fbpx

Gdy nie przychodzi…

123RF.com

Jak coś tak naturalnego, tak prostego jak sen może być tak zawodne?

Szacuje się, że na przewlekłą bezsenność cierpi od 10 do 15 proc. ludzi na całym świecie. W swojej krótkotrwałej, ostrej formie dotyka ona każdego z nas. Czy zasypianie nie powinno być czymś tak naturalnym i biologicznie uwarunkowanym, jak chociażby oddychanie? Powinno i w dużej mierze jest. Trudność polega jednak na tym, że aby było skuteczne, musi dojść do współpracy aż trzech ważnych obszarów: naszego ciała, umysłu oraz otoczenia.

Czy to mnie dotyczy?

Bezsenną noc może wywołać niewielka kontuzja albo ważny egzamin następnego dnia, a z drzemki wyrwać awanturujący się sąsiad, zły sen czy pełen pęcherz. Niektórzy za nic nie zasną podczas pełni księżyca lub po obejrzeniu dreszczowca. Na szczęście jedna nieprzespana noc nie stanowi jeszcze problemu.
Według powszechnie znanych kryteriów bezsenność dotyczy trudności: w zasypianiu, w pozostaniu w stanie snu i osiągnięciu snu głębokiego. Powyższe sytuacje, które można by pod nie podciągnąć, nie są jednak objawami klinicznymi, a jedynie przypadkiem krótkotrwałym, incydentalnym. Kiedy w takim razie powinniśmy zacząć się martwić? Jeśli zdarzają się nam częściej, mają przewlekły charakter i istotnie wpływają na naszą pracę, nastrój czy inne aspekty życia.

Nabyta i wrodzona

Autorzy książki „Bezsenność”, dr dr Paul Glovinsky i Artur Spielman (wyd. Septem 2010) od lat zajmujący się tą dolegliwością, opracowali Trójczynnikowy Model Bezsenności, który pomaga wyjaśnić jej przyczynę oraz przebieg.
Wyróżniają trzy rodzaje czynników:

  • predysponujące do powstawania bezsenności (mamy z nimi do czynienia zanim jeszcze pojawi się w naszym życiu, np. ludzie, którzy często odczuwają niepokój lub wzburzenie łatwiej mogą na nią zapadać),
  • wywołujące bezsenność (można je zidentyfikować dopiero, gdy pojawi się dolegliwość, a są to zwykle konkretne, bardzo stresujące wydarzenia, np. śmierć bliskiej osoby, utrata pracy),
  • utrwalające bezsenność (są odpowiedzialne za jej przejście z krótkotrwałej w przewlekłą, np. ciągłe myślenie o swoich problemach ze snem, traktowanie łóżka jak miejsca tortur).

Najlepiej rokuje leczenie bezsenności wynikłej z trzeciego typu czynników, w dwóch pozostałych bowiem przypadkach stajemy w obliczu nie tylko wrodzonych skłonności, ale też traumatycznych zdarzeń, które miały miejsce w zamierzchłej przeszłości, albo stresogennych sytuacji, które właśnie się rozgrywają. A to już wymaga dłuższej terapii. Tymczasem aby zwalczyć czynniki utrwalające bezsenność, wystarczy…

Zmienić swoje zdanie

Według Glovinskiego i Spielmana liczy się nie tylko to, o czym myślimy przed snem, ale przede wszystkim to, co sądzimy o samym śnie. Czy w wyniku wychowania lub doświadczenia nie nauczyliśmy się go lekceważyć? A może wprost przeciwnie – przeceniamy jego wagę? Albo jeszcze inaczej – obawiamy się go? Przyjrzyjmy się kilku typowym przekonaniom na temat snu.

Sen to przyjemność

Są ludzie, którzy tak uwielbiają drzemać, jak inni jeść. Wylegują się w łóżku, w miarę możliwości, do późnego popołudnia i są w stanie zrezygnować z nocnych balang, byle tylko smacznie się wyspać.  Dla nich utrata tej jednej z podstawowych przyjemności może być nie lada problemem. Co powinni zrobić, jeśli dopadnie ich bezsenność? Zrzucić sen z piedestału, na którym go postawili, i przyjąć postawę: „niech się dzieje co chce” – radzą psychologowie. Przestawienie myślenia na: „sen jest tylko czynnością fizjologiczną” – może ich odblokować, a do tej pory wymarzony i wyidealizowany stan – wreszcie nadejść.

Sen to ucieczka

„Prześpij się z tym” – taką radę często słyszymy od znajomych, kiedy zwierzamy się im z jakiegoś problemu, na który nie możemy znaleźć sposobu. I nie możemy wyjść ze zdumienia, jak często to się sprawdza. Sęk w tym, by umieć „wyłączyć” myślenie na czas snu i dostarczyć umysłowi odpoczynku niezbędnego do ujrzenia rzeczy w nowym świetle.
Sen jako swoista ucieczka od rzeczywistości – takie podejście może zdziałać wiele dobrego. Uczymy się tego już od dziecka. Kiedy boimy się potworów czyhających za oknem lub schowanych w kącie, nakrywamy głowę kołdrą i zaciskamy oczy. To samo możemy zrobić teraz, gdy dybie na nas zły szef albo Urząd Skarbowy. Łóżko powinno być dla nas schronieniem, oazą spokoju, miejscem, w którym możemy się skryć przed całym światem.

Sen to strata czasu

Takie podejście jest dość powszechne w wielkich korporacjach i środowiskach nastawionych na sukces. Sen kradnie czas, który można by wykorzystać na efektywną pracę. Dlatego przeznaczamy na niego tylko tyle miejsca, ile zmieści się w naszym grafiku. Są też zwolennicy takiego podejścia, którzy wyznają jeszcze inną zasadę: „szkoda czasu na sen”. Skoro życie ma nam tyle do zaoferowania, trzeba z tego korzystać! I często dziwią się, że nie chce do nich przyjść wtedy, gdy wreszcie znaleźli na niego ochotę i czas. Gonitwa myśli, przemęczenie, niemożność osiągnięcia stanu relaksu. Zemsta? Raczej przykra i logiczna konsekwencja. Jeśli zaniedbujemy swoje potrzeby, szczególnie te biologiczne, nie dziwmy się, że organizm odmawia współpracy.

Sen to utrata kontroli

Z radością zanurzasz się w magmie snu, by odpłynąć w nieznane czy raczej boisz się, że spotkają cię złe rzeczy, a może nawet, że się już nie obudzisz? Lęk przed snem, to częsta dolegliwość u osób starszych lub tych, które doświadczyły straty bliskiej osoby. Jawi im się jako przekroczenie dwóch światów, wędrówka, która może nie mieć powrotu.

Na utratę kontroli, jaką jest zapadnięcie w sen, nie chcą sobie pozwolić także ci, którzy miewają koszmary senne albo nie czują się bezpiecznie w otoczeniu, w którym przychodzi im zasypiać. Bywa też tak, że jeśli nie potrafimy sobie dać rady z własnym życiem, chcemy sobie udowodnić, że choć nad tym jednym mamy władzę. Skazujemy się tym samym na płytki i często przerywany sen, mający wiele pokrewnego z tym, na jaki pozwala sobie wartownik lub samotny żeglarz. Tymczasem trzeba sobie powiedzieć, że są w życiu rzeczy, na które mamy wpływ i takie, które są od nas niezależne, jak sen. I zarówno z jednym, jak i drugim, się pogodzić.

No dobrze – spyta ktoś – skoro nie mamy kontroli nad snem, jak możemy zapanować nad bezsennością?
Czy nie traktować jej raczej jako dolegliwości, z którą musimy nauczyć się żyć? Z pomocą przyjdzie nam pewna metafora: spróbujcie porównać sen do wody. To prawda, że nie potrafimy zapanować nad falami oceanu, ale możemy przecież nauczyć się na nich unosić, a nawet ze sporą frajdą serfować.