fbpx

Marek Edelman „I była miłość w getcie”

Marek Edelman „I była miłość w getcie”
Materiały prasowe

Mottem dla tej książki mogłyby być przytoczone przez Marka Edelmana słowa Léona Bluma: „To zrobili ludzie”. Trzeba o tym przypominać, bo w opowieściach o Zagładzie zwyczajna twarz oprawcy ginie w tłumie, stając się częścią „systemu”.

W społeczności zamieszkałej w getcie czy masie pędzonej na Umschlagplatz indywidualne rysy traci także ofiara. Świadek zbrodni (zwierzający się Pauli Sawickiej jak ongiś Hannie Krall) przywraca twarz kilkudziesięciu osobom. Mówi o ich emocjach. Nie tylko o miłości, lecz także o rozpaczy, strachu, bezradności, upokorzeniu. Ale też o odwadze, poświęceniu, bezinteresowności, przyjaźni. O rezygnacji i o nadziei. O poddaniu się wyrokowi losu i o walce. „Widziałem jeszcze to i to, spotkałem tego i tamtą, pamiętam o tym, że…” – opowiada Marek Edelman. Opowiada z bolesną świadomością, że pewne fakty wciąż jeszcze „trzymane są w brzuchu”. I trzeba się spieszyć z ich ujawnieniem, żeby zdążyć przed Panem Bogiem.

Świat Książki, Warszawa 2009, s. 195