Trudno powiedzieć, czy jest geniuszem, socjopatą, czy po prostu człowiekiem, który wyjątkowo dobrze rozumie nasze społeczne lęki. Nathan Fielder niechętnie udziela wywiadów, nie odsłania prywatnego życia i konsekwentnie wymyka się próbom zaszufladkowania. Zamiast tego podsuwa nam kolejne eksperymenty, w których granica między dokumentem, fikcją i komedią niemal całkowicie się zaciera. Po seansie „Zobaczysz wszystko” wszyscy zadajemy sobie więc to samo pytanie: kim właściwie jest człowiek, który tak bezbłędnie potrafi wprawić innych w zakłopotanie, a nas samych zmusić do niewygodnej refleksji?
Na pierwszy rzut oka Nathan Fielder kompletnie nie przypomina człowieka, który mógłby zrewolucjonizować współczesną komedię. Wątły, nieco przygarbiony, z wiecznie zmęczonym spojrzeniem i pozbawioną emocji twarzą, sprawia wrażenie kogoś, kto najchętniej uniknąłby kontaktu z drugim człowiekiem. Właśnie ta osobliwa prezencja stała się jednak jego największym atutem. Fielder potrafi bowiem wykorzystać własną niezręczność jak narzędzie: rozbraja rozmówców, prowokuje nieoczekiwane reakcje i sprawia, że widz nigdy do końca nie wie, czy powinien się śmiać, czy raczej odwrócić wzrok.
(Fot. Emma McIntyre/Getty Images)
Nathan Fielder urodził się 12 maja 1986 r. w Vancouver i już jako młody chłopak interesował się sztuką tworzenia alternatywnych rzeczywistości. W młodości razem z przyjacielem Sethem Rogenem, dziś gwiazdą dużego ekranu, współtworzył improwizowany teatr, a pierwsze kroki w świecie komedii stawiał, publikując krótkie skecze na YouTube, w tym słynny, osobliwy układ taneczny do piosenki Shakiry. Te internetowe eksperymenty pozwoliły mu wypracować sceniczną personę, którą później rozwinął w telewizji.
Przełom przyniósł jednak program Comedy Central „Zły dotyk Nathana”. Przez cztery sezony Fielder wcielał się w specyficznego konsultanta biznesowego, który pomagał właścicielom małych firm ratować ich interesy. Jego pomysły były jednak absurdalne i zupełnie nie przypominały standardowych strategii marketingowych. Prowadzący tworzył fikcyjne biznesplany, organizował prowokacyjne akcje i wchodził w konfrontacje z przypadkowymi ludźmi, a wszystko to z kamienną twarzą i niemal wzorową powagą. Najciekawsze działo się jednak poza scenariuszem: w reakcjach osób, które nie zawsze zdawały sobie sprawę, że uczestniczą w komediowym eksperymencie.
Fielder nie porzucił jednak tej metody w kolejnych produkcjach. Wręcz przeciwnie – w serialu HBO „Próba generalna” doprowadził ją do imponującej, a momentami wręcz niepokojącej perfekcji. Założenie wydawało się proste: pomóc ludziom przygotować się na trudne życiowe sytuacje poprzez wcześniejsze odegranie ich możliwych scenariuszy. W praktyce oznaczało to budowanie niezwykle szczegółowych replik mieszkań, lokali i całych przestrzeni, zatrudnianie aktorów odgrywających bliskich uczestników eksperymentu oraz wielokrotne symulowanie rozmów, które jeszcze się nie odbyły.
Zblazowany twórca nie ograniczał się przy tym do roli obserwatora. Sam wchodził w wykreowaną rzeczywistość, testował kolejne warianty zdarzeń i coraz bardziej zacierał granicę między własnym życiem a odgrywaną rolą. W jednym z najbardziej osobliwych wątków podjął nawet próbę symulowanego rodzicielstwa. Absurd? Owszem, ale pod warstwą komizmu kryje się tu coś znacznie bardziej uniwersalnego: nasza obsesyjna potrzeba kontroli, przewidywania przyszłości i naprawiania przeszłości.
Podobną wrażliwość Fielder zaprezentował widzom w serialu „The Curse”, który współtworzył razem z Bennym Safdiem. W obsadzie znalazła się też laureatka dwóch Oscarów Emma Stone. To satyra na współczesną klasę uprzywilejowaną, jej moralne ambicje i potrzebę publicznego demonstrowania własnej szlachetności. Asher i Whitney, małżeństwo promujące ekologiczne, samowystarczalne domy, chce zmieniać świat na lepsze. Jednocześnie rozpaczliwie potrzebuje uznania, medialnej uwagi i potwierdzenia, że ich działania mają znaczenie. Gdy w ich życie wkracza więc ekscentryczny dokumentalista Dougie, ich i tak napięta już sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje.
Tym samym Fielder z właściwą sobie przewrotnością pokazał, jak łatwo ideały stają się narzędziem autopromocji, a troska o innych – kolejną strategią budowania własnego wizerunku. Doceniony przez krytyków „The Curse” (tytuł uzyskał aż 93% pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes) jest więc dziwaczny i momentami naprawdę trudny w odbiorze, ale właśnie dlatego tak celnie punktuje współczesne społeczeństwo, w którym nawet autentyczność potrafi stać się starannie wyreżyserowanym spektaklem.
Najnowszy rozdział tej opowieści przynosi „Zobaczysz wszystko”, projekt związany z Elizabeth Holmes, byłą szefową Theranosa, skazaną za oszustwa finansowe. Upadła bizneswoman zaproponowała Fielderowi i Lance’owi Oppenheimowi zamieszkanie z nią pod jednym dachem na 34 dni, zanim rozpocznie odbywanie kary więzienia. Perspektywa wejścia za kulisy życia kobiety, która przez lata budowała wizerunek technologicznej wizjonerki i podawała się za nowego Steve’a Jobsa, aby wzbudzić sympatię miliarderów, a teraz pragnie zostać celebrytką, okazała się dla filmowców wyjątkowo intrygująca.
Czytaj także: Najlepszy dokument roku? „Zobaczysz wszystko” zaciera granicę ekranu i redefiniuje pojmowanie rzeczywistości [Recenzja]
Trudno nie dostrzec w tym materiale kolejnej odsłony ulubionej gry Fieldera: psychologicznego pojedynku, w którym uczestnicy niekoniecznie wiedzą, na jakich zasadach się spotykają. Holmes, przyzwyczajona do kontrolowania własnego wizerunku, staje naprzeciw twórcy, który uczynił z podważania pozorów swoją specjalność. I właśnie dlatego tak trudno jednoznacznie określić, kim jest Nathan Fielder. Nie wiemy, ile w jego ekranowej osobowości jest prawdy, a ile precyzyjnie skonstruowanej kreacji. Nie musimy zresztą rozstrzygać, czy za jego zachowaniem stoi nieśmiałość, chłodna kalkulacja, czy wyjątkowy zmysł obserwacji. Być może największa siła jego twórczości polega na tym, że zamiast udzielać odpowiedzi, konsekwentnie mnoży pytania.
Jedno jest pewne: w świecie, w którym każdy chce być widzialny, lubiany i właściwie odczytany, Fielder wybiera emocjonalną anonimowość. Nie sprzedaje nam gotowej opowieści o sobie, nie tłumaczy żartów i nie podpowiada, co powinniśmy poczuć. Pozostawia nas sam na sam z własnym dyskomfortem. A ten, jak udowadnia od lat, bywa znacznie zabawniejszy i bardziej pouczający niż niejeden starannie napisany dowcip.
Czy dokument „Zobaczysz wszystko” okaże się czarnym koniem oscarowego wyścigu? Niewykluczone. Ten nietypowy dokument trzyma w napięciu skuteczniej niż niejeden rasowy thriller, a jego twórcy udowadniają, że potrafią połączyć gatunki w widowisko z prawdziwie epickim rozmachem. Może więc największą niespodzianką tegorocznego wyścigu po statuetki będą nie greccy wojownicy z „Odysei” Christophera Nolana, lecz ekscentryczny duet filmowców, który zastawił na Hollywood własną, wyjątkowo przewrotną pułapkę? Jeśli Nathan Fielder ostatecznie pokona Nolana w walce o Oscara za reżyserię, trudno będzie mówić o przypadku. W jego świecie nawet najbardziej nieprawdopodobne scenariusze mają bowiem irytującą skłonność do stawania się rzeczywistością.
„Zobaczysz wszystko” w kinach od 6 listopada.