1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Naturalne sposoby na dobry sen

Naturalne sposoby na dobry sen

Sen jest − obok diety i trybu życia − jednym z filarów naszego zdrowia. (Fot. iStock)
Sen jest − obok diety i trybu życia − jednym z filarów naszego zdrowia. (Fot. iStock)
Dzięki doktorowi Freudowi wiemy, że marzenia senne bywają nawet ważniejsze od marzeń na jawie… Aby więc żyć pełnią życia, musimy spać. Ale znaczenie ma też jakość snu. Doskonale, jeśli śpimy całą  noc bez przebudzania się, a rano wstajemy rześcy i wypoczęci.  Daleko nam do tego ideału? Wypróbujmy naturalne sposoby na sen.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Leki homeopatyczne stosowane na zaburzenia snu są nie tylko skuteczne, ale także bezpieczne − nie uzależniają i nie mają skutków ubocznych. Ponieważ przyczyną bezsenności mogą być najróżniejsze zaburzenia wewnętrzne, trzeba dobrać odpowiedni środek i ustalić dawkowanie. Na przykład Coffea (lek uzyskiwany z kawy arabskiej) umożliwia zaśnięcie, kiedy ciągła gonitwa myśli wydaje się nie mieć końca. Środek ten zawsze warto zażyć po stresującym dniu lub gdy nie ma warunków, by wyciszyć się w ciągu 30−60 minut przed położeniem się do łóżka. Jest też skuteczny, jeśli sen nie przychodzi z powodu ogólnego pobudzenia, czemu towarzyszy przyspieszone bicie serca, albo przeszkadza nam hałas lub zimno.

Jeżeli zasypianie utrudnia nadpobudliwość włókien nerwowych i mięśni, co często objawia się niepokojem nóg, drgawkami, skurczami, polecam Zincum valerianicum. Lek ten sprawdzi się także, gdy problemy ze snem nasilają się z powodu miesiączki, przejedzenia lub nadużycia alkoholu.

Czasem nie jesteśmy w stanie zasnąć lub budzimy się nad ranem, bo dręczą nas lęki (uczucie niepokoju może pojawiać się także w ciągu dnia). W takiej sytuacji relaksujący sen powinien powrócić po kilku dawkach specyfiku Ignatia. Z kolei Lupulinum ułatwi odstawienie leków nasennych osobom od nich uzależnionym. Przyjmowany regularnie, najpierw razem z tabletkami, pozwala na stopniowe ich odstawienie. Najbardziej uniwersalnym lekiem jest Avena sativa. Zwłaszcza krople stosowane na noc dają znakomite rezultaty u osób, które wieczorem są tak zmęczone, że… nie mają siły zasnąć.

Zioła z sennika

Problemy ze snem skutecznie likwiduje regularnie pita mieszanka z liścia melisy, kwiatu rumianku i szyszek chmielu (po 100 g) oraz korzenia arcydzięgla i ziela dziurawca (po 5 g). Łyżkę stołową ziół zalewamy szklanką wrzątku, pijemy pół godziny po kolacji.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Miliony ludzi w różnym wieku mają problemy ze snem, tymczasem konsekwencją niewysypiania się bywa nie tylko zmęczenie, ale również nadciśnienie, otyłość czy obniżona odporność. Sen jest bowiem − obok diety i trybu życia − jednym z filarów naszego zdrowia. Mamy kłopoty z zasypianiem? To efekt zaburzeń doszy (energii) vata. Zalecam spożywanie potraw ciepłych, cięższych i nieco tłustszych, słodkich, słonych i kwaśnych w smaku. Warto włączyć do diety mak. Jeśli łatwo zasypiamy, lecz często się budzimy w nocy, trzeba zredukować doszę pitta. Jadajmy dania chłodne, łagodnie przyprawione. Idealny będzie np. napój z kilku daktyli zmiksowanych z filiżanką letniego, przegotowanego świeżego mleka i szczyptą brązowego cukru. Przed snem nacierajmy dłonie i stopy olejkiem kokosowym, który również „studzi” organizm. Gdy rano wstajemy zmęczeni, powinniśmy zrównoważyć doszę kapha. Wybierajmy dania lekkie, suche i ciepłe. I w tym przypadku wieczorne masowanie dłoni i stóp działa korzystnie.
 
5 rad na dobry sen
  • Jadajmy główne posiłki o stałych porach (tuż po przebudzeniu śniadanie, koło południa obiad i kolację na 2−3 godziny przed snem), dwa ostatnie bez ostrych przypraw.
  • Regularnie wykonujmy nieforsowne ćwiczenia, np. asany jogi.
  • Zrezygnujmy z alkoholu i kawy.
  • W sypialni utrzymujmy porządek i półmrok, nie pozostawiajmy w niej przedmiotów związanych z pracą; dbajmy, by pościel była świeża i pachnąca.
  • Pamiętajmy o oddechu: spokojnym, miarowym i głębokim.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Bezsenność bywa pierwszym sygnałem choroby, problemów emocjonalnych lub tego, że stres zaczął dominować w naszej codzienności. Wyróżniamy dwa rodzaje snów: pierwszy bierze początek z serca (przyjemne, odprężające marzenia), a drugi − z wątroby (nocne koszmary). Nieprzespana noc to niepowetowana strata dla zdrowia i na nic się zda odsypianie w dzień, bo wtedy ultrafioletowe światło nie pozwala komórkom nerwowym odpocząć.

Niedospani cierpimy na bóle głowy, drżenie rąk, mamy kłopoty z koncentracją, podkrążone oczy, arytmię serca. Często leczymy się na najróżniejsze choroby, zamiast zadbać o dobry sen. Jak jest on ważny, świadczy to, że pozbawieni go przez 72 godziny możemy nawet umrzeć!

Jeśli chcemy dobrze sypiać, po pierwsze przyjrzyjmy się swojemu zdrowiu. (Każdy z 12 narządów wewnętrznych jest powiązany z mózgiem i jeśli któryś niedomaga, zatruwa toksynami „centralę”, zaburzając sen). Po drugie zwolnijmy tempo życia i zrewidujmy swoje cele. (Z praktyki lekarskiej wiem, że bezsenność, zwłaszcza u osób po 35. roku życia, wywołują codzienne napięcia, brak odpoczynku i gonitwa za pieniądzem). Przed pójściem spać powinniśmy się wyciszyć (za sprawą spokojnej lektury, muzyki klasycznej, modlitwy, prostych technik relaksacyjnych). Przed snem warto wymasować stopy ciepłą oliwą. Najpierw jedną, potem drugą stopę obejmujemy rękoma i masujemy okrężnymi ruchami 108 razy.

Nasenna poduszka

Filiżanka słabej czarnej herbaty ze szczyptą kardamonu (na 2 godz. przed snem) lub goździków (pita co 2−3 godz. w ciągu dnia) ułatwi zaśnięcie. Polecam też zastąpienie zwykłej poduszki „nasenną” – wypełnioną łuskami kaszy gryczanej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Umiar, prostota i... mała miseczka. Sekrety diety Japończyków

Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jak to robią w Kraju Kwitnącej Wiśni? Zamiast pizzy w rozmiarze XXL – miseczka ryżu z dodatkami. Zamiast zgagi i nadwagi – równowaga. Proste?

Nadmiar dóbr zazwyczaj nie prowadzi do dostatku, lecz do przesytu. Zwłaszcza na talerzu. Za dużo, za rzadko, niezdrowo i o nieregularnych porach – to kulinarne grzechy główne typowego człowieka Zachodu – twierdzi francuska pisarka Dominique Loreau. Od lat mieszka w Japonii i jest zafascynowana zwyczajami i zasadami codziennego życia swojej nowej ojczyzny. W książce „Sztuka umiaru” stawia nas do pionu.

Żołądek VIP

Zaciśnij pięść i przyjrzyj się jej. Takiej mniej więcej wielkości jest twój żołądek. Można go też porównać do małego grejpfruta (w przypadku kobiet) lub dużego (w przypadku mężczyzn).

– Ale żołądek jest rozciągliwym workiem, który pięciokrotnie może zwiększyć swój rozmiar. Dostosowuje się do naszych żywieniowych przyzwyczajeń i w związku z tym nie sygnalizuje, kiedy jest pełny. Należy więc, przede wszystkim, sprowadzić go do jego naturalnego rozmiaru – mówi Loreau.

Jak to zrobić? Zacznij od obserwowania swojego głodu. Czy zdarza ci się, że pomimo poczucia sytości, sięgasz po dokładkę albo deser, choć potem nie czujesz się dobrze? Może nawet nie dajesz sobie okazji, by poczuć głód, bo zanim nadejdzie, zawsze zdążysz go ubiec, podjadając małe przekąski? Jeśli tak – nadwaga pewna. Powinieneś traktować swój żołądek jak luksusowe wnętrze, lożę VIP-ów, do której wstęp mają tylko niektórzy – gdy już się tam znajdą, nie mogą czuć zbyt wielkiego tłoku – radzi Loreau. Delektuj się pokarmem i przestań jeść bez zastanowienia to, co akurat masz w zasięgu ręki.

Po pierwsze: jedz mniej

Dominique Loreau sprawdziła, jakie porcje spożywano pół wieku temu, a ile jemy teraz. I otrzymała szokujące dane. Pięćdziesiąt lat temu nie tylko porcje były o połowę mniejsze, ale też lodówki, szafki kuchenne, talerze, szklanki, sztućce i… ludzkie pupy! Z dekady na dekadę wszystko niepostrzeżenie rosło. „Kiedyś banan stanowił podwieczorek dla dzieci. Dzisiaj zestaw Big Mac, kanapka, mrożone danie, baton czekoladowy, puszka słodzonego napoju… są uważane za normalny posiłek. Pożywienie, które występuje w postaci pojedynczej porcji, jest przez większość z nas zjadane w całości. Pozwalamy w ten sposób decydować o naszych potrzebach producentom żywności, którzy nie troszczą się w najmniejszym stopniu o to, co może pomieścić nasz żołądek” – pisze Loreau w „Sztuce umiaru”.

Tymczasem natura proponuje idealne porcje: jedno jajko, jedno jabłko, jeden ziemniak… Azjaci przeżywają szok kulturowy, gdy po raz pierwszy przyjadą na Zachód i w restauracji podaje im się np. pastę czy sałatkę takiej wielkości, że w ich kraju mogłyby się nią najeść cztery osoby. A my się do takich przyzwyczailiśmy. Do tego duże porcje działają jak narkotyk: na widok wypełnionego po brzegi talerza wyimaginowany głód narasta. Najadamy się do syta i dopiero potem zaczynamy liczyć kalorie.

Kalorie wymyślono pół wieku temu. Można się obyć bez ich liczenia i chudnąć. Wystarczy posłużyć się wyobraźnią. „Im większa jest porcja, tym więcej zawiera kalorii. To aż tak proste! Jeśli masz trochę nadwagi, nie musisz radykalnie zmieniać sposobu odżywiania się. Wystarczy, że będziesz jadł te same pokarmy, zmniejszając ich ilość o połowę. Pozostawienie każdego dnia resztek na talerzu może sprawić, że schudniemy dziesięć kilo w ciągu roku. Takie małe, codzienne zmiany jest bardzo łatwo wprowadzić, a mogą w efekcie przenosić góry (tłuszczu!)” – pisze Dominique Loreau.

Po drugie: jedz prosto

Nawet jeśli do tej pory nie lubiłeś gotować albo szkoda było ci na to czasu, spróbuj potraktować przyrządzanie posiłków jak praktykę duchową, rodzaj medytacji. To świetny czas, by oderwać się od codziennych spraw i wyciszyć. Skupić uwagę na „tu i teraz”. Jeśli sama/sam lub wspólnie z partnerem/partnerką robicie zakupy i przyrządzacie posiłki, to dokonujecie wyboru, co ma się znaleźć w waszych miskach i na talerzach. W ten sposób dbacie o zdrowie swoje i najbliższych. Do tego dzielicie się z rodziną dobrą energią. Smak domowej potrawy zawsze będzie lepszy od kupionego gotowego obiadu.

Jeśli w ciągu tygodnia nie znajdujesz czasu na przygotowywanie wyrafinowanych dań, możesz ograniczyć się do zasady trzech składników: zboża, proteiny i warzywa. Liczba ich wariantów jest nieograniczona!

Zadowalaj się tylko kilkoma świeżymi, sezonowymi produktami, za to o doskonałym smaku i najlepszej jakości. Budżet domowy na pewno nie ucierpi, a może nawet zaoszczędzisz na butelkę dobrego wina. Proste dania mają tę zaletę, że można delektować się ich naturalnym smakiem. Na przykład makaron z łyżką oliwy, parmezanem pokrojonym na plastry cienkie niczym płatki i kilkoma listkami bazylii, omlet ze szczypiorkiem czy filet z ryby usmażony bez soli, z odrobiną cytryny, podany z ziemniakiem na parze – będą smakować o niebo lepiej niż odgrzana pizza w mikrofalówce. I pamiętaj! Jedz powoli, kęs po kęsie. Uczyń ze swojego ciała świątynię!

Złote reguły

Samodyscyplina to rzadka cecha wśród ludzi Zachodu. Często odstępujemy od swoich zasad, tłumacząc sobie to wyjątkową sytuacją. Jednak jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć tę cenną cechę i nie ulegać presji otoczenia czy łakomstwu. Dążąc do doskonałości, ustal złote reguły, których będziesz w stanie zawsze przestrzegać.

W domu:

  • nie jedz ani nie pij niczego podczas przygotowywania posiłku,
  • nigdy nie jedz od razu tego, co wyciągasz z lodówki lub szafki: zawsze wyłóż jedzenie na talerz, do miseczki,
  • nawet jeśli chodzi tylko o przekąskę, usiądź, żeby zjeść ją spokojnie,
  • rozpoczynaj wszystkie posiłki od zupy lub surówki czy sałatki,
  • po posiłku, przed sprzątnięciem ze stołu, zawiń od razu resztki jedzenia w plastikową folię, żeby nie zacząć ich podjadać,
  • zawsze miej w torebce jakąś małą przekąskę – suszone owoce, baton proteinowy, żeby nie ulec pokusie zjedzenia czegoś w ulicznych barach.
W restauracji:
  • poproś o podanie sosu osobno,
  • poproś o zapakowanie resztek posiłku,
  • nie jedz chleba,
  • podziel się z towarzyszem przekąską, deserem (zamów 1 porcję na 2 osoby)
Każdego dnia:
  • wypijaj szklankę wody po wstaniu rano i przed położeniem się wieczorem spać,
  • jedz trzy lekkie posiłki,
  • nigdy nie dokładaj sobie jedzenia, z wyjątkiem warzyw,
  • zjadaj tylko jedną kostkę czekolady za jednym razem,
  • po dwóch dniach odstępstw od diety jedz mniej przez kolejne dwa dni,
  • w towarzystwie innych jedz dla przyjemności, kiedy jesteś sam – dla zdrowia,
  • zimą jedz zupy, latem – surówki i sałatki z warzyw,
  • jadaj tylko w dobrych restauracjach lub zabieraj ze sobą do pracy kanapkę

Stała miarka

Najlepszym sposobem na zjadanie mniejszych porcji na co dzień, jest spożywanie ich z małej miseczki. Dlatego zaopatrz się w miseczkę o pojemności 600 ml – najlepiej z laki, bo jest lekka, elegancka, doskonale przewodzi ciepło i się nie tłucze.

Możesz wypełnić ją zupą, warzywami, sałatką, ryżem z rybą. To idealna miarka. Jeden posiłek – jedna miseczka. Tak na co dzień jedzą mnisi zen, ale i miliony Chińczyków i Japończyków. Przed włożeniem dania do miseczki, pokrój składniki na małe kawałki, by móc zjeść je łyżką czy pałeczkami. „Spożywany z czarki pokarm nabiera niemalże smaku zen… A jak przyjemnie jest przenosić naszą miseczkę tam, gdzie mamy ochotę spożyć posiłek – na kanapę, na werandę bądź po prostu na dywan!” – zapewnia Dominique Loreau.

  1. Styl Życia

Inteligentne światło, które nada życiu barw

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Chociaż pogoda potrafi być wiosną kapryśna, nie ma wątpliwości, że budząca się do życia natura zachęca do działania. Skoro nie zawsze możemy liczyć na słoneczną aurę na zewnątrz, warto poszukać rozwiązania, które pomoże ją stworzyć w naszych domach. Kolory zamknięte w inteligentnej lampie Philips Hue Iris są na wyciągnięcie ręki – kiedy tylko potrzebujesz pomogą imitować światło słoneczne. Co więcej – oferują całą serię barw i odcieni.

Odkryj swoją przestrzeń na nowo

Szeroka paleta białego światła pozwoli uzyskać właściwy nastrój zarówno do pracy, zabawy jak i relaksu, niezależnie od pory dnia. Decydując się na inteligentne oświetlenie Philips Hue każdy dzień możesz rozpocząć przy chłodnych, rześkich barwach. Imitujące wschód słońca coraz jaśniejsze światło pomoże naładować baterie niczym poranna, mocna kawa i zapewni energię nawet w pochmurne dni. A po pracy? Jednym kliknięciem przemienisz swój salon z domowego biura w prawdziwą oazę relaksu – ulubiona książka, aromatyczna chai tea latte i dopełniająca doznania bursztynowa barwa światła brzmią magicznie, czyż nie? Natomiast przed snem łagodne dla oczu złote odcienie pomogą Ci odprężyć się przed ucieczką w krainę nocnych marzeń. Możesz też z łatwością sprawić by światło samo podążało drogą słońca w trakcie dnia i zmieniało barwę od chłodnego do ciepłego – imitując wędrówkę słońca po niebie.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw

Jednak dobranie oświetlenia do codziennych zadań to nie wszystkie możliwości stylowej lampy Iris i całego inteligentnego oświetlenia Philips Hue. 16 milionów kolorowego światła pozwoli na stworzenie nastroju niezależnie od okazji. Energetyczna czerwień dodająca sił do porannego treningu? Relaksujące pudrowo różowe tony idealne do medytacji? Czy mieniące się blaskiem świec miodowo-szafranowe barwy, rozgrzewające atmosferę podczas romantycznej kolacji? Wybór należy do Ciebie – w dekorowaniu domu światłem jedyną granicą jest już tylko wyobraźnia. Decydując się na więcej niż jedno źródło światła możesz stworzyć wyjątkowe aranżacje świetlne, zmieniając swój dom w prawdziwą, magiczną krainę.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione. Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione.

Piękna i inteligentna

Philips Hue to coś więcej niż oświetlenie, to część wystroju domu. Najnowsza lampa Philips Hue Iris o unikalnym designie delikatnie obmywa ściany kolorem, subtelnie podświetlając otoczenie. Miękkie światło wydobywające się z tyłu lampy nadaje jej jeszcze bardziej wyjątkowego wyglądu, a nowoczesny projekt sprawia, że zachwyca nawet, gdy jest wyłączona. Teraz ten kultowy model oferowany jest w czterech metalicznych odcieniach: miedzianym, różowym, srebrnym oraz złotym. Ekskluzywna odsłona lampy stanowi idealne uzupełnienie niemal wszystkich wnętrz, a bogactwo barw pozwoli na nowo zdefiniować nastrój każdego pomieszczenia nawet najbardziej wybrednemu amatorowi aranżacji wnętrz.

Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa. Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa.
  1. Zdrowie

Potrzebujemy ciszy. Jak hałas wpływa na nasze zdrowie?

Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy. (Fot. iStock)
Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy. (Fot. iStock)
Cisza jest konieczna dla naszego dobrostanu fizycznego i psychicznego. Tymczasem żyjemy w hałasie, w którym nie słychać własnych myśli. Jak chronić się przed wszechobecnym zgiełkiem? Jak nie bać się ciszy?

Hałas jest groźny - uszkadza słuch, przyczynia się do rozwoju chorób serca oraz przedwczesnego starzenia. Ma negatywny wpływ na psychikę, pogarsza zdolności poznawcze u dzieci i powoduje problemy ze snem. Ten uliczny może nawet zwiększać problemy z zajściem w ciążę i ryzyko udarów. Lista strat jest długa, a naukowcy wciąż ją wydłużają. Gdzie leży granica, za którą popularne dźwięki zaczynają nam zagrażać?

Nie męcz mięśni

To, czy dźwięki, które docierają do twoich uszu, ci zaszkodzą, zależy m.in. od tego, jak bardzo są głośne, jak długo je słyszysz i... czy je lubisz. Niektóre dźwięki (m.in. odgłos startującego w pobliżu odrzutowca, ale też wybuchających w odległości metra fajerwerków) są tak agresywne, że mogą od razu uszkodzić słuch. W szczególnych przypadkach może dojść nawet do pęknięcia błon bębenkowych, ale na szczęście prawdopodobieństwo narażenia na takie decybele w codziennym życiu jest prawie zerowe.

Kolejna grupa to dźwięki głośne, ale odbierane jako przyjemne. - To np. te, które płyną z głośników podczas koncertu ulubionego wokalisty. Jeśli chcielibyśmy być precyzyjni, nie powinniśmy przyjemnych dźwięków nazywać "hałasem", mimo że mogą nam zaszkodzić. One nie wpływają negatywnie na żaden układ czy narząd naszego organizmu poza słuchem, bo jeśli decybeli jest zbyt dużo i zbyt długo jesteśmy na nie wystawieni, może dojść do uszkodzenia komórek słuchowych - mówi dr n med. Elżbieta Włodarczyk, ordynator Kliniki Audiologii i Foniatrii Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. - Jednostajny głośny dźwięk bywa dużo bardziej szkodliwy dla uszu niż bardzo głośny, ale jednoimpulsowy. Mechanizm działania ucha polega na tym, że gdy słyszy głośny dźwięk, malutkie mięśnie, które są w uchu środkowym, unieruchamiają błonę bębenkową i nie pozwalają, by taka masa dźwięku dotarła do ucha wewnętrznego. Jednak te mięśnie w końcu muszą się zrelaksować, więc jeśli głośny dźwięk dociera do nas zbyt długo, po pewnym czasie się rozluźniają i wpuszczają go do ucha wewnętrznego.

Na koncert w zatyczkach

Jak rozpoznać, że dźwięk, który słyszymy, dociera do nas zbyt długo i jest zbyt głośny? Przede wszystkim warto dowiedzieć się, ile ma decybeli. Możemy próbować to oszacować na podstawie dostępnej w Internecie bazy Noise Navigator, w której znajduje się ponad 1700 "źródeł" różnych dźwięków, także takich jak lekcja jogi, zmywarka czy biblioteka, albo skorzystać z aplikacji mobilnej, która mierzy poziom dźwięku. Choć niestety z różną dokładnością... Potem trzeba sprawdzić, jak długo taki dźwięk jest dla nas bezpieczny. Przyjmuje się np., że 109 dB (mniej więcej tyle dociera do nas na koncercie rockowym) jest ryzykowne już po niecałych dwóch minutach.

- Po koncercie stosunkowo często dochodzi do tzw. zmęczenia słuchowego - trochę gorzej słyszymy, mamy problem ze zrozumieniem mowy, a czasem szum w uszach. Zwykle po dwóch-trzech dniach wszystko wraca do normy, ale oczywiście zawsze jest ryzyko, że tak się nie stanie. Zwłaszcza jeśli do takiego pogorszenia słuchu dochodzi często - mówi dr n. med. Elżbieta Włodarczyk i radzi, by przynajmniej w trakcie koncertów nie stać w najgłośniejszym miejscu i często robić sobie przerwy, czyli wychodzić tam, gdzie jest cicho. Warto również rozważyć zabranie zatyczek. Niektórzy już tak robią, a zespół Pearl Jam, poruszony poważnymi problemami ze słuchem, jakich nabawił się wokalista AC/DC, rozdawał swoim fanom zatyczki przed koncertem.

A co ze słuchaniem muzyki w słuchawkach? Można to robić i według dr Elżbiety Włodarczyk nie ma znaczenia, czy są one douszne, czy nauszne, pod warunkiem, że dźwięk nie jest zbyt głośny. Jeśli tak jest to te douszne są bardziej niebezpieczne, bo droga jaką pokonuje dźwięk do ucha wewnętrznego, jest znacznie krótsza.

Nielubiane dźwięki

Są też dźwięki irytujące i męczące (i nawet nie muszą być bardzo głośne), jak np. odgłosy ruchliwej ulicy, remontu za ścianą czy rozmów w open space. - Tak naprawdę to właśnie dla nich powinno się rezerwować słowo "hałas" - mówi dr Elżbieta Włodarczyk. - One zawsze mają negatywny wpływ na cały organizm, chociaż jeśli są ciche, akurat słuchu bezpośrednio nie uszkodzą.

Wywołują jednak natychmiastowy efekt fizjologiczny, np. wzrost ciśnienia krwi czy przyśpieszenie akcji serca. Im dłużej jesteśmy wystawieni na ich działanie, tym gorsze skutki - nasza odporność maleje, dochodzi do zaburzeń hormonalnych i poziomu elektrolitów, wzrasta ryzyko chorób serca i udarów, a nawet zaburzeń psychicznych. Pojawiają się problemy ze snem, koncentracja, nauką i pracą.

Niestety, w przypadku dźwięków uciążliwych o wiele trudniej sprecyzować, co i jak szybko nam zaszkodzi. Wiele zależy bowiem od subiektywnej oceny dokuczliwości. Pewne pojęcie o możliwych zagrożeniach dają nam jednak wytyczne Europejskiej Agencji Środowiska, które mówią, że wskaźnik hałasu w ciągu dnia nie powinien przekroczyć 55 dB, a w nocy 50 dB. Chodzi głównie o hałas drogowy, który Światowa Organizacja Zdrowia uznała za drugie, po zanieczyszczeniu powietrza, zagrożenie środowiskowe w Europie. W Polsce zbadano sytuację akustyczną 10 mln mieszkańców aglomeracji i okazało się, że w przypadku ponad połowy z nich hałas w ciągu dnia przekracza ustalone normy. W 33 krajach europejskich w takiej sytuacji jest w sumie 100 mln ludzi.

Ochrona przed hałasem

Co można z tym irytującym, płynącym z różnych stron hałasem zrobić? Zacznijmy od domu. Na pewno warto starannie wybierać miejsce zamieszkania - bliskość ruchliwej ulicy jest zwykle gorsza niż torów kolejowych. Jeśli nie planujemy przeprowadzki, możemy rozważyć wygłuszenie ścian, zawieszenie zasłon i umieszczenie sypialni w tej części mieszkania, która jest mniej narażona na hałas. Druga sprawa to sprzęty. Kupując sprzęt AGD, wybierajmy ten cichszy, a jeśli chodzi o hałaśliwe sąsiedztwo - rozmawiajmy: z sąsiadami, ze wspólnotą czy z administratorem, z ekipą remontową.

- Ostatnio nowy sąsiad zaczął u nas w bloku generalny remont. Po kilku dniach koszmarnego hałasu zadzwoniłam do niego domofonem - wspomina 30-letnia Iza, graficzka. - Nie mogę nikomu zabronić burzyć ścian, piłować czy wiercić w ciągu dnia, ale próbowałam chociaż dowiedzieć się, kiedy planuje głośniejsze roboty, żeby na ten czas przenieść się do przyjaciółki. Sąsiad stwierdził, że ma prawo do remontu i nie musi udzielać mi żadnych informacji, i trzasnął słuchawką. Na szczęście ekipa remontowa okazała się bardziej przyjazna niż on i przedstawiła mi przybliżony plan robót.

Dobrze jest też próbować wpłynąć na decydentów i mieszkańców okolicy: domagać się ekranów dźwiękoszczelnych, protestować przeciwko nielegalnym hotelom, w głosowaniu nad budżetem partycypacyjnym opowiadać się za ścieżkami rowerowymi i samemu jak najczęściej zostawiać samochód w garażu. Jeśli mamy dzieci, warto wystąpić do szkoły z wnioskiem o likwidację dzwonków. W wielu placówkach przekonano się już, że taka zmiana zmniejszyła hałas w czasie przerw. Dzwonek był bodźcem, który prowokował uczniów do tego, by wybiegać z klasy z krzykiem.

- I zakładajmy w pracy słuchawki, jeśli wymagają tego przepisy BHP. Niby to takie oczywiste, że o uszkodzeniach słuchu z powodu hałasu powinniśmy czytać już tylko w podręcznikach, a tymczasem pacjentów z tym problemem przybywa - ubolewa dr Elżbieta Włodarczyk.

Cicho sza!

Czasem od hałasu nie sposób uciec, inna sprawa, że często sami się na niego skazujemy. Choć z psychologicznego punktu widzenia potrzebujemy ciszy, wielu z nas żyje w bezustannym szumie. - W pracy mamy gwar, w drodze do domu jesteśmy narażeni na hałas uliczny, a po wejściu do mieszkania włączamy radio, odtwarzacz muzyki, telewizję - cokolwiek, byle nie było cicho. Ten ciągły hałas utrudnia nam kontakt z samym sobą. Nie przez przypadek mówi się: "taki hałas, że nie słychać własnych myśli" - stwierdza psychoterapeutka Bianca-Beata Kotoro i dodaje, że niektórzy odczuwają wręcz lęk przed ciszą. -Zresztą trudno się dziwić, często boimy się tego, czego nie znamy. Można więc powiedzieć, że jest to normalna reakcja na tę nienormalną sytuację.

Elirng Kagge, norweski pisarz i podróżnik, wielki admirator i poszukiwacz ciszy, który  zdobył dwa bieguny, Mount Everest i dwa razy przepłynął Ocean Atlantycki, uważa strach przed ciszą za lęk przed lepszym poznaniem samego siebie. W książce "Cisza" tak wspomina spotkanie z tytułową bohaterką w najcichszym miejscu na Ziemi, jakim jest Antarktyda: "Cisza wniknęła we mnie (...). Byłem zmuszony do kontynuowania tych myśli, które już miałem w głowie. I co gorsza kontynuowania uczuć".

- Ludzie niebojący się ciszy to często osoby, które są w większej zgodzie ze sobą, niż ci, którzy czują przymus ciągłego zagłuszania, bo on jest jak nałóg. Czasem słyszę "ale co jest złego w tym, że słucham relaksującej muzyki przed snem?". Nic, pod warunkiem, że to nie konieczność i jesteś w stanie od czasu do czasu położyć się w ciszy - mówi Bianca-Beata Kotoro.

Erling Kagge twierdzi, że w ciszy kryją się tajemnice świata, uważa ją za nowy luksus, prostą sztuczkę na bogatsze życie. I choć przyznaje, że cisza bywa też nudna i trudna, zwłaszcza "cisza po wszystkim", to nie ma wątpliwości, że warto się do niej zbliżyć. Jak to zrobić? - Stopniowo. Zacząć od krótkiej chwili ciszy, bo osoby do niej nieprzyzwyczajone mogą zareagować nawet panicznym lękiem - radzi Bianca-Beata Kotorno. Czasem może się okazać, że gdy już dobrze się usłyszymy, będziemy musieli wprowadzić jakieś zmiany w życiu, a to też bywa trudne, ale - jak przekonuje psychoterapeutka - w końcu to przykre uczucie minie. Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy.

  1. Psychologia

Świadomy sen - na czym polega oneironautyka?

Świadome śnienie - tę sztukę, podobno, może opanować każdy. (fot. iStock)
Świadome śnienie - tę sztukę, podobno, może opanować każdy. (fot. iStock)
Fascynaci świadomego śnienia (Lucid Dreaming) przekonują, że to nie tylko świetna rozrywka i źródło kreatywności, ale też narzędzie terapeutyczne. To tak, jakbyś grała w ekscytującą grę o twoim życiu, do której na dodatek sama napisałaś scenariusz.

Fascynaci świadomego śnienia (Lucid Dreaming) przekonują, że to nie tylko świetna rozrywka i źródło kreatywności, ale też narzędzie terapeutyczne. To tak, jakbyś mając świadomy sen grała w ekscytującą grę o twoim życiu, do której na dodatek sama napisałaś scenariusz.

Świadomy sen - podróż do wnętrza umysłu

Kim są oneironauci? Ludźmi, którzy poszerzają możliwości swojego umysłu i odkrywają nowe światy, żeglując po morzu własnych snów. Pewnie nieraz słyszałaś o tym, że ktoś obudził się rano z pomysłem na nowy biznes lub we śnie znalazł rozwiązanie dręczącego go problemu. Może sama doświadczyłaś sytuacji, w której podczas nocnego koszmaru – nie budząc się – uniknęłaś upadku w przepaść, zdając sobie sprawę, że to „tylko sen”, więc możesz mieć wpływ na jego przebieg. W skrócie – o to właśnie chodzi w świadomym śnieniu. To zjawisko było istotnym elementem filmów „Vanilia Sky” z Tomem Cruisem, „Zaginionej autostrady” Davida Lyncha czy słynnej „Incepcji”. Ale najwięcej świadomym snom zawdzięcza „Avatar”. Jego reżyser, James Cameron, wpadł na pomysł scenariusza właśnie podczas sesji świadomego śnienia.

Świadomy sen, czyli Lucid Dream, to stan, podczas którego masz świadomość, że śnisz, co z kolei sprawia, że możesz sama sterować tym, co się dzieje. Jedynym, co cię ogranicza, jest twoja wyobraźnia i zablokowany umysł. Jeśli go otworzysz, będziesz w stanie zrobić wszystko. Odwiedzać dalekie kraje, przeżywać niesamowite przygody, a nawet latać… Oczywiście we śnie, ale realizm doznań – zbliżony do tych z prawdziwego świata – oraz wrażenie ogromnego relaksu, a jednocześnie doładowania akumulatorów, z jakim z takiego snu się budzisz – sprawi, że będziesz chciała spróbować tego naprawdę.

Shachar Caspi, nauczyciel medytacji, trener rozwoju, przekonuje, że każdy może opanować umiejętność oneironautyki, wystarczy trochę poćwiczyć.

Więcej informacji na temat świadomego śnienia w artykule: Terapia snem - jakie korzyści daje świadome śnienie?

Świadomy sen - czy zawsze jest bezpieczny?

Zachowaj zdrową granicę - radzi Justyna Matkowska, psycholożka, psychoterapeuta: Autoterapia świadomym śnieniem może rodzić pewne ryzyko. Na przykład dekompensacji, czyli zatracenia granic między tym, co realne, a tym, co nierzeczywiste. Zagubienie się w świecie marzeń, przekonanie o tym, że rzeczywistość jest nieprawdziwa, wypieranie jej. Na to zjawisko szczególnie narażone są osoby, które nie mają mocnej struktury ego – zbudowanego ja. Bez silnych, własnych granic można się w świadomym śnieniu zatracić.

Jak zachować zdrową granicę? Trzeba być mocno osadzonym w realiach życia, bez względu na to, jakie one są. Tu i teraz. Codzienne. Wstawać do pracy, gotować, sprzątać, rozmawiać z dziećmi. Koncentrowanie się na takich prostych czynnościach powinno uchronić przed ewentualnym niebezpieczeństwem zatarcia granicy między fantazją a rzeczywistością. Pogłębianie swojej świadomości, niezależnie od metod, jakie się do tego stosuje, jest korzystne dla człowieka. Bo jeśli mam możliwość świadomego wnikania w swoją podświadomość, to mam lepszą łączność ze sobą – ściślejszy kontakt ze swoimi emocjami. Po prostu człowiek łatwiej się integruje, lepiej siebie rozumie. Znany psychoterapeuta Irvin Yalom mówi, że „niezinterpretowany sen jest jak nieotwarty list od siebie samego”. Szkoda byłoby go nie przeczytać.

Jeśli zależy ci, żeby mieć świadome sny, możesz spróbować kilku prostych ćwiczeń:

  1. Zdrowie

Bądź zdrów – myśl o swoim ciele, duchu i umyśle. 1% dla Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”

Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja
Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja "Bądź" będzie mogła organizować kolejne wykłady, warsztaty, Kongresy oraz grupy wsparcia dla osób zainteresowanych unikatową wiedzą o budowaniu zdrowia oraz dla wszystkich będących w kryzysie choroby. (Fot. materiały prasowe)
Fundacja Małgosi Braunek „Bądź” to organizacja działająca od 2015 roku zajmująca się edukacją zdrowotną. Promuje i wspiera zintegrowane, holistyczne podejście zarówno do zdrowia, jak i do choroby, inspiruje do aktywnej postawy wobec własnego zdrowia. Swoimi działaniami dąży do poprawy stanu zdrowia całego społeczeństwa. 

„Człowiek stanowi dla nas całość - połączenie ducha, ciała i umysłu. Chcemy by każdy miał dostęp do wiedzy na temat holistycznego podejścia do zdrowia i wspierających metod w leczeniu. By każdy czuł się bezpiecznie. W dobie pandemii jest to tym bardziej konieczne.” – mówi Orina Krajewska, prezeska Fundacji.

W ramach pierwszej w historii Fundacji kampanii 1%, przygotowanej we współpracy z agencją OPEN i domem produkcyjnym Trzyfilm, powstał MANIFEST Fundacji „Bądź”, który najlepiej oddaje misję organizacji:

  • Bądź zdrów – myśl o swoim ciele, duchu i umyśle kompleksowo.
  • Bądź pewny – badaj się profilaktycznie.
  • Bądź świadomy – poznaj fakty na temat medycyny integralnej i możliwości, jakie daje.
  • Bądź uważny – słuchaj siebie i wybieraj to, co ci służy: ruszaj się, oddychaj, redukuj stres, dbaj o dietę oraz sen.
  • Bądź aktywny – twoje zdrowie jest... twoje. I sam naprawdę wiele możesz dla siebie zrobić. Dlatego szukaj, pytaj, zgłębiaj temat.
  • Bądź otwarty – zrozum, na jak wiele, nieoczywistych, nowatorskich sposobów można dbać o zdrowie.
Bądź z nami na 100%, a nam przekaż swój 1%, żebyśmy mogli wspierać innych.

Bohaterkami kampanii są Aleksandra Nowińska, Mira Klajnberg i Magda Chołyst, podopieczne fundacji szczególnie związane z projektem “Jestem i Będę” w ramach którego dzieliły się swoimi doświadczeniami holistycznego podejścia w leczeniu.

Ola od wielu lat wspiera działania Fundacji, a w 2018 roku sama doświadczyła choroby nowotworowej. Dzięki wiedzy na temat komplementarnych metod leczenia, swojej determinacji i ciężkiej pracy nad emocjami wyszła z choroby obronną ręką. Dziś, gdy jako zdrowa osoba opowiada swoją historię, dostrzega jak wielki to miało sens. Wierzy, że wszystko było i jest po "coś".

Mira, zajęta szefowa produkcji w dużej agencji reklamowej, pewnego dnia pod prysznicem wyczuła guza piersi. Choroba drastycznie wybiła ją z pędu, w którym żyła. Moment diagnozy okazał się prawdziwym sprawdzianem. Przechodząc przez kolejne etapy ciężkiego leczenia nauczyła się zwalniać i świadomie oddychać. To stopniowo zmieniło jej nawyki oraz styl życia. Jak mówi - dziś, jako zdrowa osoba jest w najlepszej formie w jakiej w życiu była.

Magda, po latach immunologicznej choroby i trudnym leczeniu odkryła, że jeden z leków ma działanie toksyczne, w wyniku którego utraciła 50% widzenia. Kryzys zdrowotny stał się zaproszeniem do podróży po różnych metodach leczenia, ale przede wszystkim do podróży w głąb siebie.

"Jestem bardzo wdzięczna naszym Bohaterkom, które z taką otwartością podzieliły się swoimi historiami, oraz wszystkim zaangażowanym w powstanie wzruszającego filmu i kampanii. Szerokie dotarcie kampanii może posłużyć jako zestaw praktycznych wskazówek na temat holistycznego podejścia do zdrowia i zachęta do aktywnego dbania o własne zdrowie. Czas pandemii był dla nas wyjątkowo trudny, szczególnie pod względem finansowym. 1% to dla nas, nomen-omen, być albo nie być. Mamy nadzieję, że przekazując na nas swój 1% będziemy mogli działać dalej. Na 100%" - mówi Orina Krajewska.

Najważniejsze obszary działania Fundacji Małgosi Braunek „Bądź” to:

  • organizacja darmowych wykładów i warsztatów poświęconych prewencji i leczeniu chorób;
  • prowadzenie cyklicznej i otwartej GRUPY WSPARCIA #BądźMy dla pacjentów onkologicznych, chorych przewlekle oraz ich przyjaciół i rodzin;
  • organizacja KONGRESÓW MEDYCYNY INTEGRALNEJ “Bądź w pełni zdrowia”, na których wysokiej klasy eksperci z kraju i zagranicy dzielą się swoją wiedzą;
  • prowadzenie FUNDACYJNEJ INFOLINII otwartej dla wszystkich w nagłej potrzebie kontaktu oraz dyżurowanie na infolinii u Rzecznika praw pacjenta;
  • tworzenie bazy kluczowych informacji dotyczących metod, klinik, lekarzy, terapeutów oraz instytucji zajmujących się różnymi sposobami prewencji i leczenia.
Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja będzie mogła organizować kolejne wykłady, warsztaty, Kongresy oraz grupy wsparcia dla osób zainteresowanych unikatową wiedzą o budowaniu zdrowia oraz dla wszystkich będących w kryzysie choroby.

Numer KRS Fundacji to: 0000381339.