1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka – najpiękniejsze listy. „Zagubiony w Tobie jestem, porozrzucany po zwrotkach Twoich piosenek”

Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora)
Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora)
On – dystyngowany starszy pan, geniusz słowa, liryczny humorysta. Ona – piękna, młoda i trochę szalona. Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka rządzili wyobraźnią milionów wrażliwców. Ich piosenki znała cała Polska. Ale nikt, do momentu wydania ich listów, nie znał dziejów ich wzajemnego uczucia, romansu przez lata ukrywanego. „Listy na wyczerpanym papierze” to jedna z najpiękniejszych w historii polskiej literatury opowieści o miłości. W 20 rocznicę śmierci Jeremiego Przybory przypominamy trzy jego najpiękniejsze listy do Agnieszki Osieckiej.

Fragment książki „Listy na wyczerpanym papierze”, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Magda Umer, wydawnictwo Agora. Wybór fragmentu i skróty pochodzą od redakcji.

Paryż, 10 V 64
Pierwszy raz w życiu zacząłem list od daty z nazwą tego miasta i nigdy nie przypuszczałem, że to będzie list do Ciebie, Śpiewaczko moja Ucieszna, Safo Słowieńska! Nie przypuszczałem, że będę stąd pisał z taką tęsknotą do panienki, którą tyle lat temu spotkałem w pewnej deszczowej piosence, i też nic o tym nie wiedziałem. Owszem, ładne miasto, ale wybudowali je strasznie daleko od Ciebie, tak jakoś nieprzewidująco i po co jeszcze ci Niemcy w środku? Mieszkam w hotelu, który nazywa się Hotel de Seine przy 52 rue de Seine, Paris 6 i mam nawet pokój, który nazywa się podwójny... Pomyśl sobie tylko, jak to tanio wypada 16 frs dziennie na dwie osoby, a jak drogo na jedną! Tyle że patrzysz na mnie spojrzeniem, które biegnie gdzieś mimo mnie, z fotografii ustawionej na czymś w rodzaju kominka i to jest już bardzo wiele. Nie masz pojęcia, jak to cudownie, kiedy się wraca z tego obcego miasta, wejść do pokoju wypełnionego całkowicie tą małą fotografią i mieć od razu potwierdzenie tego, że jest taka Dziewczyna naprawdę, chociaż już dawno wymyśliłem ją sobie i nie bardzo wierzyłem, że kiedykolwiek spotkam. Blednie mi ten Paryż przez Ciebie i nie może jakoś pochłonąć, bo ma tę straszliwą wadę, że nie przyjechałaś tu ze mną. Wprawdzie Minio opiekuje się mną z troskliwością starej, przepitej piastunki i naprawdę wiele mu zawdzięczam oszczędności na frycowem, które płaciłbym, zjawiwszy się tu zupełnie sam, ale Minio to „daleko” nie Ty! Minio i J. zaciągnęli mnie zresztą na dwie koszmarne chały filmowe – niech im Pan Bóg odpuści, bo poza tern dobrzy ludzie. Do Paryża przyjechałem też nie sam, bo w towarzystwie Śląskiej i Zaniewskiej, która jest Sympatyczną Xymeną i robi tutaj polski pawilon na targach. Śląska poleciała dalej, do Cannes, ale za to z Bossakie i Stawińskim. Widać jest jednak jakaś Instancja Nadrzędna, która reguluje przyjemności w granicach rozsądku. Ale jeżeli to ona uregulowała mi wyjazd do Paryża tak żeby – bez Ciebie, to ja tę Instancję chromolę! Jak sobie pomyślę, ile czasu ten list będzie szedł do Ciebie, a potem – ile od Ciebie – o, mój Boże! Może byś zadzwoniła? Mój numer DAN (Dontan) 91-88. Wracam dosyć późno, bo oczywiście szwendamy się po mieście, ale może można telefonować z awizem uprzedzając, że będzie telefon – wtedy będę siedział murem. I w ogóle chyba nie będę tu siedział cały miesiąc, bo mi się forsa rozchodzi prędziutko, więc pewno na początku czerwca Cię zobaczę, o czym głównie teraz rozmyślam. A miasto w ogóle ładne i zamożne – trzeba to przyznać. Może o samym mieście tak jak ja je widzę, kiedy mi go nie zasłaniasz – w następnym liście. Tak sobie przeczytałem ten mój list i może dodam jeszcze, że przez Instancję Nadrzędną rozumiem Czynniki Nadprzyrodzone. I dodam jeszcze, że Cię kocham.

