1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Halina Mlynkova: „Wyczyściłam moje życie ze wszystkich niezdrowych relacji”. Z cyklu: „Jak oni dbają o swój dobrostan”

Halina Mlynkova (Fot. Paweł Przybyszewski/Forum)
Halina Mlynkova (Fot. Paweł Przybyszewski/Forum)
„Moje życie zmieniło się, kiedy przestałam dopuszczać do siebie nieodpowiednie osoby. Więc jak ktoś pyta mnie jak dbam o swój komfort psychiczny, to właśnie tak” – mówi Halina Mlynkova.

W różny sposób dbamy o swój dobrostan, o swoje zdrowie psychiczne, ty bardzo pilnujesz tego, aby nie wchodzić w relacje, które ci nie służą.
Tak, pilnuję tego, ktoś mógłby powiedzieć, że może nawet przesadnie. Stworzyłam swój zamknięty świat, jest w nim dosłownie kilka osób. I dobrze mi z tym.

Potrzeba zbudowania takiego muru musi mieć swoje źródło.
Zbyt wiele razy zaufałam osobom, które na to nie zasługiwały. To dotyczy relacji prywatnych, ale też zawodowych. Wielokrotnie ktoś zachowywał się wobec mnie nielojalnie. I uwierz mi, naprawdę długo nie przestawałam wierzyć w ludzi.

Dziś nie wierzysz?
Wierzę wybiórczo. Teraz najważniejsze jest dla mnie przebywać wyłącznie z osobami, przy których mogę być szczera, przy których nie muszę nikogo udawać, przy których mogę się odsłonić i nie myśleć, że to może zostać użyte przeciwko mnie.

Nie musisz szczypać się w język.
Pamiętam sprzed lat wiele takich bardzo jednostronnych rozmów, kontaktów. Relacja polegała na przykład na tym, że byłam niemal przepytywana, naiwnie odpowiadałam, a potem okazywało się, że ktoś znajomy zrobił z tego użytek…

Mam takie poczucie, że przez dużą część mojego życia udawałam, nie pokazywałam siebie prawdziwej, bo gdzieś podświadomie czułam, że nie mogę sobie na to pozwolić. To jest bardzo nieprzyjemny stan, udawać może jest fajnie, ale na scenie, a nie w życiu. Chociaż ja mam wrażenie, że już nawet na scenie nie udaję. Nie robię spektakularnego show, tylko stawiam na prawdę.

Wiesz, dopiero od kilku lat żyję na własnych zasadach. Dopiero kilka lat temu zaczęłam dbać o swój komfort psychiczny. Wcześniej się dostosowywałam, dopasowywałam, spełniałam wciąż czyjeś oczekiwania. Wybierałam pod kątem innych, a nie siebie. „On by tak chciał”, „Dla dziecka tak będzie lepiej”, „Przyjaciółka mnie przecież potrzebuje”, itd… Mnie w tym wszystkim nie było.

Myślę, że nasze pokolenie nasłuchało się w dzieciństwie różnych przekazów, a szczególnie dwóch – trzeba myśleć o tym, co ludzie powiedzą i trzeba być grzeczną.

Nie znoszę słów „grzeczna”, „niegrzeczna”. To bardzo źle działa na dziewczynki, potem kobiety – szufladkuje je, a ja bardzo nie lubię wszystkiego, co kobiety szufladkuje.

Moim sposobem na dbanie o swój komfort psychiczny stała się odwaga. Odwaga do wybierania tego, co mi pasuje, do życia na własnych zasadach, a przede wszystkim odwaga do wyczyszczenia mojego życia ze wszystkich niezdrowych relacji.

Dziś mam w nosie, co powinnam, albo czego nie powinnam. I uwolniłam się od ludzi, którzy mi to mówili, niby dobrze doradzali. Nie jestem dwunastoletnią dziewczynką. Sama wiem, co jest dla mnie dobre.

To był proces czy przyszedł taki dzień, kiedy rozejrzałaś się dookoła i pomyślałaś, że trzeba zrobić czystkę?
To był proces. Całkiem długi proces budzenia się, otwierania oczu.

Masz wrażenie, że do pewnego momentu spotykałaś, dopuszczałaś do siebie zbyt dużo toksycznych osób?
Ja mam wręcz wrażenie, że przyciągam takich ludzi!

Jakbyś nie umiała, nie była w stanie tupnąć nogą.
Byłam postrzegana jako uległa i potulna. To doskonałe cechy do zdominowania. Natomiast to tylko pozory… Zawsze miałam w sobie dużo siły i w końcu, w pewnym momencie umiałam postawiać granice, co nie było mile widziane, wtedy następowało wielkie niezadowolenie drugiej strony. Ale wcześniej długo wytrzymywałam, długo byłam cierpliwa i spokojna…

Żeby dbać o niewchodzenie w toksyczne relacje trzeba nauczyć się je rozpoznawać, czytać sygnały. Nauczyłaś się tego?
Rzeczywiście, dziś bardzo szybko potrafię powiedzieć sobie – to nie jest dobre, to dobrze nie „pachnie” i być w tym konsekwentna. Tak, mogę powiedzieć, że nauczyłam się czytać sygnały toksyczności.

Co zatem dobrze ci dziś nie „pachnie”?
Dobrze nie „pachnie” ktoś, kto jest bardzo skupiony na sobie. I jak się chce, to naprawdę można to bardzo szybko wyczuć. Narcyzm czy narcystyczne skłonności nie wróżą niczego dobrego, to – tak wynika z moich doświadczeń – wiąże się z przemocowością różnego rodzaju.

Nie ufam też osobom, które gotowe są zrobić dla mnie wszystko, tak się z całych sił podlizują, od takich ludzi też już trzymam się z daleka.

Boję się także sytuacji, kiedy relacja od pierwszej chwili wygląda na idealną, bajkową – spotkały się dwie połowy większej całości, jest świetnie, wszystko się zgadza i do siebie pasuje. Po prostu bajka… Tylko nie ma happy endu.

Mam również doświadczenia, że jeżeli ktoś od początku bardzo na nas w jakiejś sprawie naciska, jest taki mocno konsekwentny, co powszechnie uważane jest za cechę pożądaną, to ten nacisk będzie już zawsze obecny w tej relacji, a z czasem stanie się tylko zwielokrotniony.

Nauczyłam się też wreszcie ufać swojej intuicji.

To wszystko brzmi bardzo radykalnie…
Wcześniej dawałam kolejne szanse, wmawiałam sobie, że może nie mam racji, pozwalałam się tłumaczyć, brnęłam i brnęłam. A potem cierpiałam. Bo to nigdy nie kończyło się dobrze. Ludzie doskonale się maskują, świetnie udają, dlatego – i powtarzam to kobietom, bo włączam się w rozmaite akcje społeczne, które mają chronić przed przemocą, każdym jej rodzajem – jeśli tylko cokolwiek ci nie odpowiada, cokolwiek ci nie pasuje, nawet kiedy nie wiesz, co dokładnie, jak to nazwać, na początku relacji – najlepiej profilaktycznie uciekać.

Ale czy to też nie jest skrajność, przejście od naiwności i pełnego zaufania ludziom w totalny jego brak, który też może przecież czynić nas nieszczęśliwymi?
Nie, daleko mi do skrajności. Mam po prostu swój świat w którym mi dobrze, a budowanie tego świata zajęło mi trochę czasu, więc nawet jeśli jestem radykalna, to mój świat i moje życie są całkiem normalne, są w nim wspaniali ludzi bez nadęcia. Ja po prostu odsunęłam od siebie tych, którzy nie byli mi życzliwi. To wszystko. I każdemu tego życzę. Zawsze powtarzam na koncertach, żeby otaczać się ludźmi, którzy na nas zasługują.

O ile, tak procentowo, zminimalizowałaś grono ludzi wokół siebie?
To jest przepaść. O 90 procent! Nie będę miała więcej grona kilkunastu kobiet, które będę nazywać swoimi przyjaciółkami. Prawdziwą przyjaciółkę mam jedną i kilka fantastycznych koleżanek, z którymi zapowiada się fajna przyszłość i być może przyjaźń.

Dziś – i to mi ludzie mówią – ciężko się w ogóle do mnie dostać, dobić. Mój świat jest tak hermetyczny. Także ten zawodowy. Pracuję tylko z oddanymi, lojalnymi osobami.

A wracając do skrajności – dziś ludzie mówią mi, że sprawiam wrażenie chłodnej, wyniosłej, że czasem można się mnie bać. Nie jestem ani wyniosła, ani chłodna, ani nie trzeba się mnie bać, ale to wiedzą o mnie ludzie, których sobie wybrałam. I niech tak zostanie.

Czujesz się bezpieczna.
Bezpieczna, spokojna, szczęśliwa. Naprawdę. Codzienność jest przyjemna. Dom nie jest polem walki, nie ma w milczenia, nie ma przepychanek, jest fajnie. Życie zawodowe jest przyjemne, a nie jest pasmem zgniłych kompromisów, bo ktoś uważa, że trzeba tak i tak, bo musi się sprzedać, bo musi być w nurcie… Moje życie zmieniło się, kiedy przestałam dopuszczać do siebie nieodpowiednie osoby.

Więc jak ktoś pyta mnie jak dbam o swój komfort psychiczny, to właśnie tak.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze