1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Nowa miłość - 6 kroków, by ją znaleźć

Nowa miłość - 6 kroków, by ją znaleźć

123rf.com
123rf.com
Wakacje i letni czas to dobra okazja, by zakochać się na nowo. Lato może być początkiem nowego związku. Nawet gdy jesteś właśnie na skraju rozpaczy, bo się rozstałaś albo doskwiera ci samotność, możesz podjąć kroki żeby to zmienić. Jakie?

71 procent rozwiedzionych singli ponownie znajduje miłość, większość z nich zaczyna się latem. O sukcesie decyduje praca z własnymi przekonaniami, kontrola emocji i zachowań oraz poczucie własnej wartości. Oto 6 kroków, które mogą doprowadzić do nowej miłości.

1. Otwórz się na nowe

Zapomnij wszystko, co wiesz o związkach. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że twoje przekonania dotyczą sztywnych schematów, nierealnych oczekiwań i czegoś, co niezupełnie związane jest z tobą. Może marzysz o romantycznym facecie a dopiero przy kimś w rodzaju macho, poczujesz kim jesteś i znajdziesz spełnienie. Kto wie?

2. Start z czystym kontem

Aby ponownie znaleźć miłość, trzeba emocjonalnie odłączyć się od poprzednich związków. Jeśli jest inaczej, nie w pełni jesteśmy obecni w tym nowej relacji. Często wówczas wpadamy w pułapkę negatywności, bagaż przeszłości trzyma nas w dawnych wzorcach. Pomaga uzmysłowienie sobie własnych przeżyć, poczucie bólu, rozczarowania, dzielenie się nim z bliskimi osobami i w końcu podjęcie nowych kierunków w życiu. Zwykle w tym czasie pomaga zajęcie się jakąś pasją. 3. Zmień rutynę

Wyjście o godzinę wcześniej z pracy, zmiana ulubionej kawiarni na inną, która może się stać jeszcze bardziej ulubioną, podjęcie nauki tenisa, jazda na rowerze o północy. Badania wskazują, że tego rodzaju działania sprzyjają poznaniu nowej osoby, która może okazać się nawet bratnią duszą.

4. Odkryj siebie najpierw dla siebie

Zanim będziesz mogła określić, jaki facet do ciebie pasuje, musisz poznać siebie od podszewki. Kim naprawdę jesteś. Single, którzy znajdują nową miłość mają jedną wspólną cechę - kładą nacisk na to, kim są i czego chcą i nie martwią się tym, co inni o nich pomyślą.

5. Miej nadzieję

Pesymistyczne myśli rodzaju: mam pecha w miłości, zawsze już będę sama, fraceci to dranie i narcyzi oddalają od nowej szansy. Nadzieja i pozytywne myśli działają cuda, któe potwierdzone są przez naukowe badania. 5. Randkuj powoli

Ujawniaj siebie stopniowo. Wielu z nas robi błąd polegający na tym, że odkrywa się od razu z powodu nieokreślonego lęku - że ktoś odejdzie, nie zainteresuje się, coś się straci. To błąd. Zainteresowanie podsyca niewiadoma. Odkrycie kart w opowieściach o ex, chorobach zakaźnych dzieci, głupiej szefowie i rozstępach na udach nie są sexy. Dlatego pielęgnuj własną tajemnicę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Randki w pandemii

Olga Kamińska (Fot. materiały prasowe)
Olga Kamińska (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdzie spotykają się teraz pary? Czego tak na prawdę szukamy w miłości? Czy potrafimy budować relacje? Zastanawia się dr Olga Kamińska psycholog eksperymentalny, badaczka, autorka książki „#Love. Jak kochać w XXI wieku?”.

Dla singli to wyjątkowo trudny czas, tylko w sieci mogą kogoś poznać. Tinder, Sympatia, Badu i inne aplikacje są coraz bardziej popularne. Ale nawet, ci którzy mają wprawę w poznawaniu tam kandydatów do randkowania, mają problem. Przed pandemią po etapie rozmów na aplikacjach, pierwsze spotkania w realu odbywały się choćby w kawiarni, czy w klubie. No a teraz? Są dwa scenariusze, pierwszy, że od razu po zapoznaniu się na aplikacji dla singli dochodzi do bardzo intensywnego kontaktu w realu, czyli do spotkania w mieszkaniu jednego z nowych znajomych. Ale nie jest to bezpieczne, radziłabym zachować ostrożność. Internet, to przestrzeń, w której nie możemy zweryfikować tego, kim jest ta druga osoba. Zwłaszcza, że choć mamy tak skąpe przesłanki, jak zdjęcie i krótki opis, to i tak na tej podstawie, tworzymy w umyśle reprezentacje tej drugiej osoby, czyli wyobrażamy sobie, jaki ten człowiek jest! A to jaki jego obraz w naszym umyśle powstanie, zależy również od naszych oczekiwań. W covidowej rzeczywistości nasza tęsknota za bliskością jest tak silna, że umysł może ten obraz idealizować. Przekładać swoje marzenia, swoje intencje na to, co widzimy. Może nie potraktować poważnie sygnałów ostrzegawczych. Samotność, silne dążenie do spotkania się z kimś, do seksu, może sprawić, że mechanizm, który pomaga nam dostrzegać sygnały zagrożenia, zostaje osłabiony.

Tęsknota za bliskością jest jak różowy zniekształcający filtr? Nie ma co zaprzeczać temu, że czujemy się samotni, czy pragniemy bliskości, a nawet, że nasze libido krzyczy o seks. Trzeba uznać, że tak jest, bo to naturalne. I po prostu pamiętać, że te potrzeby będą kierować naszą uwagę na to, co potwierdzi to czego byśmy chcieli od tego człowieka. Przed pierwszą randką w realu weźmy więc pod uwagę, że możemy mieć wyidealizowany obraz osoby, z którą się mamy spotkać. Warto też wiedzieć, że możemy działać irracjonalnie. Teoria dysonansu mówi, że kiedy nie ma spójności w naszych zachowania i myślach będziemy odczuwać dyskomfort z tym związany i często będziemy dążyć do jego rozładowania – na przykład uzasadniając racjonalnie całkiem bezsensowne zachowania. No bo myślący rozsądnie człowiek, któremu powiemy, żeby poszedł do mieszkania obcego człowieka na pierwszą randkę, powie, że to nie jest w pełni bezpieczne. Ale kiedy jest w emocjach, na głodzie bliskości, to znajdzie jakiś powód, aby to zrobić.

Warto więc mówić o tym otwarcie – mamy libido, potrzebę bliskości mogą być one być po tylu miesiącach kompletnie niezaspokojone. Przed pandemią single odwiedzały kluby, miały „one night stans”, czyli przygody tylko na jedną noc, co nie było obarczone tak dużym ryzykiem jak dziś. Było łatwiej choć na chwilę poczuć bliskość z drugą osobą. Teraz sytuacja wymaga wejścia na aplikacje i umówienia się z kimś, kogo nie znamy.

Jest pani naukowcem. Jak z tej perspektywy podeszła by pani do problemu pierwszej randki w realu? Właśnie od strony dążenia do bliskości i zaufania. Z moich poprzednich badań wynika, że aktywność mózgu, która odpowiada za przetwarzanie twarzy (N-170), jest wrażliwa na kontekst. Jeśli więc mężczyzna na portalu napisze do nas coś miłego, a potem zobaczymy jego zdjęcie, to są duże szanse, że dostrzeżemy w nim pozytywne cechy.   

Co możemy zrobić, żeby nasz mózg zauważył, jeśli coś z tym mężczyzną będzie nie, tak? Zanim zdecydujemy się na randkę w domu, porozmawiajmy z nowym znajomym przez kamerkę. Widząc się na żywo, mamy znacznie więcej możliwości, by rozeznać, kim ten człowiek jest niż wtedy, gdy tylko piszemy i patrzymy na zdjęcia. Bo nawet gdy ktoś umie kłamać, to na ułamek sekundy na jego twarzy będzie widać prawdziwe emocje, które znacznie łatwiej będzie nam wyłapać niż w okienku czatu. I przy spotkaniu face to face nawet na poziomie intuicji i przeczucia (nie zawsze w pełni świadomego), mózg te prawdę wychwyci, gdyż jest wyczulony na sygnały społeczne.

Robin Durbar, amerykański antropolog, uważa, że mózg człowieka ewoluował właśnie ze względu na relacje społeczne, na potrzebę komunikacji w grupie. Patrząc więc z tej perspektywy- jesteśmy stworzeni do tego, aby budować relacje, komunikować się, odczytywać sygnały płynące od innych ludzi.

To bardzo ciekawe, bo Bóg w chrześcijaństwie jest w trzech postaciach jak się pisze - właśnie po to, aby podkreślić relacyjny charakter duchowości. Dodam jeszcze od siebie, komentując Durbara, że ludzka miłość także kształtuje się w relacji, w spotkaniu, w rozmowie. Ale my współcześnie jak sugeruje Eva Illouz mamy problem z głębszą relacją, która będzie prawdziwym spotkaniem z drugim człowiekiem. Chciałam bardzo, żeby wybrzmiało w mojej książce, że powodem naszych problemów jest to, że zaczynamy traktować miłość zbyt indywidualistycznie, jak café latte, modny ciuch czy półmaraton. Zamykamy się w swojej bańce doświadczania dopaminowej przyjemności. Ma nam być dobrze, mamy szybko zaspokajać swoje pragnienia i potrzeby, doświadczać przyjemności, ekstazy, a kiedy pojawią się trudności, odpuścić i się wycofać. Mamy trudności w seksie? To znaczy, że miłość się skończyła i trzeba poszukać tej prawdziwej”. No nie! Karmieni takimi hedonistycznymi mitami samorealizacji, jednocześnie zostajemy sami z naturalnymi ludzkimi potrzebami: relacyjności i bliskości, do realizacji których potrzebny jest nam drugi człowiek! Odczuwamy więc wewnętrzną pustkę, którą staramy się wypełnić - zgodnie z instrukcją konsumpcją dóbr, między którymi jest seks - oderwany od miłości, a nawet od relacji… Co oczywiście nie znaczy, że samo szukanie przyjemności w seksie jest ryzykowne. Bardziej chodzi o wzorzec budowania relacji.

Dziś jesteśmy bardzo hedonistycznie nastawione do związków. Czyli dopóki my coś z tych związków dostajemy, dopóki one nam przynoszą przyjemność, dopóty nich trwamy. Prowadzimy wiec wciąż kalkulacje zysków i strat Ale z drugiej strony coraz więcej jest takich głosów ze przechodzenie przez trudne momenty jesteśmy w stanie wytrzymać tylko w rodzinie. W relacjach intymnych mamy tendencje do wycofywania się, w tych bardziej wymagających momentach.  Powodem jest to skoncentrowanie na sobie, na swoim zadowoleniu oraz konsumpcjonizm. Fromm o tym pisał w „Mieć czy być”. Moim zdaniem niezwykle ważne jest przywrócenie roli trudności w związku, nie cierpienia, ale właśnie wspólnego pokonywania trudności

No więc zanim seks, pogadajmy przez kamerkę, idźmy na spacer? Najpierw zdzwońmy się, spotkajmy przed kamerką, a potem można iść na spacer. Dajmy sobie szanse na stopniowe poznanie tego człowieka. Rozmowa choćby przez telefon jest bardzo ważna, bo dzięki ewolucji naszego mózgu, która jak już mówiłam, odbywała się w interakcjach społecznych, bardzo dobrze odczytujemy emocje drugiego człowieka na poziomie samego dźwięku. Z tonu głosu, tembru, wysokości, jesteśmy w stanie odczytać niezwykłą ilość informacji o tym, co czuje ten drugi człowiek. Umiemy odróżnić nawet rozdrażnienie od złości i wiele innych bardzo dyskretnych stanów. No, ale niestety, sprawa nie jest taka łatwa jak mogłoby się wydawać, bo współcześni 20., 30. latkowie odczuwają wręcz lęk przed rozmową. Zazwyczaj więc po poznaniu się na aplikacji randkowej długo czatują, a skaczą od razu na głęboką wodę i na przykład spotykają się w mieszkaniu. Rekomenduje jednak przełamać się i porozmawiać. A potem spotkać przed kamerką, w dynamicznej interakcji z żywą osobą możemy zaobserwować mowę ciała, styl rozmowy, mimikę twarzy oraz bezpośrednią reakcję na nasze słowa. To wszystko daje nam mnóstwo informacji o tym drugim człowieku.

Przykład nieudanych randek, po szybkim „tak” na aplikacji, pokazuje choćby serial „Facet na święta”. Bohaterka umawia się na randki przez aplikacje, na siłowni (spinning rowerkowy), w saunie – gdzie spotyka rodziców! A co gorsza żaden z tych mężczyzna nie jest zainteresowany tym, czego ona chce. Kiedy się umawiamy z nowopoznanym na imprezie u znajomych chłopakiem to zazwyczaj przeszedł on już przez pewne sito weryfikacji i jest większa szansa, że będziemy do siebie podobnie. A w związkach to ważne. A jak poznajemy kogoś z Tindera to ten proces nie zachodzi. Nawet jeśli skorzystamy z portali wyspecjalizowanych dla konkretnych grup, których pojawia się na coraz więcej, na przykład, portal dla osób religijnych czy poszukujących męża, to też różnice między tymi którzy szukają męża, czy są wierzący naprawdę mogą być ogromne. Zdajemy się na aplikacje, a one mogą nas bardzo zawieść, choć wydaje się, że algorytmy w komputerze tyle o nas wiedzą, obserwując nasze ruchy i wybory w sieci. Nie oznacza to, że odradzam aplikacje randkowe. Raczej sugerowałabym, żeby więcej znajomości szybko weryfikować a nie spędzać kolejnych dni na klawiaturze.

No i na koniec porozmawiajmy o seksie w stałych związkach w czasach pandemii, czy jest inny? Czy będzie dużo tzw. covidowych dzieci, poczętych z nudów i izolacji? To tak nie działa, nie zaobserwowaliśmy wzrostu liczby urodzeń w porównaniu z zeszłym rokiem. Mamy najniższą ich liczbę od kilkunastu lat. Dlaczego? Lęk obniża libido, te dwa systemy, są przeciwstawne. Przewlekły stres sprawia, że czujemy się mniej wydolni oraz odczuwamy mniejszą ochotę na seks. Znaczenie ma też fakt, że niemal przez cały czas jesteśmy razem. Pożądamy tego co nas ekscytuje, co jest nieoczywiste, świeże. No a jak mamy sobie dostarczyć ekscytacji chodząc cały dzień w dresach? Trudniej się nam zmobilizować do seksu leżąc drugą godzinę na kanapie przed Netfiksem niż wtedy, gdy wracamy z pracy, gdzie było wiele pobudzających bodźców, ale też, gdzie mogliśmy odczuć tęsknotę za partnerem. A w kwarantannie nie mamy przestrzeni, żeby od siebie odpocząć, a co dopiero zatęsknić. Warto sobie zdać z tego sprawę i iść samemu na spacer...Często też kumulują się w nas trudne emocje względem partnera, czy naszej sytuacji w obliczu pandemii. Dobrze ilustruje to model turbulencji w związku, w którym poziom satysfakcji ze związku spada w obliczu trudności (w naszym przypadku jest to doświadczenie zbiorowe - pandemia), i wiele par się rozstanie, ale te, które przez te trudy przejdą będą miały szanse na pogłębienie swojej bliskości, co przekłada się na wyższy poziom satysfakcji ze związku.. I to kolejna teoria, która potwierdza, że warto zadawać sobie trud w budowanie prawdziwych, głębokich relacji z drugim człowiekiem.

Dr Olga Kamińska, '#Love. Jak kochać w XXI wieku?” Dr Olga Kamińska, "#Love. Jak kochać w XXI wieku?”

  1. Psychologia

Zakochanie - doświadczenie rozwojowe

Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. (Fot. iStock)
Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Kto z nas nigdy nie był zakochany? Nie czuł motyli w brzuchu? Miłosne uniesienia przeżywamy od najmłodszych lat, już w przedszkolu mamy pierwszych partnerów a nawet bierzemy z nimi "śluby". Większość z nas chce się zakochać, doświadczyć tego niezwykłego stanu. Ale nie zawsze proces ten przebiega gładko. Jak go badać?

Wydaje nam się, że jeśli tylko ta druga osoba odwzajemni nasze uczucia to może być już tylko dobrze. Bajki przeważnie kończą się właśnie w momencie, kiedy po wielu perypetiach para wreszcie się schodzi i rozpoczyna długie i szczęśliwe życie. Rzeczywistość bywa jednak inna. Często okazuje się, że kiedy mija euforia, związek z wymarzoną osobą nie daje nam szczęścia. Bywa też tak, że nie mamy nawet szansy wejść w związek, ponieważ nasze uczucia nie są odwzajemniane. W takich momentach wydaje nam się, że nasz świat legł w gruzach i już nigdy nie będziemy szczęśliwi. Jednak mija jakiś czas i na horyzoncie pojawia się nowa osoba, która przyprawia nas o szybsze bicie serca, a świat znów wydaje się piękny. Mimo, że podobne cykle przeżywamy wiele razy nadal nie wiemy, ani co się z nami dzieje ani jak poradzić sobie z „huśtawką emocjonalną”, która często towarzyszy zakochaniu. Zakochanie postrzegane jest również jako stan, w którym nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje. Czy musi tak być? Co możemy zrobić, gdy trafi nas strzała Amora?

Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. Arnold Mindell, twórca tego nurtu psychoterapii uważa, że wszystko, czego doświadczamy niesie nam ważną informację o nas samych. Silne emocje, które towarzyszą pewnym zdarzeniom lub osobom pojawiającym się w naszym życiu, są sygnałem, który dopomina się o uwagę. Jeśli go zignorujemy, przybierze na sile. Jak więc możemy badać doświadczenie zakochania? Przyjrzyjmy się na przykład samemu stanowi. Jest on na tyle odmienny od naszego zwyczajnego sposobu postrzegania rzeczywistości, że bywa nawet porównywany do choroby. Robimy rzeczy, których byśmy się po sobie nie spodziewali. Możemy nie spać, nie jeść, mamy w sobie tyle energii, że cały świat stoi przed nami otworem, czasem też mamy poczucie bycia w innej rzeczywistości. W czasie zakochania mamy bardzo wiele różnorakich doświadczeń, każde z nich jest warte zauważenia i objęcia świadomością.

Kolejnego obszaru do refleksji mogą nam dostarczyć osoby, które nas pociągają. Być może zawsze zakochuję się w określonym typie mężczyzn czy kobiet. Jakich cech u nich szukam? Wokół tego tematu istnieje wiele mitów na przykład, że kobiety wolą niegrzecznych chłopców, mężczyźni wolą blondynki itp. Choć często mamy wyobrażenie o tym jakie osoby nas pociągają, to rzadko zastanawiamy się nad tym, co dokładnie przyciąga nas do tego typu osób, czego w nich szukamy, co ma nam dać ta relacja. Scenariuszy może być wiele, każdy z nas poszukuje czegoś innego. Niektóre kobiety w związkach z tzw. „niegrzecznymi chłopcami” mają potrzebę doświadczenia swojej siły „ja sobie z nim poradzę, ja go zmienię”, inne potrzebują ryzyka i balansowania na granicy. Można by podać wiele przykładów, ale najważniejsze jest to, aby uświadomić sobie swój własny sposób funkcjonowania. Kiedy odkryjemy jakie osoby nas przyciągają, warto jest przyjrzeć się naszemu arsenałowi środków uwodzenia. Zanim pójdziemy na randkę spędzamy wiele czasu na przygotowaniach, radzimy się przyjaciół w co się ubrać, stresujemy się czy dobrze wypadniemy. Chcemy pokazać się od jak najlepszej strony, w końcu pierwsze wrażenie to podstawa. W tym celu stosujemy różne „sztuczki”, chcemy zaprezentować się w konkretny sposób, w jaki? Czy chcę zabłysnąć inteligencją, seksapilem, pozycją? Jak chce być odebrana/y przez drugą osobę?

Kolejnym ważnym obszarem do refleksji są nasze marzenia i nadzieje, które wiążemy ze związkiem z daną osobą. Jakie najgłębsze pragnienia miałyby się w nim spełnić? Jaka wizja wprawia mnie w stan euforii, a jaka w stan przygnębienia - czego się najbardziej boję? Ten obszar jest istotny na każdym etapie relacji. W psychologii procesu nazywamy to jasnymi i ciemnymi snami relacyjnymi. Każdy z nas ma takie sny, jednak warto jest zdawać sobie sprawę, czego tak naprawdę chcemy, oczekujemy od relacji, a z czego możemy zrezygnować. Taka świadomość daje nam możliwość pełniejszego i bardziej świadomego nawiązywania i tworzenia relacji. To tylko kilka przykładowych tematów łączących się z hasłem „zakochanie”, które można badać metodami psychologii zorientowanej na proces.

Po co to robić? Czy nie odbierze to zakochaniu jego magii i nie pozbawi nas całej frajdy? Rzeczywiście istnieje ryzyko, że poznawszy siebie bardziej, możemy zakochiwać się rzadziej i mniej intensywnie. Jednak radość i przyjemność jaką daje nam zakochanie może na stałe zagościć w naszym codziennym życiu. Nawet, gdy nie mamy do kogo wzdychać. Nawet, gdy obiekt naszych westchnień nie jest nami zainteresowany. Istnieje też ryzyko, że zamiast czekać, aż trafi nas strzała Amora uważniej i bardziej świadomie będziemy lokowali swoje uczucia i wchodzili w związki. Co więcej może się nawet okazać, że koniec związku to nie koniec świata, ale to już trochę inna historia.

Joanna Barlińska, psychoterapeutka, psycholog, seksuolog. Członkini zespołu Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. Prowadzi terapię indywidualną (osoby dorosłe i nastolatki), terapie par oraz warsztaty rozwojowe.

Aleksandra Raczyńska, psychoterapeutka, tłumaczka. Prowadzi terapię indywidualną oraz terapię par, również w języku francuskim.

  1. Psychologia

Jak kochać szczęśliwie?

Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy o miłości powiedziano już wszystko? Czy warto pisać kolejne poradniki psychologiczne i artykuły poruszające temat zakochania, budowania związku i dbania o relację? Czy rozmowy o tym nigdy nam się nie znudzą? Moim zdaniem odpowiedź brzmi : nie. Ani nie znudzą, ani nie wyczerpią wszystkich refleksji i nie rozwieją wszystkich wątpliwości. Bo miłość to najtrudniejsze z uczuć. Najpiękniejsze, najważniejsze, czyniące nasze życie wyjątkowym i barwnym, ale również najtrudniejsze.

