1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Zwierzęta domowe - sposób na zdrowie

Zwierzęta domowe - sposób na zdrowie

Iwona Wierzbicka, autorka książki
Iwona Wierzbicka, autorka książki "Odporność" ze swoimi psami (Fot. materiały prasowe)
Zwierzęta mają na nas dobroczynny wpływ, na co wskazuje ogromna ilość badań. Jeśli nie masz alergii, rozważ posiadanie psa lub kota albo chociaż rybek.

Dzięki psu z pewnością zwiększysz liczbę przechodzonych kroków i już nigdy pogoda nie będzie wymówką, by zostać w domu, natomiast kot to idealny towarzysz dla osób, które z powodu ograniczeń podwórkowych czy metrażowych nie mogą mieć psa. Oczywiście posiadanie psa nie wyklucza kota. Ja mam dwa psy – berneńskie psy pasterskie i trzy koty adoptowane ze schroniska.

Coś dla psiarzy

Zalety z posiadania psa:
  • Pies uczy człowieka miłości i łagodzi złość.
  • Pies składa się z miłości i ogona, ale głównie z miłości.
  • Zawsze się cieszy na twój widok.
  • Zawsze ma dobry dzień.
  • Zawsze cię wysłucha.
  • Pomoże nawiązać ci relacje międzyludzkie.
  • Zwiększysz liczbę przechodzonych kroków.
  • Już nigdy pogoda nie będzie dla ciebie wymówką, by nie iść na spacer.
  • Zawsze możesz się przytulić.
  • Wyliże twoje rany.
Badania pokazują, że pies może być terapeutą dla osób z zaburzeniami psychicznymi, poprawia nastrój, interakcje społeczne, zdolność uczenia się, a u dzieci koncentrację, wspomaga zdrowie i dobre samopoczucie u osób starszych, poprawia odporność organizmu między innymi poprzez wyzwalanie hormonów szczęścia i przywiązania, w tym oksytocyny. Głaskanie psa obniża poziom kortyzolu, poprawiają się relacje międzyludzkie i zwiększa zaangażowanie w rozmowę, częściej też dochodzi do kontaktu z innymi osobami (nie potwierdziły tego jednak badania wśród właścicieli groźnych psów, na przykład rottweilerów, bo ludzie raczej nie chcieli z takimi osobami rozpoczynać rozmów), ponadto zmniejszają się dolegliwości bólowe i stany zapalne, reguluje się ciśnienie krwi oraz gospodarka hormonalna. Naukowcy podkreślają także zbawienną rolę oksytocyny, która wytwarza się podczas głaskania własnego psa czy kota, ale również – co warto przypomnieć – podczas przytulania innej osoby, trzymania jej za rękę oraz podczas seksu, a także podczas karmienia piersią czy stymulacji sutków. Oksytocyna sprawia, że jesteśmy optymistycznie nastawieni do świata i ludzi, podwyższa nasze poczucie własnej wartości, wspiera proces budowy zaufania i pomaga przezwyciężyć zahamowania i lęki społeczne. Badania pokazują, że może być skuteczna w leczeniu nieśmiałości, pomagać ludziom pełnym niepokojów dotyczących relacji społecznych i zaburzeń nastroju. Istnieją także dowody na to, że może pomóc osobom cierpiącym na stres pourazowy. Oksytocyna może być pomocna w leczeniu ran i chorób zapalnych czy autoagresywnych dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym. Badania wykazały, że hormon ten może łagodzić rozmaity ból. Oddziałuje na obniżenie poziomu stresu, zmniejszając stężenie kortyzolu w organizmie oraz stabilizując ciśnienie krwi. Korzystnie wpływa na trawienie, które stres często mocno zaburza. Poprawia perystaltykę jelit i zmniejsza zapalenie jelit. Kilka badań dowodzi korzystnego wpływu kotów i psów na dzieci z autyzmem lub zaburzeniami rozwoju, a także na dzieci, które były wykorzystywane seksualnie (terapie innymi zwierzętami również są bardzo skuteczne). U dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, zaburzeniami mowy bądź też zamkniętymi w sobie psy i koty poprawiają umiejętności komunikacji.

Coś dla kociarzy

Zalety płynące z posiadania kota:
  • Naukowcy zajmujący się chorobami naczyniowymi na uniwersytecie w Minnesocie dowiedli, że właściciele kotów przejawiają mniejsze skłonności do zawałów (30 procent mniej zawałów w porównaniu z grupą kontrolną), zmniejsza się u nich również ryzyko śmierci z powodu udarów czy innych chorób kardiologicznych.
  • Koty, które drzemią w ciągu dnia, mogą być dla nas świetnym przykładem! Badania pokazują, że osoby, które w ciągu dnia robią sobie 20 minut drzemki, są bardziej spostrzegawcze, mają lepszą pamięć, kreatywność i nastrój.
  • Bądź jak kot! Jeśli coś ci się nie uda – spróbuj jeszcze raz! Kot po każdej nieudanej akcji polowania na muchę, ponawia próbę, czasami odpocznie, zbierze siły, ale nigdy się nie poddaje. Wie, że mała porażka nie przekreśla jego szansy na sukces. Podziwiaj jego zaciętość i motywuj się do działania.
  • Kocie mruczenie o częstotliwości 20–140 Hz ma zbawienny wpływ na nasze ciśnienie i nastrój. Nasz organizm odbiera te częstotliwości i się synchronizuje. Kto miał mruczącego kota na sobie, wie, jak to uspokaja i poprawia zdrowie.
  • Koty często powodują u nas śmiech. Czy jest ktoś, kto oparł się śmiesznym filmikom na YouTube z kotem w roli głównej? Śmiech to zdrowie, to rozładowywanie trudnych emocji, to poprawa pracy całego organizmu i wzmocnienie odporności.

Dlaczego jeszcze warto mieć kota? Cytując za „Newsweekiem”: „Dzieci i dorośli, którzy cierpią na autyzm, mają problemy, by rozmawiać z innymi ludźmi. Barierę tę pomagają przezwyciężyć zwierzęta, z którymi chorzy czują głębszą więź. Potwierdzają to badania francuskich naukowców z 2012 roku. Obserwowali oni 40 dzieci z autyzmem. Okazało się, że te, które miały w domach zwierzęta, w tym koty, były spokojniejsze i łatwiej się komunikowały z otoczeniem niż dzieci bez domowych pupili. Owa otwartość u dzieci ma związek ze wzrostem poziomu oksytocyny (hormonu szczęścia), która wydziela się podczas głaskania futra. Pieszczoty wzmacniają też uczucie zaufania i miłości. Dlatego warto kupić lub adoptować kota dla swojego dziecka”.

Kontakt z kotem jest dobroczynny zwłaszcza przy takich chorobach i zaburzeniach, jak: ADHD, autyzm, choroba Alzheimera, zespół Downa, depresja, choroby psychiczne, choroby autoimmunizacyjne, stany zapalne, dolegliwości bólowe, nieśmiałość, wycofanie społeczne. Oczywiście warunkiem zdrowia jest brak alergii na kota!

Iwona Wierzbicka, dietetyczka z wieloletnią praktyką, autorka bloga ajwendieta.pl. i kanału na YouTubie, gdzie wspólnie z zespołem dietetyków dzieli się wiedzą. Jest autorką książki "Jak wzmocnić odporność" wydanej przez wydawnictwo Zwierciadło. Prywatnie jest mamą, żoną, posiadaczką 3 kotów i 2 psów. Każdy wolny czas spędza na pogłębianiu wiedzy klinicznej i na realizowaniu hobby, takich jak fotografia, podróże, wycieczki rowerowe i ogrodnictwo.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Dlaczego warto suplementować się colostrum?

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe
Problemy z odpornością występują u coraz większej liczby osób. Ostatni rok - w którym aktywność fizyczna u wielu z nas zmalała, mógł wpłynąć bardzo negatywnie na nasze układy odpornościowe, a co za tym idzie - jesteśmy bardziej podatni na infekcje. Jesteśmy na nie szczególnie narażeni w okresie zimowo-wiosennym, kiedy temperatury na zewnątrz są niskie i gwałtownie się zmieniają, przez co łatwiej o przeziębienie.

By wzmocnić organizm w sezonie lub podnieść odporność po przebytej infekcji, warto zdecydować się na środek wspomagający układ immunologiczny. Dobrą metodą na wzmocnienie swojego układu odpornościowego jest suplementacja colostrum. To siara bydlęca - substancję tę wydzielają gruczoły mlekowe samic, gdy te są bliskie porodu. Specyfik ten cechuje wysoka efektywność, co jest potwierdzone badaniami klinicznymi. Warto podkreślić, iż colostrum jest skuteczne zarówno w zwalczaniu sezonowych infekcji, jak i łagodzeniu przebiegu pewnych dolegliwości autoimmunologicznych.

Czym jest colostrum bovinum?

Colostrum bovinum, czyli siara bydlęca, jest substancją wydzielaną w okresie okołoporodowym przez krowę karmiącą cielę-noworodka. W pierwszych godzinach po porodzie skład siary jest bogaty w czynniki aktywujące układ odpornościowy i stymulujące jego rozwój. Jest to pierwszy pokarm młodego zwierzęcia, który w przypadku cieląt decyduje o jego przetrwaniu - w przeciwieństwie do ludzi, którzy co prawda mogą przeżyć bez spożycia colostrum zaraz po narodzinach, jednakże należy pamiętać, iż rola naturalnego pokarmu matki, a także jego oddziaływanie układ immunologiczny człowieka są niezwykle istotne. Co równie ważne, colostrum bydlęce jest dość podobne do siary kobiecej. To niewątpliwa zaleta, oznacza to bowiem iż może być ono bardzo dobrze przyswojone przez nasz organizm w każdym wieku. Przyjmowanie suplementów zawierających colostrum to zatem odpowiednie rozwiązanie zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Jak ocenić jakość siary?

Największe korzyści zdrowotne przynosi przyjmowanie colostrum naturalnego i pobranego w ciągu kilku godzin po porodzie. Moment pozyskania siary jest niezwykle istotny, ponieważ jej skład zmienia się w zasadzie z minuty na minutę, stopniowo przekształcając się w mleko.  W składzie colostrum pochodzącego z gruczołów mlekowych samicy tuż po porodzie znajduje się najwyższe stężenie bioaktywnych składników, które mają istotny wpływ na regulację układu odpornościowego, takich jak laktoferyna, polipeptyd czy immunoglobuliny. Skład ten bogaty jest również w witaminy, mikroelementy czy hormony wzrostu. Łącznie colostrum składa się z ok. 250 elementów.

Czy pozyskiwanie colostrum bovinum wpływa negatywnie na rozwój młodych zwierząt?

Co bardzo istotne z punktu widzenia obrońców zwierząt, od krów pobierane są jedynie nadwyżki produkowanego colostrum, których cielę nie będzie w stanie wypić. Wszystkie cielęta w hodowlach zajmujących się pozyskiwaniem colostrum mają dostęp do pokarmu matki w takiej ilości, jakiej potrzebują do prawidłowego rozwoju. Właśnie dlatego kluczowe jest, by kupować colostrum jedynie od sprawdzonych i zaufanych producentów.

Jakie colostrum wybrać?

Wybierając suplement zawierający colostrum, warto bliżej przyjrzeć się dostępnym na rynku produktom. Uwagę należy zwrócić przede wszystkim na dwie rzeczy - czas pozyskania colostrum oraz sposób jego obróbki. Marka Genactiv jako jedna z nielicznych na rynku oferuje naturalne colostrum poddane liofilizacji, czyli suszeniu w niskich temperaturach. Jest to bardzo zaawansowany technologicznie proces, którego prawidłowy przebieg zapewnia jedyny w Polsce patent w tej dziedzinie. Jego produktem jest liofilizowana siara, która zachowuje swój naturalny skład oraz wszystkie właściwości. Przy produkcji suplementów Genactiv używa colostrum bovinum, które zostało pobrane maksymalnie do dwóch godzin od momentu porodu.

  1. Zdrowie

Jak długo trwa odporność na koronawirusa po zakażeniu lub szczepieniu?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Koronawirus SARS-CoV-2 prowadzący do COVID-19 jest stosunkowo nowym wirusem i nie do końca poznanym, a uodpornienie się na niego wymaga czasu. Przeciwciała posiadają w organizmie ozdrowieńcy oraz osoby zaszczepione. Przeczytaj, czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa.

Odporność na koronawirusa SARS-CoV-2

Odporność jest zdolnością organizmu do ochrony przed chorobami. Wyróżnia się dwa rodzaje odporności: wrodzoną, czyli naturalną, pierwszą linię obrony przed patogenami oraz swoistą, powstająca m.in. poprzez kontakt z antygenem. Na odporność na COVID-19 ma wpływ wiele różnych czynników np. wiek (wraz z wiekiem następują zmiany w odpowiedzi immunologicznej organizmu i wzrasta podatność na choroby zakaźne), płeć (niektóre badania wykazały większe miana przeciwciał u mężczyzn), choroby współistniejące, palenie papierosów czy niewyleczone infekcje.

Koronawirus SARS-CoV-2 był nowym dla nas patogenem i na początku pandemii nie było w populacji na niego odporności. Jednak pojawiło się pytanie, czy przejście COVID-19 lub szczepienie zapewni nam odporność? Jeśli tak, to na jak długo? U osoby zakażonej w ciągu dwóch tygodni organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko koronawirusowi. Po przebytej infekcji pamięć immunologiczna, produkowane przeciwciała oraz limfocyty T i B rozpoznają antygeny wirusa i zapewniają ochronę przed kolejnymi zakażeniami. Badania wykazały obecność przeciwciał w organizmie do około 6 miesięcy po przechorowaniu COVID-19. Wiele osób po rozpoczęciu szczepień oczekiwało końca pandemii, tymczasem słyszymy o nadchodzącej trzeciej fali koronawirusa. Jak na razie liczba zaszczepionych osób jest znikoma i zbyt mała, aby wykształciła się odporność populacyjna. Jedna dawka szczepionki jest niewystarczająca, zalecane jest przyjęcie dwóch.

Czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa?

Obecnie dostępne są testy serologiczne sprawdzające obecność i ilość przeciwciał w pobranej próbce krwi. Przeciwciała neutralizujące anty-S to przeciwciała przeciwko białku S (glikoproteinie biorącej udział w infekcji wirusowej), pojawiające się u większości Pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 prowadzącym do COVID-19. Wiążą się z białkiem koronawirusa, co zapobiega połączeniu wirusa z enzymem ACE2 znajdującym się na powierzchni wielu ludzkich komórek i jego neutralizację. Dzięki badaniom serologicznym umożliwiającym ilościowe oznaczenie przeciwciał anty-S koronawirusa SARS-CoV-2 można monitorować odporność na niego.

Dla kogo może być badanie przeciwciał przeciwko białku S i czym różni się od innych?

Test serologiczny oparty na ilościowym pomiarze przeciwciał przeciwko białku S koronawirusa SARS-CoV-2 może być przydatny dla osób chcących sprawdzić czy miały styczność z koronawirusem oraz dla chorych, po przejściu COVID-19, przy planowaniu szczepienia a także po szczepieniu, w celu zbadania odporności organizmu na koronawirusa - stwierdza specjalista portalu Zdrowegeny.pl

Wszystkie dopuszczone szczepionki na koronawirusa bazują na antygenie S i po szczepieniu w organizmie dochodzi do produkcji przeciwciał przeciwko białku S. Oznaczając przeciwciała anty-S osoby zaszczepione na COVID-19 mogą sprawdzić poziom przeciwciał w swoim organizmie i ustalić, czy faktycznie uzyskały pełną odporność na koronawirusa SARS-CoV-2. Wykonanie testu zaleca się po 7-14 dniach od przyjęcia drugiej dawki, ponieważ wtedy powinna pojawić się pełna odporność. Badanie to jest także przydatne dla ozdrowieńców. Jak interpretuje się wynik? Specjaliści i naukowcy wskazują, że im wyższy poziom przeciwciał, tym lepsza odporność na koronawirusa. Nie ma określonej górnej granicy przeciwciał.

Jak wzmocnić odporność organizmu?

W czasie pandemii warto zadbać o swój organizm i jego odporność. Funkcjonowanie układu immunologicznego zależy od wielu czynników, takich jak płeć, wiek, uwarunkowania genetyczne, styl życia, stres, sen czy dieta. W celu poprawy odporności, warto skupić się na zmianie stylu życia, dbać o prawidłową ilość snu, umiarkowaną aktywność fizyczną, zbilansowaną dietę dostarczającą odpowiednią ilość składników odżywczych, unikać stresu, przemęczenia i używek takich jak papierosy (palenie może prowadzić do przewlekłego stanu zapalnego dróg oddechowych oraz aktywacji cytokin prozapalnych). Deficyt witaminy D zwiększa podatność na infekcje, a jak wskazują badania większość Polaków ma niedobór tego składnika. Na odporność wpływa również mikroflora jelitowa, której prawidłowy skład wspiera dieta bogata w błonnik pokarmowy, ograniczenie żywności wysoko przetworzonej zawierającej duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych i cukrów prostych.

Bibliografia:

  1. Jankowska K., Suszczewicz N., Naturalne metody wspomagania odporności w walce z koronawirusem. Wiedza Medyczna 2020; 46-65.
  2. Sette A., Crotty S., Adaptive immunity to SARS-CoV-2 and COVID-19, Cell 2021; 184(4):861-880.
*informacja o udzielanym świadczeniu medycznym

  1. Kultura

6 książek, które pomogą lepiej zrozumieć świat zwierząt

Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Amatorzy lektur przyrodniczych chcą dziś nie tylko wiedzieć, jak funkcjonuje natura, a rozumieć ją. Oto kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

Jeszcze niedawno w sporze o to, czym człowiek wyróżnia się w świecie zwierząt, wskazywano na umiejętność komunikowania się między sobą przedstawicieli gatunku. Nowoczesne technologie odbierają nam jednak i ten argument, bo dzięki cyfrowym nagraniom naukowcy są w stanie dostrzec w różnych odgłosach fauny systemy języka. Kto by pomyślał, że wzory na skórze kałamarnic zawierają struktury gramatyczne, a papugi mówią sobie po imieniu?! Książka Evy Meijer pełna jest takich rewelacji.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy „Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

Znamy je przede wszystkim z agencyjnych przekazów z miejsc katastrof, gdzie psy poszukują ludzi uwięzionych pod ruinami budynków. Czasem widujemy labradora przewodnika na ulicy albo jego kuzyna obwąchującego walizki na lotnisku. Ale „rynek pracy” dla  psów jest dużo większy. Oczywiście, głównie wykorzystuje się ich węch, który pozwala na rozpoznanie trudnej do wyobrażenia liczby zapachów, ale psy sprawdzają się i jako terapeuci, i honorowi krwiodawcy, i jako pomoc dla diabetyków. A za najfajniejszą nagrodę uznają... zabawę z opiekunem. Do poziomu psiego węchu nigdy się nawet nie zbliżymy, ale jeśli chodzi o umiejętności budowania więzi z ludźmi i empatię – powinniśmy brać z nich przykład.

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B. „Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

David Attenborough należy do największych osobowości telewizyjnych nie tylko w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi. Międzynarodową popularność zawdzięcza filmom przyrodniczym, które komentuje swoim niepowtarzalnym głosem. Attenborough zaczynał karierę w połowie lat 50. i właśnie o tych początkach opowiada w książce. Opisuje wyprawy na Madagaskar, na Nową Gwineę oraz do Australii. Zwłaszcza dwa pierwsze kierunki są do dziś mało odkryte, a co dopiero wtedy! Te barwnie napisane  wspomnienia to lektura z gatunku „familijnych” − każdy w rodzinie znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno wiele się dowie.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka „Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

Widok pingwinów nieodmiennie wprawia mnie w dobry nastrój, a ich poświęcenie (bo trudno inaczej nazwać trud towarzyszący wysiadywaniu potomstwa) wzrusza. Pingwiny cesarskie (to te największe) wędrują wiele kilometrów po lodzie w drodze do miejsca, gdzie na świat przychodzą młode. Lindsay McCrae, współpracownik słynnego sir Davida Attenborougha, należy do nielicznych, którzy spędzili tak długi czas wśród tych pasjonujących nielotów. Jako operator jest niezwykle czuły na obrazy, co wyraźnie widać w jego książce.

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka „Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Często ludzie zastanawiają się, czy zebra jest biała w czarne paski czy czarna w białe paski − pisze Andrzej G. Kruszewicz. Przyznam, że miałam wyrobione zdanie na ten temat. Jak się zresztą okazało, niesłuszne... A z naszych przekonań na temat zwierząt bierze się wiele niesprawiediwości w ich ocenie. Bo dlaczego o agresywnym mężczyźnie mówi się „goryl”, skoro prawdziwy przedstawiciel tych człowiekowatych, owszem, jest poteżny, ale swoim stadem opiekuje się z czułością? A niezgrabną kobietę nazywa się „klępą”, podczas gdy samica łosia porusza się z gracją, ma długie nogie nogi i długą szyję. Autor, z wykształcenia lekarz weterynarii, z zamiłowania ornitolog i popularyzator wiedzy o zwierzętach, przybliża nam ich charakter i styl życia. A opowiada nie tylko o wspominanych gorylach czy zebrach, ale i bliskich nam pszczołach, mrówkach, kaczkach albo świetlikach. „Sekretne życie zwierząt” to doskonała lektura  dla całej rodziny: dzieci edukuje i uwrażliwia na przyrodę, dorosłym każe się zastanowić, zanim następnym razem powiedzą o kimś, że jest świnią...

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis „Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

„Im większa różnorodność ekosystemów, tym bardziej są one produktywne, stabilne i odporne” - pisze Enric Sala. Mówiąc w uproszczeniu: ginięcie gatunków jest nie tylko smutne, ale i niebezpieczne dla człowieka. Dlaczego? Prowadzi m.in. do zmniejszania się liczebności ryb w stadach, zwiększa ryzyko występowania powodzi oraz ilość chorób odzwierzęcych. Sala jest ekologiem morskim, więc koncentruje się na stanie oceanów, jednak pozostałe środowiska nie są niestety w lepszej kondycji.

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media „Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

  1. Styl Życia

Monogamia, zdrady, zazdrość… Jak wygląda ptasia „miłość”?

Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Uosabiają nasze marzenia o lataniu, a czasem też o dozgonnej miłości. Chociaż zwykle mało uważnie się im przyglądamy, ptaki pod wieloma względami przypominają ludzi. Wiele gatunków, dobierając się w pary i wychowując potomstwo, nawiązuje do ludzkich zachowań dużo bardziej niż ssaki, które ewolucyjnie są nam bliższe.

„Papużki nierozłączki”, „dwa gołąbki”, „kochają się jak turkaweczki” – te powiedzenia nie wzięły się znikąd. Myślimy czasem, że wszystkie ptaki są podobne… tymczasem jest to niezwykle zróżnicowany świat, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę jak ptaki układają swoje życie intymne, jak tworzą „związki”, czy relacje. Co tak naprawdę wiemy o miłosnych zwyczajach ptaków?

Kto jest monogamistą?

Czy ptaki często dobierają się w pary na całe życie?

– Niektóre ptaki rzeczywiście kochają aż po grób, do tego stopnia, że kiedy umiera partner lub partnerka to one bardzo to przeżywają. Gęsi znane są z tego, że reagują na takie wydarzenia żałobą. Niektóre potem znajdują sobie kogoś nowego, a część z nich zostaje wdowcami do końca życia. – wyjaśnia Jacek Karczewski, obserwator ptaków, autor książek („Jej wysokość gęś”), autor audycji radiowych poświęconych ptakom. – Ptaki jednak bardzo różnią się w tych kwestiach, w zależności od gatunku. Tych sposobów na życie mają naprawdę dużo.

Istotne jest to, że aż 90% wszystkich ptaków łączy się w pary – mogą łączyć się na jeden sezon, mogą na kilka sezonów, albo na całe życie. W każdym razie tworzą „związek”. Tylko pozostałe 10% ptaków nie tworzy par – tutaj cała relacja samca i samiczki sprowadza się do bardzo krótkiego momentu zapłodnienia.

Turkawki, kawki, kruki, gołębie, gęsi, albatrosy, bieliki, łabędzie, żurawie, pingwiny – to przykłady ptaków, które zwykle łączą się w pary na całe życie. Niektóre z nich, jak np. łabędzie czy żurawie, stały się legendarne ze względu na „stałość uczuć”.

– Łabędzie stały się symbolem wierności małżeńskiej. Tymczasem nasze łabędzie nieme, najbardziej znane w Polsce, widywane w parkach, wcale aż takie wierne nie są. Okazuje się, że aż 40% par, prędzej czy później się „rozwodzi”. Natomiast łabędzie Bewicka (Cygnus columbianus bewickii), należące do gatunku łabędzi czarnodziobych (bardziej dzikie, u nas tylko przelotem) – mogą być faktycznie symbolem wierności – zaznacza Jacek Karczewski – Są to jedne z najlepiej przebadanych dzikich ptaków, szczególnie jeśli chodzi o ich obyczaje (około 60 lat intensywnych, szczegółowych badań). Na dziesiątki par łabędzi Bewicka zarejestrowano tylko 3 rozstania!

Łabędzie Bewicka (fot. iStock) Łabędzie Bewicka (fot. iStock)

Co ciekawe, wierzono niegdyś, że łabędzie pierze chronią przed zdradą. Dlatego, w dawnych czasach, kobiety wkładały w poduszki swoich mężów i kochanków łabędzi puch, wierząc, że pomoże on zatrzymać ukochanych mężczyzn w ich łóżkach.

Ptasie zdrady

Jacek Karczewski podkreśla, że w przypadku wielu ptasich par zdrada zwyczajnie się opłaca. Zdradzając można zapewnić sobie, w łatwy sposób, przekazanie swoich genów i mieć pisklęta „na boku” bez większego wysiłku.

Wychowanie piskląt to jest ciężka praca. Wyobraźmy sobie kilka takich gęsi, które ciężko pracują, żeby doczekać się dorosłych dzieci. – Zdradzając zapewniam sobie, że ktoś inny wychowa moje dzieci… A ja mam gwarancję tego, że moje geny poszły w świat. Natomiast jestem zwolniony z tych trudnych, wymagających i kosztownych obowiązków rodzicielskich. - Z tego punktu widzenia dla ptasiego samca jest to bardzo wygodne rozwiązanie – tłumaczy Jacek Karczewski.

Zdradzają też samice. Dla nich zysk będzie jednak inny. Partner może mieć np. ukryte wady genetyczne. Na tyle dobrze radził sobie przykładowo w okresie toków (godów), że partnerka nie zauważyła jego niedoskonałości. Dzieci jednak mogą te drobne wady odziedziczyć. – Dlatego być może warto, aby w tej mojej piątce dzieci, jedno było od innego taty. To pisklę ma oczywiście moją część genów, ale druga część należy do innego ojca, co może okazać się dobrym rozwiązaniem – wyjaśnia znawca ptaków. Zdrady opłacają się więc z genetycznego i ewolucyjnego punktu widzenia. Jakby nie było, „zdradzony” partner i tak pomoże samicy w wysiadywaniu jaj i w wychowaniu piskląt.

Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock) Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock)

 

– Do niedawna uważaliśmy, że ptaki, które łączą się w pary, i są w tych parach, są sobie wierne. Ten obraz wierności ptaków kompletnie zburzyły badania genetyczne, kiedy okazało się, że rodzeństwo, które wychowywane jest w jednym gnieździe, przez jedną mamę i jednego tatę, od strony genetycznej jest dość zróżnicowane – mówi Jacek Karczewski – Samice robią jeszcze jedną rzecz, z której do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy: podrzucają one jajka do gniazd swoich sąsiadek. I nie mówimy tu o kukułce. Szpaki, jaskółki, dzikie kaczki, gęsi – to też są ptaki, u których często dochodzi do podrzucania jaj do gniazd sąsiadek. Oczywiście dzieje się to wtedy, gdy sąsiadki nie ma w pobliżu…

Badając to, na ile ptaki są rzeczywiście sobie wierne, Jacek Karczewski przytacza pewien (dwuznaczny moralnie) eksperyment, który obala wiele mitów z tym związanych:

Bohaterami tego eksperymentu (zaznaczam, że nie do końca można go uznać za etyczny) były kosy, jedne z moich ulubionych ptaków, wspaniali śpiewacy. Kosy uważane były za monogamistów. Łączą się one w pary, często na wiele sezonów, wspólnie budują gniazdo. Samica składa jaja, które później wspólnie wysiadują. Potem razem opiekują się dziećmi, które z tych jaj się wylęgają. Otóż, w tym eksperymencie wyłapano samczyki, zanim jeszcze partnerki zostały zapłodnione i zaczęły składać jajka do gniazd. Wyłapano kilkanaście samczyków w danej populacji i każdego wysterylizowano… Wydarzyła się jednak rzecz niezwykła. Nie doszło do żadnego rozwodu. Natomiast wszystkie złożone jaja były pełnowartościowe (z embrionami w środku) i ze wszystkich jaj wylęgły się pisklęta. Czyli te wszystkie samiczki jakby wyczuły, że doszło do nieszczęścia i z własnym partnerem nie będą mogły mieć dzieci (jak to odkryły - pewnie się nie dowiemy), albo one i tak by tych samców zdradzały, niezależnie od tego eksperymentu.. Partnerów przecież już miały, a ci partnerzy pomogli im wychować pisklęta.

https://www.youtube.com/watch?v=4axfqloLdn4

On jest tylko mój!

Wróble też są monogamistami. Te sprytne, małe ptaszki, których mamy „pod dostatkiem”, rzadko wzbudzają nasze zainteresowanie. A tymczasem zazdrość, jaką można u tych ptaków zaobserwować, robi niemałe wrażenie.

– Wróblice bardzo nie lubią, kiedy partnerzy je zdradzają. Zdarzają się czasami, wśród wróbli, takie bardzo ambitne samczyki, że gdzieś tam „przyćwierkają” sobie jakąś samiczkę na boku i zakładają drugą rodzinę. Pierwsza partnerka nie wie oczywiście o tej drugiej. I lepiej, żeby nie wiedziała. Bo kiedy się dowiaduje to leci tam z potworną awanturą. Czasami bardzo dramatycznie się to kończy. Wróblica rozwala gniazdo, a jeżeli w tym gnieździe są już jajka to je niszczy. Jeśli są już pisklęta to wyrzuca je z gniazda, czasami zabija. Kończy się to zawsze tym, że partner wraca z podkulonym ogonem do swojej pierwszej „żony” – opowiada Jacek Karczewski o tragicznych skutkach „skoków w bok”.

Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock) Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock)

Zbiorowe gwałty

Do gwałtów najczęściej dochodzi w populacji kaczek, gdzie kaczory słyną ze swojej brutalności. Wystarczy wspomnieć, że wzburzony kaczor w czasie kopulacji potrafi utopić swoją partnerkę...

– Kaczory to są prawdziwe demony seksu – podkreśla Jacek Karczewski. – Kaczki łączą się w pary wczesną jesienią lub późną wiosną. Tutaj też nierzadko dochodzi do zdrad. Wiosną kaczka zakłada gniazdo, składa jaja, zaczyna te jaj wysiadywać i jakby znika z życia kaczora. U niektórych gatunków tropikalnych kaczor opiekuje się również swoim potomstwem. Natomiast w przypadku „naszych” kaczek taka pomoc samca nie występuje (wyjątkiem mogą być miejskie kaczory, które rzeczywiście pomagają partnerkom). Zwykle kiedy zaczyna się czas inkubacji kacze pary się rozpadają. Większość kaczek znika więc z rozlewiska, po którym wciąż pływają pięknie ubarwione kaczory. Jednak te godowe ubarwienia oznaczają, że męskie hormony buzują jeszcze w najlepsze, a kaczory nie bardzo znajdują dla nich ujście. Zdarza się więc, że kiedy na takim jeziorze pływa kilkanaście kaczorów i gdzieś schodzi z gniazda jedna kaczka – może się to dla niej bardzo źle skończyć. Dochodzi w takich sytuacjach do zbiorowych gwałtów, których kaczki czasem nie przeżywają…

Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock) Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock)

Źródło: WWF Polska, na podstawie podcastu Naturalnie z WWF „Tajemnice ptasiego seksu”.

  1. Styl Życia

Ośrodek Jelonki - czym zajmuje się ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt?

Ania Kamińska z Manią. Lisiczka, wyciągnięta ze studni przez strażaków, jest chora, ma małoocze, zostanie więc już w ośrodku. (Fot. Błażej Badowski)
Ania Kamińska z Manią. Lisiczka, wyciągnięta ze studni przez strażaków, jest chora, ma małoocze, zostanie więc już w ośrodku. (Fot. Błażej Badowski)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Trafiają tu chore, potrącone przez samochód. Maluchy zostawione przez rodziców albo niepotrzebnie od nich zabrane. Anna Kamińska leczy je, karmi, a potem wypuszcza. Bo taki jest cel: przywrócenie ich naturalnemu środowisku. Praca w Ośrodku Jelonki nigdy się nie kończy.

Do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt trafiają chore, potrącone przez samochód. maluchy zostawione przez rodziców albo niepotrzebnie od nich zabrane. Anna Kamińska leczy je, karmi, a potem wypuszcza. Bo taki jest cel: przywrócenie ich naturalnemu środowisku. Praca w Ośrodku Jelonki nigdy się nie kończy.

Najmłodszym mieszkańcem Ośrodka Jelonki jest wyderka. To chłopak. Ma kilka tygodni. I na razie jest bezimienny – Anna nadaje zwierzętom imiona dopiero, kiedy jest już pewna, że będzie dobrze, że wyjdą na prostą. Wyderkę znalazła pewna pani na swoim podwórku. Czekała do rana, miała nadzieję, że matka wróci po dziecko, nie złamała się nawet, kiedy wyderka głośno płakała. Niestety, mama się nie pojawiła, maleństwo wylądowało więc w Ośrodku Jelonki. – To prawidłowa reakcja – mówi Anna Kamińska, która ośrodek prowadzi. – Mniej więcej połowa zwierząt, które trafiają do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt w ciągu roku, zabrana jest z naturalnego środowiska zupełnie niepotrzebnie. Głównie to pisklaki. Młode ptaki, kiedy uczą się latać, muszą przecież opuścić gniazdo. Nauczyć się zbierać pokarm. A nie wiedzą jeszcze, że przed człowiekiem trzeba się chować czy uciekać. Ludzie, zwłaszcza w dużych miastach, widzą te nieporadne maluchy i zabierają, „żeby pomóc”. Uczulamy, żeby tego nie robić, prosimy – ale bezskutecznie. Słyszymy potem tłumaczenia, że w mieście niebezpiecznie, że koty czy samochody, że zwierzęta na pewno by zginęły. A wystarczyłoby przecież przenieść ptaszka kawałek dalej, w krzaki czy na trawnik. Jeszcze gorzej, gdy ludzie biorą zwierzęta do domu i sami próbują karmić, podając nieodpowiednie rzeczy. Ptak, zajączek czy mała sarna dostaje potem biegunki albo przestaje jeść. Dopiero wtedy zaczyna się szukanie miejsca w ośrodku, a my mamy dodatkowy problem.

Sarna Jaśmina została przywieziona w maju jako osesek. W tym roku zostanie wypuszczona. Sarna Jaśmina została przywieziona w maju jako osesek. W tym roku zostanie wypuszczona.

Anna kiedyś pracowała w schronisku w Elblągu. Trafiały tam czasem dzikie zwierzęta. – Zaczęłam je brać do domu, leczyć, pomagać. A w końcu zrodził się pomysł ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt. Dostaliśmy zgodę i tak się zaczęło. Wydaje się, że trzeba mieć do tego solidną wiedzę – przecież inaczej leczy się ptaka ze złamanym skrzydłem, inaczej zajmuje się sarną czy lisem… – Tak, choć kiedy obserwuje się zwierzęta, to dochodzi się do wniosku, że wiedza wiedzą, ale najwięcej daje doświadczenie – mówi Anna. – Zwierzęta dużo nam pokazują, komunikują, czasem jest to cenniejsze niż wiedza z książek czy nawet przekazana nam przez ludzi wykształconych, ale bez doświadczeń w pracy z dzikimi zwierzętami. Z czasem okazuje się, że po prostu już wiemy, co robić.

Bielik Gniewko trafił tu cztery lata temu z połamanym skrzydłem i uszkodzonym barkiem. Dożył swoich dni w Jelonkach. Bielik Gniewko trafił tu cztery lata temu z połamanym skrzydłem i uszkodzonym barkiem. Dożył swoich dni w Jelonkach.

I dodaje: – Nie traktujemy naszych zwierząt jak pupili. Kontakt z człowiekiem to dla dzikiego zwierzęcia na początku wielki stres. Kiedy podajemy leki czy zmieniamy opatrunki, staramy się to robić jak najszybciej, jak najsprawniej, bez zbędnych gestów czy czułego przemawiania. A kiedy widzimy, że mają się lepiej, przestajemy się do nich zbliżać, wchodzić do wolier, przenosimy je na duże wybiegi, gdzie sobie dziczeją. Uczą się chować przed człowiekiem. Ograniczamy do minimum nasz z nimi kontakt. Nie staramy się ich oswajać. Choć oczywiście nie znaczy to, że się do nich nie przywiązujemy. Czasem walka o zwierzę trwa długo, czasem trzeba je odchować od oseska, trudno więc wyłączyć emocje. I zawsze nam ciężko, kiedy przychodzi czas, że je wypuszczamy. Ale jednocześnie są też i radość, i satysfakcja.

Lisiczka Elwira trafiła do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt ze schroniska. Jest w Jelonkach pięć lat. I już zostanie. Zbyt długo była z ludźmi, nie poradzi sobie w środowisku naturalnym. Lisiczka Elwira trafiła do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt ze schroniska. Jest w Jelonkach pięć lat. I już zostanie. Zbyt długo była z ludźmi, nie poradzi sobie w środowisku naturalnym.

Teraz mieszkańców ośrodka jest 156. Z roku na rok ich przybywa. – W 2019 roku przewinęło się około 300 zwierząt – mówi Anna – a w ubiegłym przekroczyliśmy 400. Z tego mniej więcej połowę udaje się przywrócić na łono natury. Jasne, są porażki, czasem trzeba podjąć decyzję o eutanazji, czasem po prostu nic się już nie da zrobić…

Owcę Tosię odkupiła od jej właściciela sąsiadka. Nie mogła się pogodzić z tym, że owieczka skończy jako świąteczny obiad. Przywiozła ją do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt z Podlasia. Owcę Tosię odkupiła od jej właściciela sąsiadka. Nie mogła się pogodzić z tym, że owieczka skończy jako świąteczny obiad. Przywiozła ją do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt z Podlasia.

Jedyne zdrowe osobniki, o których z góry wiadomo, że u nas zostaną, to dziki. Nie możemy ich wypuścić ze względu na ASF (afrykański pomór świń). Reszta wcześniej czy później wraca do środowiska naturalnego – czasem po miesiącu, czasem po roku. A poprzednie wydry – Marcel i Pipa – były z nami dwa lata, niedawno je wypuściliśmy. Wszystko zależy i od gatunku, i od tego, w jakim stanie zwierzę do nas trafi.

Dzik, a właściwie locha, nazywa się Pyza. Przyjechała z Grudziądza dwa lata temu jako maluch. Jelonki będą już zawsze jej domem. Dzik, a właściwie locha, nazywa się Pyza. Przyjechała z Grudziądza dwa lata temu jako maluch. Jelonki będą już zawsze jej domem.

Czy to praca na pełny etat? Ania tylko się śmieje. – Na pełen i jeszcze jeden. 24 godziny na dobę. Choćby karmienie. Różne gatunki jedzą różne pokarmy. Już samo przygotowanie karmy dla całego tego zwierzyńca zajmuje masę czasu.

Chcecie pomóc? Możecie wirtualnie adoptować zwierzaka. A jeśli macie w domu stare koce,poduszki, pościel – wyślijcie do Ośrodka Jelonki. Anna zapewnia, że każda rzecz zostanie wykorzystana.
Skąd bierze na to siłę? – Właściwie nie wiem. Wczoraj źle się czułam, leżałam cały dzień, chłopak pomagał mi w ośrodku. Ale już dziś musiałam wstać, bo tęskno mi było, cały dzień zwierząt nie widziałam. Poszłam je nakarmić. Teraz ledwo żyję, ale było warto.
Zdjęcia: Dorota Leszczyńska, Rafał Kwiatkowski, Błażej Bladowski.