1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Maja Ostaszewska świętuje pięćdziesiąte urodziny

Maja Ostaszewska w roli Ewy Dyakowskiej-Berbeki w filmie „Broad Peak” (Fot. Marcin Szkodziński/Forum)
Stylowa i nietuzinkowa, jest nie tylko jedną z najlepszych polskich aktorek, ale też aktywistką, która chce zmieniać świat na lepszy. Nie waha się stanąć po stronie wykluczonych, bo sama, jako dziecko, padła ofiarą dyskryminacji. Maja Ostaszewska obchodzi dziś pięćdziesiąte urodziny.

O tym, że zostanie aktorką, zdecydowała w wieku sześciu lat. Rodzina – artystyczna i otwarta – wspierała ją w realizowaniu planów. Na wymarzone studia na wydziale aktorskim w PWST w Krakowie dostała się dopiero za drugim razem, wcześniej spędziła rok na wydziale lalkarskim we Wrocławiu. Jak przyznała, doświadczyła tam przemocowego fuksowania, które na szczęście ominęło ją już w Krakowie, mimo że same studia były wymagające. Skończyła je w 1996 roku i niemal od razu otrzymała swoją pierwszą nagrodę – Grand Prix na Festiwalu Szkół Teatralnych za rolę generałowej w „Płatonowie” w reżyserii Krystiana Lupy. Szybko została okrzyknięta jedną z najbardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia.

Z Krakowa przeniosła się do Warszawy, najpierw do Teatru Dramatycznego, a potem Rozmaitości, gdzie zyskała sławę jako aktorka stworzona do wielowymiarowych, niejednoznacznych emocjonalnie ról. Pod wodzą Grzegorza Jarzyny razem z krakowskimi aktorami (m.in. Magdą Cielecką, Andrzejem Chyrą, Jackiem Poniedziałkiem) odmieniali oblicze skostniałego polskiego teatru. W 2008 dołączyła też do zespołu Nowego Teatru Krzysztofa Warlikowskiego. Grała w Teatrze Narodowym. Jeden z jej najnowszych teatralnych projektów to spektakl dokumentalny „Odpowiedzialność” w Teatrze Powszechnym, który zadaje pytania o łamanie praw człowieka na granicy polsko-białoruskiej.

Debiut u Spielberga

Filmowego debiutu Mai Ostaszewskiej mogłoby pozazdrościć wielu. Zagrała bowiem w nagradzanej Oscarami „Liście Schindlera” Stevena Spielberga. Choć rola oszalałej z rozpaczy żony jest epizodyczna, na długo zostaje w pamięci. Po niej posypały się kolejne: „Patrzę na ciebie, Marysiu” Łukasza Barczyka (Złoty Lew w Gdyni za najlepszą rolę kobiecą), „Prymas. Trzy lata z tysiąca” Teresy Kotlarczyk i „Przystań” Jana Hryniaka. Zagrała w kinowych hitach „Samotność w sieci” Witolda Adamka czy „Ile waży koń trojanski” Juliusza Machulskiego. Rola w „Katyniu” Andrzeja Wajdy była dla niej ogromnym wyróżnieniem. Jak przyznaje, „Panny z Wilka” oglądała w młodości kilkadziesiąt razy.

Zagrała również w „Pitbullu” kontrowersyjnego Patryka Vegi, ale odmówiła już udziału w „Botoksie”, za co znalazła się w ogniu krytyki fanów i współpracowników reżysera. Jej najnowsza rola to żona Macieja Berbeki w filmie „Broad Peak” Leszka Dawida, który będzie miał światową premierę 14 września na Netfliksie. W 2001 otrzymała Paszport Polityki za „wybitne role filmowe, za nowoczesne i wrażliwe aktorstwo, za grę, w którą zawsze się wierzy”. Krytycy podkreślają, że nie ma dla niej ról niemożliwych i potrafi się wcielać w skrajnie różne postaci, unikając przy tym przerysowania.

Wszystko dla roli

Nie stroni od seriali, choć jeszcze w latach 90. gra w tego typu produkcji nie była w dobrym tonie dla ambitnych aktorów. Czasy się jednak zmieniły i dziś w serialach grają najlepsi. Popularność przyniosło Mai Ostaszewskiej „Na dobre i na złe” o szpitalu w Leśnej Górze. Zagrała też w „Przepisie na życie”, „Czasie honoru” i „Drugiej szansie”. Do roli w „Diagnozie” nauczyła się zakładać chirurgiczne szwy i operować narzędziami. To zresztą niejedyny taki przypadek, bo lubi dobrze wejść w postać, którą gra. Na potrzeby roli psychoterapeutki-medium w filmie „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej, skończyła kurs psychodramy. Gdy nabawiła się kontuzji nogi, nie zrezygnowała ze sceny, występując na deskach Teatru Nowego w ortezie i o kulach, z nogą obłożoną lodem pomiędzy scenami. Na swoimi Instagramie nie omieszkała się przy tym zadać pytania ważnego dla osób z niepełnosprawnościami: kto powiedział, że aktorka nie może być o kulach?

