Jazda na rowerze – moda czy styl życia?

jazda na rowerze
123rf.com

Jazda na rowerze to coś więcej niż wysiłek fizyczny. To przyjemność podróży, swobodnego przemieszczania się, pracy wielu mięśni. Są tacy, którzy
nie wyobrażają sobie bez tego życia

Od czasu, gdy w miastach pojawiła się moda na rowery, nie dziwi już pedałujący mężczyzna w garniturze ani kobieta w sukience i na szpilkach. Bo czemu ma dziwić? Rower to nie tylko świetny sposób na aktywny wypoczynek, ale też zdrowy i ekologiczny środek transportu.

Rowerem przez miasto

Kasię Bąkowicz, logopedkę medialną, przekonała trochę moda, a trochę znajomi. Po 10 latach przerwy w jeżdżeniu kupiła rower. Ale nie byle jaki, tylko rower swoich marzeń – wygodny, stylowy, miejski. Zrobiła go na zamówienie i okazało się, że wcale nie był to duży wydatek. Odtąd jeździ na nim, gdy tylko pozwala na to pogoda. – Odstawiam rower w październiku i wystawiam, gdy dni robią się cieplejsze – opowiada. – Jeżdżę rowerem do pracy, na spotkania ze znajomymi albo po prostu dla relaksu. Rower to dla mnie środek transportu, sport, ale też styl życia.

Jazda na rowerze ma same plusy – spędzasz dużo czasu na świeżym powietrzu, omijasz korki, a na dodatek dbasz o swoją kondycję. Coraz więcej pracodawców pozwala swoim pracownikom na zostawianie dwóch kółek w firmowych garażach, a właściciele miejskich knajp zgadzają się, by trzymać je nawet przy ogródkowych stolikach. Kasia przyznaje, że dla niej i znajomych często taka knajpa jest miejscem startowym do całodziennych wycieczek rowerowych po mieście. – Ostatnio w ten sposób spędziliśmy majówkę i to był niesamowicie integrujący i ciekawy czas – dodaje.

Stefan Bobrowski, urzędnik, jest jednym z tych, co także w garniturze wsiadają na rower. Po przeprowadzce w dalsze zakątki miasta odkrył, że rower to najszybszy środek codziennego transportu. – Daje mi czas na dopicie porannej kawy i zjedzenie do końca jajecznicy z żoną – mówi. – Nie muszę czekać na tramwaj czy autobus i tłoczyć się w nich, a przy okazji oszczędzam pieniądze, rezygnując z biletu miesięcznego. Obecnie kupuję go tylko przez trzy miesiące – grudzień, styczeń i luty, co daje konkretne oszczędności. Ponieważ wraz ze mną na rower przesiadła się żona, korzyści jest więcej – po pracy odwiedzamy bary mleczne i robimy sobie wyprawy nocne – powietrze jest wtedy inne niż za dnia i jedzie się bardzo lekko. Rowery zabierają też ze sobą na wakacje. Mieli je nawet w czasie podróży poślubnej. – Zjeździliśmy na nich pół Europy – wspomina Stefan. – Zapewniam, że zwiedzanie Paryża, Rzymu czy Barcelony z siodełka jest dużo bardziej przyjemne, wydajne i ciekawe. Stefan od jakiegoś czasu też sam składa rowery. – Pierwszy złożyłem, gdy odkryłem, że mój stary „góral” nie nadaje się na płaski miejski asfalt – opowiada. – U koleżanki w piwnicy znalazłem starą ramę Huragana marki ZZR. Dokupiłem trochę części, resztę znalazłem u znajomych i powstał pierwszy rower. Drugi to by tzw. tall bike, czyli piętrowe połączenie dwóch rowerów.

W Klubie Młodzieżowym na Brzeskiej w Warszawie Stefan zaczął reperować i składać rowery z dzieciakami. – Zrobiłem kurs spawacza – opowiada. – Wyremontowaliśmy cały dół, przy pomocy firmy SAP zakupiliśmy maszyny, dogadałem się ze złomowiskami, żeby odkładały dla nas rowery i części. I przy pomocy szlifierek, spawarki i narzędzi zaczęliśmy tworzyć różne pojazdy. Ponieważ nie mogłem przekonać się do fotelików, na których dzieci widzą tylko plecy rodzica, na swoje potrzeby skonstruowałem rower ze skrzynią, która umożliwia córce oglądanie całego świata i kontakt ze mną. Teraz, ponieważ córki mam już dwie, kończę robić większą skrzynię.