Kobieta, która mówi „nie”

fot. iStock

Zapomniane przez bliskich dziewczynki wyrastają na tzw. oziębłe kobiety. Nawet gdy kochają, seksu nie chcą. Ale seks to też intymność, dlatego trudno bez niego o szczęście we dwoje. Tymczasem kobieta może odkryć, że gdyby nie cienie z przeszłości, jej „nie” zmieniłoby się w „tak” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Słyszę często kobiety, które z lekceważeniem stwierdzają, że na seks to one nie mają czasu. Bo dzieci, dom, praca… Czy to prawdziwe powody odmawiania seksu?

Kobieta zazwyczaj wprost nie mówi swojemu mężczyźnie „nie!”. Raczej kiedy nie chce seksu, nie ma ochoty albo nawet boi się kochać, bo nie chce kolejnego dziecka, to pokazuje swoje „nie” dystansem i chłodem. Jest sztywna. Nie odpowiada na pieszczoty partnera, a sama mu czułości nie okazuje. Unika też sytuacji, w których mogłoby do seksu dojść, a więc kładzie się do łóżka strasznie zmęczona albo kiedy mężczyzna już śpi. Dba o to, by zawsze było coś jeszcze do zrobienia. Pracuje nad sprawozdaniem podatkowym na jutro albo gotuje zupę, która wymaga kilku godzin czuwania. I tak dalej, i tak do późna.

A więc zmęczenie znaczy tyle co „nie chcę”?

Tak bywa! Zamiast mówić „nie”, kobieta zaszywa się wieczorem w sypialni dzieci po to, żeby je utulić do snu, ale jakoś zawsze utuli tam u nich i siebie. Może też nie postarać się o to, by dziecko nauczyć spać samo, i chociaż ono ma już kilka lat, dalej śpi z nią. No i jak tu choćby pomyśleć o seksie? Zazwyczaj mężczyzna w końcu zauważa, że to nie splot obiektywnych okoliczności, ale że jego kobieta „nie chce z nim spać!”. To trwa, bo mężczyźnie trudno to pojąć. Zwłaszcza jeśli to taki męski trep, a ich nie brakuje.

Męski trep?

Trep to ten, który jak pojmie w końcu, co się dzieje, to nie zainteresuje się, dlaczego ona nie chce, tylko będzie miał o to „nie” pretensje! Przede wszystkim dlatego, że ona jest jego kobietą, a więc ma zawsze go chcieć! I tu otwiera się przestrzeń hańby małżeńskich gwałtów. Mam nadzieję, że kobiety już się na nie nie godzą, że wiedzą: zawsze mamy prawo powiedzieć „nie” i to „nie” musi być uszanowane. Nawet przez męża. Zwłaszcza przez męża! Na szczęście jednak taki statystyczny trep to zazwyczaj nie jest gwałciciel, tylko sypialniany narcyz. I on naprawdę nie rozumie, czemu ona go nie chce. Przecież z niego prawdziwy ogier, kochanek taki, że klękajcie kobiece narody!

No a dlaczego ona nie chce? Seks to czułość, bliskość, nie tylko orgazm.

Zazwyczaj dlatego, że orgazmu ani bliskości to ona z nim nie miewa. Bo też z niego taki superkochanek i czuły partner, jaki byłby z młota parowego. I narcyz, i trep nie zwracają uwagi na kobietę, na jej potrzeby i odczucia ani kiedy się z nią kochają, ani kiedy jedzą z nią zupę. Myślą tylko o sobie, żeby im było dobrze, żeby potwierdzili swoje wyobrażenie o tym, jak się bierze kobietę i jak dba o nią. Nie widzą, że ona nie ma orgazmu. Nawet że seks ją czasem boli, bo nie zdążyła się nawet podniecić, nie stała się wilgotna.

A więc „nie” to ocena mężczyzny jako kochanka! Czyli tylko narcyzowie i trepy słyszą je od kobiet w łóżku?

Niestety, nie tylko! Czasem także fajny mężczyzna dostaje „nie” między – powiedzmy – oczy, bo kobieta tak została wychowana. Mamusia jej wmówiła, że „seks jest brudny i zły!”. I że może się na te świństwa godzić tylko po to, żeby mieć dziecko i męża! Bo męża trzeba mieć. A że mężczyźni – jak mamusia mówiła – chcą tylko jednego, czyli seksu, to można za pomocą tego seksu nimi manipulować. No i bywa w tym pewna gra, kiedy kobieta mówi, że do łóżka to ona z nim pójdzie, ale dopiero po ślubie.

Manipulacja? Gra? A może to wyraz przekonań?

Mówię o sytuacjach, które znam ze swojej praktyki psycho-terapeutycznej. I powiem ci, że dziwią mnie kobiety atrakcyjne, mądre, światowe, zadbane, które po kilku miesiącach małżeństwa komunikują: „Seksu już nie będzie”.

Dziwią cię?

Bo pomyśl – co może nimi kierować? Pozornie są seksowne, potrafią uwodzić, podobać się. Mężczyźni dostają na ich punkcie kręćka. A tymczasem: co, nie lubią seksu? Może… Zresztą na swój sposób to sygnalizują, mówiąc mężczyźnie: „Po ślubie, tygrysku!”. I tygrysek jest tak nakręcony, że nie widzi w tej zapowiedzi kłopotów. Godzi się na ślub, myśląc, że to będą jego drzwi do raju. A to drzwi do czyśćca. Niedawno mój znajomy się o tym przekonał. Powiedział mi, że choć z nową kobietą bardzo się sobie podobają i bywają sami w romantycznych okolicznościach, to do niczego nie dochodzi. Ostrzegłam go wówczas: „Ta kobieta nie lubi seksu. Jeśliby lubiła, to jednak do czegoś by doszło. Jest oziębła, a może nawet manipuluje seksem”. Wysłuchał mnie, ale stwierdził, że jest tak śliczna, że zaryzykuje. I nawet jeśli mam rację, on ten jej lodowiec roztopi, rozpali ją.

Ups! Męska pycha.

No i rok po ślubie powiedziała mu, że koniec z seksem. A przez ten rok i tak był sypialnianym petentem. Mimo to został z nią, licząc na to, że ona zmieni zdanie. I też dlatego, że ona dba o dom i o niego, jest inteligenta, dowcipna i wykształcona. Dobrze mu się z nią żyje. A seks? Znalazł sobie kochankę. Jej to nie przeszkadza, bo jej celem było posiadanie męża i domu, a nie miłość.

Czyli kobieta nastawiona na cel: małżeństwo. Może używać „nie” i „tak”. Taki bywa powód chłodu ciała?

Nie tylko. Bywa tak, że kobieta, która – pozornie bez powodu – mówi „nie” swojemu mężczyźnie, nie chce nim manipulować. Ale ona inaczej się zachowuje, a nawet ubiera niż ta, o której wspomniałam – wiedząca dobrze, czego chce, żona mojego znajomego. Powód chłodu serca i ciała kobiety może być mroczny i tragiczny. Często jest nim molestowanie w dzieciństwie albo gwałt. Po takiej traumie kobieta nie ma wielkiego wyboru. Może stać się nimfomanką, a więc traktować seks jako jedyny sposób na budowanie relacji ze sobą (kompulsywna masturbacja) i ze światem (erotomania). Albo całkowicie stracić kontakt ze swoim libido. W takiej sytuacji kobieta ma wyłącznie złe skojarzenia z ciałem, z seksem, a więc też z bliskością i czułością. Boi się ich, bo podejrzewa, że mogą się za nimi ukrywać przemoc seksualna, poniżenie, ból. Żeby ich więcej nie doświadczać, odcina się od swojego ciała i uczuć. Jest jak wydrążona, nieobecna w sobie. Czy tylko przemoc seksualna wygania z ciała i jego potrzeb?

Wygnanie z siebie może być też efektem doświadczenia w dzieciństwie przemocy fizycznej, czyli bycia bitą. Może też być efektem opresyjnych czynności higienicznych, na przykład nadmiernej dyscypliny – za wczesnego sadzania na nocniku itd. Po takich doświadczeniach pupa i cipka kojarzą się tylko z poniżeniem i wstydem, ciało staje się obiektem bolesnej kontroli i zagrożenia, a nie miłości i ekstazy.

Czy to znaczy, że pochwica (zaciśnięcie mięśni pochwy uniemożliwiające stosunek) to rodzaj definitywnego „nie”, które mówi nadużyte kiedyś ciało?

Czynnik psychogenny jest w wypadku tej ciężkiej choroby bardzo ważny, choć radziłabym skorzystać w tym wypadku z pomocy lekarza seksuologa. Powiedziałabym tak, z mojej już działki, że nie tylko ta choroba jest sygnałem, że coś jest nie tak. Są ludzie, którzy mają tendencję do somatyzowania – czyli nie przeżywają swoich uczuć, ale zamieniają na rozmaite choroby. Dzięki temu nie czują tego, co bolesne, ale też nie konfrontują się z problemami, które te uczucia by im zasygnalizowały. Z problemami, które mają, boryka się za nich ich ciało – to ono reaguje, cierpi, mówi kolejnymi chorobami o tym, co czuje. „Zamienia” bolesne uczucia na schorzenia. Ludzie zajęci chorowaniem zwalniają się z czucia, działania, z życia.

Chorować zamiast kochać? Gdzie sens takiego wyboru?

To nie wybór, to nieświadomy mechanizm obronny. Uświadomienie sobie jego wpływu na nasz los nie wystarczy. Interes tego człowieka czasem wcale nie polega na tym, żeby wyzdrowieć. Bo wtedy trzeba by się skonfrontować z życiem, coś zrobić z problemami, które wywołują cierpienie czy lęk i przed którymi choroba pomaga uciec. A człowiek, który czegoś bardzo nie chce, nie zechce tego tylko dlatego, że inni tego chcą czy uznają za dobre, a nawet za zdrowe.

