Chcemy, żeby były zdrowe i szczęśliwe. Dbamy o nie – czy zawsze mądrze? Rozmowa z mgr inż. Maria Milczarek, zoofizjoterapeutką, instruktorką psiego fitnessu i zwierzęcą dietetyczką.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 12/2025.
Joanna Derda: Wiemy, że zdrowie człowieka to dobrostan: psychiczny i fizyczny. A co z dobrostanem zwierząt domowych: psów, kotów? Czy myśląc o nim, nie popełniamy błędu, nie przykładamy ludzkich miar do naszych pupili?
Maria Milczarek: Zawsze uważam, że lepiej nadmiernie się przejmować, niż zaniedbywać zwierzę czy ignorować jego objawy. Zwierzę nie powie, że je boli. Powinniśmy więc zwracać uwagę na wszelkie zmiany zachowania, one mogą pokazywać, że zwierzę nie jest w homeostazie, że coś zaczyna się dziać. Z psami jest trochę łatwiej, więcej mamy z nimi kontaktu, wychodzimy na spacery, to daje pole do obserwacji, łatwiej wtedy zauważyć, że coś się zmienia, np. pies się kładzie w czasie spaceru, ma problem z chodzeniem po schodach albo zaczyna kuleć – to już ewidentna demonstracja dyskomfortu. U kotów natomiast mogą się pojawić zachowania, które ludzie często interpretują jako złośliwe, mówimy: sika, znowu robi mi na złość. No nie, sika, bo coś się zmienia w jego zdrowiu, samopoczuciu. Jeśli uczłowieczamy zwierzę, ale efektem tego uczłowieczania jest troska o jego zdrowie, częściej psa czy kota badamy, dbamy o niego – to myślę, że jest to tylko na plus. Natomiast problem pojawia się, kiedy przebieramy zwierzaka, przekarmiamy go, podajemy mu ludzkie jedzenie. Czyli przekraczamy granice. Nie szanujemy tego, że to inne gatunki, z innymi potrzebami żywieniowymi i behawioralnymi. Humanizacja w tę stronę nie powinna mieć miejsca.
Mam znajomego, który zapasł swojego psa, karmiąc go ciastkami. Tłumaczył: „Wiem, pewnie będzie żył krócej, ale za to w pełni, chcę mu zapewnić jak najwięcej radości i przyjemności”. Czy ciastka to szczyt psiej przyjemności?
Przykładamy ludzką miarę do innego gatunku. To nie ma sensu. Pamiętajmy też, że zwierzęta udomowione nie mają wyboru, są w stu procentach od nas zależne. Jeśli otyłość psa czy kota nie wynika z choroby, to jest naszą winą. Najczęstsza przyczyna otyłości u psów to ich przekarmianie. Podawanie im pokarmów dla nich nieodpowiednich, jedzenia ludzkiego, z naszego stołu.
Trzeba powiedzieć otwarcie: świadome doprowadzanie do otyłości to znęcanie się nad zwierzęciem. Psy otyłe mają problem z poruszaniem się, są narażone na wiele chorób, które skracają im życie. Jeśli ktoś świadomie żywi psa w taki sposób, by „dać mu trochę przyjemności” w naszym ludzkim rozumieniu, jest to zaniedbanie, które trudno usprawiedliwić. Może tym przekarmianiem kompensujemy po prostu brak czasu?
Czytaj także: „Nie musimy wyobrażać sobie piekła – wystarczy opisać to, co człowiek jest w stanie robić zwierzętom” – mówi Karolina Kuszlewicz, adwokatka zwierząt
Mieszkamy w mieście, mamy psa – jak dbać o niego, żeby był szczęśliwy?
Spełnianie potrzeb gatunkowych psów miejskich to osobny problem. Coraz częściej widzimy na przykład, że psy małych ras nie chodzą na własnych łapach, tylko przemieszczają się w kontenerkach, torbach transportowych, właściciele potrafią spędzać z nimi dużo czasu w kawiarniach, restauracjach, galeriach handlowych. Galerie otwierają się na psy, i świetnie, ale pamiętajmy: psy nie potrzebują zakupów z nami w galerii handlowej, tylko prawdziwego spaceru, swobodnego ruchu, aktywności, nie 15 minut dookoła bloku trzy razy dziennie. Takie potrzeby ma każdy pies, mały także. Poza tym każda rasa ma swoją specyfikę, czego innego wymaga pudel, czego innego terier, czego innego pies „ozdobny”, a czego innego pasterski.
Miasto przytłacza psy. Należy im się spacer w innych warunkach, spokojniejszych, otwartych, jak łąka, las, pole, bez tylu czynników zewnętrznych, jak tramwaje, autobusy, samochody, ludzie na rolkach, rowerach, wózki, dużo innych psów, bo w efekcie ilość zapachów, bodźców może być przytłaczająca. Z drugiej strony psy, które mają tylko aktywności weekendowe (weekend na działce, bieganie przy płocie lub kilkugodzinne marsze), na które nie są przygotowane fizycznie, są bardziej narażone na kontuzje, które nie muszą się zresztą objawiać tym, że od razu przestaną chodzić czy zaczną kuleć, problem może na skutek wielokrotnego powtarzania tego samego ruchu narastać i ujawnić się po jakimś czasie. Dlatego tak ważna jest regularna aktywność psów i dbanie o nie na co dzień, a nie od święta.
My też czasem kupujemy karnet na siłownię, bez przygotowania robimy forsowne ćwiczenia, co nie kończy się dobrze.
Niestety. Inny problem jest z kotami, z nimi raczej nie wychodzimy na spacer, w efekcie koty mają zwykle za mało ruchu. Powinny mieć wtedy zapewnioną aktywność w domu – na przykład zabawy z wędką, realizowanie ich potrzeb łownych. Inaczej zaczynają chorować na otyłość, a odchudzić kota to wyzwanie.
Jeśli chodzi o psy, musimy też zdawać sobie sprawę z tego, że spacer pod blokiem czy kółko po osiedlu na smyczy, nawet godzinne, to nie jest żadna aktywność. Normy żywieniowe pokazują średni poziom psiej aktywności jako 2-3 godziny dziennie. Niski poziom – poniżej 2 godzin, a wysoko aktywne zalecenia kierowane są do psów sportowych i pracujących. Tabele dawkowania na opakowaniach karm dla psów często przedstawiają uśrednione wartości, co może przyczyniać się do podawania zawyżonych porcji karmy, a w konsekwencji – do wzrostu masy ciała. A często psy mają poniżej tych 2 godzin aktywności dziennie, dodatkowo są kastrowane, więc ich zapotrzebowanie kaloryczne jest o wiele mniejsze niż sugerowane na etykiecie karmy. Czasem, by zintensykować ruch psa na spacerach, rzucamy mu piłkę.
To źle?
Trzeba z tym uważać. Oczywiście uda nam się w ten sposób zmęczyć psa, ale to aktywność, która może być kontuzjogenna i pod kątem behawioralnym niebezpieczna. Są rasy, jak np. jack russel terrier, które kochają piłeczki i nic innego mogłyby na spacerze nie robić, nie potrafią swobodnie przejść do innej aktywności. Z rzucaniem piłeczki trzeba więc uważać, wszystko jest dobre, jeśli znamy umiar.
Musimy wiedzieć, kiedy skończyć zabawę?
Dobrze mieć komendę rozpoczynającą i zwalniającą, żeby spacer nie kojarzył się wyłącznie z piłką, takie hasło, które kończy aportowanie i jest sygnałem, że teraz pora na swobodny ruch. Inaczej pies będzie cały czas zafiksowany na piłce. A wystarczy, że w amoku gonienia za nią wpadnie w dołek w pełnym pędzie i dochodzi do zerwania więzadła, kontuzji bolesnej dla psa i kosztownej dla opiekuna. Jeśli pies jest otyły, to prawdopodobieństwo zerwania więzadła się zwiększa.
Skoro o otyłości mowa – co z dietą? Są różne poglądy na karmienie zwierząt, jedni mówią, że tylko karmy suche, inni – że owszem, ale specjalistyczne, weterynaryjne, są też zwolennicy cateringu i gotowania w domu. Co wybrać?
Uważam, że nie ma jednego słusznego i idealnego sposobu żywienia. Jeśli chodzi o koty, to powinny one ze względów zdrowotnych przyjmować jedzenie, które będzie zawierać wodę. W jakiej formie – to zależy od wiedzy i możliwości opiekuna. Ale na pewno część kocich posiłków musi stanowić mokra karma.
Żywienie psów zależy od naszych możliwości i preferencji psów. Staram się unikać skrajnych ocen. Karma sucha to oczywiście pokarm przetworzony i musimy sprawdzać, czy będzie służyć naszemu podopiecznemu, to priorytet. Jeśli nie gotujemy sami, możemy podawać karmę mokrą, na rynku są także cateringi, choć, zwłaszcza jeśli chodzi o duże psy, bywają kosztowne. Dobra forma psa będzie sprawdzianem, czy karmimy go właściwie.
Jak to sprawdzać?
Pies nie może być otyły, nie może też mieć niedowagi. Musimy czuć jego żebra, powinna być zaznaczona talia, podkasany brzuch. Dalej: trzeba obserwować odchody. Muszą mieć właściwą konsystencję, nie budyniową, powinny łatwo dać się zbierać, nie zostawiać śladów na trawie, mieć odpowiedni jednolity kształt. Kolejne sprawy to stan pokrywy włosowej, dobre wyniki badań krwi i USG jamy brzusznej. Jeśli to wszystko jest w porządku, to możemy być spokojni, że sposób żywienia służy naszemu psu.
Czy suche, czy surowe, czy gotowane, to zależy od naszej wiedzy i możliwości. Ale pamiętajmy, że możemy wyrządzić psu krzywdę, podając jedzenie niezbilansowane, np. samo mięso. Żywienie mięsem bez źródła wapnia będzie zaburzało gospodarkę wapniową, wpływało na kościec, na zdrowie zwierzęcia. Jeśli nie stosujemy specjalistycznej diety, to często zalecam karmienie karmami komercyjnymi. Karma mokra będzie droższa, ale mam wielu pacjentów na systemie mieszanym: mokre i suche. Opiekun ma wtedy chrupki do nagradzania, a karmę mokrą podajemy w formie posiłku z miski, łatwiej też zachować bilans kaloryczny. Często ludzie mają potrzebę gotowania, ale najpierw trzeba się dowiedzieć, co i jak gotować. I nie brać za wzór diety psa koleżanki, nawet jeśli ten jest zdrowy i pełen energii. To jak z ludźmi, nie zawsze to, co dla sąsiadki dobre, jest dobre i dla nas.
Czytaj także: „Nie czuję się sobą przy ludziach. Przy moim kocie – zawsze”. Zwierzęta dają osobom w spektrum to, czego nie daje im świat
Skąd się dowiedzieć, jak dobrze gotować dla psa?
Badania mówią jasno, że sporo psów w Polsce ma cały czas suchą karmę w misce, to zazwyczaj karma marketowa, a dodatkowo opiekunowie gotują psom sami. I te posiłki składają się z ryżu albo kaszy, marchewki i mięsa, zazwyczaj to drób albo podroby. Wymieniłam w kolejności zawartości procentowej, czyli mięso jest zwykle dodatkiem. Ten sposób karmienia sprzyja otyłości.
Wiedzę o psim żywieniu można zyskać z internetu, są książki z przepisami, można udać się na konsultacje dietetyczną i dostać zalecenia dla naszego psa. Ale najważniejsza zasada jest taka, żeby mięso gotować krótko, małe kawałki ok. 10 minut, a warzywa do miękkości i rozdrabniać. Nie robimy rosołu, nie chcemy podawać psu rozwodnionej treści, tylko mięso, a ono traci na wartości, kiedy większość składników odżywczych zostaje w bulionie.
Moja córka po posiłku nigdy nie wychodzi z psami na spacer, a kiedy są na działce w lesie, zamyka je po jedzeniu w domu na pół godziny. Ma to sens?
Ma. Chodzi o to, żeby zminimalizować ryzyko skrętu żołądka, zwłaszcza większe rasy mają do tego predyspozycje. Ale jedzenie co do zasady powinno być podawane w warunkach spokojnych. Każdemu psu, nie tylko dużemu. Przed posiłkiem pies potrzebuje kilkunastu minut wyciszenia, a po posiłku – do dwóch godzin spokoju. To sprzyja trawieniu, pobudzenie wręcz przeciwnie.
Ile razy dziennie należy karmić psa, a ile kota? Bo rozumiem, że sucha karma w misce non stop to nie jest ideał.
Absolutnie nie jest. A to jeden z najpopularniejszych błędów. Koty powinny jeść częściej, za to mniejsze porcje. Egzamin w ich przypadku zdają karmniki wydające jedzenie o określonej godzinie. Natomiast jeśli chodzi o psy, zalecenia mówią, że powinny dostawać dwa posiłki dziennie, jeden w formie spokojnej, z miski, drugi w formie interaktywnej, czyli zabawy węchowe, nagradzanie w treningu czy zabawa w domu – w celu stymulacji umysłowej psa i zaspokojenia jego potrzeby zdobywania jedzenia.
Psy lubią rytuały. Np. micha z jedzeniem po porannym spacerze, po południu długi spacer i jedzenie w formie interaktywnej, po wieczornym spacerze już karmienia nie ma – i to się staje dla psa rutyną. Jeśli nie zjada, to po 15 minutach powinniśmy miskę zabrać i podać na następny posiłek. Psy same z siebie się nie zagłodzą, uspokajam opiekunów, którzy boją się, że jak pies nie zje, nastąpi koniec świata – nie nastąpi. Zdarza się, że nie jedzą, bo czekają na coś lepszego. Szybko łapią schematy: nie zjadłem karmy, a po chwili pojawił się kabanos, więc zostałem nagrodzony, że nie zjadłem. Albo nie zjadłem karmy i dostałem łyżkę oleju, który zwiększył smakowitość, to teraz też poczekam na dosmaczenie. Zaburzenia powstają, bo psy są nagradzane, jeśli nie zjedzą.
Czyli nie ma powodu do niepokoju, kiedy pies nie je?
Jeśli taka sytuacja się powtarza, trzeba skonsultować się z lekarzem. A my zwykle zamiast tego zmieniamy karmę. Myślimy: znudziło mu się, przecież całe życie jadł to samo. Prawda jest taka, że to my mamy potrzebę urozmaicania psom diety. Nie mówię, że to źle, podawanie różnych gatunków mięs czy warzyw jest OK, ale chodzi o to, żeby naszych wyobrażeń nie przelewać na psa. Nie przychodzi nam do głowy, że problem może być całkiem gdzie indziej – np. nie sprawdzamy psu jamy ustnej. A może mieć stany zapalne dziąseł utrudniające jedzenie. I kiedy w końcu weterynarz to sprawdza, jest już 10 zębów do wyrwania…
Czytaj także: Eksperci obalają mit „szalonej kociary”. Oto 7 cech osób, które rozmawiają ze swoimi zwierzętami tak jak z ludźmi
Czy możemy z psa zrobić wegetarianina? Bo z kota się nie da.
Wróciłabym do tego, że pies jest całkowicie zależny od nas, więc tak, możemy z niego zrobić wegetarianina. Inna rzecz – czy powinniśmy. Badania wskazują, że karmy wegetariańskie nie spełniały norm żywieniowych, przez co mogły powodować niedobory w diecie psów. Można próbować to bilansować, psy są w stanie funkcjonować na takiej diecie, jednak nie sądzę, by to było właściwe. Rozumiem, że weganie unikają produktów odzwierzęcych i jest im ciężko, kiedy ich zwierzęta je jedzą. Jednak psom zdecydowanie bliżej do mięsożerców niż do wszystkożerców. Sugeruję, żeby jako przysmaki podawać coś wegetariańskiego, ale podstawę niech stanowią dobrej jakości karmy mięsne. Pies, gdyby mógł wybierać, wybrałby kawałek mięsa.
Jak często robić psom badania kontrolne?
Najlepiej mieć „swojego” lekarza weterynarii, czyli psiego internistę, on będzie nas prowadził. Ale generalnie zdrowym dorosłym psom powinno się raz w roku robić badania krwi i USG jamy brzusznej. No i każdy pies przynajmniej raz w życiu powinien przejść kontrolę ortopedyczną. W okolicach roku, po zamknięciu płytek wzrostu, oczywiście jeśli nic wcześniej nas nie zaniepokoi. Zresztą w pierwszym roku życia psa jesteśmy na ogół częściej u weterynarza choćby ze względu na szczepienia, więc lekarz, jeśli zauważy coś niepokojącego, podpowie nam, żeby pójść na konsultację. Ale nawet jeśli nie, namawiam, żeby się do ortopedy wybrać, zwłaszcza jeśli nie znamy pochodzenia psa. Pamiętajmy, że psy maskują ból czy dyskomfort. A jeśli to nasz pierwszy pies, możemy po prostu nie wiedzieć, że nieprawidłowo się porusza.
Jest pani psią fizjoterapeutką. Co to za zawód?
Intensywnie rozwija się od mniej więcej pięciu lat, ale liczba psów, które potrzebują opieki, jest coraz większa. Lekarze, którzy z nami współpracują, widzą, że rehabilitacja pomaga, odsyłają więc psy na terapię. Mamy klientów, którzy przychodzą już ze szczeniaczkami, są rasy predysponowane chondrodystroficznie (skłonności do nieprawidłowego rozwoju chrząstki i kości), jak corgie czy owczarki niemieckie, takie psy mogą mieć problemy z układem ruchu. Nieprawidłowości można rehabilitować – oczywiście po diagnozie u specjalisty ortopedy.
Ustalamy też rodzaje aktywności, które będą służyć psu, i te, których trzeba unikać. Pomagają masaże, zabiegi bieżni wodnej, psi fitness, opiekunowie ćwiczą też z psem w domu. I to często daje spektakularne rezultaty. Mam teraz pacjenta, młodego golden retrievera, z diagnozą dysplazji stawów biodrowych. Po ok. trzech miesiącach rehabilitacji, sesji masaży i ćwiczeń w domu lekarz napisał, że to inny pies.
Maria Milczarek od 2014 roku związana z tematyką żywienia psów i kotów. Prowadzi zajęcia psiego fitnessu, dobiera karmy i plany żywieniowe, przeprowadza zdrowe odchudzania podopiecznych, a jej terapie manualne przynoszą rezultaty. Prywatnie życie dzieli z suczką Tali oraz kotkami Iłką i Krówką.