1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Parosmia – kiedy czujesz zapachy, których nie ma. Czy utrata węchu może doprowadzić do depresji?

Czy zmysły mogą nas okłamać? (Fot. PhotoAlto/Eric Audras/Getty Images)
Czy zmysły mogą nas okłamać? (Fot. PhotoAlto/Eric Audras/Getty Images)
„Wszystko miało dla mnie smak chemii lub zepsucia, zupełnie jakby jedzenie zgniło albo zawierało pleśń” – mówi Julia, pacjentka Guya Leschzinera, światowej sławy profesora neurologii i medycyny snu. Okazało się, że ma parosmię. Czym jest to tajemnicze zaburzenie? Jak bardzo nasze odbieranie rzeczywistości jest uzależnione od mózgu? I czy zmysły mogą nas oszukać? Publikujemy fragment książki „Kobieta, która widziała zombie”.

Fragment książki „Kobieta, która widziała zombie, prof. Guy Leschziner, wydawnictwo Znak Literanova. Wybór i skróty pochodzą od redakcji.

Ze wszystkich zmysłów węch i smak najbardziej odstają, gdy chodzi zarówno o ich naturę, jak i o nasze ich rozumienie. Na najbardziej podstawowym poziomie, w porównaniu z pozostałymi zmysłami, za pośrednictwem nosa i ust testujemy całkiem inne aspekty otoczenia. […]

W pełnym zrozumieniu tych dwóch zmysłów przeszkadza nam pogląd o ich względnej nieistotności, zarówno w życiu codziennym, jak i w związku z zaburzeniami klinicznymi. Węch i smak plasują się na szarym końcu ligowej tabeli zmysłów. Ślepota, głuchota czy odrętwienie mają znacznie większy, a do tego bezpośredni wpływ na funkcje życiowe, na życie w jego fundamentalnym wymiarze, niż utrata smaku czy węchu. Przecież niemożność odczuwania zapachu róży lub smaku jabłek nie oznaczałaby końca świata. To jednak nie jedyny powód, dla którego relatywnie mało wiemy na temat smaku i węchu. Badania naukowe dotyczące tych dwóch zmysłów ogranicza coś bardziej prozaicznego. Możemy łatwo określać ilość i właściwości światła, dźwięku lub dotykanych obiektów na podstawie położenia, długości fali, częstotliwości, intensywności czy ciśnienia. W jaki sposób jednak można osiągnąć to samo w przypadku aromatów czy smaków? […]

– Ludzie nabijali się ze mnie, śmiali mi się prosto w twarz. Siedziałam, zakrywając chusteczką nos, żeby zatrzymać wszelkie zapachy, a tak naprawdę po to, aby wstrzymać oddech. Oddychałam przez usta zamiast przez nos, żeby nie czuć tego smrodu, a ludzie się ze mnie naigrywali. Ktoś nawet stwierdził: „Przynajmniej nie jesteś głucha albo niewidoma”. W głosie Joanne wyraźnie słychać gorycz, gdy kobieta relacjonuje mi swoje doświadczenia z ostatnich pięciu lat – źródłem rozgoryczenia jest powszechny brak zrozumienia jej choroby i jej przemożnych skutków.

Początek problemów Joanne wyglądał dość niewinnie. W 2015 roku, w wieku czterdziestu kilku lat, złapała przeziębienie, które mieszkańcom Wielkiej Brytanii nieodłącznie kojarzy się z okresem jesienno-zimowym czy nawet wiosennym. Joanne mieszkała w Tyneside na północnym wschodzie kraju, gdzie znad Morza Północnego dmą porywiste wiatry, przeziębienie nie było więc dla niej niczym nowym. W tamtym przypadku jednak choroba utrzymywała się tygodniami, wywołując przewlekłe zapalenie zatok, które ostatecznie trzeba było leczyć antybiotykami. Przeziębienie dobiegło końca i kobieta szybko o nim zapomniała – przynajmniej do chwili, gdy kilka tygodni później zauważyła coś dziwnego.

– Zaczęłam wyczuwać bardzo nieprzyjemny, jakby zniekształcony zapach. Nie potrafiłam go do końca rozpoznać. Przypominał fetor gnijącego mięsa albo ścieków. To był naprawdę wstrętny odór.

Z czasem Joanne stwierdziła, że smród zaczyna się pojawiać wszędzie.

– Stawał się coraz gorszy. Towarzyszył mi w każdej sekundzie każdego dnia.

Problem nie dotyczył jednak tylko jej węchu. Zapach zgnilizny wdzierał się także do spożywanego przez Joanne jedzenia.

– Wszystko miało dla mnie smak chemii lub zepsucia, zupełnie jakby jedzenie zgniło albo zawierało pleśń.

Pewne zapachy wzmagały dyskomfort, a zatrzęsienie czynników wyzwalających nie pozwalało na normalne życie.

– Gdy stykałam się z dymem papierosowym, zapachem gotowanego jedzenia, kawy, a nawet płynu do zmiękczania tkanin czy perfum, ten wstrętny odór stawał się dwudziestokrotnie bardziej intensywny.

Zapach mięty w paście do zębów wywoływał u Joanne odruch wymiotny, musiała więc poszukać pasty pozbawionej smaku. W pracy wszechobecny zapach perfum i wody po goleniu koleżanek i kolegów z biura był dla niej nie do zniesienia. Kilka miesięcy spędziła na zwolnieniu lekarskim. Nawet jej relacje z bliskimi stały się napięte. Niedzielne obiady z partnerem i rodziną siostry przemieniły się w nie lada próbę. Zapachy jedzenia, dymu z kominka i poszczególnych osób szybko ją przytłaczały.

– Uciekałam więc na zewnątrz. Ale poza domem też jest się otoczonym przez zapachy. W drodze do sklepu można się natknąć na kogoś z papierosem. Zazwyczaj omijałam palaczy, nadkładając kilometr w przeciwnym kierunku. Nie mogłam znieść nawet zapachu skoszonej trawy. Wszystko to szybko odcisnęło na niej swoje piętno. Nowa rzeczywistość stała się dla Joanne źródłem olbrzymiego stresu.

– Chciałam tylko spać, bo jedynie w ten sposób mogłam uciec. Pragnęłam zapaść w hibernację. Nie miałam ochoty na wychodzenie z domu, spotkania z ludźmi, pobyt w pracy. Dosłownie pragnęłam tylko snu.

Niczym działanie cudownego owocu sensoryczny świat Joanne przemienił się w iluzję. Jej przejawem był nieustanny odór śmierci, zgnilizny i rozkładu – złudzenie zapachu, który przerażał, zamiast zachwycać. Cierpienia Joanne potęgował brak wsparcia i zrozumienia ze strony innych osób. Internista patrzył na nią pustym wzrokiem.

– Nigdy o czymś takim nie słyszał – wspomina Joanne.

Przepisywano jej rozmaite leki i spraye do nosa, ale na próżno. Pytam Joanne, czy jej rodzinie przyszło do głowy, że problem może mieć podłoże psychologiczne – sam miałem wcześniej styczność z pacjentami, których depresja wpędziła w psychozę tak głęboką, że wydawało im się, że otaczający ich świat gnije lub umiera.

– Pewnie rozumieli, że to kwestia biologiczna, ale nie mieli pojęcia, jak mi pomóc.

Jak to się często zdarza, „doktor Google” podsunął pewnego rodzaju odpowiedź. W ten sposób udało się ustalić nazwę przypadłości Joanne.

– Nie znałam tego słowa, a gdy spytałam o nie internistę, przyznał, że też go nie zna.

Ta nazwa to parosmia.

Prosta czynność oddychania. Niespieszny, głęboki wdech z zamkniętymi ustami. Subtelne zwężenie się nozdrzy, wibracje targanego turbulencjami powietrza łaskoczącego wnętrze nosa. Jest to akt nieświadomy, zwykły przejaw życia – równocześnie jednak, i w równej mierze nieświadomy, jest to wyraz czujności, testowania zewnętrznego świata, wykrywania zagrożeń, poszukiwania jedzenia, rodziny, potencjalnego partnera lub partnerki. Pojedynczym wdechem da się zbadać cały świat. U podstaw tego badania wszechświata leży zaś jedyny punkt styczny układu nerwowego ze światem zewnętrznym, z którego mózg sięga poza granice naszych ciał. W przypadku wszystkich pozostałych zmysłów mózg jest chroniony przez neurologiczne odpowiedniki bramkarzy strzegących wstępu do ekskluzywnego klubu – są nimi nerwy obwodowe i narządy zmysłów, takie jak uszy czy gałki oczne, które utrzymują świat na dystans. Gdy jednak chodzi o węch, mózg opuszcza gardę i wypuszcza macki daleko w otoczenie, bezpośrednio chwytając powietrze. Na studiach medycznych jako jeden z pierwszych elementów anatomii poznaje się nerwy czaszkowe, czyli dwanaście par nerwów wynurzających się prosto z mózgu i unerwiających różne obszary głowy, szyi oraz tułowia. Nerwy te odpowiadają za wrażenia płynące z głowy, ruch oczu, wzrok, a nawet działanie żołądka. Jednakże pierwsza ich para, nerwy węchowe, nie przypomina pozostałych. Na wzór nerwów wzrokowych wychodzą one z kresomózgowia zamiast z pnia mózgu, ale w przeciwieństwie do nerwów wzrokowych niemal wszystkie ich drogi ograniczają się do kresomózgowia, ich włókna zaś wchodzą w bezpośredni kontakt ze środowiskiem zewnętrznym. Włókna nerwów węchowych unoszą się swobodnie w błonie śluzowej kanałów nosowych, by następnie przecisnąć się przez przypominającą durszlak blaszkę sitową czaszki, strukturę kostną stanowiącą sklepienie kanałów nosowych. Same nerwy wychodzą jednak z mózgu – na dobrą sprawę z ich użyciem mózg sięga z głębi czaszki w otaczający nas świat.

[…]

Czasem mam do czynienia z pacjentami, których napady padaczkowe wywołane są w części mózgu położonej w pobliżu pierwszorzędowej kory węchowej, gdzie zapachy są doświadczane świadomie. Tuż przed atakiem, gdy pojawia się aura, osoby te zauważają nieprzyjemny zapach, na przykład palonej gumy, ponieważ niekontrolowana stymulacja elektryczna pobudza w ich mózgu te właśnie ośrodki. Nie ulega zatem wątpliwości, że temu podobne zjawiska mogą być wywoływane przez sam mózg, choćby w przejściowej formie napadów padaczkowych. Parosmię spotyka się jednak zawsze u osób, których węch jest już ogólnie osłabiony, co potwierdza tylko pogląd, że to zniszczenie lub zaburzenie działania neuronów węchowych leży u podstaw tego stanu, a nie coś na poziomie kory mózgowej. Opisy zniekształconych zapachów przypominających odór zgnilizny lub ścieków w przypadku tych pacjentów powtarzają się niemal za każdym razem. Ponadto większość z nich twierdzi, że ataki parosmii wyzwalają u nich określone zapachy, na przykład benzyny, tytoniu, perfum lub owoców. Źródłem problemu jest zazwyczaj ciężkie przeziębienie, przewlekłe zapalenie zatok lub uraz głowy, choć w przypadku nawet jednej czwartej osób przyczyna pozostaje nieznana. Pod wieloma względami zatem choroba Joanne to podręcznikowy przypadek parosmii.

Kolejną niezmiernie ważną cechą parosmii, a także innych zaburzeń węchu czy smaku, jest wywoływane przez nią przygnębienie. Ponad pięćdziesiąt procent osób cierpiących na tę przypadłość doświadcza w związku z nią objawów depresji. I również pod tym względem przypadek Joanne nie stanowi wyjątku. Choć kobieta nie nazywa tego po imieniu, w trakcie naszej rozmowy staje się dla mnie jasne, że choroba wywiera ogromny wpływ na jej samopoczucie. Joanne bez ogródek przyznaje, że chciałaby bez przerwy spać, gdyż w ten sposób może uciec przed prześladującym ją bez ustanku odorem zgnilizny.

– Nie da się myśleć o normalnym życiu, gdy bez przerwy czuje się jakiś wstrętny zapach lub smak – wyznaje. Nie była w stanie pracować ani spotykać się z ludźmi w celach towarzyskich, ledwie mogła przebywać w jednym pomieszczeniu z bliskimi. Zapachy pochodzące od innych osób dodatkowo wzmagały fetor, który czynił jej życie nieznośnym. Do jej rozpaczy przyczyniły się też jednak inne czynniki: czas, jaki zabrało uzyskanie trafnej diagnozy, oraz powszechny brak wiedzy na temat jej przypadłości wśród przedstawicieli profesji medycznych i osób z jej otoczenia, karuzela, jaką się okazały nieskuteczne formy leczenia, niepokój wywołany nie tylko parosmią, lecz także utratą określonych aspektów węchu.

– Nie byłam w stanie wyczuć gazu ani dymu – opisuje. – Czułam jakiś zapach, ale zlewał mi się z innymi. Bardzo mnie to martwiło.

Nawet po otrzymaniu diagnozy przyszłość dalej rysowała się w niepewnych barwach. Joanne poinformowano, że jej przypadłość jest nieuleczalna, i nikt nie potrafił wyjaśnić, czy jej węch kiedykolwiek wróci do normy.

– Stałam się bardzo drażliwa i zdystansowana, nie miałam ochoty przebywać w niczyim towarzystwie – wspomina. – Mojej rodzinie bardzo trudno zrozumieć, przez co przechodziłam, na podstawie moich opisów. Komuś, kto nie doświadczył tego na własnej skórze, naprawdę trudno pojąć, jak to jest.

Ostatecznie internista przepisał jej antydepresanty, ale Joanne stwierdza, że leki nie przyniosły praktycznie żadnych rezultatów.

Łatwo zrozumieć, w jaki sposób przeżycia Joanne mogą wywołać depresję – można sobie wyobrazić obciążenie, jakie wywarły na jej rodzinę, życie towarzyskie i zawodowe oraz chęć opuszczania domu i wchodzenia w jakiekolwiek interakcje ze światem zewnętrznym. Może tu jednak chodzić o coś więcej. Możliwe, że istnieje alternatywne wyjaśnienie zaburzeń nastroju, a przynajmniej inny czynnik, który wchodzi w grę. Jak już ustaliliśmy, węch to na tle innych zmysłów nie lada odszczepieniec. Szlaki łączące jego narządy z mózgiem są bardziej bezpośrednie i słabiej filtrowane. Brakuje elementu nerwu obwodowego, przez co sytuacja przypomina sięganie mózgu w głąb środowiska. W przypadku pozostałych zmysłów ścieżki prowadzące do kory mózgowej są dłuższe i bardziej zawiłe – biegną po nerwach, przez rdzeń kręgowy, pień mózgu lub rozmaite stacje przekaźnikowe, skupiska neuronów zwane „jądrami”. Gdy chodzi o węch, nic takiego nie występuje. Włókna nerwowe opuszki węchowej – części nerwu węchowego znajdującej się tuż nad blaszką sitową – stykają się bezpośrednio z korą węchową, centrum naszych doświadczeń zapachowych. Pierwszorzędowa kora węchowa jest jednak zaskakująco rozległa i składa się nie tylko z obszaru zaangażowanego w rozróżnianie zapachów, lecz także z regionów należących do układu limbicznego, czyli obszarów mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie emocji. Wydaje się więc, że to te partie mózgu mają za zadanie generowanie pozytywnych lub negatywnych reakcji na zapachy. Ciało migdałowate, czyli kluczowy region układu limbicznego, ulega wyraźnej aktywacji podczas skanowania mózgu, gdy pacjenci zostają wystawieni na działanie przykrych zapachów.

Poza pierwszorzędową korą węchową sygnały wejściowe dotyczące zapachu docierają także do dalszych obszarów mózgu. Gdy im się przyjrzeć, okazuje się, że zaskakująco często regiony zaangażowane w węch i związane z depresją się pokrywają. Co więcej, związki między węchem a samopoczuciem nie są wyłącznie anatomiczne – węch i depresję łączy najwyraźniej dwukierunkowa relacja. U osób z depresją kliniczną węch działa gorzej niż u uczestników badań z grupy kontrolnej, a ludzie z upośledzonym węchem zdradzają oznaki depresji, które zaostrzają się wraz z pogłębieniem się problemów z węchem. Badania potwierdzają, że objętość tkanki tworzącej opuszkę węchową jest zwykle mniejsza u pacjentów z depresją. Nawet u zwierząt istnieją silne zależności tego typu. Uszkodzenie opuszki węchowej u gryzoni powoduje zmiany w odporności, hormonach i poziomie związków chemicznych podobne do tych, które obserwuje się u ludzi z depresją, łącznie ze zmianami stężenia dopaminy i serotoniny w mózgu. Zmienia się również zachowanie gryzoni, zaczyna przypominać zachowanie dotkniętych depresją ludzi.

Niewykluczone zatem, że oprócz bezpośredniego wpływu parosmii na życie Joanne mogą istnieć bardziej fundamentalne przyczyny jej frustracji, wycofania i drażliwości – być może w grę wchodzi bezpośrednie oddziaływanie na jej mózg. […]

A zatem to węch raczej niż inne zmysły przypomina nam stany emocjonalne i związane z nimi wydarzenia. Mimo że inne rodzaje bodźców – muzyczne, dotykowe czy werbalne – równie sprawnie potrafią przywoływać wspomnienia różnych wydarzeń, wspomnienia ożywiane przez zapachy mają zawsze związek z sytuacjami nacechowanymi przez większy ładunek emocjonalny. Eksperymenty pokazują wręcz, że stany emocjonalne są w stanie wzmocnić więź między węchem a pamięcią. W ramach jednego z badań studentom przygotowującym się do egzaminu dano do wykonania zadania pamięciowe, których części towarzyszyły konkretne zapachy otoczenia, a innym nie. Osoby, które wystawiono na działanie zapachu, osiągnęły nieznacznie lepsze wyniki, lecz efekt ten okazał się najwyraźniejszy w przypadku studentów, którzy w trakcie nauki odczuwali duży niepokój.

Wydaje się więc, że istnieją punkty styczne łączące węch nie tylko z emocjami, ale także z pamięcią emocjonalną. Regiony mózgu zaangażowane w odczuwanie zapachów i przetwarzanie emocjonalne odgrywają zarazem ważną rolę w procesach pamięciowych. Ciało migdałowate odbierające bezpośrednie sygnały z nerwu węchowego pełni kluczową funkcję, gdy chodzi o doświadczanie strachu i „warunkowanie strachu”, czyli proces kojarzący neutralne wcześniej wydarzenie (choćby dźwięk hamującego samochodu) z lękiem (u kogoś, kto doznał traumy wywołanej poważnym wypadkiem samochodowym). Ten proces może się okazać bardzo niepomocny u osób cierpiących na zespół stresu pourazowego, u których zapach krwi, benzyny lub – jak w przypadku weteranów wojennych z Wietnamu – napalm może prowadzić do mocno wyolbrzymionej reakcji lękowej związanej z okropnymi wspomnieniami. Proces ten jednak może być istotny w związku z koniecznością przetrwania. Weźmy pod uwagę na przykład instynktowny lęk odczuwany przez mysz w reakcji na zapach kota – potencjalnie korzystny okazałby się też dla niej strach wywołany zapachem żwirku i karmy dla kotów. Tego rodzaju efekt przydałby się również ludziom. […]

Więcej w książce:

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze