...Ból czy stres? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo jest wiele rodzajów bólu, ale na pewno część z nich wiąże się z naszą psychiką i ogólnie nastawieniem. Przyjęcie takiej perspektywy oznacza, że musimy włożyć dużo więcej wysiłku i poświęcić więcej czasu, by wyzdrowieć, niż biorąc lek przeciwbólowy. A jednak warto myśleć bardziej holistycznie – podkreśla neurolożka dr Monika Czerska.
- Dr Monika Czerska, neurolog i specjalistka medycyny bólu, podkreśla, że wiele rodzajów bólu ma swoje źródło w stresie, emocjach i nieprzepracowanych traumach.
- Jej zdaniem część pacjentów nieświadomie „wybiera” chorowanie, bo ból daje im uwagę, współczucie i zwolnienie z odpowiedzialności.
- Skuteczne leczenie bólu wymaga nie tylko leków, ale także pracy nad sobą, zmianą stylu życia, czy diety.
- Czerska wskazuje, że dopiero uświadomienie i uwolnienie emocji może przynieść prawdziwą ulgę.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 6/2024.
Beata Pawłowicz: Czy głowa boli z powodu stresu, czy to ból głowy powoduje stres?
Dr Monika Czerska: Trudno powiedzieć, czy pierwszy jest stres, czy ból głowy. Kura czy jajko? Obie te sprawy są powiązane. Stres na pewno ma wpływ na napięciowe bóle głowy. Potwierdza to introspekcja: przypominamy sobie, że to obawa przed tym, co się wydarzy lub co się wydarzyło w domu bądź pracy, zasiała niepewność w naszym organizmie. Doszło do zwężenia naczyń krwionośnych i nastąpił ciąg zdarzeń, który doprowadził do wydzielenia się neuroprzekaźników bólowych.
Każdy człowiek może mieć inny ból głowy, jednak główny podział według międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD10 mówi, że najczęstszą przypadłością są właśnie napięciowe bóle głowy. Są nierozerwalnie związane ze stresem, nieprzepracowanymi emocjami, traumą z przeszłości, nawet traumą rodziny.
Możemy więc nie zdawać sobie sprawy, że jakieś wydarzenie tak głęboko nam się wryło w podświadomość, że po latach odezwie się w postaci bólów głowy.
Co poza psychiką odpowiada za ból głowy?
Przyczyn jest mnóstwo. Mogą to być: pogoda, zła dieta, brak snu, używki, zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej, hormonalnej i wiele innych. I pacjenci zazwyczaj wolą te inne wytłumaczenia, bo nie mają ochoty sięgać tak głęboko w swoją historię. Łatwiej przyjąć tabletkę albo zwierzyć się komuś, oddając odpowiedzialność za swoje braki lub oczekując wsparcia, współczucia i litości. Takie zabiegi dają chwilową ulgę, ale nie rozwiązują problemu, bo nie sięgają do jego praprzyczyny.
Dostajemy współczucie i znieczulenie bez trudnych wycieczek w głąb siebie?
Wiele osób wybiera chorowanie, bo myślą, że dzięki temu lepiej się im będzie żyło. W ich ocenie to sprawi, że rodzina bardziej się zaangażuje w bieżące życie, będą bardziej zaopiekowani, hołubieni. Nic nie będzie się od nich wymagać.
Ból bywa wyborem?
Czasami tak. Na siłę nikogo nie wyleczymy. Powiedziałabym, że tabletki w wielu sytuacjach nie są żadnym rozwiązaniem, bo po ich zażyciu ból znika na chwilę. Wielokrotnie widzimy efekt placebo – gdy na ból pomaga witamina C – albo nocebo – gdy nie ma przeciwbólowego efektu, mimo że powinien być.
Wszystko zależy od podejścia, od chęci współpracy, od intencji. Dość często w swojej praktyce obserwuję osoby, które tak się przyzwyczaiły do bólu i do przekonania, że nic nie pomaga, że nawet nie starają się tego ukryć. Noszą pliki niezrealizowanych recept, nie zaglądają do broszurek informacyjnych, jak radzić sobie z określonymi bólami, nie korzystają z bezpłatnych warsztatów edukacyjnych, natomiast chętnie lamentują, jak są nieszczęśliwi i schorowani.
Nasze społeczeństwo, a już zwłaszcza seniorzy, za często identyfikuje się z bólem, chorobami, niepełnosprawnością.
Co może im pomóc?
Pomogłoby, ale trudno wielu pacjentów przekonać, aby zastanowili się nad tym, że warto przeanalizować chociażby relacje w rodzinie, otworzyć się w kierunku nieprzepracowanych emocji czy może zmierzyć się z poczuciem pustki i samotności, w której żyją od wielu lat. Zazwyczaj nie chcą przyznać, że to może cokolwiek zmienić w ich życiu. Nie chcą się przyznać nawet sami przed sobą, że może być jakiś element niepasujący do ich układanki o spokojnym życiu. Że może coś nie poszło po ich myśli. Że kogoś zawiedli, że siebie zawiedli, że mają jakieś nierozwiązane problemy w rodzinie lub wygórowane oczekiwania.
Prawda zadziała przeciwbólowo?
Emocje, które zostaną uświadomione, zaakceptowane i uwolnione, nie muszą już dobijać się do świadomości poprzez ciało, somatyzować – objawiając się na przykład w postaci bólów głowy. Ból może minąć. Ale jest jeszcze druga równie trudna sprawa, czyli wzięcie odpowiedzialności za swoje zdrowie. Tu potrzeba refleksji i zadania sobie pytania: co zrobić, aby bóle minęły i nie nawróciły? I tu zaczyna się praca własna: dieta, aktywność fizyczna i umysłowa czy dobre nastawienie.
Żeby głowa nie bolała, trzeba zmienić swoje życie.
Zmianę wystarczy czasem zacząć od tego, by odmówić sobie słodyczy, zamienić je na owoce, zdrowe przekąski. Wielokrotnie bóle utrzymują się, bo pojawiają się interakcje między stosowanymi lekami bądź leki same w sobie mogą dawać bóle głowy. Proste! Tylko że lekarz, który zwraca uwagę na te problemy i nie chce zapisywać kolejnych leków – zdaniem wielu pacjentów – po prostu się nie zna. Problemem nie do pokonania bywa konieczność wypicia półtora litra wody dziennie, kiedy do tej pory nie piło się jej prawie wcale. Ciasta i leki zostają. Niestety, ból też.
A jeśli pacjent odważy się przyjrzeć swoim emocjom?
To jest duża szansa, że sobie pomoże. Naukowo udowodniono, że nieuświadomione emocje powodują przewlekłe napięcie mięśni przykręgosłupowych i mięśni czepca, co z kolei powoduje zmniejszenie mikrokrążenia w tej okolicy oraz niedokrwienie i niedotlenienie mózgu. Bóle napięciowe często zaczynają się od okolicy potylicznej, potem opasują całą głowę jak obręcz. Bóle przewlekłe, trwające powyżej 15 dni w miesiącu, dotykają większości naszych seniorów i ewidentnie związane są z podniesionym progiem napięcia. Epizodyczne, czyli poniżej 15 dni, to zmora kobiet w średnim wieku.
To wszystko efekt stresu i uciekania od prawdziwych emocji?
Tak, dlatego leki przeciwbólowe nie dają długotrwałej ulgi. Wielu jednak bierze je przez lata i nie słucha lekarzy, którzy mówią: nie tędy droga! Dopiero kiedy cierpiący dowie się, że siostrze czy koleżance ból minął po leku uspokajającym czy adaptogennym, zaczyna się zastanawiać, czy może to jednak nie przez emocje. Wtedy sobie przypomina, że lekarz coś o tym wspominał.
Czy po samym rodzaju bólu wie już pani, jaka jest jego przyczyna – że to na przykład ból napięciowy?
Już sam sposób chodzenia dużo mówi, sporo informacji dają badania odruchów, napięcie choćby mięśni żwacza, mięśni skroniowych, wzmożone napięcie mięśni przykręgosłupowych, tkliwość okolic skroniowych czy potylicznych. Język z białym nalotem, będący sygnałem nieprawidłowego funkcjonowania wątroby i trzustki. A to oznacza brak poczucia bezpieczeństwa, lęki, brak snu. Jeśli pacjent jest zdecydowany podjąć pełne leczenie, czyli wszelkie działania zmierzające do odzyskania dobrostanu, i mamy na to czas, to po badaniu stawiamy razem z pacjentem wstępną diagnozę.
Potem razem wyznaczamy cele na teraz, czyli krótko terminowe. A więc co jest na już, bo nie pozwala żyć. Średnioterminowe, czyli co możemy zrobić w ciągu najbliższych trzech miesięcy, żeby było lepiej. No i cele długoterminowe, czyli co możemy osiągnąć przez lata współpracy, aby iść w kierunku zdrowia, dobrego samopoczucia i długowieczności.
Mówi pani o latach współpracy, a czy pacjenci nie chcą po prostu dostać receptę i iść do domu?
Jeśli pacjent tak myśli, to możemy skończyć poradę na pierwszej wizycie. Jeśli chce naprawdę zająć się uzdrawianiem swojego organizmu, to mówimy o zmianie stylu życia, odżywiania czy spędzania wolnego czasu. Ja biorę pod uwagę całego człowieka. Przedstawiam pacjentowi, co może zrobić. Jestem neurologiem, dlatego mówię m.in. o technikach mindfulness, o tym, że warto zacząć dzień od poczucia wdzięczności. Skupić się na zasobach, czyli na tym, co ma dwie ręce, dwie nogi...
Pozytywy leczą?
Dokładnie od nich warto zaczynać dzień. Potem szklanka ciepłej wody, szot witaminowy, prebiotyki. To wspomoże mózg poprzez jelita. Do tego energetyczne śniadanie i albo suplementy: kwasy omega3 i 6 oraz witamina D, albo warzywa i owoce: pietruszka, seler naciowy, cytryna, jabłko. Trzeba karmić swoje ciało, żeby uwierzyło, że zawsze może sięgać do zasobów. W pracy trzeba mieć dwie przerwy. Napięcie mięśni przykręgosłupowych po całym dniu pracy przy komputerze będzie nam nasilało bóle głowy. Stąd konieczność określonych ćwiczeń, które podpowiadam pacjentowi.
Na atmosferę w pracy nie mamy wpływu, ale jeśli na coś nie mamy wpływu, to możemy do tego zmienić stosunek.
Jeśli nie zaczniemy pracy od siebie, a tego, co ma nas na przykład uspokoić, będziemy szukać na zewnątrz, to nie robimy dobrze, bo ktoś inny raz nas pochwali, a raz zgani...
A jaka jest rola psychoterapii?
Jeśli ktoś ma możliwości, to często zalecam. Zazwyczaj gdy widzę, że bóle głowy są wieloletnie i zakorzenione bardzo głęboko, więc sama mogę sobie nie poradzić – bo też jako lekarz neurolog nie mam tyle czasu, ile ma psycholog. Lekarzy neurologów brakuje, mam wielu pacjentów także w szpitalu.
Psychoterapia w wielu przypadkach bywa konieczna, ale pacjent może nie chcieć lub nie móc z niej skorzystać. Zawsze jednak mówię, że praca nad sobą i rozwój może być prowadzony w różnych kierunkach. Pomóc mogą: mentor, coach, psycholog, coach zdrowia, psychiatra. Czasami trzeba sięgać w różne miejsca.
Czy może pani podać przykład, gdy ból bez wejrzenia w prawdę emocji nie minął.
Pamiętam kobietę, która bardzo chciała zajść w ciążę. Wiele lat robiła badania, brała różne leki, ale nie chciała in vitro. Liczyła, że się uda w zgodzie z naturą. Ponieważ to się nie udawało, przeżywała ogromny stres. Zaczęła przychodzić do mnie z powodu bólów głowy i złego samopoczucia. Okazało się, że poza tym ma zespół jelita drażliwego, czyli ma biegunki na przemian z zatwardzeniami. Ale tego, co przeżywała, w ogóle nie łączyła ze stresem. Odwiedzała kolejnych gastrologów i nic jej nie pomagało. Kiedy trafiła do mnie, narastały konflikty między nią i jej mężem, a ból głowy pojawiał się przy każdym stosunku i nie mijał na drugi dzień. Nic sobie z tego nie robiła do czasu, aż bóle głowy stały się tak częste, że przestała sobie radzić w pracy. Miała trudności w koncentracji.
Miała bóle uciskające i rozchodzące się jak obręcz?
Mówiła, że ma wrażenie, jakby jej ktoś głowę klamrą ściskał. Nie chciała brać leków, a ja nie naciskałam, bo wciąż czuła się, jakby była w drodze do wymarzonego dziecka. Próbowałam różnych technik, m.in. uwalniania emocji doktora Hawkinsa. Wciąż czułam w niej jakąś blokadę. U mnie w gabinecie ćwiczyła, ale kiedy wracała do domu, nic nie robiła. Miała nastawienie roszczeniowe i tak naprawdę czuła się pokrzywdzona. Mówiła, że nikt jej nie pomógł, a ona wydała majątek. Czuła się nieszczęśliwa. Wkrótce potem odszedł od niej mąż, a ona wpadła w depresję tak ciężką, że musieli z nią zamieszkać rodzice.
Co jej pomogło?
Po warsztatach rozwoju duchowego, gdzie spotkała inne kobiety z podobnymi doświadczeniami, przestała mieć dolegliwości bólowe. Tam poznała siebie, swoje emocje, spojrzała prawdzie w oczy. Przestała oczekiwać, że inni dadzą jej jakiś cudowny środek, wzięła życie w swoje ręce. Wcześniej miała syndrom ofiary, oczekiwała, że inni będą za nią rozwiązywali jej problemy. Chciała zajść w ciążę i wszystko, wszystkich temu podporządkowała. Dzięki pracy nad sobą otworzyła serce, czyli zobaczyła potrzeby innych ludzi. A wtedy nie było już tak ważne to, czy ma dziecko, czy nie... bóle minęły. Wgląd w swój egocentryzm okazał się dla niej leczniczy.
Monika Czerska – dr nauk medycznych, specjalistka neurologii, balneologii i medycyny fizykalnej. Doktorat obroniła w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Obecnie koncentruje się na medycynie bólu i mechanizmach jego hamowania przy znoszeniu bólu ostrego, przewlekłego i neuropatycznego.