Jeremi

A teraz piszę dalej, bo to jest tak jak ze słuchawką, w której się odzywasz – nie można się z nią rozstać... Jeżeli by Ci się cokolwiek zacierało z tego, co było między nami, to przypominam Ci, że to się zaczęło w nocy 1-go lutego – data nieważna, nawet lepiej w ogóle bez dat... Zupełnie przypadkowo, w przypadkowym towarzystwie znalazłem się w STS-ie, tańczyłem z paroma dziewczynami przypadkowymi, a potem – z Tobą i przypadkowość skończyła się, bo przecież byliśmy tam tej nocy umówieni od lat i ja to od razu zrozumiałem i dlatego powiedziałem sobie: Nareszcie! Tak to się zaczęło. Może to dlatego, że nasze piosenki (a piosenki są podobne do ptaków) siadały sobie od dawna na jednym drzewie, na którym nie siadały żadne inne? Różnią się one bardzo, ale na pewno są z jednego drzewa. A tutaj teraz kwitną kasztany, czyli zgodnie z piosenką !es moroniers ont leur parure blanche..., a dalej w tej piosence jest: tout n 'est qu 'in Cedre Afer! a ton image..., co jest ładne i prawdziwe i ten cały ogromny Paryż jest też dla mnie un cedre ofert a Ton image... – z uszami, rękami, włosami, które tak ładnie wynikają z Twoich skroni, spojrzeniem zdumiewająco łagodnym w zestawieniu z nieco drapieżnym uśmiechem... Pokazywałem Miniowi „O Jeremi, czy jesteś już na dnie?”, bo jestem bardzo dumny z tego, że natchnąłem Cię pomysłem do tak świetnego utworku. Miniowi też bardzo się podobało. Nie mogę sobie zupełnie darować, że tak wtedy zgłupiałem. Wyczułem tylko, że coś jest niedobrze wskutek tej mojej głupiej reakcji i że nie wolno jej dać działać dalej. To wszystko też „w ramach” przypomnienia, bo bardzo ponuro było wtedy na placu Zwycięstwa, a mamy to zwycięstwo poza sobą, prawda?

Przerwałem ten list, żeby obejrzeć „Le silence” Bergmana, ale nie będę Ci o nim nic szczegółowo pisał, bo jest to dzieło o niemożliwości porozumienia między ludźmi poza łóżkiem i chucią...

A przez tę całą stronę to już tylko całuję Cię i tylko przez tę stronę, bo powiesz, że to już nudne, gdyby więcej, prawda?

Przestrzeń wypełniona
pocałunkami,
ale bardzo gęsto

Jeremi

PS Dbaj o uszy

Jeremi Przybora (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora) Jeremi Przybora (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora)

18 V 64

Odłożyłem słuchawkęi biorę pióro, żeby znów jakoś dostać się do Ciebie, dotknąć Twoich rąk tą kartką papieru, mój najpiękniejszy Paryżu, który opuściłem z nieznanych mi bliżej przyczyn celem „zwiedzenia” pewnej miejscowości nad Sekwaną – chyba na trzy tygodnie. Okazuje się, że mam o jedną, Twoją, parę oczu za mało, żeby dostrzec uroki tej miejscowości. Patrzę na nią z bliska, ale właściwie z odległości mojej tęsknoty za Tobą i dlatego tak mało z tego wszystkiego do mnie dociera. Patrzę na quais nadsekwańskie i widzę długi wał wzdłuż zupełnie innego brzegu, innej, szerszej rzeki i widzę, jak idzie po nim do mnie Dziewczyna w czarnym płaszczyku w mroźny, słoneczny, cudowny dzień przedwiośnia. Stoję sobie na wszechświatowej sławy placu Concorde (a ruch, a obelisk!) i natychmiast zaczyna go zasłaniać ciemny, zasnuty pluchą nocną placyk środkowosłowiański, przez który wracamy z kabareciku w STS'ie... I tak jest ciągle, na każdym kroku. Zawsze bardzo kochałem Warszawę, ale nie przypuszczałem, że jest o mnie tak zazdrosna... Co ona we mnie widzi, że przed tym moim historycznym wyjazdem zaprowadziła mnie na spotkanie z Tobą (właściwie zawiozła Oktawią Jahody), żebym się w niej na nowo zakochał – przez Ciebie i teraz, na „moim” Saint Germain des Pres marzył sobie o Saskiej Kępie... Agnieszka, Panienka z Kępy... „Napisałam Ci wier˜szyk” (znak nad „r” oznacza sposób, w jaki je wymawiasz) Włosy i policzek i skroń Agnieszki na mojej skroni i policzku... but my heart belongs to daddy!... Jakież Ona ma piękne uszy – powiem Jej to... Tyle szczęścia z powodu dotknięcia czyjegoś policzka... Za kogo Ona właściwie chce znów wyjść za mąż?... Mały, szary liścik w Spatifie... Napisała!... „Wychodzisz z recitalu Becaud, a nucisz „Porto...”, „A smutne listy spal! Spal! Spal!...”. Krysia S. siedzi mi na kolanach i reflektor mam na „uśmiechniętej” twarzy – jak Ona może się publicznie nabijać z tego, co do Niej czuję! „O, Jeremi! Czy jesteś już na dnie?...”. Jestem wściekły i potwornie dotknięty i przerażony, że się nie mogę opanować, żeby Jej nie dotknąć, przerażony, że mogę Ją zgubić w tej mglistej nocy, więc Ją obejmuję, całuję, ale trudno jest docałować się do Agnieszki... Na razie to jest przedszkole pocałunkowe, za które już oddałem wszystkie najbieglejsze w tym zakresie przeżycia... Zadzwoniła, kiedy już byłem w domu – jak to dobrze, że zadzwoniła! Wymyśliłem sobie język, a może nie wymyśliłem go, tylko to był i jest po prostu mój język i tylko mój. I nagle ktoś do mnie przemówił tym samym językiem, ktoś mówiący inaczej, ale na pewno tym samym językiem. Więc jak mógłbym nie być olśniony tym, że tak jest, że ktoś mówił tak pięknie i śpiewa tak pięknie tym samym językiem co ja?... „Powiem Ci coś na lipę...”. Aj a nie powinienem Ci nic mówić, tylko patrzeć na Ciebie, ale oczy mam bez wyrazu, więc to wszystko, co bełkoczę w tym liście ma służyć do tego, żeby Ci trochę określić, jak patrzę na Ciebie, Śpiewaczko moja ucieszna! Podpisałaś się na telegramie „Twoja Agnieszka”... I napisałaś „Bardzo za Tobą tęsknię”... Telegramu to jeszcze nigdy w życiu nie czytałem tyle razy – a jeszcze ile razy będę go czytał... Bo to jest cudownie napisany telegram! Telegraficzna moja! Zagubiony w Tobie jestem, porozrzucany po zwrotkach Twoich piosenek, zamroczony tak samo Twoimi ustami jak tym, co one mówią, spragniony jestem Ciebie, ciepła Twojego, humoru poczucia Twojego, uśmiechu Twojego, spojrzenia Twojego, ,,r" Twojego, Twoich rozlicznych „antrepryz" i kłopocików (byle niedużych), tego, co piszesz, i nie tylko tego, bo wszystkiego Twego spragniony ja jestem w tym Paryżu tak strasznie nie naszym...

[brakuje zakończenia]

Agnieszka Osiecka (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora) Agnieszka Osiecka (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora)

Paris by night, 23/24 V

Moja Ty Nieprawdopodobna!

Wszystko odszczekuję, co napisałem w poprzednim liście, że jesteś lakoniczna! Otrzymałem zaraz potem liścik o księżycowym świetle, a dzisiaj takich kilka cudownych słów, za które jestem Ci tak strasznie spod serca wdzięczny, że nie wiem jak Ci to mam wyrazić... Bo, skoro już jestem Tobą tak bardzo zachwycony, to nie chciałbym być w tym zachwycie nudny i monotonny. I nie wiem, skąd brać mi synonimy, żeby ciągle inaczej jakoś mówić Ci o tym wielkim i wszystko przesłaniającym przeżyciu, jakim dla mnie jesteś i które stało się dla mnie od razu takim od pierwszych słów, jakie zamieniliśmy, i od pierwszego dotknięcia Ciebie w pierwszym tańcu. Nawet z tym ubraniem to było takie niezwykłe. Pomyśl – zrobiłem sobie to ubranie latem ub. roku i w ogóle, poza jednym przypadkowym włożeniem go z jakiejś tam nieważnej okazji, w ogóle go nie nosiłem – nie wiadomo dlaczego. Włożyłem je dopiero wtedy, kiedy J. uparł się, żeby iść do STS'u. A w dodatku miałem w notesie telefon STS'u też z przyczyn niezupełnie jasnych, bo nigdy go nie używałem. Musiałem kiedyś dzwonić przed laty o jakieś bilety i zapisałem sobie, a potem przepisywałem co roku, nie wiadomo dlaczego, bo telefonów nieużywanych na ogół nie przepisuję. I kiedy J. powiedział, że trzeba by zadzwonić i dowiedzieć się, co się tam dzieje w STS'ie, ja powiedziałem: ,,Zdaje się, że mam nawet numer zapisany...”. I J. zadzwonił. Dlatego uważam go za dobry omen i dałem mu mój list do Ciebie. A dzisiaj żegnałem Minia, który też już wyjechał. Ja zostanę chyba jeszcze tydzień i wrócę w przyszłą sobotę samolotem. Chyba żeby coś jeszcze o parę dni odwlekło mój powrót, ale wątpię... Dosyć mam na razie Paryża i tęsknię za Tobą straaaaasznie! Pewno wyjedziesz sobie na Mazury na niedzielę, w każdym razie w sobotę zadzwonię, chociaż trudno mi przewidzieć o której. Nakręcę numer i może Twój głos!

Zamiast pisać Ci o Paryżu, piszę o ubraniu i numerze telefonu STS. Ale Paryż omówię osobiście, bo to skomplikowane przeżycie wymagające dużo miejsca w liście, a przy tern nie na temat. Znów zacytowałaś początek wierszyka, a tamtego „Tęsknię do Ciebie z Kępy...” „tak i” nie zobaczyłem już więcej. I nie napisałaś mi nic o tym Twoim recitalu – dlaczego?! Taka Ty jesteś twórczo wstydliwa, że i za to jeszcze muszę Cię kochać, niezależnie od wszystkiego innego.

Dzisiaj, bo piszę ten list dalej rano, jest już niedziela, okropna niedziela, która jest w Paryżu równie straszna jak w Warszawie. Spędzę ją z przypadkowymi ludźmi, tak jak ciągle spędzam tu czas bezcenny, dewizowy i mój własny – bez Ciebie!

Nie wiem, kiedy dojdzie ten mój list, bo Twoje ekspresy mam już po trzech dniach. W tamtą stronę chyba jednak wolniej i lotnicza nie pomaga, więc już posyłam normalnie. A może zadzwonisz jeszcze? Cudowne mi też obrazki przysyłasz – skrzynia [...] i prześlicznie spiętrzone poduszki na łóżku, które samo zaprasza do spania... Ty moja ucieszna i utęskniona! Pytałem już Wiktorczyka, kiedy mógł iść ów program w Buffo z moją piosenką „Na całej połaci...”. Obiecał wyszukać mi to w swoich archiwach, bo postanowiłem ja z kolei odnaleźć jakoś tę recenzję w „Sztandarze” o Twoim wpływie na mnie...

A teraz kocham Ciebie i piszę dalej po obiedzie, odrobinę zawiany un quarto de rouge, tak jak Tobą zamroczony... nie! – rozświetlony jestem od czterech prawie miesięcy. Co teraz robisz? Jesteś może na Mazurach? Jak jesteś ubrana? Może piszesz „wierszyk”, trzymając długopis czy ołówek w gotyckich palcach, bardzo kruchych i strasznie utalentowanych, moja Nawiedzona Panienko z Kępy, mieszkająca nad wielką rzeką, w małym domku, – z kotem i wszystkimi piosenkami. Myślę już o tej przedmowie do nich i mam tremę, żeby mi dobrze wyszła! Chyba zacznę od rysopisu – czy mogę podać Twoje wymiary? A za „...szczep swój drób” całuję Cię bardzo – nie znałem tego, ale to jest skądinąd pretekst, żeby całować Cię znowu przez całą stronę, zaczynając od włosów na skroniach, a potem [dłuuugo] zabawić przy uszach, najpierw prawym, a potem lewym, z uwzględnieniem całej skomplikowanej rzeźby i detalu, a potem skupić się na oczach, takich wiosennych sadzawkach – wniebowstąpionkach. A potem powędrować ustami przez nosek bardzo kruchy, aż do ust i najpierw długo je przepraszać za zachłanność, z którą się spotkają, bardzo się z nimi zaprzyjaźnić i delikatnie scałować z nich całą nieufność i powściągliwość, zarówno wargi górnej, jak i dolnej. Może wtedy otworzą mi dostęp do serca Agnieszki, która jest maleńką otchłanią poezji, w którą leci się i spada całymi latami przez jedną chwilę i nigdy do dna... A nad obojczykiem, który Ci ślicznie wyszedł na fotografii, masz w samym środku takie cudowne wgłębienie – czy kiedyś pozwolisz mi je wypełnić ustami? Tylko że tu już łatwo o przekroczenie obojczyka, tego Rubikonu kobiety, i czy ja znowu jestem Cezar Twojego Rubikonu?

Jeremi

Nie miej mi za złe, że piszę dość nieudolnie, ale Temat przerasta formę! Myślę dużo ładniej! Chyba ja się w Tobie zakochałem, czy co?! Agnieszko! Bądź dla mnie pobłażliwa i dbaj o uszy!

Polecamy: „Listy na wyczerpanym papierze”, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Magda Umer, wydawnictwo Agora (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora) Polecamy: „Listy na wyczerpanym papierze”, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Magda Umer, wydawnictwo Agora (Fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze