1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Poezja na dobry początek tygodnia. Michał Zabłocki – z miłością do słowa

Michał Zabłocki (Fot. Tomasz Stokowski/archiwum prywatne)
Michał Zabłocki (Fot. Tomasz Stokowski/archiwum prywatne)
„Na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza, nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza” – te słowa w genialnej interpretacji Grzegorza Turnaua zna niemal cała Polska. Ich autorem jest poeta Michał Zabłocki, którego bez wątpienia można nazwać człowiekiem renesansu.

Nie na wyrost będzie stwierdzenie, że historia jego życia to tak naprawdę połączenie sztuki i sportu. Owa mieszanka była z nim od zawsze, bo matką Michała Zabłockiego jest aktorka Alina Janowska, a ojcem były szermierz oraz trzykrotny mistrz olimpijski Wojciech Zabłocki. Michał chciał pójść w ślady ojca. Szermierkę trenował więc od małego, a w latach 1979–1987 wielokrotnie zdobywał tytuły indywidualnego i drużynowego mistrza lub wicemistrza Polski w tej dziedzinie. W 1984 na Mistrzostwach Świata Juniorów w Leningradzie zajął szóste miejsce. Sportowe plany pokrzyżowała mu jednak choroba, o której jego ojciec opowiedział w książce „Walczę, więc jestem”. „[…] Michał zaczął mieć bóle kręgosłupa. Lekarze orzekli, że jest to tzw. choroba Scheuermanna, polegająca na złym przyswajaniu wapna. Michał nie mógł dalej uprawiać wyczynowego sportu, szczególnie tak niesymetrycznego jak szermierka. Był to dla nas ciężki cios, ale cóż było robić. Ambicje nt. następcy tronu musiałem schować do kieszeni”.

Z kolei matka zaraziła go miłością do sztuki i słowa. W latach młodości Michał próbował nawet swoich sił jako aktor i w 1978 roku wystąpił w kilku odcinkach serialu „Rodzina Leśniewskich”. Potem zagrał także w filmie fabularnym na podstawie tejże produkcji oraz serialach „Jan serce” i „Biała broń”, gdzie razem ze swoim ojcem wykonywał sekwencje pojedynków.

Za namową Agnieszki Osieckiej, swojej matki chrzestnej, podjął się studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w 1987 roku. Rok później dostał się na Wydział Reżyserii PWSFTviT w Łodzi. Jego film dokumentalny „Styk klingi” zdobył 3. miejsce na Festiwalu Filmów Sportowych w Turynie. W czasie studiów nakręcił także cztery krótkometrażowe filmy fabularne, półgodzinny dokument oraz widowisko telewizyjne. Po studiach pracował jako reżyser reklam i szybko stał się jednym z bardziej wziętych twórców w tej dziedzinie. W międzyczasie pisał i – znów wzorem jego matki chrzestnej – to właśnie okazało się jego powołaniem na przyszłość.

Największą sławę Michał Zabłocki zdobył tekstem do piosenki „Cichosza”, którą wykonywał Grzegorz Turnau. Jego debiut jako tekściarza przed szerszą publicznością jest zresztą nierozerwanie połączony z debiutem Turnaua – obaj rozgłos zdobyli kasetą „Naprawdę nie dzieje się nic”, jeden jako wokalista, a drugi jako autor tekstów piosenek. Utwory z kasety zaczęła nucić cała Polska. Były to między innymi: „Naprawdę nie dzieje się nic”, „Cichosza”, „Bracka”, „Między ciszą a ciszą”, „To tu to tam”, „Nowy Jork”, „Tutaj jestem”, „Niebezpieczne związki” oraz napisane z Janem Kantym Pawluśkiewiczem „Zaklinanie czarowanie”. Za tekst do utworu „Cichosza” oraz do „Zaklinania czarowanie”, w niezapomnianej interpretacji Anny Szałapak, Zabłocki zdobył w 1993 roku Nagrodę Muzycznej Jedynki za najlepsze teksty roku.

Sukces niejako wymusił na Michale decyzję o porzuceniu pracy reżysera reklam na rzecz działalności poetyckiej. I tak w 1996 roku na rynku pojawił się pierwszy tomik poezji Michała „Natężenie świadomości”. Do roku 2000 udało mu się także opublikować cztery inne książki: „Pustka w środku”, „Twój dekalog”, „Wszystko o miłości” i „Warjutkowie”. W tym samym roku wszedł w życie jeden z najważniejszych projektów w jego karierze – „Multipoezja”, który kontynuuje do dzisiaj. Polega on na poszukiwaniu nowego sposobu istnienia poezji we współczesnym świecie, w którym słowa straciły właściwą sobie siłę i wigor. Działania w jego ramach skupiają się na propagowaniu poezji we współczesnych mediach: prasie, telewizji, radiu, Internecie i innych, niestandardowych technikach przekazu oraz szukaniu drogi do bezpośredniego kontaktu z publicznością. W jego ramach powstały między innymi akcje „wiersze na murach”, „wiersze chodnikowe” i „wiersze pisane na czacie”. Od czerwca 2001 do marca 2002 nasz miesięcznik „Zwierciadło” publikował wiersze Michała Zabłockiego inspirowane życiem i dziełem wybitnych współczesnych polskich kobiet.

Późniejsze lata jego działalności to rozwijanie projektu „Multipoezja”, a także nowe projekty związane z własną twórczością literacką. Warto wymienić między innymi współpracę ze sceną „Alchemia” na krakowskim Kazimierzu, liczne spektakle muzyczne z tekstami jego autorstwa – między innymi „Warjutkowie”, „Pan Kazimierz”, „Dzieje Grzechu”, „Superciężka papierowa, czyli Szymborska kontra Gołota”, „Święty” – książka „100 krótkich wierszy” wydana po polsku i po angielsku w tłumaczeniu Zdzisława Zabierzewskiego, album fonograficzny Agnieszki Chrzanowskiej „Ogień olimpijski” z 13 piosenkami do wierszy o tematyce sportowej oraz założenie popularnych blogów poetyckich „Wiersze na murach” i „Przerzutka na wiersz”.

Piosenki z jego tekstami śpiewa też wielu współczesnych artystów, między innymi Czesław Mozil, Kuba Badach, Sławek Uniatowski, Maciej Balcar, Golec uOrkiestra, Ania Rusowicz oraz zespoły Dżem i Co-opera. Na przełomie sierpnia i września tego roku poeta stworzył kolejny – tym razem bardziej rozrywkowy – kanał komunikacji, który nazwał „Zabłocki z prądem”. Opublikował na nim swój pierwszy singiel „Drzemy koty”, do którego teledysk zrealizował, posługując się szeroko sztuczną inteligencją.

Zabłocki wydał dotąd 11 zbiorów wierszy. Ostatni z nich to „Ojcze nasz, 33 wiersze o moim tacie” (2022). Na jego podstawie wraz z didżejem Janem Rostworowskim w 2023 roku stworzył muzyczny program klubowy „Ojcowizna” i rozpoczął performatywno-wokalną aktywność pod nazwą „Zabłocki Osobiście”. W ramach tego samego projektu można go zobaczyć w równie osobistym, poetycko-muzycznym programie scenicznym „Janowska”, opowiadającym o jego matce Alinie Janowskiej.

Oto nasz wybór kilku wierszy Michała Zabłockiego, którymi pragniemy podzielić się z naszymi czytelniczkami i czytelnikami, wierząc, że poezja jest dobra na każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień.

„Picasso”

Nie ma na świecie geniuszy
Są tylko ludzie pracowici
i patentowane lenie
Jeżeli codziennie próbujesz na nowo
Od czasu do czasu
trafi Ci się Mona Lisa
Nie zawsze portret musi być koślawy
Nie każda Guernika aż tak nieudana

(ze zbioru „Wiersze paryskie”)

„Dziewczyny”

Siedemdziesiąt dwie młode Żydówki
Nerwowe i rozgadane
Stanęły naprzeciwko mnie
W kolejce do toalety
Na stacji paliw
W centralnej Polsce
Wbiły we mnie spojrzenia
Niczym płonące pochodnie
Dobrze wycelowane
W każdego tubylca
W każdy bladolicy owoc
Zakazany biblią regulaminu
Wyraźnie poczułem na policzkach
Gorący podmuch pustyni
Spłoszony
Niczym pełnej krwi Arab
Ukryłem się przed nalotem
Zagranicznej wycieczki do Auschwitz

(ze zbioru „Koleżanki mojej żony”)

„W tej knajpie”

W tej knajpie każą płacić z góry
Mieli zbyt wiele złych doświadczeń
Nie naleją ci herbaty bez piątaka
Zamawiasz ale pani czeka
Nie wiadomo na co czeka
Aż w końcu się orientujesz
I wtedy nadchodzi kluczowy moment
Coś w środku mówi ci że jesteś oszukiwany
Że najpierw należy się towar a potem zapłata
Zaczynasz się targować
Kładziesz dwa złote i mówisz że resztę dasz jak naleje
Pani nalewa wrzątek ale nie podaje go
póki nie dodasz złotówki
Pozostała dwójka idzie ręka w rękę
W lewej kasa w prawej torebka do zamaczania
Ale ona nie jest pewna
że ty masz pieniądz w zamkniętej pięści
A ty nie jesteś pewien czy dostajesz właściwy smak
Każde usiłuje rozewrzeć zaciśniętą dłoń przeciwnika
Szarpiecie się tak dobrą chwilę
Aż w końcu pani nie wytrzymuje
Rzuca torebkę na ladę i odchodzi od baru płacząc:
Co to za koszmarny kraj
że dwoje ludzi nie potrafi sobie zaufać
Ty myślisz to samo
Rzucasz dwójką tłukąc lustro za barem
I wychodzisz gwałtownie na ulicę
Co to za koszmarny kraj

(ze zbioru „Koleżanki mojej żony”)

***

Weź siekierę i mnie zabij, mówiła Alina
kiedy już doprowadziliśmy ją do ostateczności
A ostateczność według Aliny polegała na tym
że ona wypruwała sobie dla nas żyły
a myśmy rzucali jej kłody pod nogi
Z wyprutymi żyłami
nie nadążała przeskakiwać przez kłody
więc to chyba logiczne
że wolała być zabita siekierą
Myśmy nawet momentami rozważali
co by było gdyby
bo naszym zdaniem takich mocnych słów
nie należało wypowiadać nadaremno
A przecież zawsze i tak byliśmy górą
Alina się jeszcze trochę wytężała
i brała w końcu wszystkie przeszkody
jak rasowa matka

(ze zbioru „Janowska”)

Źródło: poemat.com.pl, „Michał Zabłocki”, Janusz R. Kowalczyk, culture.pl [dostęp: 4.12.2023]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze