1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Kabaret Hrabi - Chcemy po prostu bawić widza

Kabaret Hrabi - Chcemy po prostu bawić widza

</a>
Joanna Kołaczkowska, Dariusz Kamys (ksywka Kamol), Tomasz Majer (ksywka Bajer) oraz Łukasz Pietsch (zwany Lopezem) to czwórka tworząca kabaret Hrabi. W przerwie pomiędzy próbami udało mi się z nimi porozmawiać na temat ich DVD, tego skąd czerpią inspiracje, starałem się również dowiedzieć jacy są w życiu prywatnym. Oto przed Państwem kabaret Hrabi!

- To może na sam początek:  jak powstał kabaret Hrabi?

- Joanna Kołaczkowska:
Powstaliśmy w 2002 roku. Wcześniej razem z Darkiem funkcjonowaliśmy w kabarecie „Potem”. Po pewnym czasie projekt się jednak rozwiązał, a Kamol (Dariusz Kamys) zakończył współpracę z kabaretem „Hi-Fi”, który współtworzył z Grzegorzem Halamą.

- Dariusz Kamys:
Właściwie to już podczas trwania kabaretu „Hi-Fi”, który był dla mnie projektem przejściowym, rozmawiałem z Aśką na temat założenia wspólnie własnego kabaretu. Później sprawy potoczyły się już same. Z Łukaszem Pietschem też znaliśmy się wcześniej. Jeszcze jako student przychodził do klubu „Gęba” i tam się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Wzięliśmy go od razu jako pianistę. A Bajer, czyli Tomasz Majer dołączył rok później, bo na samym początku był z nami Krzysztof Szubzda, którego to Bajer zastąpił.

- Skąd przyszedł pomysł na nazwę?

- D.K:
Hmm… Jest parę parametrów, które dobra nazwa musi mieć. Dwusylabowa, bo się najlepiej skanduje i musi dobrze brzmieć. Chcieliśmy, by miała zabarwienie lekko megalomańskie (ale bez przesady) i by kojarzyła się z czymś dobrym. No i żeby miała literkę „r”, bo to nadaje fajnego brzmienia. No i w ten sposób powstało „Hra-bi”.

- J.K:
Wcześniej mieliśmy pomysł, by nazwać się „Dobry Wieczór”. Mieliśmy nawet premierę pod tą nazwą, ale później okazało się, że jest już zajęta.

- Tomasz Majer:
Hrabi to dość swoista nazwa dla kabaretu. Chociaż jak sobie wpiszesz w wyszukiwarce „Hrabi” to wyskakuje jakiś czeski raper.

- D.K:
Umówiliśmy się już z jakimś Iźimkiem, że on robi Hrabi tam, a my tu. (śmiech)

- Pracujecie już ze sobą ładnych parę lat. Zapewne tworzycie wyjątkowo zgraną paczkę..?

- D.K:
Tak, staramy się i jakoś nam to wychodzi.

- J.K:
Tworzymy taką rodzinno – przyjacielską paczkę.

- T.M:
Spędzamy ze sobą dnie i noce, więc właściwie to musimy.

- J.K:
O, przepraszam, ja z wami nocy się spędzam. (śmiech)

- D.K: Jesteśmy grupą ludzi, którzy spędzają najwięcej czasu ze sobą - zaraz po naszych rodzinach.

- Zdarzają się kłótnie?

- J.K:
Tak, ale szybko są rozładowywane i uspokajane.

- D.K:
Zdarzyło się parę kłótni, które były czymś w rodzaju wybuchu bomby atomowej, ale przetrzymaliśmy to, więc sądzę, że jesteśmy w stanie przetrwać wszystko.

- W przypadku konfliktów, kto z was pełni rolę negocjatora?

- J.K:
Różnie. Konflikty te wybuchają na różnej linii i w różnych konfiguracjach.

- T.M:
Właściwie to nie ma negocjatora, sami się ze sobą dogadujemy w takich sytuacjach.

- Łukasz Pietsch:
Gdy dwoje z nas ma jakiś problem, to ta druga dwójka po prostu czeka spokojnie aż to wygaśnie…

- J.K:
…i doradzamy na boku. Osoba, która w danej sytuacji jest bardziej winna chodzi z rękami w kieszeni, czasem pyta się nas o opinię i my staramy się jej doradzić. Potem, gdy widzimy, że wszystko zaczyna się układać to zaczynamy trzymać się za ręce i jest już dobrze. (śmiech)

- D.K:
Na ogół jest jednak tak, że konflikty u nas wybuchają bardzo szybko i równie szybko gasną.

-Czy panuje u was demokracja czy np. monarchia jednej płci? A może rządzą osobowości?

- D.K:
Nie ma demokracji. Nie ma też monarchii jednej płci, bo jeśli chodzi o liderowanie to jest to bardziej smok dwugłowy – liderami jesteśmy ja i Aśka.

- Kto ma decydujący głos?

- D.K:
Ja i Aśka, ale musimy to też wcześniej między sobą uzgodnić.

- J.K:
Ale jest też wiele decyzji, które podejmujemy wspólnie. Pewne tematy pozostają do ogólnej oceny.

- D.K:
Na pewno o każdych decyzjach wcześniej rozmawiamy ze wszystkimi. Chcemy znać opinie i punkt widzenia każdego.

- Na waszej płycie DVD zatytułowanej „Kobieta i mężczyzna” podjęliście temat stereotypów płci. Co was skłoniło do poruszenia akurat tego tematu?

- D.K:
Życie. Wszyscy jesteśmy w związkach małżeńskich.

- J.K:
Właściwie to prawie wszyscy są w jakichś związkach, niekoniecznie małżeńskich, a na przykład przyjacielskich. Bo te nasze tematy wcale nie muszą dotyczyć tylko i wyłącznie relacji głębokich, opartych na uczuciach, miłości, wspólnym mieszkaniu. To może być zwykły związek przyjacielski. Nasz kabaret to też związek. Dlatego też wiele scenek i obserwacji piszemy na podstawie naszych relacji z ludźmi.

- D.K:
Nie ma chyba bardziej uniwersalnego punktu odniesienia: kobieta – mężczyzna. Na nasze występy przychodzą zarówno kobiety jak i mężczyźni. To jest w ogóle chyba program, który najbardziej ze wszystkich angażuje emocjonalnie widzów. Oprócz tego, że się śmieją, czuć, że ta tematyka ich dotyczy i to widać. Gdy jakiś skecz „jedzie” bardziej po facetach, to babki mają większą radochę i odwrotnie.

- J.K:
Ja najbardziej lubię te momenty, kiedy robimy w naszych spektaklach coś, czego na co dzień ludzie nie zauważają w swoim życiu, bo jest to zbyt drobiazgowa sprawa i nagle dostrzegają to u nas na scenie i mówią: „O rany! Ja też tak mam!”  Albo „u mnie w domu jest podobnie i nie pomyślałam, że ktoś też to tak odczuwa”.

- D.K: To są charakterystyczne chwile, kiedy przychodzi jakaś para i ona spogląda na niego w jakimś momencie, albo on na nią. My wtedy wiemy, że w tym związku dzieje się coś, o czym my opowiadamy i się z tego śmieją.

 
- J.K:
Bywało parę razy, że do skeczu wrzucałam rzeczy, o których myślałam, że tylko ja ich doświadczam, po czym okazało się, że jednak wszyscy tak mają. To jest niesamowite, jak bardzo tak naprawdę wszyscy jesteśmy do siebie podobni.

- T.M:
Istotną rzeczą jest także to, że Aśka ma wielki dystans do siebie. Wiadomo, kobiety mają specyficzne podejście do swojego wyglądu, a Aśka podchodzi do tego wszystkiego z totalnym luzem. Mówię np. o graniu facetów…

- D.K:
… i garbusów.

- J.K:
(śmiech)

- T.M:
Z różnego rodzaju atrybutami.

- D.K:
Jakimi atrybutami?

- T.M:
Chodziło mi o klaskanie cycami. (śmiech)

- J.K:
(śmiech)

- D.K:
…poproszę następne pytanie. (śmiech)

- A czy w życiu prywatnym sami poddajecie się myśleniu stereotypowemu? Nie tylko względem płci, ale w ogóle?

- D.K:
Siłą rzeczy, jak każdy. Chcielibyśmy być wyjątkowi, oryginalni, ale nie zawsze się da.

- J.K:
Występując na scenie musimy się karmić stereotypami, które stanowią dla nas bazę potrzebną do komunikacji z widzami, na której jednak zawsze możemy zrobić coś więcej.

- D.K:
Mamy wtedy płaszczyznę porozumienia. I my, i widzowie wiedzą o co chodzi. Poruszamy się wtedy w świecie, który znają obie strony.

- J.K:
Przykładowo stereotyp, mit związków damsko-męskich, jest nam potrzebny po to, by go złamać, zburzyć. Punkt wyjścia musi być ten sam, ale potem robimy z nim co chcemy. Na przykład: faceci są bałaganiarzami, ciągle rozrzucają swoje skarpetki…

- D.K:
… a kobiety słabo prowadzą samochód…

-J.K
: … i wtedy możemy go łamać. Mamy taki skecz, w którym bierzemy na ruszt stereotyp podzielności uwagi u kobiet. Wcielam się w postać, która prowadzi naraz trzy rozmowy, po czym w końcu nie daje sobie z tym rady.

- D.K:
Albo pokazujemy przypadki, w których korzystamy ze stereotypu mówiącego o tym, że kobiety średnio znają się na sprawach technicznych, komputerowych i w skeczu zawieramy rozmowę żony z mężem, w której on przez telefon prowadzi ją przez meandry technologiczne niczym małe dziecko.

- T.M:
  Żeby było śmieszniej często jest tak, że rozmowy te kontynuujemy również w życiu prywatnym, np. jadąc samochodem słuchamy jak Kamol tłumaczy żonie jak podłączyć telewizor do satelity, bo nigdy nie potrafi tego zapamiętać.

- J.K:
No właśnie, i ja się z tym nie zgadzam, że kobiety są gorsze w sprawach technicznych…

- D.K:
Są, tylko ty Asiu jesteś inna. (śmiech)

- J.K:
Tu chodzi po prostu o to, że wy nie znacie takich kobiet, które są w tym dobre i nie znacie facetów, którzy są niczym dupy wołowe i nie potrafią nawet komputera włączyć. (śmiech)

-Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej na temat kulis waszej pracy. Skąd na ogół czerpiecie pomysły na skecze?

- J.K:
Z obserwacji, doświadczenia. Wszędzie można znaleźć dobry temat.

- D.K:
Przede wszystkim dużo rozmawiamy. Często jest tak, że pomysły na przedstawienia mamy już kilka lat wcześniej. Dla nas kabaret to nie tylko praca, ale i pasja, tak więc spędzamy wiele godzin na samych rozmowach o tym co w trawie piszczy, i w życiu prywatnym i zawodowo.

- T.M:
Ciekawy pomysł często w naszym przypadku jest tak nośny, że wystarczy dopisać do niego jakąś treść i już właściwie jest gotowy.

- D.K:
Staramy się przy tym, by tematy, które chcemy podjąć były oryginalne, niewyeksponowane wcześniej, albo staramy się do nich podejść na świeżo. Na przykład, gdy zrobiliśmy program „Hrabi Drakula” to miał on poruszać temat lęku, strachu w jego różnych aspektach, czyli z jednej strony wampiry, horrory, ale też zwykłe problemy, które dotykają ludzi w codziennym życiu jak np. strach przed dentystą. Jeśli już podejmujemy temat strachu to staramy się do niego podejść na wielu polach. Nie chcemy by to były sprawy wzięte z kosmosu, tylko takie które dotyczą każdego.

- Ł.P:
Dla przykładu, jechaliśmy niedawno z Kamolem samochodem. W radiu był jakiś wywiad i na pytanie zadane przez dziennikarza rozmówca odpowiedział: „To jest dobre pytanie”,  Darek od razu zaczął snuć wizje, że fajnie by było zrobić skecz, w którym w rozmowie dwóch ludzi jeden z nich cały czas odpowiadałby: „To jest dobre pytanie”. Było to dosłownie parę dni temu, a Kamol już to przygotował i chce to wypróbować na scenie.

- D.K:
I jest to naprawdę zabawne. A to co nas śmieszy często np. w towarzystwie. O czym rozmawiamy, jakieś żarty, śmieszne historie, na scenie są tak samo śmieszne.

- A jak wygląda proces powstawania skeczy w waszym przypadku?

- J.K:
W moim przypadku wygląda to tak, że czasem mam jakieś jedno zdanie, zapisuję je sobie i na jego podstawię potrafię zbudować cały skecz.

- D.K:
Aśce nikt nigdy nie ukradnie pomysłu, bo nawet jeśli ktoś przeczyta, to co ona sobie zapisze to i tak nie będzie wiedział o co chodzi (śmiech). Tylko ona potrafi ten kod rozczytać. U mnie dla przykładu ważne są dwie literki „M” – Muza, czyli wpadam na pomysł i wszystko idzie lekko; druga to Mozoł – kiedy siedzę, kombinuję, piszę, piszę… Często korzystamy też z pomocy Władka Sikory, z którym znamy się jeszcze z czasów kabaretu Potem i jesteśmy cały czas w kontakcie. Pisząc jakiś tekst, poprawiam go potem z Władkiem, a następnie piszę go jeszcze raz na świeżo bazując na tym co napisałem wcześniej i wtedy powstaje już zazwyczaj pełnowartościowy produkt.

- T.M:
  Ja często piszę w pociągu

- J.K: O tak, w pociągu się super pisze.

 
- T.M:
Jeszcze jak fajna dziewczyna w przedziale siedzi obok, to już w ogóle. (śmiech)

- J.K:
Ty możesz wtedy pisać? Jak ładna dziewczyna przed tobą siedzi? (śmiech)

- T.M:
Kiedyś jak jechałem pociągiem na studia, zerkałem na pewną dziewczynę, która mi się spodobała z nadzieją, że ona też spojrzy na mnie. Niby czytam sobie książkę, ale zerkam na nią co jakiś czas. Po pewnym czasie spoglądam na nią i widzę, że zasnęła na popielniczkę. I napisałem o tym piosenkę: „Dlaczego zasnęłaś z otwartymi ustami/ Mogło być tak pięknie między nami”.

- D.K:
Piosenka ta faktycznie zafunkcjonowała później na scenie w programie „Syf i malaria”. (śmiech)

- Czy zdarzyły się wam kiedyś jakieś niefortunne, żenujące sytuacje, w których np. wasze żarty okazały się nie na miejscu albo w ogóle nikogo nie śmieszyły?

- D.K:
Nie. W każdym razie my uważamy, że nie. Wydaje się nam, że jesteśmy na tyle świadomymi twórcami, że nie jesteśmy w stanie stworzyć czegoś co mogłoby kogoś zażenować.

- J.K:
A w przypadku, gdy widzimy, że nie ma żadnej reakcji ze strony widowni to bierzemy to od razu na siebie i szybko reagujemy by to zmienić. Gdy np. widzimy, że problem leży w złym oświetleniu to szybko dzwonimy do naszego menadżera, by skontaktował się z obsługą techniczną.

- D.K:
Czasem bywa, że jest za cicho, za mało dynamicznie…

- J.K:
…albo może ludzie się czymś rozproszyli, ktoś chodzi po Sali czy coś w tym stylu. Cały czas reagujemy na takie sytuacje i staramy się ściągać uwagę ludzi na nas.

- Co sądzicie o tzw. „brutalnym humorze” opierającym się np. na dosadnych żartach, nierzadko obrażaniu innych ludzi, światopoglądu itp.?

- J.K:
Ja bardzo lubię sarkazm, ironię, ale niekoniecznie na scenie.

- D.K:
Podczas występów raczej nigdy nie zdarzyło się nam nikogo urazić.

- J.K:
Staramy się nie rzucać nazwiskami, nie odwoływać się do konkretnych osób. Kabaret jest formą rozbawiania, ale na zasadzie relaksu.

-D.K:
Ja na przykład bardzo nie lubię, gdy inne kabarety biorą widza do jakiegoś skeczu i potem robią z niego idiotę. To nie jest fair i bardzo nie w porządku względem tej osoby, bo jest on całkowicie bezbronny. Nie ma mikrofonu, obycia scenicznego, jest nagle obrócony przeciwko widowni. Po prostu nie ma żadnych szans by sobie z tym jakoś poradzić. Widza można wziąć na scenę, ale musi z niej zejść czując się dobrze, zabawnie. My jesteśmy kabaretem, który stara się być miły dla widza.

- Ł.P:
Po prostu staramy się go bawić.

- J.K:
Między sobą mamy relację rodzinną i taką też staramy się nawiązać z widzem.

- D.K:
I się nam to udaje.

- Ł.P:
Wytwarzamy taki klimat wujkowo – ciociowy. (śmiech)

- J.K:
Bardzo często po występach podchodzą do nas ludzie mówiąc, że czują się jakbyśmy się dobrze znali od dawna.

- D.K:
Czuć, że z obu stron wytwarza się nić sympatii. Nie ma tej bariery widz –artysta.

- J.K:
I my to lubimy

- Czy uważacie, że dla humoru istnieje sfera tabu?

D.K:
Oczywiście, że tak. Są rzeczy, których ruszać nie zamierzamy. Chociażby po to, by nikogo nie urazić. Nie zajmujemy się polityką, nie dotykamy sfery sacrum – religii, wiary, kościoła, Boga. To są rzeczy bardzo intymne, prywatne. My nie mamy potrzeby się nimi zajmować.

- J.K:
Ja nie lubię, tak zawodowo jak i prywatnie, żartów na temat krzywdy dziecka. Dla mnie jest to niedopuszczalne. A wiem, że są niezłe kawały na ten temat, dobrze skonstruowane, przemyślane, sprytne, inteligentne i tak dalej…

- D.K:
Czasem u innych kabaretów widzimy pewnego rodzaju populizm polegający na samym tylko przywołaniu pewnych nośnych tematów, które od razu powodują śmiech na widowni, ale dla nas jest to takie pójście na łatwiznę.

- A prywatnie często się śmiejecie czy jesteście raczej bardziej refleksyjni? Istnieje taki stereotyp komików, którzy po zejściu ze sceny okazują się mało rozrywkowymi, a nawet smutnymi ludźmi.

- D.K:
Bardzo rozrywkowi to nie. Chociaż zaszła pewna rewolucja w tym względzie. Ja swego czasu cierpiałem na „nadczynność towarzyską”.(śmiech) Będąc wśród ludzi starałem się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę, ale myślę, że to już mi przeszło. Aśka w towarzystwie jest właściwie cicha, spokojna, zupełnie inaczej niż na scenie.

-J.K:
Ludzie odbierają mnie jako osobę dynamiczną, wszędobylską, ale prywatnie to nie jestem ja. Oczywiście, gdy jestem w towarzystwie bliskich, czuję się dobrze i bezpiecznie to się wygłupiam, niemniej na ogół jestem raczej stonowania, mam inną energię.

- Ł.P:
Na pewno jednak nie jesteśmy ponurakami.

- D.K:
Nie silimy też się jednak, by przenosić naszą ekspresję ze sceny na życie prywatne.

- J.K:
Natomiast są fragmenty w naszych skeczach, w których staramy się być sobą. To jest jeden z fundamentów naszych występów. Wtedy, gdy mówimy do ludzi jest trochę tak jakbyśmy zwracali się do nich prywatnie. W skeczach istnieje rozróżnienie na postaci, w które się wcielamy, ale między skeczami witamy się z publicznością, rozmawiamy z widzami i wtedy to jesteśmy my.

- D.K:
I właśnie dzięki temu ta bariera widz – artysta znika. Ludzie to widzą i czują, że jesteśmy szczerzy i oni też odpowiadają otwartością.

- I na koniec – jakie macie zawodowe plany na przyszłość?

- D.K:
Teraz właśnie przygotowujemy materiał na nasz najnowszy program, w czerwcu planujemy premierę. Mamy już pomysł, wiemy czego chcemy.

- J.K:
Planujemy też wydać płytę audio z piosenkami z koncertów

- D.K:
Myślę, że program z piosenkami będziemy chcieli nagrać też do telewizji, ale w tej sprawie nie ma tzw. ciśnienia. Zobaczymy jak się to ułoży. Mamy nadzieję, że się uda, na hasło „koncert piosenek kabaretowych” ludzie często się trochę dystansują, tak więc liczymy się z tym, że może się nam to nie udać, ale będziemy próbować.

- J.K:
Dla nas jednak scena jest najważniejsza. Jesteśmy na niej skupieni w 100%. Każdego roku przygotowujemy nowy program. Telewizja raczej rzadziej, jeśli już to interesuje nas emisja całego naszego programu, albo występ jako część jakiegoś fajnego przedsięwzięcia. Niemniej na ogół rzadko przyjmujemy zaproszenia do telewizji.

- D.K:
Chociaż cały czas chodzi nam po głowie pomysł na słuchowiska. Na razie jest to bardziej myślenie życzeniowe, ale kto wie, może wkrótce…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).