1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Mapa ciała - dolne krainy przyjemności

Mapa ciała - dolne krainy przyjemności

Poprzedni tekst „Głowa do kochania” opisywał miejsca, których nie należy pomijać „zwiedzając” ciało partnera. Mam nadzieje, że już zamieniliście teorię w czyn. Dziś pora na spojrzenie poniżej głowy. Na ciele kobiety i mężczyzny znajduje się wiele punktów, które, subtelnie pobudzone, potrafią wywołać stan podniecenia seksualnego. A więc zapraszam do kolejnych poszukiwań!

Kobieta ma zdecydowanie więcej czułych punktów na ciele niż mężczyźni. Gdzie?

Plecy.
Dla wielu kobiet BARDZO erogenne miejsce. Doskonałe pobudzenie daje umiejętne smakowanie połączone z delikatnym gładzeniem i pocieraniem.  Masaż + pocałunki = Ekstaza².

Piers
i.Miejsca znane i często odwiedzane. Należy pamiętać, że piersi potrzebują wiele uwagi i czasu. Pośpiech nie jest wskazany.

Brzuch
. Zdecydowanie polecam pieszczoty językiem. Szczególnie w okolicach pępka.

Wewnętrzna strona ud.
Czysta rozkosz, gdy masujemy tę część ciała dłonią lub… językiem.

Pośladki
. Mnóstwo kobiet uwielbia, gdy partner poświęca sporo uwagi jej pośladkom. Jak je przyjemnie stymulować? Można uciskać, głaskać, a jak kobieta lubi, to dawać jej pobudzające klapsy.

Stopy.
Głaskanie wewnętrznej strony. Niektóre kobiety przeżywają rozkosz, gdy partner ssie palce stóp.

Łechtaczka
. Kobiety różnie reagują na bezpośrednią stymulację narządów płciowych: niektóre będą się rozpływały z rozkoszy, inne mogą odczuwać ból. Potrzeba więc szczególnej delikatności.

U mężczyzn sprawa przedstawia się inaczej. Miejsca, które wyjątkowo są podatne na czułe pieszczoty, to oczywiście narządy płciowe. Ale nie tylko...

Ramiona
. Powinniśmy o nie dbać. Jak? Subtelne gładzenie przyniesie partnerowi przyjemne odprężenie.

Klatka piersiowa
. Miejsce erogenne znajduje się w okolicy mostka. Jak je pieścić? Spróbujcie pocierać piersiami o jego sutki, a zobaczycie, że OSZALEJE!

Plecy.
Bardzo erogenne miejsce. Polecam masowanie miejsc wzdłuż kręgosłupa. Szczególną uwagę należy poświecić części lędźwiowo-krzyżowej.

Narządy płciowe.
To najczulsze miejsca mężczyzny, które dzięki RÓŻNYM pieszczotom potrafią przenieść do innego wymiaru.

Nie traćcie więcej czasu na teoretyczne badania. Ćwiczcie już!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Obalamy mit dopasowania seksualnego

Dopasowanie seksualne nie istnieje. Po prostu część ludzi pasuje do siebie nieco bardziej na początku i ma szczęście zmieniać się w tym samym tempie. (Fot. iStock)
Dopasowanie seksualne nie istnieje. Po prostu część ludzi pasuje do siebie nieco bardziej na początku i ma szczęście zmieniać się w tym samym tempie. (Fot. iStock)
Jestem na etacie eliminatorki mitów. Biorę się za kolejny, który stoi wysoko w moim prywatnym rankingu. Mit dopasowania seksualnego. Zły jak każdy inny mit, który przez samo swoje istnienie ogranicza nasze wybory i sposób myślenia, zabiera szanse na szukanie rozwiązań, bo przecież "to normalne, że", "tak już musi być" i inne bzdury. Dopasowanie seksualne nie istnieje.

Nie mam zamiaru odbierać roboty kaznodziejom, którzy odmawiają ludziom prawa do odczuwania frustracji z powodu nieudanego życia seksualnego. Jak coś w łóżku nie idzie, to naturalne jest odczucie niezadowolenia, tyle że warto je przekuć na działanie, a nie z tego powodu kłócić się czy rozwodzić. Ludzie nie pasują do siebie seksualnie częściej, niżby się to komukolwiek wydawało. Albo przestają pasować, bo coś się zmieniło. I znów - do wyboru mamy uznanie to za złośliwość losu, bądź też wzięcie się z tematem za bary.

Wyobraźcie sobie parę dobiegającą czterdziestki, heteroseksualną, z potomstwem pochodzącym z poprzednich związków, która próbuje ułożyć sobie razem życie. Są zakochani, jest w nich gotowość do zostania razem na dłużej, spotykają się już dłuższy czas i jedynym problemem, jaki widzą, jest to, że w łóżku mogłoby im być lepiej. Jeżeli pogadają o tym z kimś rozsądnym, może usłyszą dobre pytania i może zauważą złowrogi cień mitu. Bo gdy wyzwaniem jest dopasowanie seksualne, naprawdę chodzi o to, że oczekujemy dopasowania od razu, w całości, automatycznego. Klik i działa. Skoro się jesteśmy dla siebie podniecający, skoro się lubimy, a może nawet kochamy, skoro nam razem dobrze, to dlaczego nasz seks jest taki słaby?

Zasadniczym powodem jest to, że ludzki seks nie podlega prawom, jakie stosujemy dla maszyn i urządzeń. Czasem może być świetny seks bez miłości, czasem może być miłość bez świetnego seksu. O ile uczuć udawać się nie da, o tyle często udajemy w seksie, odwlekając w czasie nieuniknioną katastrofę. Gdy związek jest młody i hormony gotują nam krew w żyłach, nie gadamy o dopasowaniu, o tym, czego chcemy w seksie, bo to by przecież popsuło idylliczną atmosferę. Gdy chmura afektu opada, a nasze oczy zaczynają widzieć rzeczywistość mniej więcej taką, jaka ona jest, okazuje się, że różnice, deficyty, problemy są duże, groźne i rosną z każdym rokiem.

Dopasowanie seksualne nie istnieje. Po prostu część ludzi pasuje do siebie nieco bardziej na początku i ma szczęście zmieniać się w tym samym tempie. Każda para na jakimś etapie swojej historii (o ile wytrwają ze sobą dłużej niż 24 miesiące) będzie spotykała się z mniejszym lub większym wyzwaniem w postaci dostosowania komunikacji, potrzeb, temperamentów, sposobu działania. Nie ma cudów. Dopasowanie samo się nie zrobi. Istotą mitu jest to, że oddala od nas sprawczość, decyzyjność w zakresie naszego życia. Podstępnie oddala, bo my myślimy, że wszystko robimy dobrze. Tymczasem nie robimy nic. Zakładamy, że ma się pojawić teraz, zaraz, samo z siebie i być w pakiecie z dobrze zapowiadającym się związkiem.

Wróćmy do naszej pary. Jakie mają wyjścia? Nic nie robić i żyć w micie, że są po prostu niedopasowani seksualnie? Albo wytrzymają, albo nie wytrzymają. Mogą zacząć rozmawiać ze sobą o tym, co uważają za niedopasowane. Co każde z nich by chciało, a co może poprawić samo; czego się boją, czego nie potrafią, a do czego czują obrzydzenie, choć sami nie wiedzą dlaczego. To się nazywa dopasowywanie seksualne. I jest najzwyklejszym i najbardziej zdrowym procesem związkotwórczym, jaki można sobie wyobrazić. Wiem, wiem - jedyny problem, że jest takie nieromantyczne.

Dla tych czytelniczek/czytelników, którzy czytali ten tekst z zadowoleniem, że sprawa ich nie dotyczy, mam kiepską wiadomość. Będziecie się starzeć, rodzić dzieci, przechodzić choroby, stresy, zmiany miejsca życia i całą resztę zwykłych, życiowych przypadłości. Że o czającej się za rogiem rutynie nie wspomnę. Nawet jeżeli mieliście to szczęście i byliście dopasowani od początku, nie trzeba było dużo pracy, ona była intuicyjna i oczywiście bardzo przyjemna, to z czasem wasze dopasowanie seksualne będzie się zmieniać. Bez dopasowywania nie przeżyjecie życia satysfakcjonująco, bo to co działało z trzydziestolatkami, będzie zupełnie nieadekwatne dla pięćdziesięciolatków. My się zmieniamy, nasza seksualność także. Pozostawanie w kontakcie ze sobą i z tym, czego potrzebujemy wydaje się jedną z najprostszych i najtrudniejszych jednocześnie recept na udane związki.

  1. Seks

W łóżku z przyjacielem

Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Mąż, partner, kochanek? Czy może być też przyjacielem? Czy przyjaźń to kostka lodu dla namiętności, której nie użyjemy do erotycznej zabawy, ale dla otrzeźwienia? A seks z przyjacielem – czy to dobry pomysł? Nie ma prostej odpowiedzi, choć jest masa obiegowych opinii, jak to jest z seksem i przyjaźnią, czy można pomieścić je w jednym łóżku. A jeśli tak, to kiedy i komu to wyjdzie na zdrowie – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Są kobiety, które twierdzą, że aby utrzymać namiętność, trzeba pokazać się partnerowi w pełnym makijażu i seksownej bieliźnie. Nawet kiedy boli je brzuch i biegają do toalety, to wychodzą ze szminką na ustach i w różowych kapciuszkach na obcasie. Mężczyzna, który z tobą żyje i ma nie rozglądać się za innymi, to nie jest przyjaciel, do którego idziesz w starym dresie nieuczesana.
Jestem przekonana, że facetów bardziej rajcuje spocona, zachwycona życiem kobieta ze zmarszczkami od śmiechu i w dresie niż idealna lalka, która ani głośniej nie krzyknie, ani nawet oczu mocniej nie zamknie, bo jej się rozmaże makijaż. No bo jak z taką się kochać, skoro ona taka sztywna? Prawda jest taka, że przyjaciółka czy nieprzyjaciółka, kobieta albo kręci mężczyznę, bo jest w jego typie, bo go bierze jej zapach, gesty, spontaniczny śmiech, albo nie bierze. A więc problem z seksem i przyjaźnią nie tkwi w tym, w co jesteśmy ubrane i czy pomalowane. Kobiety mówią, że to dla faceta ten makijaż i peniuary, ale one to robią dla siebie. Z powodu swoich kompleksów i gierek, jakie prowadzą ze swoim mężczyzną, manipulacji, jakie uskuteczniają tymi rekwizytami i maskami. Nie wiem, czy łatwo im się w ogóle przyjaźnić. Takie są sztuczne i upozowane. Tak im zależy, żeby zawsze dobrze wypaść, że raczej potrzebują widowni.

Nie ma przyjaźni z mężczyzną, z którym żyjesz, bo mówienie mu o menstruacji czy długach to zimny prysznic i początek końca. A więc przyjaźń z partnerem życiowym i kochankiem, trzy w jednym, nie jest możliwa?
Możliwe jest wszystko, nawet to, co nie śniło się filozofom. Jeśli oboje – i ona, i on – byliby pełni dobrej energii, mieliby rozwinięte i wolne od kompleksów i zakazów libido, gdyby lubili samych siebie i tę drugą połowę, to czemu nie mogliby żyć na zasadzie trzy w jednym? Jest moim zdaniem tylko jeden szkopuł, ale za to dużego kalibru. Otóż jest naprawdę bardzo, ale to bardzo niewielu ludzi, którzy wszystkie sfery życia, a więc i emocje, i intelekt, i libido, mają zrównoważone, harmonijne. Potrzeby i umiejętności także. Bo też aby taki wszechstronny układ był możliwy, ludzie muszą naprawdę umieć porozumiewać się ze sobą. Ale choć ciągle o tym piszemy, to kto tak naprawdę umie słuchać i słyszy?! Trzeba ćwiczyć. A jeszcze trzeba by tu dobrze się rozumieć. Czyli jest to możliwe, ale mało realne.

Jednak albo przyjaźń, albo seks?
Tak jest, że jednym udają się w życiu wszystkie możliwe wersje bycia z ludźmi, a innym żadna. A więc są tacy, którzy po seksie z przyjacielem dalej będą przyjaciółmi albo zostaną kochankami, albo pójdą do ołtarza i będą żyli długo i szczęśliwe. Zależy, czego będą chcieli. Ale są i tacy, którzy zawsze zrobią coś nie tak. I pytają: „Czy to się da, żeby przyjaciele uprawiali seks, a nawet byli razem?”. No i co im powiedzieć? Jakąś odpowiedzią jest kultowy film „Kiedy Harry poznał Sally” z Meg Ryan i Billym Crystalem, jeśli ktoś nie widział czy nie pamięta, warto obejrzeć. Bohaterowie byli właśnie kumplami, latami opowiadali sobie o swoich narzeczonych i kochankach, coraz bardziej zmęczeni i zniesmaczeni tym, kogo i jak spotykają w swoim życiu. I po latach dopiero olśniło ich nagle, że przecież to oni sami dobrze do siebie pasują. Przyjrzeli się sobie: „O rany! Jest więc ktoś, kto mnie zna, lubi, akceptuje taką, jaka jestem, takim, jaki jestem!”.

Znam taką parę, oni naprawdę dobrze się mają. Latami się przyjaźnili, nim zdecydowali się zejść. Mają dwoje dzieci, dom. Biegają razem, jedzą zdrową żywność itd. Pasują do siebie z każdej strony.
No właśnie, bo i my tak czasem rozglądamy się dookoła siebie i nagle widzimy: „Przecież jest on! Jest ona!”. No, to hop do łóżka. I bywa jak w tym filmie… Bo może być super, bo znamy się, bo lubimy, bo akceptujemy, bo ufamy sobie. Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. A dla kobiety to duży plus. Bo przyjaciel nie oceni, nie odrzuci, nie obśmieje. On się na mnie zgadza! Na taką właśnie mnie, i najlepiej wie, jaka jestem. Nie grozi takiej parze też, że wyjdzie szydło z worka, nie grozi im to niemiłe zaskoczenie, że jednak on lub ona jest inny, inna, niż się nam wydawało, kiedy pod wpływem urody czy inteligencji wylądowaliśmy w łóżku, a potem we wspólnym życiu. Nie ma takiego ryzyka, bo się znamy jak łyse konie… I jeśli uda nam się zbudować związek, to kiedy będzie po namiętności, zostanie nam bliska relacja, bo jest przyjaźń. Związek przetrwa, bo został zbudowany nie na namiętności. I często ludzie na tym pójściu do łóżka z przyjacielem, którego znali od lat, wygrywali trwały jak opoka związek, w którym oboje się lubią, szanują, znają.

Wariant optymistyczny mamy więc i dla tych, którzy chcą stałego związku z przyjacielem. Jest światełko w tunelu, ale sądząc po twojej minie, niewielkie i daleko.
Jest, o ile cenimy nade wszystko spokój, jeśli cenimy i pożądamy tego, by wiedzieć, co będzie jutro rano i w następne ranki. Jeśli cenimy pewność, to trafiony! Ale nawet wówczas jest pewien cień na tym obrazku. W tym wariancie szczęścia we dwoje zazwyczaj seks nie jest zbyt częsty i na pewno nie on klei tę parę. Na początku to może wypalić, bo co prawda znacie się jak bliźniaki jednojajowe, ale oto nagle odsłaniasz się mu w całkiem nowym i nieznanym wydaniu – jako kochanki przecież on cię nie zna. I ty jego jako kochanka też nie. Jesteście więc dla siebie ci sami, ale nie tacy sami. Rodzi się więc ciekawość, a razem z nią pożądanie. Ale potem… Niektóre pary mogą się okazać cudownie dobrane i ucieszyć się, że odkryły także i swoją seksualną kompatybilność, ale większość nie przypadkiem nie zapałała do siebie przedtem pożądaniem, tylko sympatią. By przetrwał seks, trzeba się nagłowić, bo on tak sam z siebie nie zawsze będzie się tobą podniecał, a tobie na jego widok nie będą miękły nogi... Przyjaźń to całkiem inny tryb bycia razem niż ten wariant, jaki mają kochankowie.

Trzeba się nagłowić, by ten ogień między parą przyjaciół podtrzymać, czyli to możliwe. Tylko jak to zrobić?
Nie przesadzałabym z wymaganiem aż ognia. Ogień to w ogóle rzecz niepowszechna. Ale jeśli chcesz być pożądana, to pamiętaj, że upragniona dama powinna zachowywać lekki dystans – znikać w swoim pokoju. Przechadzać się czasem do kuchni, i to raczej po szklankę wody niż kubek rosołu. Patrzeć może taka dama czasem niewidzącymi oczami, tak by on przeczuwał, jaka jest tajemnicza, i żeby zapragnął tę jej tajemnicę poznać. Najlepiej, gdyby ona była artystką, która zamyka się w pracowni na dwa tygodnie. I potem nagle pojawia się z całkiem inną energią, tematami, doświadczeniami. Jak nowa. Jeśli nie jest artystką, może jeździć w delegacje. I gdy trzyma w ręce bilet w tamtą stronę, to jako blondynka. A gdy wraca do domu, to już jest brunetką. Blondynkę to on znał na wylot. Lubił i szanował, ale nie pożądał, bo nie widział już w niej nic do odkrycia, do poznania. Ale brunetka to coś nowego! Jak widzisz, żartuję sobie nieco wokół starego jak świat tematu, dotąd nierozwiązanego ani przez praktyków, ani przez naukowców. Bo jeden będzie ją lubił tajemniczą, a inny otwartą, i niby skąd mamy to wiedzieć? Trzeba sprawdzać w praniu, kiedy na nas najgoręcej reaguje. A, i nie chodzi o to, żeby być tylko taką, która jemu się podoba. Bo i sobie, prawda? Zresztą on też powinien być mniej dostępny niż para kapci, które zawsze stoją w przedpokoju. Lepiej gdy ma swoje sprawy i też znika, i pojawia się jak sen złoty. Musi więc być między nimi dystans fizyczny, emocjonalny i czasowy, bo to on rodzi pożądanie. Kiedy jesteśmy wciąż blisko, wciąż razem i tacy sami, to zapomnijmy o seksie...

Trzeba by to szaleństwo kultywować planowo?!
No, chyba że ktoś ma takiego hyzia, że mu tak samo wychodzi. Ale wtedy ta druga połowa musi to kupować, a nie myśleć: „O Matko Boska! Nie wiem, co mnie czeka, jak wrócę do domu. Nigdy nie wiadomo, co jej do tego rudego łba strzeli!”. Nie każda zniesie takiego znikającego i podlegającego permanentnej metamorfozie partnera-przyjaciela-kochanka. Niejeden powie: „Dość tego, że wyjeżdża blondynka, a wraca brunetka”. Ha! Ale jeśli ktoś tego nie chce, a lubi seks, to ma kłopot, bo właśnie wytrącenia z normalności generują pożądanie. Przypominam, że jednak ludziom znacznie częściej zależy na bezpieczeństwie.

Trzeba się dobrać, wybacz banał. Ale może gdy jesteśmy przyjaciółmi, to łatwiej nam się dopasować?
Ilu masz przyjaciół, których kochasz, ale myślisz: „Gdybym była jego kobietą, to bym mu łeb urwała”? Ale jak się spotykacie raz na dwa tygodnie, to kochasz go bardzo, wszystko rozumiesz, akceptujesz, nie oceniasz. Właśnie! To jest istotna różnica między przyjacielem a partnerem. Przyjaciel daje bezwarunkową miłość i akceptację. Jak jest ci smutno, bo ktoś cię źle potraktował, to przyjaciel pocieszy i zrozumie. Nie będzie pouczał i marudził, że ty znów… Ale jak tobie smutno z powodu partnera-kochanka, którym jest przyjaciel, to robi się pod górkę. Przyjaciel-mąż może wtedy powiedzieć: „Może i jestem wredny, ale ty też nie jesteś miód! Potrafisz walnąć jak łopatą, i to w podbrzusze!”. No i widzisz, czy to nadal jest przyjaźń? Dlatego ja bym powiedziała: jeśli chcesz zachować przyjaciela, to nie właź z nim do łóżka i nie idź pod rękę do urzędu stanu cywilnego.

Czasem jednak nie chodzi o związek, tylko o seks. Czy wtedy warto skorzystać z oferty, jaką daje przyjaciel jako pogotowie seksualne?
To niby prostsze, ale niestety, nie jak jesteśmy singlami. Bo wtedy po seksie możemy od razu zacząć o nim myśleć, tęsknić za nim, czekać na niego i oczekiwać, żeby on się zaczął deklarować jako nasz partner. Czyli był blisko, często i bez innych pań. A tymczasem ten przyjaciel-kochanek lubi być sam i dlatego z nikim nie jest. Albo ma inne kobiety i tak też lubi, o czym ty zresztą wiesz, ale zaczynasz coś kombinować, żeby go zmienić, i już po przyjaźni! Zaczynasz za nim latać, czegoś tam oczekiwać, i klops. Żaden facet tego nie lubi. Przyjaźń to, powtórzę: miłość bezwarunkowa, ale raz na jakiś czas. Miłość partnerska to miłość warunkowa, ale za to serwowana cały czas. Inaczej też lubimy być razem z przyjacielem, możesz na przykład pomilczeć w filharmonii, ale w życiu tam nie pójdziesz z ukochanym, bo to nie ta energia. Albo odwrotnie: z mężem pomilczysz w filharmonii, a z przyjacielem szkoda na to czasu, bo trzeba się nagadać. Jest coś, co nazywamy pokrewieństwem dusz. Sprawdzamy się bardziej jako przyjaciele albo jako kochankowie, albo jako partnerzy. Nie zawsze to pokrewieństwo dusz to gwarancja, że uda się inaczej być razem, czyli tak, jak my byśmy sobie życzyli. Dlatego jeśli jeden wariant nie wypali, warto spróbować innego.

  1. Seks

Kobieta alfa szuka mężczyzny

Kobieta alfa szukając mężczyzny powinna przede wszystkim zweryfikować swoje wymagania. (Fot. iStock)
Kobieta alfa szukając mężczyzny powinna przede wszystkim zweryfikować swoje wymagania. (Fot. iStock)
Znaleźć partnera, kiedy masz sukces i pozycję, wcale nie jest łatwo. Mężczyźni boją się kobiet o cechach przywódczych, kobiet alfa. A może to tylko mit z czasów, gdy niewiele pań robiło karierę? Jaki jest idealny partner i kochanek dla kobiety alfa i jak zostać jego idealną partnerką, zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka. 

Kobiety singielki mówią, że mężczyźni boją się silnych, zdecydowanych, ambitnych kobiet i dlatego one właśnie są same. Amerykańska psychoterapeutka Sonya Rhodes w książce „Kobieta alfa szuka partnera” pisze, że od lat 70. to się jednak zmienia. Mimo tego kobiety boją się, że nie znajdą partnera, jeśli nie spuszczą z tonu. Czy to prawda? Na początku, proszę, nie szukajmy ideałów. Choć spotkałam w jednym z programów TV naprawdę wybitnego mężczyznę, jak bym powiedziała nazwisko, to pół Polski by westchnęło. Mądry, przystojny, z arcymęskim zawodem, znany i jak przypuszczam, pewnie bogaty. Rozmawialiśmy o kłóceniu się i, oczywiście, on powiedział, że się kłóci i jego żona też się kłóci. A jedna z młodych kobiet, która z nami była, powiedziała, że ona nie, bo „to nieładnie i mamusia nie kazała”. On popatrzył na nią jakby z politowaniem. Nawet kiedy przyznała, że się w nim kocha, nie wzbudziło to jego entuzjazmu. Później rozmawialiśmy już prywatnie, wcale nie krótko, i opowiadaliśmy sobie, jak to u nas w domu jest. Powiedział, że gdyby jego żona była miła, ciepła i uległa, to po dwóch latach z nią nie wytrzymałby. Jego żona dokładnie wie, czego chce, co się jej w nim nie podoba, co jej pasuje, i mówi: „Cały ten swój blichtr i wielkość zostawiaj na wycieraczce”. W związku tym on ją ogromnie ceni i lubi, kocha swój dom i kocha w nim być. Ja, jak to usłyszałam, pomyślałam: „Boże, są więc tacy mężczyźni”; bo to, że są takie kobiety, to wiadomo.

A czy ta idealna kobieta jest asertywna i w łóżku? Sonya Rhodes pisze, że silne kobiety w łóżku udają mimozy, nie mówią, czego chcą. A to dlatego, że wciąż przypomina im się, by pozwalały mężczyznom w łóżku być mężczyznami, bo inaczej ich wykastrują. I w efekcie agresywne i ambitne w życiu publicznym alfy w seksie mają problemy nawet z inicjacją.
Nie wypadało mi pytać tego pana o ich seks małżeński, ale ogień, z jakim o niej mówił, pozwolił mniemać, że jego żona i w łóżku szalenie go kręci. Możemy przypuszczać, że jest różnorodna; jeśli ma ochotę być taka „mała i słaba”, by oddawać się zwycięzcy, to jest. A jak ma ochotę na coś innego, to go do tego czegoś prowokuje.

Mówisz: „prowokuje”, czyli używa sposobów. A mogłaby – o ile to wykonalne technicznie – rzucić go na łóżko i wykorzystać, nie obawiając się, że on ucieknie z piskiem albo odrzuci takie zaloty jako niekobiece?
Myślę, że mogłaby go rzucić na łóżko, pod warunkiem że zrobi to w takim oto kontekście: „Ty tak na mnie działasz, że ogarnia mnie zmysłowe szaleństwo, cała płonę i płynę! Muszę się kochać z tobą! Już tu natychmiast”. Nie można rzucić mężczyzny na łóżko w kontekście: „Ja ciebie używam!”. Oni tego nienawidzą. Ponieważ mówimy o alfach, to ważne, by pamiętać, że one nie mogą mieć samców, którzy nie cierpią „samic alfa”. Bo tacy albo ją zadźgają, albo będą w straszliwy sposób rywalizować i niszczyć. To się często zdarza. Ale za to każdy inny mężczyzna z taką kobietą, która potrafi i bawić się, i walczyć, i ustąpić, i wygrać, czyli jest różnorodna, nie będzie się nudzić, a to ważne. Bo mężczyźni i chcą, i nie chcą uległych kobiet. Przecież oni znają z domu nieuległe kobiety.

Nieuległe kobiety, czyli swoje matki?
Oczywiście. Z jednej strony ich nie lubią, a z drugiej – cenią, bo prawdą jest też to, że przy nich czuli się bezpieczni. I tu mamy klucz do tego, dlaczego mężczyźni teraz chcą czuć się bezpiecznie, a niekoniecznie być superkochankami. Otóż wychowywani przez silne kobiety, a nie przez silnych mężczyzn (dzisiejsi ojcowie zazwyczaj nie są silnymi mężczyznami, o ile w ogóle są przy wychowaniu syna), dzisiejsi panowie mają kłopot z uprawianiem seksu z kobietami silnymi dlatego, że one im przypominają ich matki. I nie chodzi tylko o zakaz kazirodczy. Też i o to, że ich matki były całkowicie nieseksualne, bo tylko pichciły, odkurzały, prały i prasowały, do tego zrzędząc i krytykując. A więc najlepiej znana silna kobieta nie jest sexy jako taka. Ale za to daje poczucie bezpieczeństwa. A więc mężczyzna chce kobiety silnej, by czuć się bezpieczny, ale sobie z nią za bardzo w łóżku nie pohasa. Wybiera więc tę uległą i ona daje mu poczucie siły, bo on kontroluje sytuację. Po jakimś czasie odczuwa jednak przy niej niepokój, bo sam sobie poczucia bezpieczeństwa nie da, przecież zawsze dawała mu je silna kobieta, czyli matka.

Badania podane przez Sonyę Rhodes potwierdzają, że dla kobiet nie jest już najważniejsze bezpieczeństwo, a dla mężczyzn seks. Tu między nami nie ma różnic. Mamy już prawo do siły i seksualności, ale nie chcemy słabych, czyli poszukujących poczucia bezpieczeństwa, mężczyzn. Alfy nie czują z nimi żadnej chemii, bo to często straszne melepety.
Taka melepeta znudzi, nie dostarczy ciekawych bodźców. Nie ośmiela się. Dlatego alfy muszą szukać panów, którzy fajnie reagują na tę różnorodność, jaką one mają do zaoferowania, takich, którzy melepetami nie są i się nie boją. Ale też nie chcą z kobietami alfa rywalizować. One potrzebują więc mężczyzny, który będzie podziwiał ich charakter, ale nie będzie postrzegał ich jako zagrożenia. Kogoś stanowczego, ale nie dążącego do konfrontacji, oraz przystępnego emocjonalnie. A więc doświadczonego partnera, który docenia wartość związku i wspaniały seks, jaki mogą razem mieć.

Jedna z bohaterek książki o alfach twierdzi, że ma partnera z sercem beta i penisem alfa. Ale wiele pań powie, że takich nie ma. Autorka książki stwierdza coś zaskakującego, że to alfy myślą stereotypowo. Mężczyźni nie są albo agresywni i seksowni, albo wrażliwi i beznadziejni w łóżku. Oni też są różnorodni. Taki podział wynika z rozdarcia kobiet, które nie radzą sobie z konfliktem między pożądaniem seksualnym a emocjami. Ponieważ te uczucia są nie do pogodzenia, oddzielają je i w relacji z mężczyzną chodzi im albo o emocje, albo o seks.
Oczywiście, bywa, że myślimy tak o mężczyznach i mamy kłopot z uznaniem własnej seksualności. Przypomnę ci jednak mężczyznę cud, o którym mówiłam na początku. Alfa w świecie zewnętrznym, a miły gość wewnątrz, akceptujący kobiecą siłę. Ale uwaga! Tu od razu muszę przyznać, i to ze smutkiem, że nie wszystkie kobiety alfa są różnorodne. Jeśli od małego były nastawione na szóstki z plusem, a potem na zdobywanie kolejnych dyplomów i wyróżnień, a więc są takimi życiowym kujonami i prymusami, to różnorodne nie są.

Nie są różnorodne, bo zawsze muszą być najlepsze?
Tak! We wszystkim w dodatku. A rozwiązanie tkwi w tym, żeby ona była fajtłapą w niektórych rzeczach, w których on może być supermenem. Jednak ona, ten życiowy kujon, nie odpuści sobie niczego, nawet wymiany akumulatora. Więc on nie ma się jak wykazać. Dlaczego? Współcześnie postawiłyśmy na zewnętrzny rozwój, ambicje zawodowe. To, oczywiście, pozytywne. Ale zapomniałyśmy o wewnętrznym rozwoju. Zestaw jest więc często taki: żelazna pani prezes na zewnątrz, a dzidzia przerażona w środku. Przerażona nie tym, że sobie nie poradzi w robocie, tylko tym, że nikt jej nie pokocha. I im bardziej smutna i samotna w środku, tym mniej chce to pokazać, tym mocniej się ukrywa za umiejętnościami, do których jeszcze doszły te męskie. Mężczyzna ma coraz mniej pól, na których jej zaimponuje, na których ona sobie bez niego nie poradzi, w których jest naprawdę potrzebny.

A dlaczego ona myśli, że nikt jej nie pokocha?
Bo ona nie jest do kochania, tylko do zdobywania kolejnych potwierdzeń swojej wartości. Współcześni rodzice nauczyli się już, że dziewczynę trzeba wyposażyć w wykształcenie, ponieważ skończył się czas, kiedy to chłopcy zarabiali i przynosili upolowaną zwierzynę do domu. Teraz ona ma przynieść. Rodzice jednak nadal zapominają (a może nigdy nie pamiętali?), że dziewczynka ma też być kochana. W związku z tym, kiedy jest już kobietą, nie czuje, że jest do kochania, nadal czuje, że jest kimś do: przynieś, podaj, pozamiataj, tylko na wyższym, aspirującym poziomie, czyli ma sobie radzić finansowo, prestiżowo i moralnie. Na szczęście są też kobiety alfa, których dzidzia w środku nie jest rozmemłana i wie, kim jest. Czasami taka, że się oprze na nim i powie: „Ja bez ciebie bym sobie w ogóle nie poradziła”, a czasami: „Wiesz, ja sama też sobie radzę, więc nie musisz mi we wszystkim pomagać”. Chodzi o to, o co od zawsze chodziło między mężczyznami a kobietami, i co jest niezbywalne – o rodzaj walki nie do ostatniej kropli krwi, nie do zniszczenia, tylko walki dla atrakcyjności. Jak dziecięca zabawa. Byłam raz na wakacjach z dwojgiem dzieci, które się razem wychowywały i kochały się niemożebnie. Te szkraby trzyletnie siedziały sobie w piaseczku i mówiły: „Kocham cię”; „A ja cię bardziej kocham!”. Po czym patrzę, a jedno wyrywa łopatkę drugiemu i buch go w głowę. Zaraz potem znów: „Kocham cię, kocham”.

Więc całusy i przytulanki, a raz na jakiś czas buch go w łeb?
Oczywiście, choć nie chodzi o to, aby się wykrwawiać. Raczej o to, aby czuć, że każdy nasz stan, jaki mamy między sobą, jest ciekawy, bo jest między nami. Każde słowa: „Zawiodłeś mnie”, „zachwyciłeś mnie”, „jestem taka, jak ty sobie życzysz” i „jestem kompletnie inna, niżbyś chciał”, są cenne. Niedawno moja przyjaciółka powiedziała: „Wiesz, mój chłop to jednak jest słodki. Pokłóciliśmy się, wyleciał z domu, poszedł na rower. A kiedy wrócił, mówi: »Dotarło do mnie na tym rowerze, że ty mnie tak wkurzasz jak nikt, ale że to właśnie pokazuje mi, jak bardzo cię kocham”. Byłoby dużo lepiej nam wszystkim, gdyby mężczyźni nie widzieli, jak ich mamusia ich tatusia kastruje, a on się daje. Ale, niestety, widzieli i się boją. Gdyby mamusia nie kastrowała, tylko mówiła dzieciom, szczególnie chłopcom, że ich tata jest super, to ci chłopcy jako mężczyźni nie baliby się silnych kobiet. Powiedz, która kobieta w Polsce mówi synowi, że jego tata jest super?

Ja wiem tylko o jednej takiej, choć znam ich bardzo wiele.
Mamusie moich klientek i moje znajome tego nie mówią. Tak jak nie mówią córkom: „Jesteś słodka, cudna i kochana”. Po prostu nie mówią. Jeżeli chłopak widzi, że tatuś ucieka z domu i go nie ma, to albo pomyśli: „On mnie nie chce, ja się nie sprawdziłem”, albo powie matce, że to przez nią nie ma w domu taty. Jeżeli ona jest taka upierdliwa, zołzowata i do tego nieustannie sprząta, to on później takiej kobiecości z seksualnością nie połączy.

Sonya Rhodes mówi, że kiedy czegoś chcesz w seksie, powiedz o tym, to on to zrobi. Ale alfy boją się, że to mało kobiece, i dlatego unikają wyrażania swoich pragnień wprost.
Niekoniecznie mężczyzna w łóżku zrobi to, co kobieta powie. Wielu się wścieka, jak im się mówi, czego się od nich oczekuje. Złości ich sam fakt, że się mówi, że jest jakiś przepis na nich w seksie, że ktoś wie lepiej, jacy oni mają być jako samce. Przereklamowana jest zasada: mów, czego chcesz. Ja wyznaję inną – wzmacniaj to, co ci się w mężczyźnie podoba, a osłabiaj to, co ci się nie podoba. Wzmacniaj aprobatą i oddawaniem czegoś fajnego.

Rhodes pisze, że kobiety alfa nie umieją się dogadać z mężczyznami, fantazjują o samcu, który bierze siłą i doprowadza do ekstazy. Nazywa to kompleksem „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Jej zdaniem samica alfa pragnie być zdobywana, bo to zagłusza jej strach, że jest za mało kobieca.
Oczywiście! Ona sprawdza, czy on ją naprawdę chce. Jeżeli to daje się sprawdzić, a on tym sprawdzaniem się nie zraża i nie daje się wytrącić z tego, że jej pragnie, kobieta może poczuć, że jest warta, pożądana. W kobietach jest zestaw pychy („każdy ma mnie chcieć”) z biedą („nikt mnie nie chce”). A teraz o innym aspekcie. Mężczyźni starają się być samcami alfa, żeby mieć najlepszy dostęp do kobiet. Kobiety stają się samicami alfa, żeby ich życie było lepsze, żeby nie zależeć od mężczyzn. Żyć także na zewnątrz, nie tylko w domu, rozwijać się zawodowo, tworzyć, mieć wpływ na świat, którego tak długo były pozbawione. Mężczyźni wiedzą, że jakaś wielka liczba kobiet chce ich dla ich znaczenia i pieniędzy. Godzą się z tym. A kobiety z sukcesem nie chcą być wybierane z powodu prestiżu czy pieniędzy, tylko z miłości. Na razie nie ośmielają się chcieć „dysponować dostępem do facetów”, bo kobieta powinna oczekiwać wielkiej miłości. To na razie ciągle jeszcze jest ogromna różnica. Kobieta ma mieć o czym marzyć i śnić. Żyje w takim wirtualnym, neurotycznym świecie i ma sobie czym zaprzątać głowę: „Czy on mnie będzie kochał? Zechce? Czy jestem warta jego uczuć?”. To jest pochwalany przez patriarchat wewnętrzny dylemat kobiet.

Podsumujmy, proszę, jak więc kobieta alfa ma się zabrać do szukania mężczyzny kochanka i partnera dla siebie?
Ja bym na wstępie powiedziała, że powinna zweryfikować swoje wymagania. Zobaczyć, na co się godzi i co jej wystarcza. Jest różnica pomiędzy wystarczającym a wymarzonym. Jeżeli coś ci wystarcza – bierz to i się z tego ciesz. Gdy pytam kobiety: „Czy będziecie utrzymywały faceta?”, mówią: „nie!”. A dlaczego? Przez tyle wieków oni nas utrzymywali. Jeżeli sama tego chciałaś bądź twoje życie ułożyło się tak, że stałaś się kimś wszechstronnym, zauważ, że skończyły się czasy, że mężczyzna ma być lepszy od kobiety. Po to tyle lat biłyśmy się o emancypację, rozwody i wybór człowieka z miłości, żeby nie musieć sprowadzać rzeczy do prestiżu i majątku. Znam dużo dziewczyn, które są piekielnie ambitne, odważne, to supersamice alfa, też w tym sensie, że nie mają w sobie instynktu macierzyńskiego i ciepła. I wiesz, czego one chcą od mężczyzny? Chcą wyższego od siebie, lepiej zarabiającego, pewnego siebie. Takiego partnera nigdy nie znajdą, ponieważ taki mężczyzna, który ma w głowie trzy Oksfordy i dwa MBA, pięć języków itd., nie szuka kobiety, która powiększy i udowodni jego wartość, tylko takiej, przy której poczuje się blisko. Jeśli chcesz kogoś na raz, to proszę bardzo, możesz pójść do łóżka, z kim się da. Natomiast jeśli chcesz z kimś żyć, to już mówimy o miłości, związku i bliskości. Jeżeli to ma być związek, to musisz zweryfikować samą siebie.

  1. Seks

Brak seksu – jakie korzyści można czerpać z abstynencji seksualnej? Do czego kiedyś służyła?

Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
W świecie przepełnionym seksem zwyczaje, które każą z niego rezygnować, wydają się dziwactwem, bawią, budzą lęk. Okazuje się jednak, że abstynencja seksualna ma swój sens!

Bawi nas dziś stary zwyczaj tobiaszowych nocy związany z wiarą w demony. Inny, wcale nieprzebrzmiały, syndrom dziwki i madonny budzi protest lub zdziwienie. Trudno zrozumieć współczesnemu człowiekowi celibat, bo uważamy, że rezygnacja z seksu niczemu nie służy. Tymczasem okazuje się, że to, co postrzegamy jako naiwne, mogło przynosić korzyści, to, od czego się odżegnujemy, dotyczy często i nas, a to, co uważamy za zbędne, może mieć głęboki sens.

Tobiaszowe noce - brak seksu, który przynosi korzyści

Biblijny Tobiasz umknął gniewowi demona Asmodeusza, powstrzymując się od seksu ze swą żoną Sarą przez kilka nocy po ślubie (Asmodeusz uśmiercił wcześniej jej siedmiu mężów, którzy powstrzymać się nie zdołali). Tobiaszowe noce oznaczają seksualną wstrzemięźliwość praktykowaną przez młodych małżonków podczas nocy poślubnej lub przez kolejne noce – różnie w różnych kulturach. Chrześcijaństwo wysoko ceni erotyczną ascezę.

Synod w Kartaginie w 398 r. jako okres wstrzemięźliwości ustalił noc poślubną, lecz z czasem obyczaj objął trzy noce – przy czym każda z nich była poświęcona kolejnej postaci z religijnego panteonu: Chrystusowi, Matce Boskiej i św. Józefowi. Na przykład w mitologii germańskiej spotyka się przekonanie, że prawo do dziewictwa kobiety ma bóstwo i to ono powinno podczas poślubnej nocy posiąść ją i zapłodnić, a zatem mąż musi poczekać przynajmniej przez tę jedną noc.

W Estonii i Persji wierzono z kolei, że podczas kilku pierwszych nocy po ślubie mężczyzna jest zagrożony – zazdrosne demony mogą go zabić, ponieważ kobiecość wiązana była ze złymi siłami, które nie chciały dobrowolnie oddać swej własności. Zdarzało się więc, że małżeństwo zaczynało uprawiać seks sporo czasu po ślubie. Zwyczaj „opóźnionego seksu” znany był także w Indiach i innych krajach Dalekiego Wschodu, lecz tu nie łączono go z lękiem, ale raczej z możliwością oswojenia się małżonków ze sobą.

– To był doskonały pomysł – uważa Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. – Tym bardziej że małżeństwa były aranżowane i ślub zawierali ludzie, którzy nie mieli szans na wcześniejsze poznanie się. A kiedy dodatkowo kochankowie nie dysponują żadnym doświadczeniem, stosunek z reguły ma przebieg nieudany i jest dla obu stron rozczarowujący. Stopniowe oswajanie się partnerów ze sobą sprawia, że pojawia się między nimi więź, która złagodzi i osłodzi to rozczarowanie. Obcowanie bez seksu służyło stopniowemu budowaniu intymności, bliskości i zaufania, które sprawiało, że kobieta mniej bała się swego pierwszego razu.

W innych kulturach obyczaj nakazywał małżonkom leżeć obok siebie bez dotykania się i pieszczot. Czasem musieli kłaść między sobą coś, co ich rozdzielało, np. obnażony miecz. Ale nawet tak wstrzemięźliwa forma tobiaszowych nocy miała zdaniem psychologów swój sens. Służyła kumulacji napięcia seksualnego. Jeśli partnerzy muszą czekać, a potrzeba seksualna nie jest rozładowywana przez kolejne noce – rośnie. W efekcie, gdy już dojdzie do zbliżenia, będzie ono gwałtownym i niezapomnianym przeżyciem, nawet jeśli technicznie nie było majstersztykiem.

– Satysfakcja z seksu płynie nie tylko z faktu złapania króliczka, ale też pogoni za nim – mówi Platowska. – Tobiaszowe noce były rodzajem gonienia króliczka, dlatego gratyfikacja była potem większa.

Szacunek dla bóstwa, które ma prawo do dziewictwa kobiety czy poświęcanie kolejnych nocy świętym, nadawał małżeńskiemu seksowi specjalnego znaczenia.

– To połączenie ziemi z niebem, pierwiastka cielesnego z duchowym – tłumaczy psycholog. – Ofiara dla bóstw nadawała innego wymiaru współżyciu małżeńskiemu – zmieniała je ze zwykłej kopulacji w wydarzenie o duchowym wymiarze.

Abstynencja seksualna - triumf woli nad biologią

Celibat? Przed oczyma jawi się wizerunek kapłana w sutannie. Asceza – wyobraźnia przywołuje postać półnagiego jogina poskręcanego w dziwnej pozycji. I słusznie. Celibat, czyli bezżeństwo, rezygnacja z życia seksualnego, rzeczywiście jest częstym wymogiem stawianym wobec duchownych różnych formacji religijnych. Dotyczy księży katolickich, ale zobowiązani do niego byli też kapłani wielu innych wiar, np. wyżsi rangą mnisi i mniszki buddyjskie, westalki w starożytnym Rzymie, kapłani bogini Demeter, wróżbitki z Delf itp. Decyzję o życiu w czystości świadomie podejmowali też ludzie świeccy – w XIX w. prawie jedna trzecia ludności buddyjskiej żyła w celibacie – bardziej skupiona na życiu duchowym niż ziemskim poszukiwaniu przyjemności.

W wielu kulturach szamani i czarownicy decydowali się na czasową abstynencję seksualną, by wzmocnić dar przewidywania przyszłości albo wejść w lepszy kontakt ze światem duchowym; także w konfucjonizmie z okazji ważnych świąt zachowuje się do dziś wstrzemięźliwość płciową.

– Z życia płciowego rezygnowali przedstawiciele kultur, które większą wagę przykładały do spraw ducha niż spraw ciała – uważa Platowska. – Nie chcieli zaprzątać sobie głowy sprawami przyziemnymi, energię kierowali ku wyższym rejonom. Człowiek uprawiający seks jest rozbudzony i myśli o seksie, postrzega rzeczywistość pod kątem seksu: widzi miejsca, które mogłyby służyć uprawianiu seksu, jego wzrok przyciągają ozdabiające ciało detale. To, co nam chodzi po głowie, manifestuje się częściej w świecie zewnętrznym. Celibat i seksualna asceza to triumf woli nad biologią.

Nie zawsze abstynencja seksualna musi mieć związek z religią. Są takie chwile, kiedy rezygnacja z seksu wydaje się czymś naturalnym. Doświadczają tego ludzie, którzy są w coś zaangażowani całą duszą: tworzą, piszą, malują albo okrążają świat na jachcie. Kiedy ogarnia ich pasja, liczy się tylko ona, seks wypada poza krąg zainteresowań, znika reszta świata. Także wielu sportowców zachowuje wstrzemięźliwość płciową przed ważnymi rozgrywkami, by utrzymać koncentrację na tym, co w danym momencie najważniejsze.

– Ważna jest dobrowolność rezygnacji z seksu i świadomość tej decyzji – tłumaczy Platowska. – Jeśli seks jest tłumiony, może „wypłynąć” w najmniej odpowiednich monetach. Ale ktoś dobrowolnie wybierający celibat i świadomy, jakie są tego konsekwencje, może wykorzystać ascezę do swojego rozwoju. W kontekście religijnym można ją porównać z postem: wyrzeczenia czemuś służą, otwierają nasze wewnętrzne oko na sposób funkcjonowania świata i nas samych, pozwalając sięgać do głębi różnych zjawisk.

Ekonomia sprawiła, że w Polsce okresowo celibat praktykuje dziś wielu! Statystyki podają, że kilkaset tysięcy Polaków wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Większość z nich zostawiła w kraju rodziny. Zarówno osoba, która wyjechała, jak i ta, która pozostała, decyduje się na życie w celibacie (oczywiście przy tym, że zakładamy wierność małżeńską).

Syndrom dziwki i madonny, a brak seksu w małżeństwie

Idealizowanie ukochanej osoby jest romantyczne i piękne, ale... do pewnych granic. Człowiek dotknięty syndromem dziwki i madonny przekracza te granice, idealizuje ukochaną do tego stopnia, że ją całkowicie odrealnia. Stawia na piedestale, wynosi na ołtarz, kocha, podziwia, wielbi i... nigdy jej nie dotknie. Mężczyzna nie chce i nie może podejść do niej na tyle blisko, by zobaczyć, że jest zwykłą śmiertelniczką.

– Syndrom dziwki i madonny sprawia, że człowiek dzieli kobiety na dwie kontrastowe kategorie: święte i ladacznice, madonny i dziwki – tłumaczy Platowska. – Z tymi pierwszymi seksu uprawiał nie będzie, bo są na to za czyste, idealne, święte. Co więcej, może się okazać, że bardzo kocha swoją wybrankę, ale w intymnej sytuacji nie będzie mieć erekcji. Z tymi drugimi będzie mógł się kochać, ale nie będzie ich szanował, nie będzie chciał takiej kobiety za stałą partnerkę.

Psychologowie uważają, że syndrom ten ma funkcję obronną: wymuszają go nieuświadomione lęki spowodowane przeżyciami z wczesnego dzieciństwa; przeżyciami, które otarły się o molestowanie seksualne lub inne emocjonalne nadużycia. Dotknięte nim osoby nie chcą łączyć bliskości emocjonalnej i seksualnej, unikają kontaktu z bolesnymi wspomnieniami.

– Taki człowiek deklaruje, że bardzo kocha żonę, ale rzadko lub bardzo rzadko z nią współżyje (czasem wcale), natomiast korzysta z usług prostytutek. Dla dotkniętego syndromem dziwki i madonny jest to jak najbardziej logiczne: nie potrafi postrzegać seksualnie osoby, z którą łączy go więź emocjonalna, ale bez większego trudu wchodzi w niezobowiązujące, oparte tylko na seksie przygody – tłumaczy psycholog.

Uważa, że seks jest czymś brudnym, raniącym i złym, nic więc dziwnego, że wierzy, że nie można uprawiać go z kimś kochanym, bo to go kala, obraża. Do seksu nadaje się tylko ktoś, kogo się nie ceni, nie szanuje i kim można gardzić. To klasyczny przypadek dotyczący pewnej grupy ludzi dotkniętych bolesnymi doświadczeniami. Ale cząstka syndromu dziwki i madonny, wyrażana w łagodniejszej formie, ujawnia się w wielu związkach. Nie dotyczy seksu w ogóle, lecz na przykład pewnych jego obszarów. Znakomitym przykładem jest postać grana przez Roberta De Niro w „Depresji gangstera”. W pewnym momencie wyznaje swojemu terapeucie, że wybiera się do burdelu, bo ma ochotę na seks oralny. Terapeuta pyta, dlaczego nie zrobi tego ze swoją żoną, na co De Niro z oburzeniem odpowiada: „Zwariowałeś? Przecież ona potem całuje moje dzieci!”.

– Wielu mężczyzn uważa, że pewnych rzeczy nie robi się z własną żoną – dodaje Platowska. – Nie dlatego, że ona odmawia np. seksu analnego czy oralnego. On jej tego nawet nie proponuje, bo takie zachowania seksualne z kobietą „szanowaną” nie mieszczą się w jego systemie wartości.

Izolowaniu się od kobiety, z którą się uprawia seks, sprzyja jeszcze jedno zjawisko: lęk kastracyjny. Taki pierwotny lęk od tysięcy lat budzi w mężczyźnie partnerka seksualnie wyzwolona i żyjąca w zgodzie ze swoimi potrzebami. Mężczyźni boją się, że przy takiej kobiecie stracą swoją męskość. Erotycznie wyzwolona kobieta budzi w nich niepewność, uosabia pierwotny mit o pochwie pochłaniającej członek. Nieskrępowana kobieca seksualność zagraża męskiej, zwłaszcza gdy facet ma niskie poczucie własnej wartości albo nie jest tak wyzwolony. A w naszych czasach – obyczajowych i społecznych przemian – o niepewnych swej roli i pozycji mężczyzn nietrudno…

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.