1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Jak wybaczyć, odpuścić sobie i innym? Otwórz serce – radzi Wojciech Eichelberger

Wojciech Eichelberger (Fot. Inka Rosocha)
Wojciech Eichelberger (Fot. Inka Rosocha)
Odporność na konflikty w dużym stopniu zależy od tego, w jaki sposób patrzymy na świat i siebie samych. Psychoterapeuta Wojciech Eichelberger podpowiada, co może nam pomóc zachować zdrowie w świecie pełnym waśni.

Żyjemy w świecie, w którym co chwila wybuchają nie tylko spory, ale nawet wojny. Jak to wpływa na nasze zdrowie, także to fizyczne?
Nawet najzdrowsze ciało nie zachowa na dłuższą metę zdrowia, jeśli umysł będzie fałszywie i nadmiernie zagrażająco interpretować świat. Dlaczego? Taka interpretacja sprawia, że nasz organizm działa niemal wyłącznie w trybie walki i (lub) ucieczki, produkując nadmiar kortyzolu, adrenaliny i noradrenaliny, czyli hormonów stresu. A podwyższony poziom tych hormonów osłabia reakcję układu immunologicznego. Na dodatek w poważnym stopniu zaburza niezbędne procesy regeneracyjne, na przykład sen, trawienie, wchłanianie, wydalanie, oddychanie. W tej sytuacji nieuchronne są częste infekcje, a stany zapalne stają się chroniczne. Wówczas – w zależności od uwarunkowań genetycznych – jakaś przewlekła choroba może zaatakować najsłabszy organ lub układ ciała. Tak więc odporność na konflikty i na związany z nimi organiczny stan zagrożenia zależy w ogromnym stopniu od sposobu, w jaki widzimy świat i siebie samych w świecie.

Ale przecież nie mamy wpływu na to, czy inni ludzie wejdą z nami w konflikt, a tym bardziej na to, czy będą wojny.
Na pojawianie się wojen nie mamy indywidualnego, bezpośredniego wpływu. Nie powinno nas to jednak zwalniać z poczucia zbiorowej odpowiedzialności za to, że one wybuchają. Podobnie jak nie wolno nam wyrzekać się zbiorowej odpowiedzialności za przegrzanie planety i jego konsekwencje w postaci susz, pożarów, ulew, powodzi, cyklonów i wymierania gatunków. Patrząc na to, co obecnie dzieje się ze światem, nie sposób zaprzeczyć stwierdzeniu, że zarzewiem wojen – w tym wojny z planetą Ziemia – jest stan naszych umysłów.

A co robić z konfliktowymi ludźmi wokół nas?
Szczęśliwie na to, czy będziemy angażować się w konflikty z innymi ludźmi, mamy naprawdę duży wpływ. Od nas też zależy, jaką postawę wobec nich przyjmiemy, jeśli już zaistnieją. Część naszych sporów z otoczeniem jest nieunikniona, choć i w nich możemy zachowywać się tak, aby ich nie zaogniać. Niebezpiecznie robi się wtedy, gdy konfliktów jest tak wiele, że pochłaniają większość naszego czasu i energii, zmuszając nas do nieustannego myślenia w kategoriach krzywdy, zagrożenia, obrony, ucieczki czy zemsty. Wtedy powinniśmy zadać sobie pytanie, czy wina za ten stan rzeczy nie leży przypadkiem po naszej stronie. Może nasze „ja” zostało tak sformatowane przez życiowe doświadczenie, że generuje nadmiar konfliktów?

Dopóty będziemy się kłócić się i walczyć ze wszystkimi, dopóki nie zrozumiemy, że nasza prawdziwa tożsamość to coś więcej niż wczesne zranienia i wynikające z nich kompleksy. Dopiero wtedy, kiedy poznamy swoje zranienia, pojawi się szansa na bardziej realne postrzeganie świata z perspektywy dorosłej, dojrzałej osoby, wolnej od konieczności kompensowania swoich dziecięcych niedoborów w dorosłym życiu.

Podstawą uwolnienia się od konfliktów jest zobaczenie swoich wczesnych zranień?
Tak. Szczególnie od konfliktów, które uporczywie się powtarzają i są wyzwalane w podobnych sytuacjach. Jeśli nie poznamy własnych uwarunkowań i ograniczeń, to naszym życiem będą rządzić dziecięce emocje, które od zawsze napędzają większość konfliktów w związkach, w rodzinach, w pracy, ale także – w skali makro – pomiędzy społecznościami, narodami i państwami.

Czego mogą dotyczyć te wczesne zranienia?
Doświadczeń takich jak upokorzenie, przemoc, porzucenie, unieważnienie, brak troski i miłości. One wszystkie sprawiają, że w naszym myśleniu oraz relacjach z innymi ludźmi dominuje poczucie krzywdy i zagrożenia lub pogardy i nienawiści połączonej z pragnieniem zemsty na tych, którzy naszym zdaniem „mieli (mają) lepiej”. Albo wygłaszają inne od naszych poglądy czy mają odmienne preferencje seksualne.

Zdecydowana większość z nas nosi w sobie zranienia, ale często nie jesteśmy ich świadomi.
Istnieje łatwy sposób dokonania w tej sprawie trafnej i szybkiej autodiagnozy. Jest prawie pewne, że częste odczuwanie takich uczuć jak lęk, panika, napięcie, autoagresja lub złość, pogarda czy nienawiść jest w istocie emocjonalną regresją, czyli odczuwaniem i działaniem przeniesionym w naszą dorosłość z czasów dziecięcych. Warto wtedy poświęcić czas na to, by odkryć ich prawdziwe źródło. Wtedy dopiero pojawi się szansa, żebyśmy przestali się utożsamiać z naszą poranioną emocjonalnie częścią i zachowywali się w zgodzie z realnymi okolicznościami. To z pewnością przyniesie ogromną ulgę naszym zestresowanym i chorującym ciałom, a także naszym zamkniętym sercom i umysłom.

Jak to zrobić?
Każdy, kto czuje się odpowiedzialną istotą, powinien przejść trening umiejętności wyłączania swojego zranionego dziecięcego „ja” z dorosłych relacji z innymi. Mam na myśli szczególnie tych z nas, których praca ma wpływ na formatowanie umysłów i losów wielu ludzi: nauczycieli, wychowawców, lekarzy, dziennikarzy, psychologów i psychoterapeutów, sędziów, prokuratorów, menedżerów, polityków, a także rodziców.

Czyli prawie wszystkich!
No właśnie. W idealnym świecie tak bym to widział. To pewne, że większość ludzi pilnie potrzebuje psychoterapii. Uświadomienie sobie tego jest ważne nie tylko z powodów osobistych, lecz również systemowych, a nawet globalnych. Czas poznać i zrozumieć swoje emocje, odkryć, skąd się wzięły, a potem otworzyć poranione serca i zamrożone umysły. Zdecydować, czy kierujemy się sercem, współczuciem, empatią, dobrze rozumianą pokorą, czy kierujemy się resentymentem, dawnymi zranieniami, dogmatami, zaszłościami.

Ilustracja Paweł Jońca Ilustracja Paweł Jońca

Jak wybaczyć, odpuścić sobie i innym?
Nie traćmy z oczu konkretnego człowieka. Jest takie czeskie opowiadanie, którego bohater po śmierci trafia przed sąd ostateczny, a że bardzo narozrabiał, zarzuty są druzgoczące. Jest przerażony, bo widzi, że sądzić go mają ci, których za życia skrzywdził. Pyta więc Boga: „Dlaczego to nie Ty, tylko ludzie mają mnie osądzić?”. A Bóg na to: „Ja nie mogę cię sądzić, bo wiem o tobie wszystko. Dlatego jestem świadkiem obrony”. A więc warto wiedzieć, że nigdy nie wiemy dość o innych, by dawać sobie prawo do ich osądzania, do pogardy, nienawiści czy zemsty. Odróżniajmy też złe czyny od osoby, która je popełnia. Pamiętajmy o tym, że każdy, kto krzywdzi innych, był kiedyś skrzywdzony, i jak dotąd nie umiał albo nie miał okazji, by sobie z tym poradzić.

A czy ty miewasz konflikty z ludźmi?
Rzadko, ale też nie sposób przeżyć życia bez konfliktów. Im więcej robimy i im bardziej jesteśmy znani, tym pewniejsze jest to, że powstanie przeciwko nam jakaś opozycja. Wtedy siłę do obrony czerpie się z wewnętrznego przekonania, że to, co mówię czy robię, jest zgodne z odkrytą i z trudem wypracowaną prawdą. Taka prawda jest trudna, bo dochodzenie do niej wymaga wielu bolesnych rozstań z naszymi ulubionymi przekonaniami i iluzjami.

Jeśli widzę to, czego inni nie widzą, nie narzucam mojej prawdy innym. Nawet jeśli mogłaby im pomóc w poradzeniu sobie z lękiem i zamieszaniem w ich życiu. Odpowiadam tylko na pytania tych, którzy pytają, i słucham ich opowieści. To mi w zupełności wystarcza i ogranicza liczbę możliwych konfliktów. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze