1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Michelle Obama: „Chciałabym, by ludzie czuli się mniej samotni”

Michelle Obama (Fot. Miller Mobley)
Michelle Obama (Fot. Miller Mobley)
Cztery lata po sukcesie „Becoming” Michelle Obama wraca z książką „Światło w nas. Jak żyć w niepewnych czasach”. sama mówi o niej, że to swego rodzaju skrzynka z narzędziami.

Co oznacza dla pani tytuł „Światło w nas”?
Przypomina mi, że nawet gdy świat wydaje się mroczny i niepewny, zawsze możemy rozpalić nasze wewnętrzne światło i podzielić się nim z innymi. Z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że jeśli wiesz, co jest twoim światłem – tym, co cię napędza, co przynosi ci radość – to znaczy, że znasz siebie i swoją prawdziwą historię. Dzięki temu rośnie twoja pewność siebie oraz zdolność do nawiązywania głębokich relacji z innymi. A potem jedno światło karmi drugie, rozpalając coś znacznie większego i potężniejszego niż my sami.

Ma pani jakieś strategie pozwalające zachować spokój i równowagę w tych burzliwych czasach?
Jedną z nich jest dla mnie robienie na drutach. Pierwszy raz sięgnęłam po druty podczas przeżywania bardzo trudnego momentu w trakcie pandemii, kiedy towarzyszyło mi duże poczucie beznadziei. Dziś to mój sposób na odpoczynek od otaczającego mnie stresu i niepokoju.

Moim największym zasobem są jednak moi przyjaciele – nazywam ich swoim „najbliższym kręgiem”. Są moją opoką, gdy potrzebuję wsparcia. Wierzę, że kiedy masz przy sobie przyjaciółkę lub grupę przyjaciół, zniesiesz właściwie wszystko – nawet pandemię, w której zamiast rozmów przy kawie i babskich wieczorów zostają tylko SMS-y, rozmowy telefoniczne i spotkania na Zoomie.

Mam jeszcze ogromne szczęście w postaci wspaniałego męża, który przez ponad 30 lat małżeństwa nauczył się, jak najlepiej mnie wspierać i pomagać mi znaleźć poczucie spokoju. Czasami on widzi, że coś się ze mną dzieje, zanim ja sobie to uświadomię. Myślę, że Barack i ja jesteśmy dowodem na to, że dzięki ciężkiej pracy, głębokiemu poczuciu zaangażowania i mnóstwu miłości dwie bardzo różne osoby mogą być razem znacznie silniejsze.

W książce przyznaje pani, że ludzie codziennie przeżywają bardzo realnie uzasadnione obawy, ale pisze też: „To, co nas rani, przekształca się w nasze lęki, które stają się naszymi ograniczeniami”. Co chce pani przez to powiedzieć?
Moi rodzice obserwowali, jakie ograniczenia rasizm nakładał na pokolenie ich własnych rodziców. Na przykład mój dziadek prawie nigdy nie zapuszczał się poza swoją dzielnicę, a kiedy już to robił, to zawsze z duszą na ramieniu. Pamiętam, bo widziałam ten lęk u niego, kiedy jechał do centrum Chicago.

Moi rodzice zrobili więc wszystko, co w ich mocy, aby od najmłodszych lat pomagać nam rozbrajać nasze własne lęki. Kiedyś przerażały mnie burze z piorunami, więc tata dokładnie wytłumaczył mi mechanikę grzmotów i błyskawic, a potem podał kilka sposobów na zachowanie bezpieczeństwa podczas burzy. Z kolei mama potrafiła zachować spokój w obliczu okropnych pająków, dużych psów, a nawet tostera, który pewnego razu podpaliliśmy razem z bratem.

To właśnie od nich nauczyłam się, że na drugim biegunie strachu leżą kompetencje i że możemy przełamać mechanizm tego, co nas przeraża, a także zrozumieć, kiedy strach nam służy, a kiedy nas ogranicza. Dziś wiem, że to działa – niezależnie od tego, czy jako dziecko przeraża cię uderzenie grzmotu, denerwujesz się wystąpieniem publicznym, boisz się poprosić szefa o podwyżkę czy przygotowujesz się do trudnej rozmowy z partnerem. Kiedy weźmiemy głęboki oddech i wyraźnie spojrzymy na to, co tak naprawdę sprawia, że odczuwamy strach, zobaczymy go takim, jaki jest. Nie oznacza to, że przestanie być prawdziwy lub że łatwo będzie go zignorować. Ale kiedy opanujemy tę pierwszą, instynktowną reakcję, często znajdziemy bardziej konstruktywny i użyteczny sposób działania.

Kiedy spotykam dzieci, które dorastają w trudnych dzielnicach, często opowiadają mi historie o rzeczach, z którymi spotykają się na co dzień: o przemocy gangów, nieobecności rodziców. To, co wtedy im mówię, nawiązuje do tego, co powiedziałam o strachu: że jeśli jeszcze raz spojrzą na to, przez co przechodzą, zobaczą zupełnie inną perspektywę. Dostrzegą te wszystkie umiejętności i doświadczenia, których tak wielu ich rówieśników nie ma – wytrwałość, samodzielność i zdolność do pokonywania trudności.
To jest perspektywa, którą wszyscy możemy zastosować w naszym życiu. Jeśli czujemy się niewidzialni lub myślimy, że czegoś nam brakuje, prawdopodobnie po drugiej stronie tej niepewności jest coś wyjątkowego. Kontuzje mogą pomóc nam nauczyć się leczyć urazy. Pustka może nam pokazać, co tak naprawdę czyni nas całością. Trzeba tylko pamiętać, że to nie będzie łatwa droga. Ale jeśli zaczniemy od zaakceptowania tego, że słabości mogą być naszymi mocnymi stronami, to naprawdę uczyni nas silniejszymi.

Rozmawiałyśmy już o tym, co ma pani na myśli, mówiąc o świetle, które niesie każda osoba. A w jaki sposób możemy dzielić się tym światłem z innymi i w ramach naszych społeczności?
Warto pamiętać, że zmiana niekoniecznie wymaga robienia czegoś dużego czy efektownego. W pozornie małych działaniach, takich jak głosowanie, pomaganie sąsiadowi lub poświęcanie swojego czasu lub energii sprawie, w którą wierzysz, tkwi ogromna moc. Przekształcenie tych małych działań w nawyk pomoże nie tylko każdej społeczności, ale też każdej osobie – czuć się bardziej widoczną, bardziej związaną z innymi i mieć większe poczucie sprawczości. Pamiętajmy, że kiedy dzielimy się naszym światłem, ono wraca również do nas.

Co chciałaby pani, żeby czytelnicy i czytelniczki wynieśli z lektury pani książki?
Uważam ją za swego rodzaju skrzynkę z narzędziami, które pomogą każdemu w momentach zwątpienia i niepewności. Oczywiście nie wszystko w książce będzie doskonałą odpowiedzią na konkretne wyzwania, z którymi boryka się każdy z nas, ale chciałabym, żeby po jej przeczytaniu ludzie czuli się trochę mniej samotni. Zobaczyli, że nie tylko oni doświadczają lęków i zmagają się z trudnościami, ale że każdy – nawet była pierwsza dama – przechodzi przez okresy zwątpienia. A przede wszystkim mam nadzieję, że lektura da ludziom większe poczucie równowagi, bezpieczeństwa i głębszych relacji z innymi. Liczę na to, że kiedy odłożą książkę, uśmiechną się trochę szerzej i z większą radością spojrzą na ludzi i możliwości pojawiające się na ich drodze.

Michelle Obama, rodowita mieszkanka Chicago, prawniczka, absolwentka Harvardu, w 2008 roku została pierwszą damą USA i dała się poznać jako jedna z najbardziej aktywnych kobiet w historii tego urzędu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze