1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Halina Poświatowska. Kiedy chcę żyć, krzyczę

Halina Poświatowska. Kiedy chcę żyć, krzyczę

Halina Poświatowska -  przez wielu nazywana sentymentalną, ale była także złośliwa, egocentryczna i uparta. (Fot. East News)
Halina Poświatowska - przez wielu nazywana sentymentalną, ale była także złośliwa, egocentryczna i uparta. (Fot. East News)
Gdy umiera poetka, podobno zawsze umiera na serce. Jednak w jej przypadku nie była to metafora. Od losu dostała 32 lata i większość z nich spędziła na spokojnej i rozpaczliwej tęsknocie za życiem. 9 maja Halina Poświatowska obchodziłaby swoje 85. urodziny. 

W styczniu 1945 roku rodzina Mygów spędziła w zimnych piwnicach kilka nocy. Wojska radzieckie właśnie wyzwalały Częstochowę. Halina miała wtedy dziewięć lat i zachorowała na anginę. Z braku potrzebnych lekarstw, głównie antybiotyków, angina zmieniła się w gorączkę reumatyczną i zapalenie wsierdzia. Właśnie wtedy w sercu dziecka pojawiła się wada zwana niedomykalnością zastawki dwudzielnej i stenozą mitralną. Dziewczynka spędziła wiele godzin, dni, a w końcu miesięcy w szpitalach, sanatoriach lub w swoim łóżku. Naznaczona – w tamtych czasach nieuleczalną – chorobą, została wykluczona z życia rówieśników. Nie mogła chodzić regularnie do szkoły, biegać, skakać, bawić się w większość gier, jeździć na rowerze, tańczyć. Wchodzenie po schodach kończyło się czasami utratą oddechu, kłuciem w płucach i potwornym bólem. Zdarzało jej się być upomnianą przez mamę za zbyt głośny śmiech, bo ten również mógł zmęczyć delikatne serce.

Halina Poświatowska. (Fot. East News) Halina Poświatowska. (Fot. East News)

Nieznośny bezruch

Każą mi leżeć nieruchomo, mówiłam Ci już, a ja tak bardzo lubię chodzić. Kiedy zostawiają mnie samą w pokoju, wstaję z łóżka i chodzę w koszuli od okna do drzwi. Coraz częściej myślę o tym, że może nie powinno się udać. Bo widzisz, kiedy już będę mogła oddychać, to trzeba będzie żyć, a ja tak bardzo boję się życia – pisała w „Opowieści dla przyjaciela”, stylizowanej autobiografii, na którą składają się listy i wspomnienia z tamtego okresu. Tworzą one intymny zbiór doświadczeń osoby chorej, żyjącej bez bliskich, zamkniętej w szpitalu, ograniczonej swoim ciałem.

Halina przebywała wtedy w 24-piętrowym uniwersyteckim szpitalu Hahnemann, w Filadelfii. Dzięki zbiórce pieniędzy wśród amerykańskiej Polonii popłynęła do Ameryki na operację. Ze względu na stan zdrowia nie chciano jej wpuścić na statek. Stało się to możliwe, dopiero gdy odpowiedzialność za stan zdrowia i potencjalną śmierć poetki wzięli na siebie jej rodzice. Podróż i późniejszy pobyt w szpitalu były dla Poświatowskiej doświadczeniem skrajnej samotności. Choć nie można powiedzieć, by do niej przywykła, to z pewnością miała sporo czasu, żeby zrozumieć ją lepiej od większości żyjących.

Więc w szpitalu każą jej leżeć nieruchomo, a ona spaceruje od okna do okna. Wspięłam się na palce, przechylona przez parapet, patrzyłam w dół. Ósme piętro. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się za nisko. Tam nade mną jeszcze szesnaście – prostopadła ściana świateł i wiatru. Komfort. Głupio byłoby z ósmego, jeśli można trzy razy osiem. Tabliczka mnożenia też ma swoje kompleksy wyższości. Dotarła na sam szczyt wieżowca. Wjechała windą na ostatnie piętro, otworzyła drzwi z napisem „przejście wzbronione” i weszła na werandę.

Tam na dole migotało wiele czerwonych świateł, wąskimi ulicami przesuwały się samochody zupełnie małe, szli ludzie. W górze był wiatr, przeciągał ponad dachami, chłodny, październikowy. Rozrzucił mi włosy, poprzez cienki szlafrok przedostał się do skóry. Nie skoczyła. Zmarzła i wróciła do szpitalnego łóżka. W szpitalu, podobnie jak w rodzinnym domu, głównie czeka i pisze. Masz rację, kochać nie umiem, a jeśli – to życie – życie, które chce mi się gdzieś zawieruszyć. Za to umiem ładnie czekać, doczekiwać, albo i nie doczekiwać. Na razie muszę doczekać do jutra – jutro zabiorą mnie do szpitala i może zaczną ze mną działać coś rozsądnie amerykańskiego. Zasranie długo to wszystko trwa, a ja nie mam najmocniejszych nerwów – pisze do swojego przyjaciela Ireneusza Morawskiego. To właśnie on jest adresatem „Opowieści dla przyjaciela”, wydanej w 1967 roku. Jej lektura pozwala uwierzyć, że przyjacielem jest czytelnik, każda śmiertelna istota.

Z Morawskim poznała się dwa lata przed wyjazdem do Ameryki, w Częstochowie, podczas wieczoru poetyckiego. Młody, ambitny, student literatury „doświadczony przez los, bo niewidomy” stał się powiernikiem poetki. Połączeni miłością, przyjaźnią, wymieniali setki listów, czasami brutalnych w swojej prawdzie. Jesteś dobry, bo mi nie psujesz moich wisielczych wymarzeń, inni ludzie nie wiedzą, że mi wzniośle ze świadomością apokalipsy, i zawzięcie przeczą – pisała poetka. Lektura „Opowieści dla przyjaciela” musiała być mimo wszystko druzgoczącym doświadczeniem dla Morawskiego. Jest tam m.in. fragment o tym, że choć był jej bliski jak bicie serca, to nigdy nie widziała w nim mężczyzny. Podczas jej pobytu w Stanach pisali do siebie listy, ale gdy Poświatowska wróciła, zerwał z nią kontakty. Nie zgodził się na publikację swoich listów, bo nie chciał sprzedawać, upubliczniać swoich uczuć. Prawdopodobnie kochał ją miłością romantyczną, ona chciała przyjaźni.

Nazywana jest sentymentalną tylko przez tych, którzy poznali jej kilka utworów o miłości i nigdy nie wniknęli w kuluary życia, twórczości Poświatowskiej. Autorka jej biografii, Kalina Błażejowska, w jednym z wywiadów zwraca uwagę na to, że poetka była także złośliwa, egocentryczna i uparta. – I muszę przyznać, że ta druga twarz Poświatowskiej bardziej mnie pociąga – dodaje.

Być żoną

W listopadzie, przed operacją serca „dowiaduje się, że nad jej stołem będzie 20 osób; że najpierw ją uśpią, potem zamrożą, potem podłączą jej sztuczne serce, a jej własne zszyją nylonową nicią” – napisała Kalina Błażejowska w artykule „Halina Poświatowska. Zbyt duże serce”. Gdy obudziła się po trwającej ponad siedem godzin operacji, czuła przeraźliwy ból i zimno. Leżała na workach z lodem, a do płuc miała podłączony szklany słój z wodą, który bulgotał, gdy oddychała. Przez pierwsze dni dostawała morfinę, poza tym okłady z lodu. Operacja, która miała uratować życie, przedłużyła je o dziewięć lat.

Skupiając się na opisywaniu świata wewnętrznego, poetka komentuje również otaczającą ją rzeczywistość, Amerykę, bogatą, ale kołtuńską. Ale dobre serca mają bestie – bo dają te dolary na wdowę – pisze w liście. Wdową została przed 21 urodzinami. Adolfa Poświatowskiego poznała w sanatorium w Kudowie. Młody malarz i filmowiec, również chorujący na serce, szybko jej zaimponował. Ślubowi sprzeciwiali się lekarze i rodzice, Halina miała 18 lat. Zagrożeniem dla życia nieuleczalnie chorych było współżycie, ciąża. Mimo wszystko Halina była uparta. Chciała być żoną. Adolf umarł samotnie w pokoju hotelowym z powodu zwężenia zastawki aorty. W tym czasie Halina przebywała na kuracji w Rabce, tam zastała ją informacja, że od teraz jest wdową.

Mama zawsze blisko

Przebywając w Ameryce, prosiła mamę, by w jej imieniu odpisywała adoratorom: Wiem, że to moja wina – bo sama ich nazgarniałam – ale teraz już mi zmierzli i koniec. Poza Ireneuszem, przyjacielem, miała ochotę wyłącznie na kontakt z Helmutem Gillnerem, chorującym na serce niemieckim filozofem. O tym, że jest w nim zakochana, opowiedziała swojej mamie. Szybko przyszła depesza „Nie będę kolekcjonować twoich mężów w rodzinnym grobowcu”. Ale to właśnie z mamą łączyła ją głęboka, pełna troski relacja. To dzięki niej miałam odwagę walczyć z bezsilnością własnego ciała, z koszmarem białych, nie kończących się dni, z niepokojem chwytających za gardło szpitalnych nocy. Przekazała mi swoją wspaniałą zaciętość, oddała mi całą swoją miłość i wszystkie pragnienia – pisała w „Opowieści dla przyjaciela”.

To właśnie mama protestowała przed wczesnym zamążpójściem swojej córki, ale gdy zrozumiała, że jej protesty nic nie dadzą – stanęła po stronie Haliny. A córkę miała bardzo upartą. Podczas chrztu ksiądz zmienił jej imię na Helena, uznając, że to bardziej przystoi rzymskokatolickiej kobiecie. Dorosła Helena postarała się o formalną zmianę imienia.

Przychodziła, siadała przy łóżku i czytała mi książki. Słuchałam i z jej słów budowałam obrazy tak żywe, że nieomal rzeczywiste. Byłam wszędzie, w stepach zachodniej Ameryki, brałam udział w ekspedycji afrykańskiej, płynęłam przez wzburzony ocean... Matka przerywała czytanie, żeby mi podać lekarstwa. Wypijałam szybko gorzkie krople, połykałam proszki, byle tylko nie przerywała czytania – tak poetka wspominała relację z mamą, której zresztą dedykowała „Opowieść dla przyjaciela”. Były blisko aż do samego końca, który przyszedł 11 października 1967 roku, w tydzień po operacji serca w warszawskim szpitalu.

Relacja z mamą bywa przez psychologów nazywana pierwotną, modelującą późniejsze związki, stającą się matrycą, punktem odniesienia. Szereg osób uznaje za oczywiste wsparcie otrzymywane od mamy, ponieważ trwa ono od początku znanego nam świata. Poświatowska przebywająca w Ameryce, pozbawiona bliskości z rodzicielką, miała sporo czasu, by docenić, próbować zrozumieć miłość, na którą mogła liczyć, do której zdolni są zazwyczaj tylko rodzice. Jak napisała: Jeszcze nie wspomniałam o miłości, miłość, tak ona jedna nie podlega upływowi czasu, trwa.

Psychoterapeutyczne analizowanie relacji z mamą zazwyczaj oparte jest na poszukiwaniu krzywd, zaniedbań, tego wszystkiego, czego nie dostaliśmy, a uważamy, że powinniśmy. Poświatowska wskazuje inny kierunek, skupienia się na tej, która zawsze była, czytała bajki do snu, troszczyła się o zdrowie i spokój.

Poetka łóżkowa

"Może tylko jeszcze Miron Białoszewski był takim polskim poetą łóżkowym, który prowadził życie towarzyskie w barłogu. Ale Poświatowska nie miała na sobie przepoconej piżamy, była elegancka i uszminkowana niczym Frida Kahlo pod baldachimem. Uśmiechała się i miała nadzieję. Jak w wierszu, gdzie mówi:
zawsze kiedy chcę żyć krzyczę gdy życie odchodzi ode mnie przywieram do niego mówię - życie nie odchodź jeszcze
(Fragment wiersza Haliny Poświatowskiej z tomiku "Elementarz Haliny Poświatowskiej dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków", Wydawnictwo Literackie)
Wrzeszczała więc i pochlipywała, ale jej ironiczna ocena swojej sytuacji sprawiała, że zamiast rzewnej i rozmemłanej dziewoi była wnikliwą artystką” – pisała Sylwia Chutnik w „Dużym Formacie”.

Gdy każdego dnia zmuszona była myśleć o śmierci, szukała tych chwil, w których działo się tylko życie. W Ameryce wybrała się na przejażdżkę rowerem, oczywiście ukryła ten fakt przed lekarzami. Nie opanowała się i rozpędziła z całych sił. I chociaż potem długo nie mogła złapać oddechu, żyła, przez chwilę po prostu żyła.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Mężczyźni Agnieszki Osieckiej

Agnieszka Osiecka w Warszawie w 1984 roku. (Fot. Jerzy Łapinski/Fotonova/East News)
Agnieszka Osiecka w Warszawie w 1984 roku. (Fot. Jerzy Łapinski/Fotonova/East News)
Żyła dla miłości, choć nie umiała kochać. Piękna, niezależna, o krok wyprzedająca swoje czasy. Szalenie inteligentna i jeszcze bardziej uzdolniona poetka, do której mężczyźni wprost lgnęli, choć nie była klasycznym typem uwodzicielki. A może to ona lgnęła do nich? Permanentnie nieszczęśliwie zakochana, a przecież pisała najpiękniejsze teksty o miłości.

Ja nie chcę znów za dużo mieć, za mało - też. W małżeństwie mi wystarczysz ty, parasol - w deszcz, i modny strój, i dobry but, i jeszcze żeby stał się cud... Oddałabym sukienki te i pończoch sto, by z tobą hen, do nieba biec i znów na dno... Bo kiedy w nas przygaśnie blask, ty dla mnie skradniesz jedną z gwiazd...
(fragment „Kto tak ładnie kradnie?” z tomiku „Najpiękniejsze wiersze i piosenki”, wyd. Prószyński i S-ka, 2016)
W swoim życiu miała wiele miłości, miłostek, zauroczeń i zakochań, a pośród nich były dwie najważniejsze - miłość do pisania i miłość do ludzi. Agnieszka Osiecka była bowiem duszą towarzystwa, uwielbiała dywagować, podnosić poważne tematy, ale też plotkować i powtarzać w kółko te same historie. Inspiracje do tekstów czerpała właśnie z kontaktów z ludźmi. Nieustannie wchodziła w przeróżne relacje – koleżeńskie, przyjacielskie i wreszcie miłosne, bez których z pewnością nie powstałyby jej najpiękniejsze teksty o miłości.

Bez przerwy goniła za miłością. Od najmłodszych lat otaczała się mężczyznami. Każdy z nich zupełnie się od siebie różnił. Rozkochiwała w sobie mężczyzn inteligentnych, kulturalnych, wybitnie utalentowanych, ale też chuliganów. Liczyło się olśnienie, zachwyt, coś nietypowego, czego w danym momencie życia potrzebowała.

Walka o szczęście

Jej pierwszą, prawdziwą miłością był Witold Dąbrowski, poeta, absolwent polonistyki i filozofii. Poznali się podczas Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, pracowali razem w Studenckim Teatrze Satyryków i przez kolejne dwa lata byli niemal nierozłączni. Osiecka w "Testamencie" pisała o ich związku: "W wielkim jarmarku warszawskiego festiwalu spotkałam Witolda i odbyłam tę jedyną w swoim życiu walkę o szczęście: ten jeden jedyny raz nie prześladowało mnie poczucie winy, ten jeden jedyny raz nie ono decydowało, ten jeden jedyny raz kochałam naprawdę".

Dąbrowski imponował Agnieszce swoją wiedzą literacką, poetyckimi ambicjami, intrygował sposobem bycia, pisała o nim, że miał „najpiękniejszą ze wszystkich twarzy”. Mieli diametralnie różne poglądy, Osiecka nie podzielała jego fanatycznych manier i nastawienia, jak u młodego buntownika walczącego o socjalistyczną przyszłość. Mimo to silne uczucie pierwszej, poważnej miłości trwało przez kilka lat, przerywane rozłąkami, kłótniami, zazdrością i romansami. Rozstali się, bo uznali, że oboje muszą poszukać swojej własnej drogi.

Panna Czaczkes

Związek Agnieszki z Markiem Hłasko urósł już do rangi legendy. On – znany już wtedy w środowisku literackim, uważany za najważniejszy głos młodego pokolenia, ona – niespełna 20-letnia pisarka, zafascynowana STS-em, na początku swojej pisarskiej kariery. Nieoczywisty, przystojny, niebieskooki, z postawą „na chuligana” uwiódł ją i nazwał swoją „Panną Czaczkes”. Widziała w nim prawdziwego mężczyznę, takiego, który zawsze robi co chce, kokietuje ludzi, uwodzi ich i rzuca, a do tego ma romantyczną naturę i niezwykłą umiejętność pisania. W ich historii jest wiele niedomówień i znaków zapytania. Symbolem ich miłości stał się kożuch, w którym Agnieszka fotografowała Marka w Kazimierzu, by później dostać go od niego w paczce z Izraela z dopiskiem: "Noś mój kożuch, wyglądaj w nim ładnie".

Zaręczyli się w 1958 roku, tradycyjnie – Marek poprosił o rękę Agnieszki jej matkę. Niedługo po tym wyjechał z kraju i już nigdy do niego nie wrócił. "Gdybyś ty była, gdybym mógł od czasu do czasu  spojrzeć na Twoje zwężenie na móżdżek i rozszerzenie na móżdżek - wiele by się zmieniło, jestem tego pewien" - pisał do niej z Paryża. Po kilku latach ich związek okazał się fikcją. Agnieszka zrezygnowała z ciągłego czekania, a Hłasko stracił już resztki nadziei na powrót do Polski.

Coś Ty zrobił, Jeremi

O romansie Osieckiej z Jeremim Przyborą nie mówiło się głośno, wielu dowiedziało się o nim dopiero w 2010 roku, po wydaniu książki „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze” – jednej z najpiękniejszych miłosnych korespondencji w polskiej literaturze.
(fragment „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze”, Magda Umer, wyd. Agora)
Ich piosenki w latach 60. znała cała Polska, oboje byli już znani z radia, teatru, telewizji, kabaretu. Jeremi był wtedy żonaty, nic więc dziwnego, że postanowili trzymać swoją relację w tajemnicy, nawet przed najbliższymi przyjaciółmi. Ich związek, choć krótki i bogaty w rozstania i powroty związane z ich licznymi podróżami, był niezwykle intensywny. Gdy Przybora, jeszcze na początku ich związku, wyjechał na kilka tygodni do Paryża, Agnieszka z tęsknotą pisała do niego: "Coś ty zrobił, Jeremi. Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko Twojej nieobecności". Pisali do siebie tysiące zdań, a ich miłosne wiersze i piosenki są równie piękne, co burzliwe, dramatyczne i wzruszające. Zupełnie tak, jak ich związek. To właśnie dla Jeremiego Przybory Osiecka napisała jedną ze swoich piękniejszych ballad - "Na całych jeziorach - ty".
Na całych jeziorach - ty, o wszystkich dnia porach - ty, w marchewce i w naci - ty, od Mazur do Francji - ty...

Na co dzień, od święta - ty, i w leśnych zwierzętach - ty, i w ziołach, i w grzybach, w nadziejach, że to chyba - ty...

We wróżbach i w kartach - ty, na serio i w żartach - ty, w sezonie i potem, przed ptaków odlotem na wielka tęsknotę - ty, zawsze ty...

(fragment „Na całych jeziorach - ty” z tomiku „Najpiękniejsze wiersze i piosenki”, wyd. Prószyński i S-ka, 2016)

Nie mów do mnie jak do żony

Agnieszka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie nadaje się do stworzenia prawdziwego, tradycyjnego domu. Zwykła mówić, że nie widzi się w roli żony, a codzienność i domowa rutyna ją zwyczajnie nudzi. Mimo tego wydawało jej się, że związek z mężczyzną da jej upragnione szczęście. Dwukrotnie wychodziła za mąż. Jej pierwszym mężem był Wojciech Frykowski, człowiek-legenda, który w sierpniu 1969 roku, wraz z Sharon Tate, Jayem Sebringiel i Abigail Folger, został brutalnie zamordowany przez bandę Charlesa Mansona. Ślub Osieckiej i Frykowskiego odbył się w 1963 roku w Zakopanem. Był smoking, biała suknia, limuzyna i tylko panna młoda była jakby zupełnie w innej bajce. Agnieszka już wtedy wiedziała, że popełniła błąd. Ich małżeństwo trwało kilka miesięcy. Agnieszka przyznała później, że była to impulsywna decyzja, że ich związek to tak naprawdę nie była miłość, a jedynie niedojrzały flirt.

O jej drugim mężu, Wojciechu Jesionce, pisała niewiele. Poznali się w Piwnicy pod Baranami, Agnieszka chciała się nim zaopiekować, pomóc mu w karierze reżyserskiej, on jednak, z wykształcenia archeolog, nie wykorzystał tej szansy. Osiecka nie traktowała małżeństwa na poważnie, skutkiem czego po raz kolejny jej związek okazał się wielkim nieporozumieniem.

Jak dwa żywioły

Najtrwalszy, choć niezapieczętowany małżeństwem związek stworzyła dopiero z Danielem Passentem. Byli całkowitym przeciwieństwem. Daniel cenił spokój, harmonię i uporządkowane życie. Agnieszka żyła chwilą, niczego nie planowała, nie przejmowały jej dobra materialne. Mimo tego oczarowała go, zostawił dla niej żonę i zamieszkali razem na jej ukochanych Mazurach. Tam, przez chwilę, byli szczęśliwi. Daniel był jedynym mężczyzną, z którym próbowała stworzyć rodzinę, pragnęła mieć z nim dziecko.

Swoją jedyną córkę, Agatę Passent, urodziła w 1973 roku. Macierzyństwo ją przytłoczyło, niemal wszystkie obowiązki związane z córką przejął Passent. Agnieszka, choć tak bardzo chciała mieć dziecko, nie umiała udźwignąć roli matki. Zostawiła Daniela z ich kilkuletnią córką i uciekła do nowej miłości, Zbigniewa Mentzla. Kochała Agatę, w towarzystwie potrafiła opowiadać o niej godzinami, starała się utrzymywać z nią jak najlepszy kontakt, pokazywać jej swój światopogląd, chciała, żeby była ciągle obecna w jej życiu. W szkolnym wypracowaniu dziewięcioletnia Agata napisała „Moja matka ma oczy niebieskie, a włosy koloru ciemnego blondu. Z tyłu jest dość gruba, ale jest dosyć ładna. Nie umie prawie wcale gotować. […] Moja matka wcale na mnie nie krzyczy, tylko każe mi nosić skarpetki. […] Taka jest ona. Moja matka jest poetką, ale wolałabym, żeby była farmaceutką”.

Satyryk i współtwórca STS-u Andrzej Jarecki, redaktor paryskiej "Kultury", starszy od niej o 30 lat Jerzy Giedroyc, założyciel i dyrektor Teatru Atelier w Sopocie André Hübner-Ochodlo - z nimi również Agnieszka Osiecka próbowała pisać miłosne historie ze szczęśliwym zakończeniem. Bezskutecznie. Czy to właśnie przez nieustanną tęsknotę za prawdziwą miłością jej oczy przepełniał smutek?

Korzystałam z książek: "Zdradziecka Osiecka" Piotra Derlatki (Wydawnictwo Instytut Wydawniczy Latarnik im. Zygmunta Kałużyńskiego) i "Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką" Zofii Turowskiej (Wydawnictwo Prószyński i S-ka). 

  1. Kultura

Radek Rak laureatem Nagrody Literackiej Nike

Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę
Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli". (Fot. screen Instagram @radek_rak_/materiały prasowe)
Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli". W poprzednich edycjach tę nagrodę dostali m.in.: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł.

- Ta książka to klechda. Jak każda klechda jest triumfem wyobraźni i dotyka twardej rzeczywistości, prawdziwego świata. Snuje historie nie z tej ziemi i jednocześnie opowiada coś, co drzemie w realnej historii. W naszej wspólnej podświadomości, w podglebiu języka, którym mówimy. W tym paśmie realności, z którym mierzy się "Baśń o wężowym sercu", jest coś poruszającego i okrutnego zarazem. Coś co powinno zostać opowiedziane - mówił podczas wręczania Nagrody Literackiej Nike przewodniczący jury profesor Paweł Próchniak.

„Baśń o wężowym sercu” to książka, która powstała wskutek inspiracji Radka Raka postacią Kóby Szeli, znaną ze "Słowa o Jakóbie Szeli" Brunona Jasieńskiego. Jak czytamy w opisie od wydawcy, „Baśń” jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka. Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku. To powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

33-letni Radek Rak dzieli pracę pisarza i weterynarza. Jako autor debiutował w 2014 roku książką "Kocham cię, Lilith", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Później związał się z Wydawnictwem Powergraph, gdzie wydał dwa kolejne tytuły: "Puste niebo" (2016) i "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" (2019). Za "Puste niebo" został nagrodzony Złotym Wyróżnieniem w Nagrodzie Literackiej im. Jerzego Żuławskiego i nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Jego "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" była też nominowana m.in. do Nagrody Literackiej "Gdynia".

- Jestem zaskoczony, nie przygotowałem sobie niczego mądrego, co mógłbym powiedzieć, bo trochę lepiej piszę, niż mówię. Jestem zaszczycony i cieszę się bardzo - mówił Radek Rak, odbierając najważniejszą nagrodę literacką w Polsce.

Nagrodę Nike Czytelników dostała natomiast Joanna Gierak-Onoszko, za reportaż "27 śmierci Toby'ego Obeda". Autorka spędziła w Kanadzie dwa lata, sprawdzając, co ukryto pod tamtejszą kulturową mozaiką, by opowiedzieć to w formie reportażu. Joanna Gierak-Onoszko kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju. To opowieść o winie i pojednaniu, zbrodni bez kary i ludziach, którzy wymykają się przeznaczeniu.

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia, czyli podczas ostatniego etapu konkursu. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych i statuetkę zaprojektowaną przez Gustawa Zemłę. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

  1. Styl Życia

Ekomisja Julii Fiedorczuk

Julia Fiedroczuk (Fot. Albert Zawada/WL)
Julia Fiedroczuk (Fot. Albert Zawada/WL)
Aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo − mówi Julia Fiedorczuk, i przekonuje, żeby potrzebny do działania zachwyt czerpać z poezji.

Pięć lat temu wspólnie z meksykańskim poetą i tłumaczem mieszkającym w Warszawie, Gerardem Beltránem napisaliśmy trójjęzyczny (po polsku, hiszpańsku i angielsku) esej pt. „Ekopoetyka. Ekologiczna obrona poezji”, w którym staraliśmy się przyjrzeć temu pojęciu od strony etymologicznej. Ma ono źródłosłów grecki, gdzie eko, czyli oikos oznacza dom, gospodarstwo domowe, społeczność, a poiesis − tworzenie, tak jak robi to rzemieślnik: z elementów. Zatem chodzi o głęboki namysł, ale i pewien rodzaj życiowych praktyk nakierowanych na budowanie świata jako wspólnego domu wszystkich istot, nie tylko ludzi, na Ziemi.

Zawsze ciekawiło mnie, jak życie ludzkie splecione jest z życiem innych istot i procesów, które zachodzą na Ziemi, i moje pisanie od początku jest zanurzone w tych tematach. Im bardziej się nimi interesowałam, tym bardziej docierała do mnie świadomość straty, jakiej dziś doświadczamy w związku z wielkim wymieraniem gatunków. Ta strata jest faktem, więc musimy przeżyć żałobę, żeby móc odzyskać pewien rodzaj sprawczości. A poezja jest przestrzenią, która pomaga przejść przez proces żałoby ekologicznej. Nie tylko jako źródło narzędzi, ale też miejsce do zbudowania pewnego rodzaju zachwytu, który da nam energię do działania. Poezja daje także silniejsze odczuwanie życia i świata, a to jest ważne, bo aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo.

Niezbyt interesują mnie tzw. wiersze o przyrodzie, bo uważam, że są nieprzekonujące i nieadekwatne do współczesnego świata. Interesuje mnie za to poezja, która za pomocą swojej formy, metafory i głębokiej pracy z wyobraźnią, z dźwiękiem, głosem i oddechem – reaguje na to, jak nasza planeta zmieniła się w ciągu ostatnich 20 lat. Jako amerykanistka uważnie obserwuję, co dzieje się w poezji w tamtejszym obszarze językowym, i zauważam, że jest to coś w rodzaju laboratorium metafory, sposobów mówienia. Z moich zainteresowań literaturoznawszych wyrosła właśnie ekopoetyka.

Szkoła rzemiosła

Razem z Filipem Springerem otworzyliśmy Szkołę Ekopoetyki, w której chcemy przekuć koncepcję w praktykę. Rozszerzyliśmy ją do przestrzeni namysłu także nad tym, w jaki sposób nasze praktyki językowe wpływają na kształtowanie relacji z więcej niż ludzkimi istotami i w jaki sposób odnieść się do faktu, że kryzys planetarny jest w pierwszym rzędzie kryzysem wyobraźni. Zaprosiliśmy osoby, które pracują z wyobraźnią – pisarzy, dziennikarzy, artystów – i które są zainteresowane budowaniem tego domu w sposób adekwatny do tego, jak działa przyroda, i wyzwaniami, które stawia przed nami epoka antropocenu. Przez rok podczas dziewięciu zjazdów będziemy czytać teksty i wspólnie je analizować, ale będziemy też wędrować po Polsce, spotykać się z różnymi ludźmi, począwszy od artystów, kulturoznawców, poprzez specjalistów od klimatu, po przyrodników. Pojedziemy na przykład zobaczyć krajobraz zniszczony przez kopalnię odkrywkową, ale też zobaczymy piękne miejsca, niektknięte przez ludzką działalność; będziemy słuchać i milczeć.

Zależy nam na zbudowaniu wrażliwości i języka, który nie będzie powtarzał szkodliwych klisz, używanych czasami także przez ludzi szczerze zaangażowanych w przyrodę. Często używamy na przykład słowa „natura”, a co ono właściwie dla nas znaczy? Bardzo liczymy na to, że nasi słuchacze będą zaszczepiać ten rodzaj wrażliwości tam, gdzie funkcjonują.

Julia Fiedorczuk, pisarka, poetka, tłumaczka i krytyczka literacka, adiunkt w Zakładzie Literatury Amerykańskiej Instytutu Anglistyki UW, współtwórczyni pierwszej w Polsce rocznej Szkoły Ekopoetyki, której pierwsza edycja właśnie się rozpoczęła. 

  1. Kultura

Znamy siedmioro finalistów Nagrody Literackiej Nike

Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. (Fot. Materiały prasowe)
Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. (Fot. Materiały prasowe)
Znamy już listę siedmiu tytułów książek, których autorzy powalczą o Nagrodę Literacką Nike 2020. W finale znalazły się dwie powieści, dwa eseje, biografia i dwie książki reporterskie.

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia, czyli podczas ostatniego etapu konkursu. Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

Oto lista siedmiu książek, których autorzy powalczą o nagrodę za najlepszą książkę roku 2020

Radek Rak, "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli", Wydawnictwo Powergraph. "Baśń" jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka. Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku. Radek Rak napisał powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

Filip Zawada, "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. O ludziach, którzy mają dużo miłości, ale nie mają komu jej dać. Na świecie pewnych jest tylko kilka rzeczy. Za wyrażanie się nie dostajesz deseru (kto by go zresztą jadł). Błażej to beksa i irytujący dureń, który gówno wie o życiu. A dorośli zajmują się samymi pierdołami, no chyba, że są kierowcami cystern. I bądź tu mądry, kiedy kot Szatan znika w tajemniczych okolicznościach, sklepikarka Stefa rodzi sobie nagle dziecko, a za zakonnicami to już w ogóle nie trafisz."Rozdeptałem czarnego kota…" to historia poszukiwania swojego miejsca na Ziemi, planecie ludzi. Świeża, błyskotliwa proza, która sprawia, że zaczynasz widzieć, jak bardzo świat z twoich wyobrażeń różni się od tego, w którym żyjesz. Z każdą stroną uświadamiasz sobie, że tę książkę Filip Zawada napisał właśnie o tobie.

Agnieszka Dauksza, "Jeremianka", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Gdzie jest Maria? Maria Jarema. Ona o sobie zawsze: Jarema. O niej najczęściej: Jaremianka. Kobieta awangarda. Emancypantka, zaangażowana aktywistka – niekwestionowany autorytet. Jedna z najzdolniejszych i najbardziej charyzmatycznych artystek XX wieku. Dziewczyna ze Starego Sambora na Kresach, która przyjechała do Krakowa, by „wymyślić sztukę na nowo”. Studiowała pod kierunkiem Xawerego Dunikowskiego, współtworzyła Grupę Krakowską i teatr Cricot, właśnie z nią najchętniej współpracował Tadeusz Kantor. Ukochana żona Kornela Filipowicza, matka Aleksandra, siostra bliźniaczka Nuny, ceniona przyjaciółka m.in. Różewiczów, Sternów, Przybosiów. W ich wspomnieniach jawi się jako wcielenie ruchu, zmienna, zachwycająca postać, która pozostawiała po sobie wrażenie niedosytu. Gdy poznała diagnozę swojej choroby, pracowała w zapamiętaniu, by namalować każdy kolejny obraz – chociaż jeszcze jeden. Jej prace wciąż zdumiewają nowatorstwem pomysłów, inspirują i prowokują. „Nie umarła” – twierdzili zgodnie jej bliscy.

Piotr M. Majewski, "Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu", Wydawnictwo Krytyka Polityczna. Brudne intrygi polityczne, wielkie spektakle propagandowe, zawiła walka wywiadów i perfidne kampanie prowadzone na łamach prasy. To książka o kulisach uprawiania polityki. Autor przedstawia w niej modelowy przypadek sytuacji, gdy w imię ratowania pokoju Europa uczyniła milowy krok w kierunku katastrofalnej wojny.

Monika Sznajderman, "Pusty las", Wydawnictwo Czarne. Żyjąc, zajmujemy miejsce tych, którzy byli przed nami, taka jest oczywista kolej rzeczy. Jak jednak żyć w miejscu, w którym garstka ludzi zajmuje miejsce po ośmiuset, jak wypełnić taką przestronną pustkę? Szczególnie gdy tych ośmiuset nie odeszło tak, jak nakazuje czas, lecz zmiotła ich historia? "Pusty las" to opowieść autorki o życiu w Wołowcu, beskidzkiej wsi, z której kolejno znikali szukający szczęścia za oceanem biedacy, wizjonerscy nafciarze, Żydzi, Cyganie, Łemkowie. To także jej hołd dla tego miejsca na ziemi, jego historii, przyrody i jego mieszkańców.

Paweł Piotr Reszka, "Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota", Wydawnictwo Agora. Wyobrażasz sobie, że grupa osób mogłaby bezcześcić miejsca pochówku w poszukiwaniu drogocennych rzeczy? Z książki Pawła Piotra Reszki pod tytułem „Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota” dowiesz się, że taki proceder trwał całymi latami i był źródłem stałego dochodu dla wielu osób. Jak to możliwe? Masowe mogiły w Bełżcu i Sobiborze to miejsca ostatniego spoczynku tysięcy ofiar, które straciły życie w tamtejszych obozach zagłady. Byli to głównie Żydzi, którzy zostali zgładzeni, a ich groby stały się miejscem procederu uprawianego przez mieszkańców pobliskich wsi całymi latami. Rozkopywali oni bezimienne mogiły każdego dnia, w poszukiwaniu tytułowego „żydowskiego złota”. „Na Icki”, w poszukiwaniu złota, chodzili ojcowie, synowie, żony i córki, sąsiedzi, a nawet małe dzieci. Przeszukiwali groby, a prochy zmieszane z ziemią przepłukiwali w rzece, a nawet robili specjalne doły, tzw. płuczki, aby łatwiej im było znaleźć złoto. Paweł Piotr Reszka poszukiwał na tych terenach ludzi, którzy z perspektywy czasu oceniliby negatywnie te praktyki. Tymczasem z jego książki wynika, że tylko on ocenia takie działanie, jako godne potępienia. Osoby zaangażowane w cały proceder i ich rodziny zobojętnieli na wszystko. Traktowali masowe mogiły Żydów jak pola, na których można znaleźć złoto. Przekonaj się, co kierowało kopaczami i co myślą o takich występkach ich potomkowie. Czy żałują? Czy sądzą, że to co zrobili ich przodkowie było złe?

Joanna Gierak-Onoszko, "27 śmierci Toby'ego Obeda", Wydawnictwo Heraclon International. To też jest Kanada: siedem zapałek w słoiku, sny o czubkach drzew, powiewające na wietrze czerwone suknie, dzieci odbierane rodzicom o świcie. I ludzie, którzy nie mówią, że są absolwentami szkół z internatem. Mówią: jesteśmy ocaleńcami. Przetrwaliśmy. – Zniszczono cały nasz naród. Nigdyśmy się nie podnieśli. W Europie ekscytujecie się modą na Kanadę, bo patrzycie na nią przez kolorowe skarpetki naszego nowoczesnego premiera. Ale prawda mniej się nadaje do lajkowania – mówi jeden z bohaterów książki. Joanna Gierak-Onoszko spędziła w Kanadzie dwa lata, sprawdzając, co ukryto pod tamtejszą kulturową mozaiką. W swoim reportażu autorka kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju. Dlaczego Kanada ściąga dziś z pomników i banknotów swoich dawnych bohaterów? Jak to możliwe, że odbierano tam dzieci rodzicom? Czyja ręka temu błogosławiła? "27 śmierci Toby’ego Obeda" to reporterska opowieść o winie i pojednaniu, zbrodni bez kary i ludziach, którzy wymykają się przeznaczeniu.

Powyższe opisy książek pochodzą od ich wydawców.

  1. Kultura

Znamy nominacje do Nagrody Literackiej Nike 2020

Nagroda Literacka Nike przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego. (Fot. BEW PHOTO)
Nagroda Literacka Nike przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego. (Fot. BEW PHOTO)
Zostały ogłoszone tytuły 20 książek, które powalczą o Nagrodę Literacką Nike 2020. Po raz pierwszy listę nominowanych poznaliśmy jedynie za pomocą mediów - zwykle lista była podawana podczas Warszawskich Targów Książki, które w tym roku zostały odwołane. Finalistów poznamy we wrześniu, a laureata 4 października.

 

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Celem nagrody jest promocja literatury polskiej, ze szczególnym zwróceniem uwagi na powieść, choć w konkursie startować mogą wszystkie gatunki literackie (w tym autobiografie, eseje, pamiętniki) i humanistyka o wybitnych wartościach literackich. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych i statuetkę zaprojektowaną przez Gustawa Zemłę. Wśród laureatów poprzedniej edycji byli między innymi: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Dorota Masłowska, Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł.

Nagroda Literacka Nike 2020 - nominacje

W tym roku 20 nominowanych tytułów do Nagrody Literackiej Nike to:
  • "Jaremianka" Agnieszka Dauksza,
  • "27 śmierci Toby’ego Obeda", Joanna Gierak-Onoszko,
  • "Kalendarz majów", Konrad Góra,
  • "W czasach szaleństwa", Magdalena Grochowska,
  • "Potop", Salcia Hałas,
  • "Tancerka i zagłada. Historia Poli Nireńskiej", Weronika Kostyrko,
  • "Feluni", Ewa Kuryluk,
  • "Miłość w trybie awaryjnym", Ewa Lipska,
  • "Stramer", Mikołaj Łoziński,
  • "Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu", Piotr M. Majewski,
  • "Znikanie", Izabela Morska,
  • "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli", Radek Rak,
  • "Płuczki", Paweł Piotr Reszka,
  • "Kafka. Życie w przestrzeni bez rozstrzygnięć", Tadeusz Sławek,
  • "Dziennik. Jeszcze jedno zdanie", Tadeusz Sobolewski,
  • "Pusty las", Monika Sznajderman,
  • "Srebro ryb", Krzysztof Środa,
  • "Pianie kogutów, płacz psów", Wojciech Tochman,
  • "Substancja nieuporządkowana", Adam Zagajewski,
  • "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", Filip Zawada.
W jury tegorocznej edycji konkursu zasiądą: Teresa Bogucka, Agata Dowgird, Maryla Hopfinger, Dariusz Kosiński, Iwona Kurz, Anna Nasiłowska, Magdalena Piekara, Paweł Próchniak, Szymon Rudnicki.

Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów podawany do wiadomości we wrześniu. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia. Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.