Psychoterapia może pomóc wyzdrowieć i mieć fajny seks?

Może pomóc, ale są ludzie tak skrzywdzeni opresyjnym wychowaniem czy traumami seksualnymi, że chcą od życia tylko jednego: żeby to życie ich więcej nie dotknęło. Bo każdy dotyk, jakiego do tej pory doznawali, bolał do żywego. A jak kochać się bez dotykania? No, nie da się. Naprawdę nie wszyscy mają siłę, żeby brać się za bary z przeszłością. Można chcieć tylko jednego: ciszy, spokoju i braku konfrontacji. Ofiary przemocy fizycznej lub nawet zapomnienia przez bliskich, czyli przez nich odrzucone, czasem tak mają, że niczego już nie chcą.

Zapomnienie, czyli odrzucenie przez bliskich, sprawia, że wyrastamy na oziębłe kobiety?

Zamrożone! Nie dziw się tak! Bycie przezroczystym, nieważnym, lekceważonym, gdy jesteśmy dziećmi, bardzo boli. Zostawia w sercu ranę, przekonanie, że jest się nic niewartym, skoro nawet rodzina nas odrzuciła, zapomniała o nas. To właśnie „zapomniane” dziewczynki wyrastają na kobiety ciche, wycofane, bezwolne, które trzeba popychać do działania, wciąż wspierać, przekonywać, że są warte kwiatka, uśmiechu, ładnej bielizny, miłości. Ich „zapomniane” także przez nie same ciało mówi „nie” wszystkiemu. Zwłaszcza drugiemu człowiekowi, bo ten zawsze przynosił ból. Mnie to ich zamrożone libido nie dziwi, tylko bardzo smuci.

Czyli kobieta nazywana oziębłą została zamrożona krzywdą?

Tak bywa. Bywa często i tak, że po prostu żaden mężczyzna nie pokazał jej, że ona może zapłonąć. Wchodził w nią, brał co swoje i wychodził. Oziębła? Nie, to tylko jej kochankowie byli do niczego! Niedawno moja klientka powiedziała: „Nie wiedziałam, kim jestem jako kobieta, nie wiedziałam, jak wiele rozkoszy może mi dać moje ciało!”. Po kilkunastu latach małżeństwa z trepem dała się uwieść seksualnemu wizjonerowi. On ją rozbudził, upieścił, rozsmakował w zmysłowości i ona doznała z nim rozkoszy, jakiej sobie nie wyobrażała.

A co z jej domem, z mężem?

Rozwodzi się z nim. Była przy nim mimo chłodu, bo myślała, że on daje jej wszystko, czego tylko może chcieć kobieta: piękny dom, modne ciuchy, wakacje za granicą, dziecko. Teraz ma namiętnego kochanka, z którym może rozmawiać na tematy, które ją interesują. I ma wreszcie siebie, całą i prawdziwą, zmysłową kobietę. Nie jest już oziębła.

Poszła za rozkoszą ciała przeciw rodzinie?

Ciało jest mądrzejsze od nas. Nie da się go oszukać, jak daje się oszukać umysł, który można uwieść stanem konta, dobrym adresem. Jeśli kobieta nie dostaje od mężczyzny bliskości i czułości, jej ciało nie dostaje iskry, która pozwoli rozkwitnąć jej kobiecości. Mówi o tym piękna powieść „Na plaży Chesil” Iana McEwana. Florence powiedziała Edwardowi, że będzie kochać się z nim dopiero po ślubie. Czekał rok, z nikim nie sypiał, nawet się nie masturbował. Kiedy wreszcie nadeszła ich noc poślubna, był tak podniecony, że po pierwszym dotknięciu przez nią jego członka dosłownie zalał Florence spermą. A ona z odrazy uciekła na plażę. Rozstali się. To smutna opowieść o tym, że mężczyzna powinien umieć obudzić kobiecą seksualność…

Gdyby umiał, „Na plaży Chesil” miałoby happy end?

Jest taki moment w książce i filmie, kiedy Edward, dotykając delikatnie jej uda, dotyka też włosów łonowych. To sprawia, że ona zaczyna coś miłego odczuwać w swoim ciele. Niestety, mamy rok 1970 i on nie ma pojęcia o seksualności kobiety. I o męskiej też nie. Gdyby miał pojęcie i gdyby ją wtedy powoli rozpieścił, rozbudził… rzeczy miałyby się inaczej. Ale nawet dziś: który mężczyzna to umie? Który kochanek wie, że kobieta wymaga uważności i właśnie poczucia, że nic złego jej się nie stanie, że każde jej „nie”, wymyślone czy szczere, będzie uszanowane? Bo tylko ona może „nie” zamienić w „tak”.