Aby umieć kochać szczęśliwie, trzeba odrobić wiele niełatwych życiowych lekcji. Bo dojrzewanie do miłości to proces, który wymaga nie tylko naszej motywacji i wiary w możliwość bycia szczęśliwym, ale także wielu psychologicznych kompetencji, które musimy nadrabiać w życiu dorosłym, ponieważ w naszym dzieciństw nie mieliśmy okazji nauczyć się tego, co jest warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej. A są nim przede wszystkim miłość do siebie i wiara we własną wartość, odwaga w podejmowaniu ryzyka oraz otwartość na drugiego człowieka i zdolność do empatii.

Jako psycholog i terapeuta par wiem jedno: każdy z nas ma w tych obszarach coś do przepracowania. I każdy przynajmniej kilka razy w życiu zadawał sobie pytania: jaki popełniam błąd? Dlaczego nie znajduję spokoju i szczęścia? Co sprawia, że cierpię, że ranią mnie bliskie osoby? Czy znajdę miłość? Czy będę umiała o nią zadbać? Uważam, że każdy z nas potrzebuje czasem wsparcia i podpowiedzi, co robić, gdy zagubi się w meandrach miłości, zatraci w zakochaniu czy doświadczy bolesnej straty. Bo każdy czasem traci wiarę w miłość szczęśliwą.

Skąd te wątpliwości, rozterki, lęki i błędy, które popełniamy? Ano stąd, że nikt z nas nie miał idealnego dzieciństwa i każdy wchodzi w dorosłość z jakimś bagażem nieprzepracowanych, trudnych doświadczeń i emocji. Dlatego uważam, że każdy z nas czasem potrzebuję wsparcia, podpowiedzi, jak radzić sobie z uczuciowymi dylematami, a te odnajdzie w artykułach i poradnikach, w których o psychologi uczuć i mechanizmach budowania relacji piszą osoby, mogące swoją wiedzą i doświadczeniem służyć czytelnikom. I uważam, że każdy, kto po takie wsparcie sięgnie, odnajdzie coś dla siebie. Bo każdy z nas ma swój obszar do przepracowania, który sprawia, że trudno mu kochać szczęśliwe.

Część z nas to „niedokochane dzieci" spragnione akceptacji i bezwarunkowej miłości. Takie osoby są w stanie zgodzić się na wiele, zbyt wiele, aby ktoś, często ktokolwiek, je pokochał. Wikłają się w toksyczne, przemocowe relacje, wierząc, że krzywdy których doznają, to „ich wina". Dlatego ich lekcją jest uczenie się bycia asertywnymi i umiejącym szanować i kochać siebie. Cześć z nas to zranieni wrażliwcy, którzy zamykają się w bezpiecznej skorupce, nie ryzykując bycia porzuconymi. Boją się rozczarowania. Boją się miłości. Pytają: co zrobić, aby nigdy nie zostać zranionym? I znajdują odwiedź: można nigdy nie kochać. To prawda. Wtedy nikt nas nie zrani. Gdy się nie przywiążemy, gdy nie zaryzykujemy, nie zostaniemy zranieni. Ale czy warto zapłacić taką cenę? Czy warto zrezygnować z uczucia tylko dlatego, że się boimy? Dla takich osób wyzwaniem jest uczenie się odwagi pomimo lęku, który czują. Bo każdy się boi. Ci, którzy ranią, udają obojętność, gdy ktoś cierpi; ci, którzy uciekają przed odpowiedzialnością, i ci, którzy nie potrafią kochać dojrzale też się boją. Ich lękiem jest przywiązanie i zależności. Bo miłość to odpowiedzialność. A ona jest dla wielu osób trudna.

Miłość to również sztuka dbania o drugiego człowieka. Dlatego wymaga postawy empatycznej i uważnej na potrzeby innych. Miłość szczęśliwa to także szacunek do siebie samego i poczucia własnej wartości. To pogodzenie własnych potrzeb z dbaniem o szczęście tych, których kochamy. Nie każdy potrafi tę równowagę zachować. Dla wielu z nas bycie otwartym na drugiego człowieka w sposób, który pozwala chronić również własne granice i własną intymną przestrzeń, to nie lada wyzwanie. Uważam, że do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. Dlatego każdy kolejny artykuł, na temat tego jak przygotować się do zbudowania relacji, jak uczyć się kochać dojrzale i odpowiedzialnie, jak być w miłości szczęśliwym, jest tak cenny. I dlatego uważam, że warto o miłości rozmawiać, warto dzielić się swoimi doświadczeniami i szukać cały czas odpowiedzi na ważne i aktualne pytania. Bo warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej jest umiejętność dbania również o siebie.

Maria Rotkiel: psycholożka, terapeuta, autorka poradników psychologicznych.

  1. Psychologia

Dam ci to, czego pragniesz, ale jeśli wyrzekniesz się siebie

U podstaw zachowań, emocji i osobowości symbiotycznej stoi lęk. Psychiatra Anthony Storr zdefiniował więź symbiotyczną jako: „wchłonięcie kogoś, połknięcie go; traktowanie osoby, jakby nie była już w pełni sobą”. (Fot. iStock)
U podstaw zachowań, emocji i osobowości symbiotycznej stoi lęk. Psychiatra Anthony Storr zdefiniował więź symbiotyczną jako: „wchłonięcie kogoś, połknięcie go; traktowanie osoby, jakby nie była już w pełni sobą”. (Fot. iStock)
„Będzie jak w bajce. Dostaniesz ode mnie wszystko, czego potrzebujesz. Pod jednym warunkiem: wyrzekniesz się siebie”. Tak brzmi niepisana umowa symbiotycznych związków.

Maria była przekonana, że nigdy nic lepszego jej nie spotkało. Zakochała się, ale nie w byle kim i nie byle jak. Czuła to, a uczuć przecież nie można oszukać. Myślała, że taka miłość zdarza się tylko w filmach lub romantycznych książkach, dopóki jej nie doświadczyła. Andrzej był jej uzupełnieniem, całym światem, z każdym dniem kochał coraz bardziej. Pisał do niej kilkanaście razy dziennie SMS-y, zabierał na kolacje, do kina, na weekend nad morzem. Budził rano do pracy i utulał do snu. Maria zrezygnowała z długo planowanego wyjazdu ze znajomymi nad morze, bo Andrzej obiecał, że pojadą razem, ale w góry, bo uwielbiał wspinaczkę. Postanowiła spróbować. Okazało się, że pokochała ten sport tak jak Andrzeja.

Zamieszkali razem, Andrzej znalazł dom pod miastem, miał bliżej do pracy, mógł więcej czasu spędzać z ukochaną. Dla Marii przeprowadzka oznaczała wprawdzie dłuższe dojazdy, ale i tak się cieszyła. Wszystkie koleżanki jej zazdrościły, na spotkaniach towarzyskich nie odstępowali siebie na krok… Po pięciu wspólnych latach Maria czuła tylko i wyłącznie wszechogarniającą nienawiść do Andrzeja.

Pojęcie symbiozy, które idealnie oddaje charakter relacji Marii i Andrzeja, psychologia zaczerpnęła z biologii. Krab pustelnik poszukuje pustej muszli ślimaka, do której może schować swój pozbawiony pancerza odwłok. Na takiej muszli osadza się ukwiał, który wędruje wraz z pustelnikiem i jego mieszkaniem, dzięki czemu może zdobywać pokarm, zapewniając przy okazji pustelnikowi ochronę przed drapieżnikami. Układ idealny.

Erich Fromm używał terminu „psychiczna więź symbiotyczna”, opisując relację dwóch dorosłych osób, które żyją kosztem siebie. Mogą to być kochankowie, przyjaciele, partnerzy w interesach. Chociaż są osobnymi organizmami, w sferze psychicznej łącząca ich więź powoduje zjednoczenie, pomieszanie tożsamości, tworząc specyficznego rodzaju klatkę. Więź symbiotyczna istnieje w stanie naturalnym, kiedy dziecko żyje kosztem matki w jej łonie, i później w początkowym okresie rozwojowym. To właśnie zaburzenia dotyczące relacji dziecka z rodzicami w pierwszych miesiącach życia mogą prowadzić do ukształtowania się w dorosłości tendencji do budowania symbiozy w związku.

Dobre początku symbiozy

Miłość symbiotyczna zazwyczaj rozpoczyna się od fajerwerków, wielkiego „bum”. Tylko zakochani nie wiedzą, że „bum” to odgłos zderzenia dwóch patologii. Zazwyczaj jedno z nich, tak jak Maria, pozostaje uległe, bierne, przekonane o tym, że oto właśnie spotkało je niezwykłe szczęście. Druga osoba sprawia wrażenie niezależnej, silnej, sprawczej, ale aby czuć się tak naprawdę, potrzebuje ciągłego potwierdzenia swojej wspaniałości. Obie postawy są biegunami tej samej osobowości, która napędzana jest siłą w kierunku odrębności, a zarazem bycia razem, czyli zlania się, totalnej fuzji. Początki takiej miłości, dokładnie jak u Marii i Andrzeja, wypełnione są euforią, namiętnością, poczuciem niezwykłego połączenia. Pustka odczuwana prawie każdego dnia znika, bo zostaje wypełniona przez ukochanego.

Maria z łatwością zrezygnuje z wyjazdu nad morze i pokocha wspinaczkę, bo kocha Andrzeja, staje się nim, zlewa z jego potrzebami. Ona nie wie, kim naprawdę jest, co lubi. Rzeczy, które sprawiają jej przyjemność, mogą się szybko zmienić pod wpływem tego, co zasugeruje ukochana osoba. Z kolei Andrzej w końcu znalazł kogoś, kto adoruje go, uwielbia, karmi jego ego. W ten sposób on może wciąż pielęgnować przekonania dotyczące siebie. Obydwoje posiadają głębokie przekonanie o byciu niepełnym, nie całkiem wartościowym.

– Na początku takie osoby mają poczucie ogromnej miłości, której nie zaznał nikt, zrastają się ze sobą, to bywa przyjemne – tłumaczy prof. Katarzyna Popiołek, dziekan Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. – Gdy po paru latach pojawia się konflikt pomiędzy lękiem przed samozatraceniem i niemożnością odczepienia się od tej osoby, często rodzi się nienawiść.

Bo to właśnie lęk stoi u podstaw zachowań, emocji i osobowości symbiotycznej. Psychiatra Anthony Storr zdefiniował więź symbiotyczną jako: „wchłonięcie kogoś, połknięcie go, zgniecenie, zniszczenie; w sumie traktowanie osoby, jakby nie była już w pełni sobą. Identyfikowanie się z kimś w takim stopniu, który powoduje zagubienie się, zatopienie własnej tożsamości w tożsamości drugiego człowieka”.

Zdarzeń ciąg dalszy

Partnerów w związku symbiotycznym cechuje stała potrzeba uzależnienia innych od siebie lub bycia uzależnionym. – U jednych wynika ona z przekonania o własnej słabości, u innych – z poczucia wyjątkowości, które będą potwierdzali, wieszając się na ludziach, uzależniając innych od siebie – komentuje prof. Katarzyna Popiołek.

Tacy zakochani nie dokonują racjonalnego wyboru partnera, nie sprawdzają, jaki naprawdę jest ten drugi człowiek. Mogą być ze sobą przez pięć lat i nigdy się nie poznać, ponieważ kreują wyobrażenie człowieka i tego wizerunku się trzymają.

Maria zakochała się w Andrzeju, ponieważ ją od siebie uzależnił: telefonami, rozmowami, wyznaniami. On zaś zakochał się w uległej, adorującej go kobiecie. Zafascynowali się swoimi projekcjami, nie sobą nawzajem. Aby ten układ przetrwał, pielęgnują wizję drugiej osoby, przez to nie mogą jej naprawdę zobaczyć. Przez pewien czas taki układ się sprawdza, ale w pewnym momencie osoba pozostająca w związku symbiotycznym zaczyna się dusić. Wie, że nie poradzi sobie bez drugiej osoby, zarazem czuje, że ta relacja uniemożliwia jej rozwój. Zaczyna przejawiać dwie sprzeczne tendencje: uciec i być bardzo blisko.

Maria, jak większość osób symbiotycznych, nie potrafi zachowywać się asertywnie, nie wyraża złości, gniew kieruje do wewnątrz. Powoli zaczyna pojawiać się u niej tłumiona nienawiść, pretensje do partnera o uzależnienie. Nadal jednak nie posiada własnego zdania, ponieważ przejęła poglądy Andrzeja. Z kolei on żyje w przekonaniu, że jeśli włoży jeszcze trochę wysiłku – to jego partnerka, uległa Maria, będzie doskonała. Ma przy tym tendencję do krytykowania jej, niekiedy poniżania czy wyśmiewania wszelkich jej prób samostanowienia o sobie.

– Prędzej czy później do związków symbiotycznych wkrada się nuda, pojawia się potrzeba poszukiwania przeciwwagi albo nienawiść osiąga siłę wcześniejszej miłości – wyjaśnia dr Aleksandra Sarna, wykładowczyni Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. – Jedno z partnerów może myśleć: „zmieniam tę drugą osobę tak długo, mam takie dobre intencje, a ona wciąż jest niedoskonała”.

W takich właśnie momentach Andrzej zrywa kontakt, oddala się od Marii, pokazując jej, ale przede wszystkim sobie, jaki jest niezależny i silny. Cierpi w tym czasie męki. Tak samo jak pozbawiona sensu życia Maria, dla której w chwili rozstania umiera nie tylko związek, ale ona sama. Jednocześnie Andrzej czeka na najmniejsze westchnienie Marii, po którym ponownie mógłby do niej wrócić, by się scalić, znów być jednym.

Niekiedy obawa przed samozatraceniem powoduje, że jedno z partnerów zaczyna poszukiwać trzeciej osoby. Jeśli trójkąt rozbije obecny układ, nowy związek powtórzy układ symbiotyczny, a osoba porzucona będzie rozglądała się za nowym partnerem. Co ciekawe, jeśli to Maria byłaby porzucona, a jej nowy partner kochałby nurkowanie, to ona nagle zapomni o wspinaczce. – Osoba żyjąca w związku symbiotycznym bez drugiej osoby nie istnieje w pełni – dodaje dr Aleksandra Sarna. – Tak jak z protezą nogi, może nie jest doskonała, nie jest nogą, ale pasuje.

Niepisana umowa w związku symbiotycznym brzmi: „dostaniesz ode mnie wszystko, czego potrzebujesz, pod warunkiem że wyrzekniesz się siebie”. Z tego powodu partnerzy niechętnie patrzą na nowych przyjaciół czy nowe zajęcia ukochanej czy ukochanego, bo zagrażają one symbiozie. Osoba symbiotyczna kurczowo trzyma się partnera, niczym osoba współuzależniona. Na głębokim poziomie czuje, że utrata związku to utrata życia, dokładanie tak jak utrata matki w dzieciństwie. Człowiek taki nie wie, jak dalej żyć, co robić, lubić, nie odnajduje w swoim życiu priorytetów, ponieważ te wyznaczał partner, który nagle odchodzi. Właśnie dlatego podczas rozpadu związku symbiotycznego przynajmniej jedna strona mówi: „nienawidzę cię”. Nie ma możliwości rozejmu, rozstania się z klasą, koniec następuje z hukiem, a partner okazuje nic nie warty.

Symbioza bez happy endu?

Stoi za tym kilka psychologicznych mechanizmów. Rozszczepianie własnego „ja” na część „dobrą” i „złą”, które jest źródłem zmiennych przekonań: „jestem beznadziejny”, „jestem najlepszy”, „mogę wszystko”, „do niczego się nie nadaję”. Inny mechanizm to idealizacja, czyli przypisywanie partnerowi cech, które chcielibyśmy u niego widzieć, i usprawiedliwianie pomyłek. Towarzyszy mu często mechanizm dewaluacji, czyli niedostrzeganie pozytywnych cech u osoby postrzeganej jako „złej”.

Para pozostająca w związku symbiotycznym może iść na terapię. – Jeżeli jednak wyleczymy dwie osoby symbiotyczne, to przestanie istnieć zasada funkcjonowania związku, bo jeśli ten oparty jest o patologię, to gdy ta zniknie, prawdopodobnie rozpadnie się sam związek – dodaje dr Aleksandra Sarna. Osobowość symbiotyczna jest silnie ugruntowana, terapia trwa latami. Ratunkiem jest praca nad sobą, budowanie swojego poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z samego faktu istnienia, a nie bycia z kimś. Pomocne może być danie sobie czasu na sprawdzenie, kogo chcę pokochać, i zadawanie pytań: Jakie cechy ma ta osoba? Co w niej lubię, a czego nie? Czego potrzebuję od tej osoby, a czego na pewno nie chcę? Gdzie znajdują się granice mojej przestrzeni, ciała, pracy, przyjaźni? Szaleństwo i pasja zdarzają się na początku każdej miłości, jednak jeśli ta jest ślepa przez długie miesiące i lata, prawdopodobnie wyprowadzi zakochanych na manowce. Dlatego, że nie spotkały się dwie dorosłe osoby, zainteresowanie poznawaniem siebie i wspieraniem w rozwoju, ale dwójka małych dzieci, przepełnionych lękiem przed zniknięciem.

  1. Psychologia

Od zakochania do dojrzałego związku

W związku od początku najważniejsza jest szczerość, a także bycie w kontakcie z samym sobą oraz świadomość własnych uczuć. Podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu jest również dzielenie się odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby. (Fot. iStock)
W związku od początku najważniejsza jest szczerość, a także bycie w kontakcie z samym sobą oraz świadomość własnych uczuć. Podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu jest również dzielenie się odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby. (Fot. iStock)
Podstawą dojrzałego związku są wspólne cele, bagatelizowane na początku różnice mogą stać się przeszkodą nie do pokonania - tłumaczy Marta Wołowska-Ciaś, terapeutka Gestalt.

W początkowej fazie znajomości zakochani najchętniej w ogóle nie rozstawaliby się. W pewnym momencie to „zakleszczenie” się kończy. Zakochanie to faktycznie wyjątkowy moment w związku. Można powiedzieć - niepowtarzalny, pod wieloma względami. Wszystko dzieje się po raz pierwszy: pierwsze spojrzenia, spotkania, dotyk,  potem: wyjawianie tajemnic, rozmowy o przeszłości, dzieciństwie, planach na przyszłość, pocałunki, intymne kontakty…  To budzi niesamowicie pozytywne uczucia. Ekscytacja i niemal euforia towarzyszą każdemu spotkaniu, oczekiwaniu na telefon, rozmowę, wiadomość. Po kilku tygodniach partnerzy spotykają się coraz częściej, spotkania trwają coraz dłużej i dochodzi do nich w bardzo różnorodnych sytuacjach. To już nie tylko randki w kinie i kolacje przy świecach, ale wspólne weekendy, wyjazdy we dwoje, poznawanie znajomych. Zakochani stają się coraz mniej zahamowani i bardziej skłonni do wzajemnego pochwalania się i ganienia. Stają się bardziej empatyczni, rozwijają swoje własne zwyczaje, systemy porozumiewania się, scenariusze wzajemnych kontaktów.  

Jak wykorzystać ten proces dla budowania dojrzałej relacji? Od początku ważna jest szczerość i uczciwość w związku, a także bycie w kontakcie z samym sobą, świadomość własnych uczuć tu i teraz. Dzielenie się zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi myślami i odczuciami w odpowiedzi na działania drugiej osoby jest podstawą w budowaniu prawdziwego kontaktu.

Na przykład? Kiedy osoba jest świadoma swoich własnych uczuć w danym momencie - warto pamiętać, że są to: złość, smutek, radość, strach - ma wolność wyboru i zachowania. Kiedy partner spóźnia się na kolację albo spotkanie może powiedzieć: „Jest mi przykro, kiedy nie przychodzisz punktualnie. Czuję się wtedy dla ciebie mało ważna. Możemy o tym porozmawiać?”. Albo: „Złości mnie, kiedy umawiasz się ze mną, a przychodzisz razem z koleżanką. Oczekuję, że będziesz to ze mną omawiała w przyszłości, dobrze?”.

Aby związek mógł przejść w kolejną fazę, potrzebne są wspólne cele. Nie muszą być identyczne. Jednocześnie wspólne planowanie, rozmowy na temat przyszłości mogą korzystnie wpłynąć na cementowanie relacji. Jeśli cele nie będą zsynchronizowane co do głównych założeń, takich jak na przykład posiadanie albo nie dziecka, miejsce zamieszkania, jeśli zbagatelizujemy te różnice na początku, to potem mogą się okazać przeszkodą w stworzeniu trwałego związku.

Kiedy związek zaczyna dojrzewać? Kiedy mija pierwsza faza związku (około 8-9 miesięcy), „partnerzy silniej odczuwają, że ich indywidualny interes jest nieodłączny od istnienia i jakości łączącego ich związku.[...] Coraz częściej i silniej występują jako para (a nie dwie jednostki) w relacjach z innymi ludźmi. [...]  Zwiększają wysiłek wkładany w związek, podwyższając w ten sposób jego ważność we własnej przestrzeni życiowej"*. To także czas, kiedy budujemy swoje granice w związku. Dlatego tak bardzo ważna jest świadomość własnych granic. Gdzie kończę się ja, a gdzie zaczynasz się ty? Samo zadawanie sobie takiego pytania w związku, rozmowa o tym może zwiększyć naszą wiedzę i odczuwanie samych siebie.

Jak stawiać granice w związku, żeby nie zranić partnera? Drogowskazem w stawianiu granic powinny być nasze uczucia i znajomość własnych potrzeb. Warto szukać odpowiedzi na pytania: „ jak ja się czuję, kiedy mój partner proponuje to czy tamto albo zachowuje się w stosunku do mnie w taki albo inny sposób? ”, „czego potrzebuje, chcę, co tak naprawdę lubię?”.  Jeśli będziemy przekraczać siebie, nie wyjdzie nam to na dobre, a tym bardziej nie przysłuży się relacji. Wcześniej czy później „wyjdzie”, być może bocznymi drogami, w nieadekwatnej sytuacji, nasza złość czy zranienie.

Ale może się zdarzyć, że postawienie granicy będzie raniące dla partnera. Wtedy konieczna jest rozmowa, żeby zrozumieć, co kryje się za taką sytuacją. Być może nasze zachowanie przypomina mu jakieś niedokończone sytuacje z przeszłości i otwiera niezabliźnioną ranę. Może ma inny system wartości, wychowanie, wiarę, zasady i stąd mogą wynikać jego uczucia. Tego nie wiemy. To może oczywiście dotyczyć nas samych. Dlatego im bardziej jesteśmy świadomi siebie, tym łatwiej budować dobre relacje. Stawianie granic to wyraz troski i szacunku do siebie i do partnera. I pamiętajmy: asertywność to nie tylko umiejętność mówienia NIE, ale także mówienia TAK.

*cytaty pochodzą z: B. Wojcieszke „Psychologia miłości”