenia do snu. I kobieta zostaje ze swoim podnieceniem.
W przypadku mężczyzn, którzy są dość oporni wobec seksu, radziłabym zastosować seks oralny, ale bez spełnienia, żeby był nabuzowany, a nie wyluzowany – ziewnął i zasnął, pozostawiając kobietę samą z jej podnieceniem. Oczywiście śpioch może być konserwatystą i nie pozwolić na „takie świństwa”, ale warto próbować.

Są mężczyźni, którzy chcą się przytulać, nawet głaskać, ale nic więcej.
Być może mieli nadopiekuńcze matki i nie szukają kochanki, ale matki bis. Warto wtedy oddzielać czułość od seksu: przytulać się, kiedy chcemy spać albo być razem blisko. Przed kąpielą, przed posiłkiem, wtedy, kiedy nie idziemy w stronę seksu. Dawać sobie z tym mężczyzną czułość jako osobne danie. A kiedy mamy ochotę na seks, sięgnąć po coś zaskakującego: może gadżety, może superbieliznę. Warto, żeby to coś wybiło go z bycia misiaczkiem mamusi.

Czy Polki w grze miłosnej różnią się dziś od innych Europejek?
Pęd, konsumpcja, stres nas wszystkie zunifikował. Dewocja to margines. Pozytywne i zaskakujące jest to, że kiedyś pani 70 plus nie myślała o seksie, a teraz – co wynika z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego – kobiety po siedemdziesiątce zaczęły uprawiać seks oralny i analny. A jeszcze 15 lat temu uważano to za zboczenie.

Bożena Stasiak, dziennikarka, popularyzatorka wiedzy na temat seksualności. Laureatka wielu nagród i wyróżnień w Konkursie na „Dziennikarza Medycznego Roku”.

  1. Seks

Monogamia też jest sexy

Związek z jednym partnerem nie musi oznaczać seksualnej nudy. (fot. iStock)
Związek z jednym partnerem nie musi oznaczać seksualnej nudy. (fot. iStock)
Perspektywa sypiania z tą samą osobą do końca życia brzmi jak wyrok. Tymczasem nie ma nic wspanialszego od seksu w stałym związku.

Dojrzewając do małżeństwa, dorastamy także do myśli, że całe swoje życie, w tym erotyczne, chcemy dzielić tylko z jedną osobą. O ile wynikającym z tego poczuciem bezpieczeństwa i bycia kochanym oraz perspektywą założenia rodziny możemy się wprost zachłysnąć, to… – W świecie seksualnej swobody konieczność  rezygnacji z różnorodności może okazać się pewnym problemem – przyznaje Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka.

Monogamia? Przed oczami stają nam te wszystkie okazje, które trzeba będzie teraz przepuścić… W dodatku, niezbyt szczęśliwie, zaczynamy porównywać seks z jedzeniem: „To tak, jakby do końca życia jeść ruskie pierogi” – myślimy. I choćby to była nasza najbardziej ulubiona potrawa, zdajemy sobie sprawę, że kiedyś może się znudzić.

Monogamia, ale nie monotonia

Wbrew obiegowym opiniom, małżeńska sypialnia może być miejscem szalenie atrakcyjnym. Zależy to głównie od psychicznego nastawienia partnerów. Jeśli będziemy myśleć o monogamii jako o czymś nudnym i utożsamiać ją z monotonią – to prawdopodobnie właśnie taką wkrótce się stanie.

– Seksualność to sposób patrzenia na życie – uważa Platowska. – Można oglądać film porno i wcale nie zareagować podnieceniem. Można też patrzeć na ramię partnerki, widzieć pokrywający je delikatny meszek i mieć bardzo kosmate myśli. To, jak postrzegamy naszą seksualność, w dużym stopniu zależy od nas.

Życie pod jednym dachem podsuwa tysiące pomysłów na to, jak się wymigać od małżeńskiego seksu: zmęczenie, ważniejsze zajęcia, brak czasu, sprzeczki, niemądre przekonania typu „seks po latach jest mało spontaniczny, więc nie może być satysfakcjonujący”… I rzeczywiście: choć na początku zakochani w sobie małżonkowie prawie nie wychodzą z sypialni, z czasem seks gości w niej coraz rzadziej, by w końcu „ozdabiać” tylko specjalne okazje. – Dostajemy to na własne życzenie – podkreśla Platowska. – Powtarzając: „tak już musi być, to normalne, wszystkim się przytrafia, to nie nasza wina” – przypieczętowujemy zanik małżeńskiego pożycia. I unikamy odpowiedzialności za swoje życie seksualne. To, że zanika, że jest nudne, monotonne – to nasza własna wina! Dopiero gdy uznamy tę prawdę, możemy zacząć pracę nad tym, by przepędzić rutynę ze swojego łóżka.

Tym samym damy sobie szansę, żeby dołączyć do grona szczęśliwych małżonków, którzy są z monogamii zadowoleni i uważają, że erotyka daje im większą satysfakcję w stałym związku, niż kiedy uprawiali przygodny seks. Według statystyk, takich ludzi jest więcej niż się wydaje. Amerykańskie badania mówią, że aż 70 proc. obywateli USA jest zadowolonych z małżeńskiego seksu. Polacy nie wypadają wcale gorzej: badania prof. Zbigniewa Lwa Starowicza wykazują, że dwie trzecie rodaków pozostających w stałych związkach deklaruje stabilny i zadowalający poziom satysfakcji seksualnej, wcale nie myśli o zmianie partnera i chciałoby, żeby tak pozostało do końca życia.

– Coraz to nowe przygody czy dreszczyk emocji na dłuższą metę nie działają – mówi psycholożka. – Ważniejsze są przywiązanie, intymność, bliskość i bezpieczeństwo. W małżeństwie ochota na seks jest doznaniem z zupełnie innej sfery. Płynie z podziwu dla partnera, ze znajomości jego psychiki, upodobań. Takie bardziej holistyczne widzenie związku pojawia się w sposób naturalny. Seks jest tylko jego dopełnieniem, a nie zaspokajaniem chuci.

 

Ahoj, przygodo!

Psychologowie i seksuologowie są zgodni: wyolbrzymiamy atrakcyjność erotycznych przygód.

– Przygodny seks rzadko kiedy jest fajny – wyjaśnia Platowska. – Częściej niesie rozczarowanie i uczucie pustki niż satysfakcję i prawdziwą radość. Jeśli spotykamy się tylko po to, by się nawzajem skonsumować, przeżywamy zaledwie ułamek tego, co ludzie, którzy idą do łóżka, bo darzą się uczuciem.

Większość ludzi w głębi duszy chciałaby łączyć erotyczne zbliżenie z czymś głębszym i ważniejszym. Potwierdzają to badania Sharon Hinchcliffe, psycholożki z University of Sheffield, która przez lata rozmawiała z aktywnymi seksualnie kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Tylko co dziesiąta z nich naprawdę odczuwała satysfakcję z erotycznych przygód. Pozostałe uważały, że taki seks nie pozwala przeżyć całej gamy emocji i doznań, jakich oczekują.

Kiedy nie znamy ciała partnera, trudniej pomóc mu w odczuwaniu rozkoszy. Z tego powodu przygodne kontakty seksualne, także fizycznie, rzadko należą do satysfakcjonujących. Wbrew temu, co zwykle się mówi o męskiej seksualności, także panowie wolą kochać się ze stałymi partnerkami. Czasopismo „Archives of Sexual Behaviour”, na podstawie badań seksualnych zachowań przeprowadzonych w 29 krajach, stwierdziło, że najbardziej zadowoleni ze swojego życia seksualnego są mężczyźni między 40. a 50. rokiem życia, ustatkowani i żonaci (choć zdarza się im narzekać na problemy z erekcją). Co więcej, prawie 90 proc. badanych (obu płci) decydowało się po rozwodzie szukać kolejnego związku małżeńskiego, zamiast skakać z kwiatka na kwiatek.

– W przypadku mężczyzn przygoda oznacza brak poczucia bezpieczeństwa, a to może prowadzić do zaburzeń erekcji – komentuje wyniki badań Katarzyna Platowska. – Uprawiając seks z nową partnerką trzeba się wykazać, a to duży stres. Lęk przed kompromitacją nie tylko odbiera takiemu zbliżeniu przyjemność, ale może go wręcz uniemożliwić.

Michael Milburn i Sheree Conrad, autorzy książki „Inteligencja seksualna”, zgadzają się, że od przygody ważniejsze są stałość i bliskość. Seks, któremu towarzyszą, jest czymś więcej niż źródłem fizycznych doznań. Zwłaszcza dla kobiety. Według badania „Seksualność Polek” (z 2005 roku), przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC, tylko 18 proc. pań uważa, że seks bez miłości jest czymś naturalnym. Pozostałe traktują zbliżenie jako intymne i niepowtarzalne spotkanie mężczyzny i kobiety.

Co tydzień randka z mężem

Rutyna w łóżku, zanik spontaniczności, brak czasu lub nastroju, mała atrakcyjność partnera – to najczęstsze powody zmniejszenia apetytu na seks, jakie podają małżonkowie. Na wszystkie te problemy można jednak znaleźć remedium.

Na początek dobra wiadomość: często to nie nuda, ale zmęczenie rabuje nas z libido. Uczeni z Instytutu Masters&Johnson w St. Louis stwierdzili, że libido dwukrotnie częściej spada w związkach, w których oboje partnerzy robią karierę zawodową. Z kolei zdaniem respondentów Instytutu Kinseya, seks jest zbyt męczący po pracowitym dniu (tak uważa 60 proc. kobiet i 40 proc. mężczyzn). – To dlatego najchętniej i najczęściej kochamy się na urlopach albo w piątki i soboty. Nawet w niedzielę perspektywa poniedziałkowej pobudki odbiera nam chęć na amory – uważa Platowska. – A przecież także małżonkowie ze stażem mogą pozwolić sobie na tzw. szybki numerek.

Kolejna zmora – zawsze znajdzie się coś pilniejszego do zrobienia. Tymczasem amerykańska seksuolożka Dagmar O’Connor, autorka książki „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”, podkreśla, że seks to jedna z najważniejszych sfer naszego życia. Jest tak samo ważny jak przeczytanie gazety, obejrzenie wiadomości czy telefon do przyjaciółki. Warto zdać sobie z tego sprawę i czasem wybrać seksualną rozkosz zamiast jednej z tych aktywności. Dagmar O’Connor radzi, by partnerzy raz w tygodniu umawiali się na spędzenie wieczoru w sypialni. Kupili butelkę wina, zrobili kanapki z tuńczykiem i z takim wyposażeniem poszli do łóżka – prosto z pracy! W ten sposób zyskują co najmniej cztery godziny na bycie tylko ze sobą. W tym czasie – nago! – jedzą, piją, rozmawiają, przytulają się i… kochają, raz, dwa, nawet trzy razy – o ile przyjdzie im na to ochota. Jeśli nie, pogadają, pośmieją się, poopowiadają sobie różne historie, pobędą razem. To też wyjdzie związkowi na zdrowie.

– Takie cotygodniowe randki obalają mit, że to brak spontaniczności jest przyczyną nieudanego małżeńskiego seksu – dodaje Platowska. – Nie wiedzieć czemu tak usilnie przedkładamy bycie spontanicznym nad planowanie. A przypomnijmy sobie, jak przygotowywaliśmy się do naszych pierwszych randek, jak zastanawialiśmy się, w co się ubrać, co powiedzieć, gdzie się wybrać… Dlaczego nagle w małżeństwie staje się to wadą i koniecznie mamy być spontaniczni? W stałym związku seks nie jest czymś, co się „przydarza”, ale czymś, do czego świadomie dążymy, tworzymy sami. Planujmy więc różne romantyczne wypady, na przykład wyjedźmy do czasu do czasu do motelu – zmiana scenerii też dobrze nam zrobi.

Seks w małżeństwie powinien być tak samo samolubny, jak w czasach narzeczeństwa – wtedy myśleliśmy głównie o swojej przyjemności. Teraz też powinniśmy. Oczywiście nie kosztem partnera, ale za jego hojnym przyzwoleniem. Prośmy o wszystko, co sprawia nam przyjemność i przyspiesza puls. A potem odwzajemnijmy się tym samym. Dobry seks może połączyć tylko dwoje wyrozumiałych dla siebie, współpracujących egoistów. Egoizm w łóżku przekłada się bezpośrednio na odczuwaną przyjemność, a ta – na ochotę i częstotliwość stosunków. Wielu małżonków uważa, że pewnych rzeczy nie wypada im już robić. I zapomina o bogactwie form fizycznego obcowania, które uprawiali jeszcze przed ślubem. Zapominają o pieszczotach i pettingu, o seksie oralnym, o tym, że można się kochać szybko, na stojąco, w korytarzu, tuż przed wyjściem do pracy, tuż przed przyjściem gości... Że można się wzajemnie pieścić w samochodzie czy kinie, bo wspólnie przeżyty orgazm zawsze jest fajny – także ten bez penetracji. Zapominają o świntuszeniu choćby przez telefon, bo... „seks się robi, a nie o nim mówi”.

„Przywiązujemy się do stosunku jako tej jedynej i słusznej formy aktywności seksualnej stosownej dla  dojrzałych ludzi – a zwłaszcza małżeństw z dużym stażem – przez co inne sposoby kochania się uznajemy za gorsze. (...) I to jest właśnie droga, prowadząca do nudy” – pisze Dagmar O’Connor. Ale też zapewnia, nauczona doświadczeniem swoich pacjentów, że każda para może rozwinąć swój seksualny potencjał. I, że „dozgonna wierność seksualna może być bardziej ekscytująca, dawać więcej przeżyć i satysfakcji, niż wszystkie inne układy”.

  1. Seks

Związek w wibracji 3 - luksusowo nam

Trójka oznacza szczęśliwy, rozwojowy związek pełen nowych pasji. (fot. iStock)
Trójka oznacza szczęśliwy, rozwojowy związek pełen nowych pasji. (fot. iStock)
To może być naprawdę bardzo fajny związek, kreatywny i płodny pod każdym względem. Ludzie go tworzący mają szansę na szczęśliwy dom pełen dzieci i obfitość finansową. W negatywie "trójka" może przynieść w tych sferach życia poważne braki.

W wibrację trzy wpisana jest dobra komunikacja, inspiracja, twórczość, pasja, radość.

Cóż więcej potrzeba do szczęścia? Związek, któremu patronuje Cesarzowa, może przynieść konkretne, wymierne owoce. Powody do radości. Takie partnerstwo jest zmysłowe, jest dobry seks, cieszenie się przyjemnościami życia. Pieniądze, luksus... Komfortowy dom, dzieci, rodzina, stabilizacja. Między ludźmi pojawia się cały czas potrzeba nowych doznań. Nie poprzestają na tym, co już mają. Przez życie prowadzi ich świadomość, że coś się zaczyna, dojrzewa i przemija. I jest zgoda na to. Partnerzy dążą do jeszcze czegoś, czegoś nowego, wyglądają tego, co ma jeszcze się zdarzyć. Taki związek jest rozwojowy.

Cesarzowa daje szczęście, mówi, że wszystko w swoim czasie się zrealizuje. Są podstawy, żeby cieszyć się życiem. Trójka zawsze oznacza plony, płodność. To może być trwałe, szczęśliwe małżeństwo, ważne ogniwo w rodzinnym łańcuchu pokoleń. Zdarza się też, że ludzie połączeni tą wibracją razem prowadzą biznes, przyciągając spore pieniądze.

Przy negatywnych wibracjach "trójki", kiedy Cesarzowa jest kartą odwróconą, pojawiają się blokady, zahamowania w sferze seksu oraz materii. Kobieta i mężczyzna mogą mieć problemy ze spłodzeniem dziecka czy karierą. Brak jest spełnienia i poczucia bezpieczeństwa. Trójka w negatywie może przynieść lenistwo, fałszywą moralność, pruderię, przyziemność, zdradę, biedę.

  1. Seks

Jak pobudzić pieszczotami erogenne strefy partnera?

Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
„Petting" to słowo tak stare jak magnetofon kasetowy. I równie wycofane z użycia. Szkoda, bo opisuje fenomenalną technikę - pobudzania stref erogennych bez odbywania stosunku. Strefy erogenne to nasz cenny zasób seksualny i opłaca się o nie dbać.

Erogenna mapa ciała

Pierwsza prawda o naszych strefach erogennych jest prosta. Bez kontaktu z ciałem gadanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Zmysły wymagają pielęgnacji i uwagi. I dotyk, którego używamy, pobudzając strefy erogenne, nie jest wyjątkiem. Wszystkie możliwe szkoły psychologiczne akcentują wagę dotyku w naszym życiu, opracowując wskazania minimalnej liczby głasków na dzień, jaką powinnyśmy przyjąć, aby zachować zdrowie. Dotyk i głaskanie redukuje ilość kortyzolu (hormonu stresu), co pozwala rozluźnić się i otworzyć  na kontakt fizyczny i psychiczny. Bez niego  nasze strefy zmieniają się w pustynię.

Druga zasada pettingu jest równie prosta: nie ma zasad. Każdy z nas ma własny, indywidualny rozkład punktów, które reagują na stymulację. Co więcej, każdy z nas ma swoje punkty aktywne w różnym czasie. To znaczy, że na przykład delikatne gryzienie sutków na początku gry wstępnej może być dla niektórych kobiet świetnym bodźcem, ale robienie tego samego pod koniec aktu może sprawiać ból.

Podobno ilość kobiecych i męskich stref erogennych jest jak 5 do 1. „Podobno”, bo tak mówią badania, a nie doświadczenie. Mężczyźni, oprócz genitaliów, dysponują w większości tymi samymi strefami erogennymi, co kobiety, choć o różnej wrażliwości. Wciąż istnieje takie myślenie, że mężczyźni dbają tylko o „porządny stosunek", czyli penetrację, a dotykanie ich nie rusza. Tymczasem większość mężczyzn uwielbia dotyk, a znaczenie pettingu i innych form pobudzania wzrasta wraz z  wiekiem. O ile 20-latek podnieca się szybko i łatwo, o tyle 50-latek będzie potrzebował więcej zabiegów, żeby wkręcić się na obroty. I do tego właśnie mamy strefy erogenne.

Całe nasze ciało to jedna wielka strefa do pieszczenia. W zasadzie wszędzie tam, gdzie ludzka skóra jest delikatna i ukrwiona, możemy znaleźć miejsca, które można zmysłowo lub erotycznie stymulować. Będą to usta, małżowiny uszne, sutki, skóra na wnętrzach ramion i pod kolanami, nadgarstki, okolice pępka, pośladki, wnętrze ud, kark, nawet podeszwy stóp. Naturalnie do stref erogennych zaliczamy także nasze genitalia. I warto pamiętać, że miejsca, gdzie śluzówka przechodzi w skórę, są najbardziej wrażliwe - czubek penisa, strefa anusa, zewnętrze warg sromowych większych. Z niektórymi się urodziliśmy, niektóre rozwinęli nasi poprzedni partnerzy, partnerki, stymulując nas w określony sposób. Do końca życia zachowamy zdolność odbierania wrażeń erotycznych poprzez dotyk i ciągle możemy rozwijać swoje mapy.

Strefy erogenne stymuluje dotykanie ręką, ale także całowanie, lizanie językiem, głaskanie włosami i piórkiem, smyranie lodem, klepanie, delikatne szczypanie czy gryzienie. Trzeba tylko pamiętać o zmianach - rytmu, miejsca, sposobu stymulacji. Żeby się nie znudziło, żeby nie zaczęło boleć, żeby doznania były urozmaicone. 10 minut głaskania w jednym miejscu i koniec szału namiętności. Jeden z pomysłów, który polecam wszystkim kobietom mającym trudność przed z oznajmieniem tego, jak i gdzie chcą być dotykane, to zastosowanie jadalnej farby do ciała. Malują na sobie strzałki, kółka i piszą, co ma się wydarzyć, z humorem i polotem dając znać partnerowi, że kark powinien iść pierwszy, a dopiero po nim pośladki. Już samo zlizywanie farby to obustronna przyjemność.

Orgazmy strefowe

Na koniec o czymś, czego podobno można się nauczyć, a z czym rodzą się niektóre kobiety - orgazmy strefowe. Polegają na szczytowaniu przy niewinnym dotykaniu konkretnej części ciała, niebędącej genitaliami. Kobieta zdolna do orgazmów strefowych na przykład idzie do fryzjera i doznaje rozkoszy od masażu głowy. Jej ciało jest tak wrażliwą strefą erogenną, że pobudzenie może przyjść skądkolwiek.

Jednak niezależnie od tego, jak układa się twoja mapa stref erogennych, pamiętaj, że największą i najsilniejszą strefą erogenną jest mózg. W nim dzieje się duża część cudu zwanego  seksem, to on zawiera przysadkę mózgową w znacznej mierze kontrolującą funkcje seksualne, to tam wreszcie, przy niewłaściwym nastawieniu, może utknąć zablokowane podniecenie. Wolność od negatywnych przekonań na temat seksu uwalnia twoją głowę i umożliwia świadome czerpanie z całego bogactwa stref erogennych, z twojego ciała.