1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

Jak rozmawiać z młodymi o seksie? Wyjaśnia edukatorka seksualna Alicja Długołęcka

Młodym trudno jest ogarniać rzeczywistość, dlatego potrzebują dorosłych, którzy nie unikają tematu i uczą pozytywnego stosunku do kwestii związanych z cielesnością, różnorodnością seksualną czy do drugiej płci. (Ilustracja: Adriana Dziewulska)
Badania wykazują, że większość dzieci w czwartej klasie szkoły podstawowej widziało już jakieś obrazy pornograficzne. Nie unikniemy tego, dlatego trzeba działać. W końcu, jak mówi edukatorka seksualna Alicja Długołęcka, nasze zadanie to objaśniać młodym świat. Tylko najpierw my sami musimy sobie go poukładać.

Kto jest bardziej pogubiony w kwestii wychowania seksualnego, czyli tego, jak zmienia się ciało człowieka, jego orientacja psychoseksualna, co jest normą a co nie… Rodzice czy dzieci?
Myślę, że obie strony są pogubione, tylko w inny sposób. Podstawowym problemem jest to, że zmieniła się struktura relacji międzypokoleniowych. W inny sposób młodzież się usamodzielnia, w inny sposób dojrzewa psychicznie. Dziś rodzice są o wiele bardziej zaangażowani w wychowanie dzieci, budują z nimi o wiele bardziej bezpośrednie relacje. I też pewnie dlatego dzieci nie mają aż tyle powodów, by się buntować, w związku z czym bunt jako zjawisko rozwojowe przesuwa się na lata 30. ich życia i, co jasne, przybiera odmienny obraz.

Współcześni rodzice byli dziećmi, które jeszcze się załapały na blokowiska i chodzenie z kluczem na szyi. Wychowywali się praktycznie na podwórku, gdzie mieli przestrzeń do trenowania różnych relacji rówieśniczych. Z kolei relacje z rodzicami były w większym stopniu niż dziś pozbawione kontroli, co oczywiście miało swoje negatywy i pozytywy. Z pozytywów wymieniłabym to, że wszyscy na osiedlu się znali, wspólnie bawili się na podwórkach, nie istniały powszechne lęki związane z różnymi zagrożeniami społecznymi, odwiedzano się w domach. Edukacja seksualna była też podwórkowa, ludzie nie mieli takiego dostępu do Internetu jak dziś, jeśli w ogóle mieli, czyli informacje dotyczące seksu były „ekskluzywne”, nawet jeśli podane w postaci filmów porno na kasetach VHS.

Fizjonomię ciała można było studiować, podkradając się do okien damskich czy męskich łazienek…
A sama wiedza pochodziła z encyklopedii w wydaniu papierowym i dotyczyła głównie narządów rozrodczych – celowo używam tego określenia. Młodzież więcej się wtedy buntowała, w dodatku w bardziej spektakularny sposób: ucieczki z domu, notoryczne wagarowanie, włóczęgi po Polsce, wczesne podejmowanie pracy zawodowej. Seks zwykle wiązał się z wpadkami, a te – z szybkim małżeństwem i rozpoczęciem dorosłego życia. To wszystko było wpisane w dorastanie pokolenia współczesnych 40-, 50-latków. I tu dochodzimy do negatywów... Większość nie miała takiej relacji z rodzicami, w której można było rozmawiać o wszystkim. Dlatego kwestie związane z edukacją seksualną będą łączyły się u nas z zakłopotaniem. Nie byliśmy nauczeni, jak rozmawiać o dojrzewaniu czy seksie, nie mamy pozytywnych wzorów, mamy za to głęboko wdrukowany wstyd. Obawiamy się niezręczności, nie wiemy, jak stawiać granice, bo albo często były przekraczane – mam na myśli wchodzenie do naszego pokoju bez pukania czy też czytanie pamiętników – albo ich nie było, bo wychowywaliśmy się sami, kiedy rodzice pracowali na kilku etatach, próbując łączyć jakoś koniec z końcem. Niejednokrotnie sami byliśmy totalnie zawstydzeni – mówiąc to z męskiej perspektywy – polucjami albo niekontrolowanymi erekcjami. Nie wspominając już o tabu miesiączki i różnych cyrkach z tym związanych, czyli chowaniu zużytych podpasek, mówieniu o tym szeptem.

O pierwszym razie dowiadywaliśmy się często z rubryki w czasopiśmie „Bravo”…
Dlatego z wielką radością wzięłam udział w projekcie fundacji SEXED.PL i będę go dalej wspierać. Nasza ostatnia książka „Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców” pomaga przepracować swoje emocje oraz zdobyć podstawowe informacje, współuczestnicząc w rozmowach znanych rodziców ze specjalistami. Chcieliśmy stworzyć bezpieczną atmosferę i dać przykład, że warto rozmawiać i pytać, bo nie ma głupich pytań. A jeśli się jakieś pojawia, to znaczy, że widocznie jest potrzeba, by coś rozjaśnić, zobaczyć, zrozumieć.

A jak to pogubienie wygląda u dzieci i nastolatków?
Już w okresie przedszkolnym dziecko w sposób naturalny interesuje się szeroko pojętą cielesnością – tym, jak ciało jest zbudowane i jakie pełni funkcje; jak wygląda ciało moje, a jak innych dziewczynek i chłopców, a jak wygląda ciało dorosłych. Ono niekoniecznie będzie o to pytać wprost, po prostu będzie się interesować – poszukiwać pewnych motywów w rzeczywistości, w bajkach, w książeczkach. Badania wykazują, że w okolicach 5. roku życia dziecko już zaczyna rozumieć kategorię tabu. Pojawia się wstyd, zachowania związane z ukrywaniem, z podglądaniem i z wybieraniem osób, którym się zada pytanie lub nie. Dziecko rozpoznaje, że jest taki rodzaj zagadnień związany z cielesnością, które budzą jakieś niezrozumiałe z jego perspektywy i niefajne emocje. I teraz dziecko albo wejdzie z otwartością w następne etapy rozwojowe – bo będzie wiedziało, że może z rodzicem porozmawiać o wszystkim i pytać bez skrępowania, a odpowiedzi będą udzielane w sposób zrozumiały, życzliwy i niezawstydzający je – albo się zablokuje. Nauczy się, że jest to jakiś problem dla rodziców, a ono nie chce sprawiać im problemu. Wtedy będzie poszukiwało tych informacji u innych dzieci, a w dzisiejszych czasach też bardzo szybko w Internecie.

Dzieciaki od 10. do 14. roku życia, które wstydzą się zadać pytanie rodzicom i eksplorować temat w sposób swobodny, są z tym same. A pogubienie dzieci w tym wieku nie dotyczy tylko kwestii czysto biologicznych, ale też ról płciowych, binarności i niebinarności, oczekiwań społecznych, konformizmu i nonkonformizmu, partnerstwa, zdrad, rozwodów, rodzin patchworkowych, orientacji seksualnych… Trudno im ogarniać skomplikowaną rzeczywistość – dlatego potrzebują mądrych dorosłych, którzy nie unikają tematu i uczą pozytywnego stosunku do kwestii związanych z cielesnością, różnorodnością seksualną czy po prostu do drugiej płci.

I to dotyczy nie tylko rodziców. Jesteśmy przecież też wujkami, ciociami, wychowawcami, trenerami, sąsiadami. Dziecko może nas spytać o wiele rzeczy. Choćby o to, czemu nie wyszłyśmy za mąż…
I to jest świetna okazja do tego, by porozmawiać z nim o tym, że chęć posiadania dziecka jest kwestią wolnego wyboru, podobnie jak bycie w stałym monogamicznym związku, bycie singielką lub singlem czy bycie w związku jednopłciowym. Inicjowanie rozmowy na ten temat z 17-latkiem nie ma już za bardzo sensu, bo on wzruszy jedynie ramionami. Natomiast dziecko na poziomie trzeciej lub czwartej klasy będzie zaciekawione i otwarte. Na poziomie siódmej i ósmej klasy będzie się już z nami kłóciło o różne rzeczy, i super, bo to znaczy, że ma jakieś własne obserwacje i przemyślenia i że może być dla nas, dorosłych, wspaniałym źródłem wiedzy. Może trochę dziwnej, ale aktualizującej i bardzo ciekawej, bo podwórkowo-serialowo-muzycznej, związanej z tematami okołoseksualnymi, o których zazwyczaj jako dorośli nie mamy pojęcia.

Naprawdę zachęcam wszystkich do tego, by wykazywali zainteresowanie, wchodzili w świat dziecka i wspierali je. Zwłaszcza że na etapie wczesnego dojrzewania dziecko zalewa taka ilość informacji, w dodatku tak ekstremalnych i kontrowersyjnych, że bardzo trudno jest mu to ogarnąć. Samej jest mi czasem niełatwo jako edukatorce seksualnej.

Dzieciaki potrzebują od osoby dorosłej pewnego rodzaju uporządkowania, usystematyzowania tej wiedzy, odsiania ziaren od plew. Te na poziomie siódmej czy ósmej klasy pytają na przykład o tzw. zboczenia czy kwestie związane z przemocą seksualną, bo słyszą o tym, stykają się z takimi treściami i nie bardzo im się one mieszczą w głowie.

Czyli jeśli 10-letnie dziecko pyta o gwałt, to można tę kwestię wytłumaczyć mu na jego poziomie, by poczuło się pewniej i bezpieczniej. Jednocześnie nie obawiać się, że w ten sposób zbyt wcześnie otwieramy je na pewne tematy.
Nie wolno nam unikać trudnych tematów i odkładać ich na potem. Badania pokazują, że jest dokładnie odwrotnie niż się obawiamy, dziecko uświadamiane w kwestiach seksualnych wcale nie chce wcześnie zaczynać życia seksualnego, tylko opóźnia inicjację, czekając na dobry moment i właściwą osobę. Zachowuje się bardziej świadomie i bezpiecznie.

To zrozumiałe, że świat oparty na natłoku informacji z dziedziny życia seksualnego budzi lęk. Trudno wyobrazić sobie, jak umysł dziecka to wszystko przerabia. Nie jest możliwe, by te informacje do niego nie docierały, choć możemy ten napływ ograniczać. Znów odwołam się do badań, które mówią, że większość dzieci w 4. klasie szkoły podstawowej widziało już jakieś obrazy pornograficzne, nie mówiąc o opowieściach dziwnej treści od rówieśników. Nie unikniemy tego, dlatego działajmy. Nasze zadanie to objaśniać im świat, odróżniać prawdę od fałszu, a przy okazji ćwiczyć pewnego rodzaju otwartość w komunikacji i umiejętność stawiania pytań. Uspokajać emocje blokujące, jakimi jest wstyd i poczucie winy, budować poczucie własnej wartości i zaciekawienie. To wszystko sprzyja świadomemu podejmowaniu przez nie decyzji.

Mniej będą nimi kierowały popędy i emocje?
Nastolatek podejmujący zachowania seksualne kieruje się nie tylko popędem czy ciekawością, ale też konformizmem – bo wszyscy koledzy już próbowali, a on nie umie odmówić czy postawić granicy.

Gdyby wyciągnąć esencję rad, jakie dajecie w książce, stworzyłabym taką oto listę. Po pierwsze, nie bać się rozmów na te tematy, nawet z małymi dziećmi. Po drugie: reagować na pytania dzieci na ich poziomie, nie zbywając ich czy nie mówiąc: jesteś za mały…
…w dodatku robiąc to w sposób ciepły, życzliwy, budujący zaufanie i spontaniczny w sensie: bez odroczeń na później.

Po trzecie: nie bać się powiedzieć „sama tego nie wiem, chodź, przeczytamy wspólnie książkę na ten temat”. Albo „ludzie tego próbują, ja akurat nigdy nie chciałam”.
Uczenie postaw, pokazywanie, że wobec każdego trendu czy mody można samodzielnie przyjąć określoną postawę wynikającą z osobistej refleksji to megaważna sprawa. Świat nie jest tylko taki, jakim sami go stwarzamy. Uczmy więc, oprócz postawy zaciekawienia, wzajemnego szacunku. Sama uwielbiam się wymieniać z moją córką informacjami. Wie, czym się zajmuję, więc podsuwa mi nowe trendy, zjawiska i opisujące je angielskie słówka. Pracując z młodzieżą, nie wstydzę się powiedzieć, że nie wiem, co znaczy jakieś slangowe określenie z serialu, którego nie oglądałam. Nie stawiajmy się w roli mentora czy eksperta. Nie musimy mieć wcale więcej informacji na dany temat niż dziecko, ale do nas, jako osób dojrzałych, należy sprawdzanie i selekcjonowanie informacji zgodnie z wiedzą i pokazywanie postaw budujących poczucie bezpieczeństwa i nieoceniania. Poza tym poglądy się często zmienia, w zależności od wiedzy, która też się zmienia.

Po czwarte: nie ustawiajmy siebie w centrum świata ludzkich postaw czy wartości, odwołujmy się do przykładów.
Ciocia Krysia nie ma męża, a ciocia Małgosia ma już trzeciego. Anka zakochała się w kobiecie po iluś tam latach bycia z mężem, a Marek ma chłopaka. To jest podstawa do tego, by poszerzać świat i uczyć dziecko wyrabiania sobie rozumiejących postaw na temat różnych ludzkich wyborów. A jeśli wujek Robert jest przemocowy wobec swoich dzieci i żony, to reagujmy, udzielmy pomocy. To też ważna nauka.

Po piąte: nie reagujmy przesadnie emocjonalnie na kwestie dotyczące ciała czy intymności. Czyli gdy wchodzimy do pokoju i widzimy dziecko, które się masturbuje, postarajmy się nie trzaskać drzwiami z krzykiem: „Co ty robisz?!”. Albo gdy ono wchodzi do łazienki, podczas gdy się myjemy – nie zakrywajmy się w pośpiechu i stresie.
Mówiłyśmy już o wiedzy, o postawach, dochodzimy do najtrudniejszego elementu: emocji. Jeśli widzimy, że kwestie związane z cielesnością, płciowością i seksualnością naszych dzieci wywołują w nas lęk czy poruszenie – przyjrzyjmy się temu. Bo jeśli mamy silne kompleksy na temat swojego ciała, ciężko będzie nam wychowywać dzieci w atmosferze ciałopozytywności. Jeśli mamy wdrukowany wstyd dotyczący zachowań masturbacyjnych lub związane z tym traumatyczne wspomnienia – to możemy nie umieć spokojnie zareagować w sytuacji, gdy 5-letnia córka ociera się o poręcze foteli albo syn dotyka swojego penisa w chwilach odprężenia. Zachęcałabym, by te swoje emocje rejestrować i obserwować. Nie spodziewać się, że to samo minie, tylko zająć się nimi – nawet z pomocą terapeuty – bo jest wielkie prawdopodobieństwo, że „przekażemy je” dziecku.

Mamy prawo to czuć, bo byliśmy tak wychowani, że w takich momentach odczuwamy wstyd, skrępowanie. Można o tym nawet powiedzieć dziecku w wieku nastoletnim: „Głupio mi, że tak zareagowałam, ale byłam inaczej wychowana i właśnie uświadomiłaś mi, córeczko, czy uświadomiłeś mi, synu, że w taki wdrukowany sposób się wstydzę”. W ten sposób uczymy je uczciwości i tego, że każdy ma prawo do różnych emocji. Jeśli dajemy sobie do tego prawo, to ono też będzie dawało takie prawo sobie – przy nas i nie przy nas. A to znaczy, że jeżeli w przyszłości będzie z dziewczyną czy chłopakiem, którzy będą naciskać na pierwszy raz, a ono nie będzie chciało, powie: „Nie czuję tego. Wstydzę się, nie teraz”. Nie uznawajmy też, że to, co czujemy, jest niezmienialne, nie stawiajmy się w roli jedynej instancji.

A na ile powinniśmy mówić dzieciom o własnych doświadczeniach seksualnych?
Nie jestem zwolenniczką przyjaźnienia się ze swoim dzieckiem. To cudowne, jeśli lubimy się nawzajem jako ludzie, ale każdy człowiek potrzebuje przede wszystkim mądrego dorosłego rodzica, a to ma związek z kategorią intymności. My wychowujemy dzieci dla świata, nie dla siebie. W relację rodzice – dziecko jest wpisane to, że dzieci od nas powoli odchodzą i tej umiejętności uczą się od momentu, kiedy zaczynają chodzić, mówić czy jeść, a potem niezależnie od nas przeżywać swoje życie i myśleć. Tej odrębności uczymy się wzajemnie jako dzieci i jako rodzice. To zupełnie normalne, że jak 4–5-letnie dziecko robi kupę, to zamyka się w łazience, albo że w wieku wczesnoszkolnym ma swoje osobiste przedmioty, o które dba – szczotkę do zębów i do włosów, majtki, szufladę, pamiętnik, telefon, w końcu – myśli. Nie musimy mówić sobie wszystkiego. I tu mieści się też kategoria pożądania.

Jasne jest, że nie rozmawiamy z 14-latkiem o jego fantazjach i upodobaniach seksualnych. Ani o swoich. Co nie przeszkadza, by o takich fantazjach teoretyzować. Nie wtajemniczamy dziecka w rodzicielskie kwestie seksualne, nie pytamy też o jego doświadczenia. Nie zwierzamy się z naszych problemów – frustracji, tęsknot, rozstań, przemocy – bo to narusza bezpieczeństwo relacji dziecko–rodzic, w pewien sposób je parentyfikuje, czyli sprawia, że przestaje być dzieckiem i staje się zastępczym powiernikiem/opiekunem nieszczęśliwego rodzica. Im dziecko starsze, tym edukacja seksualna powinna mieścić więcej teoretycznych informacji, kształtowania postawy zaciekawienia i zdrowego rozsądku oraz umiejętności rozróżniania tego, co korzystne dla rozwoju, a co nie.

Alicja Długołęcka, psychoterapeutka i pedgagożka, doktor nauk humanistycznych, edukatorka seksualna. Wykładowczyni i ekspertka z dziedziny psychosomatyki i rehabilitacji seksualnej. Autorka wielu książek, m.in. monografii „Edukacja seksualna”. Wspiera merytorycznie fundację SEXED.PL.

Polecamy książkę: „SEXED.PL. Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Poradnik dla rodziców” (wyd. W.A.B.). Zysk ze sprzedaży zostanie przekazany w całości na rzecz działalności fundacji Sexed.pl, założonej przez Anję Rubik.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze