Co zrobić, gdy w związku jest coraz więcej żalu i coraz mniej seksu, a partner nie chce słyszeć o wizycie u specjalisty?

Bycie rozumianym jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Wtedy jest miejsce na miłość, namiętność i seks. (Fot. iStock)

Co zrobić, gdy w związku jest coraz więcej żalu i coraz mniej seksu, a partner nie chce słyszeć o wizycie u specjalisty? Przypadek 30-letniej Basi komentuje sex coach Marta Niedźwiecka.

Nieporadność komunikacyjna potrafi zabić największe uczucie. Trudno wtedy o otwarcie się na potrzeby partnera i własne. Gdy jesteśmy zauroczeni drugą osobą, wydaje nam się, że wszelkie słowa są zbędne, bo możemy wszystko wyczytać z jej spojrzenia, gestu. A skoro nas kocha, to znaczy, że domyśli się też, czego nam do szczęścia potrzeba. Ale gdy po 2–3 latach stan najsilniejszego zakochania mija, mogą pojawić się nieporozumienia. Na światło dzienne wychodzą trudności z komunikacją oraz wyniesione z domu skrypty. Na przykład taki, że porządna kobieta nie rozmawia o seksie. To skąd jej partner ma wiedzieć, że coś jest nie tak?

Basia, 30-letnia trenerka fitnessu, przychodzi do sex coach i mówi: Mój mąż mnie nie rozumie. Ja cały dzień zajmuję się dziećmi i domem, czuję się opiekunką i sprzątaczką. On nigdzie mnie nie zaprasza, nie mówi nic miłego, nie docenia, a potem chce seksu. W dodatku nie widzi w tym problemu i nie chciał przyjść ze mną na konsultację.
Coach: Pani mąż nie włącza się w sprawy domowe?
Basia: Nigdy. Czy pani uważa, że to jest OK?
Coach: A co pani myśli na temat zaangażowania męża?
Basia: Myślę, że on ma gdzieś nasz związek i to, że ja się staram.
Coach: A jak chciałaby być pani traktowana? Co będzie dla pani komunikatem, że razem tworzycie ten związek?
Basia: Chciałabym, żeby on widział, że czasami sobie nie radzę. Że mam wszystkiego dosyć i nie mam ochoty na seks.
Coach: A mówiła mu pani, że sobie nie radzi?
Basia: Nie, bo pomyślałby, że jestem złą matką… Dobre matki przecież radzą sobie ze wszystkim.
Coach: A jak wygląda różnica między matką dobrą a dość dobrą?
Basia: Może ta dość dobra nie przejmuje się tak wszystkim jak ja.

Problem Basi i jej męża jest dosyć powszechny. Ona czuje się przeciążona obowiązkami domowymi, a jej frustracja i odczucie niedocenienia przekładają się na sferę emocji i seksu. Z kolei on nie rozumie przyczyn jej zniechęcenia, być może dostrzega, że jest przemęczona, ale nie łączy tego z brakiem ochoty na seks.

Złotą zasadą myślenia o związku jest zrozumienie, że cokolwiek się w nim dzieje, należy to do strefy odpowiedzialności obydwojga partnerów. Jeśli całą winę zrzucamy na drugą stronę, tym samym oddajemy swoje „udziały” w związku. Postawa Basi jest zrozumiała, ale nieskuteczna. Nie dając sobie przestrzeni do przeżycia złości i żalu, z czasem będzie wybuchała przy każdej drobnej okazji. Warto pamiętać, że często coś, co nas denerwuje w drugim człowieku, jest naszym własnym nieprzepracowanym problemem.

Role i podziały

Nadal w wielu związkach podział obowiązków wygląda tak, że to kobieta zajmuje się domem i dziećmi, a mężczyzna pracuje. I często trudno jest jej się przyznać, że nie radzi sobie ze wszystkim, że potrzebuje pomocy. Wciela się w rolę cierpiętnicy, która w milczeniu dźwiga swój krzyż, bo taki wzorzec jest jej znany. Z kolei mężczyzna, który nie jest zaangażowany w życie rodziny inaczej niż przez zapewnianie jej bytu, tak naprawdę jest w takim związku połowicznie. Relacja dwojga ludzi powinna polegać na tym, że oboje wkładają w nią po 50 proc. w każdym obszarze – od uniesień w sypialni po czyszczenie toalety. To dotyczy także seksu. Jeżeli potraktujemy go jako element bliskości, troszczyć się o niego powinni obydwoje. Ale nie może być on obowiązkiem małżeńskim, bo może wtedy zbrzydnąć na dobre.

Dobrze jest też zobaczyć, na ile seks pomaga w budowaniu komunikacji, a na ile ją utrudnia. Wiele par uprawia seks, w którym nie ma bliskości. Kobiety robią to z poczucia obowiązku, a mężczyźni dlatego, że wolą taki seks niż żaden. A w związku chodzi tak naprawdę o wypracowanie zdolności spotkania się jako dwie pragnące tego samego osoby. Wszyscy chcemy być docenieni i kochani. Wszyscy pragniemy szału namiętności i orgazmów. Nasze niezaspokojone potrzeby mogą zostać spełnione. Pod warunkiem że uda nam się je wyrazić, dostrzec obszary, w których mamy trudności, i uniknąć patrzenia na wszystko w kategorii winy i kary, która jest największą trucizną związku.

Różne scenariusze

Wracając do Basi, w jej przypadku są możliwe trzy kierunki rozwoju sytuacji. Pracując metodą coachingową, może dokonać tzw. wglądów – czyli spojrzeć na relację z wielu stron. Zastanowić się, z czym nie radzi sobie ona sama i z czym ma problem jej partner. Dzięki takiej pracy, polegającej na samodzielnym szukaniu odpowiedzi, łatwiej będzie uświadomić sobie powtarzające się mechanizmy, zrozumieć je i przeżyć emocje z nimi związane. Będzie wtedy w stanie zdobyć się na zrozumienie dla partnera. A gdy on poczuje się rozumiany, może zmienić swoje nastawienie do coachingu czy terapii na bardziej pozytywne.

Inne możliwe rozwiązanie – przy najbliższej kłótni czy rozmowie o domowych obowiązkach Basia zareaguje inaczej niż do tej pory. Ku jej zaskoczeniu mąż stwierdzi, że od lat marzył, żeby zyskała takie nastawienie. I sam znajdzie w sobie motywację do pracy nad związkiem.

Trzecia możliwość – w Basi zajdzie powolna, ale trwała zmiana na lepsze, zacznie się kontaktować ze swoim ciałem i swoimi emocjami. Czasem uda jej się przez to zainspirować partnera, czasem nie. Współpraca między nimi będzie miała zasadnicze znaczenie dla przyszłości tej relacji.

Od czego zacząć?

Na podstawowym poziomie pracy nad sobą Basia mogłaby poczytać o Porozumieniu bez Przemocy, na średnio zaawansowanym – stosować na co dzień zasady zdrowej komunikacji, obserwować i notować zmiany, jakie w niej zachodzą. Na zaawansowanym etapie pracy nie będzie jej potrzebna kartka i długopis – wystarczy obserwacja tego, co się dzieje, rozmowa i realizowanie planu naprawczego razem z partnerem.

Bo bycie rozumianym jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Wtedy jest miejsce na miłość, namiętność i wspaniały seks.