1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
Nikogo nie dziwi, że urządzenia nie pracują bez zasilania, ale od umysłu wymagamy, żeby „na głodnego” był ostry jak brzytwa. Tymczasem bez jedzenia nie jesteśmy w stanie logicznie myśleć ani rozwiązywać problemów. Dietetyczka Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska przekonuje, że przygotowywanie zdrowych posiłków do pracy zwyczajnie się nam opłaca!

Co najczęściej jadasz w pracy? To, co wcześniej przygotuję. Nie liczę na to, że gdy już dopadnie mnie głód, szybko wyskoczę do sklepiku. To, co mogę znaleźć w sklepie w pobliżu, nie spełnia moich oczekiwań. Dlatego zawsze zabieram ze sobą jogurt, owoce, nasiona i otręby.

Znowu te otręby. Byłam ostatnio w sklepie ekologicznym. Paczka otrębów kosztuje tyle co dobre kolorowe rajstopy. Można zbankrutować! To błędne myślenie. Właśnie wtedy, gdy jesteś nieprzygotowana, kupisz byle gdzie, byle co, przepłacisz i na dodatek wcale się nie najesz. Zdrowo wcale nie znaczy drogo. Nie musisz kupować otrębów ekologicznych, a poza tym worek otrębów starczy ci na wiele tygodni. Przecież nie zjesz ich od razu.

A już myślałam, że mój ekonomiczny argument będzie trafiony. W takim razie nie rozmawiajmy o pieniądzach, tylko o emocjach i nawykach. Podczas wakacji jadałam regularnie i zdrowo, ale po powrocie z urlopu wszystkie złe nawyki wróciły. Co robić, żeby nie wejść w niezdrowe żywieniowe kapcie? Jeść regularnie, nie ma innego wyjścia.

Masa roboty. W domu trzeba myśleć, co jesz, w pracy też... A może wykorzystać osiem godzin w biurze na naturalną głodówkę, czyli oczyszczenie organizmu? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Fatalne! Ośmiogodzinna głodówka, i to w pracy, podczas wysiłku intelektualnego, gdy zapotrzebowanie energetyczne jest bardzo duże, to najgorsze, co możesz sobie zrobić. Nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero myśleć.

A mogę wyjść do pracy bez śniadania? Możesz, ale tylko jeśli masz do niej bardzo blisko i zjesz coś od razu po przyjściu. Śniadanie należy zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się. Jeśli wypijesz kawę i przez trzy czy cztery godziny nic nie zjesz, to będziesz tak głodna, że w końcu rzucisz się na jakiekolwiek jedzenie. Zjesz znacznie więcej niż potrzebujesz i pięknie zasilisz swoją tkankę tłuszczową.

Wszystko opiera się na regularnym odżywianiu, ale w pracy czasem nie mam dosłownie chwili, by odejść od komputera. Mogę jeść przy biurku? Posiłki powinno się jeść w spokoju. Bez telewizji, nawet bez radia, bez czytania, powoli i w dobrej atmosferze. Wtedy szybciej się najadamy i jedzenie daje nam satysfakcję. Gdy czytasz coś i jednocześnie jesz, to jakbyś wrzucała jedzenie do worka bez dna. Mózg tego nie rejestruje. Na pewno słyszałaś, że najadamy się dopiero po 20 minutach konsumowania, bo wtedy mózgu odbiera sygnał „było jedzone”. Jeśli mózg nie dostanie takiej informacji, upomni się o pokarm. Gdy więc jemy w pośpiechu lub robimy jednocześnie coś innego, w praktyce zjadamy dużo więcej niż potrzebujemy.

Skoro mamy jeść w spokoju, czy to znaczy, że w pracy powinnam siadać przy stoliku sama? Jeśli będzie nas więcej, na pewno będziemy rozmawiać o pracy i od razu się zdenerwuję. Jeśli wiesz z góry, że się zdenerwujesz, to unikaj drażliwych tematów. Powtarzam: posiłki powinno spożywać się w spokojnej atmosferze, oczywiście miłe towarzystwo jest jak najbardziej wskazane.

Kiedy mam do załatwienia stresującą mnie sprawę, jakiś problem albo chcę tupnąć nogą o podwyżkę, to powinnam to zrobić przed jedzeniem czy po nim? Zdecydowanie po jedzeniu. Takie sprawy załatwiaj po przerwie obiadowej. Mózg jest wtedy odpowiednio odżywiony, reaguje stosownie do sytuacji, poziom stresu również jest na odpowiednio niskim poziomie.

Skoro nie głodówka i nie zjadanie czegoś, co się kupiło w sklepiku blisko pracy, to może najlepszym pomysłem byłoby wykorzystanie czasu w pracy na jedzenie owoców? Ludzie jedzą przecież ich zdecydowanie za mało… To też nie jest dobry pomysł. Owoce nie służą do tego, żeby się nimi zapychać, bo wprawdzie zawierają witaminy, ale też duże ilości cukrów prostych. Ktoś, kto uważa, że zdrowo się odżywia, bo kupuje kilogram gruszek i podjada je przez cały dzień, tak naprawdę źle się odżywia. Nadmiar cukrów prostych doprowadzi do tego, że rozhuśtamy gospodarkę cukrową w organizmie i przez to będziemy nieustannie głodni. Owoce są wskazane na początku dnia, nigdy na kolację. Po pracy koniecznie zjedzmy ciepły posiłek.

Czyli nie ma wyjścia – trzeba po prostu zawczasu pomyśleć o tym, co jutro zabierzemy do pracy… …dodam jeszcze, że najważniejsza jest konstrukcja naszego posiłku. Kto nauczy się prawidłowej konstrukcji, będzie mógł raz na zawsze pożegnać swoje problemy żywieniowe.

Masz na myśli wyznaczanie stałych godzin posiłków? Nie. Mam na myśli prawidłowe komponowanie każdego zjadanego dania. Powinnaś nauczyć się myśleć o swoim posiłku jak dajmy na to – o konstrukcji solidnego budynku, która uniesie wszystkich jego mieszkańców. Każdy twój posiłek powinien składać się z węglowodanów, białka, warzyw i owoców. Węglowodany to na przykład razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, nieoczyszczony ryż, makaron z mąki razowej czy wafle z niełuskanego ryżu. Białka dostarczysz do swojej diety z produktów zwierzęcych lub roślinnych, takich jak mięso, ryby, jaja, sery, produkty mleczne czy warzywa strączkowe. Warzywa i owoce są z kolei nie tylko bogate w błonnik, ale też zawierają mnóstwo witamin i składników mineralnych, bez których dieta nie byłaby odpowiednio zbilansowana. W okresie jesienno-zimowym spokojnie możesz wzbogacić menu o kiszonki i mrożone warzywa.

Podasz przepis na szybkie, tanie i dobrze skonstruowane danie do pracy? Wstajesz, nastawiasz wodę i gotujesz kaszę. Na garnku kładziesz sitko, a na nim brokuły. Szykujesz się spokojnie do pracy, a w tym czasie robi się danie. Gotową kaszę i brokuły przekładasz do pudełka, dokładasz tuńczyka, łososia lub mięso drobiowe. Do tego zabierasz dodatkową porcję warzyw. Tanio, szybko i zdrowo.

I stało się jasne, dlaczego nie dałaś się zdenerwować moimi pytaniami… Ty też nie będziesz się niczym denerwować, jeżeli twoja dieta będzie odpowiednio zbilansowana. To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji.

Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska specjalistka ds. żywienia, dyplomowana dietetyczka. Właścicielka Poradni Dietetycznej „hälsa”, blogerka kulinarna, propagatorka zdrowego, smacznego jedzenia. Autorka książki „Zdrowe wody, czyli pyszne wody smakowe i izotoniki” (Wydawnictwo Zwierciadło). 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Odpoczynek od pracy poprawia wydajność, kreatywność i zdrowie psychiczne

Fot. iStock
Fot. iStock
Elektroniczne gadżety, których na co dzień używamy, często stanowią coś w rodzaju smyczy między pracownikiem a pracodawcą. Konsekwencje tego zjawiska już wiele lat temu zainteresowały naukowców, szczególnie pod kątem umiejętności odpoczywania od pracy.

Bella DePaulo, psycholog społeczna z Uniwersytetu Kalifornijskiego, autorka wielu poradników i artykułów, na podstawie licznych badań, wyjaśnia kluczowe znaczenie odpoczynku od pracy.

Badania wskazują, że odpoczynek od pracy - rozumiany jako zaprzestanie myślenia o pracy, a także działań z nią związanych (poza jej godzinami) - jest tak naprawdę konieczny dla zdrowia psychicznego.

Niektóre z podstawowych wniosków to:

1. Ludzie, którzy wychodzą z pracy w pozytywnym nastroju, rzadziej cierpią na emocjonalne wyczerpanie i zaburzenia snu.
2. Gdy pracownicy mają możliwość wzięcia sobie dnia wolnego od pracy, wtedy, gdy tego potrzebują, nie budzą się rano zmęczeni i niezadowoleni.
3. Pracownicy, którzy w pracy przeżywają dużo stresu, ale po pracy potrafią przestać o niej myśleć, odczuwają znacznie mniejsze skutki trudnych warunków, w których pracują.
4. Pracownicy, którzy po godzinach pracy nie pracują, ani nie myślą o pracy, są kilkakrotnie bardziej wydajni od tych, którzy nie potrafią odpoczywać.
5. Pracownicy, którzy nie korzystają z urlopów, są znacznie mniej kreatywni w pracy i bardziej podatni na depresję niż ci, którzy wypoczywają przynajmniej 3 tygodnie w roku.

Co utrudnia efektywne odpoczywanie od pracy?

1. Przeciążenie ilością pracy.
2. Presja w pracy.
3. Trudne warunki psychiczne – krytykowanie, obwinianie, manipulowanie.
4. Głębokie psychiczne zaangażowanie w pracę.

Co ułatwia odpoczywanie od pracy?

1. Aktywne działania po pracy, na przykład sport albo wolontariat.
2. Spędzanie czasu po pracy na łonie natury.
3. Dobre, pełne zaangażowania relacje z bliskimi osobami.
4. Mniejsze psychiczne zaangażowanie w pracę.

  1. Psychologia

Wola tworzenia, napęd, witalność – jak odnaleźć w sobie energię do działania?

Istnieje zależność, mówiąca, że energia rodzi energię – im więcej rzeczy robimy, tym więcej mamy siły, by robić kolejne. Dlaczego? Bo dostarczamy sobie bodźców, działań, motywacji, dzięki którym nakręcamy się. Możemy się też zarazić energią od innych. (Fot. iStock)
Istnieje zależność, mówiąca, że energia rodzi energię – im więcej rzeczy robimy, tym więcej mamy siły, by robić kolejne. Dlaczego? Bo dostarczamy sobie bodźców, działań, motywacji, dzięki którym nakręcamy się. Możemy się też zarazić energią od innych. (Fot. iStock)
Każdy jest niepowtarzalny jak odcisk palca, ale wszyscy tworzymy medium, przez które może manifestować się żywotność wszechświata.

To, na ile jesteśmy energetyczni, zależy od wielu czynników. Pierwszym, który różnicuje poziom naszej energii, jest temperament – wrodzony, uwarunkowany genetycznie i jednocześnie najmniej zmienny aspekt osobowości.

Kluczowa sprawa

Silny układ nerwowy, czyli taki, którego „nie męczy” napięcie – zarówno jego długotrwałe, jak i krótkotrwałe, szybkie wyładowania – jest charakterystyczny dla ludzi o temperamencie cholerycznym i flegmatycznym. Natomiast „słabe nerwy” cechują sangwinika i melancholika. Jaki z tego wniosek?

Flegmatyk i choleryk lepiej sobie radzą z napięciem i dłużej potrafią korzystać z dostarczanej dawki energii. Natomiast melancholik i sangwinik mają bardziej pobudliwe układy nerwowe – szybciej podrywają się do działania i reagują na bodźce. Tyle tylko, że u sangwinika energia pojawia się szybko, czasem w gwałtownych rozbłyskach, a potem równie szybko zanika. To typowy słomiany ogień. Wiele rzeczy go rozpala, interesuje, ciekawi. Wtedy potrafi pociągnąć innych do działania, ale wkrótce się wypala w swym entuzjazmie i traci zainteresowanie – jego poziom energetyczny nie jest w stanie długo utrzymać wysokiego stanu na jednej „pożywce”.

Choleryk ma większą wytrwałość energetyczną, działa dłużej, skuteczniej, systematyczniej. Jest człowiekiem czynu, choć także gwałtownych, burzliwych emocji. Flegmatyk zapala się trudniej, ale gdy już zaczerpnie energii do działania, może funkcjonować na jej niższym poziomie przez dłuższy czas – jego układ nerwowy racjonalniej ją wydatkuje, energia jest „gęstsza”, trwalsza, mniej ulotna.

Najgorzej pod względem energetycznym wypada temperament melancholika, którego układ nerwowy ma niską siłę pobudzania i silne procesy hamujące. To sprawia, że nie jest łatwo wzbudzić w nim energię, którą w dodatku dość szybko traci. Oczywiście, jest to pewne uproszczenie, bo choć ogólna charakterystyka jest wrodzona, to poziom naszej życiowej energii podlega zmianom i wpływom bardzo różnych czynników.

Wektory życia

Energię można kierować do środka lub na zewnątrz, czyli ku sobie lub światu. Jej wektor, czyli to, w którą stronę zostaje wysłana, objaśnia kolejna koncepcja osobowości. Według niej ludzie dzielą się na introwertyków i ekstrawertyków.

Ci pierwsi kierują energię ku sobie, do środka. Bywają bierno-agresywni, nie okazują złości, nie próbują zmieniać zewnętrznej sytuacji, decydować, rozwiązywać problemów. Kiedy coś idzie nie po ich myśli, przeżywają frustrację, milczą i się smucą. Często ważniejszy jest dla nich rozwój duchowy niż kontakty międzyludzkie. Energię pożytkują głównie na zamykanie się, budowanie barier przed światem, odgradzanie. Medytują, rozmyślają – samodzielnie i samotnie. Zbyt duża ilość bodźców jest dla nich zwyczajnie męcząca. Bierne powiedzenie: „nie, nie zrobię tego”, to jednak spory wydatek energetyczny.

Typy ekstrawertyczne wysyłają swoją energię do świata i ludzi. Przyjemności i zaspokojenia szukają na zewnątrz. Są bardziej otwarci na innych i to, co przyniesie los.

Sposób, w jaki wektorujemy naszą energię, zależy w pewnej mierze od tego, na jakim etapie życia aktualnie się znajdujemy. Często ukierunkowuje ją sama natura, dostosowując się do tego, jak zmieniają się: nasze ciało, styl i standard życia, potrzeby...

Słynny jest niemowlęcy egocentryzm. Małe dziecko wydatkuje swoje zasoby witalne na poznawanie i nawiązywanie kontaktu z ludźmi, zjawiskami i przedmiotami. Nastolatek też jest zwrócony na zewnątrz, ku grupie rówieśniczej, ambicjom, nauce, nowym rolom, które być może przyjdzie mu w życiu odegrać. Później kolejny zewnętrzny wydatek: jesteśmy nakierowani na znalezienie partnera, budowanie z nim relacji, posiadanie i wychowywanie potomstwa, ale też na karierę zawodową i realizowanie siebie na wielu różnych polach.

W wieku dojrzałym, kiedy odchowane już dzieci zakładają własne gniazda, znów w sposób naturalny zaczynamy ładować energię w siebie, koncentrować się na własnym rozwoju, zarówno cielesnym, jak i duchowym. Stajemy się też bardziej religijni, częściej medytujemy. Mniej dbamy wprawdzie o urodę, a bardziej o zdrowie i kondycję fizyczną.

Warto znać i akceptować te etapy życia i korzystać z tego, co każdy z nich ze sobą niesie. Jeśli idziemy z energią, a nie pod jej prąd, nasze akumulatory są stale naładowane dobrą energią.

W kontakcie z kosmosem

Wiele religii przyjmuje, że wszechświat jest energią. Kiedy żyjemy z nim w harmonii, może ona przez nas swobodnie przepływać, karmiąc nas i aktywując życiowe procesy. Właśnie: przepływać, bo nie chodzi o to, by energię brać, magazynować, zatrzymywać lub się nią napełniać. W szczęśliwym i czerpiącym satysfakcję z życia człowieku, krąży ona swobodnie, nic jej nie blokuje, nigdzie nie ma ani nadmiaru, ani niedostatku. Wniosek prosty: jeśli w organizmie brakuje równowagi, nie ma też mowy o harmonii.

Stanowimy rodzaj przekaźnika: energia jest w stałym obiegu, a my stale ją pobieramy i oddajemy. Jak? Oddychając i wydychając. Chłonąc promienie słoneczne i zamieniając je w dobry nastrój. Ale także biorąc dobro od innych i oddając je. Wszelkie związki, relacje, usługi i przysługi są swoistą wymianą energetyczną. Nie musi dokonywać się w tej samej „walucie”. Dawkę energii można zaczerpnąć, zachwycając się śpiewem ptaków, a oddać ją, podlewając drzewo.

Mnóstwo energii otrzymaliśmy od rodziców. Teraz my wychowujemy nasze dzieci – i możemy przekazywać ją dalej. Z punktu widzenia jogina czy hinduskiego mędrca, świat jest wielkim i stałym obiegiem energii, a każdy z nas trwa w nieprzerwanej wymianie energetycznej z całym otoczeniem. To prawda: cały czas coś bierzemy i dajemy. Prostą drogą do tego, byśmy dostrzegli i docenili te wszystkie strumienie energii, które do nas trafiają – jest praktyka wdzięczności.

Znajdźmy codziennie co najmniej dziesięć spraw czy rzeczy, za które możemy być wdzięczni. Na początku możemy mieć trudności z wyliczeniem aż tylu, ale z czasem będzie nam coraz łatwiej. Jedząc śniadanie, pomyślmy o tym, że ktoś musiał wstać o 3 rano, żeby upiec ten pyszny, świeży chleb, ktoś inny musiał go rozwieźć do piekarni, ktoś inny położyć na stole. Gdy jemy jego kromkę, nasze komórki pobierają energię nie tylko z węglowodanów, ale również od tych wszystkich ludzi.

Filozofowie twierdzą, że energia wraca do człowieka – nieważne dobra czy zła. W buddyzmie nazywane jest to prawem karmy, czyli przyczyny i skutku: skutki naszych uczynków w postaci energii zamanifestują się w naszych kolejnych wcieleniach. Katolicy też wierzą w swoisty jej obieg, w którym nagrodą za dobre życie jest szczęście po śmierci.

Energia rodzi energię

Witalność można pielęgnować, a to sprawia, że jej ogólna pula rośnie. Dobrym sposobem na podkręcenie machiny energetycznej jest sport – pobudza ciało do produkcji energii oraz uwalniania jej rezerw. Podobnie działa każda forma aktywności. Istnieje zależność, mówiąca, że energia rodzi energię – im więcej rzeczy robimy, tym więcej mamy siły, by robić kolejne. Dlaczego? Bo dostarczamy sobie bodźców, działań, motywacji, dzięki którym nakręcamy się. Możemy się też zarazić energią od innych.

Doskonałym przykładem jest Jurek Owsiak, który pociągnął za sobą do działania miliony młodych ludzi. Nawet ci, którzy się nie zaangażowali, chętnie wspierają finansowo jego akcje. Pieniądze to także energia.

Czasem nie może swobodnie krążyć w naszym ciele, bo trafia na różne blokady. Dobrym sposobem na ich pokonanie i przywrócenie energetycznym kanałom drożności jest choćby joga, pilates czy masaż – wszystko, co rozciąga, rozluźnia i angażuje całe ciało, uwalnia energię i przepycha ją dalej.

O harmonijny przepływ dbają także pewne techniki, np. Gestalt, medytacja, psychoterapia czy relaksacja całego ciała. Doświadczony terapeuta jest w stanie dość dokładnie określić, jakie emocje blokujemy, na podstawie tego, jak się ruszamy, działamy, jaki mamy kolor skóry, jej ukrwienie lub gdzie widzi sztywność, zblokowane mięśnie.

Na to, ile mamy energii, wpływa też sposób odżywania się. Jej brakiem grozi przejedzenie, zwyżką – regularnie powtarzane, krótkoterminowe, np. jednodniowe, głodówki lub kuracje oczyszczające, usuwające z organizmu toksyny. Wtedy uwalniają się jej zmagazynowane zasoby. Obecny trend społeczny głosi, że mamy być stale aktywni i wydajni. To jednak wyklucza podążanie za naturalnym rytmem, w którym zwyżki i spadki energii są czymś normalnym. Jak w przyrodzie: po okresie rozkwitu wszystko na zimę zamiera. Podobnie z nami: raz tryskamy energią, innym razem mamy jej mało. Ciągłe bycie na najwyższych obrotach powoduje, że nie umiemy się zatrzymać, a to bardzo wyniszcza. Czasem trzeba zwolnić, pobyć samemu lub przytulić się do kogoś bliskiego, żeby naładować życiowe akumulatory.

  1. Zdrowie

Mity na temat nabiału – czy produkty mleczne nam szkodzą?

Należy podkreślić, że tolerancja produktów mlecznych przez organizm ludzki jest różna u poszczególnych osób. (fot. iStock)
Należy podkreślić, że tolerancja produktów mlecznych przez organizm ludzki jest różna u poszczególnych osób. (fot. iStock)
Korzystny dla zdrowia? Niezbędny dla kości? Czy wręcz przeciwnie – powodujący alergię i nowotwory? Jaką nabiał pełni rolę dla naszego organizmu? – Dr Justyna Bylinowska, dietetyczka, autorka książki „Mity żywieniowe. Kłamstwa i półprawdy o tym, co jemy” (Wydawnictwo Zdrowe Zdrowie) komentuje kilka mitów na temat mleka i jego przetworów.

Spożywanie mleka i jego przetworów jest czymś nienaturalnym dla dorosłych

W ciągu ostatnich dwóch dekad mleko i produkty mleczne stały się jednymi z najbardziej kontrowersyjnych produktów spożywczych – mimo że nabiał jest ceniony przez organizacje zajmujące się zagadnieniami zdrowia, w tym także rodzimy Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Za­kład Higieny (dawniej Instytut Żywności i Żywienia), postrzegający go jako niezbędny m.in. dla zdrowia kości.

W mediach pojawia się jednak wiele opinii, że nabiał szkodzi i należy go unikać. Przeciwnicy konsumpcji produktów mlecznych jako jeden z najważ­niejszych argumentów podają, że ich spożywanie jest czymś nienaturalnym dla organizmu dorosłego człowieka.

Wskazują, że ludzie są jedynym gatunkiem, który spożywa mleko w wieku dorosłym, i to w dodatku pochodzące od innych zwierząt. Rzeczywiście, przed rewolucją rolną większość światowej populacji ludzkiej piła wyłącznie mleko matki – tylko w wieku niemowlęcym – z tego powodu nabiał jest wykluczony ze ścisłej diety paleo. Dieta ta nawiązuje do przypuszczalnego sposobu odżywiania naszych paleolitycznych przodków. Jej propagatorzy zalecają, by z diety wyeliminować produkty zbożowe, nabiał, rośliny strącz­kowe oraz warzywa skrobiowe takie jak ziemniaki. Podstawę jadłospisu zaś powinny stanowić ryby, mięsa, jaja, warzywa liściaste i jagody. Z ewolucyj­nego punktu widzenia nabiał nie stanowi więc niezbędnego elementu, wa­runkującego zachowanie zdrowia.

Jest on jednak łatwo dostępnym źródłem m.in. pełnowartościowego białka, wapnia, witaminy D3 oraz krótkołańcuchowych kwasów tłuszczo­wych – z tej przyczyny był wykorzystywany w niektórych kulturach od ty­sięcy lat. W tych kulturach obecność produktów mlecznych w diecie wymu­siło pewne zmiany genetyczne, przystosowujące te populacje do konsumpcji produktów nabiałowych – co udało się zbadać naukowcom.

Fakt, że niektórzy ludzie są genetycznie przystosowani do jedzenia nabiału, jest przekonującym argumentem do obalenia mitu jakoby spożywanie go było nienaturalne.

Nietolerancja laktozy to nowe zjawisko

Wiele osób myli problem alergii na białka mleka z nietolerancją laktozy. Warto przypomnieć, że laktoza to główny węglowodan występujący w mleku i pro­duktach mlecznych, którego cząsteczka składa się z dwóch cukrów prostych – glukozy i galaktozy. U niemowląt sprawnie wytwarzany jest enzym tra­wienny zwany laktazą, rozkładający zawartą w mleku matki laktozę.

Wiele osób traci jednak zdolność do rozkładania laktozy w wieku doro­słym, co nazywane jest nietolerancją laktozy. Problem ten dotyczy szacun­kowo aż 75% dorosłej populacji na świecie, przy czym najbardziej rozpo­wszechniony jest w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Natomiast miesz­kańcy Ameryki Północnej, Europy i Australii wykazują dużo wyższą tolerancję laktozy, w Europie zaś można zauważyć, że mieszkańcy krajów wysuniętych dalej na północ są lepiej przystosowani do trawienia nabiału.

Jak zatem objawia się stan nietolerancji laktozy? U osób cierpiących na tę przypadłość bezpośrednio po spożyciu produktów bogatych w ten cukier obser­wuje się dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, takie jak: nudności, wzdęcia, bóle w nadbrzuszu, uczucie pełności, biegunkę, czasem wymioty.

W tym przypadku, zamiast całkowitego wykluczenia nabiału, można zdecy­dować się na sfermentowane produkty mleczne (np. jogurt), które z uwagi na obecność szczepów probiotycznych są zwykle lepiej tolerowane przez pacjentów.

Alternatywą mogą być także wysokotłuszczowe produkty mleczne, jak masło – w którym procentowy udział laktozy okazuje się minimalny. Problem nieto­lerancji laktozy nie jest nowy i dotyczy średnio trzech na cztery osoby na świecie.

Wśród Europejczyków problem nietolerancji laktozy nie jest nasilony, większość ludzi pochodzenia europejskiego może bez problemu trawić zawarty w produktach mlecznych cukier.

Spożycie mleka i przetworów mlecznych nie ma znaczącego wpływu na rozwój osteoporozy

Osteoporoza jest chorobą postępującą, w której przebiegu dochodzi do utraty masy i demineralizacji kośćca. Schorzenie ma wiele różnych przyczyn i czyn­ników, które są całkowicie niezwiązane z odżywianiem. Wśród głównych jej przyczyn wymienia się: zmiany hormonalne, choroby przewlekłe, długo­trwałe unieruchomienie, niedożywienie w okresie budowania masy kostnej i spadek aktywności fizycznej.

Osteoporoza występuje znacznie częściej wśród kobiet niż mężczyzn – i dotyczy szczególnie reprezentantek płci pięknej po menopauzie. Ryzyko złamań kości u osób z osteoporozą jest znacząco większe, co może mieć bardzo negatywny wpływ na jakość życia.

O ile na wiele czynników sprzyjających osteoporozie nie mamy wpływu, o tyle warto pamiętać, że w jej prewencji ważna jest prawidłowa dieta. Kości, poza funkcją strukturalną, są także głównym rezerwuarem wapnia w orga­nizmie, wykorzystywanego do wielu podstawowych funkcji komórkowych.

Poziom wapnia we krwi jest stały – z bardzo nieznacznymi odchyleniami. Gdy dieta okazuje się deficytowa w wapń, organizm pozyskuje go z rezerw zmagazynowanych w kościach, aby zaspokoić bieżące potrzeby życiowe. Ponadto pewna ilość tego składnika mineralnego jest stale wydalana z mo­czem. Jeśli dostarczanie wapnia z pożywienia nie zrekompensuje jego utraty, dochodzi do demineralizacji kości wraz z upływem czasu. Stają się one przez to mniej gęste i bardziej podatne na pękanie.

Jednym z częściej pojawiających się mitów dotyczących osteoporozy jest ten, jakoby dieta bogata w białko przyspieszała demineralizację kości. Propagatorzy diet „odkwaszających” organizm uważają, że pomimo, iż produkty nabiałowe są bogatym źródłem wapnia (pierwiastek o charakterze zasadotwórczym), to obfitują także w białko, zbudowane z przewagi pier­wiastków kwasotwórczych.

Zgodnie z założeniami diety „odkwaszającej” należy spożywać produkty o przeważającym udziale pierwiastków zasadotwórczych, unikać zaś tych z przewagą kwasotwórczych. Teoria ta nie ma jednak zbyt dużego poparcia w badaniach naukowych – organizm ludzki posiada własne mechanizmy regulacyjne, zapobiegające wahaniom pH ustroju. Dla uspokojenia niedo­wiarków warto przedstawić liczne dostępne analizy, potwierdzające, że spo­żywanie większej ilości białka jest korzystne dla zdrowia kości. Ich strukturę, poza komponentą mineralną, tworzy bowiem także osseina, będąca tworem białkowym, odpowiadającym za ich sprężystość.

Stąd włączanie do codziennej diety produktów nabiałowych gwarantuje spożycie białka na odpowiednim poziomie, a tym samym wzmocnienie struktur kości.

Nabiał to jednak nie tylko białko i wapń, ale także fosfor i witamina K2, warunkujące zachowanie prawidłowej struktury kośćca. W literaturze do­stępnych jest wiele badań obserwacyjnych, dotyczących wpływu konsumpcji nabiału na prewencję rozwoju osteoporozy.

Badania te jednak dają często sprzeczne wyniki, ponieważ polegają na obserwacji pewnych zjawisk, nie zaś na udowodnieniu przyczyn i skutków.

Dlatego, aby rozstrzygnąć powyższą kwestię, należy polegać na wysoce wia­rygodnych badaniach randomizowanych. Polegają one pogrupowaniu bada­nych na dwie grupy – interwencyjną oraz kontrolną. Pierwszej podawane są dodatkowe produkty mleczne (poza tymi spożywanymi przez nich zwycza­jowo), grupa kontrolna zaś odżywia się w dotychczasowy sposób. Wiele prze­prowadzonych w tym modelu analiz potwierdziło korzystny wpływ zwięk­szonej podaży produktów nabiałowych na zdrowie układu kostnego wśród konsumentów z różnych grup wiekowych:

Dzieci i młodzież: regularna konsumpcja nabiału i wapnia prowadzi do zwiększonego wzrostu kości.

Dorośli: Nabiał zmniejsza tempo utraty masy kostnej i prowadzi do poprawy gęstości kości.

Osoby w podeszłym wieku: Suplementy wapnia poprawiają gęstość kości i zmniejszają ryzyko złamań.

Jak widać, nabiał poprawia zdrowie kości w każdej grupie wiekowej. Mleko fortyfikowane witaminą D3 wydaje się być zaś jeszcze bardziej sku­teczne w działaniu ochronnym kośćca. W kwestii stosowania suplementów wapniowych należy jednak zachować czujność, gdyż wykazano, że mogą one zwiększać ryzyko zawału serca.

Najlepszą metodą na pokrycie zapotrzebowania na ten pierwiastek są produkty spożywcze bogate w wapń, do których należą nabiał, warzywa li­ściaste oraz ryby.

Podsumowując, zapewnienie zdrowia kości jest zależne od wielu czynni­ków związanych ze stylem życia. Jednym z podstawowych okazuje się dieta bogata w naturalne źródła wapnia.

We współczesnej diecie zachodniej nabiał pozwala zrealizować duży procent zapotrzebowania na ten pierwiastek – należy jednak pamiętać, że istnieje wiele innych produktów bogatych w wapń, a nabiał jest jednym z najlepszych, łatwo dostępnych i stosunkowo tanich jego źródeł.

Masło powinno się bezwzględnie wykluczyć z diety

Czy rzeczywiście masło jest tak niezdrowe, jak je przedstawiają? Co mówią badania? Przez wiele lat uchodziło ono za produkt szkodliwy dla zdrowia. Współcześnie dostępnych jest wiele badań wręcz zalecających umiarkowane spożycie tego produktu, jako elementu zbilansowanej diety, a nawet skład­nika korzystnego dla organizmu. Stanowisko to potwierdza bardzo duże badanie obserwacyjne obejmujące ponad 630 000 osób, w którym wykazano, że każda porcja masła spożywana dziennie była związana z 4% niższym ryzykiem rozwoju cukrzycy typu 2.

Dostępne są także liczne analizy wskazujące, że umiarkowane spożycie produktów mlecznych, w tym masła, może być powiązane z niższym ryzy­kiem zawału serca i udaru mózgu.

Kontrowersje związane ze spożywaniem masła mają swoje podłoże w braku jednoznacznych wyników badań, potwierdzających lub zaprzeczają­cych jego korzystny wpływ na zdrowie. W publikacji z 2015 roku opisującej pięciotygodniowe badanie z udziałem czterdziestu siedmiu osób stwierdzono, że umiarkowane sięganie po masło zwiększa czynniki ryzyka rozwoju chorób serca, i wiąże się z wyższymi wartościami cholesterolu całkowitego i LDL („złego”) – w porównaniu z osobami spożywającymi oliwę z oliwek.

Podobne stwierdzenia postawiono po wynikach innego badania – pod­kreślono, że spożywanie pięćdziesięciu gramów masła dziennie przez cztery tygodnie spowodowało wzrost wartości „złego” cholesterolu u dziewięćdzie­sięciu jeden osób dorosłych.

Spożycie masła powinno być mocno kontrolowane nie tylko z uwagi na jego wysoką energetyczność, ale także z powodu, iż jest ono źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych. Należy nadmienić, że konieczne są dalsze badania w celu ustalenia, w jaki sposób regularne spożywanie pro­duktu może wpłynąć na ogólny stan zdrowia.

Wielu konsumentom nasuwać może się pytanie, ile masła można więc bezpiecznie zjeść? Ponieważ zgodnie z oficjalnymi zaleceniami należy ogra­niczać spożycie tłuszczów nasyconych do mniej niż 10% całkowitego zapo­trzebowania energetycznego, dla diety zakładającej 2000 kilokalorii dziennie będzie to odpowiadało około trzem łyżkom stołowym masła. Należy jednak urozmaicać dietę, sięgając także po inne rodzaje tłuszczów, takich jak: oleje roślinne, orzechy, nasiona, tłuste ryby czy awokado – a konsumpcję masła ograniczyć do jednej, maksymalnie dwóch łyżek stołowych.

Warto mieć na uwadze, że regularne niewielkie spożycie masła może wiązać się z niższym ryzykiem rozwoju otyłości, cukrzycy typu 2 czy problemów z sercem. Masło nie powinno być jednak jedynym źródłem tłuszczów w diecie, ale towarzyszyć produktom roślinnym i rybom morskim.

Produkty mleczne powodują trądzik i choroby nowotworowe

Niewiele badań wskazuje na nabiał jako przyczynę powstawania zmian trą­dzikowych. W jednej z analiz wykazano możliwe powiązanie jego spożycia i pojawiania się zmian skórnych, związane z faktem, że produkty nabiałowe stymulują wydzielanie insuliny oraz białka IGF-1, których nadprodukcja może być przyczyną pogorszenia cery. Nie istnieją jednak jednoznaczne, niepodważalne dowody na to, że produkty nabiałowe powodują zmiany trą­dzikowe.

Długotrwale utrzymujący się wysoki poziom insuliny i insulinopodob­nego czynnika wzrostu IGF-1 wiąże się również ze zwiększonym ryzykiem rozwoju niektórych typów nowotworów. Należy pamiętać jednak, że ist­nieje wiele różnych rodzajów nowotworów, a związek między spożyciem nabiału, a ryzykiem rozwoju choroby nowotworowej jest złożony.

Dobrze widać to na podstawie badań, w których wykazano, że nabiał może zmniejszać ryzyko rozwoju raka jelita grubego, ale zwiększa ryzyko raka prostaty. Odnośnie wpływu konsumpcji produktów nabiałowych na ten ostatni typ nowotworu, wyniki niezależnych badań są mocno niespójne.

Jedne z nich wskazują na wzrost ryzyka rozwoju choroby nawet o 34%, inne nie łączą w ogóle konsumpcji nabiału z jego powstaniem.

Niektóre analizy wskazują natomiast na antynowotworowe działanie produktów mlecznych. Co więcej, produkty te są dobrym źródłem białka, wapnia czy deficytowej w modelu diety zachodniej witaminy D3. Fermentowane produkty mleczne zawierają bakterie probiotyczne, mogące mieć wiele korzyści zdrowotnych. Osobom, które z jakiegoś powodu nie powinny spożywać mleka krowiego, zaleca się sięganie po lepiej tolerowane produkty kozie.

Nabiał nie może być więc jednoznacznie sklasyfikowany jako zdrowy lub niezdrowy. Należy podkreślić, że tolerancja produktów mlecznych przez organizm ludzki jest różna u poszczególnych osób.

Osoby, które dobrze tolerują produkty mleczne, a przede wszystkim je lubią, powinny uwzględniać nabiał w swojej codziennej diecie – istnieje bowiem wiele dowodów na korzyści zdrowotne wynikające z jego spożycia.

Fragment (bez przypisów) pochodzi z książki dr Justyny Bylinowskiej „Mity żywieniowe”. Autorka, bazując na rzetelnych badaniach, rozprawia się z powszechnymi mitami na temat poszczególnych produktów, suplementów, popularnych diet czy sposobów odżywiania.

Dr Justyna Bylinowska: prowadząca i twórca największego portalu dla dietetyków Dietetycy.org.pl. Doświadczony wykładowca akademicki i szkoleniowiec. Stopień naukowy uzyskała w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Autorka licznych artykułów w prasie branżowej oraz naukowej.

Dr Justyna Bylinowska (fot. materiały prasowe)Dr Justyna Bylinowska (fot. materiały prasowe)
  1. Psychologia

Jak pomóc dziecku odnaleźć własną drogę?

Jeśli ktoś podąża za tym, co ma dla niego sens i budzi jego entuzjazm, odnajdzie się w każdych warunkach. I przede wszystkim w tym powinno się pomagać młodym ludziom. (Fot. iStock)
Jeśli ktoś podąża za tym, co ma dla niego sens i budzi jego entuzjazm, odnajdzie się w każdych warunkach. I przede wszystkim w tym powinno się pomagać młodym ludziom. (Fot. iStock)
W trosce o przyszłość dzieci wielu rodziców wywiera na nich presję wyboru studiów, które zagwarantują im dobrą pracę. Tymczasem miniony rok pokazał iluzoryczność takiego podejścia. Jak zatem wspierać dziecko w planowaniu jego przyszłości? O wskazówki poprosiliśmy wykładowcę akademickiego i pisarza Mikołaja Marcelę.

Rok temu rozmawialiśmy o tym, jak mądrze wspierać decyzje nastolatków dotyczące wyboru zawodowej drogi. Jak pandemia zmieniła twoją perspektywę?
Pandemia zmieniła sposób, w jaki patrzymy na wiele kwestii. To, co wydawało się niemożliwe jeszcze rok temu, zostało wprowadzone w życie z dnia na dzień: zdalna edukacja, zdalna praca na szeroką skalę, przeniesienie naszego funkcjonowania do sieci w jeszcze większym stopniu niż wcześniej. To doświadczenie wywrze wpływ na kształt rynku pracy, a przez to na myślenie o wyborze zawodowej drogi życiowej. Pandemia nauczyła nas, że – by przypomnieć słowa amerykańskiego futurologa Alvina Tofflera – w XXI wieku najważniejszą zdolnością w pracy i poza nią będzie zdolność do uczenia się, oduczania i uczenia się na nowo. Warto więc wspierać młodych ludzi w ich wyborach i tworzyć im warunki do wyrabiania w sobie tej zdolności.

W jaki sposób?
Pozostawiając im jak największą autonomię działania, wspierając, gdy zajdzie taka potrzeba, i prowadząc z nimi otwarty dialog. Próba planowania młodym ludziom ich przyszłości z pewnością nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jak widzieliśmy w ostatnim czasie, jedno wydarzenie może bardzo poważnie zmienić kształt naszej rzeczywistości. Do tego dochodzą takie procesy, jak postępująca automatyzacja i rozwój uczenia maszynowego, które jeszcze bardziej namieszają w świecie w najbliższych latach. Jeśli jednak ktoś podąża za tym, co budzi jego entuzjazm i co ma dla niego sens, odnajdzie się w każdych warunkach. I w tym przede wszystkim powinno się pomagać młodym ludziom.

Teoria autodeterminacji sugeruje, że mamy trzy podstawowe potrzeby psychiczne: kompetencji, autonomii i bycia z innymi ludźmi. Jeśli są one zaspokojone, jesteśmy zmotywowani, produktywni i szczęśliwi. Jeśli nie możemy ich zaspokajać, jesteśmy zdemotywowani, nieefektywni w działaniu i nieszczęśliwi.

Wrócę jeszcze do pandemii i wynikających z niej ograniczeń kontaktów. Czy dla młodzieży naprawdę dużo się w związku z tym zmieniło, czy jako dorośli wyolbrzymiamy problem?
Zmieniło się bardzo dużo. U niektórych są to zmiany na lepsze, u niektórych na gorsze. Ograniczenie kontaktów źle zniosły osoby, które są ekstrawertyczne, to musiał być dla nich duży problem, choć myślę, że wielu nastolatków sobie całkiem dobrze poradziło, patrząc na młodych ludzi w okolicach, w których mieszkam. Na dobre wyszło to tym, którzy męczyli się w szkole.

Czyli komu?
Na przykład introwertycy – dla nich to pewnie świetny czas. Myślę, że skorzystały również osoby, które mają w domu przestrzeń do samorozwoju i których rodzice mają mało rygorystyczny stosunek do edukacji. Znam wielu młodych ludzi, którzy w ostatnich miesiącach odkryli nowe zainteresowania, podjęli się projektów, które odkładali, bo nigdy nie było na nie czasu.

Największy wpływ pandemia ma jednak na edukację jako taką. Jestem przekonany, że po jej zakończeniu nie będzie już powrotu do dawnej szkoły. I dobrze.

Uważasz, że szkoła cyfrowa to błogosławieństwo? Znam opinie, że to przekleństwo...
Jak dla mnie błogosławieństwo, choć oczywiście wszystko zależy od konkretnego przypadku. Przeniesienie „modelu pruskiego” do Internetu to koszmar – zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów. Siedzenie po siedem godzin przed ekranem i słuchanie przemawiających nauczycieli nie ma oczywiście żadnego sensu i jest stratą czasu. Natomiast wykorzystanie możliwości, jakie daje edukacja cyfrowa, konkretnych narzędzi i zasobów w sieci – to już zupełnie inna historia.

Zresztą powinniśmy zacząć zupełnie inaczej myśleć o Internecie i świecie cyfrowym w kontekście edukacji, i nie tylko. Temu zagadnieniu razem z Zytą Czechowską, Nauczycielką Roku 2019, poświęciliśmy naszą nową książkę „Jak nie zgubić dziecka w sieci. Rozwój, edukacja i bezpieczeństwo w cyfrowym świecie”.

I jak widzicie nastolatki? Czy życie online ograniczyło ich zainteresowania?
Nie sądzę. Młodzi ludzie już od dawna nie dzielą świata na ten online i ten offline. Uczą się i rozwijają swoje zainteresowania dzięki Instagramowi czy Redditowi, oglądając filmy na YouTubie, słuchając piosenek i podcastów na Spotify. I grają w gry, gadając przy tym na Discordzie. Warto mieć to wszystko na uwadze, kiedy krytykujemy młodzież za to, że siedzi zbyt długo w Internecie. Podobnie jak należy pamiętać o korzyściach, jakie płyną chociażby z gier komputerowych. W ostatnich dekadach bardzo często demonizowaliśmy wpływ gier na umysły młodych ludzi, niemniej grając w nie, uczą się bardzo wielu rzeczy.

Czas okołomaturalny to moment, gdy rodzice szczególnie wywierają wpływ na decyzje dotyczące przyszłości nastolatków. Teraz, gdy siedzimy w domach, cierpliwości do siebie mamy coraz mniej. Czy którymkolwiek rodzicom udaje się w ogóle powstrzymać od sterowania dziećmi?
Myślę, że nawet całkiem sporej grupie rodziców to się udaje. Nie widzę żadnego sensu w wywieraniu presji w takich kwestiach. W poprzednich książkach pisałem sporo o tym, jak jest to szkodliwe w dłuższej perspektywie.

Ostatni rok pokazał, że nie ma w obszarze zawodowym niczego stałego. Jakie wnioski powinni z tego wysnuć rodzice nastolatków?
Że nikt nie wie, co przyniesie przyszłość i jakie zawody będą wtedy potrzebne, a jakie znikną z rynku. Yuval Noah Harari w książce „21 lekcji na XXI wiek” przekonuje, że warto inwestować w rozwijanie podstawowych umiejętności, które nazywa „4K”.

Od czego to skrót?
Komunikacja, kooperacja oraz kreatywne i krytyczne myślenie. W przyszłości kluczowe będą też zdolność do samokształtowania siebie, konsekwentnego rozwoju osobistego oraz umiejętność wymyślania planu na siebie, także pod względem zawodowym.

A jak młodych uczyć tego „wymyślania siebie”?
By młodzi mogli się tego wszystkiego nauczyć, muszą mieć jak najwięcej czasu i przestrzeni dla siebie. Obecnie czasach to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia, ale według mnie rodzice powinni przede wszystkim odpuścić sobie bycie idealnymi rodzicami i pozwolić dzieciom prowadzić ich własne życie.

Dziś niemal wszyscy rodzice przyszłych studentów chcą, żeby ich dzieci wybrały kierunki studiów związane z IT, ostatecznie grami komputerowymi. Czy to mas sens?
Ma to sens w przypadku osób, dla których IT i gry komputerowe są ważne w życiu. Z drugiej strony obawiam się, że dla wielu z nich – zwłaszcza tych bardzo zaawansowanych – studia mogą się okazać rozczarowaniem. Natomiast nie ma to sensu w przypadku osób, które zupełnie się tym nie interesują. Jeśli nastolatek kocha pisać, niech przyjdzie do nas na sztukę pisania na Uniwersytecie Śląskim. Jeśli chce walczyć o prawa zwierząt w przyszłości, niech zdaje na prawo. Jeśli kocha malować, niech wybierze Akademię Sztuk Pięknych, a jeśli fascynuje go biologia – biologię.

Niech każdy robi to, co jest mu bliskie i do czego czuje się stworzony, a nie studiuje to, co „powinno się” studiować. Wtedy naprawdę będziemy mieli lepszy świat i szczęśliwszych ludzi. Według mnie to jest bardzo proste i w sumie zastanawiam się, jakim cudem możemy o tym dalej dyskutować.

Czy naprawdę warto zachęcać dziecko, żeby było pisarzem, aktorem czy filozofem? Życie online sprawiło, że zaczynamy myśleć, że sztuka to grafika komputerowa, a koncertem jest transmisja z czyjejś kuchni. Szybko zgubiliśmy potrzeby kulturalne.
Nie wiem, czy to zły czas dla poetów i filozofów – sam jestem m.in. magistrem filozofii i nie jest mi z tym źle, a nawet całkiem mi to pomaga. A co do potrzeb kulturalnych, mam wrażenie, że oglądamy, słuchamy i czytamy więcej niż kiedykolwiek wcześniej. To też kwestia wymyślenia niektórych rzeczy na nowo, otwierania się nowych przestrzeni. Różne instytucje proponują rozwiązania, o których do tej pory pewnie nie myślały. Ostatnio widziałem billboard Opery Śląskiej, która zaczęła oferować usługę VOD.

Pamiętajmy, że koniec jest zawsze nowym początkiem. Dlaczego nie pomyśleć o potencjale aktorstwa na YouTubie czy TikToku? Judi Dench w czasie lockdownu zaczęła tworzyć viralowe nagrania na TikToku ze swoim wnukiem. Myślę, że to też może być nowe otwarcie dla kultury i sztuki, czego chyba coraz bardziej potrzebowaliśmy w ostatnich latach.

Mikołaj Marcela, dr nauki humanistycznych, nauczyciel akademicki, współautor i współkoordynator kierunku sztuka pisania na Uniwersytecie Śląskim. Pisarz i autor tekstów piosenek.

  1. Zdrowie

Odkwaszanie organizmu latem

Dieta odkwaszająca pomaga przywrócić równowagę kwasowo-zasadową organizmu (fot. iStock)
Dieta odkwaszająca pomaga przywrócić równowagę kwasowo-zasadową organizmu (fot. iStock)
Latem częściej uprawiamy intensywne sporty, jemy więcej grillowanego mięsa czy owoców. Nadmiar tych przyjemności może być jednak niekorzystny dla zdrowia, ponieważ wiele pokarmów, a także duży wysiłek fizyczny zakwaszają organizm.

Jak zaleca diet coach Diana Poteralska-Łyżnik, kuracje odkwaszające można robić przez cały rok, chociaż najwygodniej i najłatwiej od wiosny do jesieni (mamy wtedy dostęp do świeżych warzyw i owoców). Warto połączyć odkwaszanie organizmu z detoksem. Długość kuracji zależy od stopnia zakwaszenia, ale raczej liczy się ją w miesiącach niż tygodniach. Długotrwałe efekty zależą od trwałej zmiany stylu życia i odżywiania. Chcąc ją przeprowadzić skup się na tym, aby:

1. Rozpuścić złogi

Najlepiej pijąc zioła (odpowiednie mieszanki ziołowe) pomagające rozpuścić kwasy albo Alkalat T/N. Można też stosować plasterki alkaliczne z apteki. Kuracje można przeprowadzić samodzielnie (choć lepiej pod okiem specjalisty i według jego zaleceń, szczególnie przy problemach zdrowotnych) ponieważ raczej nie możemy sobie zaszkodzić - nadmiar zasad organizm szybko zneutralizuje.

2. Stosować dietę oczyszczającą

W zasadzie codzienna dieta, ze względu na nadmiar kwaśnych elementów w naszym życiu (stres, zanieczyszczenie, itp), powinna być zasadowa. Proporcja pokarmów zasadowych do kwasowych to 80/20. W praktyce bywa odwrotnie. Jedz dużo produktów zasadowych, czyli warzyw (szczególnie korzeniowe, awokado, kapustne, strączki, kiszonki) i niektórych owoców (uważaj, bo mają też dużo cukrów!). Najlepsze te dojrzewające na słońcu, a nie chemicznie spryskiwane (kwasowe). Także kiełki, migdały, orzechy, tłuszcze tłoczone na zimno, pestki dyni, sól morska i himalajska, mleko kozie, olej kokosowy, zioła i przyprawy oraz kasze (tylko gryka, quinoa, jaglana) są zasadowe. Dodatkowo warto łykać suplementy mineralne w formie najlepiej przyswajalnych chelatów dobrej jakości (np. Solgar, Now, Calivita, FinClub), bo wiele popularnych preparatów mineralnych nic nie daje, a tylko obciąża nerki i wątrobę.

Organizm usuwa toksyny przez płuca (oddychanie) wątrobę i jelita (w procesie trawienia pokarmu i wydalania resztek), nerki (mocz), skórę (pot). Dlatego w celu odkwaszenia musimy właściwie wzmacniać te organy, czyli głęboko oddychać, odżywiać się prawidłowo, pić dużo wody (najlepiej 2 l) oraz wspomagać odkwaszanie przez skórę zasadowymi kąpielami i okładami. Warto też ograniczyć do minimum używanie chemicznych kosmetyków. Naturalne pH skóry jest zasadowe (np. niemowlęta – 8 pH), nasza skóra ma kwaśne pH, bo wydala toksyny na zewnątrz. Jeśli używamy kosmetyków, kremów, balsamów o kwaśnym pH – a taka dzięki chemii jest większość, to „wtłaczamy” głębiej toksyny i substancje, które skóra usiłuje wydalić. Kuracja odkwaszająca ma sens wtedy, kiedy zmieniamy wszystkie elementy tej układanki czyli dietę, sposób oddychania, ćwiczenia, podejście do życia. Detoks, czy okresowe posty, odciążają nasz organizm, ale nie wystarczą. Warto zwrócić uwagę na to, co robimy na co dzień – co jemy i pijemy, zrezygnować z używek, unikać hałasu, stresu. Zdrowy styl życia, oddech i pozytywny stosunek do świata to nasze lekarstwo – powoduje zmiany chemiczne krwi i pozwala na regenerację.

Zakwaszające używki i nawyki, które pozbawiają nas sił witalnych:

  • mięso i jego przetwory – kwas moczowy
  • wieprzowina, jajka – kwas siarkowy i azotowy
  • cukier, słodycze, biała mąka – kwas octowy
  • słodziki – kwas mrówkowy
  • słodzone napoje – kwas fosforowy
  • kawa, czarna herbata, czerwone wino – tanina
  • leki przeciwbólowe – kwas acetylosalicylowy
  • przeciążenie fizyczne – kwas mlekowy
  • brak ruchu – kwas węglowy
  • stres, złość – kwas solny