Nie tylko aktorka

Skandale z jej osobą w roli głównej czy częste artykuły w plotkarskich portalach to nie jej bajka. Mimo to stylowa, utalentowana i w każdym calu nieprzeciętna Ostaszewska uchodzi za osobę kontrowersyjną. Wszystko przez poglądy, którymi nie waha się dzielić w swoich mediach społecznościowych oraz wywiadach do których jest zapraszana. Uważa, że minęły czasy, w których można siedzieć cicho. Udzielanie się przez aktorstwo i twórczość jej nie wystarcza. Głośno i chętnie mówi więc o tym, co jej nie pasuje w działaniach obozu rządzącego. Nie boi się krzyczeć o sprawach, które ją dotykają: zakazie aborcji, reformie sądów czy edukacji. Agencje fotograficzne pełne są jej zdjęć z protestów. Bierze udział w Strajku Kobiet i Paradzie Równości, a na Instagramie pozuje z tęczową flagą. Pisze „Kochajcie kogo chcecie, kochajcie siebie samych. Dbajcie o siebie pamiętajcie o tych, którzy nie mogą cieszyć się miłością. Którzy są oddzieleni od ukochanych, dyskryminowani za to, jak kochają.” Taka postawa przysparza jej nie tylko zwolenników, ale i wrogów. W podzielonej Polsce jej działania budzą kontrowersje. Nie zamierza z nich jednak rezygnować. Swoim głosem chce wpływać na postawy innych.

Barwne dzieciństwo

Skąd w niej taka potrzeba, by zmieniać świat na lepszy? Pochodzi z artystycznej rodziny i ma trójkę rodzeństwa. Babcia była aktorką, dziadek rzeźbiarzem i scenografem. Jej ojciec, Jacek Ostaszewski jest reżyserem i muzykiem. Założył zespół Osjan, grający muzykę z pogranicza folku i muzyki improwizowanej. Kilka lat dzieciństwa spędziła w Karkonoszach. Jej rodzice, wraz z wieloma innymi zaprzyjaźnionymi rodzinami, przenieśli się bowiem z Krakowa do buddyjskiego ośrodka w Przesiece. Jak wspomina Maja w wywiadzie dla „Zwierciadła” z 2019 roku, to były wspaniałe czasy: kwitło życie towarzyskie, wędrowała od domu do domu, obracała wśród artystów, nauczycieli buddyjskich, mnichów, barwnych ludzi z całego świata. To sprawiło, że jest otwarta na inność, ale też wrażliwa na drobnomieszczańskie konwenanse.

Jednocześnie, jako buddystka i wegetarianka od urodzenia, w polskiej szkole uchodziła za osobę co najmniej nietuzinkową. Spotykała się z tego powodu z dyskryminacją, a wręcz prześladowaniem. W szkole dzieci przezywały ją „Żydówką” lub „Cyganką”. Miała niecodzienną urodę, ubierała się kolorowo, pochodziła z artystycznego domu i nie chodziła na religię. Dzieci straszyły ją piekłem, a któregoś razu zrzuciły ze schodów, w wyniku czego złamała nos i łokieć. Ale to właśnie te doświadczenia sprawiły, że jest tak wyczulona na krzywdę innych, zwłaszcza tych wykluczonych i dyskryminowanych.

Aktywistka w służbie słabszym

Walczy o prawa uchodźców, pomaga rodzinom z Ukrainy. W swoim domu przyjęła uciekinierki z Kijowa i jeździła na granicę z Białorusią z transportem darów (co spotkało się z krytyką ze strony rządzących).

Sprzeciwia się łamaniu praw zwierząt. Współpracuje z fundacjami walczącymi z ich niehumanitarnym traktowaniem. Angażuje w walkę przeciwko chowowi przemysłowemu, ubojowi rytualnemu, kampanie antyfutrzarskie. Głośno mówi o kryzysie klimatycznym. Ale też razem ze swoją suczką Fumą prosi o wsparcie dla fundacji i schronisk zajmujących się bezdomnymi psami. Jej Instagram to nie tylko kadry z planów zdjęciowych czy prób do spektakli, przetykane sielskimi obrazami z życia rodzinnego czy high-lifem czerwonych dywanów. To częściej głos w ważnej sprawie, prośba o wsparcie fundacji czy zbiórki, refleksja nad losem pokrzywdzonych.

„Jestem głęboko przekonana, że stosunek do zwierząt kształtuje nasze nastawienie do drugiego człowieka. Że zgoda na okrucieństwo wobec zwierząt jest tylko o krok od zgody na cierpienie ludzi. Jeśli chcemy lepszego świata, zacznijmy od naszych codziennych wyborów. Od naszego talerza, łazienki.” – mówi. Sama, jako wegetarianka od urodzenia, przeszła na weganizm. W 2002 roku otrzymała nagrodę Światowego Towarzystwa Ochrony Zwierząt.

Życie prywatne jest prywatne

Prywatnie od siedemnastu lat związana jest z operatorem Michałem Englertem. Ma dwójkę dzieci, Franciszka i Janinę. Jak mówi, bardzo pragnęła być mamą. Druga ciąża była zagrożona – Ostaszewska na pół roku musiała zrezygnować z jakiejkolwiek aktywności zawodowej. Przyznaje, że macierzyństwo ją odmieniło, przewartościowało priorytety. Z osoby prywatnie chaotycznej i niezorganizowanej, zmieniły w mistrzynię planowania. Wychowuje swoje dzieci w duchu wolności i akceptacji. Wspiera je w trudach mierzenia się z nieprzyjaznym systemem polskiej edukacji. Gdy syn postanowił jeść mięso, dała mu do tego przestrzeń (choć sama, jak weganka, nie przygotowuje mu w domu mięsnych posiłków). Chroni swoje życie rodzinne, nie udostępniając zdjęć z codziennych sytuacji. Wystarczy, że pokazuje światu swoje dwie bardzo wyraziste twarze: aktorki i aktywistki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze