1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Roślinna alchemia, czyli jakie właściwości mają zioła lecznicze

Roślinna alchemia, czyli jakie właściwości mają zioła lecznicze

Najlepiej funkcjonować w wolnym modelu odżywiania. Czyli po pierwsze, dobieramy zioła, przyprawy, dietę i rodzaj wysiłku fizycznego do naszych potrzeb. (Fot. iStock)
Najlepiej funkcjonować w wolnym modelu odżywiania. Czyli po pierwsze, dobieramy zioła, przyprawy, dietę i rodzaj wysiłku fizycznego do naszych potrzeb. (Fot. iStock)
Wiedzę na temat ziół od lat zgłębia nie tylko medycyna ludowa, ale też fitoterapia i ajurweda. Maciej Szaciłło w rozmowie z Oriną Krajewską przekonuje, jak bogata jest to materia. Pełna zdradliwych tropów, ale i pomocnych wskazówek. Najważniejsza z nich brzmi: na każdego działa co innego.

Orina Krajewska: Zioła mają bardzo silne właściwości lecznicze. Ich stosowanie w odpowiedni sposób musi być jednak poprzedzone znajomością przeciwwskazań. Szczególnie jeśli bierzemy lekarstwa chemiczne. Skąd czerpać taką wiedzę?
Maciej Szaciłło: Od specjalistów, którzy podchodzą do ziołolecznictwa integralnie, czyli dysponują wiedzą zarówno z dziedziny fitoterapii, jak i farmakologii. Jeśli na dodatek są szkoleni w medycynie Wschodu, to jest wprost idealnie. Takich ludzi jest niestety wciąż mało. Dużym problemem są też mnożące się specjalizacje. Trudno nadążyć nawet nad skutkami ubocznymi chemicznych leków i interakcji między nimi. W konsekwencji choroby zamiast być wyciszane, często się nasilają. We wszystkich książkach, które piszę z żoną zalecamy (szczególnie w przypadku poważnych schorzeń i przyjmowania leków) konsultowanie z lekarzem prowadzącym nie tylko zaleceń dietetycznych, ale też przypraw i ziół. Każde zioło ma swoje wskazania i przeciwwskazania. Dopiero współpracując z zaprzyjaźnionymi specjalistami, dowiedzieliśmy się na przykład, że przeciwwskazaniem do używania większych ilości cynamonu jest m.in. ciąża. Albo że biorąc aspirynę, nie powinniśmy jej popijać herbatką z imbiru, bo można w ten sposób zbyt mocno rozrzedzić krew. Melisy za to nie powinno się pić przy niedoczynności tarczycy, bo dodatkowo spowalnia jej działanie. W ajurwedzie podkreśla się, że najważniejsze w leczeniu jest uwzględnienie indywidualnych przyzwyczajeń zdrowotnych, nawyków żywieniowych, rodzaju preferowanego wysiłku fizycznego czy odpoczynku. Dzisiaj do listy aspektów branych pod uwagę dochodzą też leki na receptę.

Jaka jest różnica w podejściu do ziół w fitoterapii, czyli ziołolecznictwie i ajurwedzie?
Nie jesteśmy z Karolą specjalistami z dziedziny dietetyki czy fitoterapii, a jedynie łącznikiem pomiędzy specjalistami a "użytkownikami", czyli ludźmi. Pomagamy przekształcić skomplikowany język substancji czynnych i składników odżywczych na język smaków. Mam wrażenie, że fitoterapia rozpatruje roślinę bardziej pod kątem pojedynczych substancji czynnych, które są w niej zawarte. Jak pięknie podkreśla Przemek Wardejn, zaprzyjaźniony konsultant ajurwedyjski, farmacja, medycyna i fitoterapia są trochę jak chemia, z kolei ajurweda jest fizyką. Mówi ona o przemianach energetycznych zachodzących w ciele. To jak dwie strony tego samego medalu. W moim odczuciu dopiero ich połączenie daje pełny obraz. Pokazuje cały potencjał danej rośliny. W ajurwedzie do określenia owych przemian używa się żywiołów. Przestrzeń, powietrze, ogień, wodę i ziemię można porównać ze stanami skupienia materii.

Mógłbyś to opisać na przykładzie?
Weźmy kurkumę. Najważniejszą substancją czynną w kurkumie jest tzw. kurkumina. Ma ona silne właściwości przeciwzapalne i przeciwutleniające. Aby zwiększyć jej właściwości antyrakowe, odchudzające i przeciwzapalne, dobrze jest łączyć kurkumę z pieprzem. Zawarta w nim tzw. piperyna wielokrotnie zwiększa wchłanianie kurkuminy. Pamiętajmy jednak, że pieprz jest również silnie rozgrzewający i osuszający. Na takie połączenie powinny więc uważać osoby, którym jest cały czas gorąco. Oczywiście kurkuma nie tylko kurkumą stoi. Znajdują się w niej również inne cenne substancje czynne, m.in. olejki eteryczne, które według medycyny Wschodu wpływają też na nasze emocje. Inaczej będzie działała surowa kurkuma, a inaczej suszona. Dzięki fitoterapii dowiadujemy się o cudownej kurkumie, a ajurweda pomaga nam zobaczyć, jak kurkuma działa całościowo i dla kogo jest najbardziej wskazana.

Czy ważne jest, w jakiej postaci zioła są przyjmowane?
Oczywiście. Ostatnio zapytaliśmy z Karolką na pokazie: jakich przypraw i ziół powinniśmy unikać podczas upalnego lata, aby się dodatkowo nie rozgrzewać? Imbiru - chórem odparła grupa. Pytanie: jakiego imbiru? Ajurweda nazywa imbir "wiśwabhesaja", czyli uniwersalnym lekiem. W odpowiednich ilościach zalecany jest praktycznie każdemu, ale liczy się również postać, w jakiej go stosujemy. Suszony będzie mieć właściwości najbardziej wysuszające i rozgrzewające. Zalecany jest szczególnie, kiedy odczuwamy nadmiar śluzu w organizmie (mamy niekończący się katar).

W ajurwedzie bardzo ważnym określeniem jest też tzw. anupana, czyli substancja, która niesie moc leczniczą danej rośliny. Anupaną może być np. miód, mleko (mówimy oczywiście o pełnowartościowym mleku od szczęśliwych krów, które u nas jest praktycznie niedostępne) czy masło sklarowane. Anupany są nie tylko nośnikami leków, ale również mają łagodzić ich skutki uboczne (dlatego ostre przyprawy podaje się w Indiach z mlekiem, by łagodzić ostrość). Mogą mieć też za zadanie zmienianie smaku, aby był łatwiejszy do przyjęcia. W końcu mogą działać jak katalizatory - pomagają substancjom czynnym dotrzeć do głębszych tkanek ciała.

Do jakich postaci można ekstrahować zioła? W fitoterapii robi się m.in wyciągi wodne (napary, kiedy zalewamy wrzątkiem, oraz odwary, kiedy gotujemy dłużej dane zioło), alkoholowe, wodno-alkoholowe i olejowe. W ajurwedzie idzie się o krok dalej. Rozważa się nie tylko, z jakim środkiem, czyli wspomnianą anupaną, zioło powinno być podane, ale też o jakiej porze dnia, czy najlepiej spożyć je po jedzeniu, czy przed. Ostatnio bardzo popularna w Europie stała się tzw. ashwagandha, zwana często żeń-szeniem indyjskim. Jest bardzo silnym afrodyzjakiem i tzw. adaptogenem. Lista zastosowań ashwaghandy jest szeroka. To lek m.in. na stres, osłabienie, spadki odporności, bezsenność, wyczerpanie nerwowe, utratę pamięci itd. Ale ma też całą listę przeciwwskazań. Wchodzi w interakcję z niektórymi lekami (m.in. nasennymi i przeciwlękowymi/antydepresantami), nie jest zalecana kobietom w ciąży i mamom karmiącym. Wiedza na temat ziół jest niesamowicie rozległa i skomplikowana. Im więcej o nich się dowiaduje, tym bardziej mam wrażenie, że tyle jeszcze nie wiem...

Prawo sygnatur pokazuje, że wszyscy jesteśmy powiązani. Klimat i energetyka danego miejsca wpływają na właściwości rosnących tam roślin. (Fot. iStock)Prawo sygnatur pokazuje, że wszyscy jesteśmy powiązani. Klimat i energetyka danego miejsca wpływają na właściwości rosnących tam roślin. (Fot. iStock)

W wiedzy ludowej funkcjonuje określenie doktryny sygnatury. Co to dokładnie oznacza?
To określenie odnosi się do odczytywania właściwości rośliny z jej budowy, miejsca i warunków klimatycznych, w których rośnie. Okazuje się, że czasami już sam wygląd rośliny może podpowiedzieć jej zastosowanie. I tak pokryta włoskami pokrzywa dobrze działa na włosy (i na krew). Na dodatek rośnie w mokrych miejscach, wiec ma właściwości osuszające. Analogicznie jeśli roślina ma liście w kształcie serca, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie dobrze działała na serce. Doktryna sygnatury to wiedza po części z zakresu wiedzy ludowej, a po części z bliskiej mojemu sercu alchemii roślinnej. Prawo sygnatur pokazuje, że wszyscy jesteśmy powiązani. Klimat i energetyka danego miejsca wpływa na właściwości rosnących tam roślin. Później te rośliny oddziałują na zdrowie i poziom energii osób zamieszkujących ten obszar. Paracelsus, XV-wieczny lekarz, botanik i propagator alchemii roślinnej, podkreślał również, że każda rosnąca na Ziemi roślina powiązana jest z odpowiednią planetą lub gwiazdą. Jeśli wierzymy w to, że wszystko we wszechświecie jest powiązane, to nie sposób zaprzeczyć również temu, iż Słońce, Księżyc, Merkury, Wenus, Mars, Jupiter oraz Saturn wpływają na charakterystyczne cechy roślin rosnących na naszej planecie. Zgodnie z tą filozofią zupełnie inne właściwości mają rośliny słoneczne (takie jak cynamon, goździki, dziurawiec, kardamon, pieprz, rozmaryn, imbir czy nagietek) - kumulują energię słoneczną i działają rozświetlająco, ale również najczęściej rozgrzewająco; w przeciwieństwie do roślin księżycowych (kurkuma, szałwia muszkatołowa, drzewo sandałowe czy lotos). To niezwykle fascynująca i głęboka wiedza. Do niedawna korzystało się z niej również w tzw. medycynie humoralnej.

Czym była medycyna humoralna?
Zakładała zwalczanie choroby "substancją przeciwstawną", czyli równoważącą. Co ciekawe, jeszcze do XVIII wieku była to medycyna akademicka. Do dziś jej pozostałości funkcjonują w psychologii. Podział na melancholików, flegmatyków, sangwiników i choleryków nawiązywał dosłownie do ajurwedyjskiego podziału na dosze. Mówiło się, że np. flegmatycy to ci, którzy mają za dużo wilgoci i zimna. Stan ten równoważono rozgrzewającymi i wysuszającymi ziołami. Do człowieka podchodziło się wielopoziomowo. Patrzyło się nie tylko na jego ciało, ale również umysł (poziom emocji) oraz duszę. W ajurwedzie rozpatruje się jeszcze poziom społeczny. Karola na warsztatach podaje taki przykład: wyobraźmy sobie, że przynosimy do pracy idealnie zbilansowany dla nas lunch. Nagle wpada koleżanka i zaczyna krzyczeć. Poziom społeczny (reprezentowany przez koleżankę) wpływa na nasze emocje (umysł) i zaburza na poziomie umysłowym nasze trawienie. Rzutuje to na trawienie fizyczne (ciało) i wpływa na nasz poziom energii...

A co sądzisz o modzie na konkretne przyprawy i zioła? Obecnie modny jest imbir, kurkuma, wcześniej tak samo było ze spiruliną.
Ajurweda podkreśla, żeby funkcjonować w modelu odżywiania, który makrobiotyka nazywa wolnym. W przeciwieństwie do intelektualnego, w którym kierujemy się tym, co przeczytaliśmy, zakłada ona wybór sposobu odżywiania na podstawie intuicji. Czyli po pierwsze, dobieramy zioła, przyprawy, dietę i rodzaj wysiłku fizycznego do naszych potrzeb. Po drugie, obserwujemy, jak wprowadzone zmiany wpływają na nas. Czy jedząc codziennie kurkumę z pieprzem czujemy się lepiej, szczęśliwiej? Czy mamy wyższy poziom energii? Czy bardzo wychładzająca spirulina nie zaburza naszego trawienia?

Wpływ pożywienia na nasz ogólny stan, również psychiczny, opisuje dziś psychodietetyka.
To bardzo interesująca dziedzina. Co ciekawe, dużo z tego nowoczesnego podejścia naukowego pokrywa się ze starożytną wiedzą ajurwedyjską. Ajurweda już pięć tysięcy lat temu podkreślała, ze są dwa rodzaje trawienia - fizyczne i umysłowe, które od siebie wzajemnie zależą. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zarządzać emocjami i stresem, to nie ma szansy, abyśmy odpowiednio trawili, a co za tym idzie: wchłaniali składniki odżywcze obecne w pożywieniu. Dlatego ajurweda opisuje i dostosowuje zioła wielopoziomowo. Podkreśla, jak działają nie tylko na ciało, ale również umysł i poziom energii. Współczesna medycyna ma również wiele do zaoferowania. Opanowała do perfekcji ratowanie życia w nagłych przypadkach. Zgłasza się do nas wiele osób z pytaniami dotyczącymi zastosowania ziół czy diety, często w kontekście schorzeń czy chorób. Zawsze odsyłamy do współpracujących z nami lekarzy, dietetyków. Często nie da się uniknąć przyjmowania syntetycznych leków.

A co jeśli nie dolega nam nic konkretnego, ale latem chcemy pozbyć się kilku kilogramów?
Jeśli czujemy się dobrze i zależy nam tylko na zrzuceniu kilku kilogramów, możemy zrobić sobie dobry test ajurwedyjski. W "Chudnij w zgodzie ze swoją naturą", naszej nowej książce, Przemek Wardejn skonsultował test, który liczy ponad 50 pytań. Wynik kieruje do wyboru dobranej do naszych potrzeb diety. Poleca też proste mieszanki ziołowe i wskazówki, które pomogą wrócić do równowagi, a w efekcie schudnąć. Jeżeli cierpimy na gazy i mamy wzdęty brzuch o poranku, świetnym sposobem są np. goździki z sokiem z cytryny. Wystarczy cztery goździki zalać szklanką gorącej wody, pozostawić na 10 minut do zaparzenia, a następnie dodać wyciśnięty sok z połowy cytryny i wypić przed zaśnięciem. Goździki są intensywnie pobudzające i rozgrzewające. I choć zawierają związki przeciwzapalne - antocyjany, to zgodnie z zaleceniami najstarszej nauki o zdrowiu, nie powinny ich stosować osoby cierpiące na nadciśnienie oraz z bardzo dużą ilością ognia w organizmie (silnie rozgrzane i z bardzo silnymi stanami zapalnymi).

Stosowanie ziół i przypraw ajurweda opisuje w kontekście smaków.
Bo każdy smak inaczej oddziałuje na nasze ciało, psychikę i energię. Smaki wychładzające to słodki, gorzki i cierpki. Razem z krwią, która odpływa od powierzchni skóry do środka, kierują tam też naszą energię. Te smaki zwracają uwagę do wewnątrz. Z kolei słony, kwaśny i ostry działają odwrotnie. Krew dopływa do powierzchni skóry. Robi nam się wtedy ciepło i mamy wypieki na twarzy. Energia skierowana jest na zewnątrz. Taką energią emanują na przykład zakochane osoby. O tych przemianach energetycznych pisał Alexander Lowen. Szczęście daje nam równowaga między tym "co w środku", a "tym, co na zewnątrz". Podobnie zdrowie równowaga na talerzu i równowaga między smakami. Każdy smak ma dwa oblicza. Jeśli dostarczamy go w nadmiarze, to ujawnia swoją negatywną stronę. Słodycz daje nam bezpieczeństwo i przyjemność, bo przecież mleko matki jest słodkie. Jednak w nadmiarze prowadzi do ospałości i inercji.

A smak słony?
Najczęściej redukujemy jego ilość w diecie ze względu na złą sławę rafinowanej soli. Jednak brak umiarkowanych ilości, do 6 g dziennie, dobrej jakościowo, nierafinowanej soli (np. himalajskiej) może zaburzyć równowagę sodowo-potasową i prowadzić do odwodnienia komórek. Słony pobudza apetyt - również na życie. W nadmiarze może prowadzić do przedwczesnego starzenia, stanów zapalnych, nadkwasoty, a nawet impotencji. Emocjonalnie daje nam radość i otwartość. Nadmiar powoduje, że popadamy w hedonizm. Warto zapoznać się z dwuwymiarowością każdego ze smaków i obserwować, czy nie przyzwyczailiśmy się do nadużywania któregoś z nich. Pamiętajmy również o synergii między smakami. Przecież bez odrobiny gorzkiego nie będziemy w stanie w pełni docenić słodyczy.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Maciej Szaciłło, kucharz wegetariański, wspólnie z żoną Karoliną pisze książki kulinarno-lifestylowe, prowadzi bloga medytujemy.pl, warsztaty, pokazy i detoksy wyjazdowe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Migrena – trzeba ją leczyć. Są na to sposoby

Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Tak wygląda mózg migrenika. Jedna sucha gałązka może wywołać wybuch płomieni. Trzeba dojść, co dla ciebie jest tą gałązką – mówi dr Anna Błażucka, neurolog zajmująca się leczeniem migren.

Czym właściwie jest migrena?
Migrena to cierpienie. Ciężka choroba. Jeden z częstszych i najsilniejszych bólów głowy, słabszy tylko od bólów klasterowych. Nasila się podczas zwykłych codziennych czynności. Chory w trakcie napadu myśli tylko o tym, by położyć się w cichym, ciemnym pomieszczeniu i żeby wszyscy dali mu spokój. Nie sposób otworzyć oczu, bo ból się nasila. Towarzyszą mu nudności, czasami wymioty, światłowstręt, nadwrażliwość na dźwięki i zapachy. Ból ma charakter pulsujący, rozdzierający, jakby ktoś walił nas po głowie 50-kilogramowym młotem. Najczęściej obejmuje połowę głowy, choć wraz z rozwojem napadu może się rozszerzać na całą. Napad może trwać kilka dni, nawet jeśli ból po lekach ustępuje; migrena ma cztery fazy, ból to tylko jedna z nich. Problemem jest to, że migrena nie jest postrzegana jako ciężka choroba przez osoby, które same nie chorują albo nie mają chorych w otoczeniu. Dużo złego zrobiły tu naleciałości kulturowe.

Choroba „histeryczek”...
Pamiętamy z „Nad Niemnem” Emilię Korczyńską z jej „globusem”. Każdego normalnego człowieka boli głowa, a migreny mają arystokraci – taka jest utrwalona kulturowo opinia. Migrena bywa traktowana jako ucieczka przed pracą, przed życiem. Każdego kiedyś bolała głowa i jeśli był to ból typu napięciowego, czyli o niewielkim natężeniu, na cudzy ból patrzymy przez pryzmat swojego. Myślimy: „Przesada, to się przecież da wytrzymać”.

A w rzeczywistości to choroba, która wyłącza z życia. Nie można nic zaplanować, urlop kończy się tym, że wszyscy chodzą na palcach, bo mama leży z migreną. Nie zawsze da się pojechać tam, gdzie chcemy, bo na przykład w górach osoby z migreną gorzej się czują. Zmiana stref czasowych to także ryzyko napadu. No i praca. Nie każdy pracodawca zrozumie, chory często bierze urlopy, bo trudno przy każdym napadzie migreny iść do lekarza. A nawet jeśli do pracy przyjdziemy, a czasem po prostu inaczej nie można, niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Osoby chore częściej też zapadają na depresję. W dodatku rujnują sobie zdrowie, bo bez przerwy biorą leki przeciwbólowe. Błędne koło.

I życie w stresie…
Tak, w oczekiwaniu na kolejny napad.

Czy każdą migrenę poprzedza tak zwana aura?
Migrena przebiega w czterech fazach, ból głowy to trzecia z nich. Faza druga, poprzedzająca ból głowy, to aura, występuje u 30 proc. pacjentów. Najczęściej jest aura wzrokowa – migoczące mroczki, zniekształcenia obrazu, zmniejszenie albo powiększenie otaczających przedmiotów. Może być aura czuciowa – drętwienie zaczynające się od palców, obejmujące całą kończynę, twarz i język. Zdarzają się też niedowłady, zaburzenia mowy, co jest dla pacjentów przerażające – boją się, czy to nie udar. Aura trwa od pół godziny do godziny, potem zaczyna się ból. Czasami aura i ból dobę czy dwie wcześniej poprzedzone są objawami zwiastującymi. To pierwsza faza migreny: niepokój, rozdrażnienie, coś, co przypomina zespół napięcia przedmiesiączkowego. Natomiast po bólu głowy jest faza ponapadowa – pacjenci często wiążą ją z lekami i może tak być, ale to czwarta faza migreny: uczucie zmęczenia, słabości, senności.

Znamy przyczyny migreny?
Bóle głowy dzielimy na pierwotne i wtórne. Pierwotne to takie, których przyczyny nie znamy. Wtórne powstają w przebiegu innych chorób, internistycznych czy neurologicznych. Migrena i napięciowe bóle głowy zaliczamy do pierwotnych. Przyczyna oczywiście jest, ale my dostępnymi narzędziami nie potrafimy jej zbadać. Na dziś wiemy, że migrena to wielogenowa choroba genetyczna.

Przyczyn migreny nie znamy. Ale wiemy, co może ją wywołać?
Tak, są czynniki prowokujące. U osoby chorej na migrenę wywołają napad, u zdrowej nie spowodują żadnych zmian samopoczucia. Tych czynników znamy wiele i od razu podkreślę: chory nie jest podatny na wszystkie. Są czynniki niezależne od nas – takie jak pogoda. Migrena jest chorobą sezonową, nasila się wiosną i jesienią. Mówi się, że wywołuje ją halny w górach – ale tu nie o wiatr chodzi, lecz o gwałtowne zmiany ciśnienia. Są też czynniki, które zależą od nas, w tym od tego, co jemy. Do sztandarowych pokarmów wysokiego ryzyka należą: żółte sery, czerwone mięso, glutaminian sodu, orzechy, czekolada, alkohole – najczęściej czerwone wino. Ale u każdego może być co innego, także cokolwiek spoza tej grupy. A bywa i tak, że żaden pokarm napadu nie wywołuje. Są osoby chore na migrenę, które mogą pić czerwone wino, są i takie, które powąchają alkohol i mają napad. Problemem może być odwodnienie. Głodzenie – migrena go nie lubi. Stres, ale i odpoczynek po stresie. Zmiany rytmu dobowego, stref czasowych, zbyt krótki albo zbyt długi sen. Jest tak zwana migrena weekendowa związana ze zbyt długim spaniem właśnie. Nieodpowiedni, zbyt intensywny wysiłek fizyczny albo odpoczynek po wysiłku. U kobiet może też być cykl hormonalny, okres okołoowulacyjny albo okołomiesiączkowy.

Migrena to choroba nieuleczalna. Jednak możemy sobie pomóc. Jak?
Migreny nie zlikwidujemy, ale możemy skutecznie ją kontrolować. Leczenie ma na celu doprowadzić do tego, że napady ustąpią albo będzie ich mniej, albo będą słabsze, albo będą dobrze reagowały na leki przerywające ból.

Od czego pani zaczyna, kiedy przychodzi pacjent i mówi, że ma napady migreny?
Przede wszystkim muszę się dowiedzieć, czy to rzeczywiście migrena. Czyli: charakterystyka samego bólu głowy, jego lokalizacja i charakter, objawy towarzyszące. Czy migrena występuje coraz częściej, czy jest stabilna. Czyli czy napad jest jeden, czy dwa w ciągu miesiąca i od kilku lat tak samo, czy, powiedzmy, od pół roku więcej. A może zaczęła się gorsza reakcja na leki? Może napady coraz dłużej trwają?

Migreny dzielimy na epizodyczne i przewlekłe. Ważne, ile jest napadów w ciągu miesiąca, jak długo trwają, ile dni z bólem w ciągu miesiąca, czy występuje tylko jeden rodzaj bólów głowy. W jaki sposób napady bólu głowy są leczone, w jakich dawkach, czy leki przerywają napad, czy tylko zmniejszają natężenie bólu na kilka godzin. Jakie było leczenie w przeszłości. Często pacjent mówi: „Ja już byłem leczony wszystkim”. Ale kiedy się dopytuję, to okazuje się, że nie były to leki właściwe dla leczenia migreny. Albo stosowane w zbyt małych dawkach, takich, które nie mają prawa pomóc. W zależności od tych wszystkich danych zaczynamy rozmawiać o leczeniu.

Czy zaleca pani na przykład tomografię, żeby wyeliminować inne ewentualne przyczyny bólu, jak torbiele czy guzy?
W zaleceniach nie ma konieczności wykonywania tomografii ani rezonansu, migrena jest pierwotnym bólem głowy, więc my nic w tej głowie nie znajdziemy. Czasami w rezonansie opisane są drobne zmiany naczyniowe – ale u osób zdrowych też się takie zdarzają. Przyznam się jednak, że ja, jeśli pacjent badań obrazowych nie miał, na ogół je zlecam. Bo jeśli kogoś często i mocno boli głowa, to po prostu boi się, czy nie ma guza. I wynik badania go uspokoi.

Wywiad – i co dalej?
Wyjaśniam, jakie są możliwości i zasady leczenia. To ważne, bo inaczej leczymy, kiedy są jeden, dwa czy trzy napady w ciągu miesiąca, inaczej, jeśli jest ich więcej, a w dodatku takich, które nie ustępują pod wpływem leków. Dysponujemy leczeniem przerywającym napad migreny i leczeniem profilaktycznym. Przy małej liczbie napadów możemy zastosować tylko leczenie przerywające napad bólu – poszukać leków, pod których wpływem ból ustępuje w ciągu godziny, a najdalej trzech. Ważne też, by przyjąć leki od razu, kiedy tylko pojawia się ból. I w odpowiedniej dawce. Zazwyczaj w dolegliwościach bólowych zalecane jest dawkowanie dwa czy trzy razy dziennie po tabletce. W migrenie jest inaczej – na samym początku dwie, trzy tabletki, w zależności od preparatu. No i kwestia, jaki to powinien być lek. Ludzie często biorą leki z kodeiną. A ona nie jest wskazana – choć w danej chwili zadziała, prowokuje następne bóle głowy. Ułatwia też przejście migreny w przewlekłą oraz w powstanie polekowych bólów głowy.

Trudność zwiększa to, że pacjent poza migreną może mieć „zwykłe” bóle głowy, takie, które, jak mówi, „same przechodzą”. I wtedy na początku bólu nie wie, czy to migrena, czy nie. A czekanie, w jaki sposób ból się rozwinie, to już opóźnienie leczenia. To jedna pułapka. A druga – nadużywanie leków przeciwbólowych, które powoduje powstanie polekowych bólów głowy oraz transformację migreny w przewlekłą, czyli występującą przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego osiem to migrena. Uważa się, że przy bólach głowy można przyjmować osiem do dziesięciu tabletek miesięcznie. Jeśli bierzemy leki z powodu bólu kolana, to nie wyindukujemy sobie polekowych bólów kolana. A u osób z migreną leki przeciwbólowe wywołują polekowe bóle głowy. Po jakimś czasie przychodzi pacjent i mówi, że głowa boli go codziennie i codziennie bierze kilka tabletek, a i tak jest coraz gorzej. Bierze, bo musi, inaczej nie jest w stanie funkcjonować. I koło się zamyka.

Chorzy na forach migrenowych piszą, że biorą dziennie opakowanie leków...
Kiedy człowiek jest młody, nie myśli, że w dłuższej perspektywie jest to niebezpieczne dla wątroby, nerek, serca, układu krwiotwórczego. Oczywiście organizm ma zdolności do regeneracji. Jednak gdy bierzemy leki miesiącami czy latami, to prędzej czy później doprowadzimy do jego uszkodzenia.

Leczenie migreny epizodycznej polega, jak pani powiedziała, na przerywaniu napadu. Ale jest i leczenie mające na celu niedopuszczanie do napadów. Co to takiego?
To leczenie profilaktyczne, które polega na codziennym przyjmowaniu leków. Pacjenci często się tego boją, bo to między innymi leki przeciwpadaczkowe i przeciwdepresyjne. W powszechnej opinii „ogłupiają, otępiają, uzależniają”. Oczywiście, każdy lek może wywołać objawy uboczne, ale to nie chemioterapia choroby nowotworowej, szukamy więc odpowiednich leków dla konkretnego pacjenta, skutecznych i dobrze tolerowanych. Mamy w czym wybierać, jeśli odpowiednio je dobierzemy, będą pozwalały normalnie żyć.

Trudność polega na tym, że efektów nie widać od razu. Trzeba dojść do odpowiedniej dawki, co trwa kilka tygodni, następnie odczekać co najmniej miesiąc, by ocenić, czy leczenie działa, czy trzeba szukać innych środków.
Leczenie profilaktyczne jest obowiązkowe w przypadku dużej liczby napadów i w migrenie przewlekłej. Najlepiej zaczynać je wcześnie, gdy w ciągu miesiąca występują trzy, cztery, pięć napadów migreny. Później – to kiepska wiadomość – będzie ono mniej skuteczne, bo już mamy migrenę rozwiniętą, oporną na leczenie.

Czasem decyzja o leczeniu profilaktycznym to indywidualna kwestia. Powiedzmy, że ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Można z tym żyć. Ale ten ktoś jest, dajmy na to, sędzią albo aktorem teatralnym. I musi przyjść na rozprawę albo wyjść na scenę, czy boli, czy nie. To, moim zdaniem, może być wskazaniem do włączenia terapii.

A jeśli działa, to jak długo trwa kuracja?
Co najmniej rok. Później możemy próbować odstawiać albo zmniejszać dawkę. To leczenie jest bezpieczne. Z kolei lekami, które z definicji przeznaczone są do stosowania przewlekłego, jak padaczka czy depresja – tu często terapia trwa do końca życia. Nie zawsze jest tak, że napady ustaną, ale będą zdecydowanie rzadsze albo krótsze, albo leki przeciwbólowe będą skuteczniejsze. Bo jedno drugiego nie wyklucza – jeśli w trakcie leczenia profilaktycznego mamy napad, możemy stosować leki przeciwbólowe.

Ale poza tabletkami mamy też inne możliwości?
Tak. Leczenie botoksem. Toksyna botulinowa jest skuteczna nawet u 50 proc. osób po pierwszym podaniu. Pierwsze efekty obserwujemy po dwóch tygodniach do miesiąca. Szybciej niż przy farmakoterapii. Pierwsze trzy dawki podajemy co 12 tygodni, potem w zależności od potrzeb raz na rok, pół roku lub co trzy miesiące.

Toksyna jest stosowana w medycynie estetycznej. Jaki jest jej mechanizm działania w leczeniu migreny?
Nie ma to nic wspólnego ze zmniejszaniem napięcia mięśniowego, co wykorzystuje się w medycynie estetycznej i w neurologii, w leczeniu dystonii. Tam rozłącza się nerw od mięśnia, tu wykorzystuje się przeciwbólowe działanie toksyny. Znamy kaskadę zdarzeń napadu migreny: z ośrodka bólu w głębi mózgu propagacja na obwód, na opony mózgowe i naczynia. Rozszerzenie naczyń i tak zwane neurogenne zapalenie naczyń powoduje ból. Tak jakby w środku mózgu rozpalało się nam powoli ognisko. Napad migreny wynika z pobudzenia nerwu trójdzielnego unerwiającego całą głowę, to główny nerw czuciowy, jego zakończenia wychodzą na skórę. Toksynę podajemy w okolice zakończeń nerwu trójdzielnego, żeby transportem wstecznym wzdłuż nerwu wyłączyć „generatorek bólu” w środku mózgu.

Dla kogo jest taka kuracja?
Toksyna jest zarejestrowana do leczenia migreny przewlekłej, uważa się też, że może być skuteczna w migrenie epizodycznej z dużą częstotliwością napadów. Leczenie botoksem jest bezpieczne, ma mało ograniczeń. Substancja działa miejscowo, nie wchłania się, a po 12 godzinach od podania jest rozkładana. Problem to niewłaściwe leczenie toksyną stosowane w wielu gabinetach. Na rynku istnieją co najmniej trzy toksyny i to są trzy różne leki. Tylko jedna – toksyna botulinowa typu A – zarejestrowana jest w leczeniu migreny. Podawać ją trzeba w określony sposób. To schemat PREEMP, od 155 do 195 jednostek – od 1,5 do 2 ampułek. Niestety, lekarze robią to według uznania, na przykład podają według schematu stosowanego w medycynie estetycznej, w złej, czyli zbyt małej, dawce. Albo stosują inny preparat. To rzadko bywa skuteczne, ale chory nie jest w stanie tego zweryfikować. Efekt: nie pomogło. I w świat idzie informacja, że botoks nie działa. Warto pytać lekarza o rodzaj preparatu i dawkę oraz o certyfikat umiejętności podawania toksyny, każdy z nas taki otrzymał.

Są jeszcze jakieś metody leczenia?
Przeciwciała monoklonalne. I jest to na dziś najskuteczniejsze. U osób z migreną stwierdzono w mózgu wysokie stężenie białka CGRP, a w momencie napadu migreny następuje jeszcze wyrzut tego białka. Przeciwciała monoklonalne blokują ten nadmiar. Zastrzyk podaje się raz w miesiącu. Pierwsze efekty są po dwóch tygodniach do miesiąca. Problemem jest cena.

Leczenie nie jest refundowane?
Żadne leczenie migreny nie jest refundowane. Ministerstwo Zdrowia odrzuciło właśnie wnioski. Argument: nie wiemy, ilu jest chorych, bo nie ma spójnych badań epidemiologicznych, migrena to choroba, „której nie da się zmierzyć”, trudno też ocenić skuteczność leczenia. A koszty są wysokie. Toksyna to 2–2,5 tysiąca złotych co 12 tygodni, przeciwciała – 2–3,5 tysiąca złotych co miesiąc. To za dużo dla przeciętnego pacjenta. Tymczasem w migrenie przewlekłej, „uzłośliwionej”, tak naprawdę nie ma innej terapii, bo leki są mało skuteczne.

Jak możemy sobie pomóc trybem życia?
Mózg migrenika to mózg uporządkowany. Lubi regularny sen, pobudki o jednej porze, regularne posiłki, unikanie pokarmów prowokujących napady, pilnowanie nawadniania organizmu. To pomaga, ale nie gwarantuje, że napadów unikniemy. Na początku leczenia wskazane jest prowadzenie dzienniczka. Zapisywanie, co się zjadło, co się wypiło, czy bolała głowa, ile czasu, jakie braliśmy leki, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Są specjalne aplikacje, nie musimy notować w zeszycie. Możemy w ten sposób znaleźć prawidłowość, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Mózg migrenika możemy porównać do żarzącego się ogniska. Napad migreny to wybuch płomieni. W leczeniu chodzi o to, żeby jak najsłabiej się żarzyło. Bo jeśli żar jest duży, to nawet jedna gałązka może sprawić, że płomienie skaczą do góry. Każdy musi sam dojść do tego, co u niego jest tą gałązką.

Czy każdy lek przeciwbólowy jest w migrenie skuteczny?
Na jednych działa paracetamol, na innych ketoprofen, kwas acetylosalicylowy, ibuprofen czy naproksen. U niektórych skuteczny będzie paracetamol z kofeiną, u innych kofeina nasili ból. Kodeina przerywa napad, ale na dłuższą metę nie jest wskazana. No i są tryptany – mamy ich pięć. I nie jest tak, że jeśli dla kogoś jeden lek z tej grupy będzie nieskuteczny, to żaden nie zadziała. Trzeba wypróbować wszystkie.

Migreników przybywa?
Na pewno zaczyna się coraz więcej mówić o migrenie, więc nie wiadomo, czy przybywa chorych, czy precyzyjniej ich diagnozujemy. Nowe sposoby leczenia znane są od niedawna. I ciągle jeszcze funkcjonuje przekonanie: „Taka już pani/pana uroda”. To błędne myślenie. Migrenę trzeba leczyć.

Dr n. med. Anna Błażucka, specjalista neurolog, kierownik Instytutu Diagnostyki i Leczenia Bólu w Warszawie, zajmuje się między innymi leczeniem bólów głowy, polineuropatii, fibromialgii, bólów kręgosłupa.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Zdrowie

Jak dobrać soczewki kontaktowe?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Niezależnie od tego, czy korzystasz już z soczewek kontaktowych, czy dopiero rozpoczynasz z nimi swoją przygodę, wybierając je musisz wziąć pod uwagę różne czynniki. Należy dokonać wyboru w oparciu o wygodę, koszty, styl życia i korzyści zdrowotne. To najważniejsze czynniki, które należy uwzględnić podczas wyboru takich soczewek kontaktowych, które idealnie skorygują konkretną wadę wzroku, a jednocześnie umożliwią komfortowe i bezpieczne użytkowanie.

Wybór soczewek kontaktowych - na co musisz zwrócić uwagę?

Oczywistą kwestia, którą należy uwzględnić podczas wyboru soczewek kontaktowych jest wada wzroku - jej rodzaj oraz stopień zaawansowania. Dzięki soczewkom kontaktowym sferycznym możliwe jest korygowanie krótkowzroczności i dalekowzroczności, także tej bardzo zaawansowanej. Soczewki toryczne pozwalają na skorygowanie astygmatyzmu, a soczewki multifokalne przywracają ostrość wzroku osobom mającym prezbiopię.

Duże znaczenie podczas wyboru soczewek kontaktowych ma styl życia i częstotliwość wymiany soczewek. Te jednorazowego użytku wymagają używania świeżej pary soczewek kontaktowych za każdym razem, gdy je zakładamy i wyrzucania ich za każdym razem, gdy je zdejmujemy. Codzienne jednorazowe soczewki kontaktowe są naprawdę wygodne, ponieważ nie muszą być czyszczone ani przechowywane przez noc. Są pakowane w poręczny blister, pozwalający na przechowywanie poszczególnych soczewek w roztworze soli fizjologicznej. Codzienne soczewki kontaktowe nigdy nie powinny być ponownie stosowane. Po otwarciu blistra soczewkę należy natychmiast nałożyć na oko. Większość ludzi nosi swoje codzienne soczewki kontaktowe bezpiecznie i wygodnie przez 10 - 12 godzin dziennie. Noszenie soczewek kontaktowych dłużej niż jest to zalecane może spowodować zaczerwienienie, dyskomfort i zwiększone ryzyko infekcji. Ważne jest również, aby pamiętać, że codzienne jednorazowe nie są przeznaczone do noszenia podczas snu, chociaż nie wyklucza się ucięcia w nich krótkiej drzemki.

Po soczewki jednodniowe sięgają osoby noszące soczewki sporadycznie oraz te osoby, które nie mają możliwości ich czyszczenia i przechowywania. Z kolei soczewki wielokrotnego użytku, z których najpopularniejsze są miesięczne, są idealne dla osób noszących soczewki stale oraz pracujących w systemie zmianowym. Soczewki wielokrotnego użytku należy czyścić codziennie po ich usunięciu. Należy je delikatnie przepłukać preparatem do soczewek i przechowywać w świeżym roztworze przez noc. Roztworu dezynfekującego nigdy nie należy ponownie używać ani uzupełniać wodą lub świeżym roztworem. Pojemniczek do przechowywania soczewek powinien być wymieniany co miesiąc.

Czy samodzielny zakup soczewek to dobry pomysł?

Fot. materiały prasowe partneraFot. materiały prasowe partnera

Przed zakupem soczewek kontaktowych zawsze warto skonsultować się ze specjalistą, np. okulistą czy optometrystą. Oczywiste jest, że osoba zauważająca u siebie problemy ze wzrokiem musi być poddana diagnostyce - konieczne jest określenie rodzaju wady wzroku oraz jej wielkości. Także osoby już noszące okulary korekcyjne powinny przed zakupem soczewek skorzystać z pomocy specjalisty - nie zawsze moc optyczna okularów odpowiada mocy optycznej soczewek kontaktowych – mówi nam optometrysta Kyciak, współpracujące ze sklepem BezOkularow.pl. Oferuje on szeroki wybór profesjonalnych soczewek kontaktowych najwyższej jakości, w tym soczewek próbnych. Ponadto każdy klient może liczyć na fachowe poradnictwo, rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyboru soczewek oraz praktyczne wskazówki dotyczące użytkowania soczewek.

Zawsze należy mieć na uwadze, że kwestia dopasowania odpowiednich soczewek dotyczy nie tylko trybu użytkowania soczewki. Ogromne znaczenie ma materiał, z jakiego wykonana jest soczewka, jej kształt, parametry optyczne, indywidualny stan zdrowia. Wszystkie te czynniki uwzględnić może jedynie specjalista. Konsultacja z fachowcem może odbyć się bezpośrednio w salonie optycznym, ale także za pośrednictwem Wirtualnego Gabinetu, opcji opisanej na stronie https://www.bezokularow.pl/wirtualny-gabinet . Bez wychodzenia z domu można uczestniczyć w konsultacji z optometrystą. Dzięki temu możliwe jest dokonanie trafnego, w pełni udanego zakupu soczewek kontaktowych, dopasowanych do indywidualnych predyspozycji każdego klienta.